Blog > Komentarze do wpisu
Nie bądź małpą

Pamiętam kiedy pierwszy raz wyjechałem całkiem sam zagranicę. Miałem wtedy 20 lat i pojechałem w wakacje szukać pracy we Francji. Co prawda nie znalazłem, ale przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę bardziej uwiodły mnie klimaty średniowiecznej zachodniej cywilizacji niż robota w winnicy. Wciągnąłem się w samotne zwiedzanie Turenii i Andegawenii (polecam Chinon, gdzie więziony był m.in. ostatni wielki mistrz templariuszy Jacques de Molay). Tak naprawdę miałem komfort: nie musiałem wówczas tej pracy wcale znaleźć. Nie stałem pod ścianą. Taką ścianą pod jaką często stoją u nas piłkarze z Afryki.

Kiedy przyjeżdża do nas nastolatek stamtąd żeby kopać tu piłkę zazwyczaj spotyka się z ogromną rezerwą. To zrozumiałe: musi pokazać, że jest lepszy od innych, ale wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jaki to dla niego ogromny stres. Stres związany nie tylko z pojawieniem się na innej planecie (różnice nie tylko w poziomie ale i w sposobie życia są ogromne). To nie jest tak jak było w moim przypadku, choć ja też w trakcie tej pierwszej francuskiej podróży zaliczyłem parę zdumień (pierwszy raz widziałem wtedy choćby Auchan, w Polsce jeszcze takich supermarketów wówczas nie było. Chciałem wejść i nie mogłem zrozumieć dlaczego wózki są przyczepione łańcuchami do innych wózków. Szarpanie ich ze złością nie pomagało. Wstyd było pytać, dyskretnie musiałem obserwować więc co robią tambylcy i jak udaje im się odczepić ten cholerny wózek. Nie wiedziałem, że bez wózka też można wejść;)

Po pierwsze - ja tam tylko mogłem, Afrykańczycy często u nas muszą. Fakt, że pracy wtedy nie znalazłem niczego nie zmienił. Bliscy byli przede wszystkim szczęśliwi, że wróciłem cały, zdrowy i z nowymi doświadczeniami. Młodzi Afrykańczycy dźwigają znacznie cięższe brzemię: doskonale wiedzą, że jeśli im nie wyjdzie zawiodą w ojczyźnie wiele osób. Nie, nie chodzi mi o kibiców śledzących jak powodzi się na europejskich boiskach ich rodakom. Kandydaci na piłkarzy zdają sobie doskonale sprawę, że przyjeżdżając do Europy dostali szansę na jaką niewielu z nich może liczyć. Że łapią Pana Boga za nogi. Wielu bliskich szczęściarza, którzy pozostali w Afryce liczy na to, że szansa przez kandydata na piłkarza zostanie wykorzystana i że członek rodziny pociągnie ich za sobą, że to będzie szansa na lepsze życie nie tylko dla niego, ale również i dla nich. Niestety; kandydatom częściej towarzyszy paskudne poczucie, że zawiedli niż błogie poczucie spełnienia. 

Po drugie - jednemu czarnemu wśród setki białych jest trudniej niż jednemu białemu wśród setki czarnych. Zwiedziłem dotąd siedem afrykańskich państw i kontaktem z tambylcami stresowałem się właściwie tylko raz. W Nairobi umknąłem przed miejscowymi "dziećmi ulicy" w boczną uliczkę. To była jakaś setka gniewnych maluchów w wieku 5-15 lat, która rozwrzeszczana szła przez ulicę, pokrywając wszystko jak szarańcza i wysysając na co tylko miała ochotę.

Kiedy w Zimbabwe byłem na piłkarskich derbach Harare a portier podprowadził mnie do ławki rezerwowych wobec prawie 30 tysięcy  Murzynów na trybunach (machałem w ich stronę niczym na defiladzie) żeby spytać piłkarzy i sztab trenerski czy przypadkiem nie mają jakichś klubowych pamiątek dla miłego gościa z Europy - właściwie w ogóle się nie stresowałem. Afrykańczyk szukający pracy w Polsce, musi przeżywać tych stresów znacznie więcej. Chodzi o to, że ludzie ciągle patrzą na nich z nieufnością. Uważają za gorszych. Zaręczam Wam - kiedy wszyscy wokół patrzą na Was z nieufnością od rana do wieczora - spalacie się psychicznie. Ja już coś takiego przeżyłem (nie w Afryce - w Polsce) - także dlatego potrafię ich zrozumieć.  

Po trzecie - warto pamiętać skąd przyjeżdżają do nas młodzi czarnoskórzy piłkarze. Mnie osobiście zawsze rozśmiesza kiedy słyszę w Polsce narzekania na biedę i brak perspektyw w naszym kraju. Ludzie, którzy wypowiadają te słowa nie zdają sobie sprawy, że zawsze może być gorzej. Ja to "gorzej" widziałem w Afryce. Widziałem prawdziwą biedę i brak perspektyw na masową wręcz skalę. W malawijskim Lilongwe widziałem całe dzielnice ziemianek pozbawione prądu i bieżącej wody. Tambylcy pewnie chcieliby przynajmniej wybrać w jakich ziemiankach przyjdzie im żyć. Tradycyjnie okrągłych, które zapewniają większe... bezpieczeństwo (węże, których tam nie brakuje poruszają  się zwykle przy krawędzi równej przeszkody, gdy trafiają na okrągłą ścianę - pełzną dalej) czy raczej ziemiankach kwadratowych, w których można by dzięki temu wygodnie dosunąć łóżko do samej ściany? Chcieliby, ale ochota to w wielu przypadkach największy atut jaki mają do dyspozycji.

Poza tym nigdzie tak bardzo jak w Afryce nie miałem poczucia przemijalności, nigdzie indziej nie ogarniała mnie myśl, że właściwie w każdej chwili mogę stracić życie. Nie, nie byłem świadkiem żadnego konfliktu zbrojnego. Za to choroba może cię zgasić w każdej chwili jak płomyk świecy. Ja tam nie byłem na zorganizowanej wycieczce. Byłem w Afryce z plecakiem i małą butlą gazową. W Kenii przez dwie doby leżałem właściwie w malignie, z gigantyczną gorączką i tam jedyny raz w życiu pogodziłem się już, że umrę (wiem, że brzmi to nieznośnie patetycznie, ale tak właśnie było). To w Afryce koło mojego samochodu położył się lew, a ja miałem zepsutą szybkę w drzwiach i nie mogłem jej zakręcić... (auto wypożyczył były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Zimbabwe).

Przeżyłem wtedy, ale powtarzam: poczucie przemijalności towarzyszyło mi w subsaharyjskiej Afryce prawie bez przerwy. Jak choćby w małej osadzie Kasisi w Zambii gdzie działa sierociniec, którym zajmują się polskie siostry - Służebniczki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej. To niezwykłe miejsce. Byłem tam w 2000 roku. W Zambii mnóstwo ludzi choruje na AIDS i do przytułku trafia wiele dzieci już zarażonych. Najbardziej wryła mi się w pamięć alejka za szpitalem. Zapamiętałem, że po obu jej stronach uklepano mogiły. Malutkie mogiły. Coraz mniejsze. Półtorametrowe. Metrowe. Półmetrowe... 

Myślałem naiwnie, że niewiele osób w Polsce wie o Kasisi tymczasem w sobotę ze zdumieniem przeczytałem w "Wyborczej" wywiad z Szymonem Hołownią. Okazuje się, że facet mnóstwo energii, czasu i pieniędzy poświęca na pomoc właśnie tamtejszym dzieciom. Warto przeczytać tę niezwykłą opowieść. A kto wie: jeśli się wzruszycie - może warto i pomóc?

Wiem, że Kasisi jest daleko. Wiem, że u nas biedne dzieci też potrzebują pomocy i wsparcia. Kiedy jednak będziecie na stadionach piłkarskich w Polsce też możecie zrobić coś dobrego dla Afryki: możecie nie obszczekiwać tamtejszych piłkarzy, nie pohukiwać w ich stronę, jak małpy. Pamiętajcie - ich życie, choć wydaje się tak przyjemne, bo przecież życie zawodowego piłkarza musi być przyjemne - niesie za sobą mnóstwo stresów, które nam nawet trudno sobie wyobrazić czy zrozumieć.

W Polsce coraz częstszy jest pogląd, że ludzie pohukujący z trybun na Afrykańczyków nie są rasistami. Oni chcą ponoć jedynie wyprowadzić za wszelką cenę przeciwnika z równowagi. A przecież wobec czarnoskórego człowieka pohukiwanie małpy jest najprostszym przekazem - bez względu na różnice językowe zrozumie go na pewno. I może się zdenerwuje? Może koślawo kopnie piłkę? Rozumiem, że można chcieć zdekoncentrować przeciwnika. Uważam jednak, że nie każda metoda jest do przyjęcia. 

Empatia czasem się przydaje. Nie można z nią przesadzać, ale to właśnie także dzięki niej nie jestem rasistą.

PS O moich osobistych impresjach futbolowych z subsaharyjskiej Afryki możecie przeczytać - TUTAJ.

PS1 Omega życzy Wam Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

poniedziałek, 22 grudnia 2014, pavelczado

Polecane wpisy

  • Moja pierwsza rozmowa na wakacjach

    Banjul, Gambia. Po przyjeździe natychmiast wbijam samotnie w miasto. Północ. Nieoświetlony zaułek. Kilkudziesięciu miejscowych porozrzucanych w grupy. Dwóch dre

  • Arabela

    Wróciłem właśnie z czarodziejskiego świata. Byłem w Ďolíčku , niezwykłym stadionie praskiej Bohemki. Bohemians kontra Sparta... Czy można wyobra

  • Jeden wielki spazm

    Bylem wlasnie w mlynie podczas meczu tajskiej ekstraklasy miedzy Muangthong United aRoyal Thai Navy FC. Siedzialem w miejscu gdzie na TYM zdjeciu jest czerwono-

Komentarze
Gość: rzeklem, *.adsl.inetia.pl
2014/12/22 17:37:40
Szacun za ten wpis! Bardzo dobry!
-
2014/12/22 18:59:36
fajny wpis to prawda
-
Gość: Torcida, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/12/22 19:02:03
sama prawda pozdrawiam
-
Gość: akcja, *.opera-mini.net
2014/12/26 01:51:23
Dlaczego P.Czado napisal tambylcy zamiast tubylcy?
-
Gość: saint just, *.skybroadband.com
2014/12/26 14:43:58
bo oni bywają tam a nie tu :-)
-
2015/01/01 21:26:12
Fajny tekst. To moje postanowienie noworoczne. Mam nadzieje, że i pozostałych ludzi.
-
2015/05/21 19:03:14
Masz wielki talent do pisania, naprawdę :) Rzadko kiedy spotyka się osobe, az tak utalentowaną pod względem pisania i redagowania tekstow :) Myslisz może o tym, by wiazac z pisaniem szeroko pojetym oczywiscie, swoja przyszlosc? miałem to szczescie, ze trafilem w otchłani internetu na odnosnik do Twojego bloga :) Na pewno tutaj z Tobą zostanę :) Pozdrawiam