Blog > Komentarze do wpisu
Porzucają Wisłę dla Barcelony

Zniechęcony wieściami z igrzysk postanowiłem je na kilka dni odpuścić. W poniedziałek trzy pokolenia Czadów (dziadek, ojciec i wnuko-syn) wrzuciły parę podkoszulków do auta i przejechały się na mecz do Barcelony. Jadąc tam i z powrotem mieliśmy mnóstwo niespotykanych zdarzeń głównie natury meteorologicznej (tam - mistral albo jakiś ichniejszy boreasz w Langwedocji, z powrotem - trąba powietrzna na opolskim odcinku A4), ale wszystko dobrze się dla nas skończyło.

Na Camp Nou obserwowałem zachowanie swojego dziesięcioletniego syna, który wrzeszczał jak szalony po każdej bramce barcelończyków (to dla niego był ten wyjazd). Potwierdził się fakt, który zaobserwowałem już wcześniej. Oto z nowym pokoleniem rośnie nowy, niespotykany dotąd rodzaj polskich kibiców, do których należy także Junior.

Dwadzieścia lat temu ich istnienie byłoby nie do pomyślenia. Mnie porażka Wisły zmartwiła, synowi jej los był całkowicie obojętny. Dla niego Wisła znaczy tyle samo co Szachtar Soligorsk albo Al Ahly, on skupiał się na Barcelonie i cieszył się nią.

Za moich czasów na naszym podwórku pierwszym i najważniejszym ulubionym klubem była zawsze drużyna z Polski. Można było lubić Real, Milan, Liverpool ale dopiero na drugim miejscu, w uzupełniającym, można stwierdzić telewizyjnym, ujęciu.

Teraz tendecja się odwraca. Junior ma swoje sympatie w polskiej lidze, namawiam go do chodzenia na mecze, ale nasze rozgrywki to dla niego niestety tylko deser, a i to niekonieczny. Bo mali polscy (i nie tylko polscy) kibice porzucają Legie, Wisły, Ruchy, Górniki dla Barcelon, Reali, Manchesterów.

Bezpowrotnie.

Na zawsze.

Kibicowska globalna uniformizacja postępuje coraz bardziej. Czy to źle? Niektórzy powiedzą, że tak. Inni, że nie. A ja się martwię. Chciałbym temu zaradzić.

Ale nie wiem jak.

PS Po wyjściu ze stadionu wypatrzyłem w tłumie kibiców, którzy włożyli klubowe koszulki z napisem na plecach "Maciek" i "Marek". To były koszulki Barcelony.

PS 2 Oczywiście barceloński rozmach oszałamia, tym klubem rzeczywiście żyją na co dzień tysiące ludzi. Ale było także coś co mnie niemile zaskoczyło. W sklepiku Barcelony można w jej barwach kupić właściwie wszystko, można umeblować sobie kuchnie i pokój dziecinny, a także sypialnię... Ja od slipek i pościeli wolałbym dobrze udokumentowaną statystycznie monografię o dziejach Barcelony. - Nie ma. Kibice nie kupują książek - usłyszałem w kasie. O w mordę; wygląda na to, że przeciętny fan FCB uwielbia Messiego, pamięta de Boerów, kojarzy Stoiczkowa i Cruyffa, ale na nazwiska Kocsisa, Kubali albo Ramalletsa reaguje wzruszeniem ramion...

PS 3 Bardzo żałuję, że nie mogłem zostać w Barcelonie do weekendu. W sobotę ekipa Guardioli gra  mecz o Trofeo Joana Gampera z samym Boca Juniors (bilety na Argentyńczyków były znacznie droższe niż na Polaków). Zobaczyć Boca w Europie - bezcenne. Zobaczyć choćby dla piłkarza, którego tak wychwala Futbolin. Ale tym razem się nie udało...

PS 4 Wróciliśmy w porę. O tym jak Tomasz Majewski walczy o złoto dowiedzieliśmy się w samochodzie, dzięki radiowej transmisji.

piątek, 15 sierpnia 2008, pavelczado

Polecane wpisy

  • Moja pierwsza rozmowa na wakacjach

    Banjul, Gambia. Po przyjeździe natychmiast wbijam samotnie w miasto. Północ. Nieoświetlony zaułek. Kilkudziesięciu miejscowych porozrzucanych w grupy. Dwóch dre

  • Arabela

    Wróciłem właśnie z czarodziejskiego świata. Byłem w Ďolíčku , niezwykłym stadionie praskiej Bohemki. Bohemians kontra Sparta... Czy można wyobra

  • Jeden wielki spazm

    Bylem wlasnie w mlynie podczas meczu tajskiej ekstraklasy miedzy Muangthong United aRoyal Thai Navy FC. Siedzialem w miejscu gdzie na TYM zdjeciu jest czerwono-

Komentarze
2008/08/15 23:33:51
Tak się zastanawiam, co by było gdyby mój syn także zdecydował się kibicować czemuś w rodzaju Barcelony. Potraktowałby to jako klęskę wychowawczą? Czułbym wstyd, kiedy piłkarze mojego ukochanego klubu nie potrafią wymienić między sobą 3 celnych podań podczas gdy ci z Katalonii nie tylko podają ale robią to w dodatku w fajny sposób?
Brrr.. lepiej o tym jednak nie myśleć:)
-
Gość: heh, *.chello.pl
2008/08/16 01:44:28
na samolot nie masz?
-
2008/08/16 01:45:45
"Ale nie wiem jak." Trudno się dziwić, skoro chyba najważniejszą batalię, bo o syna, póki co Pan przegrywa.
Zjawisko jest dość powszechne, choć dla mnie niezrozumiałe. Zawsze wspieram polskie kluby, nawet jeśli w pucharach ma grać... Legia :P
A tu na polskiej stronie Barcy podczas meczu z Wisłą teksty typu:
- Barça przejedzie po wiśle jak walec :)
- no to lejemy skisłą:) [my?]
- dlaczego gramy w wyjazdówkach ? ;/ [my?]
- 1-0 ETOOO CZARNA PERŁAAAA!!
- Mecz kontrolowany. W drugiej połowie padnie z 2 brameczki i papa Wisła.
- Denerwuje mnie komentator... caly czas "mielismy szczescie ze te strzal Barcelony byl zablokowany" "znowu tracimy pilke" niech mowi za siebie....
- Pieknie brawo Barçaaaaa!!!!
- Niech sie Wislaki nie ciesza ze w domu bedzie lepiej, bo nadciaga Messi ^^

A to tylko kilka wybranych. Ludzie złoci, sam zazwyczaj [czyli jak już w Polsce gaśnie światło] kibicuję Barcelonie, ale żaden zagraniczny klub nigdy nie przesłaniał mi rodzimych... Smutne to i niepojęte. Swoją drogą, ciekawe co o takich polskich kibicach sądzą prawdziwi, katalońscy cules?
-
Gość: Torquemada, *.mtvk.pl
2008/08/16 01:59:23
"W całym kraju musi się roić od ojców, którzy doswiadczyli najokrutniejszej, najbardziej druzgocącej porazki, jaką można sobie wyobrazić: ich dzieci stały się kibicami niewłaściwego klubu (...) Co bym zrobił, gdyby mój syn lub córka w wieku siedmiu bądź ośmiu lat zdecydowali, że ich tata to szaleniec, a Tottenham, West Ham lub MU to ich drużyny? Jak dałbym sobie z tym radę? Czy jak nakazuje rodzicielska przyzwoitość, umiałbym pogodzić się z faktem, że moje dni na Highbury dobiegły końca i kupić dwa karnety na White Harte Lane lub Upton Park? NIGDY, cholera jasna. Jestem zbyt dziecinny w sprawach zwiazanych z Arsenalem, aby ulegać zachciankom dziecka. Wyjaśniłbym mu, że szanuję tego typu decyzję, niemniej jeśli chce pójść na mecz swojego klubu, musi najpierw samodzielnie zarobić pieniądze na bilet. To powinno otrzeźwić patałacha."

Nick Hornby "Futbolowa Gorączka"
-
Gość: kibic odpowiedniej drużyny, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/16 11:34:59
A ja byłem w czwartek na meczu Lecha Poznań z Grasshoppers Zurich i siedziałem obok może pięcioletniej dziewczynki z blond-warkoczykami i biało-niebieską flagą wymalowaną na buzi. Miejsce dalej siedział jej ojciec i za każdym razem kiedy "kocioł" intonował nową pieśń, tato tłumaczył córeczce co śpiewają, a ona kiedy załapała śpiewała razem z resztą siedemnastotysięcznej widowni. Morał jest taki, że jeśli na stadionie stworzy się warunki do tego żeby dzieciaki z normalnych rodzin mogły przychodzić na mecze i dopingować, kiedy starsi kibice tłumaczą im o co tak na prawdę chodzi i kiedy dba się rzeczywiście o ten narybek, to nie ma innej możliwości niż kibicowanie właściwemu klubowi. Jestem przekonany, że w Poznaniu dzieciaków dla których Kolejorz jest na innym miejscu niż pierwsze, znajdzie się mniej niż w innych miastach Polski.
-
2008/08/16 13:02:03
Bo jak słusznie zauważył komentator TVP, po 4 bramce dla Barcelony, to jest zupełnie inny świat, inny futbol. Rzec by można inna dyscyplina. A zaraz potem dodał, że naszych zaczynają łapać kurcze. W przegranym 4:0 meczu!!!! Taka jest niestety różnica i jeśli ktoś się przed meczem "napalał" to naprawdę zazdroszczę pasji.
-
Gość: Riken, *.ibd.gtsenergis.pl
2008/08/16 13:05:34
Przepraszam ale co w tym złego że ludzie w Polsce kibicują Barcelonie czy Milanowi? To że jestem Polakiem oznacza że muszę kochać polskie kluby? Bo w przeciwnym razie nie jestem patriotą? Dla mnie to głupota. Swoja drogą, polska piłka jest sama sobie temu winna. Korupcja, ustawiane mecze, żenujący poziom to ma przyciągac młodych kibiców? Zamiast iść na mecz ekstraklasy, zapłacić drogi bilet, kibice wolą wykupić abonament cyfry i oglondac piękną, zagraniczną piłkę. Troche smutna ta rzeczywistość, ale sami sobie do tego doprowadziliśmy...
-
Gość: wime, *.welnowiec.net
2008/08/16 19:52:54
Mój dobry kumpel przywiózł z podrózy do Ameryki Płd. koszulkę Boca Juniors. Od 6 m-cy to moja ulubiona koszulka....

Co do kibicowania - chodziłem dwie dekady na GKS. Ale mi przeszło.A przeszło mi w chwili kiedy pierwszy raz pojechałem na Arsenal. Ten doping (jedyna rzecz, która można porównać tu i tam...), mnóstwo ludzi, zajefajna infrastruktura i kosmiczny futbol! Rzecz, która de facto nie ma porównania! To tak jak seks z Carmen Electrą albo z Kazimierą Szczuką... W Polscena meczu góra 5 tysięcy luda (wyjątek to Kraków i Poznań), żenująca infrastruktura (a właściwie jej brak ) - jedna buda z kiełbaskami i obrzydliwe szaliki.Brak proporczyków, oryginalnych koszulek, plakatów, etc. O poziomie piłkarskim to lepiej nie gadać...Ciężko nazwać coś ekstraklasą jak goście przewracają się o własne sznurówki....

Zamiast chodzić na mecz w Polsce wolę dwa razy w roku oglądać live na Wyspach.
Wizzair 300 złotych, hotel 300 złotych, bilet u konia 400 zł, 200 zł na browary .Mecz na żywo bezcenne...

Polską ligę szczerze odradzam - tak samo jak Premiership polecam!


PS. Wiśle kibicuję - to jedna polska drużyna z "jajami". Mecze np. z Saragossą lub Schalke to klasyka polskiej piłki. Zapowiada się, że na wiele lat. Szkoda, że tych "jaj" nie pokazali na Camp Nou :(
-
2008/08/16 20:15:48
drogi wime, myślę, że nie doceniasz szczuki...chodzi mi oczywiście o szczukę prawdziwą, a nie o szczukę w roli metaforycznego uosobienia naszej ekstraklasy...
-
Gość: Niebieski z białym, *.icpnet.pl
2008/08/16 21:58:21
@kibic odpowiedniej drużyny
Nie wiem kto ma "biało-niebieskie" barwy, ale z pewnością nie Lech i jeśli ojciec tejże dziewczynki będzie ją nadal edukował kibicowsko, to raczej nic dobrego z niej nie wyrośnie. Jest też możliwość, że barwy wymalowane były odpowiednio, a pomylił się autor komentarza. Ale wtedy jaki z niego "kibic odpowiedniej drużyny"?

@wime
Śmiem twierdzić, że jeśli chodzi o doping, to w Polsce mimo wszystko jest lepiej niż w Anglii ;) Highbury library.
-
Gość: Aidi, *.aster.pl
2008/08/16 22:27:56
U mnie od małego zawsze na pierwszym miejscu była Legia, potem długo nic, potem pozostałe Polskie drużyny grające w pucharach i dopiero jakieś sympatie czy antypatie zagraniczne. Mecz Wisły z Barceloną oglądałam, oczywiście szkoda, że przegrali (a ja jeszcze na początku miałam jakieś głupie nadzieje, jak zawsze. I, co gorsza, nadal mam nadzieję, że w Krakowie będzie lepiej...).
Może i za granicą jest ten zupełnie inny futbolowy świat, ale ja już się chyba z polskiej ligi nie wyleczę...
Co do syna to specjalnie bym nic nie robiła. Może sam zrozumie...
-
Gość: Olo, *.telsten.com
2008/08/16 23:31:43
Jak sobie syna wychowałeś, taki teraz jest. Wbrew pozorom widać, że niedaleko padło jabłko od jabłoni.
-
2008/08/16 23:39:48
"Ja od slipek i pościeli wolałbym dobrze udokumentowaną statystycznie monografię o dziejach Barcelony. - Nie ma. Kibice nie kupują książek - usłyszałem w kasie. O w mordę; wygląda na to, że przeciętny fan FCB uwielbia Messiego, pamięta de Boerów, kojarzy Stoiczkowa i Cruyffa, ale na nazwiska Kocsisa, Kubali albo Ramalletsa reaguje wzruszeniem ramion..."

Paweł, wydaję mi się, że książkę Barcy kupić to by i kupiło z kilka tysięcy czytelników w Europie. Sęk w tym, że pościeli czy koszulek sprzedadzą kilkaset tysięcy. Koszt produkcji (druk w Chinach raczej niemożliwy) i pracochłonnośc w przypadku książki są znacznie większe, a zysk mniejszy niż przy "prześcieradłach" czy "kubkach". Jako, że Hiszpanie to "leniwy" naród wolą iść na łatwiznę ;-P i dobrych publikacji piłkarskich w Hiszpanii w zasadzie brak.
-
2008/08/18 03:52:14
@ Pavel Czado:

Strasznie nie lubię upychania po szufladach, ale tym razem chyba się nie obejdzie. Sami jesteście sobie winni, Pawle. Wy, dziennikarze sportowi. Tzn. Ty to może tego do siebie nie bierz, bo z tego, co Cię czytam wychodzi, że reprezentujesz kompletnie odmienny trend. I chwała Ci za to. Niestety, gruba większość Twoich kolegów walnie przyczynia się do takich sytuacji, jak ta z Juniorem (to jeszcze nie porażka, on ma dopiero dziesięć lat, wszystko da się jeszcze wyprostować:))) Zdarzało mi się bywać tu-tam-siam po świecie. Nigdzie, ale to nigdzie w futbolowych mediach akcenty nie są rozłożone tak bezsensownie, jak u nas. Gdyby odsunąć na bok walory stylistyczne, okaże się, że gros polskich dziennikarzy sportowych równa do niebotycznego (rech rech) poziomu BravoSportu. Liczy się dla nich angielska wielka czwórka, Barca, Real, czasem jeszcze Inter i Milan, ale to rzadziej. Czerpiąc wiedzę o piłce li tylko z rodzimych środków masowego przekazu można by dojść do wniosku, że cały futbolowy świat ogranicza się do Old Trafford, the Bridge, Anfield, Emirates, Camp Nou, Bernabeu i San Siro. I szlus. Dalej pozbawiona życia pustynia.
Do tego dochodzi czarny PR robiony polskiej lidze. Red. Sarzało na swoim blogu (linkowanym, podobnie jak Twój, na sport.pl!!!) pisze o niej językiem zdegustowanego zgreda, któren wszędzie był, wszystko widział i Bogiem, a prawdą, to nigdzie mu się nie podobało. Rafał Stec (to w ogóle porażka, rażący przykład źle zaprzęgniętego talentu) nie dalej, jak pół roku temu rozdmuchał wielgachną medialną krucjatę, za pomocą której udowadniał całemu światu (a przede wszystkim chyba sobie samemu), że polskie stadiony to siedliska wcielonego zła, gniazda hord rozwrzeszczanych zwyrodnialców demolujących wszystko, co napotkają na swej drodze do taktu Horst-Wessel-Lied.
Powtarzam: nigdzie tak nie ma. Jasne, można się podpierać różnymi argumentami w stylu nędzy polskiej piłki, futbolowego estetyzmu (rotfl) itepe itede. Ale np. w takiej Belgii, gdzie -zwłaszcza ostatnimi czasy - jest niewiele lepiej, niż u nas, fani Brugii gdy trzeba zaciskają zęby i, fakt - z ciężkim sercem, trzymają kciuki za grający w Europie Anderlecht. Na Ukrainie najpierw kibicujesz swojemu klubowi (nieważne - Szachtar, czy Krywbas), dopiero później masz jakieś inne sympatie. W Meksyku, gdzie rozziew poziomu sportowego jest znacznie większy, niż u nas, nikt się nie wstydzi tego, komu kibicuje. Nawet, jeśli ten ktoś to Chiapas, nie Cruz Azul.
(cdn)
-
2008/08/18 04:23:05
(cd)
Tymczasem u nas w tzw. kulturalnych kręgach ryzykownie jest się przyznawać w ogóle do żywszego zainteresowania futbolem. Owszem, kibicowanie w stylu "wykupić abonament cyfry i oglondac piękną, zagraniczną piłkę." (przeklejone, pisownia zgodna z oryginałem:]) to jeszcze. Ale jak się kiedyś przyznałem koledze z pracy, że zdarza mi się zabrać czteroletnią córkę na mecz (nie na Camp Nou, u nas na wsi), to popatrzył na mnie jak na jakiegoś wykolejeńca po czym, zebrawszy się w sobie, wykrztusił, że może - tym bardziej, że dziewczynka przecież - lepiej byłoby nad wodę, do lasu, albo chociaż do piaskownicy. Cóż, jedno nie wyklucza drugiego. Ale skąd o tym wiedzieć, prawda?
Dziwnym zbiegiem okoliczności ten sam kolega jest, ekhem ekhem, zapalonym kibicem Chelsea. Na Stamford Bridge był raz w całym swoim czterdziestoletnim życiu. To tyle samo, co ja, a młodszy jestem o jedną trzecią. Zresztą, wiek nie gra tu roli, bo dozgonna miłość kolegi do the Blues jakoś tak interesująco zbiega się w czasie z pojawieniem się w Londynie pewnego Rosjanina. Ilość odwiedzin na obiekcie CFC też właściwie nie gra roli, bo kolega nie zauważa żadnej różnicy między kibicowaniem stadionowym, a telewizyjnym. Cóż, w przypadku Chelsea być może faktycznie jej nie ma. Ale o tym, że w przypadku bliskiej nam obu geograficznie Jagiellonii jest już się kolegi nie da przekonać. On wie swoje. Wie swoje, bo otwiera pierwszą z brzegu gazetę, czy pstryka pilotem jakikolwiek telewizyjny kanał i jest bombardowany informacjami o tym, że Man Utd najprawdopodobniej kupi Berbatowa, że nowemu menedżerowi Chelsea zdarzyło się kiedys wygrać Copa Libertadores (a co to jest w ogóle???), że Arsenal to, Inter tamto, Real siamto... Efekt? Wielki, pożal się Stwórco, kibic piłki nożnej, który nie potrafi wymienić połowy zespołów grających w rodzimej ekstraklasie. Paradne.
-
2008/08/19 01:22:20
I jeszcze tekścik w temacie
-
2008/08/19 10:08:14
@albiceleste10
Sytuacja w Exeter jest jednak trochę inna niż ta w polskich miastach. To tak jakby mali obywatele Rzeszowa nosili koszulkę Reissa lub Rogera, a nie Kloca. Exeterczycy zostają jednak w kręgu własnego kraju - nie noszą koszulek Realu albo Milanu. Inna sprawa, że paradując w koszulce Lecha czy Legii można pewnie w Rzeszowie dostać po zębach...
Inna też sprawa, że mieszkając w Rzeszowie łatwiej i częściej można zobaczyć dziś w telewizji mecz MU albo Barcelony niż Lecha i Legii (w końcu LM jest także w publicznej).
Jeszcze inna sprawą jest gdzie tu jest miejsce dla Stali Rzeszów. Exeter jest w drugim rzędzie - za MU lub Chelsea. Stal Rzeszów jest w trzecim - za Barceloną i Milanem i potem Lechem i Legią (albo odwrotnie).
-
2008/08/20 00:02:59
@ Pavel Czado:

1. Nigdy nie byłem w Exeter. W Rzeszowie bodaj raz, a i to przejazdem. Przypuszczam jednak, że w sensie piłkarskim z obu miejsc do świata, w którym istnieją Manchestery, Reale i takie tam jest równie daleko. Nie tylko piłkarskim zresztą. Niewielu mieszkańców obu miast będzie miało daną Twojej latorośli okazję przekroczenia progu Camp Nou, Anfield, etc. Nie sądzę zatem, aby kwestia państwowości grała tu jakąś specjalną rolę. 'Long Distance Lovers' z Exeter może i nie oblekają się w barwy Interu, czy Realu, ale to zapewne tylko dlatego, że jakakolwiek piłka prócz brytyjskiej jest w wyspiarskich mediach właściwie nieobecna. 'Long Distance Lovers' z Rzeszowa są w o tyle lepszej (?) sytuacji, że w swoich telewizorach mogą podziwiać zarówno Cristiano Ronaldo i Stevena Gerrarda, jak i Leo Messiego, czy Kakę.

2. Nie sądzę, aby istniał jakikolwiek drugi, czy trzeci rząd. Jest Arsenal/Chelsea/Barca/Inter a potem nie ma nic. Nie wiem ilu małych obywateli Rzeszowa nosi koszulki Reissa, lub Rogera. Przypuszczam, że niezbyt wielu. Tak przynajmniej jest w miejscach, które znam (pomijając Poznań i Wawę:) Dla nich Lech, Legia, Wisła, Górnik, czy ktokolwiek niezbyt różnią się od Stali, Warmii, Unii, albo innego lokalnego KS. To ta sama polska piłka, którą zwyczajnie wstyd się interesować. A zresztą, nawet gdyby ktoś chciał ten wstyd przełamać, to niezbyt ma jak, bo - jak sam piszesz - nie ma jej w otwartej telewizji.

3. Pomijając pierwsze dwa punkty: (...) epic journeys, unforgettable last minute celebrations and those wet, windy and miserable nights. Without any of these are you really a supporter at all? Arent you just a follower? Or a consumer? Or an interested party?

You wouldnt start a relationship with someone living 250 miles away with the intention of never visiting would you?! You might boast about to your friends, they might give you regular updates of their lives but it wouldnt be a real relationship at all would it?


Właśnie. Ktoś tam niżej wspomniał o seksie z Carmen Electrą. Ja cały czas trwam w przekonaniu, że nazywanie się "kibicem" Realu, Milanu, Arsenalu itepe przez człowieka, który stadiony tych klubów oglądał li tylko w telewizji jest jak onanizm przed zdjęciem gwiazdy MTV. OK, na pierwszy rzut oka taka pani wydaje się o niebo bardziej atrakcyjna od koleżanek ze szkoły/pracy/podwórka. Ale po pierwsze, jak sie przyjrzeć bliżej, wrwżenie pryska. Po drugie - i przede wszystkim - nawet takiej nie dotkniesz, nic już nie mówiąc o bardziej zaawansowanych akcjach. Po trzecie, cóż, z onanizmu dobrze byłoby kiedyś wyrosnąć...
-
2008/08/20 00:25:00
@albiceleste10
Zgadzam się z Tobą. I zastanawiam się czy dobrze zrobiłęm zabierając syna do Barcelony. Z jednej strony nieba bym mu uchylił, a on Barcelonie - dzięki telewizji oczywiście - kibicował od dawna. Strasznie mu się podobało, był rozentuzjazmowany.
Z drugiej strony tym wyjazdem umocniłem jego obojętność dla rodzimej ligi jednocześnie sprawiając, że nie jest już "kibicem na odległość", choć na Nou Camp nie trafi już być może nigdy w życiu.
pzdr