piątek, 01 sierpnia 2014
Kibolstwo zawłaszcza Powstanie Warszawskie

To oczywiście nie jest na razie jakiś większy problem, raczej humoreska - warto jednak w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego zauważyć coś zdumiewającego: otóż niektórzy kibole uważają iż to właśnie oni uratowali bądź ratują społeczną pamięć o tym niezwykłym wydarzeniu (sic!).

Niejaki Jakub Olkiewicz w rocznicę powstania napisał w sieci coś tak absurdalno-kuriozalnego, że można zapomnieć przez chwilę oddychać. Nie można jednak zapomnieć się odnieść.

Olkiewicz bez żenady zaznacza, że jeszcze niedawno nie wiedział nic o powstaniu. Nic dziwnego, że bełkot tego kolesia jest typowy dla gorliwych neofitów, którym nagle ktoś otworzył oczy. W przypadku Olkiewicza - nieszczęsny sam to przyznaje - otwierającym oczy był... "nauczyciel od WOS-u" (sic!).

Świadomie przeżywam rocznicę rozpoczęcia Powstania Warszawskiego od kilku ładnych lat, mniej więcej od chwili, gdy nauczyciel WOS-u wytłumaczył mi, kim naprawdę byli Jaruzelski, Gomułka, Miller, Oleksy...

Dziwaczna zależność, bo kompletnie nie wiem co wspólnego ci ludzie mieliby mieć z powstaniem.

Chłopa olśnił nauczyciel od WOS-u... Oznacza to jednoznacznie, że Olkiewicz nie powinien zostać wypuszczony z poziomu podstawówki gdzie już o przecież istnieje przedmiot "historia" i o powstaniu można coś znaleźć w programie nauczania.

Nie wiem skąd wywodzi się Olkiewicz, ale poniżej daje tragiczne świadectwo swemu miejscu pochodzenia. 

"Pamiętam podejście moich znajomych. Podejście „zwykłych”, tych, którzy czas dzielą między imprezy i dogorywanie na kacu przed telewizorem. O Powstaniu nie pamiętał prawie nikt. Pierwszy sierpnia był dla większości sygnałem, że powoli zbliża się szkoła, niewiele więcej."

Wydaje się, że to właśnie tragiczny poziom szkolnictwa w miejscu wychowania małego Olkiewicza popycha go do zdumiewających wniosków.

Otóż ten wytrawny kibolski publicysta jasno wskazuje dzięki komu tak naprawdę znów w Polsce mówi się o Powstaniu Warszawskim.

"Prawdziwym przełomem było rozkręcenie prawdziwej mody wśród kibiców. Graffiti. Koszulki. Marsze. Oprawy meczowe. To wszystko jest o wiele bardziej atrakcyjne, o wiele łatwiejsze do przyswojenia, niż wykłady w szkolnej klasie, niż pogadanki gadającej głowy z telewizji, może nawet bardziej atrakcyjne od muzealnych wycieczek."

Nie mam więcej pytań.

Facet ewidentnie przypuszcza, że przez ostatnie 30 lat pamięć w polskim społeczeństwie o Powstaniu Warszawskim tliła się jedynie niczym obsikane ognisko. Olkiewicz w jakimś narkotycznym zwidzie uważa się za wieszcza. Wydaje się, że powiesił sobie na ścianie reprodukcję obrazu Delacroix i napatrzywszy się wiedzie osobiście kibolski lud na barykady. Lud dyskutujący z ożywieniem o inauguracyjnym ataku na "Prudential", o Auguście Agboli O'Brownie czy o brygadzie SS "Dirlewanger". 

Nie przejmuję się oczywiście osobistym samozadowoleniem Olkiewicza i jego kuriozalnym "poczuciem misji". Dużo gorzej, że ten bełkot przeczyta wielu ludzi, którzy o sprawie nie mają pojęcia, może nawet o Powstaniu Warszawskim dowiedzą się właśnie z jego tekstu i w efekcie będą uważać jak on.

"Wygraliśmy pamięć o Powstaniu Warszawskim. Da się. Można. Właśnie wygrywamy, naturalnie znów bez wsparcia polityków, pamięć o Żołnierzach Niezłomnych. Za moment wygramy pamięć o wielu innych rozdziałach historii, kibice Lecha już wygrywają pamięć o Powstaniu Wielkopolskim."

Wydaje się, że gorliwy Olkiewicz wkrótce będzie organizował środowisko wygrywające pamięć o Powstaniach Śląskich, to oczywiste. "Pamiętacie tamte powstania, co? Wiecie: to te co wybuchały rok po roku na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku..."

O tym, że manifestacja gościa jest jednak mocno niespójna niech świadczy fakt, że na sam jej koniec chyba niechcący przyznaje jak miałkie i płytkie są pramotywy kibolskiego działania. Wiecie jakie jest źródło z którego czerpie siłę kibol? Olkiewicz bez wstydu nam to wyjaśnia.

"Patriotyzm na pokaz z czasem zamienia się w dumę z dziejów naszego narodu. Jestem szczęśliwy, że mogę w tym uczestniczyć."

Z kolei ja jestem szczęśliwy, że nie wszyscy Polacy przechodzą taką drogę edukacji jak Olkiewicz i że nie wszystkich musi oświecać "pan od WOS-u".

Niewiele jest bardziej obrzydliwych działań niż zawłaszczanie historii w sposób jaki czyni to ten koleś.

PS Kilka dni temu na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyła się premiera filmu "Miasto 44" Jana Komasy. Przyszło 12 tysięcy ludzi. Jak usłyszałem od świadka - najbardziej zdumiewający moment tego wydarzenia to ten kiedy przed projekcją poproszono obecnych żeby nie nagrywali po kryjomu filmu, nie robili zdjęć. To bardzo smutne, że w Polsce na oficjalnym wydarzeniu, w obecności prezydenta RP trzeba prosić Polaków żeby nie kradli. Oto "patrioci"...

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

17:40, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (37) »
czwartek, 31 lipca 2014
Czy w rewanżu Starzyński strzeli dwa gole

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy mecz Ruchu z duńskim Esbjerg fB nie był spotkaniem, które ktokolwiek mógłby pieścić we wdzięcznej pamięci. Przynosi jednak sytuację, której Ruch - w bogatej przecież w występy w europejskich pucharach klubowej historii - jeszcze nie przeżył.

Otóż po raz pierwszy w historii Ruch jedzie na rewanż remisując bezbramkowo w pierwszym meczu. Jednak jeśli ktoś chce dodać niebieskim słowa otuchy - zawsze takie znajdzie.

Czadoblog doda otuchy podwójnie.

a) dotychczas tylko raz zdarzyło się w historii, że Ruch pierwszy mecz w europejskich pucharach zremisował 0:0. Tyle, że było to na wyjeździe. W rewanżu niebiescy wygrali u siebie 2:1.

Jest dodatkowy punkt styczny, bo działo się to w rywalizacji z... Duńczykami. W 1974 toku w Pucharze Mistrzów Ruch zagrał z Hvidovre. Po bezbramkowej grze w Kopenhadze, u siebie Bronisław Bula (bodaj najlepszy środkowy pomocnik grający w Polsce w latach 70.) puknął ekipie z Danii dwa gole. Czy jego następca Filip Starzyński mógłby pokusić się o pójście w ślady wielkiego poprzednika?

b) wynik 0:0 skłania do zastanowienia się czy przypadkiem w rewanżu nie dojdzie do konkursu rzutów karnych. Dotychczas z udziałem niebieskich takie zdarzenie miało miejsce w europejskich rozgrywkach tylko raz: w 1998 roku w Pucharze Intertoto. Tak się złożyło, że widziałem to zdarzenie na własne oczy a niewiele brakowało i przy okazji przeżyłbym wówczas fascynującą pozamałżeńską przygodę erotyczną. Powstrzymałem się jednak od tejże czadoblogową siłą woli, ale karnych skutecznie bitych przez niebieskich w Portugalii już nie zapomnę:) Warto więc pamiętać - Ruch potrafi strzelać rzuty karne w Europie!

PS Omega jest tego samego zdania.

środa, 30 lipca 2014
Mafia FIFA. A co na to Adidas?

Bardzo lubię adidasy. Są wygodne i ładne, zawsze byłem z nich zadowolony. Jeśli ktoś nie wie - nazwa adidas pochodzi od zdrobnienia imienia i trzech pierwszych liter nazwiska założyciela niemieckiej firmy Adolfa Dasslera. Jego wzajemna nienawiść ze starszym bratem Rudolfem, z którym pokłócił się w 1948 roku dała zdumiewający impuls niezwykłemu rozwojowi dwom potężnym firmom, które przeszły do historii sportu. Rudi przeniósł się na drugi brzeg rzeki w bawarskim miasteczku Herzogenaurach i założył Pumę. Bracia nie żyją od ponad trzydziestu lat. Nie pogodzili się do śmierci, teraz ich grobowce stoją na przeciwnych krańcach miejscowego cmentarza... 

Właśnie dziś na polski rynek wchodzi książka pod lapidarnym, wiele mówiącym tytułem "FIFA Mafia" opublikowana przez Thomasa Kistnera piszącego dla „Süddeutschen Zeitung”. Dziennikarz wykonał niezwykłą robotę, której efekty możecie za trochę ponad trzy dychy ocenić sami. Najwięcej oczywiście jest o Seppie Blatterze. Cytacik z Seppa: - Czy jestem złym człowiekiem? Nie możecie przecież być aż tak źli żeby wybrać złego prezydenta. Znaczy, że wszyscy jesteśmy dobrzy! Chwyćmy się za ręce. Za jedność piłki nożnej. Za piłkę nożną... 

Kistner szczegółowo wykazuje dlaczego dziś FIFA to właściwie mafia, gdzie w ramach sportowej rodziny każdy ważny działacz na kierowniczym zydlu może określać dla siebie reguły działania.

Jak to się stało, że jest jak jest? Że FIFA - jak w recenzji pisze "Süddeutschen Zeitung" - "przywłaszczyła sobie sport, który należał do nas wszystkich"?

Dla mnie zdumiewające są przede wszystkim początki. Jak to się stało, że ten doskonale funkcjonujący system zaczął się wykluwać a potem doskonalić. Otóż według Kistnera za wszystkim stał... Horst Dassler, syn Adiego! Facet, który miał imponującą pamięć do nazwisk, twarzy, faktów, opowieści. Miał gromadzić dane o każdym ważnym działaczu, ważnym piłkarzu. Każde dane - także jakie goście kobiety lubią. Czyli wprost - haki po prostu. Prywatne archiwum rozrastało się przez lata, Dassler miał chwalić się zaufanym osobom, że posiada dane lepsze niż KGB. Kistner pisze, że archiwum to podstawa dossier, które później miało być wykorzystywane przez... miasta ubiegające się o organizację igrzysk olimpijskich!

Horst Dassler miał być nienasycony. Nie chciało mu się już pozyskiwać dla Adidasa pojedynczych, nawet najlepszych sportowców. Postanowił pozyskiwać całe związki i reprezentacje. Celem stali się ważni działacze ważnych organizacji. Takich jak FIFA. Kistner zauważa, że to właśnie Horst Dassler stoi za wyborem w 1974 roku Joao Havelange'a na prezydenta i zmieceniem jego poprzednika, dżentelmena w starym dobrym angielskim stylu - Stanleya Rousa. Dassler miał stworzyć nie tylko Havelange'a, ale i sposób jego działania. Szefowi adidasa nie miało chodzić już tylko o handel sprzętem sportowym ale i handel samym sportem, bo kraje na całym świecie chciały wykorzystywać organizację imprez w celach propagandowych.

Dassler miał sprawić, że z FIFA został usunięty Helmut Kaeser wierny zasadom sekretarz generalny. Sposób w jaki się go pozbyto to temat na odrębną szokującą opowieść. Jego miejsce zajął inny Szwajcar - ambitny i inteligentny przyjaciel Havelange'a Sepp Blatter, który ożenił się z córką Kaesera o czym "teść" dowiedział się dopiero po fakcie... Dziś Blatter jest kawalerem francuskiej Legii Honorowej, posiadaczem wstęgi 旭日章 czyli Orderu Wschodzącego Słońca czy też komandorem senegalskiego Narodowego Orderu Lwa. A doktoraty honoris causa wręczano mu na całym świecie (od Bułgarii przez Azerbejdżan po Tajlandię).

Kiedy w 1987 roku Horst Dassler umarł  - w kondukcie żałobnym w niemieckim miasteczku spotkali się Havelange, Blatter oraz Juan Antonio Samaranch - ambasador Hiszpanii w Moskwie od 1977 roku, który światową karierę też miał zawdzięczać Dasslerowi. Pod dyktando, kiedy został przewodniczącym MKOl, miał zmieniać ruch olimpijski. Asystenta Dasslera przyjął 62 razy w ciągu pięciu lat. Cóż; wychowankowie mieli czas i okazję przyswoić sobie specyficzny styl...

W kontekście ostatnich poważnych wątpliwości wokół wyboru Rosji i Kataru na organizatorów mundiali (w niektórych reklamach nazywanymi mistrzostwami świata FIFA) premiera tej pozycji w Polsce jest ewidentnie trafiona.  Ostatnie źródła wykorzystywane w książce pochodzą z grudnia 2013 roku!

Drogi Czytelniku! Jeśli jesteś dostatecznie dobrym piłkarzem albo ważnym działaczem nie miej złudzeń - rozglądaj się. Możesz być na podsłuchu:)

I nie jest zapewne to podsłuch policyjny.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

20:25, pavelczado , Książki
Link Komentarze (19) »
wtorek, 29 lipca 2014
Sprowadzenie Korzyma może być świetnym ruchem!

W czwartek Podbeskidzie Bielsko-Biała ma oficjalnie zaprezentować nowego napastnika. To Maciej Korzym, który właśnie rozwiązał kontrakt w Koronie Kielce.

Rozśmiesza mnie słyszany tu i ówdzie pomruk oburzenia, że Podbeskidzie będzie mu płacić 40 tysięcy złotych miesięcznie. Rozśmiesza - może dlatego, że nie mam komunistycznego zacięcia i nie uważam, że naszym piłkarzom powinno się płacić po pierwsze - równo a pod drugie - mało.

Moim zdaniem najbardziej naturalną regulacją w tym względzie jest wolny rynek. Skoro ktoś chce tyle dać - znaczy, że piłkarz jest tyle wart.

Po pierwsze pragnę zauważyć, że w takiej Legii są z pewnością zawodnicy, którzy zarabiają więcej niż 40 tysięcy zł miesięcznie. I nikt nie czyni z tego powodu wyrzutów warszawskiemu klubowi. Mylę się? Zarzut, że warszawski klub jest przecież większy i ma więcej pieniędzy mnie jedynie rozwala. Ten argument mógłby prowadzić do rozumowania, że jeśli piłkarz grający w Podbeskidziu jest tyle wart to jedyne co powinien zrobić to na-tych-miast przenieść się do Legii...

Po drugie pragnę zauważyć, że krytykowanie Podbeskidzia za ten transfer jest naprawdę przedwczesne. Tak naprawdę nie wiemy bowiem co da Podbeskidziu Korzym. Nikt tego nie wie. A co jeśli zdobędzie w tym sezonie 15 bramek i wypracuje 10 dalszych? A co jeśli zdobędzie hat-tricka w meczu z Legią? A co jeśli właśnie jego bramki uratują Podbeskidzie przed spadkiem albo dadzą klubowi start w europejskich pucharach? Jak to co - już wyjaśniam. To proste: otóż wszyscy ci, którzy teraz szyderczo krytykują będą zachwalać pod niebiosa niezwykłe przeczucie bielskich działaczy.

Nie mam pojęcia ile będzie wynosić miesięczna pensja Macieja Korzyma i szczerze mówiąc w ogóle mnie to nie obchodzi. Bardziej interesuje mnie to czy będzie w stanie strzelić te 15 bramek, w tym trzy Legii.

Nie obchodzi mnie nawet, że koszty utrzymania Korzyma mogłaby ponosić zewnętrzna firma, która sprzyja Podbeskidziu. Nie obchodzi mnie to o tyle, że przecież działacze bielskiego klubu to dorośli ludzie i wiedzą co czynią. Nauczka ostatnich lat jest bowiem dla wszystkich chyba oczywista: przeinwestowanie we futbolu może prowadzić do śmierci klubu. W Bielsku-Białej też doskonale zdają sobie z tego sprawę.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

poniedziałek, 28 lipca 2014
Mogę obstawić obsikanie faceta w drugim rzędzie?

W obstawianiu zakładów bukmacherskich przez przeciętnego kibica piłki nożnej nie ma nic złego. Obawiam się jednak, że mogą nadejść czasy, w których rozkwitnie purnonsens.

Zakłady buchmacherskie są popularne na całym świecie. Aby wygrać zakład i zarobić setki tysięcy dolarów na meczu piłkarskim nie trzeba już wcale zaskakującej porażki murowanego faworyta ze słabeuszem - wystarczy, że lepsza drużyna wygra na przykład określoną liczbą bramek albo, że w określonym momencie wykona określoną liczbę rzutów rożnych. To idealne pole do nadużyć, nacisków i szwindli.

Być może nadchodzi jednak zupełnie nowa era (albo już nadeszła): żeby zarabiać na zakładach piłkarskich wcale nie trzeba męczyć się typowaniem wyników meczów (ci uczciwi) albo ich ustawianiem (ci nieuczciwi).

Po co ryzykować obstawienie wyniku meczu piłkarskiego skoro nie mamy pewności jaki w ogóle będzie rezultat i oczywiście nie mamy na niego żadnego wpływu? Czy nadchodzi czas, że można obstawiać wszystko - także zdarzenia związane z meczem tylko teoretycznie? Czy oznacza to, że możemy obstawiać zakład związany ze zdarzeniem na który możemy mieć decydujący wpływ i właściwie tylko od nas zależy czy wygramy?

Właśnie zrobiło się głośno o kolesiu, który wybiegł na murawę w trakcie niedzielnego meczu Górnika Zabrze jakim go Pan Bóg stworzył. Mecz przerwano. W internecie huczy: w jednym z zakładów bukmacherskich można było obstawiać, że do takiego zdarzenia z golasem w tle rzeczywiście dojdzie.

Przyznaję, że nie mam doświadczenia w zakładach bukmacherskich. Nigdy w życiu nie byłem w tego rodzaju punkcie obsługi klienta. Gdyby było prawdą, że takie zakłady są przyjmowane - byłoby to moim zdaniem zdarzenie wyjątkowo bulwersujące. Świadczyłoby o tym, że bukmacherzy w pogoni za zyskiem są w stanie zrobić prawie wszystko a przy okazji kreować - a to jest szczególnie żenujące - skrzeczącą wersję rzeczywistości.

Czy odtąd wystarczy, że każdy komu będzie brakowało pieniędzy przejrzy oferty bukmacherskie, zauważy jakiś dziwny zakład i od razu będzie mógł zatrzeć ręce?

Nie wiem czy historia z zakładem dotyczącym golasa jest prawdziwa. Zadzwoniłem do centrali firmy zajmującej się przyjmowaniem zakładów, która miała ten zakład ogłosić. Chciałem potwierdzić lub zdementować, że taki zakład rzeczywiście miał miejsce. Próbowałem trzykrotnie. Nikt nie odebrał.

To daje mi wielką nadzieję, że zakład o golasa to jednak głupi wymysł. A może zdesperowany facet rozebrał się, biegał po murawie i majtał dyndającym przyrodzeniem rzeczywiście jedynie tylko po to żeby - jak potem wyznał - zwrócić uwagę dziewczyny (inna sprawa czy jej się to podobało)?

Gdyby to jednak nie był żart to mój pesymizm co do przyszłości futbolu ogromnie by wzrósł. Już wkrótce mogłyby bowiem nadejść czasy w których nie byłoby chyba przeszkód żeby założyć się, że w trakcie drugiej połowy meczu piłkarskiego na trybunach w pierwszym rzędzie wstanie mężczyzna i nasika na twarz zaskoczonemu kibicowi siedzącemu zaraz za nim.

Dziwaczne, obrzydliwe, żenujące? Ale wszyscy by o tym mówili.

No i ktoś by zarobił.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

11:35, pavelczado , żal
Link Komentarze (18) »
piątek, 25 lipca 2014
Podbeskidzie zostało w Gdańsku skrzywdzone

Co, zwariowałeś? Lechia powinna wygrać czterema albo pięcioma bramkami! - usłyszę zapewne.

Może i tak. Ale żeby wygrać tak efektownie - trzeba te cztery, pięć bramek strzelić. To, że niewiele brakowało - naprawdę nic nie znaczy.

Przypominam: w tym meczu Lechia zdołała zdobyć tylko jedną bramkę. Rzeczywiście kuriozalną, ale widziałem zbyt wiele dobrych meczów Richarda Zajaca żeby się z niego teraz naigrywać. Nie jestem bowiem zwolennikiem stwierdzenia, że "jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz". 

Zauważam coś ważniejszego: tej jednej, jedynej bramki, która padła wcale nie powinno być, bo dosłownie chwilę wcześniej Bartłomiej Konieczny został w polu karnym Lechii bezczelnie sfaulowany przez Rafała Janickiego. Sędzia powinien dać Podbeskidziu rzut karny, którego jednak nie dał. Nie zauważył  - zdarza się.

Zwolennicy zwycięstwa sprawiedliwości w tym meczu zaripostują, że przecież Ariel Borysiuk strzelił gola, którego "nie wiadomo dlaczego" sędzia nie uznał.

Nie wiadomo dlaczego?! Przecież Vranjes stał na linii strzału. Mało tego, musiał nawet przecież podskoczyć nad przelatującą futbolówką. Czy sędzia miał prawo uznać to za przeszkadzanie i czy w efekcie miał prawo bramki nie uznać? Miał i nikt nie powie mi, że nie miał.

Czyli zamiast 1:0 powinno być 0:0 i karny dla bielszczan...

Nie snuję teorii spiskowych, takie krzywdy we futbolu jak ta dzisiejsza zdarzają się i będą zdarzać. To jest piłka. W następnym meczu może być odwrotnie.

To, że coś się zdarza i że następnym razem może być odwrotnie to jednak nie powód żeby o tym nie mówić.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

środa, 23 lipca 2014
Podziw dla bardzo sprytnego wojewody

Brawa dla wojewody śląskiego!

Wiadomo, że machina urzędnicza miele powoli, ale w końcu wymieliła. Z mielenia wyszło jej, że trzeba ukarać Ruch Chorzów za race na Cichej podczas ostatniego meczu ubiegłego sezonu.

Pan wojewoda Piotr Litwa zareagował bardzo ostro: postanowił zamknąć młyn kibiców Ruchu aż na dwa mecze w obecnym sezonie.

Tak się jednak składa, że pierwszy z tych meczów (z Łęczną) z powodu problemów z trawą odbędzie się w Gliwicach. Kara nadal obowiązuje jednak stadion w Chorzowie (no bo jak zamknąć młyn Ruchu na stadionie Piasta skoro takiego nie ma:) 

Genialne. Wilk w miarę syty i owca w miarę cała.

A wszystkim, którzy płaczą, że Ruch został tym sposobem zbyt lekko potraktowany  i woleliby by kara obowiązywała dopiero w drugim i trzecim meczu z bólem serca mogę podesłać chusteczkę. Łączę się z wami w bólu...

                                       %

Oczywiście to co wyżej napisane jest ważne pod jednym warunkiem: że wojewoda wiedział o gliwickiej lokalizacji meczu Ruchu z Łęczną. Na pewno wiedział, na pewno wiedział...

Bo jeśli nie wiedział to byłby jednak idiotą:)

PS Czasy takie, że musimy cieszyć się każdym występem śląskiej drużyny w europejskich pucharach. Ruch gra w Liechtensteinie, a z Ruchem wybrała się do Vaduz najbardziej odpowiednia osoba żeby to opisać.

Korespondencje z Liechtensteinu możecie przeczytać:

TUTAJ

TUTAJ

TUTAJ

i TUTAJ.

Miłej lektury.

PS1 A Omega zagryza wskazówki.

poniedziałek, 21 lipca 2014
Trudno będzie wbić bramkę Górnikowi Zabrze

Po ostatnim przedligowym sparingu Górnika Zabrze (tydzień temu z GKS-em Katowice) byłem lekko zdegustowany. Tamten mecz był bowiem przeraźliwie nudny, a powodów upatrywałem w fakcie, że obie drużyny zagrały systemem 3-6-1.

Górnik powtórzył na inaugurację ligi dziś co ćwiczył wcześniej, ale w meczu z Cracovią wyglądało to o niebo lepiej. W tym systemie siła zabrzan tkwi dla mnie przede wszystkim w obronie. Przewiduję, że jeśli zabrzan nie przetrzebią w szykach obronnych kontuzje (pierwsza w tym sezonie ligowym trafiła Szeweluchina już po kwadransie) i jeśli będą konsekwentnie grać w tym stylu to w tym sezonie będą tracić bardzo mało bramek.

Spytajcie kibiców co wolą bardziej: trzy zwycięstwa 5:0 i dwie porażki 0:1 czy raczej trzy zwycięstwa 1:0 i dwa remisy 0:0? No właśnie.

Dodatkowo widzę mocną stronę w tym ustawieniu.

Chodzi o łatwość w zmienianiu klocków lego w tej drużynie. W razie nieprzewidzianych okoliczności, jak choćby kontuzji - piłkarze o właściwościach defensywnych znajdujący się obecnie w kadrze Górnika mogą zagrać na różnych pozycjach. Na przykład Błażej Augustyn natychmiast może przenieść się z "półprawego stopera" na centralnego środkowego obrońcę a Adam Danch z pierwszej linii defensywnej natychmiast może się cofnąć do drugiej. I wszystko nadal będzie działało bez zarzutu - tym piłkarzom nie potrzeba nawet chwili zastanowienia, nawet chwili przestoju na załapanie co mają grać po zmianie pozycji.

Każda potrawa - żeby była smaczna - musi być doprawiona. Zauważam, że obecny sposób gry Górnika ma rzeczywiście ważną przyprawę. Mam nadzieję, że będzie to stały element gry ekipy KSG. Chodzi mi o umiejętność naprawiania błędów w obronie. Przykładem może być choćby dzisiejszy występ Rafała Kosznika. Cenię u tego piłkarza umiejętność włączenia się do ataku, ale tym razem ujęła mnie jego zaciekłość po stracie piłki (czasem głupiej) przy jej wyprowadzaniu, natychmiastowy powrót i zapobieżenie groźnej sytuacji pod własną bramką.

PS Na meczu Górnika z Cracovią był Lukas Podolski. Po tym co zobaczył porównał Górnika do reprezentacji Niemiec. Być może gdyby takie słowa powiedział ktoś inny - byłoby parsknięcie, ale skoro czyni to reprezentant Niemiec - należy to uszanować.

sobota, 19 lipca 2014
W Rzeszowie też postawili na szmaciarstwo

Jak to jest, że te najbardziej mendowate przywary polskiego futbolu są najbardziej żywotne? Jak to jest, że PZPN ciągle na to pozwala? 

Związek piłkarski szczyci się faktem, że zaoszczędzi gdzieś tam parę śmiesznych milionów na jakiejś gównianej inicjatywie, a tam gdzie rzeczywiście potrzeba minimum intelektu i odrobinę systemowych rozwiązań na ukrócenie skandalicznych praktyk to panów działaczy oczywiście brak.

W Polsce ciągle da się wykonać jeden z najobrzydliwszych futbolowych wałków jakie można sobie wyobrazić czyli nabyć licencję na grę w lidze. Kiedy wreszcie drużyna grająca w niższej lidze będzie miała zakaz kupna miejsca od drużyny grającej w wyższej lidze?

Ciągle różni tacy nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób niszczą piękne długoletnie futbolowe tradycje wartościowych klubów. Myślą, że wystarczy kupić sobie miejsce w wyższej lidze i już "świat będzie piękniejszy". Tak zniszczono choćby Polonię Warszawa, Odrę Wodzisław, GKS Jastrzębie... Tymczasem panowie działacze ze związkowej centrali ciągle wolą pójść na "kolację z Michelem" niż zainteresować się autentycznym dramatem, z którym wiążą się nieodwracalne skutki. 

Tym razem dramat dotyka fanów piłki w Świnoujściu i Rzeszowie. Okazuje się, że Stal właśnie "kupiła" sobie miejsce od Floty. 

Wierzę, że kibice Stali zbojkotują ten twór. Tylko w Polsce możliwe jest takie fiku-miku, że klub, który właśnie spadł z drugiej ligi następny sezon chce i może rozpocząć w... pierwszej!!!

Otóż nie, drodzy rzeszowianie, tak nie może być... Wasz klub, który kiedyś grał nawet w ekstraklasie i był w finale Pucharu Polski, właśnie przestaje istnieć. Róbcie coś! Współczuję, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to jak najszybsze założenie klubu w najniższej klasie rozgrywkowej. Mógłby przejąć tradycję tworu prawnego, który właśnie jest likwidowany. To jedyne wyjście żeby powstać z tej kałuży ekskrementów z nieubrudzoną twarzą.

Sposób na tego typu skandaliczne działania jest taki, że inne kluby solidarnie powinny takich cwaniaczków zwyczajnie bojkotować. Po prostu regularnie odmawiać z nimi gry. W każdej kolejce. "Klub" raz uznany za pariasa byłby przestrogą dla wszystkich "naśladowców" w przyszłości.

W pierwszej kolejce nowego sezonu "Stal Rzeszów" ma zagrać z Zagłębiem Lubin. Ewentualny bojkot tej gry drodzy byłby ze strony Zagłębia wiekopomnym wyczynem i dałby przykład następnym.

PS Oczywiście znajdą się "dziennikarze", którzy napiszą, że "Stal Rzeszów po dwóch dekadach wreszcie wraca na drugi szczebel rozgrywek." To oczywiste w czasach kiedy "dziennikarzem" może być dosłownie każdy przymilny ziutek. Ale wierzę, że znajdą się również tacy, którzy o tym wałku będą pamiętać.

PS1 Cała nadzieja w zarządzie Podkarpackiego ZPN-u, który na połączenie profesjonalnej drużyny piłkarskiej posiadającej licencję na I ligę z zespołem ZKS Stal Rzeszów mającym występować w III lidze podkarpackiej najzwyczajniej się nie zgodzi.

Tylko czy Grenia na to stać? 

PS2 Omega odwraca ze wstrętem wskazówki.

18:34, pavelczado , żal
Link Komentarze (49) »
czwartek, 17 lipca 2014
Czy to będzie jedyne zwycięstwo w pucharach

Istnieje niebezpieczeństwo, że dzisiejsze zwycięstwo Ruchu Chorzów z FC Vaduz może być jedynym zwycięstwem drużyny z polskiej ligi w tegorocznej edycji europejskich pucharów...

Mam nadzieję, że to nie proroctwo (a może raczej - czarnowidztwo), ale czy - po tym co widzieliśmy - wyeliminowanie Legii przez Irlandczyków, Zawiszy przez Belgów, drużyny grającej w Poznaniu przez Estończyków albo nawet Ruchu przez "Liechtensteinczyków" (wkład Czadobloga w rozwój języka polskiego;) naprawdę jest niemożliwe? Naprawdę? Wtedy pobity zostałby rekord, którego nie da się dalej pobić: wszystkie drużyny reprezentujące Polskę w pucharach odpadłyby już w lipcu. W czerwcu odpaść się już nie da...

Byłem dziś w Gliwicach na meczu Ruchu i rzeczywiście wyglądało to nieszczególnie: coś jakby niebiescy zagrali na mocno zaciągniętym ręcznym hamulcu. Wiadomo, że zgrupowanie w Popradzie było ciężkie wierzę więc, że właśnie ten fakt był głównym powodem słabiutkiej dziś dyspozycji chorzowian, bo jeśli tak - to za tydzień powinno być już jednak znacznie lepiej.

Sądzę, że forma Ruchu będzie teraz szła w górę (gdyby miała z tego pułapu iść w dół to niebiescy mogliby mieć problemy z utrzymaniem w ekstraklasie). Nie będę wskazywał palcem słabej gry poszczególnych piłkarzy, bo jednak wygrali. Podejrzewam, że ci, którzy wypadli szczególnie słabo - sami o tym doskonale wiedzą. Mizernie to wyglądało zarówno w obronie (gdyby do przerwy Vaduz prowadził 5:2 nikt nie powinien mieć pretensji), mizernie w pomocy jak i w ataku. Mimo zwycięstwa przykro było oglądać ten mecz, bo wprawdzie Vaduz - beniaminek ligi szwajcarskiej - to nie są leszcze, ale przecież szczupaki również nie...

Symbolicznym akcentem była dla mnie akcja z 13 minuty gdy stoper Vaduz goniąc piłkę lecącą w stronę bramki gości i próbując ją wybić popełnił dwa - jeden po drugim - bardzo poważne błędy, a napastnik Ruchu nawet tych kiksów nie był w stanie wykorzystać...

Chorzowianie są w tej chwili moim zdaniem tak zamuleni, że - paradoksalnie - pokonanie ewentualnej kolejnej przeszkody w następnej rundzie eliminacyjnej Ligi Europejskiej może przyjść im już... łatwiej niż przeskoczenie ekipy z Liechtensteinu! Powtarzam: ich forma ewidentnie może być już tylko lepsza.

Cieszyć może, że niebiescy nawet gdy są w tak słabej dyspozycji jak dziś potrafią zdobyć tak wspaniałą bramkę jak tę Marka Zieńczuka, który przywalił w górny róg z dystansu w charakterystycznym dla siebie stylu.

Jeszcze jedna sprawa na plus: Ruch był w stanie w tym meczu podnieść się i przełamać w dwóch bardzo trudnych pod względem psychicznym momentach: po stracie pierwszej bramki przy bardzo słabej grze niebiescy dali radę błyskawicznie wyjść na prowadzenie, a po stracie drugiej, znów - naprawdę nieoczekiwanie - potrafił znów skutecznie odpowiedzieć. W każdym razie trener Ruchu przyznaje, że ten wynik nie jest idealny...

Cieniem na wygranej kładzie się sprawa pierwszego gola zdobytego Piotra Stawarczyka, który przyznał, że pomógł sobie ręką i dziwił się, że sędzia tego nie zauważył. Trochę szkoda, że stoper Ruchu umył tym stwierdzeniem ręce. Wiem, że dla wielu jest bohaterem, ale gdyby podszedł do sędziego i powiedział, że bramka nie powinna być uznana - byłby Bohaterem.

PS A poza tym Omega nie narzeka. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 179