Blog > Komentarze do wpisu
Ostatnio na Bukowej poczułem coś pierwszy raz od lat

Na meczach GKS-u Katowice w obecnym sezonie czuję coś dziwnego. Ostatni raz czułem to tam wiele lat temu.

Stwierdzenie, że im człowiek starszy, tym większym staje się pragmatykiem, to banał. Stwierdzenie, że w futbolu liczy się przede wszystkim wynik, to kolejna oczywistość. Wydawało mi się, że zbiegnięcie się tych dwóch stwierdzeń w pewnym momencie życia człowieka interesującego się piłką jest całkowicie naturalne. Ale na Bukowej zacząłem mieć wątpliwości...

Wiadomo, że w Katowicach czeka się na coś fajnego od wielu lat. Tak wielu, że pisanie słowa „wielu” przez jedno „e” jest już powoli uznawane za dezynwolturę i bezczelność. W GieKSie zdecydowano się całkowicie nie tyle przemodelować, co przewalić drużynę. Pojawił się tabun piłkarzy, których nazwiska – poza paroma oczywistymi wyjątkami – nic nie mówiły.

Stwierdzenie, że GKS nigdy nie grał ładnie, zawsze polegało to na wyrywaniu wygranych z gardła i ciągłej walce, nie jest zgodne z prawdą. Pamiętam mecze GieKSy z drugiej połowy lat 80., które były zajmujące, piękne i efektowne. Chciało się to oglądać. Potem przyszedł czas, że publika zaczęła cenić przede wszystkim zaangażowanie, co moim zdaniem zawsze świadczy o ograniczaniu kibicowskich ambicji, bo kibic silnych drużyn zawsze chce zwycięstw. Tylko kibic drużyn najsilniejszych chce zwycięstw efektownych, a przy okazji meczowych zdarzeń, o których będzie można opowiadać latami.

Ale może konkretnie. Ostatnie dziesięć lat GKS grał generalnie bardzo brzydko. Stwierdzenie, że ładnie grał ponoć za Jerzego Brzęczka, to jakiś dziwaczny absurd ze źle zawiązanymi sznurówkami. Jacek Paszulewicz rozpoczął zupełnie nowy projekt, przy czym trzeba pamiętać, że też będzie rozliczany tylko i wyłącznie ze skuteczności, a nie z piękna. Bo GKS ma wreszcie awansować do ekstraklasy. Jak powtarza się co roku od lat.

Na razie idzie mu co najwyżej średnio: w pięciu meczach dwa razy wygrał, dwa razy przegrał i raz zremisował. Tabela jest jeszcze spłaszczona; kto przed chwilą był na dole, za chwilę może być na górze i na odwrót. Natomiast wyczuwam coś, czego dawno nie było. Otóż GKS obecnie gra ŁADNIE. Nie napiszę, że pięknie, bo to za duże słowo, ale gra ładnie.

Zastanawiałem się, skąd się to bierze, i wydaje mi się, że odpowiedzią jest obsesja trenera Paszulewicza. Wydaje się, że dla niego ewidentnie najważniejsze jest nienaganne przygotowanie fizycznie. W ostatnim meczu – oczywiście biorę poprawkę, że z nie najsilniejszymi Wigrami Suwałki – jego piłkarze byli szybsi, bardziej wybiegani, bardziej zdecydowani. Pewność siebie tego rodzaju pozwala na dokonywanie wyborów, które przy okazji są również efektowne. Drybling Daniela Rumina w pierwszej połowie, kilka szybkich wymian – to było coś, co na chwilkę przypomniało mi koniec lat 80. na Bukowej. Ta mołojecka bezczelność - o to chodzi!

Zaskakujący jest fakt, że dają radę chłopcy, którzy jeszcze w zeszłym roku grali gdzieś po III ligach, gdzie słońce mówi dobranoc (albo przynajmniej dzień dobry). Rumin czy Dominik Bronisławski potrafią grać.

Powtarzam jednak: celem jest awans. Nie da się zrobić dobrego wyniku bez konkurencji. W GieKSie ciągle pojawiają się więc nowi piłkarze z ekstraklasowym doświadczeniem – w ataku Arkadiusz Woźniak, w obronie – Jakub Wawrzyniak (nie zadebiutował, bo nie spełnia jeszcze wymogów trenera pod względem fizycznym, musi popracować. Pojawiają się, ale nie ma tam zawahania, żeby pożegnać się z tymi, którzy oczekiwań nie spełniają – do takich trzeba niestety zaliczyć 31-letniego słoweńskiego napastnika Dalibora Volasa. Nie sądzę, żebyśmy go jeszcze zobaczyli...

Argentyńscy ludzie futbolu niezmiennie zachwycają się Barceloną Guardioli. Podkreślają, że argentyńska „la nuestra” z dawnych czasów to ten sam pień, to samo DNA. Podkreślają, że by móc osiągnąć coś takiego, potrzebne są: „chęć do biegania, odwaga, czas i cierpliwość”*. Oczywiście krojąc te przenikliwe założenia na naszą pierwszoligową miarę (nie wymagajmy od Paszulewicza, żeby robił na Bukowej Barcelonę, już jeden taki trener tu był i mu nie wyszło), warto dostrzec, że pierwszego i drugiego na Bukowej nie brakuje. Trzecie i czwarte to raczej kwestia działaczy i kibiców.

Przy takim założeniu może okazać się, że piękno wróci na Bukową szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać.

*Vicente Muglia „Che Pep. Związek Guardioli z futbolem argentyńskim” (wyd. Mandioca, 2018), s. 27

 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018, pavelczado

Polecane wpisy

  • Narośl

    Sytuacje kiedy kibice zapominają, że w relacji klub-piłka-fani oni sami są jedynie dopełnieniem a nie podmiotem zawsze w końcu obraca się przeciwko nim. Dowodem

  • Futbol a miłość życia

    Wielokrotnie przekonywałem się, że nie mam pamięci do drogi i do miejsc, w których zostawiam samochód, ale mam z kolei dobrą pamięć do dat i wręcz fantastyczną

  • Uważam, że góra GieKSy powinna zostać

    Prezydent Katowic ogłosił dziś , że prezes Wojciech Cygan i wiceprezes Marcin Janicki złożyli rezygnację. Szczerze mówiąc mam nadzieję, że ta rezygnacja nie zos

Komentarze
Gość: hans33, *.e-sbl.net
2018/08/20 23:07:16
To fakt, 2 razy piszesz o argentyńskich działaczach...
-
2018/08/21 12:42:56
@hans33
Z niezrozumiałych dla mnie powodów ten sam akapit wkleił się dwa razy. Poprawione, dzięki za zwrócenie uwagi