środa, 23 kwietnia 2014
Dzięki Ci, Boże, za prezesa Zbigniewa Bońka

Jakie to szczęście, że jest ktoś taki jak Zbigniew Boniek. Był dobrym piłkarzem, kiedyś przyniósł przecież Polsce wiele satysfakcji. Ale to nic w porównaniu z obecną karierą: jako działacz związkowy przerasta sam siebie.

Gdyby ktoś nie wiedział: dzięki Zbigniewowi Bońkowi uniknęliśmy właśnie kompromitacji! Wie co w trawie piszczy więc usłyszał ten pisk w uefowskich kuluarach o Polsce która nie maja szans na współorganizację Euro 2020. Załatwił to jak prawdziwy wódz - sprawnie i honorowo: nie będziemy musieli się wstydzić, że nas wybrali. Sprawił, że się dyskretnie wycofaliśmy. Geniusz! Prawdziwy geniusz!

A teraz parę pytań:

a) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć sposób w jaki o rezygnacji z ubiegania się o Euro został poinformowany zarząd PZPN i ewentualnie zdementować plotki, że uczyniono to mimochodem i znienacka tuż przed wyłączeniem światła przy wychodzeniu z sali obrad? To na pewno nieprawda!

b) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć co go oświeciło? Jak sam stwierdza od początku uznawał szanse Polski względem Euro za mało realne. Skoro tak - dlaczego wcześniej zgodził się zgłosić kandydaturę Polski i skoro w nią przecież nie wierzył? To na pewno jakieś nieporozumienie!

c) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć termin i miejsce dotarcia do jego uszu tej nieszczęsnej wieści o słabych szansach Polski na Euro? Byłabyż to prawda, że działo się to już miesiąc temu podczas kongresu UEFA w Kazachstanie? Gdyby tak było - w co oczywiście wątpię - zasadne byłoby kolejne pytanie: dlaczego decyzja miałaby być trawiona przez pezetpeenowskie jelita od końca marca aż do końca kwietnia? Chyba nie czekano na decyzję, że inne państwa - na przykład Czechy - też się wycofują (wtedy przecież łatwiej przełykałoby się opinii publicznej takie upokorzenia)? To na pewno nieprawda!

d) czy Zbigniew Boniek mógłby opowiedzieć o okolicznościach i miejscu spotkania z Donaldem Tuskiem, jeśli oczywiście do takiego doszło? Podejrzewam, że mogło dojść, bo przecież dla szefa rządu nie jest pewnie miłe kiedy w krótkim okresie dochodzi do kompromitacji związanej z wysadzaniem igrzysk w Krakowie oraz kompromitacji związanej z wycofaniem się z mistrzostw piłkarskich... Przecież wkrótce eurowybory! Czy to w ogóle możliwe, że szef rządu mógłby wcześniej nie wiedzieć, że się wycofujemy? Oczywiście, że nie - na pewno został wcześniej poinformowany.... Przecież zgłoszenie kandydatury to nie jest wewnętrzna sprawa PZPN, tu chodzi o gwarancje państwa więc czynniki władzy musiały o wszystkim wiedzieć...  Nie! To na pewno nieprawda!

e) czy Zbigniew Boniek mógłby zaprzeczyć, że wycofujemy się dlatego, że nie złożyliśmy na czas odpowiednich dokumentów, które mają być składane z wyprzedzeniem? Nie! To na pewno nieprawda!

f) last but not least: czy Zbigniew Boniek mógłby przemówić do śląskiej opinii publicznej oraz władz naszego województwa, które są trochę  - trzeba przyznać - zaskoczone tą decyzją, bo nikt nie raczył ludzi na Górnym Śląsku poinformować, że wycofuje jego kandydaturę? Można wyklarować dlaczego o nas bez nas? To na pewno niedopatrzenie!

Żeby nie wywoływać nadmiernego ciśnienia pytanie na podtrzymanie oddychania: czy Zbigniew Boniek mógłby dla rozluźnienia opowiedzieć o jakiejś ważnej imprezie piłkarskiej albo ważnym meczu, który wkrótce Polska na pewno zorganizuje jako prężny ośrodek europejskiego futbolu? Przecież na pewno wkrótce coś się będzie działo... PZPN za rządów Bońka dał się przecież poznać jako prężny i dynamiczny ośrodek. Jestem przekonany, że wkrótce wielu dziennikarzy zwróci na to uwagę (ewentualnie już zwróciło...) To na pewno prawda!

Na zakończenie serdecznie dziękuję prezesowi Zbigniewowi Bońkowi za operatywność. Nie zostajemy ponoć z pustymi rękami: Polska podobno ma szansę na organizację Euro 2017 kobiet. To byłby wielki sukces, marzyłem o tej imprezie! Dzięki panie prezesie, dzięki! Czas na proskynesis!

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym Scylla i Charybda machają do reformy. 

21:02, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (19) »
wtorek, 22 kwietnia 2014
Atleticorgentinaaaaaaaa! Cwaniactwo. Siła. Finezja

Niedługo start najważniejszej sportowej imprezy czterolecia. Cały świat zamilknie i przez miesiąc powybałusza gały. Nie mogę się, cholera, doczekać... (nie tylko zresztą ja - Leo Messi aż wymiotuje z tej niecierpliwości. Jestem za tym żeby wymiotował w Brazylii siedmiokroć).

Główny faworyt tej imprezy to jak zwykle Argentyńczycy. Jak zwykle mają ku temu realne podstawy, ale tym razem - te podstawy są jeszcze bardziej realne niż wcześniej.

Kibice często marzą o tym żeby wygrała drużyna pokazująca najpiękniejszy futbol. Ja takich marzeń nie mam.

Marzę żeby wygrała moja drużyna pokazując to co lubię w niej najbardziej czyli połączenie dwóch całkowicie sprzecznych ze sobą światów.

Z jednej strony niech powala rywali bezwzględną siłą, rozbuchaną agresją, zażartą bawolą żywotnością i wyniosłą pewnością siebie.

Z drugiej - kiedy przeciwnicy zaczną się skarżyć, że viveza przekracza wszelkie granice niech oszałamia ich fenomenalnymi zagraniami nie do powtórzenia, o najwyższym stopniu technicznego wyrafinowania - takimi o których mówi cały świat.

Gdybym miał wybrać dziś jedną klubową jedenastkę, która bliska jest temu idealnemu obrazowi - byłoby to Atletico. Nie tylko zażarte, wściekłe, cwane, kąsające, niebezpieczne, szalone, kipiące energią, buzujące gniewem ale także... niepokonane.

Niepokonane jako jedyna drużyna w obecnej edycji Champions League.

Chciałbym żeby w tym sezonie Atletico wygrało te rozgrywki. Także dlatego, że byłaby to dobra wróżba dla Argentyny. Skoro wygrałaby jedna drużyna w pasy, dlaczego nie może wygrać druga?;)

Dziś pierwszy krok. Trzeba stuknąć Chelsea.

PS Na granicy województw śląskiego i małopolskiego znalazłem mały klub, który ma coś wspólnego z Argentyną. MKS Sławków nie tylko ma takie barwy jak Boca Juniors. Z Argentyną łączy ich jeszcze ten sprzęt. Trzeba przecież wyłowić piłkę z wody. Tam z fos oddzielających boisko od trybun na niektórych stadionach. W Sławkowie - z Białej Przemszy, która płynie tuż koło boiska...

PS1 Właściciel Ruchu zapewnia, że "nie ma takiego punktu w podręczniku licencyjnym, któremu klub nie byłby w stanie sprostać". Tak więc wszystkie sępy i wilkołaki czyhające ma miejsce Ruchu w ekstraklasie - musicie obejść się smakiem.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym reforma ligi jak najszybciej powinna znaleźć się między Scyllą a Charybdą.

piątek, 18 kwietnia 2014
Pożegnajmy sołdatów Armii Czerwonej

Przebudowa Katowic dotarła do placu Wolności. To dla mnie jedno z najważniejszych miejsc w moim mieście, więc postanowiłem zabrać głos w jego sprawie.

Kiedy byłem bajtlem i jechałem tramwajem z mojego Załęża, wielkomiejskie Katowice zawsze zaczynały się dla mnie od tego placu. Przechodziłem przez niego setki razy, w różnych okolicznościach i różnym nastroju. To przy tym placu pierwszy raz poszedłem na „Konika Garbuska” - najlepszy radziecki film animowany z lat 60. (grali go w nieistniejącym kinie „Przyjaźń”), to tu miałem jedyną namacalną styczność ze stanem wojennym (zapamiętałem stojący niczym memento transporter opancerzony), to na tym placu prowadziłem jako lekko wstawiony student gorące dysputy światopoglądowe, wreszcie mój pierwszy tekst w „Wyborczej” związany jest z Placem Wolności (napisałem na praktykach, że wybudowali tam... nowe kible, możecie z nich korzystać zresztą do dziś).

Jak wiadomo, pomniki stoją na Placu Wolności od 1898 roku. Od tego czasu zawładnęły tym miejscem pary: najpierw cesarz Wilhelm I Hohenzollern i jego syn Fryderyk III, a po wojnie dwaj „wyzwoliciele” z Armii Czerwonej. Do sołdatów na środku placu zdążyłem się przyzwyczaić, ale nie jestem zwolennikiem pozostawienia tego pomnika w tym miejscu. Dla mnie nie jest to świadectwo historii. To znaczy jest, ale znalazłbym mu jednak mniej eksponowane miejsce. Najchętniej zaś widziałbym w tym miejscu pomnik kogoś „stond”. Ile mamy w mieście pomników obywateli urodzonych w Katowicach? Wojciech Korfanty jest z Siemianowic. Józef Piłsudski - z Wilna. Stanisław Moniuszko urodził się w Mińsku na Białorusi. Wszyscy zasłużeni. Ale czy brakuje zasłużonych katowiczan?

Nie powinno was dziwić, kto jest moim faworytem. Jak wiadomo Katowice są głównym miastem regionu, który najwspanialej w historii Polski wpisał się w bardzo ważnej dziedzinie: piłce nożnej. To na Górnym Śląsku działają najbardziej utytułowane kluby. A w samych Katowicach urodził się najwybitniejszy piłkarz w dziejach Polski. Wychował się w śląskiej rodzinie przy ul. Barbary. Usynowiony został przez swego ojczyma dopiero jako trzynastolatek i przejął po nim nazwisko. W domu mówił raczej po niemiecku, ale w szkole i na podwórku po polsku i po śląsku. Mówię oczywiście o Erneście Wilimowskim.

O popisach legendarnego „Eziego” w reprezentacji Polski wiadomo wszystko. Do historii futbolu przeszły fenomenalne mecze tego zawodnika przeciw Brazylii w 1938 roku (cztery gole i piąty z karnego po faulu podczas mistrzostw świata) i ówczesnym wicemistrzom świata Węgrom w 1939 roku (trzy gole i czwarty z karnego po faulu). Legendarny Kazimierz Górski jako młody chłopak podróżował całą noc, i to w wagonie trzeciej klasy, ze Lwowa do Chorzowa tylko po to, żeby zobaczyć na boisku Ruchu swojego idola...

„Eziemu” należy się pomnik, choć wcale pomnikową postacią nie był. Miał ludzkie słabości: uwielbiał kobiety, nie stronił od alkoholu, ale czy przez to nie jest nam, zwykłym szaraczkom jakby bliższy? Miał jednak coś co odróżniało go od wszystkich i co stawia go na piedestale. Z kimkolwiek nie rozmawiałem na temat „Eziego” - zawsze było podobnie. Ludziom zakochanym w najważniejszym sporcie na świecie na jego wspomnienie drży głos, a oczy zachodzą mgłą. Wilimowski grę w piłkę potrafił podnieść do rangi sztuki. Jakimże był artystą, skoro zwykłym kopaniem piłki potrafił ludzi wzruszać do łez? Nie było nikogo w Polsce, kto raz zobaczył „Eziego” a potem mógł stwierdzić, że widział lepszego piłkarza!
Tak, wiem, że po wojnie w Polsce nazwisko Wilimowskiego okryło się niesławą. Nazywano go renegatem i zdrajcą - chodziło o występy w reprezentacji Niemiec w czasach, gdy Polska była okupowana. Ale czyż jego powikłane losy nie mówią więcej o pokręconej historii tej ziemi niż mądre, opasłe księgi?
Pożegnajmy pomnikowe pary. Czas na solistę. Bo dziś takich solistów już nie ma.

PS W całej tej historii pojawia się oczywiście wątek do którego trzeba się odnieść na zaś.

Ernest Wilimowski zdobył międzynarodową sławę jako zawodnik Ruchu Wielkie Hajduki. Na pewno podniosą się głosy oburzenia niektórych kibiców - Jak to? Dlaczego honorować zawodnika Ruchu Chorzów, skoro w Katowicach rządzi GKS?

Takie myślenie byłoby moim zdaniem zaściankowe. Wilimowski to bowiem SYMBOL nie tyle samego Ruchu co całej fantastycznej historii górnośląskiej piłki nożnej. Widzę w nim przede wszystkim genialnego syna tej ziemi, dopiero potem piłkarza Ruchu.

Poza tym spójrzmy na problem bardziej szczegółowo i przyziemnie, nie tylko ogólnie i wzniośle. W czasach gdy "Ezi" zaczynał wielką karierę jego 1.FC Katowice był już ledwie cieniem klubu, który siedem lat wcześniej walczył z Wisłą Kraków o mistrzostwo Polski.

Przypomnijmy choćby wrzesień 1934 roku. 20 września na Muchowcu 1.FC Katowice przegrywa u siebie w towarzyskim meczu z AC Milan 0:6 (tak, tak - z tym AC Milan, wówczas grającym jeszcze jako Milan Football Club). Cztery dni wcześniej Ruch bije u siebie w ligowym meczu Wartę Poznań 7:3, "Ezi" strzela dwie bramki. Ogółem w tym debiutanckim dla niego sezonie  ligowym 18-latek w 21 meczach w ekstraklasie (jedno spotkanie się nie odbyło, Siedlce oddały walkowera) zdobył 33 gole. Trzydzieści trzy!

Wyobrażacie sobie dziś w polskiej lidze 18-latka, który w debiutanckim sezonie wali tyle bramek?!

Ruch w tym czasie - czyli w latach Wielkiego Kryzysu - był jedynym miejscem na Górnym Śląsku gdzie ten niebywały talent mógł rozkwitnąć. Kto wie - może nie przeszedłby do Ruchu i zagrałby w GKS-ie? Ale GKS powstał przecież dopiero trzydzieści lat później...

Dlatego chcę wierzyć, że ten pomysł kibiców GKS-u nie będzie uwierał. Na pewno nie będzie uwierał fanów Ruchu z Katowic, o to jestem spokojny.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.


20:02, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (12) »
środa, 16 kwietnia 2014
GKS Katowice zmienia prezesa!

Jak wiadomo - sytuacja w GKS-ie Katowice jest niewesoła. Bilans wiosny jest wręcz tragiczny: gdyby to była jesień GieKSa zajmowała by teraz ostatnie miejsce w tabeli. Jak wiadomo -  Kazimierz Moskal zdążył podać się do dymisji - ta jednak nie została przyjęta przez prezesa Wojciecha Cygana.

Choć tak właściwie nie wiem czy Wojciech Cygan jest jeszcze prezesem. Wydaje mi się, że o tej funkcji marzy niejaki Piotr Koszecki, szef SK1964. Wydaje mi się również, że jemu się wydaje, że to tylko kwestia czasu. Być może sądzi nawet, że już tym prezesem jest? Nie zdziwiłbym się...

Koszecki w sieci pisze chełpliwie, że piłkarze mają się wynieść z klubu, bo dialog z nimi został już zakończony, a teraz prowadzony jest jedynie monolog (cytuję: "my mówimy, wy słuchacie" - rozumiem, że "my" to kibice, których ucieleśnieniem jest właśnie Koszecki a "wy" - piłkarze, którzy z pokorą powinni oczekiwać muki w kark). Wymienia z pogardą konkretnych zawodników. Zapowiada, że jak ich prezes nie wyrzuci (a - jak dodaje Koszecki - "pewnie wyrzuci") to "my" (znaczy "oni") to "zrobimy" (znaczy "zrobią"). Jak podkreśla  z dumą "przecież w dziób w Katowicach dostawali już 10 lat temu" (chodzi o akcję pobicia piłkarzy GKS-u po poniesionej w fatalnym stylu porażce w Łęcznej").

To jest jakaś paranoja. Koszecki bez żenady na twitterze pisze: "Moskal zostaje w GKS-ie Katowice, a teraz druga część planu: niszczenie i wyrzucanie pajacy, którzy zablokowali nam awans [pisownia oryginalna]".

Już to widzę jak Koszecki podchodzi do Tomasza Wróbla albo Grzegorza Fonfary i mówi im na osobności prosto w oczy: "Ej, ty, wypier...laj z klubu". Taka sytuacja nie jest możliwa z powodów czysto praktycznych i estetycznych. Przecież jakikolwiek piłkarz GieKSy w odpowiedzi na taki tekst dmuchnąłby ile bozia w płucach dała a Koszecki by się od tego dmuchnięcia natychmiast przewrócił. Jego zdumiewająca pewność siebie pozwala jednak przypuszczać, że czuje mocne wsparcie u starszych a przede wszystkim większych i bardziej napakowanych kolegów.

Oczywiście można mieć żal i pretensje do piłkarzy. Oczywiście można ich nie lubić, można się na nich wściekać. Rzeczywiście - wiosnę piłkarze GieKSy spaskudzili dokumentnie. Ale takie szmacenie ludzi jakie uskutecznia tu Koszecki woła o pomstę do nieba.

Przypominam - kibice są od kibicowania (przez kibicowanie rozumiem oczywiście także możliwość wyrażenia ostrej dezaprobaty), ale nie od prowadzenia polityki kadrowej.

Koszecki myśli chyba, że Wojciech Cygan nie ma własnego rozumu. Pora wyprowadzić go z błędu: to jednak klub decyduje z KIM się pożegna, a nie koleżka, który zachowuje się jakby wierzył, że ku świetlanej prezesowskiej przyszłości prowadzi go Latający Potwór Spaghetti.

PS Wypada mieć jedynie nadzieję, że nowy "prezes" GKS-u będzie tak samo słowny jak wcześniej. Kiedyś forował już w Katowicach hasło "ekstraklasa albo śmierć". Oczywiście nikt nie zginął.

PS1 A poza tym reforma e-klasy powinna wrócić tam gdzie jej miejsce. Właśnie tam.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Znowu rozdaję książki [KONKURS]

Bez wątpienia zalicza się do najlepszych bramkarzy świata. Kiedyś w Moskwie, jeszcze jako bardzo młody zawodnik usłyszał pytanie od dziennikarza i wywiązał się specyficzny dialog.

- Jak się czujesz wiedząc, że możesz zostać drugim największym bramkarzem w historii futbolu po Lwie Jaszynie*?

- A kto powiedział, że muszę być tylko drugim po Jaszynie, a nie mogę być lepszym od niego?

- Posłuchaj, może lepiej będzie jeśli nie zanotuję tej wypowiedzi.

- Zrobi pan jak zechce, ale myślę dokładnie tak, jak powiedziałem.

Radziecki golkiper (te dwa słowa postawione obok siebie dziwnie wyglądają, ale co tam;) ma tę przewagę nad konkurentami z bramki, że jako jedyny zdobył Złotą Piłkę redakcji "France Football" (w 1963 roku). Tak naprawdę trudno jednak porównywać Jaszyna do bohatera tej notki, to jednak dwie różne epoki. Na korzyść tego drugiego przemawia choćby fakt, że nigdy nie puścił gola z rogu podczas mistrzostw świata (a Jaszyn - puścił).

Łączy ich jedno - obaj puszczali bramki na Górnym Śląsku. Bardziej pamiętane są gole, które tracił Jaszyn w 1957 roku na Stadionie Śląskim. Z kolei Gianluigi Buffon, bo o nim mowa - czterdzieści lat później, 1 kwietnia 1997 roku przepuścił klepę z ponad 25 metrów na Bukowej w meczu młodzieżówek U-21. Autorem uderzenia z 25 metrów był Mirosław Szymkowiak. Widziałem to na własne oczy.

Tak czy inaczej - Gianluigi Buffon napisał autobiografię. Właśnie ukazała się na polskim rynku. Dowiadujemy się z niej m.in., że ten słynny bramkarz ma swego rodzaju... polski kompleks. Okazuje się, że najbardziej żałuje... porażki z biało-czerwonymi na mistrzostwach Europy U-15 w maju 1993 roku. "Takie porażki bolą dużo bardziej niż, te które ponosisz już jako dorosły".

Do historii włoski bramkarz przechodzi jednak jako zwycięzca a nie przegrany. Raczej nie jest najlepszym bramkarzem świata wszech czasów, ale najlepszym włoskim bramkarzem wszech czasów - już pewnie tak. Zgadzacie się?

Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN mam do rozdania trzy egzemplarze książki "Gigi Buffon. Numer 1".

Żeby ją wygrać należy odpowiedzieć na następujące pytanie:

Ile bramek przepuści Buffon łącznie w dwóch najbliższych meczach Serie A: z Udinese (dziś) oraz z Bologną (19 kwietnia)?

UWAGA: tak skonstruowane pytanie oznacza, że jeśli ktoś spóźni się z odpowiedzią przed dzisiejszym pierwszym meczem, nadal może brać udział w konkursie, bo - podkreślam - liczy się łączny wynik.

Jeśli jednak będę musiał wybierać między prawidłową odpowiedzią Czytelnika, który udzieli jej jeszcze przed meczem z Udinese (początek 20.45) oraz prawidłową odpowiedzią Czytelnika, który udzielił jej dopiero przed meczem z Bologną - wybiorę tego pierwszego. Oznacza to, że trochę bardziej opłaca się udzielić odpowiedzi jeszcze dziś niż jutro czy pojutrze.

Zwycięzców podam po meczu Juventus - Bologna. Najpóźniej nazajutrz napiszę w komentarzach kto wygrał i poproszę wtedy zwycięzców żeby na maila pawel.czado@katowice.agora.pl przesłali adres, pod który książka ma zostać wysłana. 

Z ciekawości czy byłbym w stanie wygrać w tym konkursie jako pierwszy podaję odpowiedź:) Brzmi ona jak tytuł książki: 1. Obiecuję, że jeśli wygram - przekażę nagrodę następnemu:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym "reforma ligi" powinna wrócić tam gdzie jej miejsce.

*osobiście wolę wersję Jaszin

19:16, pavelczado , Książki
Link Komentarze (51) »
niedziela, 13 kwietnia 2014
Dziennikarskie kundle

Czasy się zmieniają więc do nowych realiów muszą się przystosowywać także kluby piłkarskie szukające nowych zawodników i trenerów.

Moim zdaniem klubowi działacze powinni stwarzać szerszy niż dotąd profil piłkarza albo trenera uważanego za przydatnego do drużyny. Wydaje się, że powinny zacząć liczyć się nie tylko umiejętności czysto piłkarskie, cechy motoryczne (w pierwszym przypadku) ewentualnie charyzma, zdolność analizowania i wyciągania wniosków (w drugim przypadku) itp.

Może bowiem warto także - z punktu widzenia klubowych interesów - przebadać z kim kandydat do grania albo trenowania jest nadzwyczaj blisko ze światka dziennikarskiego? Kto u kogo był na weselu albo kto z kim hucznie imprezował, obalił parę flaszek... Wbrew pozorom pewnie to wcale nie musi być takie trudne. Facebook albo twitter mogłyby zapewne wydatnie pomóc w ustalaniu informacji, który piłkarz mizia się z którym redaktorem...

Niebezpieczeństwo dla klubu jest bowiem tego rodzaju, że kiedy trzeba pomóc w potrzebie w trakcie sporu z klubem kundel dziennikarski zawsze może w poczuciu lojalności wobec kumpla zaatakować. Z grubej albo cienkiej rury, zjadliwie, prześmiewczo, podstępnie, ironicznie. No i - to ważne - niewinnie...

Zapomniałbym: nie tylko w trakcie sporu, ale później również, bo cel namierzony już się nie zmienia.

Istnieje prawdopodobieństwo, że analizując ciągi przyczynowo-skutkowe kluby mogłyby nabyć wiedzę dzięki której uniknęłyby kłopotów w przyszłości...

PS Myślicie, że problem mógłby dotyczyć także ważnych działaczy niekoniecznie klubowych?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS2 Muszę się Wam do czegoś przyznać.

Tak naprawdę uważam, że reforma ekstraklasy jest zbyt zachowawcza.

Po pierwsze - ciągle będzie trochę za mało meczów.

Po drugie - będzie jednak trochę za mało emocjonujących meczów w "fazie po sezonie zasadniczym".

Te dwa powody sprawiają, że i ja chciałbym dołożyć skromną cegiełkę do ulepszania naszej nędznej ligi.

Wymyśliłem rewelacyjne wyjście. Do "fazy sezonu zasadniczego" i "fazy po sezonie zasadniczym" należy dodać jeszcze "fazę całkowicie decydującą".

"Faza całkowicie decydująca" byłaby fazą pucharową gdzie grałoby się zawsze do jednego zwycięstwa. Mecz byłby organizowany zawsze na stadionie, która zajęła lepsze miejsce w "fazie po sezonie zasadniczym". Chodziłoby o to żeby "w fazie po sezonie zasadniczym" naprawdę się starać, bo byłoby przecież o co.

Potem 1 gra z 8, 2 z 7, 3 z 6, 4 z 5. Zasada obowiązywałaby zarówno w grupie mistrzowskiej jak i spadkowej. Czyli tylko jeden ćwierćfinał, jeden półfinał i jeden finał.

ALEŻ EMOCJE! NIE BYŁOBY ANI JEDNEGO MECZU O NIC, A KAŻDY O WSZYSTKO! 

No i kolejek nie byłoby 37 (37 - dziwnie brzmi) a 40. Czter-dzieś-ci. O ile lepsi byliby nasi piłkarze dzięki takiej dawce?! A my, kibice, o ile bardziej bylibyśmy nasyceni emocjami?! Co najmniej jak koń sianem w stajni!

Reformatorzy do dzieła! Dawać "fazę całkowicie decydującą"!

sobota, 12 kwietnia 2014
W Zabrzu omal nie doszło do linczu

Misja zakończyła się powodzeniem. Górnik Zabrze utrzymał miejsce w pierwszej ósemce.

Teraz decydenci w Zabrzu powinni jak najszybciej ustalić co dalej w trzech zasadniczych kwestiach. Naprawdę nie ma na co czekać.

I.

Czy Górnik nadal chce stawiać na Roberta Warzychę jako trenera (używam słowa "trener", bo nie bawię się w tej chwili w konwenanse)?

Pytanie jest zasadne, a decyzja jest ważna. Wiadomo, że Robert Warzycha nie przepracował z Górnikiem okresu przygotowawczego, do tego kierowana przez niego drużyna bez przerwy miała ogromne braki kadrowe spowodowane kontuzjami. Oczywiście trzeba to brać pod uwagę.

Z drugiej strony Robert Warzycha na razie w najmniejszym stopniu nie osiągnął tego po co został sprowadzony do Zabrza czyli NIE ODMIENIŁ na lepsze Górnika. Jego dotyczasowy bilans jest mizerny - nie wygrał ANI JEDNEGO MECZU!

Decyzja dla prezesa Zbigniewa Waśkiewicza będzie trudna (jeśli się waha) albo wyjątkowo łatwa (jeśli się nie waha. Brak wahania może wzmacniać fakt, że podziękowanie w tej chwili za współpracę Robertowi Warzysze byłoby w tej chwili przyznaniem się do osobistego błędu. Osobistego, bo ściągnięcie Warzychy jest przecież pomysłem obecnego prezesa)...

II.

Czy Górnik mając pewne utrzymanie powinien przestać brać pod uwagę w ostatnich siedmiu meczach tych zawodników z którymi nie wiąże przyszłości, albo którzy z Górnikiem nie wiążą przyszłości?

To ważne - także dlatego, że wielu zawodnikom kończą się latem kontrakty. Klub musi zdecydować jak najszybciej - moim zdaniem na dniach - z kim warto przedłużyć umowę a z nim się jednak pożegnać. Po to żeby tych drugich ewentualnie nie brać już pod uwagę w ostatniej części sezonu.

Bo czyż nie jest to idealny moment na zgrywanie tylko tych piłkarzy, którzy mają stanowić o sile Górnika w sezonie 2014/15?

Pytanie czy klub nie podda się presji kibiców żeby nie korzystać ze wszystkich najlepszych w określonych sytuacjach - na przykład podczas prestiżowego meczu z Ruchem Chorzów na własnym boisku, który odbędzie się już 3/4 maja. Odpowiedzialność za te kwestie powinien chyba wziąć trener (ktokolwiek nim będzie).

III.

Czy po rozstrzygnięciu dwóch powyższych kwestii działacze nie powinni przestać zajmować się całkowicie sprawami sportowymi i skupić się na tej - w kontekście pewnego utrzymania - najważniejszej?

Licencja. To kluczowe słowo. Kibicom pewnie ta sprawa nie spędza na razie snu z powiek. A powinna. Sprawy dotyczą wielu kwestii o których plotkuje się w Zabrzu. Słyszy się choćby o planowanych inspekcjach w klubie przedstawicieli Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz Państwowej Inspekcji Pracy.

No i ciekawe dlaczego dzisiejszy mecz oglądał w Zabrzu selekcjoner Adam Nawałka z małżonką? Myślicie, że przyglądał się któremuś z piłkarzy drużyny gości pod kątem przydatności gry w kadrze?:)

PS Dziś doszło do wydarzenia chyba bez precedensu w polskiej lidze, przynajmniej ja takiego nie pamiętam. W 51. minucie piłkarze Górnika usłyszeli gwiazdek i stanęli. Goście grali dalej i strzelili trzecią bramkę. Sędzia ją uznał.

Uznał słusznie, bo okazało się, że gwizdka użył na trybunach kibic(?) Górnika. Facet siedział niedaleko, jakieś piętnaście metrów ode mnie. Wyobraźcie sobie, że omal nie doszło do linczu. Sąsiedzi kazali mu "wyp...lać", choć niektórzy mieli wielką ochotę wziąć sprawę we własne ręce a raczej pięści. Widziałem moment kiedy spłoszony, zakłopotany mężczyzna jak niepyszny, z głupim uśmieszkiem na twarzy, chyłkiem opuszczał miejsce. Nie uszedł daleko. Zaraz za nim niczym dwa złowrogie cienie udali się kierownik ds. bezpieczeństwa i ochroniarz (ten najszerszy i największy, bywalcy śląskich stadionów pewnie wiedzą o którym wspominam)...

Wyhaczyłem potem tego ochroniarza w budynku klubowym. Potwierdził mi, że przejęli tego gościa od gwizdka. Okazało się, że miał 1,8 promila.

Ciekawa kwestia: jakie zarzuty można postawić takiemu facetowi? Z jakiego paragrafu? Nie zakłócał porządku na stadionie, ale zakłócił przecież przebieg gry i miał istotny wpływ na wynik. Czy przepisy są przygotowane na tego typu sytuację? Przepisy jakiego prawa powinny to ewentualnie regulować? Czy Górnik Zabrze może podać gościa do sądu za spowodowanie wyższej porażki?:)

Co sądzicie? Są tu jacyś prawnicy?

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. Oczywiście zanim powstanie wcześniej trzeba odpowiedzieć na trzy postawione przez Czadobloga pytania:)

PS2 A poza tym "reforma" ekstraklasy powinna pójść w niebyt.

piątek, 11 kwietnia 2014
Wracam do świata żywych

Dawno temu grałem w piłkę nożną osiem godzin dziennie. Dzięki temu wyrobiłem sobie świetną kondycję, bardzo dużo biegałem po boisku. Całe życie grałem na asfalcie, a kto spędza na nim aż tyle czasu moim zdaniem musi wyrobić sobie dobrą technikę.

Szczytową formę miałem w ogólniaku, potem wszystko zaczęło się zmieniać. Na studiach jeszcze kopałem, ksywka "Caniggia" była ciągle aktualna. Potem jednak było coraz gorzej. A właściwie - dzięki masie - coraz "ciężej". Siłą rzeczy zacząłem tracić jeden z atutów czyli wytrzymałość. Wreszcie nie wytrzymało kolano. Raz, a potem drugi.

Nadszedł czas, o którym myślałem, że w moim przypadku nigdy nie nadejdzie. Przestałem już kopać, co najwyżej tylko oglądałem kopanie. Kiedyś sądziłem, że ten stan dopadnie mnie co najwyżej przed 2050 rokiem...

Kiedy osiągnąłem 105 kilo uznałem, że muszę coś zrobić. Robiłem i robiłem, wreszcie wracam. W weekend nasza gazetowa drużyna gra sparing. Potem mamy zagrać w turnieju...

Nie oczekuję od siebie zbyt wiele. Nie mam kondycji. Najbardziej pasowałaby mi rola rozgrywającego, który nie wychodzi z kółka, ale kiedy gra się pięciu na pięciu ten przebiegły plan nie ma racji bytu;)

Żeby samego siebie pokrzepić daję u góry tego wpisu fotkę ze schyłkowego okresu mojego regularnego kopania piłki. To był 1997 rok. Stadion Piasta Gliwice (naprawdę!). Na fotce reprezentacja polskich dziennikarzy przed meczem z Anglią. Przegraliśmy go 3:4. U gości zagrali Terry Butcher i Trevor Brooking. Właśnie wtedy przeżyłem najbardziej wstrząsające piłkarskie doznanie w życiu. Terry Butcher wyskoczył obok mnie żeby wybić piłkę głową z własnego pola karnego, a jego biodro ze świstem znalazło się na wysokości mojej przerażonej twarzy. Właśnie wtedy uzmysłowiłem sobie ostatecznie - to nie jest tak, że człowiek z ulicy może przyjść i pograć z zawodowcami jak równy z równym:)

Opis zdjęcia. Od lewej w dolnym rzędzie: Andrzej Szarmach (gastspieler), Czadoblog, Kazimierz Oleszek ("Piłka Nożna"), Dariusz Tuzimek (dziś nc+, wtedy chyba "Życie"), Kazimierz Mochliński (angielski korespondent "Sportu), Maciej Weber (wtedy chyba "Życie").

Od lewej w górnym rzędzie: tego pierwszego faceta nie pamiętam, Marcin Jaroszewski (wtedy "Przegląd Sportowy", dziś prezes Zagłębia Sosnowiec), Rafał Zaremba (wtedy "Sport", dziś naczelnik Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki w chorzowskim Urzędzie Miasta), Włodzimierz Lubański (gastspieler), Jerzy Dusik (wtedy "Super Express", dziś właściciel agencji dziennikarskiej, współpracownik kilku gazet), Andrzej Grygierczyk (wtedy "Sport", dziś jego redaktor naczelny), Andrzej Twarowski (Canal Plus, teraz nc+), Tomasz Gorazdowski (III Program Polskiego Radia).

Dzięki temu meczowi mam w c.v. akcję Czado - Szarmach - Lubański... To już zostanie na całe życie! (tak naprawdę pan Lubański krzyknął tylko do mnie "Dawaj piłę, dawaj!" kiedy przekroczyłem z piłką linię środkową. Posłusznie zagrałem mu na skrzydło. "Wkręcił" jakiegoś Anglika, zacentrował do pana Szarmacha, strzał tego drugiego minimalnie minął bramkę gości. I to już, koniec... Mój udział w tej akcji był symboliczny, do tego w tej konfiguracji personalnej zdarzyła się tylko jeden raz. Ale co z tego: była? Była!:)

PS Sparing, w którym zmartwychwstanę jako piłkarz zagramy na "Bugli". To bliskie mi miejsce, jako bajtel latem bywałem tam na basenie codziennie. Dziś można tam też zagrać w piłkę. Pewnie mało kto pamięta ale "Bugla" to miejsce bardzo zasłużone dla śląskiego sportu. Jeszcze przed wojną mówiono o nim "Buglowizna".

Pisałem już, że nazwa Bugla pochodzi od nazwiska bogatego właściciela tych terenów. Pierwsze kąpielisko otwarto na tym terenie w 1927 roku. W tym czasie był to wykopany w ziemi basen obłożony wokół deskami, które ułatwiały nawroty. Miał olimpijski dystans (50 m) i sześć torów. Właśnie na Bugli dokonywały się zmiany w obyczajowości Ślązaków. Dziennik "Polonia" z 1930 roku donosił o nowym pomyśle: osobnych godzinach kąpieli dla mężczyzn i kobiet. Później ten pomysł zarzucono... W 1935 roku tuż obok wybudowano nowy betonowy kompleks basenowy Miejskich Zakładów Kąpielowych, który istnieje do dziś (tam nauczyłem się pływać). W momencie powstania był drugim co do wielkości kąpieliskiem w Europie Środkowej (po budapeszteńskim Palatinusie). Baseny Bugli były otwarte dla publiczności, wyczynowcy zajmowali skocznię i dwa baseny późnym popołudniem. Zbiorniki były zasilane wodą z kopalni Wujek. Aż trzy katowickie kluby zbudowały na Bugli szatnie: Erster Schwimmverein Kattowitz, Pogoń i Dąb... 

PS1 A po za tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym "reforma ligi" powinna wrócić tam gdzie jej miejsce.

14:12, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (14) »
czwartek, 10 kwietnia 2014
Kolejne debilizmy "reformy" ekstraklasy

Mam przeświadczenie, że każdy kto ma odrobinę zdrowego rozsądku a nie stoi za nim na przykład chęć robienia biznesu lub złe rozumienie celu rozgrywek zdaje sobie sprawę, że obecna wersja regulaminu dla piłkarskiej ekstraklasy jest żenująca (trochę znudziło mi się używanie najwłaściwszego epitetu: "debilna").

Zachwalanie tego kuriozum przypomina mi hałaśliwe nawoływanie murarzy zachwalających parkan, który właśnie postawili, a nie zauważają, że przez coraz więcej szczelin sączy się coraz więcej wody...

Zauważcie choćby, że przy obecnym systemie klub może mieć... wpływ na to jakich rywali w fazie dodatkowej zaliczy u siebie. Wbrew pozorom to istotne. To mogą być bardzo konkretne pieniądze.

Przenalizujmy to na przykładzie Ruchu Chorzów i jego obecnej sytuacji. Gdyby aktualna kolejność zespołów w tabeli utrzymała się po ostatniej kolejce sezonu zasadniczego (sformułowanie "sezon zasadniczy" tak pasuje do terminu "piłka nożna" jak Marcin Najman pasuje do Manny'ego Pacquiao) oznaczałoby to, że Ruch u siebie zagra mecze z rywalami ze śląskiego punktu widzenia głównie nieatrakcyjnymi (Lechia, Zawisza, Pogoń i jednak atrakcyjna Wisła) a hity na których mógłby sporo zarobić rozegra jednak na wyjeździe (Górnik, Legia, "Lech").

To oznacza moim zdaniem jednoznacznie, że Ruchowi obecny układ całkowicie nie odpowiada. To z kolei oznacza, że klubowi pasowałby zupełnie inny układ tabeli w kontekście wpływów z biletów. A znacznie łatwiej zmienić ten stan rzeczy... przegrywając niż wygrywając, nieprawdaż?

Nie podejrzewam Ruchu o takie chęci, pokazuję jedynie, że teoretycznie takie machlojki mogą się wydarzyć a jeśli tak to już wystarczy żeby je brać pod uwagę. Chodzi o to, że przy obnecnym regulaminie można w jakiś sposób wpływać ostatnimi wynikami na to z kim zagrasz u siebie a z kim na wyjeździe. A jeśli można mieć na coś wpływ dlaczego miałoby się z tego rezygnować?

Być może w obecnej konfiguracji i dość ciasnym sąsiedztwie w tabeli byłoby to trudne do "zrobienia", ale kto zagwarantuje, że do końca trwania "reformy" (jeśli ktoś nie pójdzie po rozum do głowy już tego lata) zawsze będzie ciasno w tabeli po trzydziestej kolejce?).

Gdyby ktoś był działaczem Ruchu i miał do wyboru: na przykład czwarte miejsce na koniec ligi (i wpływ z meczów z Zawiszą, Pogonią i Lechią) czy raczej szóste miejsce na koniec ligi (i wpływ z meczów z Legią, Górnikiem czy "Lechem") - mógłby nie zastanawiać się długo... Drugich w tabeli poznaniaków Ruch nie dogoni (nawet mimo ewentualnego zrównania się punktami), ale może przecież dać się dogonić i zmienić w ten sposób miejsce w tabeli...

Ale to był tylko taki michałek:)

Teraz zapoznajcie się z poważnymi zarzutami, które stawia wnikliwy Czytelnik Czadobloga, niezastąpiony jakas1.

Oddaję głos:

"Podstawowy argument za reformą był taki, że liczba meczów o pietruszkę znacząco się zmniejszy. Postanowiłem sprawdzić, ile takich meczów byłoby w tym sezonie, gdyby sezon był normalny, tzn. najbliższa kolejka byłaby ostatnią. Otóż w całym sezonie (włączając w to poprzednie kolejki) meczów zupełnie o nic, w którym żadna ze stron nie ma szans ani na puchary ani spadek (albo ma pewne puchary, jak Lech) byłoby zaledwie cztery:
Górnik Zabrze - Lech Poznań
Jagiellonia Białystok - Piast Gliwice
Korona Kielce - Cracovia
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
To są wyłącznie mecze ostatniej kolejki. Jeszcze w poprzedniej kolejce, WSZYSTKIE mecze były o coś - w każdym co najmniej jeden z uczestników musiał walczyć o punkty.
Za 1,5 miesiąca sprawdzę, ile meczów zupełnie o nic będzie w nowym systemie. Stawiam dolary przeciw orzechom, że będzie ich więcej, niż cztery.

I nie mniej ważna rzecz: dzielenie zdobytych punktów przez dwa i związane z tym potencjalne machlojki. Pokażę to zupełnie przypadkowo i hipotetycznie na przykładzie nachodzącego meczu Śląsk-Lechia:
Jest 88 minuta. Lechia prowadzi 1-0. Śląsk ma zatem 31 punktów, co po podziale da 16 punktów w nowej tabeli. Lechia ma 43 punkty, co po podziale da 22 punkty w nowej tabeli. Śląsk dostaje karnego w 93 minucie. Jak strzeli, to ma 32 punkty (czyli nadal ma 16 punktów w nowej tabeli), a Lechia ma 41 punktów, czyli 21 w nowej tabeli. Jedynym efektem strzelenia gola przez Śląsk jest zabranie punktów w nowej tabeli Lechii, która w dodatku w drugiej części sezonu nie będzie grała ze Śląskiem meczu, jeżeli ten nie strzeli karnego. Ciekawe czy strzeli?

Więcej konkretnych zarzutów dotyczących "reformy" znajdziecie - TUTAJ.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym po obecnym sezonie "reforma" ekstraklasy powinna odejść w niebyt.

środa, 09 kwietnia 2014
Atletico. Barcelona. Ruch

Kiedy w 5. minucie Koke zdobył pięknego gola dla Atletico w meczu z Barceloną wrzask na Estadio Vicente Calderon sięgnął nieba, ale ja akurat umilkłem. Wpatrywałem się z natężeniem nie tyle w bramkę nieszczęsnego Pinto co w... miejsce zaraz za nią.

Wiem, że niektórzy kiedy słyszą o kibicowskiej sztamie Atletico z Ruchem Chorzów wzruszają ramionami albo zaczynają się trząść ze śmiechu. Trzymając się za brzuchy dodają, że pewnie kibice Atletico nie mają nawet pojęcia, że kumplują się z kibicami z Górnego Śląska.

Jak w takim razie można wytłumaczyć fanę z napisem "Ruch" i charakterystyczną e-Rką w tak eksponowanym miejscu? Myślicie, że fani Atletico pozwoliliby ją wywiesić - ot tak? Inna sprawa, że ktoś dokładnie to przemyślał, musiał wiedzieć gdzie ustawione będą kamery, bo R-ka było rzeczywiście wyeksponowana.

Kibicom Ruchu życzę żeby kiedyś przyjechali jeszcze na ten stadion. Ale już za swoimi piłkarzami. Na występ w europejskich pucharach.

PS To nie jest pierwsza tak spektakularna pozaboiskowa akcja Ruchu na tym stadionie. Widziałem coś takiego już sześć lat temu.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym po obecnym sezonie "reforma" ekstraklasy powinna odejść w niebyt.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 172