Blog > Komentarze do wpisu
Poznań. Godne podziwu

Ze wstydem przyznaję, że Poznań był dotąd jedynym dużym miastem w Polsce, w którym jeszcze nigdy nie byłem. Kiedyś wprawdzie widziałem w nocy peron poznańskiego dworca (jechałem wtedy nad morze robić reportaż o wyniszczającej walce firm zajmujących się holowaniem statków w szczecińskim porcie), ale to się nie liczy. Kiedy okazało się więc, że w Poznaniu w jeden weekend grają dwie śląskie drużyny - Górnik Zabrze i GKS Katowice - postanowiłem nadrobić zaległości.

Sportowy bilans tej wyprawy jest niekorzystny: 1 remis, 1 porażka, bramki 3:6. Ale co zobaczyłem, to moje.  Teraz wiem: tak jak Górny Śląsk jest wspaniały w swojej sportowej rozdrobnionej różnorodności, tak Poznań jest godny podziwu w swojej kibicowsko zwartej jednolitości. Całe to potężne miasto za Lechem przepada, tylko Lecha uwielbia i Lechem żyje. Gdyby cyrklem wyrysować wokół Poznania kółko o promieniu 150 km okazałoby się, że wszyscy kibicują ”Kolejorzowi”. Lech zasysa wszystko dookoła. U nas byłoby to niemożliwe: przecież Kraków jest niespełna 100 km od Katowic!

Co mi się podobało:

1) Wiele słyszałem o ”najlepszej publiczności w Polsce” i muszę przyznać, że wypełnione kibicami Lecha trybuny robią  wrażenie. Hałas jest duży we wszystkich sektorach, w dodatku wygląda na to, że do dopingu nie zmusza jakiś nachalny watażka w szaliku, ludzie sami chcą sobie pokrzyczeć i pośpiewać. O to chodzi.

Zaintrygowało mnie, że na stadionie Lecha pojawiło się dużo  kobiet z dziećmi. Znacznie więcej niż na śląskich stadionach. I nie są to starsze panie, które podczas meczu szydełkują, spoglądając uważnie zza okularów czy wnuczkowi nie dzieje się krzywda, ale młode, atrakcyjne mężatki w klubowych szalikach i koszulkach, które wyglądają na zainteresowane futbolem i wspólnie z dziećmi ”czynnie biorą udział w widowisku”.* 

Kiedy przed meczem obserwowałem ten rozedrgany, podniecony nadchodzącymi emocjami niebiesko-biały tłum, nagle zastanowiło mnie... jakim cudem w Poznaniu rządzi Lech! Z historycznego punktu widzenia to fakt wręcz zdumiewający. Mały dzielnicowy klubik Lutnia Dębiec, którego  przygarnęła pod swoje skrzydła kolej, owszem, rozwijał się, ale jeszcze ponad ćwierć wieku temu, już jako Lech, w polskiej piłce nie osiągnął właściwie nic. Tymczasem starsza, bardziej renomowana Warta zdobywała mistrzostwo i przed wojną i po wojnie, była w kraju znana i lubiana.

Dziś cyfry są bezlitosne: na meczu Warty z GKS-em było ok. czterdzieści razy mniej ludzi niż na meczu Lecha z Górnikiem! Kiedy nastąpił ten moment, w którym stało się wiadome, że w Poznaniu to Lech stanie się mocarzem, a Warcie pozostanie los kopciuszka? Kiedy oba kluby zamieniły się rolami? Doszło do tego nagle czy niepostrzeżenie? Co właściwie spowodowało, że Poznań zaczął kochać Lecha, a przestał Wartę? Któryś z poznaniaków może mnie oświecić?

2) Klimat do życia. W sobotni wieczór poszedłem połazić po śródmieściu. Zrobiło na mnie wrażenie. Dostojna architektura, czyste ulice, zadowoleni ludzie... Rynek zapiera dech w piersiach, a mnie dotąd niewiele rynków zaparło dech w piersiach (na Górnym Śląsku tylko jeden - kto zgadnie w jakim mieście?). A wieczorny, plenerowy koncert Ewy Bem - znakomity. Szkoda, że Szanownej Małżonki nie było przy mnie...

Tak. Poznań to miasto godne podziwu.

Co mi się nie podobało:

1) Czasami znienacka okazuje się, że człowiek nie docenia tego co ma. Rozbestwiony faktem, że na północ, na południe, na wschód i na zachód mogę sobie z Górnego Śląska podróżować wygodnymi dwupasmówkami, przeżyłem w okolicach Wielkopolski szok cywilizacyjny. Jazda jednopasmową drogą Wrocław - Poznań to wyjątkowo męczące i przygnębiające przeżycie. Sformułowanie ”masakra” dobrze oddaje stan mojego ducha - na te trzy godziny przeniosłem się wbrew woli i chęci do 1985 roku... Gdybym był poznaniakiem, to żeby nie przeżywać transportowych katuszy, siedziałbym cały czas w swoim pięknym mieście. A samochodem jeździłbym tylko na stadion;-)

PS Zapomniałbym; igrzyska się skończyły! Trochę mnie zastanawia, że polski bilans wyszedł właściwie identyczny jak w Atenach, a humory mamy znacznie lepsze niż cztery lata temu. Z jakiej racji? Moim zdaniem za bardzo nie ma się z czego cieszyć (w ogóle; w szczególe - owszem).

Słowo o Węgrach; mieli piorunującą końcówkę. Kajakarz, kajakarki i waterpoliści sprawili, że w klasyfikacji medalowej wylądowali w końcu tuż za nami. A i tak pewnie będą chcieli o Pekinie jak najszybciej zapomnieć.

No i te 51 chińskich złotych medali... Od tej pory prosze mnie tytułować ”Znawca siły chińskiego sportu Paweł Czado”. Dziękuję;-)

* tzn. wydzierają się: ”Piotrek Reiss” i takie tam...

poniedziałek, 25 sierpnia 2008, pavelczado

Polecane wpisy

  • Moja pierwsza rozmowa na wakacjach

    Banjul, Gambia. Po przyjeździe natychmiast wbijam samotnie w miasto. Północ. Nieoświetlony zaułek. Kilkudziesięciu miejscowych porozrzucanych w grupy. Dwóch dre

  • Arabela

    Wróciłem właśnie z czarodziejskiego świata. Byłem w Ďolíčku , niezwykłym stadionie praskiej Bohemki. Bohemians kontra Sparta... Czy można wyobra

  • Jeden wielki spazm

    Bylem wlasnie w mlynie podczas meczu tajskiej ekstraklasy miedzy Muangthong United aRoyal Thai Navy FC. Siedzialem w miejscu gdzie na TYM zdjeciu jest czerwono-

Komentarze
2008/08/25 08:45:38
Humory mamy lepsze, bo: w Atenach te 10 medali było sporą niespodzianką in minus, w Pekinie - mniej więcej tylu medali można się było spodziewać. W Atenach medale zdobywali wyłącznie pewniacy (jedyną niespodzianką była Ania Rogowska, ale ona zabrała brąz Monice Pyrek), w Pekinie niespodzianek mniejszych (panowie od rzucania różnymi przedmiotami, szpadziści, Włoszczowska) i większych (czwórka wagi lekkiej, Wieszczek) było całkiem sporo. Fakt, były też niespodzianki in minus, i ogromny niedosyt zostawiły drużyny.

A do Poznania to się przez Łódź jeździ, jak Ci zależy na dwupasmówkach. (Ja przyznaję, że mnie jazda dwupasmówkami nudzi ;).
-
2008/08/25 08:45:57
Na Górnym Śląsku dech zaprzeć może tylko rynek w Katowicach ;) A tak na poważnie, to pewnie rynek w Gliwicach, ewentualnie - jeśli pod Górny Śląsk podciągnąć także Śląsk Cieszyński - to rynek w Cieszynie.

Trasa Wrocław - Poznań aż taka fatalna nie jest. Bywają w Polsce gorsze. Traumatycznym przeżyciem na pewno jest odcinek tuż na północ od Wrocławia, ale potem już jest lepiej. Ewentualnie może się trochę korkować przed rondem w Rawiczu, ale i to ma swoje dobre strony, bo można pooglądać sobie więzienie i dokonać refleksji nad życiem ;)

Wracając do Lecha - ten klub ma potencjał finansowy, kibicowski i infrastrukturalny do tego, żeby już niedługo być najpotężniejszym i najlepszym polskim klubem pod względem sportowym. Przy dobrej polityce marketingowej możliwe jest osiągnięcie średniej frekwencji w okolicach 20 000 na mecz, a to będzie oznaczało, że z samej sprzedaży biletów Lech będzie miał wpływy większe niż wynoszą całe budżety wielu klubów Ekstraklasy.
-
2008/08/25 08:48:46
Traumatycznym przeżyciem to jest przede wszystkim przejazd przez Wrocław. Zwłaszcza np. w piątek po południu.
-
2008/08/25 08:50:47
Witaj Pawle!
Co do atmosfery na stadionie to trudno mi się wypowiadać, bo znam ją tylko z telewizji, ale nawet odbierana w ten sposób faktycznie robi wrażenie.

Drogi - 100% racji! Ja najczęściej poruszam się na linii Wrocław - Katowice - Kraków, z mniejszymi lub wiekszymi odchyleniami na południe i północ od dwóch pierwszych miast. Jeśli na tym się poprzestanie, to jak na polskie warunki jest po prostu sielsko. Jednak bodaj dwa lata temu wybralem się z Wrocławia na pogranicze woj. wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Dla osób przyzwyczajonych do poruszania się A4, czy niezłymi śląskimi drogami to był prawdziwy szok. W łeb wzięły wszelkie kalkulacje czasu potrzebnego na dojazd, a korek w poznaniu i wspomniany przez Ciebie odcinek Wrocław-Poznań skutecznie wyleczyły mnie z chęci podróżowania w tamtym kierunku...
Rynek na Śląsku, który zrobił wrazenie...hmm...Rybnik?
Pzdr
-
2008/08/25 09:17:29
Skoro redaktor Czado narzekał tylko na trasę Wrocław - Poznań, to znaczy, że sam przejazd przez Wrocław musiał mu przejść gładko ;) Trasa przez Łódź na papierze wygląda najlepiej (najwięcej dwupasmówek i autostrad), ale problemem jest sama Łódź i jej okolice, a zwłaszcza Zgierz. Z Katowic pod Łódź można dojechać w 2 godziny, z Emilii do Poznania w 1,5 godziny, ale na samo przebijanie się przez Łódź i okolice można stracić ponad godzinę. Kompromisowym rozwiązaniem jest więc jazda przez przekątną prostokąta drogą nr 11 przez Ostrów Wlkp.

Co do igrzysk w Pekinie - jest duży postęp, bo mamy dwukrotnie więcej medalistów niż w Atenach. Z Aten medale przywieźli Otylia Jędrzejczak, Robert Korzeniowski, dwójka Sycz-Kucharski, Anna Rogowska, Sylwia Gruchała, Mateusz Kusznierewicz, Agata Wróbel i dwójka kajakarek,co razem daje 10 medalistów, a w Pekinie jest aż 20: dwie czwórki wioślarzy, czwórka szpadzistów, dwójka kajakarek, Tomasz Majewski, Leszek Blanik, Maja Włoszczowska, Szymon Kołecki, Piotr Małachowski i Agnieszka Wieszczek.
-
2008/08/25 09:21:31
A jakby medal zdobyli piłkarze ręczni albo ósemka wioślarska... ech ;).
-
2008/08/25 10:05:21
Gratuluję! ;)
Nie mam pomysłu jak Znawcy siły chińskiego sportu Pawłowi Czado dostarczyć maliny, bo pocztą to lipa. We Wrocławiu byłaby okazja, ale nie dostałem biletu :/ Pozostaje albo mecz wyjazdowy reprezentacji, albo mecz jakiejś górnośląskiej drużyny na południu Dolnego Śląska lub na odwrót (nie zanosi się w dającej się przewidzieć przyszłości ;) albo zamiana malin na jakiś prezent wirtualny np. wydziergana własnoręcznie tabelka punktowa (miejsca 1.-8.) wyników wszystkich państw na olimpiadzie w Pekinie według dyscyplin sportu w Excellu? ;)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/25 12:47:39
Co do popularności Lecha, a nie np. Warty, to sprobuję odpowiedzieć, choć akurat nie mieszkam w Poznaniu i nie kibicuję tej drużynie. Wydaje mi się, że pierwsze wielkie sukcesy Lecha przypadły akurat na okres formowania się tzw. Klubów Kibica, zwiększonej popularności i mody na kibicowanie. Był to okres II poł. lat 70-ych i początku 80-ych. Być może, gdyby te sukcesy były udziałem Warty, to dziś te proporcje w Wielkopolsce rozlożyłyby się rownomierniej. Proszę zwrócić uwagę, że wlaściwie żaden klub, który święcił sukcesy przed wojną, a później ostatni raz w odległych latach 50-ych, 60-ych, nie ma zbyt licznego grona fanów. Utracił tych potencjalnych kibicow na rzecz tych klubów, które zaczęły być widoczne w latach 70-ych, 80-ych itd. Przykłady - Garbarnia, Lublinianka, Arkonia, właśnie Warta. To są wszystko kluby z tradycjami, z dużych miast. Ale nie trafiły na swój czas w odpowiednim momencie i przegrały walkę o kibiców.
-
2008/08/25 14:28:46
Najładniejszy rynek na Górnym Śląsku jest moim zdaniem w Tarnowskich Górach. Być może autor ma podobne przemyślenia. Co do rynku w Poznaniu - byłem wielokrotnie i nie uważam, żeby był jakiś wyjątkowo śliczny (a kostka Arsenału na środku to jakieś kosmiczne nieporozumienie)
-
Gość: oja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/25 14:30:02
Wbrew pozorom Panie Czado, to Warta jest klubem bardziej 'dzielnicowym' niż Lech był na początku. Warta to klub wyłącznie wildecki, Lech, choć miał stadion na Dębcu (część Wildy), to jego kibicami były rzesze pracowników niedalekich zakładów Cegielskiego, czy ludzie związani z koleją (zakłady ZNTK), czyli wcale nie związani z tą jedną dzielnicą Poznania. To były tysiące ludzi, którzy to mogli pociągnąc za sobą swoich znajomych, sąsiadów, rodzinę rozsianą po całym mieście i okolicy. Warta ograniczona była do terenu Wildy, a brak sukcesów uniemożliwiał zainteresowanie innych ludzi. Po latach 70-tych nadeszła fala sukcesów Lecha i chyba to ostatecznie pogrzebało szanse Warty na bycie klubem równym Lechowi.

PS. A propos braku sukcesów Lecha, to zaraz po wojnie tenże klub był dwa razy trzeci. A więc jednak jakieś tam sukcesy miał nawet bardzo dawno temu.
-
2008/08/25 15:03:27
Proszę zwrócić uwagę, że wlaściwie żaden klub, który święcił sukcesy przed wojną, a później ostatni raz w odległych latach 50-ych, 60-ych, nie ma zbyt licznego grona fanów. Utracił tych potencjalnych kibicow na rzecz tych klubów, które zaczęły być widoczne w latach 70-ych, 80-ych itd. Przykłady - Garbarnia, Lublinianka, Arkonia, właśnie Warta. To są wszystko kluby z tradycjami, z dużych miast. Ale nie trafiły na swój czas w odpowiednim momencie i przegrały walkę o kibiców.

Kolejne przykłady to Górnik Radlin, Polonia Bydgoszcz, AKS Chorzów.
-
Gość: Gorol, *.c197.msk.pl
2008/08/25 21:00:00
Miejsce na Śląsku, które zapiera dech nawet takiemu "gorolowi" jak ja to Nikiszowiec. Piękna esencja tego Waszego śląskiego syfu.
Potęgę Lecha stworzyła też zapewne jego wielosekcyjność (m.inn. koszykarze 11 "majstrów"). Ale 60 tysiecy widzów na meczu 2 ligi w latach 70-tych to ewenement.
-
Gość: Lech fan, *.icpnet.pl
2008/08/25 21:12:39
Jako kibic Lecha od 25 lat i pyra od urodzenia, jestem zaskoczony wyjątkową obiektywnością powyższego tekstu. I mam na myśli obiektywność w obydwie strony.
W kwestii kultowości Lecha Poznań, to pragnę nadmienić, że zaczęła się ona rodzić na początku lat 50-tych wraz z miejscami na podium oraz trzema tytułami króla strzelców dla Teodora Anioły. Kibice Lecha byli wtedy w mniejszości w porównaniu z kibicami Warty, natomiast w miarę upływu lat tendencja ta zaczęła się odwracać z jednego prostego powodu. Warta nie potrafiła wychować sobie kolejnych pokoleń kibiców, w przeciwieństwie do Lecha. Proszę sobie wyobrazić, że na mecz barażowy ze Starem Starachowice w 71r o awans do II-iej! ligi pojechało kilka tysięcy kibiców Lecha! Rok później decydujący mecz o awansie do I-ej ligi, nota bene rozegrany na stadionie Warty, oglądało 60-65 tys. kibiców!
Miłość do Lecha przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, stąd tyle rodzin z dziećmi na stadionie przy ul.Bułgarskiej. I jestem pewien, że za kilkanaście lat obecne dzieci przyprowadzą na mecz swoje dzieci itd.
Oczywiście nie zawsze biliśmy rekordy frekwencji. Od 93r było kilkanaście lat chudych (z wyjątkiem na 4 miejsce w 99r), co miało niewątpliwy wpływ na liczbę widzów na meczach, ale wystarczyło kilka wygranych i stadion znowu się zapełniał. Dużo w tym było i jest tzw. kibiców sukcesu, ale z drugiej strony, czy powinniśmy rozpaczać, że od kilku lat mamy najwyższą średnią w lidze?
Obecnie trwają dyskusje, czy po wybudowaniu w Poznaniu stadionu na 46 tys. uda się go zapełniać choćby w 70-80%? Moim zdaniem bez problemu. A i komplety nie powinny być czymś wyjątkowym. Bo Lech był, jest i będzie w całej Wielkopolsce klubem kultowym.
-
Gość: , *.stk.vectranet.pl
2008/08/25 21:37:38
"Hałas jest duży we wszystkich sektorach, w dodatku wygląda na to, że do dopingu nie zmusza jakiś nachalny watażka w szaliku, ludzie sami chcą sobie pokrzyczeć i pośpiewać. O to chodzi... "
Watażka to słowo nie na miejscu... Podejrzewam, ze gdyby nie świetnie zorganizowane młyny (na Lechu zwanym kotłem) jak m. in. Lechu, które koordynują całość nie miałby się Pan Redaktor czym zachwycać. Chyba, że przepada Pan za kakafonią dźwięków... Trąbek, piszczałek, buczenia niezadowolenia i pokrzykiwań bez ładu i składu. Bez MŁYNOWEGO, tworzących młyn w tym grup ultras na większości stadionów nie byłoby dopingu vide: Legia Warszawa, gdzie bez tych niemile widzianych przez władze klubu kibiców nie ma zabawy.
Jesli chodzi o zmianę sympatii poznaniaków, a w konsekwencji utraty przez Wartę kibiców... Czesto powtarzany jest argument, ze część klubów źle postrzegana była przez władze, kótra nastała po 1945 r. Najbardziej jaskrawy przykład to Polonia Warszawa, Cracovia być może Warta... Ja przychylam się jednak do opinii, według której wymienione kluby straciły na znaczeniu przede wszystkim za sprawą złego zarządzania. Wskutek reorganizacji sportu na wzór radziecki do klubów (zrzeszeń sportowych,kół sportowych) trafili niekompetentni ludzie i to oni doprowadzili do upadku takie firmy jak w/w. Z lokalnego podwórka można podać przykład AKS Chorzów. Nie fakt, ze klub w czasie wojny grał jako Germania, a to ze trafili do niego nieodpowiedni ludzie sprawiło, ze popularne zielone koniczynki przeszły do historii.
Ze sportowym pozdrowieniem


-
2008/08/25 22:15:39
Co do miłości do Lecha w całej Wielkopolsce: w części regionu najbliższej geograficznie Górnemu Śląskowi raczej się z tym nie zgodzą ;)
-
Gość: Emo, *.icpnet.pl
2008/08/25 22:36:06
Panie Pawle,
jako rodowitemu Poznaniakowi miło mi czytać Pana wywody:) Faktycznie stadion Lecha jest miejscem gdzie warto zaglądać a na dodatek bez wstydu można kogoś ze sobą zabrać. Cieszy to tym bardziej, że jeszcze pod koniec lat 90-tych był to adres, pod który dzieci nie powinny się zapuszczać (cały czas mam przed oczami zadymę po przegranym meczu z Polonią 0-1).
Co się tyczy Warty, to rozwijając to co pisał kol. Oja - Lech był klubem z którym sympatyzowali robotnicy a warciarzy dopingowała... inteligencja! Profesorowie wyższych uczelni tłumnie uczęszczali na Wildę, a noszenie zielonego znaczka w klapie marynarki było pewnym kulturowym snobizmem. Może wkrótce znów doczekamy się pierwszoligowych derbów. Ostatnie były w 1995 roku i ku zaskoczeniu wszystkich zwyciężyła Warta 2-1 po dwóch trafieniach Prabuckiego (który nomen omen w kolejnym sezonie strzelał dla Kolejorza).
W kwestii wielkopolskich dróg podpisuje się obiema rękami - w weekend miałem nieprzyjemność jechać od granicy niemieckiej. Jednopasmówka jak okiem sięgnąć.
Pozdrawiam!
PS Niezręcznie mi się reklamować, ale ciekawe historie futbolowe można też znaleźć tutaj - numer10.blox.pl
-
Gość: kubez, *.icpnet.pl
2008/08/27 00:51:49
Od 93r było kilkanaście lat chudych (z wyjątkiem na 4 miejsce w 99r), co miało niewątpliwy wpływ na liczbę widzów na meczach, ale wystarczyło kilka wygranych i stadion znowu się zapełniał.

Należy w tym miejscu wspomnieć o znaczeniu Radosława Majchrzaka który w roku 2000 objął stanowisko prezesa klubu. Dogadał sie z kibicami (on sam był jednym z nich wczesniej) poprosił by nie robili zadym a w zamian za to Zarząd bedzie robil wszystko by wyciagnac klub z fatalnej sytuacji w ktorej wtedy był. Od tamtej pory Stadion Lecha był naprawde bezpieczny dzieki czemu dzis widzimy tylu kibiców na meczach w tym matki z dziećmi. Na mecz ktory decydował o awansie do 1 ligi był komplet ok 24 tys. ludzi. Poznań znow oszalał na punkcie Lecha. Na mecze w 1 lidze chodziło srednio 15 tys ludzi, rozwijał sie ruch kibicowski (Wiara Lecha), rozpoczęła sie przebudowa Stadionu, i wreszcie klub przejęła Amica, która postawiła finansowo klub na nogi.

W ten sposob powstał solidny klub nie tylko na polskie warunki ale i na europejskie. Mysle ze z Lecha beda jeszcze dumni nie tylko poznaniacy ale i Polacy;)
-
2008/08/27 01:46:25
@airborell
mnie dwupasmówka też nudzi, ale jak mi się nie śpieszy
@sven hannavald, sergiuszbober
Gliwice. Nocą. A przejazd przez Wrocław fatalny, ale nie o Wrocławiiu ta notka;-)
@ jakas1
fajnie czasem wygrać;-) Tabelka może być, podepną pod następny wpis;-) Jak się uda będę na Słowenii.
-
2008/08/27 02:03:02
O Znawco siły chińskiego sportu Pawle Czado! ;-)
Tak jak wspominałem jakieś frykasy owocowe będą przy kolejnej wizycie Znawcy siły chińskiego sportu w Krakowie.
Ps. Jak wrażenia po meczu?
Mi wydaję się, że Barcelona do straty bramki grała tak, aby się zbytnio nie spocić - potem próbowała coś "pyknąć", ale przy ofiarnych obronach i szczęściu wynik całkiem sympatyczny. A za trzydzieści lat weźmiemy sobie do ręki kolejną edycję książki Ionescu i zerkniemy z podziwem.. o... zwycięsto nad Barcą :-)
-
2008/08/27 03:30:36
@sendsport
Dzięki Łukasz za pomoc;-)
-
Gość: Radko, 193.151.50.*
2008/09/02 23:23:37
A mnie się wydaje, że upadek Warty zaczął się wraz z drugą wojną światową kiedy straciła swe pamiątki, akta, dokumenty, piłkarzy i działączy. Niby po wojnie odnosiłą sukcesy ale powoli się chyliła ku upadkowi. Dobiła ją reorganizacja sportu w latach 49-56. Włączyli ją do Związkowca potem do Stali, po fuzji z HCP Poznań i zaczęła iść na dno.

Ilość kibiców można łątwo wytłumaczyć. Lech nie ma konkurencji. Gdyby tu w województwie było tylko Zagłębie Sosnowiec z jednej strony i np. GKS Katowice z drugiej, byłoby podobnie.