Blog > Komentarze do wpisu
Piłkarz i nieszczęście

W społeczeństwie panuje słuszne przekonanie że bycie dobrym piłkarzem (dobrym czyli wyróżniającym się przynajmniej na poziomie ekstraklasy) niesie za sobą przyjemne i wygodne życie.

Nawet jeśli jesteś dobrym, perspektywicznym zawodnikiem w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu i tak może nie uchronić cię to od choroby dziecka. Przypadek Jakuba Kowalskiego, zawodnika Ruchu Chorzów robi na mnie ogromne wrażenie - także jako na ojcu. Dopiero kiedy urodził się Czadoblożek tak naprawdę pojąłem drżenie rodziców o zdrowie dzieci. Wcześniej nie rozumiałem na przykład dlaczego mama przejmuje się nawet tym, że za lekko ubieram się wychodząc na plac.

Jakub Kowalski w przejmującej rozmowie opowiada Wojtkowi Todurowi o nieszczęściu, które spadło na jego rodzinę i o tym jak człowiek uczy się z tym żyć. Ciężar, który dźwiga jego rodzina jest podwójny, bo mukowiscydoza - nieuleczalna choroba genetyczna - dotknęła obu synów piłkarza. Oliwier i Filip, bliźnięta jednojajowe to niespełna trzyletnie pędraki.

Choroba całkowicie odmienia sposób życia całej dotkniętej nią rodziny. Zmieniło się, zmienia i zmieni wiele aspektów codzienności. Co chwilę wyskakuje nowy problem. Pierwszy z brzegu to przedszkole. Przedszkole trzeba sobie bowiem podarować z prostej przyczyny.

Jakub Kowalski:

"Wiadomo w jakich czasach żyjemy. Ludzie boją się, że stracą pracę. Wysyłają więc dzieci do przedszkola nawet, jeżeli te są chore, byle tylko nie iść na L4. Ja takich osób nie potępiam. Nawet je rozumiem. Tyle, że dla nas to jest być, albo nie być. O tego zależy życie naszych dzieci. Tak więc przedszkole - nie"

Ktoś bezduszny powie: na biednego nie trafiło. Pewnie, że piłkarzowi ekstraklasy pod tym względem trochę łatwiej niż przeciętnemu człowiekowi. Ale trzeba pamiętać, że wszelkie koszty leczenia, specjalne inhalatory czy tuby wziewne itd. - wszystko trzeba liczyć razy dwa. Dobrze, że przynajmniej specjalnych kamizelek do oklepywania, które kosztują 40 tys. zł nie trzeba kupować dwóch. Wystarczy jedna.

Słowa Jakuba Kowalskiego zapadają w pamięć:

"Czekam aż chłopcy zaczną mówić, żeby im to wszystko wytłumaczyć. Przygotować na trudne życie."

Dzielny facet. Nie poddaje się. Nie podda się. Ma dla kogo żyć.

                                   * * *

Całą wstrząsającą historię rodziny Kowalskich oraz wskazówkę jak można przekazać na Filipa i Oliwiera jeden procent podatku - znajdziecie TUTAJ. Także dzięki Twoim pieniądzom tata będzie mógł kupić wspomnianą kamizelkę. Warto pomóc.

PS Omega trzyma kciuki.

czwartek, 12 marca 2015, pavelczado

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ciekawy, *.dynamic.chello.pl
2015/03/13 08:30:19
Czy myśli Czadoblog, że zbiórka na śląskich stadionach przyniosłoby efekt i byłaby możliwa? Byłaby to fajna, śląska solidarność ;) w jednej kolejce na stadionie Górnika, Gieksy, Piasta, Polonii, Ruchu taka zbiórka dla maluchów.. Chociaż, zaraz pojawia się głosy że " na biednego nie trafiło"
-
2015/03/13 08:38:08
@ciekawy
to dobry pomysł także ze względu na dodatkowy plus - oprócz zebranych pieniędzy byłaby to demonstracja, że czasem są sprawy nieporównywalnie ważniejsze niż regionalnie waśnie na tle futbolowym.
Osobiście jednak skłaniam się bardziej ku procentowi z podatku. Tym kanałem może pójść do Jakuba Kowalskiego rzeczywiście konkretna pomoc.
-
2015/03/13 20:15:11
Dziesiątki niewątpliwie bardzo potrzebujących ludzi, którzy proszą o podzielenie się z nimi 1% podatku... i nikt już nie pamięta, że pierwotnym celem tego pomysłu było umożliwienie wsparcia aktywności społecznej. Choćby - na przykład - amatorskich klubów sportowych.

No i nie "dzięki Twoim pieniądzom". Jeden procent podatku to nie są Twoje pieniądze. To są pieniądze, które i tak musiałbyś zapłacić w formie podatku, tylko teraz możesz wskazać cel, na które zostaną przekazane.

To, co robi Czadoblog w odpowiedzi ciekawemu, to jest zniechęcanie do faktycznej dobroczynności (bo 1% jest dobroczynnością pozorną).
-
2015/03/14 16:06:37
@ Pavel:

W społeczeństwie panuje słuszne przekonanie (...)

Czekaj, czekaj, jakie przekonanie? Znalazłbym dlań kilka określeń, ale "słuszne" znalazłoby się akurat na samym końcu kolejki. Groźne, złudne, to owszem.

Groźne głównie dla naszej piłki jako całości. Masz dobrą pamięć. Pogrzeb w niej i wynajdź - to nie będzie trudne - przykłady młodych, obiecujących polskich piłkarzy, którzy podpisali zawodowe kontrakty i... w zasadzie tyle właśnie ich widziano. Obowiązków niemal żadnych (przynajmniej tak to postrzegają), kasa jest, status celebryty jest, na - scusi - lans i dupy w zupełności starcza. I tylko żal potem dupę (własną) ściska, bo "przyjemne i wygodne życie" dobiegło zaskakująco prędkiego i bolesnego końca, a zaczął się błyskawiczny, cholernie trudny do powstrzymania zjazd przez coraz to niższe ligi aż do kompletnej anonimowości i marnotrawstwa talentu.

Złudne, bo przecież zawodowy futbolista nie musi niczym się różnić od przeciętnego Kowalskiego (zbieżność nazwisk z Jakubem przypadkowa;). No dobra, lepiej zarabia (o ile, rzecz jasna, z tytułu kontraktu otrzymuje realne pieniądze, nie obiecanki-cacanki) i ma wszelkie profity przynależne gwieździe. Jednak w żaden sposób nie chroni go to przed zwykłymi ludzkimi przypadłościami: rakiem (Robben, Budziński), depresją (Enke (!!!), Buffon, Sypniewski), problemami kardiologicznymi, nałogami (tu przykłady można mnożyć w nieskończoność) i całą resztą prozy życia, która może dopaść dosłownie każdego. Bez względu na to, czy zarabia na utrzymanie sprzedając popcorn, nauczając matmy, czy kopiąc gałę.

Żeby nie było: ja absolutnie nie twierdzę, że piłkarz to najtrudniejszy i najbardziej niewdzięczny zawód na świecie. Rozumiem, że człowiekowi jadącemu na śmieciowej "umowie", wiecznie niepewnemu jutra może się włączyć zazdrość wobec wypacykowanych gogusiów kasujących miliony za szuranie skóry. Warto jednak pamiętać, że ci gogusie też nie żyją w stanie permanentnej szczęśliwości, a zazdrość to naprawdę niskie i destruktywne uczucie.

Co zaś się tyczy meritum sprawy, zasadniczo zgadzam się z Airborellem. No, może poza tym, iż "pozornym" nazwałbym nie dobroczynność, a poświęcenie. Bo faktycznie, ten jeden procent to nie są moje pieniądze. Ale przecież dobro czynione za ich pomocą jest zupełnie realne.

Przy czym, oczywiście, popieram dobroczynność "klasyczną". I kompletnie nie rozumiem Twych wątpliwości odnośnie tego, że pieniądze ze zbiórki trafiłyby naprawdę do jakubowych bliźniaków.

@ Ciekawy:

Chociaż, zaraz pojawia się głosy że " na biednego nie trafiło"

Takie głosy są jak dziury w drodze. Zawsze będą. Ale czy to jest powód, żeby przestać jeździć?
-
2015/03/14 22:45:33
@airborell
nie rozróżniam dobroczynności faktycznej od niefaktycznej. Chciałbym jedynie żeby do rodziny Kowalskich trafiło jak najwięcej pieniędzy
@albiceleste10
uważam, że piłkarze powinni bardzo dużo zarabiać.
cytat: "podpisali zawodowe kontrakty i... w zasadzie tyle właśnie ich widziano."
To wina tych, którzy egzekwują i pilnują
cytat: "faktycznie, ten jeden procent to nie są moje pieniądze. Ale przecież dobro czynione za ich pomocą jest zupełnie realne."
o to to
-
2015/03/15 10:15:59
Dobroczynność faktyczna to jest dzielenie się swoimi pieniędzmi (czy innymi dobrami). Dobroczynność pozorna - dzielenie się cudzymi.

W przypadku 1% mamy do czynienia z dobroczynnością pozorną. I wielka szkoda, że ona wypiera tę faktyczną, co widzę właśnie w Twoim poście. Przecież nic by nie szkodziło, gdyby przeprowadzić zbiórkę na rzecz bliźniaków Kowalskich, a oprócz tego wzywać do przekazania na ich rzecz 1%...
-
2015/03/15 16:47:14
@airborell
Tego rodzaju dyskusja w kontekście konkretnego przypadku konkretnych ludzi trochę przyprawia mnie o niesmak, ale kończąc wątek - nie wydaje mi się żeby beneficjent rozróżniał oba rodzaje dobroczynności. Podkreślam: wolałbym odpisać od podatku niż rzucić dziesięć zł, bo odpowiedni stream z odpisu jest moim zdaniem skuteczniejszy i tyle. Przy okazji: Nikomu nie zabraniam przecież organizować zbiórki.
-
2015/03/15 20:37:33
Zawsze to jest konkretny przypadek konkretnych ludzi. Nie wiem jak do Ciebie, ale do mnie o 1% mojego podatku zwracało się już w tym roku koło ośmiu osób (dla swoich znajomych, wszyscy niewątpliwie bardzo potrzebujący). A można dać tylko jednemu.