Blog > Komentarze do wpisu
Walczyć? Uciekać? Dostosować się?

Jeśli ktoś myśli, że kiedy wybuchła II wojna światowa, to futbol na Śląsku przestał istnieć i jako nieważny zszedł na dalszy plan - myli się oczywiście.

Dokładnie 70 lat temu odbyła się pierwsza kolejka rozgrywek piłkarskich na terenie okupowanego przez Niemców Górnego Śląska (3 marca 1940 roku).

Zwycięzcy pięciu grup grali o dwa miejsca, które uprawniały do gry o zakwalifikowanie się do śląskiej gauligi. Grały w niej choćby bardzo silne drużyny z Breslau. Miejsca zajęły TuS Schwientochlowitz oraz Germania Königshütte (przedwojenny AKS Chorzów). Germania wkrótce stanie się zdecydowanie najsilniejszym górnośląskim zespołem w latach wojny. 

Niektórzy z Was - zwłaszcza Czytelnicy spoza Śląska - spytają: jak to możliwe, że oni na Śląsku w ogóle grali? Jak to możliwe, że oni na Śląsku zajmowali się piłką, kiedy w całej Polsce panował bestialski terror?! Przecież Polska była w Europie jedynym okupowanym krajem, w którym hitlerowcy wprowadzili całkowity zakaz uprawiania sportu w klubach. Wolno było grać jedynie Niemcom.

Odpowiedź przynosi - mam nadzieję - tekst, który współnapisałem pięć lat temu dla ”Gazety Świątecznej”. Oto jego istotny dla tematu fragment:

„Walczyć? Uciekać? Dostosować się? - zastanawiało się po klęsce wrześniowej tysiące Ślązaków. Władysław Sikorski - od 30 września premier rządu RP na uchodźstwie - przekazał przez radio oficjalne stanowisko: dla zachowania tzw. substancji narodowej na ziemi śląskiej władze emigracyjne nakazały Górnoślązakom "maskowanie", czyli tworzenie w oczach okupanta wizerunku tutejszej ludności, która wprawdzie "pobłądziła", ale teraz wraca do niemieckiej "macierzy". Katowicki biskup ordynariusz Stanisław Adamski, z którym premier się konsultował, nawoływał ludność Śląska do realizacji rządowych dyrektyw. Owo "maskowanie" nie było trudne, bo po zajęciu Śląska miejscowa ludność została uznana przez hitlerowców za niemiecką z pochodzenia. Przyznano jej niemiecką listę narodowościową, volkslistę, podzieloną na cztery grupy - w zależności od świadomości narodowej.

Pierwszą dostawali ludzie zaangażowani czynnie w walkę z polskością na Śląsku, tzw. dwójkę - ci, co do których hitlerowska administracja nie miała wątpliwości, że zawsze naprawdę czuli się Niemcami. Najliczniejsza była kategoria trzecia. Trafili tam - najprościej mówiąc - wszyscy Polacy ze Śląska, którzy w przeszłości nie mieli większych konfliktów z Niemcami. "Czwórka" to już dla hitlerowców był element raczej niepożądany. Trafiali na nią najaktywniejsi powstańcy i ich rodziny, ludzie, którzy przed wojną w taki czy inny sposób uprzykrzali Niemcom życie. Volkslisty nie podpisało jedynie 2 proc. Ślązaków.

Dla przeciętnego Polaka, który nawet pójście do kina na niemiecki film uważał za przejaw kolaboracji, zgoda na grę w niemieckiej drużynie była kompletnie niezrozumiała. Śląscy piłkarze szybko musieli podjąć decyzję: grać czy nie grać?

Jeden z najsławniejszych zawodników Leonard Piątek z AKS Chorzów (zgodnie z polonizacyjną polityką wojewody Michała Grażyńskiego w latach 30. spolszczono jego rodowe nazwisko Piontek; takie też nosił znowu w czasie okupacji) pojechał po radę do Krakowa do trenera reprezentacji Józefa Kałuży. Ten, najwyższy autorytet w przedwojennym polskim futbolu, odpowiedział, że nie widzi przeszkód, by Górnoślązacy uczestniczyli w niemieckich rozgrywkach. Było więc jasne, że czołowi śląscy zawodnicy wkrótce wrócą na boiska. Będą już jednak grali dla klubów o niemieckich nazwach."

Bo na Górnym Śląsku nic nie jest proste. Kiedy Wehrmacht wchodził do Katowic w 1939 roku, dla części mieszkanców tej ziemi była to straszna tragedia, części było to obojętne, część wcale nie musiała się maskować, bo po prostu się cieszyła (wystarczy zobaczyć zdjęcia z powitania Wehrmachtu w Katowicach).

Był śląski piłkarz, który służył w niemieckim wojsku podczas I wojny światowej. Potem grał w reprezentacji Polski, a po wybuchu II wojny uciekał przed Niemcami na wschód.

Był śląski piłkarz, który przed wojną grał w reprezentacji Polski, a w jej trakcie w reprezentacji Niemiec. Po wojnie nigdy nie wrócił na Śląsk

Był śląski piłkarz, którzy przed wojną grał w reprezentacji Polski. Potem służył w Wehrmachcie, potem w Armii Andersa, a potem, po wojnie, znów grał w reprezentacji Polski.

Był śląski piłkarz, którzy rozwiódł się się, bo druga strona miała proniemieckie sympatie. Po zakończeniu wojny nigdy nie wrócił do Polski.

Był śląski piłkarz, którego ojciec zginął w niemieckim nalocie. On sam zaczął kopać piłkę w trakcie wojny, potem służył w Wehrmachcie, a po wojnie grał w reprezentacji Polski.

Był śląski piłkarz, który przed wojną grał w reprezentacji Polski, a po jej wybuchu skorzystał z propozycji pracy w niemieckiej gazecie Oberschlesischer Wanderer. Po wojnie wyemigrował do Bawarii. Ale dwukrotnie odwiedził Górny Śląsk w czasach PRL-u.

Był śląski piłkarz, który urodził się przed wojną po polskiej stronie granicy, ale polskiego nauczył się dopiero po wojnie w szkole. Potem został wielką gwiazdą polskiej ligi.

I tak dalej, i tak dalej...

Na koniec zaznaczę: oczywiście początek piłki nożnej pod panowaniem hitlerowskim na przedwojennych ziemiach śląskich należących do Polski nie miał miejsca dopiero w 1940 roku. Grano już w 1939 roku. Przykład? 19 grudnia Germania Königshütte przegrała u siebie z 1. FC Kattowitz 1:2 (0:1). Wśród zwycięzców wyróżniał się m.in. mój krajan z Załęża Ewald Dytko i bramkarz Zdeblok, który uchroniło drużynę od porażki. W Germanii wyróżniali się z kolei Leonard Piontek i Franciszek Pytel, bramkarz Roman Mrugalla (wcześniej i później Mrugała) oraz obrońcy Stolarczyk i Kinowski. Bramki zdobyli Cyganek i Singewald dla 1. FC i Spodzieja dla Germanii. To był jeszcze moment kiedy pewnie wydawało się, że 1. FC zakasuje wszystkich; przecież grali w nim wtedy nie tylko Dytko i Cyganek, ale również inni reprezentanci - Erwin Nyc (Nytz), a przede wszystkim Ernest Wilimowski, który wrócił do Katowic po pięciu latach gry w Ruchu. Można wręcz zaryzykować tezę, że na przełomie 1939 i 1940 roku 1. FC był najsilniejszy w całej swej historii. Nie udało się jednak utrzymać tej ekipy; rozjechała się... Gdyby się utrzymała w tym stanie osobowym, może 1. FC walczyłby z Schalke Kuzorry i Szepana (Sczepana) o mistrzostwo Niemiec?

PS Co działo się ze stałym bohaterem Czadobloga czyli Omegą kiedy drużyna 1. FC się rozjeżdżała? Są zdjęcia na których widać, że w latach wojennych zegar BYŁ na Cichej podczas meczów BSV (pojawiło się już takie na Czadoblogu).

Przy tej właśnie wersji upiera się m.in. Henryk Komander, chorzowski radny, rocznik 1936. Komander wychował się na słynnej Kalinie, tuż obok boiska, na którym Ruch zdobył historyczne, pierwsze mistrzostwo Polski w 1933 roku. - Tata często zabierał mnie na mecze. Miałem wtedy siedem, osiem lat, ale Omegę pamiętam bardzo dobrze. Stała naprzeciwko trybuny głównej i odmierzała czas, jak dziś - opowiadał Komander mojemu redakcyjnemu koledze Wojtkowi Todurowi.

Ale zdaniem Grzegorza Małyski, wnuka Augustyna Ferdy, zegarmistrza, który opiekował się Omegą to była mistyfikacja. - Prawdziwy zegar przeleżał pod węglem całą wojnę. Niemcy nie mogli tego przeboleć. Hitlerowcy trzy razy wzywali moją wówczas 13-letnią mamę, by zdradziła, gdzie dziadek schował mechanizm. Mój dziadek był polskim Ślązakiem wpatrzonym w Wojciecha Korfantego, uczestnikiem trzech powstań. Nie znosił Niemców. Germaństwo to był jego największy wróg - opowiadał "Gazecie" Małyszka.

Takie to właśnie całkowicie różne losy i postawy są udziałem górnośląskiej ziemi. 

PS1 Swoją drogą biskup Stanisław Adamski to bardzo interesująca postać.

PS2 Czuję, że coś dziś jeszcze skrobnę:-)

środa, 03 marca 2010, pavelczado

Polecane wpisy

  • Walcz do końca. Zaniosą cię na rękach do domu

    Często powtarza się, że w piłce nożnej trzeba walczyć do końca. Na tyle często, że nie robi to już większego wrażenia. Ale ciągle warto przypominać historie nie

  • Bransoleta od króla

    W weekend była Noc Muzeów, z tej okazji miałem publiczne wystąpienie. Zainteresowanym opowiadałem o losach polskich sportowców, którzy zginęli w trakcie II wojn

  • W wannie, rok 1969. Niezwykła pamiątka

    Uwielbiam futbol i historię a najbardziej styk tych dwóch światów. Dzięki pracy mam szczęście być czasem tego styku tak blisko jak się da. Niedawno wdowa po pew

Komentarze
Gość: Steve Macmanaman, *.range86-185.btcentralplus.com
2010/03/03 15:22:41
moze on wie cos na temat losow chorzowskiej Omegi:
www.youtube.com/watch?v=TQIwEZlOzp4&NR=1
:-) :-) :-)
-
Gość: Ivan Cordoba, *.icpnet.pl
2010/03/03 18:40:26
@ Steve Macmanaman
nikt nic nie wie o Omedze, bo jej juz nie ma i nie będzie.

p.s. I jestem za tym żeby Ruch spłacił swoje długi. Ostetecznie i do końca swoich dni.
-
Gość: R, *.chello.pl
2010/03/03 18:58:52
Kazdy jest za tym.Jeszcze premie dla pilkarzy i to raczej bedzie na tyle swoich dlugow : )
-
Gość: mRokol, 213.172.178.*
2010/03/03 20:35:23
nie lubie historii wojennej piłki tym bardziej tej śląskiej bo jest niemiecka ss-mańska i szwabska to moja subiektywna opinia. Przez wojnę i Niemców zatrzymał się Ruch Chorzów i polska piłka tyle.
-
2010/03/03 20:37:21
Z tymi "bardzo silnymi drużynami z Breslau" to Pan przesadził :) Od 1929 r. Breslau miał piłkarski kompleks Górnego Śląska. W latach 30. ani razu wrocławska drużyna nie zdobyła mistrzostwa Śląska.
Pozdrawiam.
-
2010/03/03 21:04:29
@slawek.szymanski
Ale Breslauer SpVg 02 to nie było przecież byle co. Skoro takiego Schaletzkiego potrafili ściągnąć...
pozdrawiam
-
Gość: lolek, *.chello.pl
2010/03/03 22:36:00
mRokol może zanim coś napiszesz to sie troche zastanów ?
-
2010/03/03 22:44:09
To miał być eksportowy klub Breslau - odpowiedź na wzrastającą siłę Preussen Zaborze, potem Beuthen 09, a potem VR Gleiwitz. Grali tam nieźli piłkarze, ale jakoś nigdy nie udało im się przełamać górnośląskiej hegemonii w tej dekadzie. Fakty świadczą przeciw tezie o potędze BSV 02 :) Ba, bywały lata, kiedy w samym Breslau byli lepsi od nich, Najciekawsze jest to, że nikt nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć tego fenomenu. W sensie organizacyjnym ten klub miał wszystko (jak na ówczesne warunki na Śląsku), a na boisku była lipa.
-
2010/03/04 00:05:41
Słowa przypisywane Kałuży nigdy nie zostały uprawdopodobnione. Nie istnieje dowód, że kiedykolwiek tak powiedział. Wiadomo natomiast, że sam Niemcom odmówił.

Ta wypowiedź pojawiła się w formie obrony przed trybunałami karzącymi za kolaborację z Niemcami.
-
2010/03/04 12:23:33
nie znam jednoznacznego dowodu na piśmie (bo chyba o taki chodzi), że Kałuża kiedykolwiek tak powiedział. Nie wiem jednak czy można tą wypowiedź traktować jako formę obrony przed trybunałami karzącymi za kolaborację z Niemcami. Tuż po wojnie wielu piłkarzy na Śląsku miało zakaz gry i nikt się na nic nie oglądał.
Wiadomo z relacji rodziny, że Leonard Piontek (Piątek), który pochodził z powstańczej rodziny po wejściu Niemców w 1939 roku początkowo się ukrywał. Później gdy się ujawinił, odmówił transferu działaczom z SS und Polizei Krakau, kiedy esesmani odwiedzili go w Chorzowie. Powiedział, że woli grać u siebie.
A pod koniec wojny będąc jako ranny w amerykańskim szpitalu w Niemczech dostał propozycję współpracy od Seppa Herbergera. Miał za to dostać dom i samochód. Nie zgodził się. Wrócił do Chorzowa, choć gdyby wiedział, że Polską będą rządzić komuniści - nigdy by nie wrócił.
PS Czy jakieś pisemne dowody na odmowę Kałuży Niemcom istnieją?
pozdrawiam