Blog > Komentarze do wpisu
Arabela

Wróciłem właśnie z czarodziejskiego świata. Byłem w Ďolíčku, niezwykłym stadionie praskiej Bohemki. Bohemians kontra Sparta... Czy można wyobrazić sobie równie ekscytujące zderzenie dwóch światów?

To miejsce, które mogłoby pozwolić zrozumieć piłkarski fenomen ludziom, którym wydaje się, że nie są dotknięci futbolową chorobą. Brzmi to może górnolotnie, ale mecz łączy ludzi. Być może łatwiej go przeżywać kiedy dzieje się w tak niezwykłym entourage’u. Parę chwil wcześniej byłem na stadionie Viktorii Żiżkov. Sprawił na mnie ogromne wrażenie, ale Ďolíček jest położony tak, że chciałoby się oglądać mecze na nim, bez przesady, codziennie. Wtopienie stadioniku w miejską tkankę, powoduje, że w okolicznych kamienicach znajdują się najlepsze darmowe wejściówki...

Meczem żyją wszyscy. Kiedy na mundialu w Brazylii najbardziej w relacjach międzyludzkicn podobało mi się, że w trakcie wielkich spotkań żadna grupa wiekowa nie jest izolowana czy też się nie izoluje. Podobnie było w Ďolíčku - czuło się tam podskórnie, że ludzie bardzo się lubią, doskonale znają i nastolatek może mieć - i ma! - bardzo wiele wspólnych tematów do obgadania z człowiekiem choćby osiemdziesięcioletnim. Bez przesady! Na trybunach widziałem bardzo wielu wiekowych kibiców, którzy czuli się swobodnie. Wyglądało jakby wszyscy się znali - nie tylko ze stadionu, ale z pracy, targu, szkoły i podróży w autobusie. W przerwie meczu na murawę wyszła pani Wiera Podpisova, która obchodziła 88. urodziny. Z tej okazji fetowana przez cały stadion dostała od działaczy zieloną koszulką z kangurem (symbol Bohemki) z numerem 88. Stadionik jest malutki - nabity do ostatka pomieścił 5000 rozemocjonowanych kibiców.

Był komplet, bo akurat odbył się mecz z rywalem mocno nielubianym - Sparta w Czechach jest czymś w rodzaju Legii w Polsce. Niemniej wzajemna niechęć z Bohemians bardziej mi odpowiada niż polska matryca. Fani się nie znoszą, w trakcie meczu się wyzywają („skurvene zasrane” czy jakoś tak) ale pod stadionem ich koszulki były wymieszane. Mecz jak mecz, choć ważne wątki sportowe też miały miejsce. W barwach gości ostatni mecz rozegrał reprezentacyjny napastnik David Lafata. Pożegnano go godnie.

Muszę Wam jeszcze wspomnieć, że stadionowy klimat może tworzyć również przez nietypowe działania pozasportowe czego przykładem jest właśnie Dolicek. Przed meczem z głośników leciała ostra rockowa muzyka, rządziły kwartety z dwiema gitarami i dobrą sekcją rytmiczną. Ale w trakcie meczu działo się jeszcze coś - to zupełnie mnie rozwaliło. Otóż każde, choćby paruzdaniowe wejście spikera anonsowane były niezwykłym dźwiękiem, które na pewno kojarzą w Polsce ludzie po czterdziestce.

Mam nadzieję, że pamiętacie serial „Arabela” Vaclava Vorliczka i Milosa Macourka, który powstał pod koniec lat 70. Był tam czarodziejski pierścień, który spełniał życzenia. Wystarczyło tylko pomyśleć takie życzenie i przekręcić pierścień na palcu. Ten dźwięk przypomniał mi siępo latach, powtarzany na stadionie Bohemians. Bajera, co?

Czy czegoś żałuję? Liczyłem na wspólne zdjęcie z Antoninem Panenką, który jest żywym symbolem Bohemki i często bywa na jej meczach. Nie udało się tym razem, gwiazdy bowiem nie dostrzegłem, ale wiecie co? 

Ďolíček na tyle przypadł mi do gustu, że na pewno tam jeszcze wrócę. Może wtedy uda się ustrzelić tę fotkę.

Kocham Ďolíček!

PS Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale w przyszłym sezonie Śląsk będzie lepiej reprezentowany w piłkarskiej ekstraklasie czeskiej niż polskiej. Weszła Opava, utrzymała się Karvina, będzie grał Banik. 3:2 na korzyść południowych sąsiadów... 

PS1 Byliśmy także na Viktorii Żiżkov. Trochę załuję, że nie wystartowaliśmy dzień wcześniej, udałoby się zobaczyć mecz z Czeskimi Budziejowicami. Kiedy łaziliśmy po stadionie, fotki pstrykał tam również groundhopper z Anglii. Kiedy usłyszał, że jesteśmy z Katowic, krzyknął: „Thomas Malasinsky!” Obecny kapitan hokejowej GieKS  grał wcześniej w jego ulubionym Swindon Wildcats. Świat jest mały...

PS2 W drodze powrotnej zahaczyliśmy o przydrożną knajpę i obejrzeliśmy niezwykły finał Ligi Mistrzów. Nie wiem kiedy spojrzę znowu na piwo.

PS3 Serdeczne dzięki dla Michała Chwieduka i Pawła Stolarczyka. Świetni towarzysze piłkarskich eskapad.

niedziela, 27 maja 2018, pavelczado

Polecane wpisy

  • Jeden wielki spazm

    Bylem wlasnie w mlynie podczas meczu tajskiej ekstraklasy miedzy Muangthong United aRoyal Thai Navy FC. Siedzialem w miejscu gdzie na TYM zdjeciu jest czerwono-

  • Dlaczego Kambodża nie wygrywa mundialu?!

    Wiadomo, ze futbol tego kraju nie liczy sie, reprezentacja nigdy nie grala w finalach mistrzostw swiata, ale wlasnie tam zlapalem sie za glowe jak nigdzie indzi

  • Laos

    Jestem w tej chwili w Laotanskiej Republice Ludowo-Demokratycznej. Flagi z sierpem i mlotem powiewiaja tu wszedzie*, ale z drugiej strony buddystow jest jakies

Komentarze
Gość: , *.cust.vodafone.cz
2018/05/27 19:27:21
Pane redaktorze, zauroczenie tym stadionem w pelni rozumiem (genius loci), bo to niesamowity obiekt, ze super oldschoolowym klimatem (choc kiedys z drewnianymi lawkami zamiast plastykowych krzeselek na trybunie glownej, z wysokimi topolami za mlynem gosci, wtedy w 100% z miejscami stojacymi, bylo jeszcze lepiej), ale byl Pan nie na Ďolíčku, ale w Ďolíčku (tak jak w Chorzowie w Kotle Czarownic a nie na Kotle Czarownic) . A Sparta grala tam nie z Bohemiansem a z Bohemians, bo to liczba mnoga (jak np. Rangers). Ďolíček - víc než stadión! Pozdrawiam!
-
2018/05/28 11:23:14
@*
dziękuję za te uwagi, poprawię, pozdrowienia dla Pragi:)
-
Gość: kubson, *.mf.gov.pl
2018/05/28 14:00:05
ja w makówkę byłem na meczu Viktoria Zizkov - Usti nad Labem. Stadion perełka, widok z trybuny głównej na praskie kamienice niesamowity. Niestety podczas mojej wizyty w Pradze u siebie grała tylko Viktoria i Slavia, więc mecz Bohemians to bedzie główny punkt kolejnego wojażu do stolicy Czech.
-
Gość: monter, *.dynamic.chello.pl
2018/05/31 01:26:58
Ekchm, nie żebym się czepiał, i tak - informacje o śląskości znajdzie Pan w wikipediach, ale Ostrawa (dziś jej centrum) nie wchodziła w historyczne ziemie Górnego Śląska - mapa w opracowaniu Joahima Bahlcke, Dana Gawreckiego oraz Ryszarda Kaczmarka: www.silesiaprogress.com/userdata/gfx/abfa926b12e8352405768d0e940c3c1a.jpg Tak, Ostrawa to ten klin ograniczony rzekami Odrą oraz Ostravicą. Stadion Banika w Witkowicach znajduje się w tym klinie.

Tak tylko mówię bo wiem, że jako świadomy człowiek (Ślązak?) raczej nie uznałby Pan Zagłębia Sosnowiec za reprezentantów Śląska w Ekstraklasie, prawda? :)
-
2018/05/31 10:25:04
@kubson
Żałuję, że nie byłem na Viktorii podczas meczu z Budziejowicami, satysfakcja z wyjazdu byłaby pełna. Wiem, że muszę jej stadion zobaczyć podczas meczu, tak jak Pan musi zobaczyć stadion Bohemki podczas meczu:) Pozdrowienia
@monter
To nie jest takie proste.
Powołam się na dane z historii klubu napisanej przez Ericha Vaclava, którą kupiłem sobie w Ostrawie: jak wiadomo Banik powstawał w restauracji "U Dubu" w 1922 w Śląskiej Ostrawie jako SK Slezska Ostrava Była to była śląska część późniejszej Wielkiej Ostrawy.
Adres słynnego stadionu Bazaly na którym Banik osiągał największe sukcesy również wiele mówi. To Bukovanského 4/1028 710-00 Slezská Ostrava. Podkreślam: Slezska.
Wiadomo, że od niedawna (2015) Banik gra na stadionie w Vitkovicach, który nie leży na Śląsku. Cóż, takie jest życie. Obiekt jest nowocześniejszy i mimo protestów kibiców zdecydowano się na przeprowadzkę. Czy to ma decydować o innej tożsamości tego klubu?
Przy okazji dobry przykład Pan podał z Zagłębiem. Nie uznaję go za śląski klub a zagłębiowski mimo że stadion położony jest przecież po śląskiej stronie Brynicy:)))
Ziemie pod Ludowym weszły w skład Sosnowca dzięki administracyjnej decyzji o zmianie granic w 1960 r. Pamiętam, że kilka lat temu śląskie rodziny z Szopienic chciały odszkodowanie, nie wiem jak jest teraz, nie śledziłem sprawy.
Pozdrowienia
-
Gość: monter, *.dynamic.chello.pl
2018/05/31 11:18:57
OK, no to zwracam honor jeśli Banik powstał w Śląskiej (polskiej) Ostrawie.
-
Gość: 787, *.play-internet.pl
2018/06/01 22:07:28
Nazwiska założycieli Banika też brzmią jakoś nie po czesku; Aniol (a nie Andel), Mruzek (a nie Mrazek), o Haberkiewiczu nawet nie wspominając.
-
Gość: monter, *.dynamic.chello.pl
2018/06/02 10:15:31
Taaa, i te biało-czerwone stroje na początku :)