Blog > Komentarze do wpisu
Futbol a miłość życia

Wielokrotnie przekonywałem się, że nie mam pamięci do drogi i do miejsc, w których zostawiam samochód, ale mam z kolei dobrą pamięć do dat i wręcz fantastyczną do twarzy*. Ostatnio potwierdziło mi się to kilka dni temu kiedy szedłem przez ulicę Stawową w Katowicach. Niedaleko żaby spojrzałem na idącego w tłumie z naprzeciwka mężczyznę i coś mnie tknęło. Czy ja ostatni raz nie widziałem go na boisku jakieś trzydzieści lat temu? Natychmiast zawróciłem, zrównałem się z nim krokiem i grzecznie zapytałem: "Przepraszam, czy pan Marek Biegun?" (a w głowie zaświeciło mi się: "rok urodzenia: 1958"). Mężczyzna zdumiony potwierdził.

Takich okazji z rąk nie wypuszczam.

Efektem tego niewypuszczenia jest wywiad, który TUTAJ wklejam. Marek Biegun, jedna z gwiazd GKS-u Katowice z lat 80. fajnie opowiada o przeszłości. Wątków jest wiele, ale jeden chcę rozszerzyć na Czadoblogu. O tym jak bardzo futbol ma wpływ na życie prywatne.

Okazuje się, że Marek Biegun nie zakochałby się w konkretnej dziewczynie gdyby nie piłka. Na tym przykładzie łatwo udowodnić, że futbol może decydować o wszystkim.

Marek Biegun gra w młodości dobrze w piłkę => B. trafia do GKS-u, jednego z najlepszych wówczas klubów w Polsce => B. dobrze jak na ówczesne warunki zarabia: pobiera górniczą pensję i dostaje premie za zwycięstwa, które są co najmniej drugą pensją => stać więc B. żeby regularnie zabawiać się w katowickim hotelu "Warszawa" (szyk i szpan, jeszcze w zeszłej dekadzie reprezentacja Włoch właśnie tam rezerwowała pokoje, na alejce pod hotelem wpadłem wtedy na spacerującego wieczorem Marcelo Lippiego) => B. zauważa w hotelowym kiosku śliczną dziewczynę => B. zakochuje się => B. odrzuca propozycje przejścia do bardzo znanego klubu w Polsce (wtedy i dziś absolutny top, różnica taka, że wtedy GieKSa ich łomotała, a teraz nawet z nimi nie gra) => B. żeni się => rodzi mu się córka => ma dziś wnuki.

Gdyby B. dobrze w GieKSie nie zarabiał, życie potoczyłoby się inaczej. Bez tych pieniędzy w życiu nie przyszłoby mu do głowy bawić się w hotelu "Warszawa" nie spotkałby więc przyszłej żony.

To nie jest historia jedyna w swoim rodzaju.

PS Mało kto wie, że gra w GieKSie wpływała też na rozszerzanie smaków. Być może wyda wam się to dziwne, ale w połowie lat 80. niewielu Polaków żyjących w PRL-u znało smak... krewetek. Osobiście uwielbiam krewetki i zdążyłem zapomnieć, że w dzieciństwie w ogóle nie znałem tej pyszności.

W 1986 roku GKS grał w Islandii z Framem Reykjavik w Pucharze Zdobywców Pucharów. Kiedyś Marek Koniarek opowiadał mi, że piłkarze najbardziej uśmiali się kiedy wrzucali mydełka do gejzerów, ale Marek Biegun przede wszystkim zapamiętał, że gościnni gospodarze postawili przed piłkarzami GieKSy talerze pełne dziwnego jedzenia. Jednak nasi bali się je jeść, nie wiedzieli chyba za bardzo co to. Zdecydowali się tylko B. i bramkarz Robert Sęk.

Odkryli magiczny świat krewetek.

*rozpoznaję nawet kolegów z przedszkola, których nie widziałem od przedszkola.

środa, 23 sierpnia 2017, pavelczado

Polecane wpisy

  • Narośl

    Sytuacje kiedy kibice zapominają, że w relacji klub-piłka-fani oni sami są jedynie dopełnieniem a nie podmiotem zawsze w końcu obraca się przeciwko nim. Dowodem

  • Uważam, że góra GieKSy powinna zostać

    Prezydent Katowic ogłosił dziś , że prezes Wojciech Cygan i wiceprezes Marcin Janicki złożyli rezygnację. Szczerze mówiąc mam nadzieję, że ta rezygnacja nie zos

  • Presja

    GKS Katowice bezsprzecznie powinien grać w ekstraklasie. Tak jak Górnik Zabrze, Zagłębie Sosnowiec czy GKS Tychy. Jednak jego sytuacja jest trochę inna niż konk

Komentarze
2017/08/23 21:16:59
Na rogu Młyńskiej i Wawelskiej jest bar krewetkowy, podobno jedyny w Polsce.
Trafisz? ;)
-
2017/08/23 21:18:21
Ani nie zauważyłem jak mnie wylogowało...
-
2017/08/23 22:06:41
1. Z rocznikami mam dokładnie tak samo :)
2. Robert Sęk - czy tylko mi się wydaje, że facet miał talent na miarę gry w reprezentacji?
-
2017/08/24 18:40:57
@bartoszcze
zabawne, jeszcze tam nie byłem. Ale trafię:)
@zielononam
był utalentowany, ale raczej nie aż tak. Bardziej do kadry nadawałby się bramkarz, który w tym czasie przyszedł do GKS-u z Legii i który wygryzł Sęka ze składu - wiosną 1987 już na stałe. Mirosław Dreszer miał wiele świetnych meczów, ale przydarzyła mu się paskudna kontuzja w Szwajcarii no i... przyszedł Janusz Jojko.
-
Gość: pm, 194.242.62.*
2017/08/29 13:05:13
Ogrodnik na Załężu? Kiedyś był ogrodnik obok boiska przy wulcu, ale od dawna nie ma w tym miejscu ani boisk, ani ogrodnictwa...
Trochę mnie zaskoczyło, że Pan Marek debiutował w GKS dopiero w 1980 roku. Wydawało mi się, że wiekiem bliżej mu było do pokolenia Franka Sputa niż Jasia Furtoka. W połowie lat 80-tych, gdy Gieksa Z.Podedwornego i A.Łyski zaczęła dobijać do krajowej czołówki Biegun uchodził już za bardzo doświadczonego zawodnika, na pewno klasowego, ale nie perspektywicznego. Miałby problem z rywalizacją o miejsce w ofensywie z trio F-K-K, więc przesunięcie do obrony było świetnym pomysłem. Na nowej pozycji spisywał się lepiej niż dobrze, ale nie ukrywam, że powołanie do kadry przed Mexico'86 było niespodzianką. Na Bukowej można było spotkać starszego pana, który w najbardziej nieoczekiwanych momentach wydzierał się na całe gardło "Biegun, Biegun, Biegun!" i przekonywał wszystkich wokół, że Marek Biegun jest najlepszym piłkarzem Gieksy. Patrzyłem na niego z politowaniem, bo wydawało się, że dla staruszka świat stanął w miejscu w latach 70-tych i nie zauważył wymiany pokoleniowej. A tu zaskoczenie - Biegun był właściwie z tego samego pokolenia co Furtok, Kubisztal, Koniarek czy Piekarczyk...
-
2017/08/29 13:46:15
@pm
to niesamowite, że lewoskrzydłowego dało się przerobić na tak dobrego prawego obrońcę. Co do wieku - Marek Biegun jest dokładnie z tego samego rocznika co Piotr Piekarczyk, cztery lata starszy od Jana Furtoka i Marka Koniarka a pięć do Mirosława Kubisztala.
Być może nieprecyzyjnie to napisałem - Marek Biegun pracuje na Załężu, ale akurat tam nie jako ogrodnik.
Jesli chodzi o pojedynczego kibica za każdym razem fetującego konkretnego piłkarza na GKS-ie to ja najbardziej pamiętam fana Adama Ledwonia. Mówili mi, że to był jego ojciec. Wymachiwał za każdym razem kurtką na głównej trybunie.