Blog > Komentarze do wpisu
Jak Górnoślązak skasował (wice)mistrza świata

Historia futbolu z naszego regionu jest niezwykła co wielokrotnie było do udowodnienia. Ważne, że jest coraz więcej chętnych żeby ją odkrywać. Wbrew pozorom ciągle naprawdę jest co.

Jednym z tych, którzy posuną naszą wiedzę nie o dziesięć schodków, ale o dziesięć pięter jest Mariusz Kowoll z Gliwic. Zdążyłem poznać jego pasję, skrupulatność, nieustępliwość i systematyczność. Moje rozeznanie pozwala mi ocenić z całkowitą pewnością: nie było i nie ma w Polsce lepszego specjalisty od historii górnośląskiej piłki w latach II wojny światowej. Mariusz od kilku lat szlifuje, cyzeluje, doprecyzowuje własną historię rozgrywek na Górnym Śląsku w latach 1939-1945. Myślicie, że kituję? Uwierzcie mi - oniemiejecie kiedy przeczytacie jego książkę. Wydawnictwo, które będzie miało szczęście wydać to niezwykłe przedsięwzięcie długo zapamięta ten moment.

Szczęściarze mieli okazję  wysłuchać wykładu Kowolla na temat Górnoślązaków w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej do 1945 roku w zabrzańskiej Galerii Café Silesia.

Tematyka mocno rozległa więc skupię się tylko na jednym malutkim wątku a właściwie postaci, którą na nowo odkrywa Kowoll.

Kilka lat temu pisałem już o Richardzie Maliku. Stał się postacią numer jeden w Beuthen 09 już na początku złotych lat 30. Richard "Hattek" Malik (rocznik 1909), wcześniej gracz znakomitej klubowej drużyny juniorów, był pierwszym Górnoślązakiem i jedynym zawodnikiem z Bytomia, który znalazł się w wykazie oficjalnych spotkań reprezentacji Niemiec. Ten motorniczy kopalnianej lokomotywy z zawodu, był wieloletnim kapitanem. Zaczynał karierę jako lewy łącznik, ale dość szybko znalazł swoje miejsce w środku drugiej linii.

Jerzy Krasówka, nieżyjący już powojenny as Szombierek, zdążył być jeszcze zawodnikiem Beuthen 09. Wiele lata temu opowiadał: - Z 22 Schomberg przyszedłem do Beuthen 09 jako 17-latek, uczyłem się już wtedy w technikum w centrum Bytomia. Pamiętam, że na boisku dosłownie wszystko zależało od Malika, otrzymywałem od niego wspaniałe podania. Często wystarczyło przyłożyć nogę i bramkarz rywali musiał kapitulować...

Malik był znakomitym dyrygentem zespołu, to właśnie jemu bytomianie zawdzięczali ówczesny tzw. wiedeński styl. Był on oparty na wspaniałej technice, na misternych podaniach, na wyrafinowanej grze kombinacyjnej. Wówczas na Śląsku prawie nikt tak nie grał, przeważał u nas futbol atletyczny, siłowy. Malik należał do wyjątków...

"Hattek" debiutował w reprezentacji Niemiec w przegranym 1:2 meczu z Węgrami w Budapeszcie, strzelił zresztą tę jedyną bramkę (październik 1932). Nawet polskie gazety podkreślały, że był w tamtym meczu "główną sprężyną w napadzie". Trzy miesiące później zagrał jeszcze z Włochami w Bolonii, Niemcy przegrały 1:3. Malik jeszcze przez kilka lat należał do najlepszych niemieckich pomocników, ale trener Otto Nerz bardziej wolał chyba Ludwiga Goldbrunnera z Bayernu Monachium. Richard Malik zginął w styczniu 1945 roku na froncie wschodnim...

Dodajmy, że przez kilka sezonów pewne miejsce w drużynie Beuthen 09 miał Paul Malik, starszy o pięć lat brat Richarda. "Paulek" występował jako obrońca bądź pomocnik. Jego wielkim atutem była kondycja, zdobywał tytuły mistrza Śląska w biegach długich. Jego koronnymi dystansami były 3 km i 5 km.

Właściwie wiele więcej o Maliku nie mógłbym już dodać. W przeciwieństwie do Mariusza Kowolla. Oto zapomniane fakty, które dotychczas ustalił:

a) zacznijmy od końca - sprawa śmierci. Dotąd wiedzieliśmy, że piłkarz zginął  20 stycznia 1945 roku na froncie wschodnim jako żołnierz Wehrmachtu. Mariusz dopowiada ważne szczegóły: pojawia się druga, alternatywna data śmierci 17 stycznia oraz informacja, że Malik miał zginąć we własnym czołgu podczas walk o [zapewne] wschodni brzeg Wisły;

b) w klubie Beuthener 09 SuSV Malik występował od dziecka (prawdopodobnie rozpoczął treningi jako dziewięciolatek). Bardzo szybko zaczął grać w lidze i jako 20-latek trafił do reprezentacji regionu (wówczas Südostdeutschland). Grał jeszcze w sezonie 1943/44.

c) Mariusz zauważa, że poważniej zwrócono na Malika uwagę w roku 1931: podczas międzynarodowego tournee bytomskiej drużyny jeden z zagranicznych trenerów wypowiedział się o nim, jako o graczy z potencjałem międzynarodowym; Beuthen 09 przegrał wówczas z reprezentacją Węgier tylko 2:3.

d) wspominałem o starszym bracie Paulku i jego zamiłowaniu do długich dystansów. Tymczasem Mariusz dopowiada, że "Hattek" był mistrzem Górnego Śląska na 400 m, 800 m i 1500 m.

e) wiadomo, że w 1932 roku odbył się mecz nieoficjalnej reprezentacji Niemiec ze słynnym Evertonem Liverpool i że wystąpił w nim Ślązak - Kurt Hanke, pomocnik Preussen Hindenburg. Mariusz ustalił, że w tym samym meczu miał zagrać właśnie Richard Malik, ale w ostatniej chwili został zastąpiony przez Joppicha z Łużyc (SV Hoyerswerda). Żałujemy!

f) ostatecznie Malik - jak wiadomo - zadebiutował w reprezentacji Niemiec w spotkaniu z Węgrami, który odbył się w Budapeszcie 3 października 1932 roku (mecz oglądał uważający się za narodowego socjalistę węgierski premier Gyula Gömbös de Jákfa, który rozpoczął urzędowanie zaledwie parę dni wcześniej).

Gospodarze wygrali 2:1, a jedynego gola zdobył właśnie Malik. Zdecydowała o tym sprytna zamiana miejsc z lewoskrzydłowym Hoffmanem, który przeszedł na środek. Węgrzy się nie połapali i człowiek z Górnego Śląska przysolił w róg. Malik na tamten mecz był powołany właśnie jako środkowy napastnik. Warto pamiętać, że wezwanie do kadry wzbudziło wiele kontrowersji w Niemczech. Tamtejsze gazety nie dowierzały, że dość anonimowy grajek z Górnego Śląska jest godzien grać w pierwszym składzie reprezentacji, na dodatek w tak prestiżowym spotkaniu. Tymczasem trener Otto Nerz był bardzo zadowolony z postawy zespołu. Niemcy zaprezentowali się lepiej od Madziarów i powinni byli odnieść zwycięstwo.

g) debiutem Górnoślązaka w reprezentacji Niemiec w dodatku okraszonym bramką zachwycił się cały Bytom. Dr Adolf Knacrick, oberbürgermeister [czyli nadburmistrz] Bytomia wysłał gratulacje dla strzelca i całej drużyny na ręce Niemieckiego Związku Piłki Nożnej. Mariusz ustalił jego treść:

„Za chwalebny występ Richarda Malika w drużynie narodowej przesyłam gorące „Szczęść Boże!” [Glück auf!] w kolejnych pojedynkach. Wszystkim zebranym serdeczne pozdrowienia. Do zobaczenia na kolejnych wielkich pojedynkach w Bytomiu.
Nadburmistrz Dr. Knakrick, Bytom” (za „OV”).

h) Mariusz znalazł także informację, że Malik o wrażeniach z pobytu na zgrupowaniu przedmeczowym, pobytu w Budapeszcie, o samym spotkaniu i oczywiście o zdobytym golu opowiadał w radio Schlesischen Rundfunk we wtorek 1 listopada w godzinach 18.20 - 19.20.

i) Mecz wywołał na niemieckim Górnym Śląsku olbrzymie poruszenie. Także dlatego, że wcześniej oburzano się trochę na protekcjonalne traktowanie Malika przez prasę z głębi Niemiec, niektórzy tamtejsi dziennikarze nawet nie wiedzieli, że jest z Bytomia przypisując go jako gracza ekipy Breslau 08 (oj, po odejściu Mili przydałby się dziś Śląskowi taki piłkarz jak Richard Malik)! Niektóre gazety próbowały znaleźć uzasadnienie dla tego dziwacznego z ich punktu widzenia (No jak to? Górnoślązak w kadrze?!) powołania: otóż Niemcy mieli wówczas cierpieć na deficyt środkowych napastników, pełnowartościowych, wybitnych, wyjątkowych; i cóż z tego, że próbowany do tej pory był Ernst Kuzorra (podobnie jak Malik mający korzenie na terenach obecnej Polski), skoro nawet on, w klubie Schalke 04, podobnie jak Malik w Bytomiu, gra na pozycji łącznika, nie środkowego napastnika? „Richard Malik ma we własnych rękach – a raczej w nogach – uzasadnienie swojego powołania i udowodnienia, że nie koniecznie trzeba pochodzić z Południa lub Zachodu Niemiec, by być zdolnym piłkarzem”. Śląska satysfakcja była wielka, bo do tamtej pory całe południowo-wschodnie Niemcy postrzegano w niemieckim piłkarstwie jako kopciuszka. Powołanie Malika mogło być zwiastunem zmian.

j) Mariusz wysznupał info, że po najważniejszym meczu w dotychczasowej karierze zabrano Malika (prawdopodobnie starsi piłkarze) do knajpy z dancingiem gdzie zabawa trwała do świtu. Załamywano ręce; troszczono się o młodego sportowca żeby nie zszedł na złą drogę, żeby zwyciężyły szlachetne właściwości edukacyjne sportu.

k) jak wiadomo 1 stycznia 1933 roku Richard Malik zagrał jeszcze jeden mecz w reprezentacji Niemiec - z równie wymagającym rywalem czyli z Włochami. Przed tym meczem niektórzy śląscy dziennikarze odlecieli: sugerowali, że Malik na sto sytuacji bramkowych wykorzystywał 90:) Niemcy przegrali 1:3, ale Malik na pewno nie musiał się wstydzić. Zagrał jako lewy łącznik, pozwalał sobie na sztuczki w polu karnym rywala. Włosi jednak jak to Włosi - wiedzieli jak zareagować. Malik doznał kontuzji w zderzeniu ze środkowym pomocnikiem i miało to wpływ na jego postawę. Sam jednak też nogi nie odstawiał. Wyobraźcie sobie, że przeraził cały stadion kiedy w starciu zranił słynnego Luisa Montiego. Monti to była megapostać światowego futbolu okresu międzywojnia: niezwykle twardo grający Argentyńczyk, który w 1930 na pierwszym mistrzostwach świata wywalczył z macierzystą drużyną narodową wicemistrzostwo. Jako że miał włoskie korzenie ściągnięto go zaraz potem jako oriundo do Italii (pełną listę oriundi znajdziecie - TUTAJ). No i właśnie po starciu z Malikiem musiano odwieść Montiego do szpitala. Trąbiono, że noga złamana, ale Mariusz sprawdził, że miesiąc później Monti zagrał w meczu z Belgią więc wieści o trzaskających kościach musiały być przesadzone:) A w następnym, 1934 roku, Monti - jako Włoch - zdobędzie mistrzostwo świata;

l) Mariusz wyłapuje ciekawy polski wątek także w tej historii. Otóż po meczu Malika, jako jednego z trzech najlepszych graczy niemieckich (razem z Sigmundem Haringerem i rezerwowym bramkarzem Buchlohem) wskazał Gustav „Guggi” Wieser, obecny na meczu były znakomity napastnik austriacki, ówcześnie właśnie szkoleniowiec Beuthen 09 (na mecz pojechał z Malikiem). Pamiętajmy, że jeszcze tego samego roku Wieser przejmie Legię Warszawa, później trenować będzie m.in. Ruch Chorzów, a w czasie wojny opiekować się będzie Germanią Königshütte...

I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Można by tak długo. Mariusz na swój wykład przygotował tego typu opowieści o dwunastu piłkarzach!  Uwierzcie mi - jego problemem jest już tylko kłopot bogactwa a co za tym idzie jedynie prasowanie tych niezwykłych historii, choć akurat ja byłbym za tym żeby jego książka liczyła choćby z pięć tysięcy stron. To zapewne nie byłby żaden problem:) Tym bardziej, że Mariusz ciągle wynajduje kolejne zapomniane i nieznane fakty.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 23 stycznia 2015, pavelczado

Polecane wpisy

  • Walcz do końca. Zaniosą cię na rękach do domu

    Często powtarza się, że w piłce nożnej trzeba walczyć do końca. Na tyle często, że nie robi to już większego wrażenia. Ale ciągle warto przypominać historie nie

  • Bransoleta od króla

    W weekend była Noc Muzeów, z tej okazji miałem publiczne wystąpienie. Zainteresowanym opowiadałem o losach polskich sportowców, którzy zginęli w trakcie II wojn

  • W wannie, rok 1969. Niezwykła pamiątka

    Uwielbiam futbol i historię a najbardziej styk tych dwóch światów. Dzięki pracy mam szczęście być czasem tego styku tak blisko jak się da. Niedawno wdowa po pew

Komentarze
Gość: gp, *.dynamic.chello.pl
2015/01/23 21:25:11
A kuzyn Leonard zagrał dla Polski... :)
-
Gość: grzegorzjo, *.dynamic.chello.pl
2015/01/24 10:37:34
Pan Mariusz Kowoll nie tylko ciekawie opowiada, ale robi to z niezwykłą pasją. Namówi go Pan na założenie konta na twitterze ;)
Generalnie tematyka bardzo ciekawa, szkoda tylko, że muzeum w Chorzowie tej wystawy/wykładu nie organizuje (tym bardziej, że głównie o klubach chorzowskich jest mowa:)). Nie zdziwiłem się natomiast, że w Zabrzu na wykład przyszła garstka osób...ale za to byli obecni seniorzy, byli piłkarze Górnika, którzy wspominali bardzo pozytywnie byłych piłkarzy Ruchu, którzy ich nauczyli grać w piłkę. To było warte uwagi.
PozdRawiam
-
Gość: BMG, *.gl.digi.pl
2015/01/24 15:16:22
@pavelczado
Dziękuję za wpis i miłe słowa; wiesz ile to dla mnie znaczy (skoro jesteśmy na blogu futbolowym, to jak poklepywanie po plecach nastoletniego Lubańskiego przez Ernesta Pohla ;)
małe sprostowanie, Malik miał wystąpić w radiu, ostatecznie się nie pojawił; prasa miała nadzieję, że przyczyną była skromność tego młodzieńca i unikiem przed "sodówką".

@grzegorzjo
ja wyżej, dziękuję za miłe słowa; narracja nie była może najlepiej opracowana, ale zamiast ją cyzelować wolałem od rana uprawiać swoją piłkarską grzebologię, co zresztą zaowocowało informacją o ewentualnej innej dacie śmierci Malik ;)
zapraszam do wymiany poglądów mariuszkowoll@gmail.com
twittera nie posiadam, ale Pana wpisy przejrzałem; wiele fantastycznych materiałów, które zrobiły wrażenie.
O fusbalu chorzowskim w okresie wojennym można sporo ciekawego opowiedzieć, bynajmniej nie tylko o następcach Ruchu, czy AKS'u, ale i pewnym pięćdziesięcioletnim napastniku ligowym, czy pewnym talencie robiącym furorę w Hannover 96 ;)
Pozdrawiam.
-
Gość: monter, *.dynamic.chello.pl
2015/01/24 17:17:12
Panie Pawle, a co z rozgrywkami okresu plebiscytów śląskich?
-
2015/01/25 11:05:07
@BMG
pozdrowienia
@monter
nie sądzę żeby Mariusz mógł się tym teraz zająć. Nie da się robić wszystkiego naraz. Ale kto wie? Może BMG akurat da radę?:)
-
Gość: grzegorzjo, *.dynamic.chello.pl
2015/01/25 12:25:09
@BMG Dziękuję. Chętnie skorzystam i podeślę coś jak trafi mi się gdzieś Malik..:)
-
2015/01/25 13:28:32
@grzegorzjo
A co to byli za piłkarze Górnika? Pamięta Pan nazwiska?
-
Gość: grzegorzjo, *.dynamic.chello.pl
2015/01/25 18:44:31
@pavelczado Niestety nie.
-
Gość: Kuba, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/01/29 23:44:30
@czado
www.weszlo.com/2015/01/29/jaki-czas-jest-w-turcji-i-kto-zagral-w-podbeskidziu/
ostatnie dwa akapity- Górny Śląsk to jednak stan umysłu..:DDDD
-
Gość: Anno, *.dynamic-ra-1.vectranet.pl
2015/01/31 13:50:14
Hej Czado
Źle się dzieje znów w Szombierkach, Prezydent Miasta ponownie miesza i lawiruje, czy byłbyś skłonny przyjrzeć się sprawie i nieco nagłośnić problem?
-
2015/02/02 17:46:31
Nie będą to wielkie spojlery jeśli powiem, że historia jest to na pewno ciekawa, ale rachunek prawdopodobieństwa że coś takiego się zdarzy był wysoki, nie ma przez to robić co ze sprawy jakiegoś gigantycznego szumu :)