poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Dotyk pieszczotliwy

Nie wiem skąd się to bierze, ale już tak mam, że jeśli ujmie mnie jakiś piłkarz to jako kibic jestem mu już wierny do ostatka. Śledzę potem takiego zawodnika uważnie a późniejsze momenty słabości w przeciągu jego kariery zawsze bardziej mnie smucą niż irytują. Bo już zawsze życzę mu dobrze.

Najbardziej lubię piłkarzy, którzy potrafią mnie zachwycić jednym natchnionym dotknięciem piłki. Takim, które jest w stanie przyprawić mnie o nagłe wzruszenie. Powtarzam: odtąd jestem już im oddany. Wiem, że gwałtowny napływ łez z powodu jakiegoś kopnięcia piłki będzie uznany przez wielu za dziecinną egzaltację - nic na to jednak nie poradzę. Już tak mam, że futbol dostarcza mi wrażeń estetycznych. Uwielbiam wzruszać się na boiskach piłkarskich. Tego uczucia nic nie jest bowiem w stanie spaskudzić.

Dziś znowu zdarzył się dotyk w stylu anioła. Tym razem w Zabrzu. Chodzi o piłkarza, którego od czasu kiedy sfrunął na śląskie boiska - uwielbiam. Zachwycił mnie na starcie więc z przykrością potem obserwowałem kiedy długimi okresami łopotał bezradnie skrzydłami podfruwając niezdarnie i gubiąc pióra. Jednak nie spuszczałem go już z oczu, bo wiedziałem, że potrafi - przez duże "p". Na skuczenia hejterów i podśmiewajki złośliwców tylko wzruszałem ramionami.

Robert Jeż zachwycił mnie dziś asystą przy pierwszym golu w meczu Górnika z Bełchatowem. Trzeba mieć niezwykłą wyobraźnię, refleks, ogląd sytuacji i spostrzegawczość żeby: po pierwsze - wymyślić takie podanie, po drugie - natychmiast wprowadzić pomysł w czyn, a po trzecie - uczynić to z taką niezwykłą chłodną elegancją. No i sposób wykonania - to delikatne trącenie zewnętrzną częścią stopy... Dziw, że nadbiegający Rafał Kosznik od razu uderzył, zamiast najpierw westchnąć z podziwu!

Mało tego; ucieszyłem się, że Jeż dorzucił dziś jeszcze drugą asystę, już zupełnie innego rodzaju. Do jej wykonania potrzebna była z kolei agresja i nieustępliwość. Mam więc nadzieję, że to zwyżka formy, stała tendencja i niejednorazowy wzlot upadłego anioła. Byłoby fajnie gdyby Robert Jeż jeszcze parę takich asyst w tej pożal się Boże dodatkowej fazie ligowego sezonu jeszcze zaliczył. Najlepiej w meczach z drużynami z Warszawy i Poznania.

Bolesne upadki nauczyły Słowaka skromności. Niech mu się darzy.

PS Gdybym miał wybrać obcą nację, która najbardziej zasłużyła się dla śląskiego futbolu - ostatnie lata sprawiają, że na czoło w tej nieformalnej klasyfikacji zdecydowanie wychodzą Słowacy. Kiedy się u nas pojawiali myślałem, że będą pasować, bo niosą za sobą nieustępliwość, twardość i zadziorność. Tymczasem pasują, bo przynieśli finezję, pomysłowość i technikę. Nie sądziłem, że to tak zdolni piłkarze.

Poniższa drużyna  (jedenastka plus siedmiu rezerwowych) gdyby mogła zagrać razem - zdobyłaby moim zdaniem mistrzostwo Polski. Mylę się? Dorzucilibyście tu jeszcze kogoś?

Voila: Putnocky "Ruch" (M.Pesković "Polonia" i "Ruch") - Hricko "Polonia" (Farkas "Ruch Radzionków" i GKS Katowice"), Stano "Polonia" i "Podbeskidzie", Kolcak "Podbeskidzie"* - Gergel "Górnik" (Cicman "Piast"), Bażik "Polonia", Barcik "Polonia" (Sloboda, "Podbeskidzie"), Grendel "Górnik", Straka "Ruch" (Vascak "Polonia"), Izvolt "Piast" (Balaz "Ruch") - Demjan "Podbeskidzie" (Fabusz "Ruch").

Właściwie każdy z tych zawodników zdobył sobie w Polsce szacunek, wdzięczność lub uznanie. A żeby miał kto nimi kierować - na ławce dorzućmy jeszcze trenera  Michala Vicana (a jako asystenta - Jana Kociana).

może was zdziwi obecność w tym zestawieniu Kolcaka, ale bardzo podoba mi się jego agresywny styl gry. Taki przecinak i ochroniarz musi być w każdej drużynie.

czwartek, 16 kwietnia 2015
Walka

Jestem pod wrażeniem ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Wspaniałe mecze kolejny raz uzmysłowiły na czym polega różnica między nami a nimi.

Moim zdaniem także na rozumieniu i wprowadzaniu w czyn słowa "walka".

Wydaje mi się, że w Polsce ciągle chodzi o bezpardonowe fizyczne starcia na wyniszczenie. Jak wiadomo piłka może przejść, rywal już nie. Rekord pobił we wrześniu 1997 roku w meczu GKS-u Katowice ze Stomilem Olsztyn śp. Adam Ledwoń. Widziałem to na własne oczy: po starciach z „Ledkiem” Szulik i Tereskinas zeszli ze złamanymi nosami, a Gadziała odniósł kontuzję stawu skokowego...

Tymczasem w Europie chodzi już teraz o tempo gry. Mecz Atletico z Realem był jednym z najlepszych i... najszybszych bezbramkowych meczów jakie widziałem. Piłkarze walczyli na niezwykłym poziomie aktywności i w ciągłym ruchu. Rozbity łuk brwiowy Mandżukicia zdarzył się przy okazji.

Właśnie dlatego często chce mi się śmiać kiedy po meczu polskiej ligi słyszę kiedy piłkarz schodząc do szatni mówi: "to był mecz walki". Wśród dziennikarzy przyjęło się, że to sformułowanie-wytrych mające pokryć nijakość widowiska. Zauważcie: w Polsce  nikt z piłkarzy nie mówi o walce kiedy w trakcie zakończonego właśnie spotkania padło wiele bramek...

Powinniśmy chyba zacząć rozumieć ten termin inaczej (oczywiście chodzi mi o tych, którzy pozostali przy starym rozumieniu:). Wygląda na to, że powoli odchodzi do lamusa powiedzenie: "lepiej mądrze stać niż głupio biegać" (właściwie już odeszło, piszę w czasie teraźniejszym żeby choć trochę odsunąć od siebie poczucie, że mi przykro, bo to powiedzenie forowało przecież myślących piłkarskich artystów, których wszyscy kochamy).

Era elfów minęła. Czas na powiedzenie: "lepiej mądrze biegać niż głupio biegać". Czas na erę orków.

Konkluzja z tego taka, że poziom w Polsce będzie wyższy jeśli poważnego meczu nie będzie już można wygrać na stojąco, samą inteligencją. Inteligencja oczywiście nie zginie. Ba; w ciągłym biegu przyda się jeszcze bardziej!

PS Jürgen Klopp potrafi pociągnąć za sobą tłumy. Pokochali go zarówno w Moguncji jak i w Dortmundzie. Dokonał niezwykłych rzeczy. Ale dla mnie to czy jest trenerem, który na stałe wszedł do światowego topu - okaże się dopiero właśnie teraz. W następnym klubie. 

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

09:30, pavelczado , żal
Link Komentarze (10) »
czwartek, 09 kwietnia 2015
Półfinalista PP naprawiał u mnie telewizor

Za chwilę w Poznaniu rewanżowy mecz Błękitnych Stargard w półfinale Pucharu Polski. Z tej okazji chcę przypomnieć historię z mojego ukochanego Załęża. Była tam drużyna, która nie wychylała się z niziutkich lig, ale raz wzleciała niezwykle wysoko - właśnie do półfinału Pucharu Polski. Aż żałuję, że nigdy tego nie widziałem. Niestety: urodziłem się za późno.

Z bogatej historii Baildonu Katowice przypomnę tylko jedną datę: 19 listopada 1967 roku. To dzień chwały, o którym niektórzy pamiętają na Załężu do dziś. W 1/16 finału Pucharu Polski występujący w katowickiej A-klasie piłkarze "Beldony" zagrali z obrońcą trofeum - wielką Wisłą Kraków. Na malutki stadionik obok domu kultury przyszło aż 3200 kibiców. Część z nich oglądała ten mecz z pobliskich drzew, balkonów i dachów.

No i Wisła "utonęła na błotnistym boisku przy ul. Gliwickiej" - jak pisała prasa (było naprawdę błotniste, wiem coś o tym). Gole dla "Beldony", która wygrała 2:1, zdobyli Andrzej Labuzga i Jan Włodarczyk. - Przez cały mecz broniliśmy się na własnej połowie. Udało nam się przeprowadzić dwa kontrataki, po których zdobyliśmy zwycięskie gole. Po meczu byliśmy tak zmęczeni, że w szatni kwadrans dochodziliśmy do siebie, nic nie mówiąc - opowiadał mi kilkanaście lat temu bramkarz tamtej drużyny Edward Krymer. Pan Krymer cierpliwie naprawiał moim rodzicom telewizor kiedy ten się psuł (to był "Ametyst" na czterech długich nóżkach, co za cacko, pamiętam, że programy przełączało się specjalną wajchą:). Pan Krymer pracował oczywiście w hucie Baildon, zresztą jak prawie wszyscy w dzielnicy - również moi kochani rodzice.

Oto skład Baildonu z tamtego historycznego meczu: Krymer - Błaszczyk, Krzemiński, Poloczek, Zając, Kuczera, Szryt, Stobrawa, Tomala (Słaboń), Labuzga, Włodarczyk.

Hutnicy w tamtej edycji PP odpadli dopiero w półfinale, przegrywając z Ruchem w Chorzowie 1:7, choć nawet prowadzili po sensacyjnym strzale Antoniego Szryta. Mecz miał pierwotnie odbyć się na Załężu, ale naciski prezesa Ruchu Ryszarda Trzcionki (ówczesnego wiceministra hutnictwa) spowodowały, że przeniesiono go do Chorzowa. Piłkarzom Baildonu działacze Ruchu obiecali za zgodę na przeniesienie meczu 250 zł, a pół huty oglądało ten mecz dzięki darmowym biletom. Wielkiego sprzeciwu nie było, bo prawie całe Załęże kibicowało wtedy Ruchowi (dziś wschodnia i środkowa część jest generalnie za GKS-em, zachodnia - generalnie za Ruchem).

W latach 60. i 70. drużyna Baildonu pałętała się między A-klasą i ligą terenową, aby na początku lat 80. spaść do klasy B. Drużyna seniorów została rozwiązana w 1988 r. Powód był dość prozaiczny. Piłkarze w szatni mieli piece gazowe, które podgrzewały wodę do kąpieli. Liczniki znajdowały się w domu kultury. Kiedy przejął go prywatny właściciel, nie chciał już płacić za gaz. Dziś to nawet domu kultury w Załężu nie ma. Na jego miejscu (i na miejscu boiska) stoi multikino (które też zdążyłem polubić)...

Dobrze przynajmniej, że do dziś istnieje zaraz obok Moje Skrzyżowanie...

PS Omega widziała tamto 7:1.

poniedziałek, 06 kwietnia 2015
Czy to przyszły reprezentant Polski

Dzisiejsze Wielkie Derby Śląska bardzo mi się podobały. Emocje, tempo, dramaturgia a i trochę dobrego futbolu. Chciałbym żeby tak było zawsze.

Z meczu podaję dwie obserwacje.

Pierwsza: jedno zagranie może sprawić, że piłkarza należy docenić mimo jego przeciętnej gry. Roman Gergel to dobry zawodnik, choć dziś przeciw Ruchowi nie zagrał najwybitniejszych zawodów. Widziałem już Słowaka w lepszej dyspozycji. Jednak jedno czyste, nienaganne pod względem technicznym uderzenie z powietrza sprawia, że nie mogę się na niego gniewać. Kawał piłkarza. Piękny gol dla Górnika. Brawo!

Druga: jedno zagranie nie może sprawić, że piłkarza należy skreślić mimo jego świetnej gry. Olśnił mnie dziś Michał Helik, moim zdaniem był najlepszym piłkarzem na boisku. Wiem, że wszyscy zachwycają się skutecznością Grzegorza Kuświka i jego świetnym wpasowaniem się w wymogi taktyki Waldemara Fornalika. Słusznie. Ale Helik moim zdaniem może w piłce osiągnąć znacznie więcej niż Kuświk.

Pamiętacie Romana Wójcickiego? To piłkarz, którego odkrył Antoni Piechniczek. Patyczkowatemu chłopakowi z Nysy umożliwił debiut w ekstraklasie kiedy był trenerem Odry Opole. Wójcicki jak na piłkarza wyglądał dość dziwacznie. Ze 193 centymetrami był bocianowato-patyczkowaty i nie wyglądał na zawodnika pewnie stojącego na ziemi. No i co z tego? Miał 19 lat kiedy zaczął grać w lidze, niedługo później zadebiutował w pierwszej reprezentacji. Przypomnijmy, że było to w 1978 roku czyli w czasach kiedy załapać się do reprezentacji Polski nie mógł ktoś przypadkowy. W debiucie u trenera Jacka Gmocha Wójcicki zagrał w parze z Władysławem Żmudą, za plecami miał Jana Tomaszewskiego a przed sobą Kazimierza Deynę, Zbigniewa Bońka i Adama Nawałkę. I co? Dał radę. Na tyle, że przez następne 11 lat łącznie aż 62 razy zagrał w reprezentacji i zdobył medal mistrzostw świata.

Nie twierdzę oczywiście, że Michał Helik zrobi taką karierę jak Roman Wójcicki. Tego nie da się przewidzieć. Na razie łączy ich jedynie patyczkowatość (Helik ma dokładnie tyle samo centymetrów co Wójcicki). Ale w tym chłopaku jest coś co każe mi wierzyć, że może naprawdę daleko zajść. Na razie łapie się do podstawowego składu mimo kilku znacznie starszych i znacznie bardziej doświadczonych kolegów z kadry również aspirujących do gry na tej pozycji.

Oczywiście dziś cieniem na jego grze kładzie się paskudny faul na rozpędzonym Łukaszu Madeju w samej końcówce. Mówcie co chcecie, ale dla mnie była to ewidentna czerwona kartka. Bez dyskusji! Jednak do tego momentu Helik spisywał się świetnie. Skuteczny w odbiorze, bardzo dobrze się ustawiał. Na tyle okrzepł na boisku, że nie boi się starć fizycznych, słownych i wszelkich innych z piłkarzami znacznie starszymi i powszechnie poważanymi (vide: Radosław Sobolewski). Gdybym budował własną drużynę, złożoną z piłkarzy polskiej ligi na pewno chciałbym żeby znalazł się w niej Michał Helik. Nie tak dawno fajny wywiad zrobił z nim Wojtek Todur, wyłania się z niego obraz chłopaka skromnego i zarazem wiedzącego czego chce. Ma 20 lat. W jego wieku Roman Wójcicki debiutował w reprezentacji. Michałowi Helikowi może się to na tym etapie jeszcze nie udać. Ale w przyszłości?

W jego historii jest jeszcze coś fajnego. Otóż w Wielkich Derbach Śląska wreszcie najlepszy jest piłkarz "stond". Michał Helik urodził się w Chorzowie i jest wychowankiem Ruchu. Uff... Nasze kluby potrafią sobie jeszcze same wychować kogoś dobrego.

PS Omega z uznaniem kiwa tarczą.

poniedziałek, 30 marca 2015
Nowe myślenie o reprezentacji [Z DUBLINA]

Bylem na spotkaniu Eire z Polska. Mecz bardzo mi sie podobal. Piekny stadion i swietna atmosfera, byc moze byl to nawet najglosniejszy mecz na jakim bylem w zyciu. Doping wlasciwie perfekcyjny, ogromna w tym zasluga kibicow reprezentacji Polski.

Uwazam, ze reprezentacja wykonala w Dublinie kawal dobrej roboty. W inteligentny sposob przez wieksza czesc gry kontrolowala spotkanie. Wcale nie uwazam, ze to byl szczegolnie brzydki mecz. Polska podjela fizyczna walke z gospodarzami co nie bylo latwe. Jedyny minus to chyba taki, ze na jakis kwadrans przed koncem wygladalo jakby Polacy zaczeli szybko tracic sily i w efekcie cierpiala na tym dyscyplina taktyczna, ktora we wczesniejszych fragmentach meczu wrecz mi imponowala (przy tej rabance kazdy by stracil sily, ale Irlandczycy zbyt latwo zaczeli przedostawac sie pod nasze pole karne). W przypadku Polski czesto jest tak, ze na boisku pilkarskim albo ma duzo szczescia albo ma duzo pecha. Mecz w Dublinie polaczyl oba te stany, bo przeciez nawet jesli gra Polakow mi sie podobala to musze milczec kiedy slysze, ze moglo sie skonczyc chocby 1:3 i nikt - lacznie ze mna - by nie pisnal.

Zachowanie sedziego kiedy gospodarze zdobyli gola uwazam za oburzajace. Bardzo dobrze ustawiajacy sie przez caly mecz Lukasz Fabianski byl ewidentnie faulowany i nie powinno byc rzutu roznego. Ale wiecie co? Mam to gdzies. Nie wiem co to byl za sedzia. Nawet nie chce wiedziec, bo chce myslec o reprezentacji Polski w zupelnie nowy sposob. Wreszcie nadszedl na to czas.

Chce o kadrze zaczac myslec jako o silnej i interesujacej druzynie. Takiej od ktorej ogladania nie bola pachy i nie cierpna palce u stop. Uwazam, ze obecny zespol jest perspektywiczny i moze przyniesc jeszcze wiele satysfakcji. Oczywiscie sa detale albo decyzje, ktore mi sie nie podobaja, ale tak jest chyba z kazdym kibicem, ktory uwaznie przypatruje sie druzynie narodowej.

Silny zespol - powtarzam, że za taki chcialbym wreszcie uwazac Polske - i jego kibice nie powinni plakac gdy sa krzywdzeni w momencie kiedy ciagle wiele - a wlasciwie wszystko - jest do zyskania. Olejmy to. Niech bialo-czerwoni wygraja w rewanzu 3:0 (stac ich) i niech awansuja na turniej do Francji (stac ich). Nie warto skupiac sie na arbitrach i zwalac na nich niepowodzenia w momentach kiedy ich bezmyslne, debilne, stronnicze czy tez nieprofesjonalne decyzje i tak nie zatapiaja naszych nadziei.

PS W Dublinie bylo mnostwo polskich kibicow. Wlasciwie caly przekroj spoleczny. Byly ladne dziewczyny, stateczni mezczyzni, dzieci i lyse miesniaki. Paleta zachowan tez przerozna, co tu duzo mowic. Ale nie jest tak, ze chama zawsze musisz od razu walic pala zeby zrozumial niestosowne zachowanie. Kosztowalismy grzecznie guinessa w jednym ze starych dublinskich pubow (takiego, ktory ciagnie historie od XVIII wieku) - mozna bylo tam nie tylko cos dobrego wypic, ale i dobrze zjesc. Nagle z wrzaskiem wparowala do lokalu grupa podchmielonych sympatykow (jeden mial nawet wasy). Okazalo sie, ze sa milosnikami Pet Shop Boys. Na melodie wlasnie tej niezapomnianej grupy zaczeli wrzeszczec o bialo-czerwonych z taka sila, ze oryginalna stara boazeria lokalu nie dala rady i zaczela matowiec. Pozostali goscie patrzyli na nich z autentycznym zdumieniem, ale nie przypuszczam, ze do sympatykow mogla dojsc oczywista prawda: ludzie nie mieli pojecia kim oni sa i dlaczego tak wrzeszcza.

Do krzykaczy wystartowala malutka, energiczna Azjatka z zacietym wyrazem twarzy. Wygladala na kierowniczke sali. Powiedziala cos kategorycznie i ku mojemu zdumieniu sympatycy zamilkli. Jeden z nich wyszedl przed szereg i glosno krzyknal: - "We apologize!" Zaraz potem wszyscy opuscili lokal. Czadoblozek twierdzi, ze akcja Chinki kiboli po prostu rozbawila. "Taka mala a jaka odwazna." Ja jednak wierze w ludzi i chcialbym ufac, ze ich jednak zawstydzila.

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

PS2 Jeszcze raz dzieki, Rysiu.

niedziela, 29 marca 2015
Mam kandydata na następcę Milika w Górniku

Bylem juz na meczu ligi angielskiej, bylem na meczu ligi szkockiej, ale jeszcze nigdy nie bylem na meczu ligi polnocnoirlandzkiej (co zaskakujace w oficjalnej nazwie rozgrywki reklamuja bank z... Danii - Danske Bank Premiership). Zapoznanie nastapilo w najlepszym miejscu z mozliwych. Przeszedlem sie bowiem w Belfascie na najstarszy stadion w Irlandii Polnocnej - Solitude. Wybudowano go w 1890 roku. Jest to jednoczesnie siedziba najstarszego klubu na tej wyspie - Cliftonville. Jakby tego bylo malo - tam rowniez podyktowano pierwszy rzut karny w historii meczow miedzypanstwowych. 

W latach 1890-1900 na Solitude wystepowala reprezentacja Irlandii i wlasnie tam, w trzynastym meczu z reprezentacja Anglii rozegranym w 1894 roku udalo jej sie wreszcie nie przegrac (skonczylo sie 2:2).

Na Solitude wybralem sie z Rysiem, kumplem ze starych, dobrych, zaleskich czasow. W knajpie pod trybuna glowna napilismy sie guinessa. Kiedy chcielismy kupic bilety (cena wejsciowki to 10 £) uslyszelismy, ze dzis nie sprzedaja i ze wejscie co laska... Jakis bywalec na stole bilardowym rozlozyl przede mna pamiatkowe znaczki i za 3 £ kupilem sobie cacko slawiace mistrzostwo The Reds (nie mylic z Liverpoolem) za sezon 2013/14.

Cliftonville to bowiem aktualny mistrz Irlandii Polnocnej (ciekawe, ze w lidze kraju, ktory zamieszkuja glownie protestanci pochodzenia angielskiego mistrzem jest druzyna wybitnie katolickiej proweniencji).

Stadion robi duze wrazenie, choc jest malutki (jego pojemnosc to 6200 widzow a tak naprawde - ze wzgledow bezpieczenstwa - zaledwie 2500. Main Stand*, ktora wyglada na strasznie stara trybune** zostala zamknieta.

Main Stand Solitude

solitude

(fot. Pawel Czado)

Zaskoczylo mnie, ze mecze odbywaja sie na sztucznej trawie, murawa zostala wymieniona w 2010 roku. Tak sie zlozylo, ze ogladalismy mecz mistrza z absolutnym outsiderem.

Druzyny, ktore potrafia odrodzic poziom po wielu latach posuchy zawsze dzialaja mi na wyobraznie. Ciekawe ktory klub posiada rekord w czekaniu na nastepny tutul mistrza kraju... Wiecie moze? W Anglii wrazenie na mnie robi 81 lat cierpliwego czekania fanow Blackburn Rovers (1914-95). W przypadku Cliftonville to jeszcze wiecej - 88 lat (1910-98), a gdyby nie tytuł z konca XX wieku, bylyby to aż 103 lata (kolejny tytul Cliftonville zdobylo dopiero w 2013 roku)!

Rywalem byl zespol Institute FC. Zupelne przeciwienstwo gospodarzy - beniaminek ze Drumahoe, wioski liczacej jakies 1500 ludzi polozonej obok Londonderry. Ale losy tej druzyny tez moga dzialac na wyobraznie. Respekt moze budzic chocby rok zalozenia. Kiedy na Gornym Slasku futbol dopiero sie rodzil, mieszkancy tej ulsterskiej wioski nie mogli byc gorsi od innych dookola i powolali druzyne futbolowa. Byl 1905 roku. Przez nastepne dekady chlopcy z Drumahoe grali sobie amatorsko aż nagle w 1996 roku pra-pra-pra-prawnuki zalozycieli zalapali sie na drugi poziom rozgrywek... A potem jeszcze wyzej.

Mecz byl jednostronny. Gospodarze wygrali 5:1 (4:0). Hat-tricka zaliczyl 24-letni Joe Gormley, wybrany w 2014 pilkarzem roku przez NIWFA (Northern Ireland Writers Football Association). Facet jeszcze w sezonie 2010/11 zdobyl az 61 goli w lidze amatorskiej a od czterech lat dla Cliftonville w zawodowym futbolu wbil ponad 80 bramek. Gormley pokazal, ze ma soczyste uderzenie i mysle, ze jako srodkowy napastnik spokojnie dalby sobie rade w Gorniku Zabrze:)

PS1 To byla tylko przygrywka. Teraz wycieczka do Dublina zeby zobaczyc sami-wiecie-kogo. 

PS2 A poza tym Omega powinna wrocic.

* Main Stand konstrukcja troche przypomina trybune ze stadionu Ruchu w Chorzowie. Myle sie?

**pozory myla. Oryginalna trybuna splonela w 1949 roku po meczu Glentoranu z Linfieldem w Irish Cup. Obecna wybudowano w 1950 roku, ale moim zdaniem wyglada na znacznie starsza niz jest w rzeczywistosci.

niedziela, 22 marca 2015
Połączenie Radzionkowa z Barceloną [WIDEO]

Wiosna idzie. Wiadomo nie dzięki temu, że zaczęła grać ekstraklasa, że zaczęła grać I liga, że zaczęła grać II liga, że zaczęła grać III liga, ale raczej dzięki temu, że zaczyna wreszcie IV liga:) W ten weekend mamy u nas inaugurację tegorocznych rozgrywek na tym poziomie. Liderem pierwszej grupy jest zespół, który od 1995 roku oglądałem wielokrotnie (jego rezerwy również), a pięć z tych meczów zapamiętałem szczególnie. Jeszcze w 1785 roku było tam tylko 28 kmieci, 20 poddanych ogrodników, 7 wolnych zagrodników, 2 wolnych chałupników i 2 karczmarzy. Ale w międzyczasie trafiła tam nawet ekstraklasa...

Właśnie dziś Ruch Radzionków gra pierwszy ligowy mecz w tym roku. Cidry mają w składzie kilku znanych grajków z niezniszczalnym Piotrem Rockim na czele (przypominam - rocznik 1974). Rywalem na wyjeździe będzie Grodziec Będzin - kto wie o jakie klimaty chodzi, ten wie, że emocje zapewnione (początek dzisiejszego meczu o godz. 14.30). Prezes Ruchu (młodszy od swojego najbardziej znanego zawodnika o pięć lat) nie będzie miał dziś czasu na pomeczowe pogaduchy. Jako zagorzały fan Barcelony zapewne będzie śpieszył się żeby zobaczyć Gran Derbi. Na twitterze Marcin Wąsiak napisał wczoraj tak:

Jutro wielka niedziela: 14.30 Grodziec - RR, a o 21 Barca - Real. W przerwie przerywnik Lech - Legia :)

PS Świat się zmienia. Trzydzieści lat temu człowiek cieszył się jeśli na meczu ekstraklasy mógł nabyć kilkustronicowy czarno-biały program. Nie było mowy żeby klub z piątego poziomu rozgrywek mógł nakręcić filmik promujący walkę o awans. Dziś to możliwe... 



A za tydzień Radzionków - już na własnym boisku - rozgrywa ciekawy mecz ze Slavią Ruda Śląska. Wiosna!

PS1 Wczoraj Ruch Chorzów przegrał z Zawiszą Bydgoszcz bardzo ważny mecz. W moim odczuciu generalnie to sprawiedliwy wynik - o tyle, że Zawisza prezentował się lepiej, a Ruch nie grał chyba tak jak sobie założył Waldemar Fornalik.

Warto zwrócić jednak uwagę na majstersztyk jaki wykonał właściciel bydgoskiego klubu. Oskarżył sędziego Gila o sprzyjanie Ruchowi. Dla mnie jasne było, że anse Zawiszy nie zostaną wzięte pod uwagę i Gil będzie w Chorzowie sędziował. Jasne były konsekwencje: Gil zrobi wszystko żeby nikt nie posądził go o stronniczość. Ręka w polu karnym Zawiszy? Przypadkowa.

Nie mam pojęcia czy to było inteligentnie intencjonalne działanie Osucha czy raczej chlapnięcie. Ale patrząc na to tylko i wyłącznie przez pryzmat efektów - to było rzeczywiście mądre posunięcie. Nie mam zastrzeżeń do gwizdania sędziego Gila - wiadomo jednak, że są sytuacje, w których arbiter może podjąć decyzje w obie strony i nikt nie będzie się czepiał.

Nikt się nie czepia, a Radosław Osuch jest na pewno zadowolony.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE Grodziec Będzin - Ruch Radzionków 0:3.

czwartek, 19 marca 2015
Proponuję zakład o Ruch Chorzów

Śmiać mi się chce kiedy różni ludzie grzeją się, że Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała dziś Ruch Chorzów nakazem spłaty zaległego zadłużenia sprzed lat oraz półrocznym zakazem transferów za niespłacenie zobowiązań.

Śmiać mi się chce kiedy różni ludzie grzeją się, że tłumaczenie Ruchu jakoby to nie był jego dług świadczy o tym, iż to nie jest ten sam Ruch, który zdobył czternaście tytułów mistrzowskich.

To oczywiście bzdura. Idę o zakład, że Ruch tych pieniędzy nie zapłaci, w przerwie letniej zrobi sobie transfery* a wszelkie kary zostaną albo cofnięte albo nakaz ich cofnięcia wyda sąd.

Co do tożsamości Ruchu to na pewno jest jakieś osiemset tysięcy razy bardziej Ruchem niż choćby obecny Lech jest Lechem zdobywającym tytuły w latach 80. i 90. albo Polonia Wojciechowskiego - Polonią.

Wystarczy uzmysłowić sobie tylko jedno: czy Ruch gra na tej samej licencji na której grał za czasów kiedy rządziło nim stowarzyszenie? No właśnie... A czy obecny klub z Bułgarskiej gra na tej samej licencji na której grał zanim z ekstraklasy wycofała się Amica Wronki oraz czy Polonia Wojciechowskiego grała na tej samej licencji co przed wycofaniem się Groclinu Dyskobolii Grodzisk? Dostrzegacie różnicę? No właśnie...

Jeśli jest ktoś chętny do anonsowanego przeze mnie zakładu - zapraszam. Ze swej strony obiecuję ufundowanie (czy też pokrycie kosztów zakupu) półrocznego karnetu na mecze piłkarskie dowolnego klubu piłkarskiego w Polsce. Co do mojej wygranej - wybiorę z kim chcę założyć i czego żądam w zamian za wygraną po wpisaniu przez niego komentarza z uzasadnieniem dlaczego on chce się założyć. Kuriozalne czy też debilne powody - mile widziane.

Osobiście, z dobroci serca - z której Czadoblog jest przecież szeroko znany - szczerze odradzam jednak taki zakład. Lepiej nie wychylać się i siedzieć cichutko.

PS Omega aż zachłysnęła się własnym śmiechem.

PS1 Oferta ważna do końca tygodnia lub wyczerpania zapasów.

PS2 "Ta sytuacja kosztowała mnie kilka lat życia" - to tytuł ciekawego wywiadu Wojtka Todura z Marcinem Malinowskim. Kapitan Ruchu bardzo przeżył fakt, że spowodował karnego w meczu z Bełchatowem.

*chyba, że straci takie prawo z innego powodu.

środa, 18 marca 2015
Piast Gliwice popełnia błąd

Oto kolejny minus podziału na grupę mistrzowską i spadkową - zwalnianie trenerów drużyn, które mają ambicje grać po podziale w górnej połówce, ale z różnych przyczyn jest to zagrożone.

Działacze Piasta Gliwice zdecydowali się pożegnać Angela Pereza Garcię z takiego właśnie powodu. Gdyby nie debilna reforma nie byłoby mowy o zmianie szkoleniowca zespołu zajmującego dziesiąte miejsce w lidze.

Piast chce grać w grupie mistrzowskiej a jak usłyszałem w gliwickim klubie zarówno obecna forma jak i ostatnie wyniki zdaniem działaczy tego nie gwarantują.

Można zastanawiać się co skłoniło działaczy do takiego kroku a wtedy dostaniemy z Gliwic odpowiedź najmocniejszą z mocnych. Przecież nie tak dawno ten manewr na Okrzei już... się sprawdził! Piast przećwiczył przecież ten numer w poprzednim sezonie, jedynie okoliczności były nawet bardziej ekstremalne niż teraz. Marcin Brosz został zwolniony w zeszłym sezonie po 32. kolejce, zaledwie na pięć przed ostatecznym zakończeniem ligi a zastąpił go właśnie Garcia. Wtedy udało się - Piast odniósł trzy zwycięstwa z rzędu co dało taki komfort, że w samej końcówce mógł wyhamować (porażka i remis) a i tak zajął dwunaste miejsce w tabeli.

Działacze będą mogli podeprzeć się także statystykami. Chris Anderson i David Sally, autorzy książki "Futbol i statystyki" przytaczali wyliczenia, że w tygodniu poprzedzającym zwolnienie trenera skuteczność zespołu spada do 50 procent. Tymczasem do czwartego meczu nowego trenera skuteczność wzrasta aż do 95 procent! A czyż nie chodzi właśnie o najbliższe cztery-pięć meczów?! Jeśli dobrze pójdzie - w kolejnych siedmiu będzie można testować ustawienia przed nowym sezonem.

Teraz Garcia został zwolniony niespełna dwa miesiące wcześniej niż Brosz rok temu. Już po 24. kolejce - czyli na sześć przed zakończeniem sezonu zasadniczego. Oczywiście chodzi o to żeby następca miał czas sprawić by w Gliwicach przestano denerwować się o ekstraklasę już w kwietniu a nie dopiero w czerwcu.

Moim zdaniem działacze byli jednak względem Garcii zbyt niecierpliwi. Przeanalizujmy co działo się wiosną:

-   porażka 0:2 na wyjeździe z Ruchem - przedostatnią drużyną w tabeli, ale wiosną jedną z trzech najlepiej punktujących w ekstraklasie. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- zwycięstwo u siebie 3:1 z Bełchatowem;

- porażka 0:2 na wyjeździe z Zawiszą - ostatnią drużyną w tabeli, ale wiosną najlepiej punktującą w ekstraklasie. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- remis u siebie 2:2 z Górnikiem - dość przypadkowo stracone zwycięstwo po samobóju w końcówce. Wielu narzekało po tym meczu na niepodyktowanego karnego dla gospodarzy. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- porażka 1:3 z Cracovią - drużyną, która kilka dni później we wstydliwy sposób przegra ze strażakami i innymi taksówkarzami ze Stargardu Szczecińskiego w Pucharze Polski. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik. Moim zdaniem tak. To jedyny mecz o który można mieć pretensje do Garcii. Czy nie uważacie, że to trochę za mało?

Przegranego meczu z Podbeskidziem w Pucharze Polski nie liczę, bo fatalny pomysł PZPN losowania od razu całej drabinki sprawia i fatalny pomysł PZPN z dzieleniem ekstraklasy sprawiły, że te rozgrywki dla Piasta nie są bynajmniej priorytetem - mimo że tak daleko zaszedł.

Oczywiście u podstaw decyzji gliwickich decydentów o pożegnaniu Hiszpana leży przekonanie, że potencjał Piasta sięga górnej połówki. To o tyle słuszne założenie, że jedno miejsce na pewno zajmie w nim zespół przeciętny i nie odbiegający niczym od drużyn z przedziału 9.-16. Każda drużyna z ekstraklasowej stawki ma więc podstawy marzyć o górnej połówce (przynajmniej teoretycznie:)

Nie jestem a priori przeciw zwalnianiu trenerów w jakimkolwiek momencie sezonu. Każdy przypadek jest osobną historią. Jednak jeśli spojrzymy na to ściśle pod kątem ratowania dla Gliwic ekstraklasy (tfu, przepraszam, górnej połówki)  to - uważam - można się było jeszcze wstrzymać z tą drastyczną przynajmniej do meczu z Koroną Kielce - drużyną o podobnym potencjale i równie intensywnej motywacji.

Kto będzie nowym trenerem Piasta? Tropy wiodą do Czech. Jeśli się potwierdzą - znaczy, że Gliwice uznały iż do ratowania skóry najbardziej przyda im się dyscyplina i konsekwencja. Brzmi nieźle.

Ale czy tak będzie?

PS Dochodzą słuchy, że jednym z kandydatów byłby również Franciszek Smuda. Być może nie wiecie, ale Franz jest z tym klubem związany: grał w nim na początku lat 70. Pisałem o tym epizodzie w reportażu o Smudzie piętnaście lat temu.

"W 1971 roku Franciszek Smuda wrócił na Górny Śląsk do II-ligowego Piasta Gliwice. Nie grał tam zbyt wiele. Po ciężkiej kontuzji więzadeł noga nie była już tak sprawna i przegrał rywalizację z innym obrońcą Marcinem Żemaitisem, [byłym] prezesem Piasta i właścicielem kantoru w Gliwicach.

W Piaście Smuda był bardzo lubiany przez kolegów. Nazywali go "Fianek", ponieważ zawsze miał kłopoty z prawidłową wymową spółgłoski "r". Był też "Taśmą" (od tasiemca), bo słynął z niebywałego apetytu. - Pamiętam, jak na zgrupowaniu w Gdańsku w przerwie pomiędzy jednym a drugim treningiem zjadł w stoczniowej stołówce dwie kaczki - wspominał Żemaitis.

Mimo apetytu Smuda zachował sportową sylwetkę do dziś. Waży tyle co w młodości - nieco ponad 75 kg. - To dlatego, że nigdy nie jadam po godz. 18 - podkreśla Smuda.

Koledzy z Piasta uwielbiali na treningu puszczać mu piłkę między nogami. W zakładaniu "siatek" specjalizował się zwłaszcza Karol Fajferek, malutki pomocnik, ślusarz z zawodu. Żemaitis: - Franek jako człowiek niebywale ambitny nie mógł znieść ciągłych upokorzeń. Kiedyś nie wytrzymał: rzucił się na Fajferka i zaczął go dusić..."

PS1 Z wizerunkowego punktu widzenia trochę szkoda odejścia Pereza Garcii. Hiszpan to jedna z bardziej wyrazistych szkoleniowców w naszej lidze. Ale jego umiejętności medialne niech nie przesłonią Wam podstawowego faktu: to facet, który uwielbia futbol o czym zdążyłem się przekonać.

PS2 Jeśli Piast wywalczy awans do górnej połówki to obiecuję, że 30 kwietnia* opublikuję tutaj wpis o treści:

"Piast pany

Piast awansował do grupy mistrzowskiej. Działacze udowodnili, że od początku do końca doskonale wiedzieli co robią. Wszelkie krytyki pod adresem klubu związane choćby ze zmianami na stanowisku trenera były i są śmieszne, a ich autorzy - w tym Czadoblog - jedynie żałośni. Należy podziwiać wyczucie gliwickich działaczy i umiejętność reakcji w najważniejszych momentach. Wiedzieli kiedy ingerować po to żeby osiągnąć cel: miejsce w gronie ośmiu najlepszych drużyn w Polsce.

Myliłem się. Za niedocenianie Piasta - przepraszam."

Naprawdę życzyłbym sobie żeby wpis o tej treści jeszcze raz się tutaj ukazał.

PS3 Żeby było jasne: moje zdanie na temat odejścia Pereza Garcii nie jest oficjalnym zdaniem naszej redakcji sportowej. Na przykład Maciek Blaut, który bardzo uważnie śledzi poczynania Piasta ma zdanie całkowicie odwrotne od mojego. Pod jednym warunkiem - że nowy szkoleniowiec, który wkrótce zostanie zaprezentowany w Gliwicach okaże się lepszy od poprzedniego. Cwaniak:) 

PS4 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS5 Najlepszy chyba tekst o tematyce sportowej w dzisiejszej prasie - znajdziecie TUTAJ. Wypowiada się w nim obecny dyrektor sportowy GKS-u Katowice.

*lub wcześniej - jeśli Piast zapewni sobie ósemkę we wcześniejszym terminie

wtorek, 17 marca 2015
Czy nadal bije pan żonę?

Dobrze pamiętam nastroje kiedy Ruch Chorzów zwalniał Jana Kociana. Pamiętam bluzgi, wściekłość i rewolucyjne nastroje. Pamiętam jak krzywiło się wielu kibiców Ruchu. Pamiętam, że niektórzy fachowcy chcieli ukrzyżować ludzi, którzy podjęli tę decyzję. Pamiętam jak niektóre portale twierdziły autorytatywnie, że decydenci to "głupcy i świnie".

Polewano oczywiście z Czadobloga, który jako jeden z niewielu uznał, że Jan Kocian musiał z Ruchu odejść.

Drwiono, że Kociana pozbyto się lekką rączką, "bo na horyzoncie czekał Waldek King. Gdyby go nie było, nie byłoby również zwolnienia Słowaka."

To była obrzydliwa sugestia, bo nie można się przed takimi sfomułowaniami obronić. Spróbujcie bronić się przed hasłem: "czy nadal bije pan swoją żonę". Cokolwiek nie odpowiecie - macie przerąbane. Lepiej więc milczeć.

W Chorzowie milczeli i działali. Efekt jest jaki jest. Waldemar Fornalik po przepracowaniu zimy zdobył z Ruchem dziesięć punktów. Jan Kocian po przepracowaniu zimy zdobył z Pogonią Szczecin dwa punkty. Gdyby brać pod uwagę tylko wyniki wiosną - Ruch byłby na trzecim miejscu w tabeli a Pogoń - na piętnastym.

Nie zrozumcie mnie opacznie: nie życzę źle ani słowackiemu trenerowi ani klubowi, w którym pracuje. Dla mnie ważne jest przede wszystkim, że Ruch jest już w peletonie i ma zaledwie trzy punkty straty do zespołu zajmującego aż dziesiąte miejsce w tabeli i zaledwie pięć do strefy mistrzowskiej.

Nie, nie napalam się na start Ruchu w górnej połówce. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. W tym sezonie utrzymanie to podstawa. Najlepiej żeby nie musieć drżeć o nie do końca. Waldemar Fornalik daje podstawy, że taka kolej rzeczy się spełni.

PS Omega oddycha pełną piersią, tfu, tarczą.

PS1 Zawodowy pięściarz Grzegorz Proksa został dyrektorem sportowym GKS-u Katowice. Proksa od dawna jest kibicem tego klubu, teraz będzie miał okazję sprawdzić się w nowej roli.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 192