Blog > Komentarze do wpisu
Cztery piwska i dwie lufy

Polską ligę oglądam namiętnie, wystarczy żebym miał czas - obejrzę każdy jej mecz w dowolnym zestawie rywali. Z Bundesligą jest to niemożliwe o tyle, że ta liga nie wywołuje moich namiętności. Na Śląsku znam jednak wielu ludzi – i to będących powszechnie kojarzonymi z innymi dziedzinami życia społecznego – którzy ją uwielbiają. Jednym tchem potrafią wymienić skład Bayernu (brrrr....), Schalke lub jednej czy drugiej Borussii. Musiałbym być oczywiście wariatem żeby nie doceniać Bundesligi. Doceniam, ale osobiście na jej punkcie nie szaleję.

Szaleję natomiast na punkcie książki Ronalda Renga. Muszę przyznać, że mnie urzekła. W niezwykle pomysłowy sposób odmalowuje dzieje dużo młodszej siostry naszej ligi (przypominam, że aż o 35 lat). To fantastyczna, świetnie skonstruowana, oryginalna i wartka opowieść. Najbardziej lubię kiedy o powszechnie znane historie opowiada się w niebanalny i nowatorski sposób. Tak właśnie o Bundeslidze opowiedział bardzo utalentowany Ronald Reng.

Spoiwem tej historii jest życiorys postaci z punktu widzenia polskiego czytelnika marginalnej. 79-letni Heinz Höher był piłkarzem Bayeru Leverkusen, Meidericher SV, holenderskiego Twente i Bochum. Od razu wziął się za trenerkę, pracował w zawodzie do 1996 roku, m.in. w Bochum, Duisburgu, Düsseldorfie i Norymberdze. Można by przyznać, że nie są to kluby mogące przyprawiać przeciętnego polskiego kibica o zawrót głowy. Niemniej – jak się okazuje – to właśnie Höher wszystko widział, wszędzie był i wszystko przeżył. Jego losy nierozerwalnie splątane z niemieckim futbolem są tak niebanalne i zajmujące, że momentami aż nie do uwierzenia.

Mnie bardzo się podoba sposób w jaki w tej książce pokazywane są zmiany. Bo zmienia się wszystko: nastawienie, mentalność, podejście do zawodu i ilość pieniędzy. Wątków o których mógłbym gadać i gadać jest wiele. Dletego zacytuję tylko jeden fragmencik. „Już wiele razy po bolesnych porażkach [Höher] odczuwał w sobie taką nagłą pustkę. Według jego wiedzy na określenie tego stanu nie było żadnego fachowego terminu medycznego choć przecież psychika zaczęła odgrywać w niemieckim sporcie znaczącą rolę najpóźniej w momencie gdy Boris Becker wyznał, że wygrywa swe mecze dzięki mentalnej sile. Ale poczucie psychicznego wyczerpania uznawano za słabość i aby ją pokonać, Heinz Höher musiał sobie walnąć od czasu do czasu cztery piwa i dwie lufy i zachowywać się tak jakby mu nic nie dolegało.”

Ciekawe ile razy niemoc, brak umiejętności radzenia sobie z poczuciem psychicznego wyczerpania oraz poczucie, że to coś wstydliwego wyprowadziła na manowce ludzi futbolu w naszym kraju.

O polskiej lidze nikt jeszcze w nie napisał w taki sposób jak Reng o Bundeslidze.

Przeczytałbym.

 

***

Ronald Reng

Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu

wyd.SQN (2017)

 

czwartek, 24 sierpnia 2017, pavelczado

Polecane wpisy

  • Obsesja wreszcie puściła

    Przez ostatni rok bardzo ciężko pracowałem. Przejechałem tysiące kilometrów po Europie, przeprowadziłem dziesiątki rozmów, w archiwach spędziłem dziesiątki godz

  • Jak zniechęcić psa do biegania

    Na jedną ze stu najważniejszych książek przeczytanych w życiu nie trafia się przypadkiem, nic o niej wcześniej nie wiedząc. Mnie to się właśnie przytrafiło. **

  • O skupieniu, szaleństwie, wierności i smutku

    "Piłka nożna bez kibiców jest niczym" - tak uważał słynny szkocki trener Jock Stein, który z Celtikiem Glasgow niespełna pół wieku temu wygrał Puchar Europy. St

Komentarze
2017/08/24 19:21:32
Bundesliga? Od lat 90-tych kojarzę. Borussia Dortmund z Mollerem i Michaelem Rummenigge, Schalke z Ingo Anderbrugge. To były czasy!
A co do piwa: w Niemczech - zdaje się - pite jest tak powszechnie, jak u nas nie przymierzając herbata. Podobnie zresztą jest u Brytoli, choć czasy faktycznie się zmieniają, skoro marudzili ostatnio i bili na trwogę, gdy Rooney strzelił sobie parę piw po godzinach.
-
Gość: bRezniev, *.centertel.pl
2017/08/25 22:56:24
Dla mnie Bundesliga zaczęła się od Schalke 04, a w nim Olaf Thon, Youri Mulder, Marc Wilmots, Jens Lehmann, Radoslav Latal, Jiri Nemec, Michael Büskens i oczywiście też Ingo Anderbrügge...
-
2017/08/28 23:35:55
Moje pierwsze spoglądania w stronę Bundesligi to Allofs, Wohlfart, Kuntz, Fritz Walter (nie ten oczywiście), Riedle, Neubarth, Klinsmann, Mill i inni
-
Gość: Bloger, *.internetdsl.tpnet.pl
2017/08/29 09:21:20
Piwo w Niemczech jest o wiele słabsze niż u nas, więc to nic takiego.

Zapraszam do mnie!
fabryka-oszczednosci.blogspot.com/2017/08/obiad-na-wakacjach-za-darmo-zobacz.html
-
Gość: p_sobala, *.trans.eu
2017/09/06 13:48:50
Prywatne losy bohatera książki niestety przeczą twierdzeniu, że "to nic takiego"... Lektura jak najbardziej godna polecenia.