Blog > Komentarze do wpisu
Ale ten czas szybko leci!

To doprawdy niewiarygodne.

Jak to w ogóle możliwe, że wytrzymaliśmy aż 14 lat bez ligowych meczów GieKSy z Ruchem i Ruchu z GieKSą?!

To jedna z piękniejszych kart historii śląskiej ligowej piłki. Ale trzeba przyznać, że również jedna z brutalniejszych.

Szczegóły - TUTAJ.

Działo się. I znowu będzie się działo!

W niedzielę nowy rozdział. Wierzę, że wszyscy wrócimy bezpiecznie do domów.

czwartek, 19 października 2017, pavelczado

Polecane wpisy

  • Tak, Górniku Zabrze: Legia symbolem nowoczesnej Polski

    Dariusz Mioduski, właściciel Legii Warszawa udzielił właśnie wywiadu portalowi "Sportowe Fakty" . Przeczytałem go z ogromnym rozbawieniem. Pan Mioduski oczywiśc

  • Zaorany

    Ludzie mówili mi: "nie wdawaj się w dysputę ze Stanowskim". A ja na to: "dlaczego?" Wydawało mi się, że to w miarę kumaty facet więc być może byłby w stanie spr

  • Najłatwiejsza riposta w życiu

    Nieoczekiwanie odezwał się Krzysztof Stanowski. Jeśli ktoś nie kojarzy - to ten z portalu "Weszło". Obwieścił wszem i wobec, że nie sięgnie po biografię Antonie

Komentarze
Gość: hannek, *.free.aero2.net.pl
2017/10/19 21:52:25
Kiepski poziom gry, zniszczony stadion,interweniująca policja, festiwal wulgaryzmów na trybunach. Czy chociaż jedna z tych plag zostanie nam oszczędzona w niedzielę?
-
2017/10/20 10:29:20
Kibiców Ruchu nie będzie, nie?
Też mi się udzieliło wrażenie "ale ten czas leci".
Kibice siedzieli przemieszani nawet do wczesnych lat 90-tych. Tak było na Bukowej, ze względu na niewielki młyn Gieksy, który siedział z boku głównej, a nie na blaszoku. Jak jechałem do Katowic na mecz z ojcem to siadaliśmy na głównej, przemieszani z Gieksiarzami, a młyn Ruchu zajmował blaszok. Jak szedłem z kumplami, to siadałem na blaszoku. Ta słynna rozróba z 98, to był dla mnie pierwszy raz na trybunie za bramką. Młyn Gieksy siedział już wtedy na blaszoku. Podjechaliśmy z kumplem 6 do Wesołego Miasteczka, w tramwaju było sporo Gieksiarzy z Tauzena, szaliki niebiesko-białe mieliśmy pod kurtkami. Gdy szliśmy do stadionu było spokojnie. Jak się zaczęła rozróba to byłem zły na kibiców Ruchu, bo przeważaliśmy, Śrutwa był w dobrej formie, zanosiło się na bramkę. Awantura wybiła graczy z rytmu. Pamiętam tego kolesia, co szedł samotnie od strony głównej w kierunku kibiców Ruchu i jestem pewien, że nie chodziło mu o "uspokojenie". To raczej jeden z tych szaleńców, co wychodzą solo, by zostać bohaterem miejskiej legendy. I przyznaję, udało mu się, skoro go pamiętamy. Z tego co kojarzę, szedł pewnie z rękami w kieszeni i dopiero gdy podbiegli do niego pierwsi chętni, to wyjął ręce by powalczyć. Długo to nie trwało.
-
2017/10/20 12:06:00
@hannek
Trzy pierwsze prawdopodobnie na nas nie spadną. Czwarta jest pewna
@greedoo
dziękuję za te wspomnienia. Uwielbiam takie osobiste komentarze Czytelników dotyczące przeszłości