Blog > Komentarze do wpisu
Napędza mnie marzenie o futbolu

Ostatnie miesiące były dla mnie niełatwe. Postanowiłem, że muszę jeszcze zagrać w piłkę nożną. Nie kopałem już ostatnich kilka lat. Rosnąca waga stała się moim przekleństwem.

Kiedyś grałem od rana do wieczora. Kondycja była moją mocną stroną więc za bajtla dzieliłem życie między boisko, książki i telewizor. Biegałem jak głupi. Jeszcze na studiach grałem w argentyńskiej koszulce, a że miałem długie włosy zyskałem ksywkę "Caniggia";)

W ogólniaku ważyłem jakieś 65 kg. Na studiach jakieś 75 kg. Pech dopadł mnie na własnym weselu - Szanowna Małżonka, uprawiająca kiedyś karate kyokushin podczas tańca pary młodej pomogła załatwić mi kolano. Na pogotowiu prosiłem żeby nie rozcinali mi spodni, bo to ślubny garnitur. Lekarze nie wierzyli. Uwierzyli kiedy na izbę przyjęć wparowała Szanowna w sukni ślubnej. Podróż poślubną spędziłem w Piekarach Śląskich.

Kolano "się wyleczyło", pogrozili łąkotce, ale po zmianie stanu cywilnego zacząłem ostro przybierać. Można powiedzieć, że powoli zaczynałem przypominać Diego Maradonę, jeśli wiecie co chcę powiedzieć:) W efekcie po latach kiedy kopałem piłkę z Czadoblożkiem kolano nie wytrzymało po raz drugi.

Uznałem, że to ostatni moment na doprowadzenie się do porządku. Nie myślcie, że była to dla mnie nowość. Potrafiłem w ciągu dwóch tygodni zrzucić 9 kg, ale nie potrafiłem potem poradzić sobie z efektem jojo.

Parę miesięcy temu zawziąłem się i tym razem zrzuciłem na razie 15 kg (103 kg=>87 kg). Piszę na razie, bo chcę jeszcze zrzucić dalsze osiem (87 kg=>79 kg). Zrobiłem to bez jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.

Czytelnik niebieskiz pyta mnie jak to zrobić.

Nie uważam się za specjalistę - mogę powiedzieć co w moim przypadku było i jest ważne.

Po pierwsze - nie warto zabierać się za to samemu. Polecam wizytę u zawodowego dietetyka. Warto zaufać specjaliście. W moim przypadku wyglądało to tak, że pani najpierw przeprowadziła ze mną bardzo obszerny i szczegółowy wywiad. Okazało się, że na wstępie zyskałem dużo, bo w ogóle nie piję kawy (to pomaga) i jem wszystko. Na nic nie jestem uczulony, nic mi nie szkodzi. Dla dietetyka taki pacjent to skarb. Zaznaczyłem tylko żeby w specjalnie dla mnie przygotowanej diecie nie było szpinaku, bo nie zdzierżę.

Spotykam się z panią dietetyk regularnie co dwa tygodnie, za każdym razem dostaję inny zestaw. To nie jest dieta kapuściana czy jakaś inna buraczana - jadłem i jem właściwie wszystko. Mięso, pieczywo, czasem cieniutko posmarowane masłem - zdarza się.

Pamiętaj także, że oprócz tego, iż spotykasz się ze specjalistą, spotykasz się z drugim człowiekiem. Będzie Ci więc zwyczajnie wstyd jeśli waga nie będzie spadać. To też może dopingować do wysiłku. Dietetyk nie zrzuci tych kilogramów za Ciebie. On może Cię jedynie nakierować.

Po drugie - koniecznie trzeba odstawić alkohol. Żadne piwko nie wchodzi w grę. To olbrzymia dawka nikomu niepotrzebnych pustych kalorii. Znów miałem z górki, bo... nie przepadam za piwem. A jeśli chodzi o mocniejsze trunki - podjąłem radykalny krok - ograniczyłem życie towarzyskie do zera. Jako że nigdy nie piję w samotności - zagrożenie z tej strony dla realizacji diety mogłem odrzucić. Na zabawie sylwestrowej nie wezmę do ust nawet kropli czegoś mocniejszego, ale cicho sza! - nie mówcie moim kumplom...

Po trzecie - warto mieć bliską osobę, która Ci pomoże. Pomoże w tym sensie, że... będzie robić posiłki. To ogromne wyzwanie, musisz wiedzieć, że jeśli kogoś o to poprosisz zrzucasz na niego ogromny ciężar. To nie jest łatwy proces (trzeba zaprzyjaźnić się z wagą i wszystko co zjesz najpierw zważyć) więc jeśli masz możliwość żeby ktoś poprowadził Cię za rączkę - masz szczęście. To sprawia, że Twoje szanse na sukces ogromnie rosną. Uważam, że mam mnóstwo szczęścia, że nie muszę przygotowywać posiłków, że muszę skupić się tylko na jednym: pamiętać o odpowiedniej porze, bo regularność posiłków jest ważna. Jem pięć razy dziennie, ostatni posiłek około 19.

Po czwarte - wysiłek fizyczny bardzo pomaga, ale w zrzucaniu kilogramów... nie jest niezbędny. Na razie jeszcze go właściwie nie podjąłem, choć jeśli zauważycie w Katowicach faceta w brylach i czarnej kurtce poruszającego się po ulicach biegiem to będę ja. Z redakcji do sklepu - biegiem, ze sklepu do auta - biegiem, z auta do sklepu - biegiem. Wszystko dlatego, że niedawno po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy spróbowałem pobiec i... nie mogłem uwierzyć jakie to przyjemne. Wcześniej bałem się załatwić kolano po raz trzeci i tylko nieporadnie kłusowałem - teraz już biegnę.

Po piąte - trzeba pamiętać, że czeka Cię mnóstwo nieprzyjemnych chwil, ale nie są one nie do przejścia. Oprócz momentów wilczego głodu, gorsze jest moim zdaniem co innego. To oczywiście kwestia indywidualna, ale miałem wrażenie, że ze zrzucaniem kolejnych kilogramów, ściągałem kolejną warstwę łachów, co niosło za sobą niezwykłe doznania. Przykład? Przez jakieś trzy tygodnie byłem niezwykle agresywny, a kto zna Czadobloga wie, że agresja jest jego ostatnią naturą. Bardzo się hamowałem, ale kilkakrotnie na mieście omal nie pobiłem się z różnymi ludźmi z różnych powodów. Nie pobiłem się dopiero po upewnieniu się czy na pewno nie mają na to ochoty.

Wyobraźcie jednak sobie, że tak jak to nagle mnie dopadło tak nagle minęło. Przeszło, wyrzuciłem z siebie kolejnego demona:)

Po szóste - w naturze człowieka jest, że upada. Jeśli nie wytrzymacie i coś podjecie - nie tnijcie się. Też zdarzyło mi się podjeść. Chodzi jednak o to żeby to było zdarzenie incydentalne. Naprawdę incydentalne, nie mówiąc o rozmiarach tej wstydliwej praktyki. To nie może być podżeranie. Nie wolno podjeść w stylu Obeliksa czyli dziesięć kurczaków z głodu naraz.

Po siódme - nastawcie się, że nie skończycie diety nagle. Dietetyk zacznie zwiększać Wam ilość kalorii w cyklu i wyprowadzać Was powoli. Chodzi o to żeby nie było efektu jojo.

                                        *  *  *

W sobotę pierwszy raz po kilku latach byłem na nartach. Po Nowym Roku rozpocznę intensywne treningi biegowe. Tak żeby wiosną zrealizować moje marzenie. Marzenie o futbolu.

PS Jeśli ktoś w Katowicach chce spróbować - niech napisze do mnie na pawel.czado@katowice.agora.pl. Wyślę mu kontakt do pani dietetyk. Pamiętajcie, że to jej zawód.

PS1 Omega w Chorzowie i czwarta trybuna w Zabrzu nie rozumieją takich problemów. Trybuna zrozumie kiedy wejdzie na nią tysiąc osób o wadze dwóch zamiast jednej.

Wesołych Świąt. Niekoniecznie dwunastodaniowych:)

poniedziałek, 23 grudnia 2013, pavelczado

Polecane wpisy

  • Niektórzy robią kariery!

    O cholera, kolega z ogólniaka właśnie sędziuje finał mistrzostw Europy w siatkówce! Tak się całkowicie przypadkowo złożyło, że akurat przeprowadziłem z nim wywi

  • Moja recepta na sukces Katowic

    Uwiera mnie, że stolica potężnego województwa od dawna nie może pochwalić się poważnymi sukcesami sportowymi. Ale jest na to sposób. Problem z katowickim sporte

  • Legia oczywiście wyjdzie na mecz z Ruchem

    Bogusław Leśnodorski jest prezesem dynamicznym. Jego dynamizm powoduje czasami moją konsternację... Szef stołecznego klubu nie patyczkuje się - miał zapowiedzie

Komentarze
Gość: przecinek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/24 00:18:19
Zasadniczo słuszne uwagi. Poza punktem 4. Zrzucenie kilogramów bez aktywności fizycznej jest oczywiście możliwe, ale niewskazane. Skóra po tym może pozostać nieprzyjemnie rozciągnięta, co wybitnie nieestetycznie wygląda.
Przy wysokiej nadwadze, bieganie jest absolutnie niewskazane, nawet jeśli nie miało się wcześniej problemów ze stawami. Lepszy jest rower, albo basen. Biegać można przy nadwadze nie przekraczającej 10 kg.
Oczywiście, dla większości buzujących testosteronem samców alfa, wykonywanie ćwiczeń z zakresu fitnesu jest poniżej godności, ale na facetów też działają.
Zarówno trening jak i dieta nie mogą być nazbyt drastyczne, by nie doprowadzać ciała do stanu w którym zacznie, poprzez zwolnienie metabolizmu, oszczędzać energię, z racji na dysproporcję pomiędzy wysiłkiem a dostarczaną energią.
Z rozplanowaniem treningu, również najlepiej zwrócić się do specjalisty:)
Plus, jeśli nie śpisz przynajmniej 8 godzin dziennie, zapomnij o zrzuceniu kilogramów.
I najważniejsze, złe nawyki żywieniowe ZAWSZE są nabyte. Ciało instynktownie dąży do równowagi, i jeśli jest się zdeterminowanym, pomoże w jej osiągnięciu. Nie należy traktować zrzucania kilogramów jako niesamowitej walki z samym sobą, tylko jak coś co po prostu wykonujemy.
Jak mawiał mistrz Yoda: "Rób, albo nie rób. Nie ma próbowania" ;)

Wesołych;)
-
Gość: Udo, *.range86-144.btcentralplus.com
2013/12/24 01:52:29
Gratuluję! Sam pozbyłem się 15 kilo od sierpnia. Trochę ryzykownie, bo na własną rękę. W moim przypadku kluczem było całkowite odstawienie alkoholu i ograniczenie pieczywa do minimum. Zdarza mi się jeść pieczywo sporadycznie w sytuacjach, kiedy nie ma innej opcji.
Problemem jest dla mnie zachowanie rytmu 5 posiłków. Pracuje w nocy, ale bywa że mam wolne (trafia się nawet w korpo) i nie ma mowy o stałych porach posiłków.
Zgadzam się, że wysiłek fizyczny nie jest kluczowy. Ćwiczę w domu, bo faktycznie obawiam się "nadmiaru skóry". ;)
Pozdrowiam i życzę udanej piłkarskiej wiosny!
-
Gość: hajnel, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/24 09:10:25
Gratulacje !!!
Ja akurat jestem w fazie klęski bo po -10 doszedł efekt jojo +7 wagi startowej. Ale od nowego roku ruszam ponownie, cel -15 do czerwca bo idę na dwa śluby kumpli i muszę się wbić w garnitury - nie żeby mnie nie było stać na nowe ale to zawsze jakiś cel.
Regularne jedzenie + ruch w domu (kupiłem sobie właśnie Kinecta) = musi się udać !
-
2013/12/24 12:57:56
Czado miałeś o tyle łatwiej, że byłeś kiedyś chudy, wystarczylo zmienic nawyki żywieniowe. Jesli ktos cale zycie ma problemy z nadwaga, od malego dzieciaka to zrzucanie nie jest latwe. U ciebie jak widac poszlo latwo. Gratulacje, nawyki nie latwo sie zmienia :)
-
Gość: stygma, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/12/24 13:02:51
@hajnel
Właśnie dlatego obawiam się wyruszać z tą krucjatą. Jeśli z 97 spadnę do 88 tylko po to, by miesiąc później grubo przekroczyć mityczną stówę, to zaczynam się mocno zastanawiać. Próbowałem sobie tłumaczyć, że efekt jojo nie musi dotyczyć każdego, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i a/trwać przy dotychczasowym stanie rzeczy i wmawiać sobie, że w końcu nie jest jeszcze tak najgorzej, jeszcze nie osiągnąłem tych 100 kagie b/przygotować się na morderczą kampanię z niejasnym finałem, przy ograniczonych środkach własnych w postaci silnej woli i skłonności do ascezy. Dramat.
-
2013/12/24 13:43:05
...a może tak zdjęcia dla niedowiarków:)
-
Gość: kck, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2013/12/24 14:19:24
Bez wysiłku fizycznego? Hm...
Życzę wytrwałości i Wesołych Świąt !
-
Gość: Rav, *.tktelekom.pl
2013/12/24 22:49:24
Da się bez wysiłku fizycznego, naprawdę - ja po rzuceniu palenia jadłem jak zwariowany przez 2 miesiące - waga dobiła do 118 kg. W pół roku doszedłem do 80 kg (mam 184 cm wzrostu) - na nic ograniczą się najwybitniejsze fantazje ruchowe, jeśli człowiek nie zredukuje jedzenia. Ot, co!
Najzabawniejsze jest to, ze człowiek zabiera się za sport dopiero wtedy gdy .. schudnie. Bo wtedy jakby przestaje bać się wysiłku...
Pawełkowi życzę wytrwałości!
-
Gość: Rob3ert, 83.1.246.*
2013/12/25 07:42:58
Schudłem w ok.roku jakieś 14 kg,a było to naście lat temu.Żaden efekt jojo mnie nigdy nie dosięgnął.Bez dietetyka,bez biegania tylko z założeniem,że jem wszystko tylko o 1/2 mniej niż dotychczas.I wystarczyło.Oczywiście piwa na raczej nie piję,a inne trunki sporadycznie.Moim zdaniem do całego planu trzeba mieć JAJA i reszta pójdzie.
-
2013/12/25 20:34:47
Post tylko z pozoru niepiłkarski. Bo jednak tytuł oddaje wszystko. Oczywiście że podstawa to tak ogromna motywacja jak chęć pokopania szmacianki:-)
-
Gość: aksamit, *.opera-mini.net
2013/12/25 21:59:23
Ciekawe ile PCz po swietach przytyje?
-
Gość: Joanna Haśnik, *.gornik-zabrze.3s.pl
2013/12/27 08:56:42
Powodzenia! Tylko popieram poprzedników - aktywność fizyczna jest niezbędna. U mnie ruch to 70 procent, a dieta 30, więc też mam nad czym pracować, bo chyba powinno być na odwrót :) Powodzenia :)
-
2013/12/28 14:27:29
Aktywność fizyczna to podstawa solidna podstawa do reszty o której rówinież trzeba pamiętać wiem to najlepiej bo sama ćwiczę kilka godzin dziennie jako trenerka.
-
2013/12/30 19:49:34
@all
dziękuję wszystkim za cenne opinie. Zgodnie z obietnicą wszystkim, którzy napisali z prośbą o kontakt - wyślę go jeszcze dziś
-
Gość: magdalena vv, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/31 18:41:53
Ćwiczenia i jeszcze raz....ĆWICZENIA to daje efekty, również zero słodkości i mniej pieczywa.