Blog > Komentarze do wpisu
Co Sopot ma wspólnego z España'82

Czy komuś zdarzyło się spotkać bohaterów najpiękniejszej baśni z dzieciństwa? Wyobraźcie sobie, że mnie właśnie się to udało.

W przeddzień meczu z Meksykiem spotkali się członkowie polskiej ekipy, która zdobyła trzecie miejsce na piłkarskich mistrzostwach świata w 1982 roku. PZPN zaprosił piłkarzy, trenerów i działaczy z tamtej imprezy na uroczysty raut w sopockim Sheratonie, żeby powspominali stare dobre czasy. Dawne gwiazdy patrzyły na siebie z uśmiechem, zdarzało się, że niektórzy z nich widzieli się po raz pierwszy od hiszpańskiego mundialu!

Dojechali prawie wszyscy. Zabrakło jedynie Włodzimierza Smolarka (nie żyje), Andrzeja Pałasza (uczy młodzież futbolu w Szanghaju), Andrzeja Szarmacha (nie przyjął zaproszenia, nie wspomina tamtego turnieju dobrze) oraz Jana Jałochy i Tadeusza Dolnego (nie ma z nimi kontaktu).

W strojach wieczorowych piłkarze wyglądali jak absolwenci prestiżowej szkoły zaproszeni na wspominki po latach. Miałem to szczęście, że PZPN także mnie zaprosił na tę uroczystość. Bez wahania wbiłem się w gangol. Byłem jednym z zaledwie kilku gości, których wówczas w Hiszpanii nie było. Jako dziesięciolatek zafascynowany tamtą imprezą (właśnie ona spowodowała moje trwałe zainteresowanie piłką nożną) nie przypuszczałem, że zobaczę moich bohaterów zebranych w jednym miejscu. Nie zmienili się za bardzo! Właściwie nie poznałem tylko Piotra Mowlika (rezerwowego bramkarza). Mało kto pamięta – a ja mu o tym przypomniałem – że pochodzi z Orzepowic na Górnym Śląsku, tam zaczynał przecież karierę, której najpiękniejsze chwile przeżył już gdzie indziej.

Imprezę poprowadzili Zbigniew Boniek i Dariusz Szpakowski, który relacjonował mistrzostwa w 1982 roku jeszcze dla radia (telewizyjnym sprawozdawcą był Jan Ciszewski, który zmarł parę miesięcy później. Rocznica jego śmierci przypadła dokładnie w dzień naszego spotkania, uczciliśmy go minutą ciszy). Prezes Boniek – trzeba to uczciwie przyznać – to prawdziwe „zwierzę medialne” – potrafi przemawia, nawet kiedy nie występuje w telewizji. Potrafi przywołać wspomnienia, widziałem, że choćby Andrzej Buncol był wyraźnie wzruszony. Prezes wręczył wszystkim członkom ekipy pamiątkowe koszulki, a potem na ekranie oglądaliśmy najpiękniejsze akcje z hiszpańskiego mundialu, zaś Szpakowski podchodził z mikrofonem do kolejnych bohaterów, którzy dzielili się własnymi impresjami. To było bardzo interesujące! Było widać i słychać - każdy z gości tę niezwykłą imprezę - wybaczcie, muszę górnolotnie - ma w sercu.

Na niezwykły gest zdecydował się trener Antoni Piechniczek. Wymyślił coś niecodziennego, co każdy piłkarz zapewne zapamięta na zawsze: każdemu z osobna wręczył podczas tej uroczystości odręczny list, który napisał o tamtych czasach właśnie szczerze i od serca. Także Andrzejowi Iwanowi, z którym był skonfliktowany po publikacji wspomnień tego ostatniego. Wbrew nadziejom niektórych bulwarowych dziennikarzy, których nie było na imprezie – podali sobie ręce.

Niecodzienną pamiątkę przywiózł ze sobą z kolei Marek Kusto. Napastnik Wisły był wcześniej w kadrze na mistrzostwach świata w 1974 i 1978 roku, ale dopiero w Hiszpanii dostał szansę od trenera Piechniczka. Na spotkanie w Sopocie zabrał koszulkę, w której grał na hiszpańskich mistrzostwach. Trochę się zmniejszyła i sprała, ale za zgodą Kusty mogłem wziąć ją w ręce, poczuć ten materiał... Cóż to było za przeżycie! Piłkarz miał ze sobą marker i pozbierał na niej autografy kolegów.

Potem był czas na wspominki i dyskusję. Usłyszałem wiele wspaniałych anegdot. Do naszego stolika dosiadł się Zbigniew Boniek i kolejny raz muszę przyznać, że umie opowiadać. W końcu, przed drugą, się wymknąłem. Bohaterowie muszą przecież mieć czas tylko dla siebie...

Wiem jedno - ten wypad do Sopotu, w którym nigdy dotąd nie byłem, zapamiętam na całe życie.

PS Nazajutrz też było miło. Przy obiedzie trener wręczył wszystkim piłkarzom egzemplarze książki, którą napisałem o nim wspólnie z Beatą Żurek. Potem miałem okazję usłyszeć kolejną porcję nieznanych anegdot kiedy gawędziłem przy stole z Piotrem Czają, Bogusławem Hajdasem i... Wojciechem Gąssowskim* ("gdzie się podziały tamte prywatki"). Kiedy człowiek się zastanowi to lata 80. w polskiej piłce nożnej były bardzo zajmujące, dzięki nim zostałem kibicem, a potem dziennikarzem. Ale ileż niecodziennych, nieopowiedzianych historii wydarzyło się w latach 60. i 70! Żeby tak to wszystko spisać i usystematyzować...

A wieczorem na fantastycznym gdańskim stadionie odbył się mecz z Meksykiem. Silną drużynę poznać również po tym, że wie kiedy jest idealny moment na porażkę:)

PS1 Przynoszę Wam również najnowsze wieści ze słupa umocowanego na samym czubku sopockiego molo: w tej chwili królują na nim wlepki Unii Oświęcim i... Cambrigde United. Były też Legia i Lech, ale ktoś zdrapał. Przysięgam, że nie ja.

*Wojciech Gąssowski zaimponował mi kiedy z szybkością karabinu maszynowego wyrecytował z pamięci skład Gwardii Warszawa z przełomu lat 50. i 60.

środa, 15 listopada 2017, pavelczado

Polecane wpisy

  • Co Bambo ma wspólnego z senegalskimi butami

    Kiedy byłem chłopczykiem a mama czytała mi do poduszki wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo wydawało mi się, że wszyscy mieszkańcy Afryki wyglądają tak samo

  • Nie wyjdziemy

    Odbyło się losowanie piłkarskich mistrzostw świata w Rosji. Wiadomo, że lepiej wyczytują się optymistyczne opinie - że wygramy, że przejdziemy, że zajdziemy dal

  • Śmieszą mnie narzekania, że wybrano Messiego

    Ze zdumieniem zauważam, że jednym z głównych tematów "day after" jest fakt, iż Leo Messiemu decyzją komitetu technicznego FIFA przyznano miano najlepszego zawod

Komentarze
Gość: f.wspanialy, 80.51.132.*
2017/11/17 10:04:55
@pavelczado
Czy napastowały Pana na Monciaku młode dziewczyny, zachęcające do obejrzenia striptizu?
Pozdrawiam - były sopocianin.
-
2017/11/17 10:21:15
@f.wspanialy
Nie. Ale spotkałem za to na Monciaku... Waldemara Matysika z żoną Basią. Efektem miła pogawędka. "Proszę pisać kolejne książki" - usłyszałem.
pozdrowienia
-
2017/11/17 11:50:39
@rav
zostaw mnie w spokoju