poniedziałek, 23 maja 2016
List do Michała Pola

Kiedy zżymałem się w poprzednim wpisie na niesprawiedliwy system Ligi Mistrzów Michał Pol, naczelny "Przeglądu Sportowego" odpisał mi na tweeterze: "mamy niesprawiedliwie, ale cholernie ciekawe rozgrywki. Ty chcesz nasz zmusić do oglądania kiepskich ale sprawiedliwych".

Uważam, że wpadasz w pułapkę, Michał. Mnie nie chodzi o zmuszanie do oglądania rozgrywek kiepskich ale sprawiedliwych. Wolę raczej świetne i... sprawiedliwe. To ciągle możliwe. O co mi chodzi? Już wyjaśniam.

W obecnej sytuacji to nie poziom drużyny powinien decydować o obecnych kryteriach doboru uczestników Ligi Mistrzów. Przynajmniej tymczasowo. Dlatego, że bezwzględne przyjmowanie poziomu za wyznacznik może doprowadzić do obłędu.

Proste rozumowanie: przyjmijmy, że potężne pieniądze pompowane w Premier League sprawią, iż dwudziesta drużyna tej ligi będzie w stanie rozbić w puch mistrza nie tylko ligi obecnie pośledniej, takiej jak polska, ale i bardzo mocnej - włoskiej, holenderskiej, portugalskiej. To możliwe, realne? Możliwe. Realne.

Czy w takim razie nie było cholernie ciekawe gdyby cały zestaw Premier League w komplecie przenieść do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów? Czyż wtedy stałaby na wyższym poziomie niż obecnie?

Idąc tym tokiem rozumowania: jeśli chcemy żeby rozgrywki Ligi Mistrzów stały na jak najwyższym poziomie, powinniśmy być również za tym, że mistrz Polski jak najszybciej odpadł w eliminacjach. Od dwudziestu lat nie prezentuje już bowiem odpowiedniego poziomu.

Jedyna rada moim zdaniem jest taka: przywrócić szansy gry w Lidze Mistrzów każdemu mistrzowi (wiem, że wszyscy się nie zmieszczą, ale niech biją się o miejsce między sobą a nie z którąś tam drużyną topligi). Dopiero wtedy potężne pieniądze zaczną być dzielone inaczej. A dopiero wtedy drużyny z innych krajów przynajmniej będą miały szansę nawiązać konkurencję, dlatego, że nie będą tak bezczelnie strzyżone - po pierwsze z należnych im funduszy, po drugie - z własnych największych talentów. A dopiero wtedy zwykli ludzie kochający piłkę nie tylko z Anglii, Hiszpanii czy Niemiec będą mieli szansę przeżyć coś naprawdę niezwykłego.

Jeszcze jedno: im dłużej potrwa obecny system tym więcej ludzi na kluby-miłości będzie wybierać drużyny, które widzieli tylko w telewizji. Ludzie chcą czuć się częścią czegoś najlepszego, a skoro drużyny w całych potężnych połaciach Europy nie dają im na to szans, to oni nie mają zamiaru uzmysławiać sobie, że jest w tym niesprawiedliwość systemu tylko zaczynają cudze przyjmować za własne... Oczywiście w to graj wszystkim obecnym potentatom wśród których trudno dopatrywać się naszych rodzimych zespołów... Oczywiście telewizja nie ma nic przeciwko temu. Ale czy my też nie musimy mieć?

PS Wraca stare dobre post scriptum. Okazuje się, że nie ma innego wyjścia. Ruch obiecywał, więc trzeba o tym przypomnieć: a poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 20 maja 2016
Na barykady! Niech bunt wybucha!

Okazuje się, że nie tylko wielkie kluby, ale też sama UEFA chce odwrotu od słusznych reform w Lidze Mistrzów. Trzeba utrudnić klubom ze słabszych lig (między innymi polskiej) awans do elity, bo przecież takie mecze są mniej chętnie oglądane, a poza tym bogatsze kluby nie chcą się dzielić pieniędzmi ze słabszymi.

Zawsze będę powtarzał, że to wyjątkowe draństwo na które nie powinno być zgody. To jest jakby awans do mundialu miały bez gry zapewnione cztery reprezentacje z Hiszpanii (na przykład Katalonia, Kastylia, Andaluzja i Galicja) a Polska musiała przedzierać się przez wykrwawiające eliminacje po to żeby w ostatniej rundzie spotkać się z Krajem Basków i odpaść.

Skoro w formacie krajowym nie ma na to zgody dlaczego jest w klubowym? Moim zdaniem Polsce należy się miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów jak psu zupa. Bez żadnych głupich eliminacji.

Problem w tym, że wszyscy, którzy tak uważają nie są poważnie traktowani. Nigdy nie będą - dopóki w masie się nie zbuntują.

Uważam niestety, że na związek (w kontekście secesji) nie ma tu co liczyć. Krajowe struktury organizacyjne zawsze będą od struktur ponadkrajowych dostawać dotacje a lepiej przecież dostawać dotacje niż ich nie dostawać, nieprawdaż?

A przecież PZPN mógłby być w czubie niezadowolonych i poprowadzić lud na barykady czyli stworzyć koalicję krajowych związków piłkarskich, które czują się pokrzywdzone podziałem miejsc w Lidze Mistrzów. Gdyby wszyscy krzywdzeni wykazali się konsekwencją i odwrócili plecami od najbogatszych mogłoby coś z tego wyjść. To oczywiście marzenie ściętej czadoblogowej głowy... 

Rozdźwięk finansowy między futbolowym rajem a nami poszerza się i będzie poszerzał. Także dzięki sposobowi dystrybucji pieniędzy z rozgrywek. Zobaczycie: zachłanność najbogatszych doprowadzi do stanu, w którym kluby polskie będą pełnić jedynie rolę służebną wobec hegemonów. Hegemoni będą wybierać największe polskie talenty jak ulęgałki - nawet nie za własne pieniądze tylko za sumy, które dostałyby kluby z mniejszych ośrodków (takich jak polski) gdyby ich dystrybucja była sprawiedliwa.

A my, sformatowani, przemieleni i uśmiechnięci, będziemy czuć motylki w brzuchu z dumy, że jakiś polski zawodnik miał zaszczyt zasilić wielkopański europejski klub. Ba; będziemy za to wdzięczni! Będziemy dumni, że możemy się przydać jako pole uprawne.

Tak, jesteśmy futbolową prowincją. Ale jeśli pozwolimy się dodatkowo wtłoczyć w strukturalne ramy sprowadzające nas tylko do roli służby - nigdy z tego stanu się nie wyrwiemy.

Europejska federacja znalazła się pod presją sponsorów, którym nie podoba się, że oglądalność na najważniejszych rynkach telewizyjnych spada. Jedyne co można zrobić to pobić ich własną bronią czyli sprawić żeby oglądalność w Polsce, Rumunii, Finlandii, Czechach spadła do zera.

To jest tak cholernie niesprawiedliwe, że trzeba szukać absurdalnych rozwiązań. Apeluję więc zdając sobie sprawę z absurdu tych słów: przestańmy oglądać rozgrywki Ligi Mistrzów jeśli sami jako nacja chcemy się w nich kiedyś znaleźć.

Spróbujmy kiedy mamy jeszcze portki. Kiedy jesteśmy jeszcze w miarę mocni. Jako sankiuloci nie będziemy mieli już żadnych szans. Pokrzyczymy, a potem nas zetną.

Jest oczywiście drugie rozwiązanie: połóżmy po sobie uszy i czekajmy aż nas z łaski i od niechcenia czasem pogłaskają. Pogłaskają, bo bez kości i podrapania za uszami raz na jakiś czas każdy pies mógłby ugryźć rękę pana.

PS miesza dziś klej którym spoi się części barykady.

czwartek, 19 maja 2016
Martwię się. Bardzo się martwię

W Katowicach trwa Europejski Kongres Gospodarczy. Mnóstwo  znamienitych gości z całego świata m.in. książę von Liechtenstein, gubernator Odessy (jego akurat wielu pamięta jako prezydenta Gruzji) albo minister przemysłu i handlu Lesotho (z nimi Polska jeszcze w piłkę nie grała).

W trakcie imprezy, którą zorganizowano w Międzynarodowym Centrum Kongresowym obok Spodka, odbywa się wiele tematycznych spotkań i paneli. Jedno z nich odbyło się pod hasłem „Przed Euro 2016: piłka nożna jako gałąź gospodarki - ekonomiczne korzyści z inwestycji w sport.” Poprowadził je zagorzały kibic, były premier Jan Krzysztof Bielecki.

Udział w dyskusji wzięli m.in. Dariusz Marzec, prezes spółki Ekstraklasa oraz Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN (prowadzący nazwał go nawet prezesem związku). Po spotkaniu spytałem ich o palące mnie kwestie.

Pytanie do Dariusza Marca 

Jak długo będzie jeszcze obowiązywał system ESA-37?

Dariusz Marzec: - W tej chwili trudno jednoznacznie odpowiedzieć. W grudniu kluby zdecydowały, że będzie obowiązywał jeszcze przynajmniej przez jeden sezon. Dalsza przyszłość? Dopiero będziemy analizować dane. Wpływ na decyzję będą miały frekwencja, atrakcyjność, poziom sportowy. Warto dodać, że jesienią decyzję o swoim systemie rozgrywek podejmie także UEFA. Musimy się w ten system wpasować jako liga. To ważna okoliczność.

System ESA-37 wydaje się być atrakcyjny dla lig nie z samego szczytu. Wprowadzą go u siebie Serbowie, zastanawiają się Bułgarzy.

Na pewno nie ma szans do powrotu ESA-30, bo byłoby za mało meczów. Liga osiemnastozespołowa? Na razie nie jestem przekonany czy jest tyle zespołów gwarantujących odpowiedni poziom sportowy i licencyjny.

Pytanie do Macieja Sawickiego

Wszystkie mecze eliminacji mistrzostw świata i Europy odbywają się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Kiedy Stadion Śląski też będzie miał szansę na organizację właśnie takich meczów?

Maciej Sawicki: - Przede wszystkim Stadion Śląski musi zostać dokończony. Kiedy zostanie zaczniemy się zastawiać jakie mecze mogłyby się na nim odbywać. Jest wiele opcji: w 2018 rozpoczyna się Liga Narodów UEFA. Od czegoś trzeba zacząć.

                                       * * *

Martwię się. Dla mnie oznacza to, że:

po pierwsze - wygląda na to, że nieszczęsny system trzydziestosiedmiokolejkowy jest poważnie brany pod uwagę w przyszłości. Ba, wygląda na to, że inne kraje chcą wprowadzać go u siebie a dla nas - co mnie szokuje - miałby to być powód do dumy. Przypominam w kilku słowach dlaczego moim zdaniem ten system to bzdura: regulamin jest jedynie od jak najbardziej sprawiedliwego wyłonienia kolejności na mecie sezonu a nie od uatrakcyjniania rozgrywek. Poziom atrakcyjności powinien zależeć przede wszystkim od sportowego poziomu rozgrywek;

po drugie - wygląda na to, że Stadion Narodowy może mieć monopol na organizowanie meczów eliminacji mistrzostw świata i Europy na długo (jeśli nie na zawsze). Owszem, przekonałem się, że to rzeczywiście wspaniały obiekt, ale wspaniałość nie daje placetu na wyłączność. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić, że po zakończeniu modernizacji nowoczesny Stadion Śląski miałby zadowolić się ochłapami w stylu Ligi Narodów UEFA.

PS A poza tym mam ochotę pobiegać.

19:53, pavelczado , żal
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 16 maja 2016
Skąd w Gliwicach taki kompleks Zabrza

Nigdy nie rozumiałem jak świętując własny sukces można obrażać największego rywala. Zawsze wydawało mi się, że to przecież umniejsza niezwykłość chwili zamiast podkreślać. A przecież chcielibyśmy ją pamiętać jako coś najlepszego w życiu, prawda?

Po zdobyciu wicemistrzostwa Polski kibice, a także piłkarze Piasta Gliwice udali się na piękny, najpiękniejszy chyba na Górnym Śląsku rynek i zaczęła się feta. Kibice śpiewali, piłkarze też śpiewali - stojąc na specjalnie przygotowanym autobusie.

Filmik z tego wydarzenia można znaleźć w Internecie. Kiedy człowiek go ogląda robi mu się przykro i czuje się jakby nie mył zębów.

Tak, wiem, że przez wiele lat kibice Piasta nie byli traktowani poważnie przez kibiców Górnika. Tak, wiem, że duża część Gliwic kibicuje Górnikowi co nie podoba się fanom Piasta.

Ale czy z tego powodu warto strzelać sobie samobója, który polega na tym, że w chwilach największej radości, największej dumy z dokonań ukochanej drużyny marnuje się energię na gromadne zaśpiewanie plugawej rymowanki:

"Gdy dorośniesz synu mój,

całe Zabrze weź na chuj,

całe Zabrze weź i spal,

niech te kurwy mają bal!"

Nie rozumiem tego. Rozumiałbym gdyby te słowa mamrotała grupa narąbanych gości na ławce w parku. Ale w uroczystej chwili, w najważniejszym miejscu w mieście?! Jeśli nienawiść jest ważniejsza niż oddanie własnym barwom nigdy nic dobrego z tego nie wynika...

A kibice Górnika mogą się z tego tylko śmiać. Przypuszczam, że kiedy będą cieszyć się z piętnastego mistrzostwa Polski nic o Piaście Gliwice nie zaśpiewają.

PS To samo tyczy się śpiewania na gliwickim rynku nieparlamentarnej rymowanki o Legii. Obrzydliwe to i równie słabe jak paskudny zaśpiew, który warszawska niewychowana publika wyła niedawno na stadionie przy Łazienkowskiej obrażając Piasta i cały Śląsk. Wypadałoby Legię przeprosić. To nie słabą grę piłkarzy i przestarzałe stadiony najtrudniej zmienić. Najtrudniej zmienić ludzi z trybun...

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

22:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (14) »
niedziela, 15 maja 2016
Piaście, dziękujemy. To było naprawdę piękne

Jak to się dzieje, że w jednym miejscu gromadzi się konkretna grupa ludzi i potrafi sprawić coś tak niezwykłego, że będzie się o tym pamiętać przez lata?

To była wspaniała bajka, Piaście. Bić się o mistrzostwo do ostatniej kolejki - Gliwice mogą być dumne.

Radoslavowi Latalowi jestem wdzięczny za to, że potrafił wycisnąć ile się dało. Za to, że potrafił z talentem ułożyć melanż polsko-czesko-słowacko-słoweński. Za to dostrzegał w konkretnych piłkarzach coś czego inni nie byli w stanie dostrzec (idealny przykład to Marcin Pietrowski).

Jakubowi Szmatule jestem wdzięczny za jego cierpliwość. Za to, że wierzył w siebie i nie wątpił, że jest dobrym bramkarzem. Gdyby tak nie było rzuciłby przecież to przesiadywanie na ławce w diabły. Dzięki uporowi, w wieku 35 lat trafił mu się sezon, w którym rozegrał więcej meczów w ekstraklasie niż we wszystkich poprzednich sezonach łącznie. 

Hebertowi Silvie Santosowi jestem wdzięczny za to, że stał się najstraszniejszym pająkiem w ekstraklasie. Gdybym stał samotnie z piłką na środku boiska a Hebert podjeżdżałby dopiero pod stadion i tak obawiałbym się, że wyciągnie mi piłkę wślizgiem wkładając je przez drzwi wejściowe. Każdemu napastnikowi powinien włączać się dzwonek alarmowy gdy Hebert zbliżyłby się na odległość 20 metrów. On jest przecież jak krewetka modliszkowa.

Kamilowi Vackowi jestem wdzięczny za to, że dzięki niemu stara dobra szkoła dreptających rozgrywających ciągle w polskiej lidze nie zanika. Vacek to bowiem piłkarz dreptający, co mnie ujmuje, bo dreptanie na murawie zawsze mnie ujmowało. Tym bardziej, że nie jest to dreptanie dla dreptania, ale dla realnych korzyści. Vacek to jest pan piłkarz - dzięki niemu chyba nikt przesadnie nie tęsknił w Gliwicach za znakomitym Estończykiem Vassiljevem. Vacek jest bowiem jeszcze lepszy;

Martinowi Nesporowi jestem wdzięczny za to, że termin "harówka" wyniósł wśród napastników na zupełnie nowy poziom. Pomyślałem, że gdybym miał być nie pismakiem tylko zawodnikiem w stylu Nespora to po trzydziestu minutach wysiłku położyłbym się na murawie, zamknął oczy i umarł. Zauważcie jaki ten piłkarz jest na placu pracowity. Dla mnie Vacek gra, a Nespor haruje. Stworzenie dobrej drużyny piłkarskiej nie jest dziś chyba możliwe bez takich facetów w składzie.

Każdemu z zawodników Piasta jestem wdzięczny za coś innego. Ostatnie miesiące były wspaniałą bajką więc bardzo dziękuję za możliwość jej przeżycia. Zauważcie: na stadion Piasta przychodzi się dziś po to co najprostsze i jednocześnie najcenniejsze - zobaczyć dobry, emocjonujący mecz. Wiecie ile klubów chciałoby móc regularnie gwarantować publiczności AŻ TYLE?!

PS Na razie nie ma co burzyć miłej atmosfery, ale wkrótce - albo nawet już - trzeba będzie zadać pytanie: czy w następnym sezonie w związku z Piastem będziemy musieli się obudzić czy raczej będziemy mogli śnić dalej.

PS1 Dla Legii wyrazy uznania za zdobycie mistrzostwa.

PS2 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski

sobota, 14 maja 2016
Górnik powróci. Tylko kiedy?

To jedna z najgorszych chwil w historii Górnika Zabrze. Aż niewiarygodne jak tym razem granica od szczęścia do rozpaczy była cieniutka. Jak niewiele trzeba było dokonać. Można się popłakać.

Gdyby Górnik dziś się utrzymał byłoby to zdecydowanie najbardziej niezwykłe utrzymanie w dziejach ekstraklasy. Nigdy żaden zespół będący tak długo w tak słabej formie nie miał tak wielu możliwości żeby się jednak uratować. Mimo tak spartolonego sezonu Górnik miał szansę złapać Pana Boga za nogi jeszcze w ostatniej minucie ostatniego meczu. Pan Bóg wręcz wyciągał rękę - wystarczyło tylko ją złapać... Wszystko co miało ułożyć się pod Górnika - ułożyło się. Inni zagrali dla zabrzan. Wystarczyło zdobyć jeszcze jedną, jedyniutką, jedyniuśką bramkę...

Przyznam: wierzyłem w to do ostatniej doliczonej sekundy ostatniej doliczonej minuty. Wierzyłem, że jakoś tego gola cudem wepchną. Wierzyłem nie zważając na okoliczności, rzeczywistość, sprawiedliwość... Gdyby strzelili, nic nie miałoby znaczenia.

Tym bardziej przykro zauważyć, że w końcówce dzisiejszego meczu Górnik nie wyglądał jednak jak zespół, który walczy o życie. Przygnębiające, że od momentu kiedy Nieciecza wyrównała -  zabrzan nie było stać nawet na jeden strzał w światło bramki. Jeden! Rozczarowujące, że KSG nie potrafił ostro przycisnąć w takim momencie. 

Przyznaję: Górnik uczciwie zapracował na ten spadek. Nie ma co zwalać na piasek pod bramką od którego dziwnie odbiła się piłką po celnej główce Kędziory przy wyrównującej bramce.

Ale to nie koniec. Nigdy nie ma końca. Co dalej? Dotychczas Górnik kiedy z ekstraklasy spadał po zaledwie roku zawsze wracał. Tym razem zadanie może być jednak najtrudniejsze z dotychczasowych. Wiadomo, że będzie odchudzanie, zapewne polecą wszyscy z dużymi kontraktami...

To bardzo ważne pytanie: kiedy Górnik powróci? Czy będzie starał się wrócić od razu? Czy da radę starać się wrócić od razu?

Wiadomo, że kibice są dziś na drużynę wściekli, ale przecież jej nie zostawią, druga część hasła "na dobre i na złe" nie może być pustosłowiem. Wiem jedno: nadal będę oglądał mecze Górnika. Jestem przekonany, że tysiące ludzi nie odwróci się od klubu. Teraz chodzi o to żeby klub nie dał im się zdążyć przyzwyczaić do pierwszoligowej bylejakości.

Pamiętajcie przy tym, że futbol to sport, w którym zmiany dokonują się zaskakująco szybko. Zagłębie Lubin rok temu było dokładnie w tym samym miejscu co Górnik.

PS A poza tym chcę Górnika Zabrze na powrót w ekstraklasie.

środa, 11 maja 2016
Żurek: La garde meurt, mais elle ne se rend pas

Przyznaję: nie podobał mi się pomysł Jana Żurka na mecz z Koroną. Po tym spotkaniu nie wiem bowiem o co mu chodziło i jaki właściwie był ten pełen zasadzek plan Górnika.

Za to bardzo podoba mi się podejście Żurka do sprawy już po meczu. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że wiele pięknych futbolowych historii nie spełnia się tylko dlatego że potencjalni bohaterowie nie wierzą w możliwość ich spełnienia do ostatniej chwili, do samego końca. Kiedy już nie wszystko zależy od nich od razu odpuszczają. To prozaiczna przyczyna.

Owszem, w tej chwili już nie wszystko zależy od Górnika, ale jest przecież jeszcze ciągle czas na spełnienie się tej niecodziennej historii. Gdy nie ma się tego co się lubi, trzeba polubić co rośnie w naszym ogródku. Jeśli Górnik uniknie spadku w tym sezonie - opowieść o tym może być wręcz mitem założycielskim dla obecnego pechowego młodego pokolenia kibiców tego klubu. Na kolejne tytuły przyjdzie zapewne jeszcze czas. Tymczasem uniknięcie spadku w obecnej sytuacji byłoby czymś rzeczywiście niezwykłym. Niezwykłym w kontekście całego lichutkiego, marniutkiego, słabiutkiego sezonu zabrzan.

Żurek wygląda jakby jeszcze nie pękał, jakby ciągle jednak wierzył, piłkarze - mam nadzieję też. Dostają pieniądze za oddanie zdrowia w 37 meczach. Niech spiszą się więc w tym ostatnim i pewnie* wygrają. Resztę może zrobić Śląsk Wrocław. To naprawdę jest możliwe. Wyrzućcie sobie w górę dwie monety za jednym zamachem. Za którym razem wypadną wam dwa orły jednocześnie? Ja właśnie wyrzuciłem. Wypadły mi za pierwszym**. 

Obalić flaszkę łkając do ściany z rozpaczy czy przygnębienia zawsze można. Ale najlepiej obalać ją dopiero kiedy naprawdę nie da się już nic zrobić. Górnik nie jest jeszcze w sytuacji by pić do ściany. Nie nadszedł jeszcze czas dobry na wzajemne oskarżenia i pretensje.

Tego się trzymajmy.

PS Tego się trzymajmy, ale grupa ludzi w Zabrzu już powinna pracować jakby Górnik jednak z ligi zleciał. Szukać możliwości. Przewidywać ewentualności. Dopełniać formalności. Chodzi o to żeby zanim przebrzmi słowo "zleciał" zastąpiło "wzleciał". Bo wiele już widziałem ale Górnika grającego dłużej niż rok na zapleczu najważniejszej ligi jeszcze nie. Niech tak zostanie. 

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

*może być też niepewnie

**tak wiem, że to trochę naciągane porównanie:)

poniedziałek, 09 maja 2016
Ku...wo ze Śląska, jednego mistrza ma Polska!

Byłem na meczu Legii z Piastem Gliwice w Warszawie. Niby wielkie święto futbolu, niby piękny stadion wypełniony trzydziestotysięcznym tłumem, niby atmosfera wielkiego meczu - a jednak czuję się niefajnie.

Podczas tego meczu nie usiadłem na miejscach prasowych. Poszedłem do kolegi, który siedział na miejscach dla kibiców. Chciałem poczuć atmosferę. No i poczułem...
Sektor najbardziej zagorzałych kibiców kilkakrotnie w trakcie meczu zaintonował zdumiewającą przyśpiewkę: „Ku...wo ze Śląska, jednego mistrza ma Polska!". Nie robiłoby to na mnie żadnego wrażenia, bo ja niczego od fanatyków nie oczekuję, już najmniej obycia i kultury. Wiadomo, że stadion to nie opera.
Niemniej na stadionie Legii w niedzielę poczułem się niekomfortowo. Ten plugawy zaśpiew o k...wie podjął bowiem niemal cały stadion. Niosło się po Łazienkowskiej, że hej. Nie twierdzę, że wszystkie obecne na meczu osoby śpiewały - ale utwór przypadł do gustu całym połaciom trybun, które - na pierwszy rzut oka - mogły wydawać się „normalne”, a nie fanatyczne. Poważny, około pięćdziesięcioletni mężczyzna, siedzący za mną też wydzierał się triumfalnie o „śląskich ku..". Spojrzałem w bok, to samo krzyczeli inni kibice, także kobiety. Jedynie dzieci tak nie wołały, ale patrzyły uważnie na rodziców.
Fakt, że obleśną przyśpiewkę podjęli normalni - wydawałoby się - ludzie to pierwszy powód mojego dyskomfortu.

Po drugie zdumiało mnie, że widownia obrażała w ten sposób Piasta, który nie mógł jej dotąd podpaść niczym poważnym - chyba tylko tym, że naruszał butną pewność siebie, pewność zdobycia tytułu. Gdyby jeszcze taki zaśpiew przydarzył się podczas meczu z Ruchem albo Górnikiem - byłbym w stanie ogarnąć to rozumem, wszak obrażanie drużyn bardziej utytułowanych od własnej może wydawać się bliższe prymitywnej stronie ludzkiej natury.

Po trzecie zdziwiło mnie, że spiker w ogóle na ten zaśpiew nie reagował. Nie prosił, żeby przestać, jakby akceptował ten stan rzeczy. A spiker podczas meczu jest przecież przedstawicielem klubu. Musi pamiętać, że dla osób postronnych może to wyglądać tak, jakby klubowi były właściwie obojętne takie przypadki.

PS Przy okazji muszę przyznać, że szkoda tego meczu. Legia Warszawa wygrała zasłużenie i nie zmienia tego faktu słaba forma sędziego. Nie ma co zwalać na arbitra - nie wypaczył przecież wyniku, gospodarze w tym meczu byli lepsi. Dzięki temu są znacznie bliżej mistrzowskiego tytułu.

Porażkę przyjąć potrafię, tylko z uznaniem mogę pisać o grze Legii, choć Piast - do utraty pierwszej bramki - bardzo mi się podobał. Z rozmysłem sparaliżował przeciwnika i czekał na jedną okazję. Paraliż jednak puścił, sam nie doczekał się na nic, więc skończyło się trochę mylącym rezultatem.
Piast przegrał za wysoko choć nie jest to ważne, bo chodziło o to, żeby nie przegrał, a nie o to, żeby przegrał nisko. Legia grała własnym rytmem, z pewnością, że wszystko dla niej dobrze się skończy. Zazdroszczę innym drużynom takiej pewności, dzięki niej można osiągnąć więcej.
Trudno, tym razem się nie udało. Ale może uda się następnym...

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

17:10, pavelczado , żal
Link Komentarze (54) »
wtorek, 03 maja 2016
W wannie, rok 1969. Niezwykła pamiątka

Uwielbiam futbol i historię a najbardziej styk tych dwóch światów. Dzięki pracy mam szczęście być czasem tego styku tak blisko jak się da.

Niedawno wdowa po pewnym zawodniku (szukałem jej kilka miesięcy) udostępniła mi ponad... 170 zdjęć sławnej polskiej drużyny (absolutny top) z czasów kiedy ta jeszcze... nie była sławna.

Teraz odwiedziłem piłkarza, który kiedyś grał w reprezentacji Polski. Wręczył mi teczkę z futbolowymi pamiątkami mówiąc, że w rodzinie nikt piłką się nie interesuje więc po jego śmierci wszystko przepadnie i lepiej żebym to wziął.

U mnie takie rzeczy nie przepadają. To niezwykłe pamiątki. Choćby pierwsza z brzegu: weźmy pocztówkę z końca lat 60. na której widnieje de Kuip czyli słynna "wanna" Feyenoordu Rotterdam (dziś stadion oczywiście wygląda inaczej). Kiedy przyjrzycie się zdjęciu przyznacie, że kiedyś względy bezpieczeństwa nie były tak istotne:)

Ale ważniejsze co na odwrocie. Ofiarodawca zagrał bowiem w meczu Holandii z Polską w eliminacjach do mistrzostw świata w Meksyku, który odbył się właśnie na stadionie de Kuip. Na tej pocztówce pozbierał podpisy wszystkich kolegów z drużyny - zarówno tych, którzy wystąpili w pierwszym składzie jak i rezerwowych. Podpisali się więc nie tylko Kazimierz Deyna (drugi z lewej w dolnym rzędzie) czy Włodzimierz Lubański (pierwszy z prawej w górnym rzędzie), ale także choćby rezerwowy bramkarz Piotr Brol (pierwszy z lewej w drugim rzędzie od dołu).

podpisy

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.



poniedziałek, 02 maja 2016
Tłuszcza tańczy, śpiewa i gwiżdże

Andrzej Duda, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej został wygwizdany podczas finału Pucharu Polski, który odbył się w Warszawie.

Uważam to za żenujące i mocno obrzydliwe. Żeby było jasne: uważałbym tak samo gdyby w identycznych okolicznościach wygwizdani zostali podczas pełnienia urzędu Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński oraz Bronisław Komorowski.

Rozgrywki krajowego pucharu bardzo długo były u nas niedoceniane, bardzo długo nie były traktowane z należną im estymą. Obecność najważniejszego człowieka w państwie na tym meczu była dotychczas czymś rzadkim i niecodziennym. Moim zdaniem warto żeby stała się czymś oczywistym bez względu na to jakie poglądy ma prezydent. Jego obecność na stadionie podczas finału Pucharu Polski nie jest wcale lansem, tak mogą uważać jedynie ćwoki i troglodyci. Należy bowiem pamiętać, że całe te rozgrywki odbywają się przecież pod patronatem prezydenta RP!

Nie widzę niczego złego w wyrażaniu dezaprobaty wobec polityków, którzy nie są z naszych bajek. Ale powinniśmy wiedzieć gdzie i kiedy dezaprobatę można wyrażać. Wygwizdanie prezydenta podczas finału piłkarskiego Pucharu Polski świadczy o nas jako społeczeństwie. Jeśli tego nie wiemy oznacza to że jesteśmy zwykłymi prostakami, że śmierdzi nam spod pach, że czkamy kiedy jesteśmy na niedzielnym obiedzie w restauracji i że siorbiemy kiedy pijemy herbatę.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

20:36, pavelczado , żal
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 205