Blog > Komentarze do wpisu
Oscypki z Barceloną

Rzadko, bo rzadko, ale czasami to się zdarza: nie ma na Śląsku ciekawego meczu. Wtedy jadę sobie zazwyczaj do Krakowa na Wisłę albo na Cracovię. Wieczorny meczyk po jednej lub drugiej stronie Błoń nie może zakończyć się ot tak: zwieńczeniem eskapady powinny być oscypki z grilla wytaplane w żurawinie i konsumowane o północy pod gwiaździstym niebem na Placu Nowym na Kazimierzu.

I tak właśnie było parę godzin temu. To wymieszanie na podniebieniu tak odległych od siebie smaków jest przeżyciem na tyle mocnym, że człowieka ogarniają dreszcze... Pycha, polecam! A wczoraj przy oscypku trwały gorączkowe rodaków i współuwielbiaczy oscypka rozmowy o tym, jak to pierwszy raz w historii polski klub pokonał Barcelonę. Oczywiście prowadzone umiarkowanie głośno, bo każdy wie, że na Kazimierzu głośnych peanów na cześć Wisły nie tyle głosić nie wypada, co po prostu nie należy. W tamtej dzielnicy jeszcze nigdy nie widziałem kibica w koszulce z Białą Gwiazdą;-)

Reasumując: oscypek z żurawiną po zwycięskim meczu Wisły z Barceloną  - bezcenne.

PS Parę słów o Wiśle. Jej wielki sukces tym bardziej, że wcale nie wszyscy piłkarze Skorży zagrali moim zdaniem dobrze. Bardzo podobał mi się Pawełek (pierwszy raz widziałem go w barwach Odry Wodzisław na halowym turnieju w Chorzowie, kiedy miał 16 lat. Od tamtej pory utkwił mi w pamięci), choć potwierdził, że mecze, w których zdarza mu się przynajmniej jeden kiks nie należą do rzadkości. Dziś to już jednak bramkarz europejskiego formatu. Bardzo podobał mi się także Brożek: Puyol na pewno zapamięta na długo wiślackiego napastnika. Parę dni temu widziałem Lecha, teraz widziałem Wisłę; obie drużyny są w formie, więc nie mogę się doczekać nadchodzącego meczu między nimi.

PS2 Nie tylko ja uznałem, że na chwilę warto ze Śląska ruszyć się do Krakowa. W tłumie zauważyłem Jana Furtoka, prezesa GKS-u Katowice.  

PS3 Pierwszy raz w życiu byłem świadkiem przemocy na stadionie w... słusznej sprawie! Było tak: akurat siedziałem w sektorze E, w większości w otoczeniu kibiców niecodziennych (znaczy przychodzących na stadion nie codziennie, a nawet nie co miesięcznie) i bardziej starszych niż młodszych. Mój sąsiad po prawej, mówił zaaferowany do kolegi, że "mecz na stadionie to jednak zupełnie co innego niż w telewizji", więc czujecie klimat.

Kiedy rozpoczął się mecz dwa, trzy rzędy niżej doszło do sytuacji zdumiewającej. Po odśpiewaniu wiślackiego hymnu stateczni kibice wokół mnie usiedli. Wyjątkiem był pewien łysy wyrostek w dresie, który siadać nie miał zamiaru. Zaraz za nim zajął miejsce starszy mężczyzna, który Reymana pewnie na własne oczy nie oglądał, ale "Messu" Gracza już na pewno. Staruszek poprosił grzecznie młodziana, żeby usiadł. Ten odpalił, że to jego miejsce i może robić co chce, po czym z drwiącą miną odwrócił się lekceważąco. W efekcie kibic zamiast goniącego piłkę Brożka miał przed oczami plecy i pośladki młodzieńca. Starszy pan prosił dresa jeszcze kilkakrotnie, podobnie jak jego sąsiedzi. Młodzian miał to gdzieś. Stał. Stał. Stał. Było w tej scenie coś strasznie odpychającego. To było chamstwo, które zapierało dech w piersiach, chyba wszyscy wokół czuli się zażenowani, zawstydzeni, zniesmaczeni. To było coś takiego, za co nawet zwykły człowiek ma ochotę dać w gębę. I zwykli ludzie na trybunach właśnie to poczuli. Daremne prośby w kosmos trwały może minutę, a potem zdarzyło się coś niespodziewanego. Nagle czyjeś rozczapierzone palce chwyciły dresa za kark i wciągnęły w otchłań między rzędami!

Począł bronić się ze straszną siłą. Zrozumiał na koniec, że go chcą zamordować; strach, rozpacz i wściekłość odbiły się na jego twarzy: piana okryła mu wargi, z piersi wydobył się ryk zwierzęcy. Po dwakroć wyrywał się z rąk oprawców i po dwakroć ręce ich chwytały go za ramiona, za piersi, za brodę i osełedec; on szamotał się, kąsał, ryczał, upadał na ziemię i znów podnosił się, okrwawiony, straszny. Podarto na nim ubranie, wyrwano mu osełedec z głowy, wybito oko, na koniec przygniecionemu do ściany złamano rękę. Wówczas padł.*  

Młodzian został przez pikników stłamszony, przeżuty, strawiony i ostatecznie wypluty. Opuszczając chyłkiem trybunę w niesławie, ale jednak w całości (wolę się zastrzec, że "wybite oko", "połamana ręka" i "wyrwany osełedec" miały tylko podkreślić dramaturgię zdarzeń) odgrażał się jeszcze; straszył kolegami i demonstracyjnie wystukiwał numer na komórce. Był żałosny, tym bardziej, że ludzie przestali na niego zwracać uwagę. Kibiców obchodził już tylko mecz, wreszcie mogli się na nim skupić. Ośmieszony dres zrozumiał, że to koniec. Już nie wrócił.

To zdarzenie utwierdza mnie w przekonaniu, że zawsze warto znać stadionową topografię swojego ulubionego klubu. Uważam, że na trybunach powinno być miejsce dla wszystkich; dla ultrasów krzyczących bez opamiętania przez cały mecz; dla kobiet, które nie chcą narażać swoich synków na wywrzaskiwane zewsząd przekleństwa; dla nie przepadających za ciągłym dopingowaniem kibiców, którzy wolą oglądać w skupieniu wydarzenia na boisku; nawet dla ziewających menedżerów pod krawatem, którzy wychodzą kwadrans przed końcem, żeby potem nie stać w korku pod stadionem. Miłość do klubu powinna łączyć ludzi różnego temperamentu, usposobienia i charakteru, ale miejsce na trybunach wręcz przeciwnie - niech ich dzieli. Niech na stadionie są miejsca, gdzie cały czas się wrzeszczy, podskakuje i nie wypada inaczej oraz miejsca gdzie siedzenie odrywa się od siedziska dopiero w 90 minucie. Tak jak flegmatyk nie pasuje do młyna, tak bezczelny dresiarz nie pasuje do sektora pikników. Nie ma rady: trzeba się dostosować. Jeśli wchodzisz między wrony musisz krakać tak jak one.

Fajnie, że dresiarz mógł się o tym przekonać. 

* Zgadliście. To stamtąd

środa, 27 sierpnia 2008, pavelczado

Polecane wpisy

  • Moja pierwsza rozmowa na wakacjach

    Banjul, Gambia. Po przyjeździe natychmiast wbijam samotnie w miasto. Północ. Nieoświetlony zaułek. Kilkudziesięciu miejscowych porozrzucanych w grupy. Dwóch dre

  • Arabela

    Wróciłem właśnie z czarodziejskiego świata. Byłem w Ďolíčku , niezwykłym stadionie praskiej Bohemki. Bohemians kontra Sparta... Czy można wyobra

  • Jeden wielki spazm

    Bylem wlasnie w mlynie podczas meczu tajskiej ekstraklasy miedzy Muangthong United aRoyal Thai Navy FC. Siedzialem w miejscu gdzie na TYM zdjeciu jest czerwono-

Komentarze
Gość: talib, 193.108.194.*
2008/08/27 09:47:58
Jak widać młody jesteś skoro nigdy nie widziałeś kibica "Bialej Gwiazdy" na Kazimierzu...Zanim kilku debili zaczęło biegać z nożami i siekierami po Krakowie ( jednemu właśnie kończy sie wyrok- niestety...), Kazimierz i Stare Podgórze były wiślackimi okolicami.
-
Gość: Illuminate, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/27 10:06:20
Serce roście ...
-
Gość: Emo, *.icpnet.pl
2008/08/27 12:51:38
Z całym szacunkiem, ale ze stwierdzeniem, że Pawełek jest graczem europejskiego formatu nie jestem w stanie zgodzić się nawet jeśli ktoś oferował by mi dożywotni zapas oscypków i to takich z grilla!:) Mimo że wczorajszy mecz mu wyszedł (choć i tu bym nie przesadzał), jest on moim zdaniem najsłabszym punktem Wisły (o ile nie gra Singlar...) i jeśli Krakusi poważnie myślą o pucharze UEFA to czym prędzej powinni rozejrzeć się za golkiperem.
Co się tyczy... flegmatyków w młynie:) Moją ulubiona scenką było hasło podczas jakiegoś meczu Lecha w zeszłym sezonie. Osobnik zawiadujący śpiewem w Kotle krzyknął: "Ej flegmatycy, wy nie macie żadnej ulubionej piosenki, ale każdą lubicie śpiewać dwa razy!". Po czym zaczął znowu wersy piosenki śpiewanej przed chwilą:)
numer10.blox.pl/html
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/27 13:41:44
Żaden sukces... Wisła wygrała, bowiem Barcelona odpuściła sobie ten mecz niemal zupełnie. Piłkarze Wisły, mimo teoretycznie korzystnego wyniku przegrała jeszcze przed wyjściem na boisko. Oni nie wierzyli, że mogą być dla katalończyków równorzędnym rywalem. Udowodnili to w pierwszym meczu i tuz po nim, a także przed rewanżem kiedy to zgodnym chórkiem nucili melodię o tym że Barca awansowała. Gdzie ich ambicja?
Kolejna porażka Wisły jest pomysł, żeby bilety na mecz o nic (biorąc pod uwagę postawę piłkarzy) kosztowały 200 z i więcej... I tylko żal kibiców, o Barca nie pokzzała nic ciekawego, Wisła również. Henry'ego lepiej widać w telewizji niż z wysokości przeciętnego stadionu a w dodatku nie trzeba znosic obecnosci pikników ;p

Oscypki...ble, ble ;p
-
Gość: fan, *.chello.pl
2008/08/27 14:55:52
To prawda , ze Braca grala na jakies 25% swoich mozliwosci jednak wiekszosc polskich druzyn przegralaby z nia grajaca na 10% Niestety takie realia , pilkarska Europa wciaz sie oddala od nas Wiec mimo wszystko brawa dla pilkarzy Wisly za ambicje bo nia wygrali ten mecz Jednak czym innym mogli ? Wiec to nie dziwi Nie jestem kibicem Wisly zaznaczam
-
2008/08/28 13:29:19
O meczu pisać nie będę, wynik jest wynik, Pawełka nie uważam za bramkarza klasowego, a jego słynne wyplucie piłki przed siebie to jeden z jego najbardziej charakterystycznych markowych zagrań.
Co innego zwróciło moją uwagę - ten dresik, spacyfikowany przez normalnych ludzi.
Ociec mój, w czasach studenckich, uczęszczał na mecze Pogoni w Szczecinie, i historia którą przeczytałem wyżej jako żywo przypomina mi opowieści właśnie sprzed tych dwudziestu paru lat, kiedy zadymiarz na trybunie był przez "normalnych kibiców" z tłumu wyławiany, i tłumaczono mu, pedagogicznie oczywiście, że zrobił be. Nie było bandy ochroniarzy, policji w pleksi. A delikwent jakoś się uspokajał.
Może w końcu znormalnieje na stadionach, co?
-
Gość: bb, *.77.classcom.pl
2008/08/31 13:01:03
Wygrana w drugiej połowie (dwu)meczu ale i on cały pokazują, że Wisła mogła przejść Barcelonę. Jeśli z góry zakładamy, że pokonają nas drużyny : 7 z Hiszpanii, 10 z Anglii, 10 z Włoch, 2 z Grecji, 5 z Niemiec, 3 z Rosji, 2 z Ukrainy, 3 z Portugalii, 1 z Chorwacji, 2 z Rumunii, 3 z Turcji, 1 z Szwajcarii itd., to myślimy pieniędzmi. Każda drużyna z którą Wisła miałaby rywalizować o LM ma teoretycznie lepszych piłkarzy.
Oglądając mecz nasuneło mi się porównanie :
Pressing właściwy : Dwóch zawodników podbiega do przeciwnika z piłką i próbuje całym ciałem mu ją odebrać, trzeci blokuje najbliższe podanie; po czymś takim Wisła przeważnie traciła piłkę
Pressing polski : Jeden ( ew. dwóch ) podbiega ( uważaj, żeby nie z blisko ani nie za szybko ) do przeciwnika i czeka, co zrobi; dzięki temu Barcelona za pomocą kilku prostch i oczywistych podań dostawała się pod pole karne Wisły
Pawełka można uznać za zawodnika światowego formatu, ale to zasługa światowego formatu.
Brożka można uznać za zawodnika światowego formatu, ale to zasługa światowego formatu obrońców.