niedziela, 29 marca 2015
Mam kandydata na następcę Milika w Górniku

Bylem juz na meczu ligi angielskiej, bylem na meczu ligi szkockiej, ale jeszcze nigdy nie bylem na meczu ligi polnocnoirlandzkiej (co zaskakujace w oficjalnej nazwie rozgrywki reklamuja bank z... Danii - Danske Bank Premiership). Zapoznanie nastapilo w najlepszym miejscu z mozliwych. Przeszedlem sie bowiem w Belfascie na najstarszy stadion w Irlandii Polnocnej - Solitude. Wybudowano go w 1890 roku. Jest to jednoczesnie siedziba najstarszego klubu na tej wyspie - Cliftonville. Jakby tego bylo malo - tam rowniez podyktowano pierwszy rzut karny w historii meczow miedzypanstwowych. 

W latach 1890-1900 na Solitude wystepowala reprezentacja Irlandii i wlasnie tam, w trzynastym meczu z reprezentacja Anglii rozegranym w 1894 roku udalo jej sie wreszcie nie przegrac (skonczylo sie 2:2).

Na Solitude wybralem sie z Rysiem, kumplem ze starych zaleskich czasow. W knajpie pod trybuna glowna napilismy sie guinessa. Kiedy chcielismy kupic bilety (cena wejsciowki to 10 £) uslyszelismy, ze dzis nie sprzedaja i ze wejscie co laska... Jakis bywalec na stole bilardowym rozlozyl przede mna pamiatkowe znaczki i za 3 £ kupilem sobie cacko slawiace mistrzostwo The Reds (nie mylic z Liverpoolem) za sezon 2013/14.

Cliftonville to bowiem aktualny mistrz Irlandii Polnocnej (ciekawe, ze w lidze kraju, ktory zamieszkuja glownie protestanci pochodzenia angielskiego mistrzem jest druzyna wybitnie katolickiej proweniencji).

Stadion robi duze wrazenie, choc jest malutki (jego pojemnosc to 6200 widzow a tak naprawde - ze wzgledow bezpieczenstwa - zaledwie 2500. Main Stand*, ktora wyglada na strasznie stara trybune** zostala zamknieta.

Main Stand Solitude

solitude

(fot. Pawel Czado)

Zaskoczylo mnie, ze mecze odbywaja sie na sztucznej trawie, murawa zostala wymieniona w 2010 roku. Tak sie zlozylo, ze ogladalismy mecz mistrza z absolutnym outsiderem.

Druzyny, ktore potrafia odrodzic poziom po wielu latach posuchy zawsze dzialaja mi na wyobraznie. Ciekawe ktory klub posiada rekord w czekaniu na nastepny tutul mistrza kraju... Wiecie moze? W Anglii wrazenie na mnie robi 81 lat cierpliwego czekania fanow Blackburn Rovers (1914-95). W przypadku Cliftonville to jeszcze wiecej - 88 lat (1910-98), a gdyby nie tytuł z konca XX wieku, bylyby to aż 103 lata (kolejny tytul Cliftonville zdobylo dopiero w 2013 roku)!

Rywalem byl zespol Institute FC. Zupelne przeciwienstwo gospodarzy - beniaminek ze Drumahoe, wioski liczacej jakies 1500 ludzi polozonej obok Londonderry. Ale losy tej druzyny tez moga dzialac na wyobraznie. Respekt moze budzic chocby rok zalozenia. Kiedy na Gornym Slasku futbol dopiero sie rodzil, mieszkancy tej ulsterskiej wioski nie mogli byc gorsi od innych dookola i powolali druzyne futbolowa. Byl 1905 roku. Przez nastepne dekady chlopcy z Drumahoe grali sobie amatorsko aż nagle w 1996 roku pra-pra-pra-prawnuki zalozycieli zalapali sie na drugi poziom rozgrywek... A potem jeszcze wyzej.

Mecz byl jednostronny. Gospodarze wygrali 6:1 (5:0). Hat-tricka zaliczyl 24-letni Joe Gormley, wybrany w 2014 pilkarzem roku przez NIWFA (Northern Ireland Writer  Football Association). Facet jeszcze w sezonie 2010/11 zdobyl az 61 goli w lidze amatorskiej a od czterech lat dla Cliftonville w zawodowym futbolu wbil ponad 80 bramek. Gormley pokazal, ze ma soczyste uderzenie i mysle, ze jako srodkowy napastnik spokojnie dalby sobie rade w Gorniku Zabrze:)

PS1 To byla tylko przygrywka. Teraz wycieczka do Dublina zeby zobaczyc sami-wiecie-kogo. 

PS2 A poza tym Omega powinna wrocic.

* Main Stand konstrukcja troche przypomina trybune ze stadionu Ruchu w Chorzowie. Myle sie?

**pozory myla. Oryginalna trybuna splonela w 1949 roku po meczu Glentoranu z Linfieldem w Irish Cup. Obecna wybudowano w 1950 roku, ale moim zdaniem wyglada na znacznie starsza niz jest w rzeczywistosci.

niedziela, 22 marca 2015
Połączenie Radzionkowa z Barceloną [WIDEO]

Wiosna idzie. Wiadomo nie dzięki temu, że zaczęła grać ekstraklasa, że zaczęła grać I liga, że zaczęła grać II liga, że zaczęła grać III liga, ale raczej dzięki temu, że zaczyna wreszcie IV liga:) W ten weekend mamy u nas inaugurację tegorocznych rozgrywek na tym poziomie. Liderem pierwszej grupy jest zespół, który od 1995 roku oglądałem wielokrotnie (jego rezerwy również), a pięć z tych meczów zapamiętałem szczególnie. Jeszcze w 1785 roku było tam tylko 28 kmieci, 20 poddanych ogrodników, 7 wolnych zagrodników, 2 wolnych chałupników i 2 karczmarzy. Ale w międzyczasie trafiła tam nawet ekstraklasa...

Właśnie dziś Ruch Radzionków gra pierwszy ligowy mecz w tym roku. Cidry mają w składzie kilku znanych grajków z niezniszczalnym Piotrem Rockim na czele (przypominam - rocznik 1974). Rywalem na wyjeździe będzie Grodziec Będzin - kto wie o jakie klimaty chodzi, ten wie, że emocje zapewnione (początek dzisiejszego meczu o godz. 14.30). Prezes Ruchu (młodszy od swojego najbardziej znanego zawodnika o pięć lat) nie będzie miał dziś czasu na pomeczowe pogaduchy. Jako zagorzały fan Barcelony zapewne będzie śpieszył się żeby zobaczyć Gran Derbi. Na twitterze Marcin Wąsiak napisał wczoraj tak:

Jutro wielka niedziela: 14.30 Grodziec - RR, a o 21 Barca - Real. W przerwie przerywnik Lech - Legia :)

PS Świat się zmienia. Trzydzieści lat temu człowiek cieszył się jeśli na meczu ekstraklasy mógł nabyć kilkustronicowy czarno-biały program. Nie było mowy żeby klub z piątego poziomu rozgrywek mógł nakręcić filmik promujący walkę o awans. Dziś to możliwe... 



A za tydzień Radzionków - już na własnym boisku - rozgrywa ciekawy mecz ze Slavią Ruda Śląska. Wiosna!

PS1 Wczoraj Ruch Chorzów przegrał z Zawiszą Bydgoszcz bardzo ważny mecz. W moim odczuciu generalnie to sprawiedliwy wynik - o tyle, że Zawisza prezentował się lepiej, a Ruch nie grał chyba tak jak sobie założył Waldemar Fornalik.

Warto zwrócić jednak uwagę na majstersztyk jaki wykonał właściciel bydgoskiego klubu. Oskarżył sędziego Gila o sprzyjanie Ruchowi. Dla mnie jasne było, że anse Zawiszy nie zostaną wzięte pod uwagę i Gil będzie w Chorzowie sędziował. Jasne były konsekwencje: Gil zrobi wszystko żeby nikt nie posądził go o stronniczość. Ręka w polu karnym Zawiszy? Przypadkowa.

Nie mam pojęcia czy to było inteligentnie intencjonalne działanie Osucha czy raczej chlapnięcie. Ale patrząc na to tylko i wyłącznie przez pryzmat efektów - to było rzeczywiście mądre posunięcie. Nie mam zastrzeżeń do gwizdania sędziego Gila - wiadomo jednak, że są sytuacje, w których arbiter może podjąć decyzje w obie strony i nikt nie będzie się czepiał.

Nikt się nie czepia, a Radosław Osuch jest na pewno zadowolony.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE Grodziec Będzin - Ruch Radzionków 0:3.

czwartek, 19 marca 2015
Proponuję zakład o Ruch Chorzów

Śmiać mi się chce kiedy różni ludzie grzeją się, że Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała dziś Ruch Chorzów nakazem spłaty zaległego zadłużenia sprzed lat oraz półrocznym zakazem transferów za niespłacenie zobowiązań.

Śmiać mi się chce kiedy różni ludzie grzeją się, że tłumaczenie Ruchu jakoby to nie był jego dług świadczy o tym, iż to nie jest ten sam Ruch, który zdobył czternaście tytułów mistrzowskich.

To oczywiście bzdura. Idę o zakład, że Ruch tych pieniędzy nie zapłaci, w przerwie letniej zrobi sobie transfery* a wszelkie kary zostaną albo cofnięte albo nakaz ich cofnięcia wyda sąd.

Co do tożsamości Ruchu to na pewno jest jakieś osiemset tysięcy razy bardziej Ruchem niż choćby obecny Lech jest Lechem zdobywającym tytuły w latach 80. i 90. albo Polonia Wojciechowskiego - Polonią.

Wystarczy uzmysłowić sobie tylko jedno: czy Ruch gra na tej samej licencji na której grał za czasów kiedy rządziło nim stowarzyszenie? No właśnie... A czy obecny klub z Bułgarskiej gra na tej samej licencji na której grał zanim z ekstraklasy wycofała się Amica Wronki oraz czy Polonia Wojciechowskiego grała na tej samej licencji co przed wycofaniem się Groclinu Dyskobolii Grodzisk? Dostrzegacie różnicę? No właśnie...

Jeśli jest ktoś chętny do anonsowanego przeze mnie zakładu - zapraszam. Ze swej strony obiecuję ufundowanie (czy też pokrycie kosztów zakupu) półrocznego karnetu na mecze piłkarskie dowolnego klubu piłkarskiego w Polsce. Co do mojej wygranej - wybiorę z kim chcę założyć i czego żądam w zamian za wygraną po wpisaniu przez niego komentarza z uzasadnieniem dlaczego on chce się założyć. Kuriozalne czy też debilne powody - mile widziane.

Osobiście, z dobroci serca - z której Czadoblog jest przecież szeroko znany - szczerze odradzam jednak taki zakład. Lepiej nie wychylać się i siedzieć cichutko.

PS Omega aż zachłysnęła się własnym śmiechem.

PS1 Oferta ważna do końca tygodnia lub wyczerpania zapasów.

PS2 "Ta sytuacja kosztowała mnie kilka lat życia" - to tytuł ciekawego wywiadu Wojtka Todura z Marcinem Malinowskim. Kapitan Ruchu bardzo przeżył fakt, że spowodował karnego w meczu z Bełchatowem.

*chyba, że straci takie prawo z innego powodu.

środa, 18 marca 2015
Piast Gliwice popełnia błąd

Oto kolejny minus podziału na grupę mistrzowską i spadkową - zwalnianie trenerów drużyn, które mają ambicje grać po podziale w górnej połówce, ale z różnych przyczyn jest to zagrożone.

Działacze Piasta Gliwice zdecydowali się pożegnać Angela Pereza Garcię z takiego właśnie powodu. Gdyby nie debilna reforma nie byłoby mowy o zmianie szkoleniowca zespołu zajmującego dziesiąte miejsce w lidze.

Piast chce grać w grupie mistrzowskiej a jak usłyszałem w gliwickim klubie zarówno obecna forma jak i ostatnie wyniki zdaniem działaczy tego nie gwarantują.

Można zastanawiać się co skłoniło działaczy do takiego kroku a wtedy dostaniemy z Gliwic odpowiedź najmocniejszą z mocnych. Przecież nie tak dawno ten manewr na Okrzei już... się sprawdził! Piast przećwiczył przecież ten numer w poprzednim sezonie, jedynie okoliczności były nawet bardziej ekstremalne niż teraz. Marcin Brosz został zwolniony w zeszłym sezonie po 32. kolejce, zaledwie na pięć przed ostatecznym zakończeniem ligi a zastąpił go właśnie Garcia. Wtedy udało się - Piast odniósł trzy zwycięstwa z rzędu co dało taki komfort, że w samej końcówce mógł wyhamować (porażka i remis) a i tak zajął dwunaste miejsce w tabeli.

Działacze będą mogli podeprzeć się także statystykami. Chris Anderson i David Sally, autorzy książki "Futbol i statystyki" przytaczali wyliczenia, że w tygodniu poprzedzającym zwolnienie trenera skuteczność zespołu spada do 50 procent. Tymczasem do czwartego meczu nowego trenera skuteczność wzrasta aż do 95 procent! A czyż nie chodzi właśnie o najbliższe cztery-pięć meczów?! Jeśli dobrze pójdzie - w kolejnych siedmiu będzie można testować ustawienia przed nowym sezonem.

Teraz Garcia został zwolniony niespełna dwa miesiące wcześniej niż Brosz rok temu. Już po 24. kolejce - czyli na sześć przed zakończeniem sezonu zasadniczego. Oczywiście chodzi o to żeby następca miał czas sprawić by w Gliwicach przestano denerwować się o ekstraklasę już w kwietniu a nie dopiero w czerwcu.

Moim zdaniem działacze byli jednak względem Garcii zbyt niecierpliwi. Przeanalizujmy co działo się wiosną:

-   porażka 0:2 na wyjeździe z Ruchem - przedostatnią drużyną w tabeli, ale wiosną jedną z trzech najlepiej punktujących w ekstraklasie. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- zwycięstwo u siebie 3:1 z Bełchatowem;

- porażka 0:2 na wyjeździe z Zawiszą - ostatnią drużyną w tabeli, ale wiosną najlepiej punktującą w ekstraklasie. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- remis u siebie 2:2 z Górnikiem - dość przypadkowo stracone zwycięstwo po samobóju w końcówce. Wielu narzekało po tym meczu na niepodyktowanego karnego dla gospodarzy. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik? Moim zdaniem nie;

- porażka 1:3 z Cracovią - drużyną, która kilka dni później we wstydliwy sposób przegra ze strażakami i innymi taksówkarzami ze Stargardu Szczecińskiego w Pucharze Polski. Czy z obecnej perspektywy można mieć pretensje za wynik. Moim zdaniem tak. To jedyny mecz o który można mieć pretensje do Garcii. Czy nie uważacie, że to trochę za mało?

Przegranego meczu z Podbeskidziem w Pucharze Polski nie liczę, bo fatalny pomysł PZPN losowania od razu całej drabinki sprawia i fatalny pomysł PZPN z dzieleniem ekstraklasy sprawiły, że te rozgrywki dla Piasta nie są bynajmniej priorytetem - mimo że tak daleko zaszedł.

Oczywiście u podstaw decyzji gliwickich decydentów o pożegnaniu Hiszpana leży przekonanie, że potencjał Piasta sięga górnej połówki. To o tyle słuszne założenie, że jedno miejsce na pewno zajmie w nim zespół przeciętny i nie odbiegający niczym od drużyn z przedziału 9.-16. Każda drużyna z ekstraklasowej stawki ma więc podstawy marzyć o górnej połówce (przynajmniej teoretycznie:)

Nie jestem a priori przeciw zwalnianiu trenerów w jakimkolwiek momencie sezonu. Każdy przypadek jest osobną historią. Jednak jeśli spojrzymy na to ściśle pod kątem ratowania dla Gliwic ekstraklasy (tfu, przepraszam, górnej połówki)  to - uważam - można się było jeszcze wstrzymać z tą drastyczną przynajmniej do meczu z Koroną Kielce - drużyną o podobnym potencjale i równie intensywnej motywacji.

Kto będzie nowym trenerem Piasta? Tropy wiodą do Czech. Jeśli się potwierdzą - znaczy, że Gliwice uznały iż do ratowania skóry najbardziej przyda im się dyscyplina i konsekwencja. Brzmi nieźle.

Ale czy tak będzie?

PS Dochodzą słuchy, że jednym z kandydatów byłby również Franciszek Smuda. Być może nie wiecie, ale Franz jest z tym klubem związany: grał w nim na początku lat 70. Pisałem o tym epizodzie w reportażu o Smudzie piętnaście lat temu.

"W 1971 roku Franciszek Smuda wrócił na Górny Śląsk do II-ligowego Piasta Gliwice. Nie grał tam zbyt wiele. Po ciężkiej kontuzji więzadeł noga nie była już tak sprawna i przegrał rywalizację z innym obrońcą Marcinem Żemaitisem, [byłym] prezesem Piasta i właścicielem kantoru w Gliwicach.

W Piaście Smuda był bardzo lubiany przez kolegów. Nazywali go "Fianek", ponieważ zawsze miał kłopoty z prawidłową wymową spółgłoski "r". Był też "Taśmą" (od tasiemca), bo słynął z niebywałego apetytu. - Pamiętam, jak na zgrupowaniu w Gdańsku w przerwie pomiędzy jednym a drugim treningiem zjadł w stoczniowej stołówce dwie kaczki - wspominał Żemaitis.

Mimo apetytu Smuda zachował sportową sylwetkę do dziś. Waży tyle co w młodości - nieco ponad 75 kg. - To dlatego, że nigdy nie jadam po godz. 18 - podkreśla Smuda.

Koledzy z Piasta uwielbiali na treningu puszczać mu piłkę między nogami. W zakładaniu "siatek" specjalizował się zwłaszcza Karol Fajferek, malutki pomocnik, ślusarz z zawodu. Żemaitis: - Franek jako człowiek niebywale ambitny nie mógł znieść ciągłych upokorzeń. Kiedyś nie wytrzymał: rzucił się na Fajferka i zaczął go dusić..."

PS1 Z wizerunkowego punktu widzenia trochę szkoda odejścia Pereza Garcii. Hiszpan to jedna z bardziej wyrazistych szkoleniowców w naszej lidze. Ale jego umiejętności medialne niech nie przesłonią Wam podstawowego faktu: to facet, który uwielbia futbol o czym zdążyłem się przekonać.

PS2 Jeśli Piast wywalczy awans do górnej połówki to obiecuję, że 30 kwietnia* opublikuję tutaj wpis o treści:

"Piast pany

Piast awansował do grupy mistrzowskiej. Działacze udowodnili, że od początku do końca doskonale wiedzieli co robią. Wszelkie krytyki pod adresem klubu związane choćby ze zmianami na stanowisku trenera były i są śmieszne, a ich autorzy - w tym Czadoblog - jedynie żałośni. Należy podziwiać wyczucie gliwickich działaczy i umiejętność reakcji w najważniejszych momentach. Wiedzieli kiedy ingerować po to żeby osiągnąć cel: miejsce w gronie ośmiu najlepszych drużyn w Polsce.

Myliłem się. Za niedocenianie Piasta - przepraszam."

Naprawdę życzyłbym sobie żeby wpis o tej treści jeszcze raz się tutaj ukazał.

PS3 Żeby było jasne: moje zdanie na temat odejścia Pereza Garcii nie jest oficjalnym zdaniem naszej redakcji sportowej. Na przykład Maciek Blaut, który bardzo uważnie śledzi poczynania Piasta ma zdanie całkowicie odwrotne od mojego. Pod jednym warunkiem - że nowy szkoleniowiec, który wkrótce zostanie zaprezentowany w Gliwicach okaże się lepszy od poprzedniego. Cwaniak:) 

PS4 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS5 Najlepszy chyba tekst o tematyce sportowej w dzisiejszej prasie - znajdziecie TUTAJ. Wypowiada się w nim obecny dyrektor sportowy GKS-u Katowice.

*lub wcześniej - jeśli Piast zapewni sobie ósemkę we wcześniejszym terminie

wtorek, 17 marca 2015
Czy nadal bije pan żonę?

Dobrze pamiętam nastroje kiedy Ruch Chorzów zwalniał Jana Kociana. Pamiętam bluzgi, wściekłość i rewolucyjne nastroje. Pamiętam jak krzywiło się wielu kibiców Ruchu. Pamiętam, że niektórzy fachowcy chcieli ukrzyżować ludzi, którzy podjęli tę decyzję. Pamiętam jak niektóre portale twierdziły autorytatywnie, że decydenci to "głupcy i świnie".

Polewano oczywiście z Czadobloga, który jako jeden z niewielu uznał, że Jan Kocian musiał z Ruchu odejść.

Drwiono, że Kociana pozbyto się lekką rączką, "bo na horyzoncie czekał Waldek King. Gdyby go nie było, nie byłoby również zwolnienia Słowaka."

To była obrzydliwa sugestia, bo nie można się przed takimi sfomułowaniami obronić. Spróbujcie bronić się przed hasłem: "czy nadal bije pan swoją żonę". Cokolwiek nie odpowiecie - macie przerąbane. Lepiej więc milczeć.

W Chorzowie milczeli i działali. Efekt jest jaki jest. Waldemar Fornalik po przepracowaniu zimy zdobył z Ruchem dziesięć punktów. Jan Kocian po przepracowaniu zimy zdobył z Pogonią Szczecin dwa punkty. Gdyby brać pod uwagę tylko wyniki wiosną - Ruch byłby na trzecim miejscu w tabeli a Pogoń - na piętnastym.

Nie zrozumcie mnie opacznie: nie życzę źle ani słowackiemu trenerowi ani klubowi, w którym pracuje. Dla mnie ważne jest przede wszystkim, że Ruch jest już w peletonie i ma zaledwie trzy punkty straty do zespołu zajmującego aż dziesiąte miejsce w tabeli i zaledwie pięć do strefy mistrzowskiej.

Nie, nie napalam się na start Ruchu w górnej połówce. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. W tym sezonie utrzymanie to podstawa. Najlepiej żeby nie musieć drżeć o nie do końca. Waldemar Fornalik daje podstawy, że taka kolej rzeczy się spełni.

PS Omega oddycha pełną piersią, tfu, tarczą.

PS1 Zawodowy pięściarz Grzegorz Proksa został dyrektorem sportowym GKS-u Katowice. Proksa od dawna jest kibicem tego klubu, teraz będzie miał okazję sprawdzić się w nowej roli.

sobota, 14 marca 2015
Niektórzy kibice Górnika nie mają pojęcia o piłce

Byłem dziś na meczu Górnika Zabrze z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Warto było. Mnóstwo emocji, mnóstwo bramek (niektóre całkiem ładne), były momenty euforii ale i pełne jadu chwile złorzeczeń. Tym razem postanowiłem napisać o tych ostatnich.

Mija prawie rok od momentu kiedy Górnik nie wygrywa wygranego już meczu. 30 marca zremisował w lidze z Jagiellonią 3:3 choć po pierwszej połowie prowadził 3:0. Dziś zremisował z Podbeskidziem 3:3, choć po pierwszej połowie prowadził 3:1.

W 66. minucie przy stanie 3:2 dla zabrzan gospodarze zdecydowali się przeprowadzić podwójną zmianę. Łukasza Madeja zastąpił Robert Jeż a Bartosza Iwana - Maciej Mańka. W tym momencie z trybun w stronę ławki Górnika posypał się stek wyzwisk. "Warzycha wyp..." to jedno tych z łagodniejszych. Akurat nie siedziałem na stanowiskach dziennikarskich, na drugą połowę przeniosłem się niżej i ze zdumieniem zorientowałem się, że publika wokół mnie jedzie tak po trenerach, bo ci zdecydowali się ściągnąć Łukasza Madeja.

Nie od dziś wiadomo, że w polskich warunkach Madej wnosi wiele dobrego w poczynania ofensywne Górnika. Niektórzy mniej uważni obserwatorzy niestety dostrzegają jedynie ten element i na nim budują opinie. Prawda jest taka, że Madej w miarę upływu czasu nie broni na poziomie jaki od niego jest wymagany. Być może wynika to z braków kondycyjnych, być może z dekoncentracji, nie wiem.

W połowie drugiej połowy Górnik chciał już bronić wyniku i miał założenie, że bronić trzeba będzie już od przodu. Właśnie dlatego zszedł Madej. Józef Dankowski na pomeczowej konferencji zaznaczył, że kibice mają prawo do własnego zdania i przyjmuje to do wiadomości. Wiadomo, że nie może powiedzieć "a pocałujcież wy mnie wszyscy w...". Na jego miejscu postąpiłbym identycznie.

Zabrzanom na pewno pokrzyżowała szyki kontuzja rezerwowego Macieja Mańki, który pograł zaledwie kilka minut i z powodu urazu kolana trzeba było go zastąpić Konradem Nowakiem - piłkarzem o zupełnie innej charakterystyce...

Trochę się frustruję, bo ostatnio kiedy chcę pisać o wyróżniających się piłkarzach górnośląskich drużyn trafia tylko na obcokrajowców. Ostatnio byli to Konstantin Vassiljev i Hebert, teraz - Erik Grendel. To świetny zawodnik i upewniam się w tym z każdym kolejnym meczem. Słowak fantastycznie wkomponował się w zespół.

Po pierwsze mnóstwo widzi, a do tego jest niezwykle zwrotny - w efekcie nagle i niespodziewanie potrafi zmienić kierunek gry.

Po drugie - jego dalekie podania zarówno po ziemi jak i górą, są dla Górnika konkretną korzyścią. Zwróćcie uwagę na sposób w jaki wypracował dziś pierwszego gola.

Po trzecie - podoba mi się jego reakcja kiedy dostaje piłkę od obrońcy spod linii bocznej a jest pod presją, bo od tyłu szybko zbliża się w jego stronę obrońca. Przykro to pisać, ale polski piłkarz w takim momencie najczęściej odgrywa do podającego, ewentualnie też do tyłu, ale już innego piłkarza. Grendel w takiej sytuacji kilkakrotnie z pierwszej piłki gwałtownie obracając się zagrał daleką piłkę do wychodzącego na pozycję kolegi. Myślicie, że to kwestia wyszkolenia piłkarzy innych nacji?

Kiedyś Grendel był gwiazdą słowackiej młodzieżówki, wyrobił sobie pewny plac w Slovanie Bratysława, ale coś się wypaliło, potrzebował nowych wyzwań i świetnie, że klub z Zabrza to wykorzystał.

Jednocześnie paradoksem jest fakt, że to właśnie najlepszy w Górniku Grendel zaraz po przerwie nie wykorzystał idealnej sytuacji na czwartego gola... Uderzył za lekko i obrońca wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Przy stanie 4:1 byłoby już ciężko nie wygrać, choć przecież nie jest to niemożliwe - przywołajmy jeszcze raz wspomniany mecz z Jagiellonią sprzed roku.

Jedno jest pewne: zbliżające się Wielkie Derby Śląska zapowiadają się pasjonująco!

piątek, 13 marca 2015
Pamiętajcie: wynik nie jest najważniejszy!

Piłkarska Europa odjeżdża nam w tempie zastraszającym. Czesi, Niemcy i Austriacy - nie mówiąc o Hiszpanach - szkolą dziś dzieci w taki sposób, że za kilkanaście lat będziemy cieszyć się że z nimi zremisowaliśmy. Jedyna rada - próbować pójść w ich ślady. Jak najszybciej. Z różnych względów nie będzie to jednak takie proste. Zdałem sobie z tego sprawę podczas międzynarodowej konferencji pod hasłem „Cele i filozofia szkolenia w wieku 7-13 lat na podstawie praktyk w wybranych europejskich klubach", która niedawno odbyła się w Chorzowie.

Od lat słyszę utyskiwania znajomych na to co się z tym światem porobiło. Za czasów naszej młodości wszystkie boiska i place były zajęte przez kopiących piłkę bajtli od rana (to ci, którzy wagarowali) do wieczora (to ci, którzy grali dopiero po szkole). Dziś właściwie wszystkie miejsca do gry są puste. Dwa boiska z czterech, na których regularnie grałem w dzieciństwie, zarosły chaszczami, z jednego zrobiono parking, ale przynajmniej na ostatnim założono sztuczną trawę. Gdzie podziała się nasza wszechobecna miłość do piłki nożnej?

Moim zdaniem dziś problem trzeba ustawić jednak inaczej. Jak grzyby po deszczu mnożą się przeróżne szkółki piłkarskie i jeśli ktoś tylko chce trenować ten sport – nie ma problemu, rodzice go zawiozą.

Problem tkwi moim zdaniem w czymś innym. Jeśli chcemy liczyć się w światowej rywalizacji musimy zdać sobie sprawę, że inne nacje europejskie odjeżdżają nam w tempie zastraszającym. Już niedługo nie będziemy marzyć o zwycięstwach ale co najwyżej o... remisach.

Hiszpanie, Czesi, Niemcy i Austriacy są w kwestii futbolowego szkolenia dzieci daleko przed Polską. Dobrze przynajmniej, że chcą się z nami dzielić doświadczeniami. Aż 370 trenerów dzieci uważnie słuchało tego co goście mają do powiedzenia. Podstawowy wniosek jest oczywisty: szkolenie dzieci to wyjątkowo ważny element w budowaniu siły krajowego futbolu, a specjalizacja w tak wąskim wydawałoby się kierunku jest posunięta do wręcz zdumiewających rozmiarów.

Co dziś jest u adeptów na piłkarzy poszukiwane najbardziej? Wcale nie siła, wcale nie technika. Najważniejsza jest inteligencja i wynikająca z niej samodzielna umiejętność wybierania najlepszych rozwiązań na boisku. Kiedyś trenerzy wymagali bezwzględnego posłuchu i egzekwowali wyrysowane przez siebie plany taktyczne. Dziś u dzieci to w ogóle nie jest ważne.

W Barcelonie rozróżniają cztery kroki rozwijania futbolowej inteligencji. Po pierwsze – sama gra. Po drugie – jej percepcja: można mieć przecież dobrze wyszkolonych zawodników, ale z gry nic nie wyniknie jeśli nie będą wiedzieć jak ten mecz rozegrać, jak współdziałać. Po trzecie – pytania. Zawodnicy muszą domyśleć się co jest nie tak i zastanawiać się jak to zmienić. Po czwarte – pomysły. Idealnie jest kiedy dochodzą do wniosków jakie rozwiązania mogą przynieść efekt. Trener ciągle ich pyta, nakłuwa ich a oni sami uczą się pokonywać problemy.

Dla Carlesa Romagosy Vidala* najważniejsze w grze dzieci jest wpojenie im dynamiki. Katalończyk zauważa, że kiedy kopiuje się wzorce od Barcelony w różnych miejscach na świecie często nie daje to efektu, bo kopiuje się strukturę a nie dynamikę. Barcelońska struktura gry, ustawienie taktyczne nie dają efektów jeśli gra w piłkę nie jest dynamiczna. Romagosa zauważa, że technika jest ważna, ale nic nie znaczy jeśli u dzieci nie wyćwiczy się właściwej koordynacji ruchowej czy umiejętności ruchu bez piłki. – Ważne jest nawet to, jak stawia się na boisku stopę albo czy krzyżuje się nogi – uważa Vidal. Koordynacja to proces rozwojowy, którego nie osiąga się przez ciągłe powtórzenia.

Katalonia Katalonią, wiadomo, że dziś to wzór i jeśli go nie dościgniemy to nikt nie będzie sobie z tego powodu czynił wyrzutów. Co innego Praga. Z Czechami lubimy się porównywać, choć tym razem wychodzi na to, że lepiej nie tym razem. Opowieść Jaroslava Vavricka** o tym jak to się robi w Sparcie Praga zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie.

Sparta wykorzystała do tego celu olbrzymi stadion Strahov w dzielnicy o tej samej nazwie. To największy obiekt piłkarski na świecie. Jego budowę rozpoczęto w połowie lat 20., trybuny mogą pomieścić 250 tysięcy widzów. Kiedy upadł komunizm Czesi początkowo nie wiedzieli co począć z tak olbrzymim obiektem, powoli zaczął więc niszczeć. Sparta przy pomocy władz miejskich rozpoczęła jego modernizację kilkanaście lat temu. W efekcie dziś jest wykorzystywany jako obiekt treningowy – na płycie głównej, która ma rozmiary 310,5 x 202,5 m i zajmuje powierzchnię ponad 62 876 m² mieści się 8 boisk: 7 pełnowymiarowych piłkarskich (w tym jedno ze sztuczną murawą) i jedno do minifutbolu, również ze sztuczną nawierzchnią.

System, jaki stosuje Sparta praktycznie wyklucza utratę talentów. Zaczyna się od grup U-5 i U-6. Przyjść może każdy i nie stosuje się selekcji. Jeden trener przypada na ośmiu chłopaków, pomagają mu również panie opiekunki zatrudniane przez klub, bo wiadomo, że zapanowanie nad tłumem wydzierających się malców to raczej żeńska specjalizacja. Trener główny w każdej kategorii wiekowej ma dwóch asystentów, choć ten podział utrzymano głównie dla rodziców, bo w prowadzeniu zajęć wszyscy trenerzy są partnerami. Trzy główne pytania, którymi kierują się szkoleniowcy to: – co robić? Jak? Dlaczego tak?

Grupy U-6 liczą około 20-30 dzieci. Mają po dwa treningi tygodniowo.

Grupa U-7 jest już wyselekcjonowana. Zostaje 14 chłopaków. Trenerzy zwracają uwagę przede wszystkim na zdolności motoryczne. Nie uczą techniki. Obserwują pasję i energię, także w innych grach, bo na razie dzieci uprawiają nie tylko futbol. To jeszcze moment, żeby zdecydować czy dziecko nadaje się do dyscypliny indywidualnej czy zespołowej. W ogóle nie ćwiczy się jeszcze techniki strzału. Podczas różnych ćwiczeń (na przykład podczas balansowania na równoważni albo podciągania na ławeczce) trenerzy obserwują, w jaki sposób poruszają się dzieci. Aż 33 procent czasu poświęca się na zajęciach elementom ruchowym, bo to złoty okres rozwoju organizmu.

Grupy U-8 i U-9 uczestniczą już w turniejach międzynarodowych, rozgrywają dużo meczów (gra się czterech na czterech). Mają dwa lub trzy treningi tygodniowo. Zwraca się już uwagę na technikę użytkową i panowanie nad piłką. Pojawiają się trenerzy od przygotowania atletycznego i motorycznego. Grupy dzieci trochę się powiększają, liczą do 18 chłopaków, bo dołączają najzdolniejsi spoza Pragi.

Grupy U-10 i U-11. Trzy treningi tygodniowo, w grupie 16-20 chłopaków. Gra się w pięciu na pięciu, a potem ośmiu na ośmiu. Jest dużo gry w dziada (warunek – po pięciu udanych podaniach zmiana).

Grupy U-12 i U-13. Grupa liczy 18-22 chłopaków. Treningi pięć razy tygodniowo (w tym dwa w szkole) plus sesja regeneracyjna (basen). Od tego momentu dużo czasu poświęca się na taktykę, zaczynają się sesję teoretyczne (jak wiadomo czeski futbol jest wyjątkowo wyrafinowany taktycznie, starsi kibice dobrze pamiętają czarodziejską jedenastkę Rudolfa Vytlacila, która w dużej mierze tak że dzięki taktyce zdobyła wicemistrzostwo świata w 1962 roku). Fizjoterapeuci pracują nad rozwojem odpowiednich partii mięśni.

- Do 11 roku życia mali piłkarze nie są ustawiani na konkretnych pozycjach, grają wszędzie. Między 12 a 13 rokiem życia grają na trzech pozycjach. Kiedy osiągają czternasty rok życia następuje specjalizacja pozycji – tłumaczy Vavricek. W 2006 roku kiedy przechodził ze Slavii do Sparty zdecydował, że do U-9 w drużynach nie będzie... bramkarza. W efekcie chłopcy, którzy potem zostają bramkarzami doskonale grają nogami. Chodzi o stworzenie małych Manueli Neuerów.

Vavricek podkresla, że trenerzy w szkółce Sparty mają zakaz komentowania na gorąco gry swoich chłopaków. Chodzi o to, że często przeradzało się to w ocenę, wyśmiewanie, a to przecież niczego nie wnosi do podnoszenia poziomu. Oglądam czasami mecze dzieci w Polsce i uważam, że taki sam zakaz powinien zostać wprowadzony u nas.

Według Vavricka piłkarz Sparty po przejściu całej ścieżki wychowawczej ma być pewny siebie, odważny, skoncentrowany na grze, twórczy i komunikatywny. Celem nie są trofea a tworzenie indywidualności, które te trofea będą zapewniać jako dorośli. Dziś 38 zawodników Sparty gra w różnych reprezentacjach młodzieżowych Czech. Stanowili trzon reprezentacji, która zdobyła wicemistrzostwo Europy U-19 w 2011 roku (w finale przegrali 2:3 z Hiszpanią po dogrywce).

Marek Rzepecki*** z Red Bulla Salzburg opowiada, że w drużynach młodzieżowych obowiązuje zasada „powtarzanie bez powtarzania”. Ciągłe zmienianie ćwiczeń gwarantuje odpowiednią koncentrację. Wydarzeniem w Salzburgu jest raz w roku „Dzień Talentów”, zjeżdżają wtedy zdolne dzieci z całej Austrii. Red Bull ma do dyspozycji supernowoczesny ośrodek z internatem dla młodych piłkarzy i hokeistów (dziś mieszka tam 120 uzdolnionych sportowców).

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie słowa Marka Wanika****, który pracuje w Niemieckim Związku Piłki Nożnej (DFB). Związek opłacił niezwykłą reformę: w każdej niemieckiej szkole jest przynajmniej jedna osoba będąca instruktorem i gwarantująca przeprowadzenie lekcji, na której dzieci zajmują się piłką nożną na odpowiednim poziomie. Wzięło się to z faktu, że 92 procent nauczycieli w tamtejszych szkołach to kobiety, które często nie mają predyspozycji do zajęcia się tym problemem. W całych Niemczech są aż 394 (sic!) ośrodki specjalistyczne zajmujące się trenowaniem dzieci (z piłkarzy, którzy zdobyli mistrzostwo świata w 2014 roku tylko jeden nie przeszedł przez zajęcia w takim ośrodku).

Wanik podkreśla oczywistość, o której niektórzy zdają się zapominać: trening dla dzieci absolutnie nie może być zredukowanym treningiem dla dorosłych piłkarzy, musi posiadać własną treść.

Wiosną przyszłego roku DFB wprowadzi zasadę, że mecze z udziałem najmłodszych będą prowadzone bez sędziów. Spytałem Wanika dlaczego. – Chodzi o to żeby dzieci nie nauczyły się zasady, że o tym czy jest faul decyduje sędzia. Żeby nie uczyły się na nim wywierać presji – wyjaśnił.

Nasze realia? Doskonałość zderza się z rzeczywistością. O wrażenia pytam uczestniczącego w zajęciach Roberta Łysika, który jest trenerem w GKS-ie Katowice grup z rocznika 2007 i 2008. – Nie możemy się porównywać. Tam trenerzy dzieci zajmują się tylko trenowaniem, w Polsce muszą zarabiać na życie dodatkowo w inny sposób, bo z tego zajęcia by się nie utrzymali. Różnica jest też taka, że tam trener dostaje bardzo dokładną rozpiskę. U nas dostaje jedynie informację, że na przykład we wtorek ma się zająć ćwiczeniami szybkościowymi, ale zestaw tych ćwiczeń musi już opracować sam.

W efekcie u nas każdy trener młodzieży tworzy własny plan. gdzie indziej wszędzie obowiązuje jeden schemat. – mówi Łysik.

Czy ktoś z was po przeczytaniu tego tekstu zanuci hasło: „a za cztery lata, a za cztery lata, Poooolska będzie mistrzem świata?”

To była już czwarta międzynarodowa konferencja poświęcona tematyce szkolenia dzieci, którą zorganizował Klub Sportowy „Akademia Piłkarska Silesia”. Klub zajmuje się szkoleniem dzieci między 4. a 12. rokiem życia. Działa w 70 miastach w Polsce, szkoli 3000 dzieci. Podkreśla podejście indywidualne, adepci ćwiczą w małych grupach. Poznałem Michała Tofilskiego z tej akademii, to bardzo energiczny i kontaktowy facet. Ma zaledwie 27 lat a jest prezesem i współzałożycielem tego przedsięwzięcia. Za bajtla marzył o karierze futbolisty, grał w jednej drużynie z Kamilem Glikiem, Kamilem Wilczkiem czy Krzysztofem Królem. Jeśli ktoś nie pamięta tego klubu - to była Wodzisławska Szkoła Piłkarska, której alfą i omegą był Janusz Pontus (Tofilski do dziś bardzo go szanuje). Wyobraźcie sobie: zakładacie sobie szkółkę niezwiązaną z żadnym klubem i z jednego rocznika wypuszczacie na świat trzech takich piłkarzy! To jest wyczyn...

Tofilski, który grał potem jeszcze w rezerwach Banika Ostrawa, Przyszłości Rogów i Rozwoju Katowice wyniósł stamtąd coś co w polskim futbolu niestety ciągle nie jest normą. Przekonanie, że piłce dziecięcej wynik naprawdę nie jest najważniejszy. Tego się trzymajmy! Może wtedy nasz futbol zacznie zmierzać w dobrym kierunku?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

Prelegentami konferencji na Stadionie Śląskim byli:
- Carles Romagosa Vidal* (dyrektor barcelońskiej Soccer Services - firmy szkolącej trenerów na całym świecie; doradca oraz dyrektor sportowy w wielu instytucjach piłkarskich, m.in. w Japońskiej Federacji Piłkarskiej. W przeszłości dyrektor w szkółce FC Barcelona oraz trener w grupach młodzieżowych FC Barcelona. Były trener m.in. Gerarda Pique, Jordi Alby, Carlesa Puyola i Cesca Fabregasa);
- Jaroslav Vavricek** (trener-koordynator grup wiekowych od U-5 do U-11 w Sparcie Praga z licencją UEFA-A; w przeszłości zawodnik i trener Slavii Praga, od 2006 roku związany ze Spartą; absolwent Uniwersytetu Karola w Pradze; wykładowca na Akademii ANOA w Pradze w tematyce zarządzania w sporcie);
- Marek Wanik*** (trener i wykładowca w Niemieckim Związku Piłki Nożnej; trener z licencją UEFA- PRO. Od 25 lat pracujący w Niemczech, należący do Rady Trenerów Dolnej Saksonii. Prowadził szkolenia dla polskich trenerów na zlecenie PZPN. W przeszłości zawodnik m.in. Zagłębia Sosnowiec);
- Marek Rzepecki**** (trener od 14 lat pracujący w Red Bull Salzburg. Odpowiedzialny za grupy wiekowe do U-16. W tym sezonie trener U-12, oraz asystent w U-16. Indywidualny trener w projekcie „Projeckt 12- OFB” dla największych talentów w Red Bull Salzburg. Zdobył m.in. mistrzostwo Austrii U-15 w 2012 roku, przez ostatnie trzy lata zdobywał mistrzostwo Austrii ligi szkolnej. W przeszłości zawodnik m.in. GKS Jastrzębie. 

17:41, pavelczado , następcy
Link Komentarze (8) »
czwartek, 12 marca 2015
Piłkarz i nieszczęście

W społeczeństwie panuje słuszne przekonanie że bycie dobrym piłkarzem (dobrym czyli wyróżniającym się przynajmniej na poziomie ekstraklasy) niesie za sobą przyjemne i wygodne życie.

Nawet jeśli jesteś dobrym, perspektywicznym zawodnikiem w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu i tak może nie uchronić cię to od choroby dziecka. Przypadek Jakuba Kowalskiego, zawodnika Ruchu Chorzów robi na mnie ogromne wrażenie - także jako na ojcu. Dopiero kiedy urodził się Czadoblożek tak naprawdę pojąłem drżenie rodziców o zdrowie dzieci. Wcześniej nie rozumiałem na przykład dlaczego mama przejmuje się nawet tym, że za lekko ubieram się wychodząc na plac.

Jakub Kowalski w przejmującej rozmowie opowiada Wojtkowi Todurowi o nieszczęściu, które spadło na jego rodzinę i o tym jak człowiek uczy się z tym żyć. Ciężar, który dźwiga jego rodzina jest podwójny, bo mukowiscydoza - nieuleczalna choroba genetyczna - dotknęła obu synów piłkarza. Oliwier i Filip, bliźnięta jednojajowe to niespełna trzyletnie pędraki.

Choroba całkowicie odmienia sposób życia całej dotkniętej nią rodziny. Zmieniło się, zmienia i zmieni wiele aspektów codzienności. Co chwilę wyskakuje nowy problem. Pierwszy z brzegu to przedszkole. Przedszkole trzeba sobie bowiem podarować z prostej przyczyny.

Jakub Kowalski:

"Wiadomo w jakich czasach żyjemy. Ludzie boją się, że stracą pracę. Wysyłają więc dzieci do przedszkola nawet, jeżeli te są chore, byle tylko nie iść na L4. Ja takich osób nie potępiam. Nawet je rozumiem. Tyle, że dla nas to jest być, albo nie być. O tego zależy życie naszych dzieci. Tak więc przedszkole - nie"

Ktoś bezduszny powie: na biednego nie trafiło. Pewnie, że piłkarzowi ekstraklasy pod tym względem trochę łatwiej niż przeciętnemu człowiekowi. Ale trzeba pamiętać, że wszelkie koszty leczenia, specjalne inhalatory czy tuby wziewne itd. - wszystko trzeba liczyć razy dwa. Dobrze, że przynajmniej specjalnych kamizelek do oklepywania, które kosztują 40 tys. zł nie trzeba kupować dwóch. Wystarczy jedna.

Słowa Jakuba Kowalskiego zapadają w pamięć:

"Czekam aż chłopcy zaczną mówić, żeby im to wszystko wytłumaczyć. Przygotować na trudne życie."

Dzielny facet. Nie poddaje się. Nie podda się. Ma dla kogo żyć.

                                   * * *

Całą wstrząsającą historię rodziny Kowalskich oraz wskazówkę jak można przekazać na Filipa i Oliwiera jeden procent podatku - znajdziecie TUTAJ. Także dzięki Twoim pieniądzom tata będzie mógł kupić wspomnianą kamizelkę. Warto pomóc.

PS Omega trzyma kciuki.

niedziela, 08 marca 2015
Tak robi się krzywdę kobietom w piłce nożnej

Każdy pretekst jest dobry żeby wyrazić podziw i szacunek dla kobiet - nawet dzień 8 marca. Niniejszym je wyrażam, choć zawsze mierzi mnie kiedy w okolicy tego dnia ukazują się wywiady, które w założeniu mają kobiety na siłę ukazywać w dobrym świetle a tak naprawdę robią im niedźwiedzią przysługę. Ta nachalność mnie drażni, bo każdy wie, że kobiety to cud i nie potrzebują tego rodzaju wspomagania.

Ewidentnym przykładem może być wywiad z pierwszą kobietą w komisji rewizyjnej PZPN (wyciąganie z tego wniosku, że jest pierwszą kobietą zasiadającą we władzach PZPN jest moim zdaniem nadużyciem. Takie sformułowanie będzie na miejscu kiedy kobieta pojawi się w prezydium związku). Martyna Pajączek, prezes Miedzi Legnica, jawi się jako osoba dynamiczna i pełna entuzjazmu. Mówi ciekawe rzeczy, nie sposób jednak przejść do porządku dziennego nad sposobem zadawania jej niektórych pytań. Budzą one we mnie odruch wymiotny. Nie znoszę bowiem sztucznego konfrontowania kobiet z mężczyznami.

Przykład pierwszy:

"W 2011 roku rządził jeszcze Grzegorz Lato, atmosfera była nieciekawa i trudno było nie mieć przed oczami wąsa Zdzisława Kręciny, kiedy się myślało o zarządzaniu futbolem."

Chamstwo tego sformułowania umyka w gromadnym tupocie lemingów mruczących z zadowolenia na wieść o błyskotliwym "dowaleniu". Przepraszam - co złego jest w wąsie? Czy to przypadkiem nie jest seksistowska uwaga? A przy okazji: nawet w tej żenadzie pytający nie jest konsekwentny i nie śmieje się ze Zbigniewa Bońka, który przecież również ma wąsa...

Przykład drugi:

"Weszła pani do chyba najbardziej zmaskulinizowanego sportu, co najlepiej było widać na przykładzie Legii Warszawa, kiedy walkowerem przegrała z Celtikiem Glasgow. Kozłem ofiarnym stała się kierownik drużyny, która nie dopilnowała, czy zawodnik mistrza Polski mógł zagrać w tym meczu. Została zwolniona. Pani kiedykolwiek się spotkała z seksizmem?"

Przepraszam, ale sformułowanie tego pytania w taki sposób jest żenujące. Na jakiej podstawie wyciąga się wnioski, że kierownik drużyny (charakterystyczne, że akurat w tym momencie nie używa się wersji "kierowniczka") został zwolniony z powodu płci? Dlaczego pomniejsza się skandaliczne zaniedbanie obowiązków służbowych (przecież liczenie kartek rzeczywiście należało do kierownika drużyny, który odpowiada również za rejestrację zawodników do rozgrywek krajowych i europejskich)? A przede wszystkim skąd w ogóle pomysł łączenia tego z seksizmem?! Przecież to była największa kompromitacja organizacyjna w całej historii polskiego futbolu! Czy pani kierownik miała za to zaniedbanie zostać pogłaskana po głowie tylko dlatego, że jest kobietą?

Pani Pajączek daje się niestety wciągnąć w niewłaściwą moim zdaniem formę dyskursu, bo stwierdza, że "błąd był merytoryczny, ale łatwo było ukamienować jego sprawcę, bo była nim kobieta." Cóż, gdyby ten błąd w takim miejscu i o takich konsekwencjach popełnił mężczyzna - zaręczam, że miałby znacznie gorzej niż pani kierownik. Podejrzewam, że odrzucenie społeczne znacznie bardziej dałoby mu się we znaki!

Wypowiedź pani Pajączek sugeruje, że nieszczęsnej powinno się odpuścić (w domyśle pozwolić pracować dalej), a przecież najważniejsze chyba w tym  - i każdym innym biznesie - jest obojętność na płeć. Powinny liczyć się tylko kompetencje. Jesteś dobrym kierownikiem albo kierowniczką drużyny - robisz swoje. Kompromitujesz klub na cały świat - fora ze dwora. Sugerowanie, że kobiety powinno się traktować inaczej dlatego, że są kobietami - moim zdaniem obraża kobiety. One na forum zawodowym nie pragną niczego innego niż równego traktowania. Ludzie, przestańmy traktować kobiety jak gorsze!

A sformułowanie, że piłka nożna jest najbardziej smaskulinizowanym sportem nawet nie zasługuje na polemikę. Ma w sobie tyle prawdy co stwierdzenie Kosmasa Indikopleustesa, uczonego bizantyńskiego mnicha żyjącego na przełomie V i VI wieku. Twierdził on, że ziemia ma kształt kufra.

PS Pani Pajączek wspomina, że jej oczkiem w głowie jest akademia piłkarska dla dzieci, że ma ogromną potrzebę stworzenia stabilnego systemu szkolenia w Legnicy, który zostanie na lata. Istnieje tam akademia, infrastruktura, szkoła i bursa, w której mieszka prawie 150 adeptów. Wspomina, że w Polsce nie ma się na nim wzorować, korzysta z wzorów niemieckich. To dobre wzory o czym przekonałem się podczas wykładu pracownika DFB (niemieckiej federacji piłkarskiej) na międzynarodowej konferencji dotyczącej szkolenia dzieci w przedziale wiekowym 7-13 lat). Ludzie z Miedzi Legnica też to wiedzą, widziałem w Chorzowie ekipę w dresach tego klubu wśród 370 trenerów, którzy wzięli udział w tym niezwykle ciekawym przedsięwzięciu. Niedługo napiszę o tym więcej.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

18:08, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (9) »
sobota, 07 marca 2015
O człowieku, który w polskiej lidze widzi najwięcej

Byłem dziś na meczu Piasta Gliwice z Górnikiem Zabrze. Jestem zadowolony, że się wybrałem, to rzeczywiście było ciekawe spotkanie. Nastroje wzajemnie wyzywającej się publiczności zmieniały się w zależności od wyniku. Przez prawie całą pierwszą połowę wydawało się, że Piast nie zrobi sztycha, przegrywał, tymczasem Górnik wyrwał remis w końcówce właściwie cudem (a mógł jeszcze nawet wygrać).

Wszyscy na stadionie zachwycali się wspaniałą bramką Gerarda Badii (zauważcie, że strzelcy goli dla Piasta są ci sami co w pierwszym meczu w Zabrzu). Słusznie, ale ja dziś zaniemówiłem z wrażenia oglądając grę innego zawodnika Piasta. Estończyk Konstantin Vassiljev jest w polskiej lidze wręcz zjawiskiem. Moim zdaniem to człowiek, który widzi najwięcej ze wszystkich piłkarzy biegających obecnie w ekstraklasie. Może tyle samo widzi jeszcze Semir Stilić, ale nie porównujmy lepiej obecnej formy obu piłkarzy. Estończyk na pewno jest lepszym piłkarzem niż Sebastian Mila.

Oczywiście Vassiljev ma swoje minusy. Właściwie nie wyskakuje do główek. Każdą walkę w powietrzu przegrywa, ale widać, że czuje chroniczną niechęć do pojedynków główkowych. Niski wzrost go nie usprawiedliwia: spróbujcie wygrać pojedynek główkowy z Bartłomiejem Babiarzem z Ruchu, który jest przecież niższy od Estończyka o cztery centymetry (mierzy 171 cm).

Vassiljev nie jest jednak w Piaście od główkowania. Główki wygrywa za niego choćby taki potwór jak Hebert, który poraża umiejętnością walki w powietrzu (przekonał się dziś o tym choćby Wojciech Łuczak, który grając na pozycji środkowego napastnika musiał odejść wgłąb pola żeby próbować coś zdziałać).

Vassiljev robi to co potrafi najlepiej: podaje. Zwróćcie uwagę na jego fantastyczne kluczowe zagranie właśnie przy bramce Badii. Sekundę wcześniej niewiele wskazywało, że Estończyk właśnie tak zagra piłkę, był na pozycji, w której mógł zachować się bardziej egoistycznie. Z kolei w drugiej połowie miał trzy dalekie rewelacyjne podania - do Ziveca, Szeligi i Wilczka. Co prawda żadne nie zostało już wykorzystane, ale taki piłkarz to dla Piasta błogosławieństwo. Szkoda jedynie, że ma już 31 lat. Przypomina Roberta Jeża z pierwszego okresu gry w Górniku. Sam Robert Jeż dziś tamtego Jeża niestety nie przypominał.

Aż spytałem po meczu o Vassiljeva trenera Angela Pereza Garcię. Hiszpan potwierdził, że ten spadł mu z nieba. - Konstantina cechuje wielka inteligencja, w dodatku bardzo szybko podejmuje na boisku właściwe decyzje. Jak nikt jest zdolny żeby obsłużyć kolegę idealnym kluczowym podaniem. Mamy w Piaście szczęście, że posiadamy w kadrze takiego zawodnika jak Vassiljev - stwierdził Hiszpan.

Estończyk to bardzo dobry technik, ale nie epatuje na boisku niepotrzebną techniką. Słyszałem, że na zgrupowaniu w Turcji  kiedy koledzy schodzili już z boiska bawił się kopiąc piłkę wysoko w górę od bramki. Brał pod uwagę mocny wiatr, więc piłka zawracała i wpadała między słupki. Takich numerów dziś na boisku nie wyczyniał, bo nie były do niczego potrzebne.

Drugim objawieniem w Piaście był dla mnie Dobrivoj Rusov. Tym meczem upewnił mnie, że gliwickiej drużynie nie ma i nie będzie żadnych problemów z obsadą bramki. To pewniak, który pokazał, że jest bardzo wszechstronnie wyszkolony - świetnie spisuje się zarówno na linii jak i przedpolu. Bardzo skoncentrowany - puścił co prawda dwa gole, ale akurat za te bramki trudno go winić.

A Górnik? To paradoks, bo przez większą część tego meczu grał lepiej od gospodarzy, był bardziej aktywny. Trochę szyki pomieszała zabrzanom kontuzja Radosława Sobolewskiego. Zastąpił go Ołeksandr Szeweluchin i wyglądało jakby przez chwilę w obronie zabrzan zapanował rozgardiasz, jakby Szeweluchin nie wiedział co ma dokładnie grać i Danch nie wiedział co ma dokładnie grać. Zanim się doszlifowali (ten drugi podszedł ostatecznie wyżej na miejsce Sobolewskiego), zabrzanie zdążyli stracić bramkę (zresztą po zawstydzającym błędzie Błażeja Augustyna). Wygląda na to, że dziś zabrzanie mają znacznie większe problemy w obronie niż w ataku z czym zgodził się nawet trener Józef Dankowski (w przeszłości obrońca).

PS Zapomniałbym: Vassiljev nie tylko widzi kiedy podaje. Kiedy strzela - również.

PS1 Byłem dziś w Chorzowie na niezwykłej konferencji poświęconej szkoleniu dzieci. Opowiadali o tym ludzie z Hiszpanii, Austrii, Czech i Niemiec. Jestem zdołowany, bo wnioski dla Polski nie są optymistyczne. Jeszcze o tym skrobnę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 191