Blog > Komentarze do wpisu
Ciarki

Styk futbolu, polityki i historii zawsze wywołuje we mnie dreszcz. Książka Zbigniewa Rokity sprawia, że na plecach występuje mi ten najbardziej ulubiony przeze mnie rodzaj ciarek.

Jak wiadomo, najbliższy mundial odbędzie się już wkrótce w Rosji. Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” pokazuje, jakie ta dyscyplina ma znaczenie w kraju gospodarza. Książka pozwala zrozumieć między innymi, czym był futbol w Rosji i jak się tam zmieniał. Ma wiele zalet. Jedną z nich jest fakt, że napisana została językiem, jaki lubię. Żywym, a przy tym niepopadającym w emfazę. Jest w nim miejsce na ironię i humor. Opowiada o świetnych, często nieznanych mi historiach. Jak choćby tę, kiedy rosyjscy piłkarze mają szansę wziąć udział w igrzyskach sztokholmskich w 1912 roku, ale najpierw muszą zapisać się do FIFA. Niezły numer wycinają mieszkający w Petersburgu Anglicy. Nie pytając Rosjan o zgodę, wysyłają do Zurychu, gdzie siedzibę na FIFA, pismo z prośbą o nadanie im członkostwa jako przedstawicieli... Rosji! FIFA nie ma właściwie pojęcia, kto prosi, i... wyraża zgodę! Gieorgij Aleksandrowicz Diupierron, który stojąc na czele futbolu w Petersburgu, robi, co może, żeby to jego FIFA zauważyła (związek rosyjski nie ma jeszcze siedziby, więc korespondencję trzeba słać na adres biblioteki, gdzie pracuje Diupierron...).

Niedługo później Rosję (a więc i futbol) przejmują bolszewicy. W porewolucyjnej Rosji piłka nożna uchodzi początkowo za sport podejrzany. Niektórzy z ideowców twierdzą, że istotą futbolu jest oszukiwanie rywala, a co może być pożytecznego w oszustwie? Bolszewikom chodzi o kiwanie i zwody (sic!). Oni zawsze wiedzieli wszystko lepiej, więc wymyślili „futbol proletariacki”. O co chodzi? Boisko dzieli się na kwadraty, w każdym może znajdować się tylko jeden piłkarz. Zawodnicy mają podawać sobie piłkę. Nie mogą z tym zwlekać: piłka w kwadracie nie może znajdować się dłużej niż pięć sekund... Jakie to szczęście, że te banialuki nie znalazły poklasku w realnym świecie.

Muszę zaznaczyć, że o Rosji dużo w tej książce, ale nie tylko. Jest też m.in. wątek polski – a właściwie górnośląski. Nie dziwię się, że autor podjął ten wątek – losy Ernesta Wilimowskiego rozpalają każdego, kto je pozna. Jest o węgierskich waterpolistach, którzy miesiąc po upadku rewolucji w 1956 roku grają z Rosjanami podczas igrzysk w Melbourne. Mecz jest brutalny, w ruch idą pięści, basen spływa krwią [„Węgier czuje coś ciepłego na twarzy. Dużo krwi (...) Powie później, że cios był tak silny, że zobaczył cztery tysiące gwiazd. Lekarze przeliczają gwiazdy na szwy i wychodzi im trzynaście” – piękne].

Jest też o niezwykłej koszykarskiej rywalizacji litewskiego Żalgirisu z CSKA Moskwa. Centrzy obu klubów – Sabonis i Tkaczenko (obaj 221 cm wzrostu) – są wówczas najlepsi w Europie. Autor przytacza kawał: „Wracają razem z knajpy, zauważyli na ulicy rubla. Zabrali na szczęście. Okazało się, że był to właz do studzienki kanalizacyjnej”... Opowieść kończy się wizytą w Abchazji, gdzie w zeszłym roku odbyły się mistrzostwa świata drużyn, które nie zostały uznane przez FIFA. Przyjechali m.in. Lapończycy, drużyna wysp Czagos, reprezentacja Seklerszczyzny i Cypru Północnego (w finale gospodarze spotkali się z Pendżabem). Zakończenie abchaskiej przygody jest reporterskim opisem przechodzącym właściwie w poezję. Majstersztyk.

Nie zdradzę, sami musicie dać się pochłonąć.

Zbigniew Rokita

Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium

wyd. Czarne

wtorek, 10 kwietnia 2018, pavelczado

Polecane wpisy

  • Piękny rok 1922

    Jak to jest, że kiedy polski futbol był światową potęgą powstawało o nim tyle książek co kot napłakał, a dopiero kiedy próbuje odbudować dawne pozycje w ciekawy

  • Cztery piwska i dwie lufy

    Polską ligę oglądam namiętnie, wystarczy żebym miał czas - obejrzę każdy jej mecz w dowolnym zestawie rywali. Z Bundesligą jest to niemożliwe o tyle, że ta liga

  • Obsesja wreszcie puściła

    Przez ostatni rok bardzo ciężko pracowałem. Przejechałem tysiące kilometrów po Europie, przeprowadziłem dziesiątki rozmów, w archiwach spędziłem dziesiątki godz

Komentarze
2018/04/10 14:52:07
@"Jakie to szczęście, że te banialuki nie znalazły poklasku w realnym świecie."

Gra "w kwadrata" była całkiem popularna w Polsce w latach 90., choć pewnie w różnych regionach mogła być inaczej nazywana. Nie mam jednak pewności, czy można dopatrywać się jej źródeł w dawnym "futbolu proletariackim", wszak chodziło jak najbardziej o oszukanie przeciwnika poprzez wbicie piłki w jego kwadrat - mogła się odbić tylko raz od podłoża i nie mogła wyjść za linię tegoż kwadratu, chyba że odbijając się w kwadracie przeciwnika. No i grało się na równym betonie/asfalcie oraz nie obowiązywało żadne 5 sekund - Janusz Chomontek spokojnie by mógł pograć, byle nie po 5 minut we własnym kwadracie za każdym razem, bo by wszyscy poszli do domu. Nie wierzę, że nie było śląskiej wersji.
-
2018/04/11 07:14:17
@martin
Za moją mikro część Śląska mogę odpowiedzieć: "Kwadraty? Pierwsze słyszę?"
-
2018/04/11 23:54:53
@greedo
Widocznie już na progu transformacji mieliście za dużo dobrych boisk i zbyt dużo chętnych jedenastek do gry ("kwadrat" się sprawdzał najlepiej przy czterech graczach - cztery kwadratowe pola w jednym dużym kwadracie, chociaż dało się zagrać już we dwóch), a oprócz tego za dużo samochodów na parkingach lub za mało betonowych parkingów przed familokami ;). Albo... za daleko na zachód byliście ;).
-
Gość: gp, *.dynamic.chello.pl
2018/04/14 00:44:07
Ja za moją też mogę powiedzieć, że nie wiem, o co chodzi. W siatkonogę graliśmy, ale to było trochę co innego, widząc po opisie.
-
Gość: 787, *.dynamic.chello.pl
2018/04/15 20:48:53
Jest szansa dowiedzieć się o Ezim czegoś nowego, czy standardowo: "Urodzony w 1916 roku jako Ernst Otto Pradella....itd."
-
Gość: blak karington, *.techmedia.com.pl
2018/04/17 15:31:52
mnie ciarki przechodzą jak czytam napinkę nadredaktora i jak komentuje dwa mecze które odbywają się o tej samej godzinie w odległości kikuset kilometrów.
HIPOKRYZJA bije z tekstów i niesamowite lizusostwo w/s do zabrzańskiego stalinowskiego reliktu z PRL-u.
I oczywiście cenzurka jak w PRL-u. Co nie po jego myśli i lini zabrzańskiej to - sru WON z bloga!!!!!!
Nie będzie nam szczewom śmieRdziel pluł w twarz !!!!!!!!!
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/04/18 23:51:13
Żalgiris - CSKA, to naprawdę było coś (miałem możliwość oglądania, gwiazd po obu stronach było naprawdę bardzo dużo - wiele z nich zdobywało złoto IO w 1988). Dla Litwinów ta rywalizacja była czymś, czym dla Polaków ME w boksie w Warszawie (i w Katowicach też).
-
Gość: Chorzowianin, *.dynamic.chello.pl
2018/04/23 19:52:36
Panie Czado, może wie pan jakiego koloru zespół Deutsche Bergknappen Königshütte posiadał koszulki i spodenki? Może to były kolory czerwony i czarny? Z góry dziękuję za odpowiedż.
-
2018/04/27 01:19:25
@Chorzowianin
nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Od jednego z ludzi pamiętających tamte czasy wiem za to, że Germania Königshütte miała prawdopodobnie bluzy winnobordowe