niedziela, 05 lipca 2015
Argentynie do spełnienia brakuje już tylko jednego

Na początek wyrazy uznania dla Chile. W tej chwili chyba nikt inny na świecie nie potrafi w aż takim stopniu przełożyć zajadłości w atut piłkarski. Wszyscy Latynosi są w tym niedościgłymi mistrzami, ale Chilijczykom należy się już wręcz profesura.

Jako kibic Argentyny ogólnie jestem zadowolony z postawy tej drużyny na Copa America. Owszem, jestem rozczarowany, że się nie udało wygrać, ale nie można mieć wszystkiego. Ogólnie całość zmierza jednak, uważam, w dobrym kierunku.

Ta machina piłkarsko jest znakomita, pomyślano o wszystkim. Wszystkim z wyjątkiem jednego. Argentynie brakuje już tylko człowieka z ładunkiem wybuchowym założonym pod reprezentacyjnym trykotem. Nie będzie łatwo takiego znaleźć, ale to obecnie najważniejsze zadanie dla sztabu trenerskiego.

O co chodzi? Argentyńczycy z zimną krwią i rozmysłem muszą wyszukać zawodnika (lub nawet kilku) do zadań specjalnych i być może poświęcić kilka ważnych punktów w ważnych meczach. Ale cel jest tego warty: mistrzostwo świata w Rosji.

Chodzi o ochronę Leo Messiego. Jeszcze wielokrotnie zdarzy się bowiem sędzia, który co prawda będzie ostentacyjnie wykonywał znak krzyża przed każdą połówką, ale którego ewidentnie Bóg nie będzie w trakcie meczu prowadził. Tak jak tego kolumbijskiego nieudacznika z finału w Santiago.

Moim zdaniem Chile po faulach na Messim powinno być zdekompletowane już w pierwszej połowie. Powinno grać nawet nie w dziesięciu a w dziewięciu. Niezmienne podziwiam w Messim nie tylko umiejętności, ale niezwykłą odporność. Jak to możliwe, że wstaje za każdym razem?! Niesamowite...

Kiedyś może jednak nie wstać. Dlatego trzeba zastanowić się jak nie dopuszczać do tego rodzaju sytuacji. Tak jest już ten świat urządzony, że każdy orze jak może. Argentyna też powinna zacząć orać, bo na arbitrów nie ma co liczyć.

Uważam, że jedynym wyjściem w obecnej sytuacji jest znalezienie i wyszkolenie w kadrze "Albicelestes" człowieka, który odpali detonator. Chodzi o to żeby każdemu rywalowi, który brutalnie sfauluje Messiego a od razu nie dostanie czerwonej kartki - natychmiast, w ciągu kilkudziesięciu sekund, oddać z nawiązką. Z nawiązką czyli tak żeby już nie wstał. Czasy niestety takie, że nie da się inaczej.

Chodzi o to żeby Gary Medel po następnym kopnięciu w brzuch Messiego nie miał poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Przecież on się z tego teraz śmieje. Chodzi więc o to żeby takiego kolesia następnym razem w ciągu minuty wysłać do szpitala na bardzo długo. Najlepiej w ciągu następnej minuty - po to żeby wiedział za co. To trzeba umieć zrobić. Być może (a raczej na pewno) trzeba będzie zaliczyć czerwoną kartkę i osłabić drużynę. Trudno. Człowiek od specjalnych poruczeń musi mieć świadomość, że zadanie może być samobójcze. Ale jeśli Medel nie będzie mógł zagrać przez rok - będzie warto. Bo po przeleżeniu przez niego kilkunastu miesięcy w pościeli o następnych Medeli będzie już trudno.

Żeby misja się powiodła - rozwiązanie musi być zastosowane ostentacyjnie - tak żeby przekaz był jasny dla wszystkich. "Nie zgadzamy się na to". Przeciwnik po brutalnym faulu musi bowiem wiedzieć co mu grozi jeśli sędzia się nie ulituje i nie pokaże w takiej sytuacji czerwonej kartki. Delikwent ma o tę czerwoną kartkę się modlić.

Mniej rozgarniętym zaznaczę wprost: nie nawołuję do brutalizacji gry. Wręcz przeciwnie! Wcale nie chodzi bowiem o to żeby argentyński komandos łamał na boisku kości. Chodzi o to żeby rywale wiedzieli, że może to zrobić w każdej chwili i że wszystko zależy tylko od nich. Kto nie brutalnie nie fauluje Messiego - ma gwarancję dogrania meczu do końca.

Jeśli Argentyńczycy zdecydują się na tego rodzaju rozwiązanie jestem spokojny o powodzenie misji. Akurat oni naprawdę potrafią brutalnie faulować. Teraz muszą tę umiejętność - jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - oddać na służbę fair play. Propozycja nowego hasła dla FIFA: "Futbol łączy cały świat: brutali da się eliminować tylko brutalnie".

Do następnego mundialu jeszcze trzy lata. Kiedy się zacznie wszyscy chętni MUSZĄ wiedzieć, że każde intencjonalne sfaulowanie Messiego zakończy się wizytą na oddziale intensywnej terapii.

PS Omega zaciska pięści. 

czwartek, 02 lipca 2015
Messi na Stadionie Śląskim. Chcielibyście?

Przyznaję, że na tę wiadomość czekałem z drżeniem serca. Stadion Śląski to najważniejsze miejsce dla polskiego futbolu. Właśnie tu tworzyła się jego legenda, właśnie tu zakochałem się w tym sporcie. W jego obronie jestem w stanie wściekle i bez pardonu kąsać.

Cztery lata temu miała miejsce pierwsza próba podnoszenia konstrukcji dachu. Nie wytrzymały nieszczęsne krokodyle (czyli elementy mocowania dachu), w efekcie modernizacja stanęła na długo. Wielu ludzi małej wiary zaczęło poddawać w wątpliwość jej sens. Gdyby trwająca od dwóch tygodni druga próba nie powiodła to naprawdę nie wiem co byłoby dalej. Bałem się.

Na szczęście operacja właśnie dziś zakończyła się sukcesem. Pacjent przeżył. O szczegółach przeczytacie TUTAJ.*

Władze województwa zaczynają więc z wyprzedzeniem planować harmonogram imprez, stadion ma zostać otwarty w drugim kwartale 2017 roku. Trochę zaskakuje mnie, że nie są pewne czy uda się ściągnąć reprezentację Polski. Że co?!

PZPN na pewno pomoże. Nie ma przecież Stadionu Śląskiego bez reprezentacji Polski i nie ma reprezentacji Polski bez Stadionu Śląskiego. To naczynia połączone.

Jest dużo czasu żeby powalczyć o mecze reprezentacji. Przeciwnik musi być godny. Z nieśmiałością, ale i z dużym wyprzedzeniem zaproponuję: na powtórne otwarcie Stadionu Śląskiego zaprośmy najlepszą drużynę świata.

Co prawda w międzyczasie minie idealny pretekst czyli czterdziesta rocznica poprzedniego starcia między tymi drużynami na Stadionie Śląskim (24 marca 1976 roku), w której debiutował w kadrze choćby Zbigniew Boniek, ale co tam. Wtedy przyjechali Kempes z Menottim i dwa lata później zdobyli mistrzostwo świata. Może teraz przyjadą Messi z Martino i powtórzą wyczyn?

Mecz z Argentyną w kwietniu albo maju 2017 roku byłby dla Górnego Śląska niezwykłym wydarzeniem. Świadczyłby o tym, że nasz region nie jest wykluczony z wielkiego futbolu.

Czego Państwu i sobie życzę.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

* możecie obejrzeć też najnowsze fotki. To będzie bardzo piękny obiekt. Już nie mogę się doczekać.

środa, 01 lipca 2015
Argentina Magna

...ugć - ugć - ugć - ugć - ugć...

Nie ukrywam: jako kibic Argentyny od lat czekałem na taki ich mecz o stawkę jak ten w nocy. Nie było łatwo. Wiadomo, że menottismo różni się od bilardismo, ale czasy dla mnie nastały tak ponure, że bilardismo można było traktować jak menottismo. Coś jak kryzys III wieku w Imperium Romanum.

Mecz z Paragwajem pozwala zmienić optykę.

Oczywiście wiem, że to tylko jeden mecz. Oczywiście wiem, że misja jeszcze nie zakończona, bo Copa America 2015, Copa America Centenario 2016 i mundial 2018 ciągle nie są wzięte.

Chodzi o to, że dotąd tylko mówiło się o rzekomej sile argentyńskiego walca (nie mylić z tangiem). Jednak dopiero teraz ten walec pokazał, że nie jest jedynie odbiciem naszych marzeń, maszynerią do której wzdychamy jak do wzorca w Sevres.

Po pierwsze - na naszych oczach wybitni piłkarze przeistaczają się w wybitną drużynę. Naprawdę wreszcie wszystko działa jak należy;

Po drugie - mam nadzieję, że właśnie rodzi się martinismo (nie łączyć z zakonem martynistów). Kiedyś wybitni trenerzy za punkt honoru stawiali sobie narzucenie własnego stylu innym więc nie mieli potrzeby interesować się mocnymi stronami rywala. Wielokrotnie potwierdzało się jednak, że nie warto lekceważyć nikogo, warto dopilnować wszystkiego. Martinismo może być dla mnie diabelskim połączeniem piękna gry i wyrachowania. Argentyna kiedy trzeba będzie miażdżyć. Kiedy się nie da - będzie perfidna. Oczywiście nie chodzi mi o "perfidię" w stylu Gonzalo Jary. Chodzi o to że Argentyna perfidię przepoczwarzania się po to by osiągnąć sukces. Takie przepoczwarzanie (być może nawet wielokrotne jednego dnia) mogłoby przejść do historii właśnie jako martinismo.

Gra Argentyny przypomina mi obecnie strzelanie chmurą śrutów, z których każdy ma siłę pocisku dum-dum. Ilość stwarzanych okazji przyprawia o zawrót głowy. Wpadnie nie teraz, to za chwilę. Narasta poczucie nieuchronnego. Wierzę, że rządy w latach 2015-18 obejmie właśnie ta dynastia;

Po trzecie - Messi właśnie teraz jest najlepszy jakiego pamiętam. Wiadomo, że od niego mnóstwo zależy, ale to nie jest wcale klejnot przygaszający wszystko wokół. Wpasowuje się idealnie w obecny układ. Jest miejsce na zachwyt innymi, choćby Pastore. Chyba o takim Pastore myślał El Diego kiedy brał go na mundial w 2010. Wczoraj strzelił pierwszego gola dla Argentyny w meczu o stawkę. Taki Pastore to spełnienie marzeń. To pierwszy tak wysoki zawodnik o inklinacjach ofensywnych od czasów Socratesa. Kolejna detronizacja Brazylii.

PS Wyczyn Jary w meczu z Urugwajem był oczywiście obrzydliwy, ale trochę żałuję, że nie zdarzy się dopiero w finale. Ciekawiłoby mnie jak Argentyna zareagowałaby po takim zdarzeniu. Inna sprawa, że nie słyszałem by ktoś argentyńskiemu futboliście odważył się w trakcie meczu zrobić badanie per rectum.

Nie mogę doczekać się finału. To będzie bardzo szybki i zajadły mecz. Oba zespoły postawią na bieganie. Chile na pewno nie uklęknie. Przynajmniej nie od razu.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Szombierki Bytom wołają o pomoc.

...ugć - ugć - ugć - ugć - ugć...

piątek, 26 czerwca 2015
Chcesz być dziennikarzem sportowym? [OFERTA PRACY]

Kiedy byłem dzieckiem marzyłem, że zostanę piłkarzem albo archeologiem albo dziennikarzem sportowym. Jakimś cudem moje marzenia się spełniły. Bycie dziennikarzem piszącym o futbolu daje niezwykłą satysfakcję. Można ją osiągać na różne sposoby w różnym wieku: świetnym sportem jest ściganie się na newsy. Potem człowiek dojrzewa do innych form - wywiadów, reportaży, potężnych opowieści, książek itd*.

Kiedy obserwuję obecne młode pokolenie jestem pod wrażeniem możliwości jakie przed nim stoją. Właściwie mają lepiej od poprzednich generacji pod każdym względem. Jedyne co za moich czasów było lepsze to fakt, że ludzie nie traktowali się jak wściekłe psy z powodu wszechogarniającej konkurencji.

W obecnym świecie brakuje mi tylko jednego. Gdybym chciał teraz zostać dziennikarzem sportowym piszącym o śląskim futbolu - byłoby to bardzo trudne. Miejsce w prasowej redakcji dla entuzjasty sportu to rzadkość prawie jak कोहिनूर.

Mam więc dobrą wiadomość.

Katowicka redakcja "Gazety Wyborczej" i portal Śląsk.Sport.Pl właśnie teraz poszukuje dziennikarza sportowego. Ten człowiek przede wszystkim musi interesować się piłką nożną, bo w zamierzeniu przede wszystkim właśnie o futbolu (choć nie tylko) będzie pisał. Żeby było jasne - nie chodzi o zajęcie się ligą szóstek kolejarzy i hodowców tchórzofretek. Chodzi o pisanie o ekstraklasie, pierwszej i drugiej lidze. Jest co robić, bo parę klubów jeszcze u nas zostało.

Tak się składa, że wszystkie CV będą przechodziły przez moje ręce. Obiecuję, że zapoznam się z każdym. Jeśli chcesz spróbować - wyślij własne na pawel.czado@katowice.agora.pl.

Szczegóły - znajdziesz TUTAJ.

PS Jeśli wszyscy dookoła śmieją się z Ciebie, że się nie znasz na piłce a Ty czujesz, że jest inaczej - nie przejmuj się. Byłoby idealnie gdyby trafił do nas właśnie ten, który widzi temat tam gdzie inni wprawdzie też patrzą, ale nic nie dostrzegają.  

*adeptom dziennikarskiej profesji zawsze powtarzam - proszę nie łapać się z marszu na felietonistykę:)

08:18, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (7) »
niedziela, 21 czerwca 2015
Szok! Czas Ludowych Klubów Sportowych

W województwie śląskim największą siłą zawsze były kluby górnicze. Jak wiadomo górnictwo ma dziś ciężko dlatego do głosu dochodzą u nas inne piony. Nigdy jednak nie spodziewałbym się, że realną siłą futbolową staną się... Ludowe Kluby Sportowe.

To dzieje się na naszych oczach.

W II lidze okrzepł już (znaczy utrzymał się właśnie jako beniaminek) Ludowy Klub Sportowy "Nadwiślan" Góra - gmina Miedźna, powiat pszczyński, 2800 mieszkańców.

W III lidze miejsce w środku stawki zapewnił sobie Ludowy Klub Sportowy Czaniec - gmina Porąbka, powiat bielski, 5700 mieszkańców.

Dziś byłem naocznym świadkiem jak do tejże III ligi awansował w Radzionkowie Ludowy Klub Sportowy Bełk - gmina Czerwionka-Leszczyny, powiat rybnicki, 3300 mieszkańców. Gratulacje!

Pełen entuzjazmu wiceprezes Bełku powiedział mi po meczu, że ich budżet wynosił 260 tysięcy zł. Teraz - jako że będą rozsławiać gminę w całym regionie, będą prosić burmistrza Czerwionki-Leszczyn o większe pieniądze.

Jeśli jednak myślicie, że kibice ludowych klubów kibicują po ludowemu to jesteście w błędzie.

Grupa fanów gości oszalała ze szczęścia. Przyjechało ich około 110, obliczyłem więc szybko, że do Radzionkowa przyjechał co trzydziesty mieszkaniec Bełku. Rozochoceni kibice gości rozwiesili nawet sektorówkę (sic!) z napisem „od wioski do miasta po mistrzostwo i basta”.

Jednak wygląda na to, że Bełk utożsamia się nie tylko z Bełkiem. „My jesteśmy chłopcy z Bełku/cała Polska o nas wie/u nas zawsze jest kultura/chociaż mówią o nas źle”. Zarówno ta rymowanka jak i kilka innych wyraźnie moim zdaniem świadczyły za kim Bełk kibicuje w ekstraklasie - to zaśpiewy znane przecież ze stadionu Górnika Zabrze i znikąd indziej.

Szkoda, że w pewnym momencie wdarła się w ten sielski obrazek fałszywa nuta, aż się wzdrygnąłem. Wszystko bardzo mi się podobało do momentu kiedy kibice Bełku nie zaczęli nagle śpiewać "awans już mamy, za ch... go nie oddamy". Nawet Bełk?! Po co to? Skandowane bluzgi będą mnie mierzić zawsze. Naprawdę żałuje, że bydlackie maniery pojawiają się już nawet wśród kibiców Ludowych Klubów Sportowych.

O okolicznościach awansu Bełku i dzisiejszym meczu w Radzionkowie - napisałem TUTAJ.

PS Jeśli któryś z tych LKS-ów będzie chciał wdrapać się jeszcze wyżej - zapewne przestanie być LKS-em. Świadczy o tym przykład Termaliki Bruk-betu Nieciecza. Beniaminek ekstraklasy do 2009 roku był przecież LKS-em...

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

22:24, pavelczado , inne kluby
Link Komentarze (7) »
środa, 17 czerwca 2015
Był odpływ, czas na przypływ. Polonia nadciąga!

Polonia Bytom ostatnimi czasy jedynie odpływała. Z ekstraklasy odpłynęła w 2011 roku, z I ligi - powinna odpłynąć w 2012, ale odpłynięcie opóźniło się o roczek, bo wycofała się inna drużyna i będąc na miejscu spadkowym udało się trochę dłużej zostać. Z II ligi odpłynęła w paradoksalny sposób - utrzymała się, ale musiała w 2014 roku odpłynąć jeszcze niżej, bo nie dostała licencji na grę na tym poziomie.

Wygląda jednak na to, że wahadełko wychyliło się już najbardziej jak mogło i teraz wraca w drugą stronę. Polonia okrzepła i chyba mocniej staje na nogach. Dziś byłem na jej barażu z Wartą Poznań i jestem zbudowany! Było dużo ludzi, był entuzjazm i była... pewność. Pewność, że się uda. Byłem już na wielu barażach w życiu, ale jeszcze nigdy nie czułem takiego spokoju jeden ze stron, takiej pewności siebie jak dziś. Oczywiście żeby ktoś się mógł nie denerwować, denerwować musiał się ktoś. Najbardziej denerwującym się człowiekiem na Olimpijskiej był dziś chyba Jacek Trzeciak. Mówił mi, że nie spał z nerwów od dwóch tygodni, śmiał się, że teraz jak się walnie do wyra to obudzi za dwa dni. Mógłby spać nawet trzy doby, ale nie chce, bo zanim zacznie przygotowywać Polonię do nowego sezonu wybiera się na mistrzostwa Europy juniorów do Czech.

Kiedy Jacek będzie spał snem sprawiedliwego przed Polonią zadanie o wiele trudniejsze. Dziś kolejny mecz. Tym razem o licencję. Ostatnio się nie udało, ale tym razem działacze z prezesem Łukaszem Wiejachą na czele zrobili wiele - spłaty zobowiązań, przygotowanie dokumentów itd. Trzymam kciuki!

Damian Bartyla, prezydent Bytomia jest dobrej myśli, mówił mi, że dla takich kibiców jak w tym mieście warto się starać. - Nigdy tego klubu nie przestałem kochać... Dziś na meczu znów się przekonałem, że jest dla kogo pracować. Kibice są wspaniali. Ten wynik motywuje nas do dalszego wspierania Polonii - powiedział mi prezydent.

I zdradził wielkie marzenie. Wiecie o czym marzy? Otóż nie może już doczekać się dnia kiedy spychacz zmiecie w pył klubowy budynek Polonii. Bo będzie to oznaczać dla dwukrotnego mistrza Polski rozpoczęcie nowej ery.

Glamdring znów jest ostry. Era orków minęła. Nadchodzi era elfów:)

PS Znów przekonałem się, że mecze na żywo najlepiej oglądać z byłymi piłkarzami. Tym razem na wiele interesujących niuansów uwagę zwrócił mi uwagę wychowanek Polonii Mariusz Śrutwa.

PS1 Omega serdecznie gratuluje Polonii. Kurczę, fajnie by było gdyby mogła zobaczyć jeszcze bytomian w ekstraklasie.

PS2 Ten mecz dał ukojenie nie tylko w Bytomiu. Teodor Wawoczny, człowiek-instytucja w Grunwaldzie Ruda Śląska uważnie oglądał mecz. Gdyby Polonia nie awansowała, to z trzeciej ligi poleciałaby właśnie Halemba. "Wawa" może odetchnąć

PS3 Wiecie co jest niefajne? Że drużyny, które wygrały ligę muszą potem wyżynać się w barażach. Tak nie powinno być. Za zwycięstwo w całym sezonie powinna być bezwarunkowa nagroda. Byłoby świetnie gdyby PZPN rozważył ten postulat.

PS4 Wzorem Jacka Trzeciaka zaraz walnę się do wyra, bo zaspany jestem. Siedziałem poprzedniej nocy wiernie, czekałem na gola Aguero i... się doczekałem. To było to. Vamos!

poniedziałek, 15 czerwca 2015
Moja recepta na sukces Katowic

Uwiera mnie, że stolica potężnego województwa od dawna nie może pochwalić się poważnymi sukcesami sportowymi. Ale jest na to sposób.

Problem z katowickim sportem (a także tym górnośląskim) polega na tym, że w obecnych, ciągle trudnych czasach, ciężko o poważny mecenat firm i osób prywatnych. Sportowców często sponsorują miasta, ale istnieją osoby, które uważają, że miasta sportu w ten sposób wspierać nie powinny. Nie zgadzam się z takim poglądem. Uważam, że sportu wyczynowego nie można traktować jak każdej innej działalności komercyjnej. Kluby sportowe pełnią ważną rolę społeczną i nie ma w tym stwierdzeniu przesady. W lokalnych społecznościach nic nie budzi poczucia wspólnej emocjonalnej własności tak bardzo, jak właśnie miejscowy klub sportowy.

Dlatego nie ulega dla mnie wątpliwości, że Katowice dobrze robią chcąc inwestować w sport zawodowy, tym bardziej, że od dawna nie miały mistrzowskiej drużyny w żadnej poważnej dyscyplinie (czyli takiej, która budziłaby powszechne emocje). Kwestią dyskusji jest oczywiście sposób rozdziału miejskich pieniędzy oraz co się powinno brać pod uwagę przy ich podziale.
Wiadomo, że kołdra zawsze będzie za krótka. Trzeba więc sobie jasno powiedzieć: absurdem jest żądanie, by wszystkim dyscyplinom dzielić pieniądze po równo. Należy wybrać dyscypliny, na które miasto chce postawić, a pozostałym klubom uczciwie wyjaśnić, że nie mają na co liczyć. Przyjętym kryterium powinien być rozmiar zainteresowania lokalnej społeczności daną dyscypliną sportu.

Katowicka kołdra jest krótka, ale przecież w łatwy sposób można ją powiększyć. Moim zdaniem warto zastanowić się czy hasło „Katowice - miastem wielkich wydarzeń” powinno obowiązywać w sporcie. Uważam, że nie ma sensu wydawać pieniędzy tylko po to żeby raz od wielkiego dzwonu zobaczyć wielkie wydarzenie, jakieś mistrzostwa czy wielki wyścig. Jaki sens ma wydawanie corocznie potężnych kwot np. na Tour de Pologne? Czy naprawdę mruczymy z dopieszczenia, że możemy zobaczyć wtedy w telewizji nasze miasto z lotu ptaka?! Byłem z Czadoblożkiem na etapie i poza szybkimi poziomymi ruchami naszych głów, gdy przejeżdżał peleton - nic się nie wydarzyło. Oczywiście, zdarzają się wspaniałe wyjątki. Nigdy nie zapomnę finału mistrzostw świata w siatkówce w Spodku, tym bardziej, że Polska go wygrała. Ale jaki jest sens organizowania u nas rozgrywek mistrzowskich, w których, owszem, startują Polacy, ale akurat w... innych miastach?

Jest prosty sposób, żeby mieć w Katowicach wielkie sportowe wydarzenia - całe pieniądze wykładane dotąd na organizację mistrzostw, turniejów tenisowych, wyścigów kolarskich, itp. powinny być oddawane najważniejszym klubom. Mocne kluby, rosnąc w siłę, oddolnie zapewnią nam wielkie wydarzenia sportowe.

W mieście do dziś pamięta się, jak ponad dwadzieścia lat temu z boiska w Katowicach ze spuszczoną głową schodził Zinedine Zidane. Chodzi o to, żeby katowickie dzieci i młodzież mogły oglądać własnych idoli regularnie i się z nimi identyfikować. Oczywiście jest to możliwe wówczas, kiedy idole reprezentują prawdziwą klasę. Dlatego warto to zadbać!

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Debaty o przyszłości katowickiego sportu z udziałem przedstawicieli katowickich klubów, urzędników i dziennikarzy będzie można wysłuchać we wtorek o godz. 12.15 na antenie Radia Katowice oraz na stronie internetowej: www.radio.katowice.pl 

środa, 10 czerwca 2015
Sami swoi

Jako dziecko bardzo często jeździłem z rodzicami do Rybnika. Już od Orzesza zaczynał się Górny Śląsk inny od tego który znałem. Nie kamienice, familoki i bloki a wolno stojące obejścia, niezwykle schludne. Najlepiej pamiętam... kwiaty doniczkowe wystawione na parapetach. Robiły wrażenie.

Kiedy byłem już trochę starszy jako człowiek interesujący się futbolem zacząłem przyglądać się jak się wiedzie w tym względzie Rybnickiemu Okręgowi Węglowemu. Można uznać, że tamtejsze kluby zawsze stały trochę na straconej pozycji. Rywalizacja z głównym sąsiadem czyli górnośląską aglomeracją to wyjątkowo trudne zadanie.

Dlatego zdumiewające jak dzielnie dawali sobie więc w ROW-ie radę. Już w ekstraklasie w 1948 roku Rymer Niedobczyce potrafił zlać Wisłę Kraków 7:2 (to był jedyny ligowy mecz "Białej Gwiazdy" tamtego sezonu w którym nie zagrał przyjaciel Gerarda Cieślika "Messu" Gracz. Niedobczyce fantastycznie to wykorzystały).

Trzy lata później Górnik Radlin zdobył wicemistrzostwo Polski. Mogło być znacznie lepiej, bo władza umyśliła, że to będzie sztandarowy klub resortowy, symbol górnictwa. Każdy zdolny ze Śląska miał dostać przydział do radlińskiego klubu no i górniczy etat. Ale zbuntowała się... miejscowa ludność! "Nie chcemy u nas przybłędów. Niech grają sami swoi". Tym sposobem skorzystało na tym... Zabrze, tam nikt nie narzekał, że drużynę tworzy się nie tylko z mieszkańców tego miasta. Ba, symbolem Górnika stał się bodaj najwybitniejszy piłkarz rodem z ROW-u: Stanisław Oślizło (wychowanek Kolejarza Wodzisław czyli Odry). A Radlin spadł z ligi.

W latach 60. w ekstraklasie grała Unia Racibórz*, ale miała ciężko. Piłkarze z Raciborza czuli się w ludowej Polsce trochę sekowani. Dziwnie patrzono na drużynę, w której grali zawodnicy o imionach: Ginter, Manfred, Helmut, Konrad, Joachim, Rainhold, Zygfryd, Bernard, Lothar, Wilhelm czy Kurt... Największym sukcesem Unii było 8. miejsce w ekstraklasie w sezonie 1963/64. Bramki strzelali wtedy supersnajperzy - Manfred Urbas i Ginter Lazar (wcześniej królowie strzelców drugiej ligi - coś jak dziś Grzegorz Goncerz:).

Potem nadeszła era ROW-u Rybnik. Piłkarze tego klubu w latach 1969-77 zaliczyli siedem sezonów w ekstraklasie. W 1975 do finału Pucharu Polski awansowała nawet ... rezerwowa jedenastka ROW-u, ale przegrała w nim ze Stalą Rzeszów. 

Imponowało mi, że każdy z tamtych klubów miał mniejsze i większe ambicje. W latach 90. pięć minut miały "Rydy" czyli Naprzód Rydułtowy, swego czasu mocny klub zaplecza ekstraklasy (jako jeden z pierwszych montował krzesełka zamiast ławek) oraz Górnik Pszów (byłem naocznym świadkiem jak na własnym stadioniku w 1993 roku złoił w Pucharze Polski Lecha Poznań).

Wspomnianemu wcześniej Radlinowi mocno kibicował urodzony tam Ireneusz Serwotka. Kiedyś opowiadał mi jak marzył o karierze piłkarza, ale kiedy miał 16 lat lekarze wykryli u niego arytmię serca. - Szkoda, bo dobrze się ponoć zapowiadałem - żałował. W ataku III-ligowego wówczas Górnika zdążył rozegrać kilka meczów. To on stworzył kolejną potęgę z Rybnickiego Okręgu Węglowego - Odrę Wodzisław. Odra weszła do ekstraklasy i dokonała czegoś niezwykłego - utrzymała się w niej (z większymi i mniejszymi sukcesami) prawie piętnaście lat (do 2010 roku).

Po upadku Odry wydawało się, że na szerokie wody wypłynie rybnicki Energetyk (niesłusznie zwany ROW-em). Teraz jednak w katastrofalny sposób nie zdołał awansować do I ligi, choć przecież długo wydawało się, że ma to jak w banku. Słychać plotki, że ten brak awansu może wywołać w Rybniku trzęsienie ziemie, że miasto ostatecznie zostawi futbol na rzecz żużla.

Mam nadzieję, że nie, ale jeśli tak by się stało - czeka na bezkrólewie. Jak znam życie - krótkie. Kto mógłby zostać nowym hegemonem ROW-u?

PS Niektórzy moi koledzy sprzeciwiają się, że Unię Racibórz zaliczam do ROW-u. W sumie nawet nie wiem czy czują tam jakiś związek emocjonalny z tym pojęciem.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

10:05, pavelczado , inne kluby
Link Komentarze (7) »
wtorek, 09 czerwca 2015
Czy Rozwój Katowice powinien grać na Bukowej

Katowice to pod względem futbolowym specyficzne miasto. Przez wiele lat dochrapało się kilku silnych klubów, najczęściej zawsze był jakiś lider, który wyrastał ponad innych.

W latach 20. - "efcyj". Niewiele brakło 1.FC do mistrzostwa Polski w pierwszym ligowym sezonie w 1927 roku;

W latach 30 - Dąb. Była ekstraklasa, a najlepszy piłkarz Ewald Dytko zagrał na mistrzostwach świata;

W latach 40., tuż po wojnie - Pogoń i Baildon. Nie zdążyła wyklarować się sytuacja w której jeden zespół wyrósłby zdecydowanie nad inne, bo już w czerwcu 1949 (pamiętajmy, że wtedy ze sportem komuna wyczyniła niezwykłe cuda) roku doszło do przymusowej fuzji Baildonu z dwoma innymi katowickimi klubami - Pogonią i KS Ferrum (przedwojennym Słowianem). Najlepsi piłkarze (m.in. Paweł Krężel)* wzmocnili nową drużynę, która o awans do pierwszej ligi walczyła pod szyldem Związkowego Klubu Sportowego Stal, a mecze rozgrywała na dawnym boisku Pogoni przy ul. Kościuszki. Komuna uznała, że najsilniejszy klub o nazwie Stal w regionie ma jednak działać w... Sosnowcu więc decyzją władz zrzeszenia sportowego Stal najlepsi piłkarze Stali Katowice zostali przeniesieni do Stali Sosnowiec (a katowicka drużyna została zdegradowana do roli koła sportowego). O zgodę nikt piłkarzy nie pytał. Jeśli ktoś ma wątpliwości: Stal Sosnowiec to późniejsze Zagłębie. Siłę dzisiejszego drugoligowca budowali więc piłkarze przymusowo przeniesieni z Katowic.

Lata 50. Chwilowe bezkrólewie. Gdyby spytać wytrawnych kibiców co wiedzą o katowickiej piłce z lat 50. - byłoby ciężko... Niechciani w Sosnowcu ci słabsi piłkarze Baildonu musieli rozpocząć rozgrywki w klasie B. A stara nazwa KS Baildon wróciła dopiero w 1957 r., kiedy zlikwidowano zrzeszenia sportowe. Najbardziej znanym piłkarzem tamtego okresu był nieżyjący już Norbert Błaszczyk, reprezentant Polski juniorów. Ten silny, pracowity i skoczny lewy obrońca był w reprezentacji Polski, która na mistrzostwach Europy juniorów w Portugalii w 1961 r. zajęła drugie miejsce. Błaszczyk miał potem kilka propozycji od bardziej znanych ligowych klubów. Z żadnej nie skorzystał, bo nie pozwolił na to jego ojciec - w młodości piłkarz rezerw Baildonu.

Lata 60. - rodzi się GieKSa, oficjalnie staje się klubem miasta i z dekady na dekadę zasysa wszystko. Na tyle, że miasto, które wcześniej było kibicowskim zagłębiem Ruchu (zagłębie Ruchu - fajnie brzmi, co?;) zmieniło się w tym względzie. Dziś Ruch jest we Katowicach w defensywie, ale stwierdzenie, że łatwo oddaje kibicowskie pole nie będzie polegać na prawdzie. 

W latach 80. i 90. wydawało się, że futbolową wojnę o rząd dusz w Katowicach łatwo wygrał GKS. Grał legendarne dziś mecze, właściwie nie miał konkurenta więc zadanie nie było specjalnie trudne. Nawet kiedy po 2005 obsunął się kilka stopni niżej.

Aż do dziś.

Pierwszy raz w historii na drugi szczebel rozgrywek dostał się właśnie typowy klub dzielnicowy z południa Katowic - Rozwój. Jeśli ktoś uznaje epitet "dzielnicowy" za wyraz lekceważenia - przypomnę, że GieKSa wykluła się z Rapidu Wełnowiec, też typowej drużyny dzielnicowej, tyle że z północnej części Katowic.

Rozwój ma własne ambicje a jeśli ktoś myśli, że dałby się wtłoczyć w ramy satelitarnego klubu GieKSy - bardzo się myli. Tamtejsi działacze chcą walczyć o swoje (o czym możecie się przekonać czytając ciekawy wywiad Wojtka Todura z prezesem).

Oczywiście nie chodzi o to, że Rozwój mógłby zacząć przejmować kibicowsko kolejne dzielnice Katowic. To niemożliwe. Widzę tu jednak element, który może doprowadzić do niesnasek. Być może GieKSa będzie musiała się bowiem odrobinę przesunąć i odstąpić trochę miejsca Rozwojowi na Bukowej. Na jego stadioniku na Brynowie nie ma bowiem świateł, a takowe przecież są wymagane od drużyn pierwszoligowych (trudno mi sobie wyobrazić, że nagle znajdą się pieniądze na jupitery przy ul. Zgody).Na razie Rozwój nie złożył w Urzędzie Miasta żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie (działacze mają różne zdania, nie wszystkim się uśmiecha przeprowadzka akurat na Bukową).

Ciekawe, że teoretycznie GieKSa właściwie nie miałaby chyba nic do gadania w tym względzie. Obiekt na Bukowej jest bowiem stadionem miejskim i właśnie tej argumentacji mógłby użyć Rozwój: miejski stadion dla klubów z miasta... Trudno przypuszczać, że miasto nie udzieliłoby pomocy i z tego powodu Rozwój mógłby w pierwszej lidze nie zagrać.

Ciekawe więc czy oba kluby się pomieszczą gdyby do czegoś doszło. Sądzicie, że Rozwój powinien grać na Bukowej i że ma do tego moralne prawo? A jeśli tak to czy trawa wytrzyma podwójne obciążenie? (cóż - ta na San Siro wytrzymuje:)

Jedno jest pewne - to musi być porządnie przemyślane. Żeby żaden z klubów na tym nie ucierpiał.

*Paweł Krężel z Załęża to był niezwykły kozak. Zdążyłem się z nim jeszcze spotkać na osiedlu Tysiąclecia przed jego śmiercią (to rocznik 1927). Ten szybki i zwinny, trudny do upilnowania lewy łącznik był specem od dobijania piłek po mocnych strzałach kolegów. Mówiło się, że Krężel mógł zrobić nawet reprezentacyjną karierę, gdyby nie jego rówieśnik... Gerard Cieślik, grający w Ruchu na tej samej pozycji. - Szkoda, że graliśmy w tym samym czasie. Gerard przyznawał potem, że miałem pecha - opowiadał mi Krężel. Ciekawe, że rozpoczynał karierę w 1940 r. w niemieckim klubie TuS Zalenze. Kiedy miał 13 lat, został zauważony podczas turnieju dzikich drużyn, który odbył się na nieistniejącym już boisku przy ul. Bocheńskiego. Kurczę, przejeżdżam tą ulicą kilka razy w tygodniu!

PS Już nie wspominam o tym, że Rozwój będzie chciał uszczknąć z miasta coś więcej niż dotychczas. W tym względzie GieKSa śpi jednak spokojnie. Raczej nie będzie tak, że jeśli Rozwojowi przybędzie to GieKSie ubędzie (w spółce akcyjnej GieKSy decydujący głos ma przecież miasto i trudno żeby przede wszystkim o nią nie dbało).

poniedziałek, 08 czerwca 2015
Proszę, zamknijcie jadaczkę Wojciechowi Hadajowi

Pisałem już kiedyś o niejakim Hadaju, spikerze Legii Warszawa. Zastanawiałem się czy może ten człowiek zachowuje się jak wściekły pies wobec gości jedynie dlatego, że nie zaznał ludzkiej życzliwości poza stolicą? Sugerowałem, że powinno się go przyjmować choćby na Górnym Śląsku z dobrocią serca, bo może to go czegoś nauczy.

Okazuje się niestety, że destabilizacja psychiki Hadaja postępuje. Kuriozalne jest, że niektóre środowiska legijne wszelką krytykę wobec tego osobnika przyjmują jako zamach na autonomię warszawskiego klubu. 

Facet czuje się mocny i pozwala sobie na coraz więcej. Tekst, którym wypalił na Łazienkowskiej w trakcie ostatniego meczu wobec kibiców Górnika Zabrze jest zdumiewający.

"Kibiców z Zabrza informuję, że już nigdy nie będziecie mistrzem oprócz tego co już zdobyliście. Byliście mistrzem kiedyś i przez najbliższe dwieście lat to się już nie powtórzy"

Tydzień temu z okładem minęła trzydziesta rocznica tragicznych wydarzeń na Heysel. Hadaj uczcił ją w charakterystyczny dla siebie sposób. Facet permanentnie zapomina, że na spikerze spoczywa ogromna odpowiedzialność, że człowiek z mikrofonem na stadionie nie jest elementem widowiska, nie jest tanim showmanem dostającym spazmów rozkoszy na myśl, że mógłby wywołać poklask tłumów...

Jak kluby spoza stolicy obrażane przez tego faceta mają reagować? Ile można się skarżyć PZPN-owi? Czy kluby w desperacji mają zatrudniać na mecze z Legią spikerów o podobnym stylu? Szydzących i podburzających tłum?

Wydaje mi się bowiem, że brak reakcji piłkarskiej centrali na wyczyny Hadaja niektórzy działacze mogą potraktować jako przyzwolenie właśnie na wprowadzenie u siebie klonów Hadajów. No bo niby dlaczego jednym miałoby być wolno a innym nie? Gromadę Hadajów trzęsących polską ekstraklasą wyobrażam sobie jednak z autentycznym przerażeniem. Kabina futbolowego spikera to nie orgazmotron, do cholery!

Czy naprawdę musi dojść do tragedii?

Dlatego apeluję do piłkarskich władz: weźcie plaster i zaklejcie mu wreszcie tę jadaczkę zanim nie będzie za późno.

PS Omega odpuszcza sobie obecność w tym wpisie.

UPDATE Wygląda na to, że po sprawie. Drobną obawę wywołuje jedynie fakt, że Hadaj już kilkakrotnie rezygnował a potem zawsze wracał...

17:58, pavelczado , żal
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194