poniedziałek, 20 maja 2013
Zapisz to!

Kiedyś często zastanawiałem się czy trenerzy następnego dnia po meczu biorą zawodników na pogadankę i wytykają im błędy. Ale nie tak ogólnie, tylko konkretnie - "ty zawaliłeś to, ty to, a ty tamto!" Wydawało mi się, że to trudne spamiętać wszystko, w efekcie szkoleniowiec może poruszać pewnie tylko najważniejsze sprawy, które zapamiętał.

Jest przecież jednak na to prościuteńki sposób. Wystarczy zapisywać. Albo kazać zapisywać. Adam Nawałka to perfekcjonista:) Okazuje się, że na meczach Górnika Zabrze wszystko jest mane-tekel-fares. Udowadnia to ten filmik:

Tajemnicza ręka zajmująca się mane-tekel-faresowaniem ("zapisz Marcin, zapisz") należy do Marcina Prasoła, analityka w sztabie trenerskim.

Tym sposobem trener Nawałka zawsze wyłoży zawodnikom kawę na ławę. Nic nie zostanie odpuszczone. Czadoblogowi wydaje się, że po meczu Górnika z zespołem mającym aktualnie siedzibę na Konwiktorskiej Marcinowi Prasołowi mogło zabraknąć brulionu...

Zauważcie - narzekamy na grę Górnika wiosną, ale wystarczy, że poprawi lokatę w tabeli tylko o jedną pozycję a będzie to najlepszy ligowy sezon zabrzan od 18 lat!

PS Zauważyliście, że trener Nawałka podczas meczów często powtarza słowo ''faken"?:)))) Interpretacja Czadobloga jest taka, że szkoleniowiec Górnika lubi francuski rap. Oto Faken i jego "Istota życia";)

PS1 W trakcie tego nieszczęsnego ostatniego meczu Górnika przyglądałem się nowym trybunom. Wyglądają imponująco, od strony kościoła Św. Józefa widać już jak będą fantastycznie opakowane.

Od dawna wiadomo było, że powstaną trzy trybuny, a czwarta jest melodią przyszłości. Szybko nabrałem przekonania, że melodią bliżej niezidentyfikowanej przyszłości. Teraz nadszedł chyba moment, że słowo ''niezidentyfikowana" jest bardziej kluczowa niż "przyszłość"... Czuję wręcz namacalnie, że robocza nazwa zabrzańskiego stadionu "3+1" może obowiązywać lata. To znaczy, że czwarta - ta najważniejsza trybuna - może powstać akurat na trzydziesty tytuł mistrza Polski Górnika. Przeczytajcie ten wywiad. Czyż to nie jest delikatne przyzwyczajanie publiki do stadionu z trzema trybunami? Oczywiście, że tak! "Stadiony z trzema trybunami też mają swój urok"... Trzeba będzie przyjrzeć się różnicy między urokiem stadionu z czterema trybunami i urokiem stadionu z trzema trybunami":)

Jeśli stara przedpolska trybuna na stadionie Górnika zostanie to nasuwa się pytanie - gdzie będą przebierać się piłkarze? gdzie będą siedzieć VIP-y? I czy będzie na niej siedzieć ktokolwiek poza pismakami?;)

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 18 maja 2013
Prezent komunijny

Myślałem, że po paści jaką wczoraj zaserwował nam Ruch Chorzów już nic gorszego śląskiej piłce w weekend się nie przydarzy. Jednak na to co zagrał dziś Górnik Zabrze - szkoda słów. Napiszę więc jedynie, że gdyby nie Łukasz Skorupski mogło być 0:8. Bramkarz Górnika napatrzył się chyba na popisy Thibauta Courtoisa* w trakcie finału Pucharu Króla. Sposób w jaki wybronił piłkę po strzale Tomasza Hołoty w 44 minucie zasługuje na pianie. Pianie z zachwytu. Ale piania nie ma, bo skończyło się 0:4...

W drużynie gości najbardziej podobał mi się Miłosz Przybecki, który ma niezwykły odpał. Po meczu pytałem go co zamierza po tym sezonie. Przydałby się w Górniku, zresztą Górnik go kiedyś chciał - tyle, że do akcji wkroczył akurat Józef Bob Budowniczy i w efekcie chłopak przeniósł sie do Warszawy. Przybecki odparł, że ma jeszcze rok kontraktu. Na pewno nie może więc mówić, że odejdzie...

Szkoda, moim zdaniem do Górnika pasowałby idealnie. Jako chyżonogi skrzydłowy bez ważnego kontraktu... 

PS Przed meczem Górnika byłem w Bytomiu na spotkaniu Polonii z Wartą Poznań. Dwie wspaniałe firmy, ale stawka niewspaniała... Pierwszego gola dla Polonii widziałem... zza bramki Warty. Byłem w tym momencie na murawie, bo właśnie kręcony jest film dokumentalny o Polonii. Opowiadałem na murawie o meczu Polonii z Wartą z 1948 roku, a tu bach... gol dla gospodarzy. Polonia ma niezwykłą serię - pięć meczów bez porażki. Szkoda, że to nic już w tym sezonie bytomskiej ekipie nie pomoże...

PS1 Jutro mój chrześniak ma pierwszą komunię świętą. Co tu dać mu na prezent? Nie. Nie będzie to żaden quad. Nie będzie to żaden laptop. Mam gdzieś co ludzie powiedzą. Chłopak dostanie ode mnie prawdziwą... bramkę do gry w piłkę nożną. Ustawią mu ją w ogrodzie. Sondowałem u jego mamy - powinien się ucieszyć:) A na dokładkę prawdziwe rękawice bramkarskie. Nie takie jak za moich czasów - zwędzone woźnemu z kotłowni...

* Fajnie by było gdyby raz na rok Walonowie rozgrywali mecz towarzyski z Flamandami. Jak sądzicie - kto miałby silniejszy skład? Kto by częściej wygrywał? No i w której jedenastce graliby potomkowie przybyszów z Zairu (na przykład Romelu Lukaku?:)

UPDATE Omega pacnęła mnie wskazówką, wstydzę się.

A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. 

piątek, 17 maja 2013
Stali i patrzyli

Trochę na własne życzenie zrobiło się na Cichej dramatycznie. Dzisiejszy przegrany 2:3 mecz z Pogonią Szczecin miał momenty wstrząsające. Nie będę jeszcze wskazywał na czarne chmury, na to jest chyba jeszcze czas, nie będę przytaczał opinii różnych ludzi w różny sposób związanych z klubem. Trzeba zacisnąć zęby i pięści. Przecież wszystko jest jeszcze do uratowania. Wolę więc skupić się na rozpisaniu dla piłkarzy Ruchu planu treningów na najbliższy tydzień.

Oczywiście w ogóle nie znam się na metodyce i metodologii treningu, ale gdybym się znał - najpierw podzieliłbym zespół na dwie grupy. Zawodników usposobionych ofensywnie zostawiłbym asystentowi. Niech jadą dotychczasowym rytmem, w końcu w ostatnich trzech meczach strzelili siedem goli, to nie jest zły wynik.

Skupiłbym się za to na zawodnikach usposobionych defensywnie. Rzadko można widzieć w najwyższej klasie rozgrywkowej bramki tracone w tak skandaliczny sposób jak w meczu z Pogonią. W decydujących momentach oni stali i patrzyli. Tylko stali i tylko patrzyli. Kto krył kogo? - Traciliśmy bramki, jakich na tym poziomie nie powinniśmy tracić - przyznał trener Jacek Zieliński. - Gubimy krycie przy stałych fragmentach - przyznał Łukasz Janoszka. - Nie rozumiem jak można tracić takie bramki. Musimy chyba inaczej trenować - przyznał Pavel Sultes.

No właśnie. Inaczej trenować.

Moja propozycja dla zawodników na najbliższy tydzień jest następująca:

w weekend piłkarze informują żony i dziewczyny, że w najbliższym czasie nie będą się widywać. A potem: 

godz. 8.00 - 10.00: trening tradycyjny, może być wspólny z zawodnikami innych formacji;

godz. 10.30 - 12.30: sesja filmowa. Analiza sposobu gry obronnej najsilniejszych klubów świata - zwłaszcza krycia;

godz. 13.00 - 13.30: wspólny obiad;

godz. 13.45 - 14.45: indywidualne rozmowy z trenerem (dwóch obrońców dziennie, po pół godzinie; pozostali czekają w szatni głośno i miarowo powtarzają wspólnie jedno słowo: "krycie"."Krycie". "Krycie". Któryś z nich może wybijać rytm na bębnie;

godz. 15.00 - 17.00: trening specjalistyczny, poświęcony tylko i wyłącznie kryciu. Z dnia na dzień coraz więcej czasu poświęconego specyfice ofensywnej gry najbliższego rywala i ustalenie kto za kogo odpowiada;

godz. 17.30 - 20.00 - czas wolny. Trener wyznacza pary. Napastnik może iść gdzie chce - do sklepu, do biblioteki, do zoo z synem. Wyznaczony obrońca towarzyszy mu bez przerwy w KAŻDYM, nawet najbardziej niedogodnym miejscu. Co kwadrans mówi na głos: "krycie". Samodyscyplina jest ważna, ale i tak wszystko jest kontrolowane przez wyznaczone osoby.

W tym czasie piłkarze jedzą dwójkami kolację (najlepiej około 18). Dla higieny psychicznej pary zmieniają się co 24 godziny;

godz. 20.00 - wspólna odprawa na Cichej, podsumowanie dnia przez trenera. Potem rozmowy, wskazówki, wzajemne pokrzepianie się na duchu;

godz. 20.30 - pacierz i sen. Zawodnicy nie opuszczają Cichej. Do czwartku śpią na specjalnie przygotowanych siennikach w klubowej kawiarence. Ostatnia noc przed meczem w bardzo dobrym hotelu, w wygodnych pokojach. Piłkarze powinni bardzo dużo spać.

Sposób trenowania weryfikowałby wynik kolejnego meczu. W razie zwycięstwa mógłby zostać zarzucony, bo wydaje się, że jedno zwycięstwo może wystarczyć Ruchowi do utrzymania. W razie braku zwycięstwa, reżim treningowy mógłby być kontynuowany.

Przypomnę, że piłkarze Ruchu mają jeszcze do rozegrania trzy mecze: z Wisłą na wyjeździe, z Legią u siebie i z Jagiellonią na wyjeździe. W całym tym obecnym smutku warto sobie uświadomić, że ciągle WSZYSTKO ZALEŻY OD NICH.  Jeśli wygrają wszystko do końca na sto procent utrzymają się w ekstraklasie.

A jeśli nie? To zupełnie inna historia. Wolalbym jej na razie nie rozwijać.

PS Omega też nie. 

czwartek, 16 maja 2013
Panie, nie kupuj pan tej szczotki

Jeszcze krótko o Europejskim Kongresie Gospodarczym, który zakończył się w Katowicach. Zaskoczył mnie jeden z panelistów Piotr Wieczorek. To wiceprezydent Gliwic, który w latach 2001-2004 był prezesem Piasta.

Z jednej strony Wieczorek mówił tak: - Nie sprofesjonalizowaliśmy zarządów, nie wypleniliśmy "działaczostwa". Jest wielu, którzy nic nie potrafią. Nikt nie chce trzymać się zasady ''przychody=koszty"...

Z drugiej strony mówił tak: - Sytuacja polskiej piłki jest beznadziejna. Wydawało się, że dzięki Euro 2012 będzie jakiś impuls, a nie było. W obecnej sytuacji piłka bez samorządów nie ma żadnych szans.

Te słowa oczywiście są ważkie i dające do myślenia. Ale w jednym momencie wiceprezydentowi wyrwała się moim zdaniem opinia, która akurat jemu wyrwać się nie powinna - zwłaszcza publicznie. Otóż zdaniem Piotra Wieczorka polska piłka to nie jest produkt.

Zdaniem Czadobloga taki tekst w takim momencie i w takim miejscu do takiego gremium to duże faux pas. Za coś takiego moim zdaniem prezydent Gliwic, jako szef głównego udziałowca klubu, powinien ostro przywołać wiceprezydenta do porządku. Przecież publiczne głoszenie takich sądów to działanie na szkodę własnej spółki, mylę się?

No bo jeśli polska piłka nie jest produktem to czy Piast Gliwice, który ją wydatnie współtworzy jest produktem? A wydaje mi się, że miasto chciałoby aby klub był atrakcyjną propozycją dla jego mieszkańców. Produktem właśnie.

To tak jakbym w sklepie chciał kupić szczotkę, a sprzedawca powiedział mi: "Mogę panu sprzedać, ale szczerze radzę: nie kupuj pan tej szczotki. Moim zdaniem źle zamiata".

W momencie kiedy wiceprezydent Wieczorek mówił te nieszczęsne  słowa tuż obok niego siedział Julien Verley, prezes nc+. Jeśli Piotr Wieczorek będzie powtarzał, że polska piłka nie jest produktem to Francuz może to sobie jeszcze wziąć do serca. I wykorzystać w kolejnych negocjacjach...

Oczywiście Julien Verley nie jest idiotą. Bez opinii wiceprezydenta Gliwic wie, że polska piłka nie jest akurat czymś najbardziej pożądanym na świecie i że to jego stacja w dużej mierze czyni ją znośną do oglądania. Jest tam przecież grono licznych fachowców, którzy nawet beznadziejne meczysko zapakują w odpowiedni papierek i da to się oglądać. W tym nie ma oczywiście nic złego. Klienci, tacy jak Czadoblog, wiedzą co jest miąższem a co papierkiem, ale... i tak chcą ten produkt.

Mnie jako kibicowi polskiej piłki oczywiście tak naprawdę obojętne jest co o jej poziomie sądzą inni. Wolałbym oczywiście żeby jej poziom był wyższy (ba, znacznie wyższy), ale najważniejsze dla mnie jest jednak coś innego. Najważniejsze jest że mogę oglądać naszą ligę w telewizji, bo człowiek nie jest w stanie wszędzie pojechać żeby zobaczyć.

Dla Czadobloga polska piłka oczywiście jest produktem. Produkt jest przecież produktem chyba wtedy kiedy udaje się go sprzedać, to chyba najprostsza definicja. A paru kupujących jednak się znalazło, choćby Czadoblog. On zawsze zmieni telewizję na taką, która będzie polski futbol pokazywać.

PS A poza tym Omega powinna wrócić i oglądać polską ligę.

środa, 15 maja 2013
Będzie wojna

W Katowicach odbywa się Europejski Kongres Gospodarczy więc się kulnąłem. Pełno gości z całego świata, ja przysłuchiwałem się panelowi "Piłka nożna, biznes, gospodarka" (wcześniej było, cholera, wiele i ciekawie o Afryce, ale nie dałem rady). Przed rozpoczęciem dyskusji zapoznałem się z Bogusławem Leśnodorskim, prezesem Legii Warszawa, który w tym panelu uczestniczył (to miłe, że szef wielkiego stołecznego klubu kojarzy malutkiego lokalnego górnośląskiego Czadobloga).

Leśnodorski maluje mi się jako postać barwna, rubaszna (taki pewnie był Kazimierz Kutz za młodych lat), bardzo pewna siebie, z silną osobowością. Pewnie da się lubić. Bardzo możliwe, że zetknęliście się z tym nazwiskiem wcześniej, bo jego dziadek, profesor prawa, współnapisał podręcznik, z którego mogliście kuć do egzaminu na studiach. Junior to rekin o kapitalistycznym, wolnorynkowym zacięciu. To zacięcie może sprawić, że jeśli będzie rządził Legią dłużej - wojna domowa w polskiej piłce będzie nieunikniona.

O co chodzi? Prezes Leśnodorski chce silnej Legii i uważa, że spółka Ekstraklasa daje jej za mało w ścisłym znaczeniu tego słowa. Podczas panelu udowodnił, że piłkę rozumie jako biznes w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie akceptuje powodów dla których silni muszą wspierać słabych. "Ekstraklasa to interes i nie widzę powodu dla których Legia miałaby się dokładać do mniejszych klubów."

Jego zdaniem holowanie słabszych powoduje, że niektórym nie zależy już żeby się starać tylko żeby nic nie robić. A dla słabych klubów ma radę. - Powinny mierzyć siły na możliwości, a nie trzykrotnie przepłacać swoich zawodników, nie wydawać na pensje więcej niż mogą. Traktujmy się rynkowo. Nie mówię, że już od jutra, ale... traktujmy się rynkowo - powtarza.

A co jeśli nie będziemy traktować się rynkowo? Na razie nie ma tematu, ale Legii umowa ze spółką Ekstraklasy nie obowiązuje przez najbliższe dwieście lat. Jeśli podział pieniędzy nadal będzie niekorzystny dla Legii, będzie chciała wyjść ze spółki Ekstraklasa.

Czadoblog docenia przebojowość Bogusława Leśnodorskiego, choć widzi w rozumowaniu prezesa Legii pewne minusy. Oczywiście zawsze byłem przeciwnikiem zasady "wszystkim po równo", ale prezes Legii jest przeciwnikiem zasady "wszystkim nie po równo". On jest bowiem zwolennikiem zasady "wszystkim jeszcze bardziej nie po równo":) Chciałby chyba żeby Legia z podziału praw telewizyjnych zbierała tyle kasy w Polsce co Real albo Barcelona w Hiszpanii. Bo jak nie to jest już plan powołania klubowej telewizji.

Legia ma mocarstwowe plany, ale Czadoblog pragnie przypomnieć, że bez słabszych klubów mocarstwo przestaje być mocarstwem, no bo względem kogo miałoby nim być. Chyba zrozumieli to w Bayernie Monachium. Kiedy 10 lat temu Borussia Dortmund robiła bokami i mogła nawet wyciągnąć kopyta Bayern pożyczył jej od ręki dwa miliony Euro. "Oddacie jak będziecie mieli"...

Czy wyjście ze spółki Ekstraklasa mogłoby oznaczać dla Legii wyjście z ekstraklasy? Oczywiście, że nie. ŻADEN klub z ambicjami nie ma racji bytu poza rodzimą ligą. Ciekawy jestem czy Bogusława Leśnodorskiego zmieni futbolowa rzeczywistość. Jeśli nie - powtarzam: może zdarzyć się kolejna futbolowa wojna w Polsce. To byłaby ciekawa wojna. Bo kiedy by się zakończyła - polska piłka nożna już nigdy nie byłaby taka sama.

PS W trakcie takich kongresów tak naprawdę interesy załatwia się - albo się je wręcz wymyśla - wieczorami w sympatyczniejszych okolicznościach przyrody. Podejrzewam, ze prezes Leśnodorski też może opuszczać Górny Śląsk zadowolony.

PS1 W Monopolu - gdzie odbył się panel - mają naprawdę dobre żarcie. Jan Kiepura wiedział co robi. Właśnie tutaj 77 lat temu wyprawił weselisko. 

PS2 Pogadałem krótko z jednym z panelistów Marcinem Stolarzem. Kiedyś pracował przy zgłoszeniu Stadionu Śląskiego do Euro teraz pracuje na Stadionie Narodowym w Warszawie. Nie wiedziałem, że warszawski stadion jest otwierany już o godz. 5 rano. Można pobiegać albo poćwiczyć tai-chi. Super:)

PS3 Rozmawiałem z prezesem Legii jeszcze o tych nieszczęsnych biletach podczas meczu z Górnikiem. Leśnodorski do teraz jest zdziwiony, że tak to się potoczyło. Dziwi się Górnikowi, bo twierdzi, że umawiał się przecież z zabrzańskim klubem na pokrycie kosztów za bilety tych, którzy weszli.

PS4 A poza tym Omega powinna wrócić.

wtorek, 14 maja 2013
Łukasz Mazur został przestępcą

Pamiętacie byłego prezesa Górnika Zabrze? Nie przypominam sobie by w ostatnim pięcioleciu którykolwiek szef śląskiego klubu wzbudzał takie emocje, tak bardzo mieszane uczucia. Oczywiście można Łukasza Mazura lubić albo nie lubić (ja akurat lubię), faktem jest jednak, że trudno było wobec niego pozostawać obojętnym.

Ostatnio jakoś zniknął, nie dostrzegałem go na meczach Górnika. Okazuje się jednak, że żyje i ma się całkiem dobrze. Ale oprócz tego, że ma się całkiem dobrze, że pojawiły się powody dla których na świat patrzy całkiem inaczej, został właśnie zewidencjonowanym przestępcą - przesądza o tym wyrok sądu Rzeczpospolitej Polskiej.

Brzmi groźnie a jeśli przyjrzeć się szczegółom sprawy można się zdziwić. Otóż Mazur, jeszcze jako prezes, organizował kiedyś na stadionie Górnika różne zabawy dla fanów. Jedną z nich było rozrzucanie piłek wśród kibiców. Sąd uznał to za rodzaj loterii a w majestacie prawa loteria to nie jest przecież takie zwykłe fiku-miku...

Zgodnie z przepisami każdy kto chce zorganizować loterię musi złożyć wniosek. Musi uzyskać zezwolenie odpowiedniego urzędnika, który odpowiada za obszar na którym te hocki-klocki mają zamiar się odbyć.

W tym przypadku takiego wniosku nie było a Mazur nawet nie wiedział, że zainteresowały się nim tzw. organy. Wszelka urzędowa poczta w tym temacie przychodziła na adres Górnika jednak Mazur w międzyczasie przestał być już prezesem. Tymczasem nikt mu tych pism nie przekazał.

W efekcie sąd skazał go zaocznie, dawny prezes stał się pełnowartościowym przestępcą z wyrokiem karnym. I tak może być zadowolony: za urządzanie loterii z naruszeniem prawa, bez odpowiednich dokumentów można przecież posiedzieć w kiciu nawet trzy lata!

Przykre... Chodzi mi o to, że obecna klubowa władza zawsze powinna dostrzegać poprzednią nawet jeśli się z nią nie kocha lub jej nie uważa. Przecież tak czy inaczej wszyscy przechodzą do klubowej historii. Nie żyjemy w czasach Cesarstwa Rzymskiego kiedy nazajutrz po śmierci imperatora z rozkazu następcy przewracano jego pomniki i usuwano inskrypcje na jego cześć. 

Łukasz Mazur jako prezes Górnika przeszedł do historii klubu i już nikt mu tego nie może zabrać. Dobry obyczaj kazałby go w jakiś sposób dostrzegać. Na przykład przekazywać mu pocztę. Albo nawet wysyłać zaproszenia na mecze.

Właśnie tak uważam: tak jak kiedyś nie mogłem uwierzyć, że Andrzej Potocki nie dostał zaproszenia na pierwszy mecz Piasta w ekstraklasie, tak nie mogę uwierzyć, że na mecze Górnika nie zaprasza się teraz Łukasza Mazura. Tak jak nie mógłbym uwierzyć gdyby jakiś następny prezes Górnika nie wysyłał zaproszeń do obecnego - nawet gdyby był z nim skonfliktowany. Arturowi Jankowskiemu również należą się zaproszenia na mecze Górnika już do końca życia.

Historia jest jaka jest i nic tego nie zmieni. Moim zdaniem każdy prezes, któremu prawo nie udowodniło, że działał na szkodę własnego klubu powinien być zapraszany na mecze przez swoich następców. Wydaje mi się, że właśnie tego wymaga dobry obyczaj. 

PS Tak się składa, że Maciek Blaut zrobił właśnie bardzo ciekawy wywiad akurat z Arturem Jankowskim. "Chcemy europejskich pucharów. To zresztą po prostu niemożliwe, aby zawodnicy tego nie chcieli, bo to dla nich szansa na otrzymanie dodatkowych, bardzo wysokich premii. Docierają do nas także plotki o tym, że jakiś piłkarz czy piłkarze mieliby obstawiać wyniki u bukmacherów. Przecież to nieprawdopodobne, żeby jakiś zawodnik pokazał się w zakładzie bukmacherskim albo wysłał tam kogoś z rodziny. Choćby i dlatego, że teraz spokojnie można zrobić to w internecie. Żadnych doniesień nie bagatelizujemy, więc przez policję i prokuraturę będziemy chcieli sprawdzić informacje, które pojawiają się na forach internetowych. Jeśli się okaże, że to kłamstwo, to nie puścimy tego płazem."

Zdecydowanie więcej - TUTAJ.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. Wrócić i zobaczyć następcę Arkadiusza Piecha. Prezes Dariusz Smagorowicz już namaścił kandydata. Nie jest to oczywiście Maciej Jankowski...

poniedziałek, 13 maja 2013
Dwie śląskie ekipy w pucharach?

Górnik Zabrze zakończył ligową kolejkę meczem w Lubinie. Zakończył z przytupem. To był pierwszy wyjazdowy przytup od grudnia.

Co mi się podobało:

a) zaciętość wytaplana w zaciekłości prezentowana dziś przez zabrzan. Czy to naprawdę była ta sama drużyna, która przegrała ostatnio z Bełchatowem w kompromitujący sposób? Nie! To był wreszcie Górnik zacięto-zaciekły, drapiący pazurami, wściekły po prostu. Wściekły przez ostatnie fatalne wyniki. Ewidentnie ktoś piłkarzom musiał wejść na ambit. Oni sami? Trener? A może... Piast?

b) wejście smoka (bezpośrednio wynikające z punktu a). Kiedy Górnik ostatni raz już po niespełna dwudziestu minutach prowadził na wyjeździe dwoma bramkami, ktoś przypomni?

c) gole piłkarzy o których mówiło się, że dają drużynie mniej niżby mogli albo w ogóle nie dają. Takie momenty bardzo wzmacniają psychicznie. To może się jeszcze Górnikowi przydać w tym sezonie, bo zawsze lepiej mieć piłkarzy w formie niż bez formy;)

Co mi się nie podobało:

a) że sędzia Hubert Siejewicz po niespełna miesiącu znowu krzywdzi Górnika.

"Po obejrzeniu zapisu wideo jako szef zespołu sędziowskiego z przykrością stwierdzam, że popełniłem błędy. Firmuję to swoim nazwiskiem i wypada tylko przeprosić zespół Górnika Zabrze. Została uznana nieprawidłowo zdobyta bramka dla Zagłębia Lubin".

Oświadczenia podobnej treści nie doczekaliśmy się po meczu Korony Kielce z Górnikiem Zabrze w zeszłym miesiącu. Wcześniej Siejewicz tymi słowy przepraszał Wisłę Kraków, bo wypaczył wynik meczu z Legią. Oczywiście teraz przeprosin się już nie spodziewam, ale przyznacie, że krzywdzenie jednego zespołu dwa razy w krótkim okresie to przesada, co?

                                                                 %

A może by tak dwie śląskie drużyny w pucharach?  A co - nie należy nam się? To całkiem możliwe - mistrza robi zespół z Bułgarskiej, puchar dla Legii, a z ekstraklasy do Ligi Europejskiej weszłyby Górnik i Piast. Chcielibyście?

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

Pan Dwa

Złe wieści. Już nie zdarzy się nic aż do końca*.

7., 11., 11., 13., 16., 16., 16., 18., 18., 25., 25., 27., 28., 29., 31., 39., 40., 43., 44., 47., 48., 50., 52., 56., 57., 57., 57., 58., 58., 60., 60., 61., 61., 67., 70., 71., 73., 73., 74., 76., 77., 78., 80., 88., 88., 89.

11 x 1

14 x 2**

1 x 3

1 x 4

... ugć - ugć - ugć - ugć - ugć...

PS Możecie porównać to do zeszłego sezonu. Podobieństwa: jak zwykle musi zatrybić. Różnice: stał się, jeśli można tak powiedzieć, bardziej nieregularny czyli są większe momenty "przestojów''***

PS1 Kiedy Omega była malutka widziała kogoś takiego.

*spox, oczywiście tylko tego sezonu;

** zdumiewające i chyba jedyne w swoim rodzaju. Zauważyliście, że druga pozycja w słupku występowała częściej niż pierwsza?!

*** bardzo proszę żeby w polskiej lidze za mojego życia zdarzył się choć jeden człowiek z takimi ''przestojami''...

niedziela, 12 maja 2013
Europa panie, Europa

Po dzisiejszym meczu Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław wiem jedno: by spotkanie zyskało miano niezwykłego, musi być spełnione kilka warunków. Każdy ma własne warunki*, poniżej moje.

Stawka: była. Czwarta drużyna w tabeli podejmowała trzecią drużynę w tabeli. Wniosek z tego, że przy takim meczu nie ma innego wyjścia: trzeba myśleć o europejskich pucharach;

Niespodziewane zwroty akcji: były. 0:1, 1:1, 2:1, 2:2, 3:2. Dodatkowo zwycięską bramkę zdobył zespół grający w osłabieniu (patrz czerwona kartka);

Czerwona kartka: była. Paweł Oleksy dostał ją słusznie. Na szczęście wcześniej strzelił, a potem słyszał, że strzelają;)

Rozstrzygająca bramka w doliczonym czasie gry: była. W 94 minucie.

Piękne gole: były. Uwielbiam takie wsadzane pod poprzeczkę, że bramkarz nawet jęknąć nie może. W Gliwicach mieliśmy dwa takie**...

Rzuty karne: były. Aż dwa. Oba wbite.

Niezwykły rajd: był. Zanim padł ostatni gol Pavol Cicman szedł jak po sznurku po linii końcowej. Niecodzienność;)

Niespełniony bohater: był. Nawet dwóch. Do tego niespełnionych inaczej. Robak marnujący, ale zwycięski oraz Stevanović - znienacka odblokowany i wreszcie strzelający, ale przegrany.

Niespodziewany bohater: był. To jest niesamowite. Jak często zdarza się, że człowiek wchodzi na boisko w doliczonym czasie gry i staje się bohaterem chwili, bohaterem kolejki, bohaterem klubu, bohaterem miasta? 19-letni Radosław Murawski będzie pamiętał ten dzień do końca życia.

Kontrowersja: była. Gol z karnego dla Piasta padł po sytuacji w której nie wszyscy dopatrzyli się karnego. Oleksy upadł sam czy ktoś mu pomógł? Cokolwiek nie napiszę na ten temat - będzie to kontrowersyjne:) 

Wniosek? Mecz Piasta ze Śląskiem spełnia wszystkie warunki i może pełnoprawnie nosić miano NIEZWYKŁEGO. Europa panie, Europa...

Europa coraz bliżej Gliwic.

Jest tylko jeden minus. Publika. Jak to możliwe, że mając u siebie tak ważny mecz o którym było wiadomo nie od dziś na stadion przychodzi tylko 6500 kibiców. Wy, którzy zostaliście w domach: powinniście się wstydzić. Mam nadzieję, że jak na Okrzei zjedzie w Lidze Europejskiej taki Arsenal Londyn - będzie jednak komplet!

PS Mecz Ruchu Chorzów z Lechią Gdańsk też zasługuje na miano niezwykłego. Ale jestem przekonany, że jeśli Omega wróci - Ruch nie będzie tracić dwóch bramek w doliczonym czasie gry:(

Omega Omegą, ale czy zobaczymy jeszcze kiedyś na boisku Marcina Baszczyńskiego? Rokowania są niewesołe...

*Przeczytajcie "Futbol jest okrutny", będziecie wiedzieć o co chodzi.

** to nic, że jeden z karnego. I tak ładny:)

piątek, 10 maja 2013
Carrick

"W pewne niedzielne popołudnie leżeliśmy na kanapie, oboje pogrążeni we własnych myślach. Dopiero co zjedliśmy risotto z fenkułem, w pobliżu stała butelka wina, z radia dobiegał kojący głos Marcina Kydryńskiego. Błogość w nas była, błogość i rozleniwienie. Żadne z nas długo nic nie mówiło, aż w końcu usłyszałem swój własny głos, przerywający tę czarowną chwilę. "Carrick" - powiedziałem."

To jeden z najlepszych fragmentów o istocie kibicowania jaki przeczytałem. Nas nie da się zmienić, naprawić, przerobić. My, fani, tacy jesteśmy. Będziemy się starać, ale zawsze w najmniej odpowiedniej chwili (ewentualnie najbardziej zaskakującej) powiemy: "Carrick".

Dziś rano wioząc Czadoblożka do szkoły nie myślałem oczywiście - jak chciałaby zapewne Czadoblogowa - o pewnym zepsutym urządzeniu w pomieszczeniu gospodarczym, ale o tym co by się stało w 1998 roku gdyby El Diego prowadził się jak Javier Zanetti. Wyszło mi oczywiście, że Francja nie zdobyłaby wtedy mistrzostwa świata:)   

Przytoczony na wstępie fragment pochodzi z nowiutkiej książki tego oto blogera, która ukazała się bodaj trzy dni temu.

Często jest tak, że bardzo podoba nam się treść, ale niekoniecznie forma. Często jest tak, że doceniamy formę, ale zjełczała treść rośnie nam w ustach.

Tym razem tak nie jest. Istotę swej fascynacji analizuje bowiem facet, który zawodowo zajmuje się przywracaniem formy tekstu do pionu, a jeśli dodam, że o treść naprawdę nie trzeba się martwić - wyjdzie nam, wyrażę to najprościej jak się da, "znakomita książka o piłce nożnej".

Czyta się świetnie i lekko, ale nie opowiem Wam o czym to, bo wpis ma ograniczoną pojemność:) W każdym razie - serdecznie polecam.

PS Jeśli za rzecz chciałyby się zabrać kobiety, pragnące choć trochę lepiej zrozumieć o co chodzi facetom z tym futbolem - polecam grę wstępną. Nie bierzcie się od razu za "Futbol jest okrutny", bo odpadniecie. Najpierw trzeba wprowadzić się w odpowiedni nastrój - weźcie dzień urlopu, otwórzcie butelkę i przeczytajcie "Futbolową gorączkę" Nicka Hornby'ego, która idealnie wprowadzi Was w odpowiedni nastrój. Dopiero potem otwórzcie drugą i zagłębcie się w opowieści Michała Okońskiego. Wtedy powinno bardziej smakować.

W każdym razie życzę Wam, drogie koleżanki, żebyście - kiedy po lekturze Okońskiego zaczniecie rozmyślać o kolanie Mabbutta - czuły się wtedy jak kibice Coventry, a nie jak kibice Tottenhamu. Będzie Wam prościej w życiu.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. Po lekturze o okrucieństwach futbolu jestem tego jeszcze bardziej pewien niż przedtem.

10:20, pavelczado , Książki
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 148