piątek, 20 listopada 2009
W poprzek, a nie wzdłuż
Dziś Czadoblog nadaje z czeskiego Śląska. Powód? Sparing w Karwinie zagrał Górnik. Długoletnich fanów futbolu (nieco starszych od Czadobloga) najdą pewnie wspominki, bo zabrzanie z samym Lubańskim w składzie wystąpili już w Karwinie. Było to 38 lat temu (o szczegółach tamtego meczu, a także szczegółach dzisiejszego przeczytacie w relacji Piotrka Płatka). Czadoblog na stadionie w górniczej Karwinie był pierwszy raz i nie żałuje. Sprecyzuję od razu, że byłem na starym stadionie w Karwinie. Jak wyjaśnił mi na wstępie sportovní manager Petr Mašlej (były piłkarz Karviny, grał też w Holstein Kiel i 1. FC Magdeburg) drużyna MFK występowała tam do 2003 roku, a potem przeniosła się na nowy obiekt. A dwa lata temu gospodarze starego stadionu doszli do wniosku, że niepotrzebnie marnuje się miejsce. Zlikwidowali bieżnię lekkoatletyczną (kiedyś wystąpił tu ponoć jakiś mistrz świata ze Związku Radzieckiego w skokach, ale gospodarz obiektu nie był w stanie przypomnieć sobie ani nazwiska, ani o jakie skoki chodzi) i położyli tam trawę. Miejsca nagle zrobiło się tyle, że w niecce stadionu zamiast jednego boiska wzdłuż, jak Pan Bóg przykazał, zmieściły się dwa boiska w poprzek! Tym sposobem główna zadaszona trybuna stała się trybuną za bramką, a Czadoblog (pierwszy z lewej na zdjęciu poniżej) śledzi mecz Górnika zza linii bocznej czyli... ze środka starego boiska! Fajne, co?
Ozdobą dzisiejszego meczu były fantastyczne bramki. Gdyby padały takie zawsze, na stadiony przychodziłyby setki tysięcy widzów. Pięknego gola (na 2:0 dla Karviny) strzelił precyzyjną główką Marcin Pontus. Aż szkoda, że rezerwowy bramkarz Górnika Marek Gala wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie. Szkoda, bo gdyby stał w bramce od początku i nie obronił tego strzału (bo nikt by nie obronił) mielibyśmy chyba pierwszy przypadek w historii kiedy polski napastnik czeskiej drużyny strzela gola czeskiemu bramkarzowi polskiej drużyny... Górnika zagrzewała do boju może dwudziestoosobowa grupka fanów Górnika, do których należał cały stadion. Jeden z kibiców ze szklaneczką w ręce, chwiejąc się, podreptał z trybuny na drugą stronę boiska (w pobliżu miejsca gdzie na zdjęciu stoi Czadoblog) i uskuteczniał doping naprzemienny, czyli ”druga strona odpowiada”. I druga strona odpowiadała! Musiało być radośnie: skoro nad wejściem do stadionowej kawiarenki wisi duża reklama Radegasta? Klimat w ogóle był szwejkowski. Brakowało tylko, żeby przy linii bocznej arbitrzy (każdy ubrany inaczej) ustawili sobie kufle z piwem... Jeśli wspominam o sędziach, nie mogę pominąć pewnego zdarzenia. Oglądając mecz tuż zza linii, byłem świadkiem wymiany złośliwości między mocno pucułowatym czeskim arbitrem bocznym, a lewym obrońcą Górnika Mariuszem Magierą. Najpierw Magiera po nieudanym zagraniu głośno zaklął używając jednego z najpopularniejszych polskich słów. Boczny się oburzył. „Nie bój się go, daj mu kartkę” napuszczał głównego na piłkarza. Potem doprowadził do wściekłości Magierę, kiedy pokazał aut, gdy obrońca Górnika wygarnął piłkę jeszcze na boisku. Potem doprowadził Magierę do wściekłości jeszcze raz, kiedy nie odgwizdał faulu na nim. Magiera nie zdzierżył i wyskoczył do bocznego ze słowami: ”Ty grubasie (tamten sędzia na pewno lubi piwo, przyp. pacz), nie widziałeś tego, nie widziałeś co on robi?!” Boczny znów się obruszył, ale tym razem główny przybył mu na pomoc. Pokazał Magierze jedyną w meczu żółtą kartkę. Nie widziałem jednak, żeby obrońca Górnika się przejął:-) Dobrze, że nie doszło wtedy do rękoczynów... PS Wątek, który zainteresuje kibiców Zagłębia. Jak wiadomo sosnowiecki klub intensywnie szuka rozgrywajacego. Grą Karviny udanie kierował dzisiaj niejaki Herve Christian Tchami. Pamiętacie tego Kameruńczyka?
Wiosną 2008 roku był zawodnikiem Zagłębia, ale nie zagrał w lidze ani minuty. Tak, tak, to z tych Tchamich, tych z ludu Bamileke! Z czwórki braci każdy gra lub grał w piłkę. Najsłynniejszy był oczywiście Alphonse Marie Djomaha Tchami. W reprezentacji "Nieposkromionych Lwów" rozegrał 57 spotkań, reprezentował swój kraj w mistrzostwach świata w USA '94 i Francji '98. A gdy grał w Argentynie, w słynnym Boca Juniors, jego kolegą z drużyny był Diego Maradona, najlepszy według Czadobloga piłkarz wszechświata wszechczasów. Grać z najlepszym piłkarzem wszechwświata wszechczasów to już coś... Teraz młodszy o 17 lat brat Alfonsa pewnie bardzo by się w Zagłębiu przydał. Za późno. PS2 W pierwszej połowie rozbawieni i napojeni kibice Górnika zaczęli nucić starą śpiewkę pod tytułem ”PZPN, PZPN je.., je.. PZPN”. Jeden z przytomniejszych fanów zauważył, że ta śpiewka w Karwinie jest bez sensu i właściwie powinno się zanucić ”CZPN, CPZN”. Ale przecież do Czechów ”Torcida” nic nie ma. Idea zaśpiewu więc upadła... Warto może w tym miejscu przypomnieć, że był jednak - krótki, bo krótki - okres, kiedy PZPN i jego przedstawiciele mieli w Karwinie i okolicach wiele do powiedzenia. W 1938 roku, po przyłączeniu Zaolzia do Polski, Śląski OZPN postanowił zreformować piłkarskie rozgrywki na tym terenie. W październiku przedstawiono plan wcielenia drużyn zaolziańskich do okręgu śląskiego. Z powodu wybuchu II wojny światowej reformy nie udało się przeprowadzić. Dodam, że w tym czasie na Zaolziu działało 18 klubów piłkarskich - po dwa w Cieszynie, Jabłonkowie, Trzyńcu, Karwinie, Orłowej, Frysztacie, po jednym - w Mostach, Łazach, Darkowie, Bystrzycy, Suchej i Dąbrowie. Szacowano, że polskie organizacje sportowe na Śląsku Zaolziańskim liczyły wówczas 8 tys. członków.
czwartek, 19 listopada 2009
Francja ma szansę na nieśmiertelność
Zawsze uwielbiałem Francję. Francuzki są najpiękniejsze na świecie, francuskie żarcie jest najsmaczniejsze, francuska historia zwala z nóg, a autostop po Francji: Oh là là! Gdyby ktoś kazał opuścić mi moją kochaną norę, to mógłbym się przenieść na stałe tylko do Francji. Niekoniecznie na południe: kryta siankiem chatka na Ile de Brehat by mi wystarczyła (kto nie był na tej wysepce, polecam:-) Francuski futbol uwielbiam, kibicuję Francuzom od czasów Cantony i Ginoli (warunkiem niezbędnym mojej miłości było odejście Platiniego, on akurat nigdy mi nie podchodził). Nawet dziś łażę na co dzień we francuskim trykocie (co prawda nie piłkarskim tylko narodowej drużyny rugby, ale rugbyści mają takie piękne, eleganckie białe kołnierzyki)... Jeśli chodzi o futbol reprezentacyjny, to Francja jest u mnie na miejscu numer 3 (po biało-czerwonych i albicelestes). Dlatego teraz, jako zagorzały fan reprezentacji Francji, pozwalam sobie zaapelować do FFF: panowie działacze, zdecydujcie się na niecodzienny krok. Sami zrezygnujcie z wywalczonego w ten sposób awansu do MŚ. Żeby zdobyć go uczciwie, zaproponujcie Irlandczykom rozegranie jeszcze jednego meczu na neutralnym terenie. Oczywiście trudno zrezygnować z mundialu kiedy się go już ma, ale czy perspektywa wiecznej chwały nie jest kusząca? Zdecydowalibyście się na coś, na co jeszcze nikt się nie zdecydował. Wyznaczylibyście nowe trendy w futbolowej dyplomacji, mielibyście szacunek całego świata, zdobylibyście przepustkę do nieśmiertelności. Frajerami nazywałyby was tylko gnojki, które w mentalności mają zapisane przyzwolenie na nieuczciwość. A co z Thierrym Henrym? Jego zachowanie (podwójne zagranie ręką) jest produktem codzienności, masowego wspomnianego już „przyzwolenia na nieuczciwość”. Taki skandal, jak ten w Paryżu, mógłby być, ba, powinien być pretekstem nałożenia przez FFF dożywotniej dyskwalifikacji na tego piłkarza, umotywowanej zhańbieniem francuskiego futbolu. Ale kto niewinny niech pierwszy rzuci kamień, każdy powinien mieć szansę na rehabilitację... Zacząłbym powoływać Henry'ego do kadry, ale już po mundialu w RPA. Niezależnie od tego, czy drodzy działacze z FFF wyślecie tam swoją drużynę, czy może zdecydujecie się na bardziej honorowe rozwiązanie o którym wspominam. Allez Les Bleus! UPDATE Okazuje się, że irlandzki minister sprawiedliwości wpadł na ten sam pomysł, co ja. Teraz chodzi o to, żeby na ten sam pomysł wpadł jeszcze francuski minister sprawiedliwości, a przede wszystkim FFF.
środa, 18 listopada 2009
Trójkąt Trzech Cesarzy
Byłem dziś na sparingu Zagłębia z GKS-em. Mecz odbył się na stadionie AKS-u Niwka, pierwszym obiekcie jaki widziałem, który nie potrzebuje... płotu. To dlatego, że stadionik leży w miejscu, gdzie Bobrek wpada do Białej Przemszy, czyli jest położony między rzekami. Ogrodzenie jest zbędne i działa tylko brama zamykająca przejazd nad Bobrkiem. Dodam, że niedaleko Biała Przemsza łączy się z Czarną Przemszą, gdzie jest ważne miejsce dla historii tych ziem czyli Trójkąt Trzech Cesarzy. Akurat na parkingu pod stadionikiem Niwki zaczyna się szlak turystyczny. Sam mecz był dość słaby. Nie padła żadna bramka, choć sytuacji do zdobycia goli nie brakowało. Oba zespoły mogły strzelić ich kilka. GKS trochę lepiej prezentował się w polu, ale więcej klarownych okazji stworzyło Zagłębie. Wynik to chyba sukces sosnowiczan, bo wystąpili w składzie mocno odmiennym od podstawowego, w przeciwieństwie do GKS-u, który rozpoczął jedynie bez Hołoty i Kaliciaka, zza linii przyglądających się grze. Oba zespoły testowały rozgrywających: Zagłębie - Radosława Flejterskiego (Ślęza Wrocław), a GKS - Pawła Sermaka (Szczakowianka), którego ojciec Andrzej grał w Katowicach w latach 90. i strzelał dla Gieksy gole w europejskich pucharach. Moim zdaniem obaj zaprezentowali się przeciętnie. Podobało mi się, że na meczu pojawił się Krzysztof Szatan. Dobrze kiedy piłkarze i trenerzy czują, że właściciel drużyny naprawdę się nią interesuje. Nawet podczas sparingu już po sezonie. PS Reprezentacja Polski gra właśnie z Kanadą. Obiecałem sobie, że przez sto dni nie napiszę nic o kadrze Franciszka Smudy. Zaskoczyło mnie trochę, kiedy Smuda nagle stwierdził, że nie jest czarodziejem. Wcześniej, zanim został selekcjonerem, tego nie wiedział? Dodam więc jedynie, że pierwszy raz w podstawowym składzie reprezentacji występuje Maciej Sadlok, stoper chorzowskiego Ruchu. Warto przeczytać, co do powiedzenia ma jego ojciec. Andrzej Sadlok to prezes Pasjonata Dankowice. Uważa, że „chłopcy ze wsi nie są gorsi”. PS2 Katowicka AWF wydając interesującą książkę zakończyła ciekawą inicjatywę. „Z dziejów kultury fizycznej na Śląsku” to podsumowanie badań historyków sportu. Mam w ręce tylko tom I czyli teksty polskich autorów. Tom II (szkoda, że będzie wydany w Gorzowie, a nie w Katowicach) zawierać ma teksty autorów niemieckich. Idea projektu była bowiem taka, żeby wspólnie działali historycy obu narodów. Muszę dorwać ten drugi tom, bo ciekaw jestem spojrzenia Niemców na sportową historię Górnego Śląska...
wtorek, 17 listopada 2009
Walka o stadion
Stadion Polonii Bytom jest jednym z moich ulubionych obiektów piłkarskich. Mam gdzieś, że niektórzy uważają go za wyjątkowo brzydki. Ja lubię jego nieckę, lubię trybunkę prasową, która szokuje zachodnich gości, lubię napinać mięśnie w przeniesionym z Pizy klubowym budyneczku, lubię przejść się w charakterystycznej klatce prowadzącej z niego na murawę. Wiadomo, że jest to stadion o dziejach niezwykłych nawet jak na Śląsk, pamiętający jeszcze mecze Beuthen 09, międzypaństwowe spotkanie reprezentacji Niemiec jako gospodarza, a także przemówienie Adolfa Hitlera. Potem wspaniałe mecze grała tu powojenna mistrzowska Polonia... Dawno temu dzisiejszy stadion Polonii wyglądał jak na powyższej pocztówce. Co ważne, zadaszona trybuna, którą na niej widzicie była dokładnie naprzeciw obecnej zadaszonej trybuny, choć na sformułowanie „zadaszona trybuna w Bytomiu” mogłyby się dziś obrazić prawdziwe zadaszone stadiony... Po głębszym zastanowieniu muszę jednak przyznać, że choć dobrze się tam czuję, obecny stadion Polonii to obiekt na którym w razie przebudowy nie będzie mi tak naprawdę żal niczego (a na przykład na Ruchu żal byłoby mi zabytkowej krytej trybuny). Oczywiste jest, że Polonia zasługuje na coś znacznie lepszego, więc szlag mógł przeciętnego bytomianina trafić, gdy nie tak dawno okazało się, że nie może liczyć na zbyt wiele. Zdesperowani kibice Polonii rozpoczynają więc akcję naprawdę niecodzienną czyli zbiórkę pieniędzy na modernizację obiektu. Nie słyszałem, żeby dotychczas na Śląsku fani któregoś klubu zdecydowali się na tak desperacki krok (jeśli był - dajcie znać s.v.p.). Desperacki, bo wiadomo, że z samych datków nowoczesnego stadionu, który wszyscy w Bytomiu chcieliby widzieć, zbudować się nie da. Jednocześnie jest to jednak dobra próba zwrócenia uwagi na fakt, że zwykłym ludziom naprawdę zależy na zmianach, dobra okazja zawstydzenia możnych - tych, którzy mogliby pomóc. Jak ma wyglądać cała akcja? Zbiórka zaczyna się w czwartek. Plakaty z informacjami mają zawisnąć w całym Bytomiu. Akcja będzie mieć charakter - zacytujmy organizatorów - „oldskulowy", na afiszach znajdą się cytaty rodem z PRL-u np. „wspólnymi siłami zbudujemy nasz stadion" itp, itd... W bytomskich lokalach pojawią się puszki, gdzie bedzie można wrzucać datki. A przed samymi świętami bytomscy wolontariusze z puszkami w rękach dodatkowo zaatakują tamtejsze supermarkety. Ważne, że piłkarze Polonii również utożsamiają się z klubem i będą uczestniczyć w tej akcji; sami mają podobno zamiar również dołożyć parę groszy. Bytomscy kibice chcą uhonorować darczyńców. Osoby wpłacające powyżej 100 zł mają zostać wpisane na specjalną listę. Miałaby ona zawisnąć na nowopowstałej trybunie. W jakiś sposób przypomina mi to stadion Glasgow Rangers. Wszystkie zebrane pieniądze kibice mają zamiar przekazać prezydentowi Bytomia. Bardzo chciałbym, żeby udało się w tej akcji uzbierać jakieś naprawdę konkretne sumy. To świadczyłoby o tym, że takie kibicowskie działania mają realny sens. Powodzenia! Na Niwce w samo południe
Jutro wielkie wydarzenie w Sosnowcu. Zagłębie i GKS Katowice ostatnimi czasy grają ze sobą nadzwyczaj rzadko i oczywiście są to tylko sparingi. Wszystko dlatego, że na jednym ligowym poziomie oba zespoły walczyły jeszcze w czasach starożytnych czyli w sezonie 1991/92 (ostatni raz w czerwcu 1992 roku GKS rozbił w ekstraklasie rywali na Bukowej 5:0). Dlatego warto odnotować każdy najmniejszy sparing między drużynami, których stadiony dzieli przecież zaledwie 9 minut i 49 sekund drogi... Do takiego sparingu ma dojść jutro w samo południe na stadionie AKS-u Niwka. Oczywiście nie ręczę, że lokalizacja i godzina się jeszcze nie zmienią... Ubolewam nad tym stanem rzeczy, więc przy okazji przyznam się, że dla mnie optymalny skład ekstraklasy to osiem klubów z głębi Polski, siedem górnośląskich i jeden zagłębiowski. Co tydzień mielibyśmy na małej przestrzeni jakieś porządne meczysko. Fajnie by było. PS Ze zdumieniem słyszę, że info na temat problemów GKS-u to jakieś przebrzydłe, ssane z palca plotki. Niektórzy kibice przeróżnych klubów chcieliby chyba, żeby wszystkie informacje dotyczące ich ulubionych drużyn - i spraw w jakiś sposób z nimi związanych - były tylko dobre. O sprawach niewygodnych albo kontrowersyjnych lepiej nie pisać, bo to mogłoby zaszkodzić, co? Świat schodzi na psy: coraz częściej przytrafia mi się sytuacja, kiedy nie chce mi się udowadniać, że a to a, b to b, a c to c. Dlatego nie będę pisać o szczegółach przeróżnych spraw i wątków, które się namnożyły, bo to nadałoby im rangę, na którą po prostu nie zasłużyły. Dla mnie oczywiste stało się, że ktoś zacietrzewiony nawet jeśli dowie się potem o konkretnych, dość przykrych szczegółach, to i tak się nie zawstydzi. Bo działa w myśl zasady: kto nie z nami, ten przeciw nam. Aż człowieka nachodzi na pawika... Całe szczęście, że Czadoblog może skupić się na tym, co Czadoblogi lubią najbardziej - na piłce nożnej.
niedziela, 15 listopada 2009
Czekając na Eziego II
Wiadomo, że takie skarby jak Ernest Wilimowski rodzą się raz na sto lat. Albo rzadziej. Albo jeszcze rzadziej. Raczej na pewno jeszcze rzadziej... Nie zmienia to faktu, że bardzo chciałbym zobaczyć takiego zawodnika na własne oczy. Maradonę (niech żyje Diego!) widziałem, ale tylko w telewizji. Na żywo zawodnika takiego pokroju - nigdy. Człowiek dziwaczeje w nadziei, że jednak mu się uda. Popada w paranoję i doszukuje się przeróżnych wskazówek, które pomogłyby mu na Górnym Śląsku drugiego Wilimowskiego odnaleźć. Zdziwaczały zauważam więc, że po ponad 70 latach wreszcie zdarzył się piłkarz, któremu przytrafiło się to, co przytrafiło się Eziemu: najpierw grał w 1. FC Katowice, a potem pokazał się w chorzowskim Ruchu. Ernest Wilimowski w drużynie Ruchu zadebiutował 2 stycznia 1934 roku. Wychowanek 1. FC Katowice i absolwent liceum im. Mickiewicza zagrał w towarzyskim meczu przeciw KS Chorzów (późniejsze Azoty). Gola wtedy nie strzelił, ale potem Ruch miał z niego pociechę... Patryk Stefański, strzelił właśnie dwa gole dla Ruchu w sparingu z Cracovią (według innej wersji jednego, a przy drugim tak naciskał przeciwnika, że ten sam wpakował piłkę do własnej bramki). 19-latek grał wcześniej w 1.FC Katowice, ale zlikwidowano jego rocznik i trafił do Ruchu. W Młodej Ekstraklasie zdążył w obecnym sezonie zdobyć 6 goli i jest najskuteczniejszym zawodnikiem „niebieskich” w tych rozgrywkach. Stefański to ponoć talent nie mniejszy od Sobiecha, choć sposobem gry ma przypominać raczej Niedzielana. Po cichu mówi się, że gdyby Niedzielan miał Ruch opuścić, to byłoby go kim zastąpić! Patryka Stefańskiego nie chcę „zagłaskać” więc życzę mu tylko, żeby kiedyś pokazał na boisku choć jedną dziesiątą tego co Ezi. Żeby w ogóle mógł pokazać, co potrafi w ekstraklasie. Nieee, to może być za mało, żeby zapracować na ksywkę Ezi II, więc życzę mu, żeby osiągnął... połowę. Wtedy będzie piłkarzem spełnionym. PS Nie udało się Gabonowi, żałuję. Do MŚ awansował faworyt Kamerun. Może następnym razem?
czwartek, 12 listopada 2009
Allianz: Pomruk rozdrażnienia
Dla Górnika dobrze, że runda jesienna się już skończyła. Dla firmy Allianz brawo, że głuchy pomruk niezadowolenia wydała z siebie dopiero po ostatnim meczu, że nie burzyła wszystkiego w trakcie rozgrywek, bo nic dobrego raczej by to nie przyniosło. Allianz, do którego należy zabrzański klub, ustami Michaela Muellera obwieścił, że w Górniku nikt nie może być niczego pewien, także jeśli chodzi o posadę. Pewne jest dziś tylko jedno: że Allianz nie wycofa się z Górnika - nawet jeśli ten nie zdoła awansować w tym sezonie do ekstraklasy (moim zdaniem nie jest to przesądzone - choć KSG jest obecnie dopiero na piątym miejscu, straty punktowe nie są przecież duże). To bardzo dobra wiadomość, za powodzenie Allianza w Górniku powinni trzymać kciuki nie tylko kibice KSG. Bo prawda jest taka, że ewentualna porażka w Górniku takiej firmy jak Allianz, fatalnie wpłynęłaby na ogólne spojrzenie potencjalnych inwestorów na polski futbol, na polską ligę. Inne poważne firmy przyglądają się przecież uważnie jak idzie na tym polu potentatowi ubezpieczeniowemu. Tak trudno wyobrazić sobie, że ktoś ważny może pomyśleć: „skoro Allianz się sparzył, to po co ja mam inwestować, po co mam powtarzać jego błędy” ? Okazuje się, że Allianzowi w Górniku nie podoba się wiele spraw. Mueller zapowiedział, że firma nie będzie już dobrym wujkiem z Warszawy wykładającym kasę. Teraz w Górniku wszyscy będą musieli raportować o wszystkim, nie tylko o sprawach sportowych, ale i marketingu, zarządzaniu itd, itp. Pierwsze szczegółowe raporty będą analizowane za dwa tygodnie. Raporty nie dotyczą już tylko pracowników Górnika - okazuje się, że Allianz wynajął firmę, która przygląda się klubowi od strony sportowej już od dziesięciu meczów. Przyznam, że gdybym był pracownikiem Górnika, taka informacja mnie by zmroziła, taka informacja oznaczałaby, że właściciele nie mają do mnie zaufania. Spytałem więc Michaela Muellera co to za ludzie oceniają Górnika z boku, ale odparł, że dokładnie nie wie i nawet nie chce wiedzieć. Wie tylko, że ich raporty są fachowe. To oczywiste, tak jak oczywiste jest, że od takiej firmy nikt nie będzie oczekiwać w obecnej sytuacji pozytywnych opinii, lecz negatywnych. O.K., Allianz ma prawo do takiego kroku, chce w końcu dla Górnika jak najlepiej. Zresztą wygląda na to, że rzeczywiście wie czego chce. Tak naprawdę zaniepokoiły mnie, wręcz zdumiały inne słowa Muellera, które wypsnęły mu się chyba przy okazji: że dniówka piłkarzy nie może tak krótko trwać jak trwa teraz, bo przecież szeregowi pracownicy Allianza pracują dużo dłużej, często kilkanaście godzin. Nie do końca wierzyłem, w to co słyszę, ale Mueller wyglądał na poważnego, kiedy mówił te słowa. Czyli co: słaby piłkarz będzie lepiej grać, jeśli znajdzie mu się po treningu jakieś zajęcie? Może nawet wysłać go do kopalni, żeby trochę pofedrował? Trudno bronić zawodników, pewnie sami wiedzą, że grali słabo, albo bardzo słabo. Ale taki już ich zawód, że na co dzień w wymiarze czasowym pracują trochę krócej niż zwykły człowiek, zwykły pracownik Allianza... Jeśli Mueller chciał tylko postraszyć piłkarzy, przekazać w ten niecodzienny sposób, że naprawdę jest z nich niezadowolony, to w porządku. Ale jeśli naprawdę ma zamiar tego typu pomysły wprowadzać w życie, to obawiam się, że Górnik może mieć kłopoty nawet z utrzymaniem się w II lidze... PS Dostałem w sprawie rozegrania meczu między Górnikiem i GKS-em pismo od stowarzyszenia „Klub Sympatyków Górnika Zabrze”. Stowarzyszenie apeluje o poparcie dla rozegrania spotkania charytatywnego między wspomnianymi drużynami, z którego pieniądze mają wspomóc rodziny ofiar niedawnej górniczej tragedii. Sprawa jest złożona: z jednej strony oczywiste burdy na meczu z Widzewem i wynikająca z nich kara zamknięcia stadionu, z drugiej spotkanie charytatywne z drużyną, której nazwa gwarantuje, że do żadnych ekscesów podczas tego konkretnego meczu nie dojdzie. Co sądzicie? Choć z drugiej strony nie wiem, czy wobec informacji, że Górnik chętnie widziałby u siebie bardzo cenionego w GKS-ie trenera Adama Nawałkę, to naprawdę dobry pomysł. Czy kibice obu drużyn spokojnie wymienialiby na trybunach poglądy na ten temat? PS2 Nie mogę się doczekać co na temat dzisiejszej konferencji przeczytam w „Przeglądzie Sportowym”. Ach, żeby już było jutro...
środa, 11 listopada 2009
Gorące brawa dla ŁKS-u!
Oczywiście najbardziej chciałbym, żeby dwa pierwsze miejsca w obecnym sezonie I ligi zajęły drużyny z województwa śląskiego. Przyzwoitość nakazuje jednak jedną z lokat gwarantujących awans zarezerwować dla konkretnego zespołu. Tą drużyną jest Łódzki Klub Sportowy, który po zeszłym sezonie w paskudny sposób został sfaulowany i pozbawiony miejsca w ekstraklasie. Dlatego ełkaesiakom życzę jak najlepiej - chciałbym, żeby jak najszybciej wrócili na należne im miejsce. Jest na to szansa! ŁKS po piątym kolejnym zwycięstwie przezimuje na drugim miejscu w tabeli. Awans coraz bliżej. Brawo! Byle tak dalej. UPDATE: Tak się ucieszyłem, że ŁKS-owi żre, tak się napaliłem, że można już łodzianom gratulować, że całkiem zapomniałem o meczu Pogoni Szczecin. No i dostałem pstryczka, bo Pogoń przed chwilą wygrała z Gorzowem, więc to ona zaczeka do rundy wiosennej na drugim miejscu w tabeli. Tym samym muszę sprostować: ŁKS jest nie na drugim, a trzecim miejscu. Oczywiście nie zmienia to faktu, że nadal życzę ełkaesiakom awansu i nadal gratuluję postawy w rundzie jesiennej:-)
poniedziałek, 09 listopada 2009
Z Gliwic do reprezentacji
Święto w Gliwicach: Kamil Glik powołany do reprezentacji Polski! Glik ma szansę zostać pierwszym reprezentantem kraju jako piłkarz Piasta, choć oczywiście nie będzie pierwszym reprezentantem kraju grającym na co dzień w Gliwicach. To zacne miasto dało bowiem wcześniej aż trzech reprezentantów zespołowi Niemiec. Nie liczę oczywiście Lukasa Podolskiego, który wyjechał z Gliwic z rodzicami jako bajtel, podobnie jak Sebastian Boenisch, który grał w niemieckiej młodzieżówce, a teraz być może zagra w biało-czerwonych barwach. Myślę o piłkarzach z zupełnie innej epoki: o Reinhardzie Schaletzkim, Richardzie Kubusie i Ernscie Plenerze. Klub Vorwärts-Rasensport Gleiwitz w latach 30. był prawdziwą potęgą. Kilkakrotnie triumfował w mistrzostwach niemieckiej części Górnego Śląska. Nic więc dziwnego, że ówczesny szkoleniowiec niemieckiej kadry Sepp Herberger docenił piłkarzy tego klubu: trzech z nich wystąpiło w oficjalnych meczach reprezentacji Niemiec. O Reinhardzie Schaletzkim panowała opinia, że dla niemieckiego piłkarstwa na Górnym Śląsku znaczył tyle samo, co dla polskiego Ernest Wilimowski. Wiadomo; świetny technik i drybler, choć w przeciwieństwie do Eziego szybko zaczął łysieć. On pierwszy wystąpił w niemieckiej kadrze, choć starszy o dwa lata od Schaletzkiego był twardy, zadziorny obrońca Richard Kubus, potrafiący rozpocząć akcję dalekim podaniem. Szkoda, że przez niemiecką kadrę tylko przemknął niczym meteor świetny technik, prawoskrzydłowy Ernst Plener. Nie przebił się, ale trudno mieć o to do niego pretensje: przed wojną i w jej trakcie w niemieckiej kadrze było wielu świetnych napastników... Oto gliwickie mecze reprezentacyjne: 1939: Norwegia - Niemcy 0:4 (Reinhard Schaletzki), Estonia - Niemcy 0:2 (Reinhard Schaletzki/1 gol), Niemcy - Słowacja 3:1 (Richard Kubus) 1940: Niemcy - Rumunia 9:3 (Ernst Plener/2 gole), Niemcy - Finlandia 13:0 (Ernst Plener) 2009: Polska - Rumunia ?:? (Kamil Glik?), Polska - Kanada ?:? (Kamil Glik?) Ogółem: 5 meczów/3 gole PS Glik wycenia się skromnie na milion złotych. Ale nie obrazi się, jeśli pozostanie w Gliwicach... Chce mi się śmiać
Strasznie jestem ciekaw, na którym miejscu zakończy sezon 2009/10 Ruch Chorzów. Z uporem będę powtarzać, że może nawet na pierwszym. Porównując zespoły z czołówki nie wiem dlaczego Wisła albo Legia miałaby być lepsze od Ruchu. Ślązacy na pewno nie powinni mieć kompleksów. Kiedy przeczytałem, że Legia chce w przerwie zimowej Sadloka i Sobiecha, zachciało mi się szyderczo śmiać. Może Ruch powinien wypuścić info, że chce Rybusa i Rzeźniczaka? „Niebiescy” musieliby albo być ciężkimi frajerami, albo w wyjątkowej potrzebie, żeby już za momencik puścić na Łazienkowską dwóch panów S. Najlepiej oczywiście bez dąsania i po 100 tysięcy euro za łebka... Zauważam, że od dłuższego czasu rozplenia się niezrozumiała dla mnie tendencja dziwacznego tworzenia sztucznej klubowej hierarchii. Nie wiadomo dlaczego utarło się, że dobry piłkarz zanim wyjedzie na zachód powinien pokazać się w Wiśle albo Legii, bo to są niby najlepsze polskie zespoły. Ba, przejście każdego wyróżniającego się piłkarza w naszej lidze do Krakowa albo Warszawy ponoć jest dla niego uśmiechem losu, który powinien przyjąć z pocałowaniem ręki. To niby dla niego potwierdzenie, że jest kimś. Naprawdę nie rozumiem w czym na przykład Legia ma być lepsza od Ruchu. Czy mecze Legii ogląda więcej kibiców? Czy warszawski klub ma piękniejszą historię od tej chorzowskiej? Czy wreszcie Legia ma obecnie lepszą drużynę? Na każde z tych pytań odpowiedź brzmi: oczywiście, że NIE. Jedyna różnica jaką obecnie widzę między Legią a Ruchem jest taka, że w salce klubowej Legii wiszą obrazki z miejscowymi gwiazdorami, którzy byli/są Ślązakami, a w salce klubowej Ruchu nie wiszą obrazki z miejscowymi gwiazdorami, którzy byli/są warszawiakami. Dla mnie Ruch jest (a przynajmniej powinien być) drużyną o takiej marce, że wyjąć z niego asa mógłby tylko bogaty zagraniczny klub. ZAGRANICZNY! Mam nadzieję, że z tego samego założenia wychodzą ludzie, którzy rządzą Ruchem. Właśnie takie myślenie powinno być następnym etapem budowy wielkiego klubu. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Chętnie do nich zaglądam
Kontakt
|