Blog > Komentarze do wpisu
Do ostatniej kropli krwi

Chcę dziś wspomnieć o dylemacie, z którym jako entuzjasta piłki mam problem. Chodzi mi o poświęcenie się futbolisty, najczęściej w imię wierności klubowym barwom.

A właściwie nie tyle futbolisty co jego zdrowia.

W dzisiejszych czasach wzdychamy, jęczymy, syczymy i zasłaniamy oczy po ostrych faulach albo po wślizgach ze świstem przecinających powietrze. O wszystkich poważnych kontuzjach wiemy prawie od razu, dyskutujemy gorączkowo o brutalnych zagraniach, które chwilę wcześniej wydarzyły się w Buenos Aires, Londynie, Mediolanie albo Katowicach. Wydaje nam się, że futbol jest coraz bardziej brutalny.

Osobiście mam przeświadczenie, że jakość, rozpiętość i masowość brutalności wiele na futbolowym polu się nie zmieniła. Paradoksalnie; szybkość gry nie zmieniła chyba statystyk w tym względzie. Z jednej strony delikatne trącenie rozpędzonego rywala może sprawić spustoszenie jego zdrowia, z drugiej jeśli rywal był wolniejszy - jak choćby przed pół wiekiem - łatwiej go było można trafić... Wiem jedno: gdyby dzisiejsi piłkarze wiedzieli o wyczynach poprzedników spuściliby głowy. Kiedyś to naprawdę był hard core, kiedyś to byli naprawdę twardziele. Liczyła się gra, a jeśli już nie dało się grać to nie będziemy się nad sobą użalać...

65 lat temu, pod koniec listopada 1948 roku Paweł Biskupek, lewy obrońca Górnika Mikulczyce, na 20 minut przed meczem, który decydował o mistrzostwie jesieni w śląskiej A-klasie, uległ wypadkowi. Natychmiast został przewieziony do szpitala Ubezpieczalni Społecznej w Zabrzu. Błyskawicznie przeprowadzony zabieg chirurgiczny ręki pozwolił mu na.... pojawienie się na boisku w 23. minucie! Biskupek wspomógł grających do tej pory w dziesiątkę kolegów i mimo bandażu na ręce był jednym z najlepszych na boisku. Remis z Concordią Zabrze zapewnił Górnikowi tytuł mistrza jesieni (w 1964 roku oba kluby - o czym Biskupek nie mógł mieć pojęcia - połączą się).

Dwa lata później wyczyn Biskupka pobił Jerzy Goetzner, utalentowany napastnik z Katowic. Kiedy wiele lat temu opowiadał mi o swoim przypadku, który zdarzył się w 1950 toku - nie mogłem uwierzyć. Tym elektrykiem katowickiej huty Ferrum, wychowankiem przedwojennego Słowiana, reprezentantem Górnego Śląska, interesowało się wiele klubów. Na przeprowadzkę jednak  - i w efekcie na zrobienie kariery -  nie pozwoliła... małżonka (wtedy piłkarze bardziej słuchali żon niż teraz, -stety albo niestety). Goetzner był gwiazdą katowickiej Stali powstałej z przymusowej fuzji Baildonu, Pogoni i Słowiana. Stal miała wówczas świetną pakę, w 1950 roku walczyła - choć bez powodzenia - o I ligę. O tym, że klub z Katowic dał się wyprzedzić w tabeli Ogniwu Bytom (czyli Polonii) zdecydował przegrany mecz ze Stalą (czyli Naprzodem) Lipiny.

Właśnie trakcie tego meczu Goetznera wyprostowaną nogą trafił w punkt rozpędzony obrońca gospodarzy Erwin Baway. Nie było szans na dalszą grę. A skoro nie było to Goetzner - z tą fatalnie pokiereszowaną nogą - wrócił z Lipin do Katowic. Pamiętajcie, że to był rok 1950, nie było transportu w dzisiejszym rozumieniu tego słowa więc piłkarz doszedł do domu na... piechotę. Kulał coraz mocniej, kulał, ale się dokulał. Z Lipin do Katowic jest jakieś 12 kilometrów...

Trudno sobie wyobrazić, że to czego dokonali Biskupek albo Goetzner mógłby powtórzyć którykolwiek ligowy piłkarz dzisiejszej doby.

I tu przy okazji rodzi się pytanie o zupełnie inną kwestię. Czy w imię przywiązania do barw (klubowych lub reprezentacyjnych, w tym wypadku nieważne) warto poświęcać zdrowie?

Niezniszczalni twardziele, faceci z jajami - określamy tak tych, którzy walczą do końca, którzy nie pamiętają o bólu i o krwi. Oni nie pamiętają o bólu więc potem wszyscy pamiętają o nich - jak choćby o bramkarzu Bercie Trautmannie, który w finale Pucharu Anglii złamał szyję albo o obrońcy Terrym Butcherze*, który w meczu ze Szwecją tryskał krwią niczym islandzki gejzer Strokkur, ale patrząc na niego można było nabrać pewności, że będzie grał nawet wtedy gdy nie będzie miał już czym tryskać...

Pytanie jednak brzmi co lepsze kiedy bardzo boli:

a) walczyć do końca, do ostatniej kropli krwi (niekoniecznie meczu, raczej własnej kariery)?

b) czy może raczej natychmiast bez wahania odpuścić i zejść, bez wahania pilnować tylko i wyłącznie własnego zdrowia? Również po to żeby kiedyś móc jeszcze powalczyć do końca jakiegoś meczu?

Bardziej doceniacie tych, którzy bez względu na okoliczności walczą do końca ryzykując koniec kariery czy raczej tych, którzy w razie bólu z powodów racjonalnych odpuszczą?

Wiem, że do legedny przechodzą ci pierwsi, ale na pewno nie skreślałbym tych drugich. A Wy?

PS A może to nie do piłkarzy powinna należeć ostateczna decyzja tylko do klubowych lekarzy, którzy powinni hamować boiskowych entuzjastów zasady "eee, jakoś z tą rozwaloną nogą/przetrąconym barkiem, krwawiącymi plecami/uwierającą łękotką dotrwam do końca"?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

*zdarzyło mi się kiedyś z bliska podziwiać nadlatujące ze złowrogim świstem biodro Terry'ego Butchera.

czwartek, 28 listopada 2013, pavelczado
Komentarze
Gość: hajnel, bye53.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/28 22:50:47
Mieliśmy niedawno przypadek bramkarza Tottenhamu Llorisa, który nie chciał zejść z boiska i śmiem twierdzić, że nie bardzo wiedział co się z nim dzieje. W ogóle kocham ligę angielską bo tam poziom meczu może nie być najwyższy ale zawodnik ma świadomość, że dla widowni, że po zakończeniu meczu kibic ma słyszeć rzężenie płuc po wysiłku i 90-minutowego zapie...nia.
Tylko takim zaangażowaniem zdobywa się szacunek fanów.
I dla kontrastu oglądamy nażelowane panienki z polskiej ligi, z warszawską Ległą na czele.
I jeszcze jedno - jakim prawem ci idioci z "żylety" śpiewają polski hymn podczas meczu swojego marnego klubiku ?
-
Gość: Łyli, host-5db0c69f.sileman.net.pl
2013/11/29 00:01:40
Dla mnie jednym z takich twardzieli jest Wasilewski przy jego kontuzji to raczej ciężko było by dalej grać ale i tak szybko wrócił i za to go podziwiam
-
Gość: przecinek, coi68.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/29 01:42:48
W piłkę się gra, walczy się na ringu. Trzeba rozgraniczać odwagę i brak wyobraźni, i od tego powinien być klubowy lekarz.
-
2013/11/29 10:09:44
Dokladnie, powinien decydowac lekarz. Jesli dalsza gra zagraza zdrowiu badz grozi poglebieniem kontuzji zawodnik nie powinien wracac na boisko.
-
2013/11/29 16:36:07
A ja myślałem, że ty jesteś fanem piłki nożnej, a nie kopania po kościach. Proponuję skoncentrować się na zadymach kibiców. Bohaterstwa nie ma tam za grosz, ale znęcania się nad przestrzegającymi reguł pełno.
-
2013/11/29 22:10:48
pilka nozna - zastanawiam sie po co w tym kraju jeszcze daja na to pieniadze
polecam meble: Polskie meble online : Ławostoły rozkładane podnoszone, stoły kuchenne, krzesła tapicerowane, krzesła kuchenne.
-
2013/11/29 23:04:34
Mam wrażenie, że ten wpis powstał tylko po to, żeby przykryć nim mój komentarz pod poprzednią notką na ktory nie uzyskałem odpowiedzi. Taką mam moc sprawczą.
-
2013/11/29 23:05:27
który
-
Gość: przecinek, coh44.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/29 23:32:19
@nie podle
Mam wrażenie że jesteś arogantem. Aż spojrzałem na to twoje "ciężkie" pytanie z ostatniego wpisu. Odpowiedź dostałeś. I zadałeś pytanie jeszcze raz. Brawo.

Wpis był ironicznym komentarzem absurdu, jakim jest sposób działania PZPN. I zasadniczo jeśli ktoś popełnia błąd, to ten ktoś się powinien z niego tłumaczyć. A nie przemilczać sprawę, by nie psuć próby tworzenia wizerunku "nowego, lepszego PZPN pana Bońka"
-
2013/11/30 00:43:15
Kibice może zapamiętają i docenią heroiczny wysiłek (choć równie dobrze mogą zapomnieć, jeśli incydent nie jest medialnie nagłośniony), ale co powiedzą żona i dzieci, jeśli ojciec w taki sposób skończy karierę? A czy sam piłkarz nie będzie żałować swojej decyzji. Wydaje mi się, że Włodzimierz Lubański ma spore wątpliwości co do celowości występu w meczu przeciwko Anglii w 1973 r.
-
2013/11/30 08:53:24
@przecinek

Trochę z dupy ten "ironiczny komentarz" ;) Najpierw materiał o sprawie, gdzie on jest ja się pytam !
-
Gość: przecinek, coh44.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/30 13:31:54
@nie podle
Zadałeś to samo pytanie po raz trzeci. Gratuluję. Niestety, nie lubię się powtarzać. Jakkolwiek, możesz je zadać po raz czwarty, czemu nie?
Ale robisz postępy, już nie musisz poprawiać swojej ortografii w następnym poście.
-
2013/11/30 17:17:32
@przecinek
I jak mam postawić ci zarzut skoro ty kompletnie nie rozumiesz o co chodzi, wojująca głupoto ty :D
Nie poprawiałem ortografii tylko estetykę wyrazu kretynie oraz to aby został utrzymany reżim taktyczny korzystania z polskiego alfabetu w całej okazałości.
-
Gość: przecinek, afey254.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/30 20:20:04
@nie podle
"reżim taktyczny korzystania z polskiego alfabetu w całej okazałości" ? To poprawne pisanie jest "taktyką"? Myślałem że powinno być oczywistością. Możesz się też dopytać polonistki ze swojego gimnazjum, jestem pewien że potwierdzi, iż zeżarcie kreski w "ó" jest błędem ortograficznym.
I jak już tak Ci na estetyce zależy, to korzystaj w zdaniach z mojego pseudonimu;)

Chodzi Ci o to, czy Czardoblog dogłębnie zbadał sprawę odwołania od kary pieniężnej nałożonej na Ruch Chorzów. Została ona nałożona, za rzekome niedostarczenie w terminie dokumentów. Przyjęcie odwołania, w oczywisty sposób, wskazuje że dokumenty zostały jednak dostarczone. Jak byk miałeś też napisane, że PZPN sprawy nie komentuje.
Naprawdę nie kumasz, że tekst dotyczył reakcji jednej ze stron, a raczej jej braku? Błąd PZPN-u miał zapewne charakter proceduralny, zresztą cała sprawa zbyt duża nie jest, toczyła się o grosze. Niechęcią do jej wyjaśnienia, PZPN naraża się na śmieszność.
Nie wiem też, jak Ruch byłby w stanie tą sprawę komukolwiek wyjaśnić. Zrobili wszystko według procedur, nagle dostali niezasłużoną karę, odwołali się, przedstawiając dowody niewinności. Jak mają wyjaśniać błędy innych instytucji? I po co? To instytucja która popełniła błąd, powinna dołożyć starań, by go wyjaśnić. To że tego nie robi, jest niedorzeczne. I podkopuje jej wiarygodność.
-
Gość: przecinek, afey254.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/30 23:48:39
@nie podle
A, i jeszcze odnośnie tej twojej "mocy sprawczej".
Zdradzę Ci tajemnicę. Jedyną osobą która na blogu posiada "moc sprawczą" jest autor rzeczonego bloga. Objawia się ona możliwością usunięcia dowolnego komentarza pod wpisem, albo nawet wszystkich. Zatem, gdyby ktoś spłodził komentarz dla autora bloga nie do zaakceptowania, ten mógłby się rzeczonego komentarza pozbyć. A nie specjalnie się bawić w płodzenie nowego tekstu.
I co Ty na to, koguciku?
-
2013/11/30 23:50:06
@przecinek

Aha, jak chcesz stawiać w jednym rzędzie piszących niechlujnie ktOry zamiast który z tymi piszącymi ktUry to twoja sprawa i twojej polonistki. Tzn. byłaby twoja (wasza) sprawa gdybyś nie wojował swoją ćwierćinteligencją. Twain powiedział "Nigdy nie pozwoliłem stanąć szkole na drodze mojej edukacji", na twojej drodze udało im się to ale decydująca była twoja pomoc. Bez ciebie nigdy by im się to nie udało.
A wpis Pana Czado nazywany przez was "ironicznym" był mocno z dupy, dęty i zdania nie zmienię.
W tej sprawie odpowiedziałem ci ostatni raz, pozdro.
-
2013/12/01 00:01:55
@przecinek
Odpowiadam na twój komentarz z g. 23:48 bo pisząc go nie znałeś jeszcze mojej decyzji o zakończeniu dyskusji. ...
- no jaja, gościu szafujący na prawo i lewo "ironią" nie dostrzegł jej w "mocy sprawczej", beka :D Przypomina mi to moralność bojowników o wolność, tych tęczowych bojowników którzy z wolnością prawdziwą mają gówno wspólnego;
- koleś ale po co tak półgębkiem, nieśmiało ? Wystąp oficjalnie do P. Czado o usunięcie moich komentarzy, bo już nie wyrabiasz ze mną :D

To jest mój ostatni komentarz pod notką "Do ostatniej kropli krwi".
-
Gość: przecinek, afey254.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/01 02:24:53
@nie podle
No, wycofałeś się z klasą, niczym Wdowiec z walki o fotel selekcjonera.
Bądź dumny z konsekwentnego nieużywania interpunkcji.
A i jeszcze cytacik:
"Twain powiedział "Nigdy nie pozwoliłem stanąć szkole na drodze mojej edukacji", na twojej drodze udało im się to ale decydująca była twoja pomoc."
Zdecydowanie nie pozwoliłeś ciemiężącemu systemowi edukacyjnemu nawet zmarszczyć swego szlachetnego czoła, zajętego walką o wyższe ideały, których nawet nie rozumie. Jak wyrzucasz komuś braki edukacyjne, rób to przynajmniej za pomocą poprawnie skonstruowanych zdań:)
Internetowa edukacja widać nie gwarantuje sukcesu. Poza tym, to zabawne że zarzucasz mi, iż poprawne posługiwanie się językiem ojczystym jest dla mnie nie istotne. Chyba wyraźnie napisałem, że jest dla mnie oczywistością. I kto tu ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem? Wołami było napisane.
Co do twojej "ironii" posłużę się twoim argumentem - gówniana ta twoja ironia. ;p
-
2013/12/03 11:04:33
Na pytanie czy walczyć do końca i nie patrzeć na konsekwencje, czy raczej ustąpić i zająć się kontuzją, najsensowniejsza jest odpowiedź, że wszystko zależy od rangi meczu. Jeśli jest to mecz o mistrzostwo to wiadomo, że zaryzykować można więcej aniżeli byłby to zwykły meczyk towarzyski.
-
2014/02/26 17:02:14
Wola walki uzależniona jest od wielu czynników. Przede wszystkim czynnik motywacyjny, zdrowotny oraz ranga spotkania.