Blog > Komentarze do wpisu
Śledztwo w Saint-Louis

Spacerowałem po wyspie w mieście Saint-Louis. To pierwsza kolonialna francuska osada w Afryce, ma jednorazowy urok. Przy Rue Ecole Coliche 36 stanąłem jak wryty. Zobaczyłem wmurowaną w ścianę tę tablicę. Głosi, że pochodzący stąd Mbarick Fall zwany Battling Siki to pierwszy afrykański mistrz świata w boksie zawodowym. Urodził się w Saint-Louis 22 września 1897 roku. Zmarł bardzo młodo, już w 1925 roku.

Nigdy wcześniej o tym facecie nie słyszałem, przyznaję. Od razu chciałem się czegoś dowiedzieć więc zastosowałem sprawdzoną metodę. Pytałem przechodzących ludzi czy wiedzą coś o tym bokserze z tablicy. Tylko wzruszali ramionami.

Ale nie poddałem się. W niedalekim hotelu Pointe de Sud na południowym krańcu wyspy zauważyłem na ścianie fotkę ze słynnej walki Alego z Foremanem, która odbyła się w Kinszasie w 1974. Było to bodaj pierwsze wydarzenie sportowe o światowym zasięgu mające miejsce w Afryce. Pomyślałem, że ktoś tu chyba interesuje się boksem. Nie pomyliłem się...

Wszystko wyjaśnił mi pracujący w hotelu konsjerż Mamadou Dia. - Siki wychował się tutaj, na lagunie - mówi.

Langue de Barbarie to wąski, piaszczysty półwysep oddzielający Atlantyk od ujścia rzeki Senegal i wyspy na której nocowałem, przyp.pacz.]. Dziś to siedziba tajemniczego, starego plemienia Lebou, zajmującego się rybołówstwem. Tajemniczego, bo Lebou nie są specjalnie wylewni. Starego, bo podobno mówili w języku Wolof wcześniej niż Wolof...

- Nie wiem czy Battling Siki był Lebou. Ale wiem, że zaciągnął się do francuskiej armii i poszedł na I wojnę światową. Nikt z nas nigdy nie widział go w akcji, u nas w Senegalu nie walczył. Ale jesteśmy z niego dumni - mówi Dia.

Senegalczyk stał się rewelacją wagi półciężkiej. W Europie łoił wszystkich, wreszcie w 1922 roku pokonał słynnego George'a Carpentiera i został pierwszym afrykańskim zawodowym mistrzem świata w boksie (jego walkę z Carpentierem można zobaczyć TUTAJ.)

Stał się ulubieńcem Paryża, ale sielanka nie trwała długo. Zaczął imprezować i po pół roku stracił pas. Wyjechał do Ameryki. Tam chciał kontynuować karierę, ale po dwóch latach w Nowym Jorku dostał dwie kulki w plecy...

Ćwierć wieku temu jego szczątki zostały sprowadzone do Saint-Louis.

Smutna, działająca na wyobraźnię historia.

środa, 26 grudnia 2018, pavelczado

Polecane wpisy

  • Jedyny taki

    Niepostrzeżenie i po cichutku skończył właśnie 60 lat. Niezwykła postać. Na pewno jedna z najbardziej niezwykłych o jakich miałem szczęście napisać. Osiągnął co

  • Motherfucker [KONKURS +18]

    Jeśli interesujecie się sportem to wiecie, że nikt nie miał takiego fuksa jak ludzie, którzy byli nastolatkami w latach 80. Żadna inna generacja nie miała szczę

  • Wprowadźmy boks do szkół

    Jak donosi "Rzeczpospolita" minister sportu Joanna Mucha dała do zrozumienia, że sporty, w których Polska nie ma szans na medale ważnych imprez i które nie są

Komentarze
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/12/31 22:52:49
Głowy nie dam, ale chyba czytałem o nim w książce Aleksandra Rekszy "Słynne pojedynki".
-
2019/01/01 10:24:03
@f.
To bardzo prawdopodobne. Niestety nie miałem tej książki w rękach, a już ktoś powiedział mi dokładnie to samo co Pan.
Najlepszego w Nowym Roku
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2019/01/01 22:29:55
@gospodarz

Wzajemnie
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2019/01/02 21:54:57
Wracając do książki - myślę, że warta przeczytania. Ja zapamiętałem pojedynek Joe Jeannette - Sam McVey (McVea). 49 lub 50 rund, w zależności od źródła.