wtorek, 03 maja 2016
W wannie, rok 1969. Niezwykła pamiątka

Uwielbiam futbol i historię a najbardziej styk tych dwóch światów. Dzięki pracy mam szczęście być czasem tego styku tak blisko jak się da.

Niedawno wdowa po pewnym zawodniku (szukałem jej kilka miesięcy) udostępniła mi ponad... 170 zdjęć sławnej polskiej drużyny (absolutny top) z czasów kiedy ta jeszcze... nie była sławna.

Teraz odwiedziłem piłkarza, który kiedyś grał w reprezentacji Polski. Wręczył mi teczkę z futbolowymi pamiątkami mówiąc, że w rodzinie nikt piłką się nie interesuje więc po jego śmierci wszystko przepadnie i lepiej żebym to wziął.

U mnie takie rzeczy nie przepadają. To niezwykłe pamiątki. Choćby pierwsza z brzegu: weźmy pocztówkę z końca lat 60. na której widnieje de Kuip czyli słynna "wanna" Feyenoordu Rotterdam (dziś stadion oczywiście wygląda inaczej). Kiedy przyjrzycie się zdjęciu przyznacie, że kiedyś względy bezpieczeństwa nie były tak istotne:)

Ale ważniejsze co na odwrocie. Ofiarodawca zagrał bowiem w meczu Holandii z Polską w eliminacjach do mistrzostw świata w Meksyku, który odbył się właśnie na stadionie de Kuip. Na tej pocztówce pozbierał podpisy wszystkich kolegów z drużyny - zarówno tych, którzy wystąpili w pierwszym składzie jak i rezerwowych. Podpisali się więc nie tylko Kazimierz Deyna (drugi z lewej w dolnym rzędzie) czy Włodzimierz Lubański (pierwszy z prawej w górnym rzędzie), ale także choćby rezerwowy bramkarz Piotr Brol (pierwszy z lewej w drugim rzędzie od dołu).

podpisy

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.



poniedziałek, 02 maja 2016
Tłuszcza tańczy, śpiewa i gwiżdże

Andrzej Duda, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej został wygwizdany podczas finału Pucharu Polski, który odbył się w Warszawie.

Uważam to za żenujące i mocno obrzydliwe. Żeby było jasne: uważałbym tak samo gdyby w identycznych okolicznościach wygwizdani zostali podczas pełnienia urzędu Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński oraz Bronisław Komorowski.

Rozgrywki krajowego pucharu bardzo długo były u nas niedoceniane, bardzo długo nie były traktowane z należną im estymą. Obecność najważniejszego człowieka w państwie na tym meczu była dotychczas czymś rzadkim i niecodziennym. Moim zdaniem warto żeby stała się czymś oczywistym bez względu na to jakie poglądy ma prezydent. Jego obecność na stadionie podczas finału Pucharu Polski nie jest wcale lansem, tak mogą uważać jedynie ćwoki i troglodyci. Należy bowiem pamiętać, że całe te rozgrywki odbywają się przecież pod patronatem prezydenta RP!

Nie widzę niczego złego w wyrażaniu dezaprobaty wobec polityków, którzy nie są z naszych bajek. Ale powinniśmy wiedzieć gdzie i kiedy dezaprobatę można wyrażać. Wygwizdanie prezydenta podczas finału piłkarskiego Pucharu Polski świadczy o nas jako społeczeństwie. Jeśli tego nie wiemy oznacza to że jesteśmy zwykłymi prostakami, że śmierdzi nam spod pach, że czkamy kiedy jesteśmy na niedzielnym obiedzie w restauracji i że siorbiemy kiedy pijemy herbatę.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

20:36, pavelczado , żal
Link Komentarze (23) »
niedziela, 01 maja 2016
Piast mistrzem Polski? To naprawdę realne

Kiedy już we wrześniu zeszłego roku pisałem, że Piast może zostać w tym sezonie mistrzem Polski niektórzy znawcy tylko się śmiali. Jeszcze niedawno uważali, że mistrzostwo Piasta byłoby ogromną sensacją (właściwie sensacją byłoby według nich każde inne rozstrzygnięcie poza tytułem dla Legii). Teraz fachowcy delikatnie zmieniają front, a sformułowanie "ogromna sensacja" niepostrzeżenie ulotniło się z ich słownika. Czy jeśli Piast zdobędzie mistrzostwo staną się wobec gliwickiej drużyny sympatycznie przymilni?

Prawda jest taka, że jeśli chodzi o mistrzostwo Polski ciągle nic nie wiadomo. Przed najważniejszymi rozstrzygnięciami sezonu nic nie jest przesądzone. Szanse Piasta i Legii są moim zdaniem równe, obie drużyny są mocne i wiele może się wydarzyć. Wydaje mi się jednak, że w Warszawie ciągle Piasta trochę się nie docenia, nawet teraz. Oczywiście nie w klubie, ale na mieście. Przypuszczam, że w stołecznej podświadomości jest to tak silne, że nawet jeśli gliwiczanie wygrają na Łazienkowskiej to na pewno nie okaże się to wynikiem siły Piasta tylko słabości Legii. Zauważcie: nigdy nie jest tak, że w Polsce Legia przegrywa dlatego, że przeciwnik jest lepszy, tylko dlatego, że słabo zagrała. Legia NIGDY nie przegrywa po świetnej grze rywala tylko po beznadziejnej własnej... Ale przecież to nie jest problem Piasta, prawda?

Sądzę, że w następny weekend możemy być świadkami znakomitego spotkania. Jeśli Piast będzie lepszy - niech wygra Piast. Jeśli Legia będzie lepsza - niech wygra Legia.

Proszę tylko o jedno: niech rozegra się to w sportowej atmosferze, bez kręcenia lodów, bez oglądania się na jakieś jubileusze czy inne  duperele. Po prostu: niech wygra lepszy i zostanie mistrzem Polski. Z góry dziękuję za takie postawienie sprawy.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Jose Kante ciągle może być lepszy od Milika

Górnik Zabrze drży o ligowy byt. Niektórzy wierzą, że się uda, inni, że nie.

Moim zdaniem Górnik się utrzyma. Owszem nie gra nadzwyczajnie, ale nie gra przecież na tyle źle by żegnać się z ekstraklasą.

Oczywiście; kiedy Górnika w sezonie 2008/2009 prowadził Henryk Kasperczak też wierzyłem w utrzymanie do końca, nie dopuszczałem do siebie myśli, że Górnik może zlecieć a jednak mleko wtedy się rozlało. Wystarczyłoby żeby wygrał ostatni mecz u siebie z Polonią Warszawa. A jednak przegrał...

Widzę jednak zasadniczą różnicę między tamtym sezonem a obecnym. Wtedy Górnik nie miał bowiem piłkarza, który mógłby go pociągnąć. Transfer Roberta Szczota za potężne pieniądze okazał się zwyczajnym nieporozumieniem. Teraz takiego zawodnika Górnik moim zdaniem ma. Nie chodzi mi nawet o pociągnięcie mentalne, liderowanie ale o umiejętności czysto piłkarskie.

Uważam, że Jose Kante potrafi grać w piłkę. Kilka jego cech mi imponuje. Oglądam go szczególnie uważnie od kilku kolejek i sądzę, że może zbawić Górnika. Zbawić czyli zdecydować o utrzymaniu. W polskich warunkach to piłkarz na którego warto zwrócić uwagę.

Dziś mnóstwo ludzi się z tego zawodnika wyśmiewa. Wyśmiewanie się jest najprostsze. Wiadomo, że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz. Ale tylko dyletant nie dostrzeże zalet Jose Kante.

Przypomina mi się historia Arkadiusza Milika. Długo nie mógł się wstrzelić. Dłużej niż Hiszpan teraz. Pierwszego gola zdobył dopiero w osiemnastym ligowym meczu. Dobrze pamiętam kibiców wrzeszczących wtedy z trybun na trenera (Nawałkę) żeby ściągnął tego nieudacznika (Milika).

Jose Kante na razie zagrał w dwunastu spotkaniach ligowych więc ciągle może wypalić wcześniej niż Milik. Hiszpan stoi jednak pod ścianą. Musi zacząć strzelać szybciej niż obecny zawodnik Ajaksu. Jeśli pierwszego gola zdobędzie za osiemnastym razem to albo nie w Górniku albo dla zabrzańskiej drużyny lecz już na zapleczu.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

środa, 20 kwietnia 2016
Możecie pokopać przy krakowskim rynku

Wiadomo, że futbol przyciąga uwagę świata, bo niemożliwe jest żeby nie przyciągał. To powoduje, że czasem - lub częściej niż czasem - jest wykorzystywany w złych celach. Także dlatego świat futbolu i świat polityki połączony jest mocnym ściegiem. Wszyscy wiemy, że futbol nie powinien mieć wiele wspólnego z polityką i wiemy, że zawsze miał i zawsze będzie miał.

Śledzenie sposobów przenikania polityki do futbolu, powodów dla których się tak dzieje, natężenia tych zjawisk i porównywanie ich w różny sposób jest fascynujące. Tematowi została poświęcona trzecia "Kopalnia".

"Kopalnia" jak zwykle zabierze Was w podróż po świecie: odwiedzicie m.in. Syrię, Argentynę, Węgry, Chile i... Radlin. Do Radlina zabiera Was Czadoblog, bo i on - na zaproszenie twórców idei - wtrącił swoje trzy grosze.

Książkę można kupić obecnie w dobrych księgarniach (a bezpośrednio u twórców). A jeśli chcecie nie tylko poczytać, ale i pogadać z niektórymi jej twórcami - akurat przytrafia się dobra okazja. Już jutro (czyli w czwartek) o godz.18.30 w De Revolutionibus Books&Cafe przy ul. Brackiej 14 w Krakowie (to jedna z ulic odchodzących od rynku) odbędzie się spotkanie z okazji wydania trzeciego tomu "Kopalni" czyli pretekst do pogadania o futbolu.

Pojawią się Michał Okoński (Tygodnik Powszechny, Sport.pl), Rafał Stec, Michał Szadkowski (obaj Gazeta Wyborcza i Sport.pl), Michał Trela (Przegląd Sportowy), Piotr Żelazny (Rzeczpospolita) oraz Czadoblog. Kto choć trochę zna tych ludzi, wie, że uwielbiają gadać o piłce, to właściwie same gaduły. Sami możecie z nimi pogadać. Szczegóły spotkania - TUTAJ. Zapraszam.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

20:24, pavelczado , Książki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Za to szanuję Legię Warszawa

Muszę przyznać, że ostatni mecz Legii tak mnie znudził, że przełączyłem po kilkunastu minutach, ale jednak i tak bardzo cieszę się, że włączyłem transmisję. Warto było - choćby dlatego żeby zobaczyć w jaki sposób w Warszawie honoruje się Wielkie Persony.

Sposób w jaki uhonorowano w ostatnich dniach Lucjana Brychczego w Legii zasługuje na ogromny szacunek i budzi mój autentyczny podziw (klub m.in. nadał jego imię trybunie przy Kanale Piaseczyńskim).

Legia rzeczywiście jest wielkim klubem, bo tylko wielkie kluby potrafią w tak godny sposób dbać o pamięć i wysławiać własne legendy. Nigdy nie widziałem gry Lucjana Brychczego, ale od wielu ludzi, którzy wiedzą co mówią, a którzy do tego z nim grali, słyszałem słowa pełne jedynie podziwu i szacunku.

Nie ukrywam: żałuję oczywiście, że Lucjan Brychczy nie wrócił po zakończeniu służby wojskowej na Górny Śląsk, bo miałby pewne miejsce w każdym z naszych wielkich klubów. Pokochał jednak stolicę, a stolica pokochała jego i z tego uczucia wyrosło coś naprawdę wspaniałego. Wystarczyło zresztą tylko spojrzeć na Pana Brychczego jak walczy ze wzruszeniem kiedy przed ostatnim meczem stał na środku boiska i odbierał owację na stojąco od 30 tysięcy ludzi.

Chapeau bas!

PS Oczywiście nie znam się na historii Legii Warszawa i nawet nie udaję, że mogłoby być inaczej. Dlatego z zainteresowaniem czekam na wszelkie tworzone przez specjalistów i znawców wydawnictwa, które ukażą się z okazji tzw. stulecia tego klubu. Jestem bowiem bardzo ciekaw jak zostanie umocowana ciągłość historyczna między drużyną legionową założoną na prowincji w 1916 roku a Wojskowym Klubem Sportowym powstałym w 1920 roku w Kasynie Oficerskim Zamku Królewskiego w Warszawie. Z zainteresowaniem zapoznam się z wszystkimi dokumentami świadczącymi o tej ciągłości. Ogromnie na to liczę, bo z tego co słyszę będą powołania się na dokumenty dotąd jeszcze nie wykorzystywane. Czy właśnie z tego okresu? Oczywiście z okazji stulecia składam Legii serdeczne życzenia pomyślności bez względu na to kiedy to stulecie ostatecznie przypada.

PS1 Na koniec jeszcze parę słów o innych dyscyplinach sportu. Zarówno hokej jak i siatkówka są bardzo widowiskowe, ale wiem, że w Polsce hokej ma nad siatkówką jedną zasadniczą przewagę. Otóż przepisy Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) zabraniają prowadzenia dopingu przez tzw. "wodzirejów", co ma niestety miejsce choćby podczas imprez siatkarskich. W kontekście zbliżających się mistrzostw świata, które odbędą się wkrótce w Katowicach to przypomnienie wywołuje u mnie westchnienie ulgi.

PS2 A poza tym reprezentacja Polski w piłce nożnej powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 17 kwietnia 2016
Siedzi w błocie hipopotam

Wiadomo, że trener często ma inne powody żeby spotykać się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji niż dziennikarze żeby spotykać się z trenerem. Czasami to zjawisko przyjmuje jednak tak osobliwe formy, że trzeba zareagować.

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice z Olimpią Grudziądz (0:2). Spotkanie bardzo mi się nie podobało. Przykro to pisać, ale najbardziej efektowny był zachód słońca nad Tauzenem za Blaszokiem.

Tymczasem na pomeczowej konferencji trener Jerzy Brzęczek, ku mojemu zdumieniu, stwierdził, że jest to... pierwszy mecz kiedy jego drużyna mimo porażki zagrała bardzo dobre spotkanie. Powiedział tak: - Patrząc na to z jakim zaangażowaniem, jaką pasją i z jaką chęcią zdobycia bramki - przynajmniej jednej - poruszali się moi zawodnicy, myślę, że zabrakło skuteczności. Patrząc na to jak drużyna walczyła, jak rozgrywała piłkę, jak dochodziła do sytuacji strzeleckich jestem z tego bardzo zadowolony, dumny. Rozumiem rozgoryczenie kibiców. Jeśli drużyna przegrywa kibice mogą krytykować, ale po takiej porażce nie może być tak że piłkarze są wyzywani. Obiektywni kibice nie mogą zarzucić drużynie, że nie chciała. Będę pierwszy, który będzie ich krytykował jeżeli nie będzie zaangażowania i wtedy wezmę to na siebie. Ale nie po takim meczu jak dzisiejszy na którym było widać do ostatniej sekundy, że chcemy....

Minęły czasy kiedy łatwo było mi krytykować. Muszę jednak stwierdzić, że nie podobały mi się te słowa.

Po pierwsze: uważam, że trener nie jest od tego żeby brać na siebie winę za brak zaangażowania. Zaangażowanie nie powinno tak naprawdę zależeć od trenera i myślę, że w ogóle nie powinien nim się zajmować. Zaangażowanie powinno być czymś zwyczajnym, a jeśli piłkarz nie jest zaangażowany to powinien być wyrzucony z drużyny. Trener jest moim zdaniem przede wszystkim od tego żeby jego piłkarze potrafili dobrze grać w piłkę czyli z rozmachem konstruować akcje ofensywne czy też dokonywać na boisku dobrych wyborów, w razie potrzeby umiejętnie się bronić itd. W meczu z Grudziądzem piłkarze GKS-u nie zaprezentowali niczego co mogło zapierać dech w piersiach. Przykro pisać, ale nie pamiętam ani jednej dobrej akcji w ich wykonaniu. 

Po drugie: piłkarze nie powinni być wyzywani nigdy, w żadnych okolicznościach. Po żadnej porażce nie powinno się ich wyzywać. Dziś zasłużyli, owszem, na ostre wygwizdanie. Na wyzywanie - w żadnym wypadku.

Po trzecie: nie rozumiem jak można być dumnym po porażce z zespołem walczącym o utrzymanie jeśli zajmuje się znacznie wyższe miejsce w tabeli a porażka nie jest usprawiedliwiona trudną sytuacją kadrową.

Po czwarte  (to zabolało mnie chyba najbardziej): przypuszczam, że trener Brzęczek w przypadku tego meczu niekoniecznie myśli co uważa. Rozgrywa. Mam przeświadczenie, że powiedział tak a nie inaczej, bo chodzi mu o relacje z zespołem. Piłkarze często z uwagą wysłuchują z odtworzenia co trenerzy mówią na pomeczowych konferencjach. Często jest więc tak, że doskonale zdający sobie z tego sprawę szkoleniowiec mówi do tych na których najbardziej mu zależy czyli do zawodników (niektórzy dziennikarze naiwnie myślą, że mówi do kibiców). Istnieje chyba pewna prawidłowość: Brzęczek raczej krytykuje po dobrych meczach i raczej nie krytykuje po słabych, ale tym razem - uważam - nie musiał mówić tego co powiedział.

Trener GieKSy zaskoczył mnie czymś jeszcze. - Żal zawodników, którzy teraz siedzą w szatni i zastanawiają się czy naprawdę grali źle. Niech każdy obiektywnie postara się to ocenić czy zasłużyli na to żeby mówić, że nie zasłużyli na to żeby grać w GKS-ie. Moim zdaniem zasługują i to pokazali. Jeśli ktoś jest niezadowolony z mojej pracy ja mogę w każdej chwili odejść - stwierdził na koniec.

Bardzo istotne jest dla mnie ostatnie zdanie. Nikt, jak przypuszczam, nie chce pozbywać się z GieKSy trenera Brzęczka. Ma przecież powalczyć o awans. Sam w grudniu stwierdził, że drużyna chce o to walczyć. Skoro chce to oczywiście musi wierzyć, że to możliwe. Nikt drużynie nie będzie wyrzucał, że ten sezon jest stracony. Chodzi głównie o to żeby GieKSa wreszcie realnie włączyła się do walki o ten cholerny awans, bo przez ostatnie dziewięć lat zastygła w błocku na zapleczu ekstraklasy i tapla sie tam niczym hipopotam w wierszyku Wandy Chotomskiej:

Siedzi w błocie hipopotam, 

chlupopotam, chlapopotam,

chlapobłotam, chlupobłotam,

plamobłotam, piegobłotam,

hipobłotam, hipopsotam

- boi się wychylić z błota.

Zdążyło urosnąć kibicowskie pokolenie GieKSiarzy, które nie pamięta już nic innego oprócz tego taplania. Raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy bardzo dobrze, nigdy bardzo źle. Taplanie. Taplanie. Taplanie. Brzęczek przychodził na Bukową żeby tę ekipę pobudzić, żeby dać ożywczy impuls. Wyciągnąć ten klub z błotka. A on teraz mówi, że jak komuś się nie podoba, to on może odejść?!

Moim zdaniem trener, któremu bardzo zależy, który ma do roboty w konkretnym miejscu przekonanie - nie powinien tak mówić. Wiadomo, że nikt nie może dać się szmacić i trzeba zachować godność. Ale hasła tego rodzaju nie przekonują bynajmniej, że Brzęczkowi zależy na tej robocie, że widzi w niej sens. A przyznacie, że GieKSa powinna mieć trenera, który ten sens jednak widzi.

Żeby było jasne - życzę trenerowi Brzeczkowi sukcesów i awansu. Niestety, jestem już stary i dlatego zaczyna mnie łapać coś co Francuzi nazywają l'esprit de l'escalier. Dosłownie! Nikt nie zadał szkoleniowcowi pytania na konferencji prasowej. Dopiero po jej zakończeniu, już na schodach pomyślałem, że warto było jednak spytać trenera Brzęczka co w grze katowickiej drużyny podczas meczu z Olimpią Grudziądz było jego zdaniem najwspanialsze i który moment konkretnie napełnił go szczególną dumą.  

PS Byłem również na meczu Piasta. Było mi bardzo przykro kiedy po meczu z Cracovią i zwycięstwie straconym w ostatniej minucie szedłem przez miasto w grupie gliwickich kibiców i chcąc nie chcąc słyszałem co mówią. Bardzo zdziwiło mnie, że nie są zmartwieni, że nie są wściekli. Nie, nie na piłkarzy - przede wszystkim na to, że stracili dystans do Legii. Tymczasem oni liczyli punkty i cieszyli się, że drużyna z trzeciego miejsca do Piasta nie nadrabia. Skupiali się na tym, że wicemistrzostwo jest coraz pewniejsze zamiast denerwować, że ucieka być może jedyna szansa na mistrzostwo za ich życia. Ciągle są duże szanse na to żeby Gliwice były kojarzone z Leicesterem. Bycie Tottenhamem może zadowalać dopiero kiedy niezwykła szansa przepadnie. Na razie ciągle istnieje. Jak można w takiej sytuacji napawać się przewagą nad Pogonią?! Nie rozumiem tego.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Łatwy sposób Ruchu na zarobek

Całe to dzisiejsze kuriozalne zamieszanie związane z ligą jest kolejnym dowodem na to jakim beznadziejnym ruchem było wprowadzenie systemu ESA 37. To proste: gdyby liga istniała w tradycyjnej postaci nie byłoby tego dziwacznego zamieszania, bo nikt nie musiałby przecież dokładać lub odejmować punktów w przestrzeni między ósmym a dziewiątym zespołem przed kolejną fazą, a to funduje nam dzisiejszy regulamin. Tym bardziej zdumiewające jest więc, że przy całym tym rozgardiaszu w górnej ósemce zagra ostatecznie osiem zespołów, które w ciągu trzydziestu kolejek zdobyły najwięcej punktów. Szok!

Żal mi Podbeskidzia, które gdyby nie system ESA-37 nie przeżywałoby takich huśtawek nastrojów, dzielną postawą sobie na to przecież nie zasłużyło.

Gdybym był z kolei na miejscu działaczy Ruchu oddelegowałbym pracownika albo dwóch do przeczesywania internetu, namierzył wszystkich namierzalnych gości sugerujących pod imieniem i nazwiskiem brudny układ z Lechią (anonimowymi opiniami oczywiście bym się nie przejmował, na tchórzy nawet się nie spluwa) i oskarżył o zniesławienie. Ziarnko do ziarnka a mogłaby się zebrać niezła sumka z wygranych procesów:)

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

23:49, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (24) »
niedziela, 10 kwietnia 2016
Znakomity pomysł na wyjście z sytuacji

Węzeł zrobił się tak zagmatwany, że moim zdaniem niemożliwe jest go rozsupłać nie krzywdząc którejś ze stron. Kompromitacja systemu ESA-37 jest tak ogromna, że zaradzić temu może tylko radykalne wyjście. Pozwalam je sobie zaproponować, bo krytykuję konsekwentnie i niezmiennie ten system od grudnia 2012 roku (pozdrawiam wszystkich z podobnym stażem). 

Wiem, że nie zmienia się zasad w trakcie sezonu, ale cały ten  - przepraszam za słowo - syf można zakończyć w jeden sposób. Otóż sezon powinien zakończyć się już... teraz! Nie powinno się dogrywać pozostałych siedmiu kolejek! Tak uważa Antoni Piechniczek, a ja się z nim w pełni zgadzam.

Co Wy na to? 

Oczywiście ten plan wymaga doprecyzowania. 

Miałyby prawo narzekać zespoły na obecnych miejscach spadkowych i miałyby prawo narzekać zespoły walczące o mistrzostwo.

W przypadku pierwszym: zespół z szesnastego miejsca walczyłby w barażu o ekstraklasę z trzecim zespołem pierwszej ligi a zespół z piętnastego miejsca walczyłby w barażu o ekstraklasę z czwartym zespołem pierwszej ligi (mecz i rewanż). Do ekstraklasy wchodzą pierwsza i druga drużyna pierwszej ligi, a w przyszłym sezonie najwyższa klasa rozgrywkowa liczy 18 zespołów i rozgrywa się 34 kolejki w najbardziej sprawiedliwym systemie mecz i rewanż. 

W przypadku drugim: zespół z pierwszego miejsca walczy w barażu o mistrzostwo z zespołem z drugiego miejsca. Tylko jeden mecz o wszystko na terenie lidera po 30 kolejkach.

To najważniejsze, rozstrzygnięcia wymagałoby jeszcze doprecyzowanie kwestii pucharowiczów. 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla wielu to fantastyka, tym bardziej, że już pojawił się poważny pomysł rozegrania barażu o miejsce w ósemce między Ruchem a Podbeskidziem w Gliwicach czy też w Tychach. To na baraż to jednak pomysł na doraźne rozwiązanie problemu. Parszywy system z mnóstwem dziur w burtach trwałby nadal. Powyższe rozwiązanie zdusza ESA-37 w zarodku i rozgniata łeb hydrze.

Co Wy na to?

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

13:35, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (40) »
sobota, 09 kwietnia 2016
Coście, krawaciarze, uczynili z tą krainą

Debilizm w polskiej ekstraklasie właśnie osiągnął punkt kulminacyjny. Winę za to ponoszą wszyscy przemądrzali "specjaliści" od różnych specjalności, którzy nie wiadomo dlaczego mieli bezpośredni i pośredni wpływ na kształt regulaminu ligi: ci wszyscy marketingowcy, finansiści, ekonomiści, prawnicy, publicyści (ha, ha) oraz reszta ynteligentów i yntelektualistów którym objawiło się, że Polacy są przecież mądrzejsi niż inne nacje i wiedzą lepiej jak organizować najważniejszy sport.

To co się właśnie zdarzyło - cały ten absurdalny mętlik i dziwaczne rozstrzygnięcia, co do których nie mogę mieć nawet pewności czy są ostateczne - powinno być ostatecznym krachem systemu futbolowej korporacji. Wsadźcie sobie między Scyllę i Charybdę wasze wykresy i prognozy. Właśnie w tej chwili jesteśmy świadkami jednej z największych kompromitacji "myśli organizacyjnej" polskiego futbolu. 

Co jeszcze musi się zdarzyć żeby kompromitujący Polskę system podziału na grupy odszedł w niebyt? Jak dla mnie winni wcale nie muszą przyznawać się do winy, mam to gdzieś, w zamian proszę tylko o jedno.  Proszę: niech od razu, już w przyszłym sezonie 2016/17 znowu będzie normalnie. Proszę po raz setny - nie uatrakcyjniajmy regulaminu na siłę. Bo regulamin jest przede wszystkim od tego żeby w możliwie jak najbardziej sprawiedliwy sposób wyłonić mistrza Polski. Uatrakcyjnianie regulaminu na siłę przez ludzi, którzy formatują go w mechanizm mający mnóstwo dziur musi skończyć się farsą. 

Śmieją się z niej zagranicą. Jak choćby trener Radoslav Latal, który po meczu Piasta z Jagiellonią "reformę" nazwał katastrofą. To wprowadzenie "reformy" i zaistnienie "systemu" daje możliwość kompromitacji aż na taką skalę!

Nikt na świecie nie będzie teraz dyskutował o naszym Narodowym Modelu Gry. Za górami i morzami właśnie dławią się na wieść o naszym Narodowym Modelu Organizacji. Lepszych krawaciarzy-myślicieli niż u nas nie ma na całym świecie. Oni byli, są i będą zadowoleni. Do tego są tak zadufani, że byliby zdziwieni gdyby zwykli ludzie mogliby mieć do nich pretensje o to co się stało. Zdziwiliby się gdyby ktoś mógłby spytać czyja to wina, że polska ekstraklasa jest jedyną na świecie, w której po zakończeniu wszystkich meczów nie do końca wiadomo jaka jest kolejność.

PS milcząco protestuje.

22:12, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 204