Paweł Czado o sporcie na Śląsku i nie tylko
Blog > Komentarze do wpisu
Synek z Ligoty

Bardzo często wydaje nam się, że już za chwileczkę, już za momencik nasze ulubione zespoły wzmocnią fajni piłkarze. Tacy o których słyszeliśmy, tacy, których wcześniej widzieliśmy gdy przyjeżdżali jako zawodnicy obcych klubów, tacy, których klasę zdążyliśmy wcześniej docenić.

A potem... potem nic z tego nie wychodzi. Ba, nawet jak wyjdzie, to okazuje się, że... nie wychodzi. Tak jak choćby ostatnio z transferem Krzysztofa Zaremby z Podbeskidzia Bielsko-Biała do Zagłębia Sosnowiec. Podpisał kontrakt zaledwie kilka dni temu, a teraz właśnie go rozwiązał.

''Prawietransfery'' zdarzały się już przed wojną. Dokładnie 75 lat temu wydawało się, że Ruch Chorzów wzmocni prawoskrzydłowy Otto Riesner (rocznik 1910). To był wtedy naprawdę znakomity piłkarz. Miał zająć miejsce Ewalda Urbana, który zdecydował się na ucieczkę do Niemiec. Ciekawe, że Riesner miał brata, który był oficerem w niemieckim wojsku i wcale się nie wstydził tego faktu. Choć Otto był synkiem z Ligoty, wychowankiem katowickiej Diany, karierę zrobił jednak w Garbarni Kraków, gdzie poszedł za kasą. Zdobył z nią mistrzostwo Polski i awansował nawet do reprezentacji, w której rozegrał 6 meczów. W 1937 roku miał przenieść się do Ruchu, z którym - jak się okazało - pertraktował ponoć aż przez dwa lata (jeśli to prawda to nie znam dłuższych pertraktacji zakończonych niepowodzeniem). Riesner już nawet miał z powrotem przenieść się na Śląsk, ostatecznie jednak nic z tego transferu nie wyszło... Nie wiem dlaczego. Pewne jest, że Riesner zamiast w Ruchu zaczął grać we Fabloku Chrzanów. Ten klub od początku istnienia związany był z Pierwszą Fabryką Lokomotyw w Chrzanowie. Piłkarz był zadowolony, bo dostał tam dobrze płatną pracę lakiernika przy malowaniu parowozów.

Mało kto pamięta, ale wtedy ta nieduża miejscowość na pograniczu śląsko-małopolskim (ale już od małopolskiej strony) cieszyła się najlepszą drużyną w dziejach. W 1939 roku klub z Riesnerem w składzie jedyny raz w historii grał w II lidze, uzyskał nawet prawo startów w barażach do I Ligi Państwowej. Ale to nie Riesner był jego największą gwiazdą, a synek z Wirka - Paweł Cyganek, który wystąpił nawet w słynnym zwycięskim meczu reprezentacji Polski z wicemistrzem świata, który odbył się kilka dni przed wybuchem wojny. Cyganek trafił do Chrzanowa, tak samo jak Riesner  - skuszony nie tyle wielkimi pieniędzmi, co stałą, dobrą pracą. Dyrektor Fabryki Lokomotyw w Chrzanowie zapłacił Wawelowi za Cyganka aż trzy tysiące złotych odstępnego (wówczas to była bardzo poważna suma), a piłkarzowi, choć nie był fachowcem - zapewnił dobrze płatne zajęcie.

A Ruch? Nikt w Hajdukach po Riesnerze pewnie nie rozpaczał, w końcu i tak było tam z przodu Trzech Króli... 

PS Jeśli ktoś zna powód dla którego Riesner nie trafił do Ruchu - mógłby się podzielić...

PS1 Omedze przynajmniej zimno nie jest i nie musi strząsać śniegu ze wskazówek.

środa, 15 lutego 2012, pavelczado
Komentarze
Gość: soyer, 95.155.124.9*
2012/02/15 23:42:27
noooo pierwszy od bardzo dawna artykuł dla którego czytam tego bloga...
-
2012/02/16 10:36:25
Dlaczego Riesner miałby się wstydzić pracy brata? powodem miało by być to, że był wojskowym, czy że pracował w Niemczech?
-
2012/02/16 10:41:19
@greedoo
być może źle sformułowałem zdanie. Zamiast ''wstydził'' lepiej zabrzmiało by ''nigdy nie ukrywał''
-
2012/02/16 11:09:48
@Pavel
domyślam się, co miałeś na myśli. trochę prowokacyjnie zapytałem, by pokazać jak w nas to podskórnie siedzi i trudno porzucić wciskane od lat dogmaty. swoją drogą muszę dodać, że w latach 30-tych fascynacja tym co działo się w Niemczech w polskich kręgach rządowych była ogromna. idea, która legła u podstaw rządów sanacyjnych była w wielu miejscach zbieżna z założeniami włoskiego i niemieckiego faszyzmu. no i kontakty osobiste polskich notabli z ich niemieckimi odpowiednikami były bardzo bliskie szczególnie na szczeblach wojskowych dlatego nie było powodów by "wstydzić się" rodziny czy przyjaciół pracujących w niemieckim wojsku.
-
Gość: 787, public116202.xdsl.centertel.pl
2012/02/16 20:17:35
Akurat rządowe i skrajnie prawicowe fascynacje faszyzmem i nazizmem nie przeszkadzały w toczeniu na dole, tzn. na terenie m. in. G. Śląska konfliktu propagandowego z Niemcami. Warto pamiętać np. wyścigu w budownictwie, zarówno reprezentacyjnym, jak i socjalnym, czy o zwolnieniach retorsyjnych na zasadzie - jeśli po niemieckiej stronie zwolniono 5 polskich górników, to przyjmujemy ich do pracy w Polsce uprzednio wyrzuciwszy 5 Niemców. Warto też pamiętać, iż przed wojną Wilimowski udzielał na łamach tuby sanacji, czyli "Polski Zachodniej" raczej wymuszonych wywiadów, w których opowiadał, jak to jego rodzina od dziesięcioleci kultywowała polskość. Dlatego ostrożnie z twierdzeniem, że przed wojną niemieckość na Śląsku rządzonym przez sanatorów z obozu wojewody Kurzydły - "Grażyńskiego" mogła być odskocznią do czegokolwiek.
-
Gość: Elwer, public35017.xdsl.centertel.pl
2012/02/17 20:59:38
Świetny tekst. Fablok przed wojną musiał dysponował naprawdę dobrym zapleczem. A teraz ? Szkoda słów.