Blog > Komentarze do wpisu
Tak łoiło się Związek Radziecki!

Dokładnie czterdzieści lat temu, 8 kwietnia 1976 roku hokejowa reprezentacja Polski rozegrała najsłynniejszy mecz w historii. W Katowicach - gdzieżby indziej - pokonała na mistrzostwach świata Związek Radziecki 6:4.

Dziesięć lat temu z tej okazji napisałem z kolegą poniższy tekst. Za każdym razem ta historia jest dla mnie niezwykła. Można się wzruszyć...

Gratulacje. Stop. Gaz. Stop. Ropa. Stop

"Zwycięstwo nad ruskimi, sukces nad takim mocarzem to było naprawdę coś!" - 8 kwietnia 1976 roku doszło na mistrzostwach świata grupy A w Katowicach do gigantycznej sensacji

Do turnieju w Katowicach ZSRR przystępował w 1976 roku jako zdecydowany faworyt. Dwa miesiące wcześniej zespół trenera Borysa Kułagina efektownie wygrał igrzyska w Innsbrucku. Polskę pokonał wtedy 16:1, co przyjęto u nas jako coś najnormalniejszego pod słońcem. Kibice zakładali się nawet, czy Rosjanie wygraliby z nami, mając o jednego zawodnika mniej na lodzie.

Nic dziwnego, że w przeddzień meczu nikt nie dawał biało-czerwonym najmniejszych szans. Pesymiści wskazywali na statystykę: 0 zwycięstw, 0 remisów, 25 porażek. Stosunek bramek 31:255.

8 kwietnia 1976 roku o godz. 19.30 w hali Spodka rozpoczęła się ceremonia otwarcia mistrzostw. Zdzisław Grudzień, członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach, przemawiał: "Nasz region jest regionem ludzi węgla i stali, którzy od lat kultywują wspaniałe tradycje sportu robotniczego".

Telewizja nie przeprowadziła bezpośredniej transmisji meczu, bo nikt nie wierzył, że może on przejść do historii polskiego sportu. Kiedy hokeiści się rozgrzewali, TVP nadawała audycję z cyklu "Przypominamy, radzimy" pod tytułem "Wiosna w sadzie". Gdy Polacy zdobywali pierwsze gole, na ekranach był 10. odcinek serialu "Ile jest życia", a potem magazyn kulturalny "Pegaz". Dopiero o godz. 23 zaczęła się relacja z otwarcia mistrzostw i obszerne fragmenty meczu komentowanego przez Stefana Rzeszota. Sensacyjna wieść lotem błyskawicy rozeszła się już po kraju i kto mógł, zasiadał przed telewizorem.

Wytrzymać jak najdłużej

Laik mógłby pomylić drużyny - nasi grali w czerwonych strojach, rywale w biało-czerwonych. Rosjanie zaczęli pewni siebie. 14-krotny mistrz świata i pięciokrotny mistrz olimpijski miał w składzie nazwiska przyprawiające o zawrót głowy: Władysław Tretiak, Walery Charłamow, Borys Michajłow, Aleksander Jakuszew i Aleksander Malcew.

Trener polskiej kadry Józef Kurek, w młodości niezły hokeista, olimpijczyk z Cortiny d'Ampezzo (1956) i Innsbrucka (64), prosił podopiecznych, żeby trzymali się jak najdłużej. - Mieliśmy nie dać się rozgrzać radzieckiej maszynie. Każdy pamiętał, że mogli nam strzelić trzy gole w minutę - kiwa głową napastnik Wiesław Jobczyk, który dzięki temu meczowi przeszedł do historii. Wspólnie oglądamy mecz na jego laptopie. Płytę z nagraniem dostał kilka lat temu w prezencie od telewizji.

- Taktyka była prosta: grać z kontry. Na szczęście Rosjanie nas zlekceważyli. Myśleli, że mecz będzie dla nich treningiem, przetarciem przed prawdziwą walką z Czechami czy ze Szwedami. Mieliśmy dużo szczęścia, ale nasi chłopcy się spięli. Bramki padały po kontratakach, jak ustaliliśmy w przedmeczowych założeniach - wspomina 73-letni dziś Kurek, który w rodzinnej Krynicy prowadzi z synem firmę budującą apartamentowce.

Mecz zaczął się znakomicie. Po kwadransie i golach Mieczysława Jaskierskiego i Ryszarda Nowińskiego było 2:0, w 34. min Polacy prowadzili już 4:1. Wtedy Aleksandra Sidelnikowa zastąpił w bramce najlepszy bramkarz świata, słynny Władysław Tretiak. Nie pomogło. Z minuty na minutę Rosjanom było coraz trudniej. 10 tysięcy ludzi darło się w Spodku wniebogłosy, coraz bardziej wietrząc sensację. Ale wszystko zaczęli fani z Czechosłowacji, którzy zostali na trybunach po wcześniejszym meczu ich drużyny z NRD. Doskonale znali się na hokeju, widzieli, że Rosjanom tego dnia nie idzie.

Byle wybić krążek

W polskiej drużynie wszyscy zasłużyli na słowa uznania, ale do historii przeszli dwaj zawodnicy. Kapitalnie strzelał 21-letni Jobczyk z Baildonu Katowice, który zdobył trzy bramki, w bramce fantastycznie spisywał się zaś 30-letni Andrzej Tkacz z GKS-u Katowice. Został okrzyknięty najlepszym graczem spotkania, a przecież niewiele brakowało, by w ogóle nie zagrał. Dzień wcześniej przed hotelem, gdzie mieszkała nasza ekipa, został pobity przez esbeków. We wracającym z wieczornych zajęć studencie AWF nie rozpoznali reprezentacyjnego bramkarza. - Wrzucili mnie do samochodu i mocno okładali. Dostałem też gazem po oczach. Dopiero jakiś wyższy rangą oficer wyjaśnił całą sytuację - wspomina.

Tkacz w drużynie narodowej zagrał 150 razy. Osiem razy wystąpił na mistrzostwach świata: cztery razy w grupie A i tyle samo w grupie B. Dziś nie może się pogodzić z tym, że niewielu kibiców pamięta inne mecze Polaków z tamtego okresu. - Graliśmy często o wiele lepsze spotkania. W 1975 roku wygraliśmy z USA, zremisowaliśmy z Finlandią i zajęliśmy piąte miejsce w grupie A. Podczas mistrzostw w Katowicach dużo lepiej zagrałem przecież ze Szwecją. Choć przegraliśmy, obroniłem aż 69 strzałów! Ale tak już chyba zostanie, że kibice zawsze będą wspominali wygraną z Wielkim Bratem - mówi Tkacz, który dziś uczy hokeja studentów katowickiej AWF.

Końcówka meczu z ZSRR była dramatyczna. Trener Kurek: - W sukces uwierzyłem dopiero na trzy minuty przed końcem, kiedy karę dwóch minut dostał Jurij Lapkin. Jobczyk: - W 59. min strzeliłem na 6:3 i już wiedziałem, że tego meczu nie przegramy. Ale Rosjanie zaraz potem zdobyli czwartego gola i walka trwała do samego końca...

Po zakończeniu kariery Jobczyk został biznesmenem. Prowadzi firmę importującą armaturę przemysłową.

Jednym ze szczęśliwców, którzy uczestniczyli w tym meczu, był też czterokrotny olimpijczyk Henryk Gruth, najlepszy obrońca w historii polskiego hokeja. Miał wówczas 19 lat i na tamtych mistrzostwach był jeszcze rezerwowym obrońcą. W meczu z ZSRR zagrał w samej końcówce. Do dziś pamięta, że ani razu nie wyjechał z własnej tercji. - Napór Ruskich był ogromny. Nam chodziło tylko o to, żeby wybić krążek byle dalej od własnej bramki - wspomina. Dziś Gruth jest trenerem ligowej drużyny z Zurychu.

- Cóż, Polska była lepsza. Nie graliśmy dobrze, ale porażki się nie spodziewałem - zdołał wykrztusić po meczu trener Kułagin. Ale Tkacz i Jobczyk są zgodni: na dwadzieścia meczów z ZSRR nasz zespół był w stanie wygrać najwyżej raz. Akurat ten jeden raz zdarzył się w Katowicach.

Szybko zjedli i poszli

Po meczu na trybunach zapanował entuzjazm, a w loży honorowej panika. I sekretarz Grudzień chyłkiem wymknął się z loży. Gazety dostały rozkaz wyciszenia sukcesu, więc nazajutrz na czołówkach dominowała gospodarska wizyta Edwarda Gierka w Skierniewickich Zakładach Urządzeń Odpyleniowych i Wentylacyjnych "Rawent", Spółdzielnię Kółek Rolniczych w Kurzeszynie i budujący się zakład mięsny w Rawie Mazowieckiej. Gdzieś na dole strony schowana była tego dnia informacja, że sąd wojskowy skazał mistrza olimpijskiego w szabli Jerzego Pawłowskiego na 25 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz NATO. W jednej ze sportowych gazet przemówienie Grudnia i wyniki pozostałych meczów znalazły się na pierwszej stronie, a mała relacja ze zwycięskiego meczu polskich hokeistów na środku drugiej z krótkim tytułem: "Polska - ZSRR 6:4".

Żegnani przez uszczęśliwionych kibiców hokeiści pojechali do Novotelu w Sosnowcu, gdzie mieszkały wszystkie ekipy oprócz Amerykanów. - W drzwiach hotelu czekał na nas z kwiatami rozanielony kapitan Czechów František Pospišil (ostatecznie to oni wywalczyli mistrzostwo). Podczas kolacji przy naszym stole co chwila były salwy śmiechu, przy radzieckim cisza. Gdyby po ich stole przeszła mysz, tobyś ją usłyszał. Głowy zwieszone, szybko zjedli i poszli - wspomina Gruth.

Telefony od rodaków dzwoniły bez przerwy, w kilka godzin przyszło ze 200 telegramów z gratulacjami. - Śmialiśmy się, że wśród nich był też od Breżniewa o treści: "Gratulacje. Stop. Gaz. Stop. Ropa. Stop" - żartuje Jobczyk. Jednak wbrew powszechnej opinii hokeiści nie traktowali zawodników ZSRR jak wrogów. - Nie było mowy o nienawiści do przedstawicieli reżimu, raczej ich... podziwialiśmy. To byli nasi koledzy, przecież często spotykaliśmy się na turniejach - dodaje Jobczyk. - To byli normalni ludzie, jak my, tylko że dużo lepiej grali w hokeja. Zdarzało się, że w przerwach między różnymi meczami przychodzili do nas na papierosa - dodaje Tkacz.

- Dzisiaj różnica między Polakami a najlepszymi drużynami nie jest tak wielka jak wtedy. Na pewno nie byłoby teraz dwucyfrowego wyniku. Jeśli jednak w piłce stać nas na sensacyjną wygraną z Brazylią, to w hokeju zwycięstwo na przykład z Rosją jest raczej niemożliwe. Technika jazdy, wyszkolenie techniczne, przygotowanie fizyczne - tym nas biją na głowę - przyznaje Leszek Lejczyk, dyrektor sportowy Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.

Zegarek zamiast "malucha"

Ta historia nie ma, niestety, szczęśliwego zakończenia. Następnego dnia zmęczeni Polacy przegrali z Czechosłowacją 0:8, a na koniec mistrzostw świata spadli z grupy A. Zdecydowała o tym porażka w ostatnim meczu z RFN (zwycięski gol dla Niemców padł 21 sekund przed końcem gry).

Niektórzy rozczarowani kibice stwierdzili, że to... spisek samych zawodników! Mieli specjalnie stracić tę bramkę, bo bardziej opłacało im się jechać rok później do egzotycznej Japonii na mistrzostwa grupy B niż do Pragi na kolejne gry z najlepszymi.

- To wyjątkowa bzdura. Starsi zawodnicy, w tym ja, w Japonii byli wcześniej ze trzy razy, więc nie była to dla nas żadna atrakcja - ucina Tkacz.

Mimo niepowodzenia partyjni dygnitarze docenili wysiłek hokeistów. Po turnieju sekretarz Grudzień wręczył im po zegarku. Trener Kurek dostał longinesa z grawerką, zawodnicy po tissocie. Trochę żałowali, bo gdyby Polska się utrzymała, każdy dostałby talon na "malucha".

- Gdyby miał pan wybierać: wygrana z ZSRR czy pozostanie w grupie A? - zapytaliśmy trenera Kurka.

- Zwycięstwo nad Ruskimi. Dla Polaków sukces z takim mocarzem to było naprawdę coś!

Paweł Czado, Piotr Zawadzki

Skład Polski 1976

Polskę w historycznym turnieju reprezentowali:

Robert Góralczyk, Karol Żurek, Wiesław Jobczyk, Andrzej Zabawa (wszyscy Baildon Katowice), Andrzej Tkacz, Henryk Gruth, Kordian Jajszczok, Andrzej Szczepaniec, Marek Marcińczak (wszyscy GKS Katowice), Jerzy Potz, Józef Stefaniak, Ryszard Nowiński, Zdzisław Włodarczyk, Stanisław Szewczyk (wszyscy ŁKS Łódź), Walenty Ziętara, Mieczysław Jaskierski, Stefan Chowaniec (wszyscy Podhale Nowy Targ), Leszek Kokoszka (Legia Warszawa), Henryk Pytel (Zagłębie Sosnowiec), Henryk Wojtynek (Naprzód Janów). Trenerami polskiej reprezentacji byli Józef Kurek i Emil Nikodemowicz.

piątek, 08 kwietnia 2016, pavelczado

Polecane wpisy

  • Walcz do końca. Zaniosą cię na rękach do domu

    Często powtarza się, że w piłce nożnej trzeba walczyć do końca. Na tyle często, że nie robi to już większego wrażenia. Ale ciągle warto przypominać historie nie

  • Bransoleta od króla

    W weekend była Noc Muzeów, z tej okazji miałem publiczne wystąpienie. Zainteresowanym opowiadałem o losach polskich sportowców, którzy zginęli w trakcie II wojn

  • W wannie, rok 1969. Niezwykła pamiątka

    Uwielbiam futbol i historię a najbardziej styk tych dwóch światów. Dzięki pracy mam szczęście być czasem tego styku tak blisko jak się da. Niedawno wdowa po pew

Komentarze
Gość: gp, *.dynamic.chello.pl
2016/04/09 22:13:16
Jak zacząłem oglądać hokej, to Jobczyk, Zabawa i Chowaniec jeszcze grali w lidze, dwaj pierwsi do połowy lat 80., trzeci chyba trochę dłużej. Potza oglądlem w Calgary, Grutha oczywiśćie na żywo. Wszyscy to świetni zawodnicy.

Ale dwucyfrówka dziś z taką Kanadą gwarantowana, pan Lejczyk chyba zapomniał, jakie były wyniki w ub.r.
-
Gość: Lubię placki, *.dynamic.chello.pl
2016/04/10 19:03:22
W końcu coś o hokeju. To były piękne czasy, ale coś drgnęło w tym naszym hokeju (dzika karta do ligi mistrzów) oraz dobra gra GKS-u Tychy w pucharze kontynentalnym i niewykluczone jest, że za niedługo również będziemy robić niespodzianki (GKS Tychy również będzie walczył o zwycięstwo w pucharze kontynentalnym jak w poprzednim sezonie). Jeszcze nasza "plastikowa liga" na obcokrajowcach stoi, ale nie ma już takiej ogromnej przepaści pomiędzy najlepszymi Polakami, a graczami zagranicznymi, jak było jeszcze kilka lat temu. Polski hokej stał się szybszy i bardziej techniczny co wróży wiele emocji i radości kibicom hokeja, którzy są wbrew pozorom w całej Polsce.