wtorek, 08 sierpnia 2017
A co Ty zrobiłeś dla Ruchu?

Ruch Chorzów przeżywa jeden z najtrudniejszych momentów w historii. Obecnie nie jest możliwe żeby styl gry drużyny i jej wyniki olśniewały.

Pytacie czasami jaka jest różnica między futbolem obcym a naszym. Wydaje mi się, że największa różnica ze wszystkich jest taka, że tam (w Niemczech albo Anglii) przychodzi się na własną drużynę. U nas często przychodzi się przede wszystkim na obcą...

Trafia się doskonała okazja żeby okazać Ruchowi wsparcie. Dziś o godzinie 19 niebiescy grają u siebie z Chrobrym Głogów w Pucharze Polski. To pierwszy mecz chorzowian na własnym stadionie, który można zobaczyć na własne oczy.

Ruch to jeden z symboli Śląska. Nie tylko piłkarskich - uważam, że w ogóle. Prawda jest taka, że to Wy, kibice, możecie raz za razem udowadniać, że to symbol ciągle żywy. Nie ma nic piękniejszego niż wsparcie dla klubu w trudnych dla niego momentach. Udowadniają to fani Widzewa i Górnika. To dzięki gromadnemu zainteresowaniu tamte kluby mają szanse wyjść na prostą.

Ruch też zasługuje żeby wyjść na prostą. Ale bez Was to może nie być możliwe.

A wystarczy tylko, że przyjdziecie. A potem znów przyjdziecie. I znów... Bez marudzenia na styl i wyniki. Bo jeśli będziecie regularnie i gromadnie przychodzić wreszcie nadejdzie czas, że będziecie mogli pomarudzić.

Swoją drogą - czy to nie wspaniały moment żeby zacząć kibicowską przygodę?  Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie jest kibicem a jego przygoda z piłką może rozpocząć się od takiego spotkania jak Ruchu z Chrobrym - w przyszłości mógłby się tym szczycić...

Nie jest sztuką zacząć być kibicem Barcelony kiedy ta wygrywa Ligę Mistrzów. Nie chodzi oczywiście o to żeby się katować. Chodzi o wsparcie. Bo tylko zaciskając zęby teraz jest szansa, że kiedyś będzie lepiej.  

Nie pytaj więc co Ruch zrobił dla Ciebie. Spytaj raczej co Ty możesz zrobić dla Ruchu. 

PS Nie muszę pisać co na ten temat sądzi Omega.

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Oto okładka mojej przyjemności

Miło mi oznajmić, że w połowie września ukaże się na rynku książka pod tytułem "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach".

Pracowałem nad nią rok, to była dla mnie wspaniała przygoda. Uważam, że dla człowieka interesującego się futbolem właściwie nie ma lepszego sposobu na poznawanie sławnych ludzi piłki, ich wspomnień, osądów i przekonań niż praca przy okazji książki.

Rozkwit Górnika w latach 50., piętnaście lat z rzędu kiedy niezmiennie stoi na ligowym podium (w latach 1957-72) to historia w polskim futbolu jednorazowa. Zazwyczaj zabrzanie miażdżyli wtedy kogo chcieli i jak chcieli. A po kilku latach kryzysu, jeszcze raz, w latach 80. potrafili zadziwić - stało się to już udziałem innego pokolenia. Efekt: 14 tytułów mistrzowskich (zabrzanom w tym względzie dorównuje jedynie Ruch Chorzów) i finał europejskiego pucharu (w tym względzie nie zdołał im dorównać już nikt. Chciałbym żeby komuś za mojego życia się udało, ale szczerze powątpiewam).

Poniżej pierwszy raz prezentuję Wam okładkę książki. Wygląda następująco:

  stot

Nie wiem czy ktoś rozpoznaje, ale na okładce rozgrywa się jeden z najważniejszych meczów w bogatej historii Górnika. Miejsce też nieprzypadkowe. 13 września 1961 roku około 80 tysięcy ludzi zobaczyło na Stadionie Śląskim pierwszy mecz Górnika w europejskich pucharach. W Pucharze Mistrzów zabrzanie pokonali wówczas słynny Tottenham Londyn.

Na okładce Bill Brown, bramkarz Tottenhamu i reprezentacji Szkocji wprawdzie łapie piłkę, ale aż cztery razy mu się to tamtego dnia nie uda. Górnik w pucharową przygodę wszedł więc z przytupem.

Jestem zaszczycony, że prawie dokładnie 56 lat od tamtego wielkiego meczu ukaże się moja książka traktująca o fenomenie wielkiego Górnika. Wierzę, że dla wielu kibiców będzie to całkiem miłe 430 stron.

sobota, 29 lipca 2017
Dlatego kocham futbol

To bardzo dziwne uczucie kiedy nagle ktoś przypomina ci za co właściwie uwielbiasz piłkę nożną. Jako reporter nie przypominam sobie sytuacji jaka przydarzyła mi się w Mielcu, choć rozmawiam z piłkarzami po meczach już od 24 lat.

Pojechałem za Ruchem na Stal, bo byłem bardzo ciekaw tej nowej drużyny w brutalnym świecie, którego właściwie nie zna czyli w pierwszej lidze. 

W 68. minucie przy stanie 0:1 trener Krzysztof Warzycha postanowił dokonać zmiany. Na pozycję jedynego napastnika wchodzi Artur Balicki (rocznik 1999), który luzuje Jakuba Araka. Kilkadziesiąt sekund później Miłosz Przybecki przeprowadza dynamiczny rajd prawym skrzydłem i posyła płaską piłkę wprost pod nogi Balickiego. Ten przewraca się jednak w decydującym momencie i nieczysto uderza piłkę. Szansa przepadła...

Gole nie padły już do końca. Po meczu podszedłem do schodzącego z boiska Artura Balickiego. Łzy leciały mu jak grochy. - Przeżyłem coś wspaniałego: mogłem zadebiutować przy wypełnionym stadionie, prezentował się naprawdę pięknie. No ale oczywiście mam do siebie pretensje. Miałem przecież taką wymarzoną okazję żeby wyrównać... Była naprawdę dobra! No i ten debiut ma teraz słodko-gorzki smak... Muszę to przetrwać - pociągał nosem, a mnie łamało się serce. 

Ale wiecie co? Inni go nie zostawili. Niektórzy piłkarze schodząc do szatni okazywali mu wsparcie, klepali przyjacielsko po plecach.

Właśnie dlatego futbol jest tak uniwersalny. W prosty sposób przekazuje emocje. W najtrudniejszych momentach buduje się więź, cementuje społeczność. Ludzie dostrzegają na kogo mogą liczyć w trudnych chwilach.

Ruchowi będzie w tym sezonie jeszcze niejednokrotnie bardzo ciężko. Moim zdaniem trudno się spodziewać żeby mógł na razie myśleć o czymś więcej niż o utrzymaniu. Ale najważniejsze, że walczy i nie poddaje się. Na razie ta drużyna jest jak ciemiączko u niemowlaka. Ale jeszcze, mam nadzieję, okrzepnie. Wtedy będzie można myśleć o czymś więcej.

PS Pojechałem do Mielca licząc, że zobaczę te słynne trybuny, które pamiętam jeszcze z meczu z Albanią w 1984 roku. Zapomniałem, że czas leci i stadion wygląda już zupełnie inaczej. Ale muszę przyznać, że spodobało mi się kiedy przekonałem się co Stal znaczy dla Mielca. Stadion był prawie wypełniony. Ludzie żyli tym wydarzeniem. Powodzenia.

PS1 Pogadałem też w Mielcu z Januszem Patermanem oraz byłym graczem GieKSy i Górnika, fajnym synkiem, o którym wiadomo było, że Ruchowi nie przepuści. Szczegóły - TUTAJ i TUTAJ

PS2 Omega nie musi się moim zdaniem wstydzić, choć w browarze też nie ma oczywiście sensu zamaczać wskazówek.

piątek, 21 lipca 2017
Dziennikarz czasami również zazdrości

Tego rodzaju uczucie nie jest obce żadnej grupie zawodowej. Jestem przekonany, że każdy kiedyś zadał sobie pytanie: „dlaczego, do cholery, to nie ja wpadłem na ten pomysł...”
O co chodzi w moim przypadku? Nieczęsto mi się to zdarza, ale tym razem pieję z zachwytu. Niektórzy wiedzą, inni nie - fantastyczną robotę wykonują obecnie dziennikarze Radia Katowice. Od początku lipca prezentowana jest historia sportowego symbolu Śląska - najważniejszego polskiego stadionu piłkarskiego. Oczywiście wiadomo o jaki obiekt chodzi.
Autorzy - Jerzy Góra i Jarosław Juszkiewicz - wpadli na niecodzienny pomysł zaprezentowania najpiękniejszych chwil Stadionu Śląskiego.
Cykl piętnastu (tyle zaplanowano) kilkuminutowych, dynamicznie zrealizowanych odcinków nie prezentuje wydarzeń dotyczących Śląskiego w porządku chronologicznym, lecz skupia się na różnych emocjach, które towarzyszyły historii stadionu, a które są jednocześnie tytułami poszczególnych odcinków. Taki jest zresztą tytuł całego cyklu „Stadion Śląski - potęga emocji”.
Dotychczas wyemitowano „Strach”, „Entuzjazm” i „Radość”. Wkrótce „Gorycz”, „Zachwyt”, „Wdzięczność”, „Napięcie”, „Zmęczenie”, „Zaskoczenie”, „Odprężenie”, „Ekscytacja”, „Przyjemność”, „Miłość”, „Duma” i „Olśnienie”.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem jeden z odcinków - oniemiałem. To zupełnie nowe spojrzenie na historię stadionu, dzięki temu ujęciu nie trzeba poznawać jej chronologicznie ale można żonglować odcinkami wedle uznania. Na czas słuchania najlepiej odizolować się i użyć słuchawek - tak żeby przez te parę minut podróży w przeszłość nie odciągały was ważne sprawy, szef, dzieci lub pies.
Premierowe odcinki emitowane są na antenie Polskiego Radia Katowice w poniedziałki o 12.30. Ale jeśli któryś z tych odcinków wam umknie - nie ma straty. Można nadrobić ewentualne zaległości, bo wyemitowane już odcinki o Stadionie Śląskim można usłyszeć na stronie internetowej Radia Katowice.
Świetny pomysł to jedno ale trzeba mieć jeszcze odpowiednie archiwa żeby móc w ogóle myśleć o jego realizacji, żeby mieć z czego uderzyć. Katowiccy radiowcy mają takie możliwości, bo nie przypuszczam żeby ktoś dysponował bogatszym archiwum fonicznym dotyczącym tego tematu. Archiwa Polskiego Radia Katowice przez dziesiątki lat wzbogacały się o kolejne transmisje, relacje, audycje i wywiady. Nic nie umknęło. W efekcie radiowcy zrzucają na nas, słuchaczy, prawdziwą bombę.
W bardzo oryginalny sposób przypominają więc wszystkie wielkie wydarzenia sprzed lat. W audycjach opowiadają o nich wielcy sportowcy, artyści, dziennikarze. Należy dodać, że całość świetnie zrealizował akustycznie Jacek Kurkowski (to ogromnie ważny element, spoiwo całego pomysłu).
Dobrze się składa, że o tym piszę, bo akurat jutro mija 61. rocznica otwarcia Stadionu Śląskiego. Ostatnie lata były dla tego miejsca trudne, ale jest nadzieja, że nasz olbrzym odżyje i że kolejne pokolenia będą miały szanse na podobne chwili uniesień jak ich poprzednicy. Posłuchajcie tego co proponują radiowcy z Katowic - z pewnością poczujecie o co mi chodzi.

niedziela, 16 lipca 2017
Fajny mecz widziałem

Zgodnie z oczekiwaniami Górnik Zabrze pokonał Legię Warszawa na inaugurację ligi. Okazało się, że Czadoblog jest pesymistą, typowałem tylko 2:1 (mam świadków).

Co mi się podobało:

a) że Górnik grał jakby był wyrachowanym skurczybykiem co o tyle dziwi, że do tej pory piłkarze KSG, którzy wystąpili dziś w podstawowym składzie nie rozegrali łącznie w ekstraklasie nawet stu meczów! (Michał Koj - 49, Kurzawa - 40, Mateusz Wieteska - 4). Dla większości z tych zawodników był to debiut na tym poziomie rozgrywek! Sprawić żeby zespół niedoświadczony grał jakby był bardziej doświadczony od doświadczonego przeciwnika to sztuka. Byłem pod wrażeniem tym bardziej, że "niedoświadczony" beniaminek modelowo położył na łopatki "doświadczonego" mistrza;

b) że w Zabrzu ludzie decyzyjni zachowują spokój. Po meczu spytałem trenera Marka Kasprzyka (Marcin Brosz musiał odcierpieć "winy" więc z powodu impulsywnego zachowania w poprzednim sezonie więc nie mógł być na ławce podczas meczu), który moment meczu był najtrudniejszy. Odparł, że ten kiedy kontuzji doznał Michał Koj. Akurat wtedy zabrzanie stracili gola, wydawało się, że Legia może jeszcze próbować myśleć o czymś więcej. Koja zastąpił środkowy pomocnik, rekonwalescent Erik Grendel i - jak się okazało - to był dobry pomysł.

Ale żeby było jasne - Marcin Brosz wie, że przyjdzie trudny moment i nie jest tak, że "skoro klupnęliśmy Legii to klupniemy teraz wszystkim". 

c) że to wyrachowanie Górnika wychodzi w niespodziewanych momentach. Kiedy po godzinie gry debiutant Damian Kądzior schodził z boiska mogłoby się wydawać, że powinien zastąpić go obrońca, bo warto było bronić dwubramkowego wówczas prowadzenia. To była jednak odpowiedź na to, że kilkadziesiąt sekund wcześniej na boisko wbiegł w Legii Krzysztof Mączyński. Sztab Górnika posłał do gry Davida Ledecky'ego. Słowak związał Mączyńskiego. Zaraz po tych zmianach padła trzecia bramka dla Górnika. Brosz po meczu przyznał, że ta zmiana była zaplanowana.

d) świetne zachowanie drużyny Górnika przy pierwszej bramce. Rafał Kurzawa dośrodkował z rzutu rożnego. Uderzył na tyle wysoko, że nikt nie zdołał jej wybić - ani obrońcy, ani bramkarz. Wylądowała na głowie zamykającego drugą stronę Mateusza Wieteski, który głową posłał piłkę do środka. Takie zagrania są bardzo niebezpieczne co tym razem udowodnił Dani Suarez;

e) świetne zachowanie drużyny Górnika przy drugiej bramce. Wyjście z opresji na własnej połowie i modelowo rozegrany kontratak zakończony samotnym biegiem Angulo sprawił, że poczułem uniesienie, a nie unoszę się już z byle powodu... Bask czuł się na tyle pewnie, że miał czas by w biegu się jeszcze obejrzeć. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Legioniści chyba go trochę zlekceważyli, bo po przerwie też strzelił gola biegnąć sam na bramkarza. Ma 33 lata a nie dał się dogonić. Cóż, w tym wieku ciągle można szybko biegać;

f) znakomita gra bramkarza Tomasza Loski. Zachował się bez zarzutu przy wszystkich trudnych momentach - świetnie radził sobie z trudnymi strzałami Guilherme (gdybym któregoś piłkarza z Legii miał polecić do Górnika to właśnie tego) i Hamalainena. Przy golu Armando Sadiku nie miał szans. Ogólnie grał jednak bardzo pewnie, wytrzymał presję i może być mocnym punktem tej drużyny na długo;

g) gra Legii. Ten zespół naprawdę potrafi grać w piłkę, trzeba to przyznać. Na pewno nie można go lekceważyć, jeszcze niejednemu ligowemu rywalowi urwie punkty. Tym razem trafił po prostu na lepiej dysponowanego rywala. To się zdarza. Brawa jednak dla gości, że nie grali kunktatorsko i nie zepsuli tego widowiska.

h) dżentelmeńskie zachowanie Jacka Magiery. Trener Legii przyznał po meczu, że zwycięstwo Górnika jest zasłużone i "podziękował gospodarzom za lekcję".

Co mi się nie podobało:

Szkoda, że takimi dźentelmenami nie są fani drużyny przyjezdnej, którzy po meczu - kiedy piłkarze gospodarzy biegli pod trybunę kibiców żeby pocieszyć się zwycięstwem - ryczeli na melodię używaną przez fanów gospodarzy hasło "jebać Górnik jak za dawnych lat". Wiadomo, że stadion to nie opera, ale wiadomo też, że jednak nie chlew. Mecz meczem, ale warto uznać kiedy rywal rzeczywiście jest lepszy od naszych ulubieńców, jak sądzicie? Oczywiście nie każdy musi o tym wiedzieć, obycie wynosi się z domu.

Reasumując: to będzie naprawdę ciekawy sezon!

PS Cieszę się, że nic nie stało się Arkadiuszowi Malarzowi. 

sobota, 01 lipca 2017
I ty możesz kupić dom od Włodzimierza Lubańskiego

Legenda polskiej piłki chce sprzedać dom w Gliwicach. Wiem to od Darka Czernika, kustosza niezwykłej wystawy, którą właśnie otwarto w Zabrzu. Przed jej obejrzeniem kibice Górnika powinni zażyć środki uspokajające, bo mogą wpaść w ekstazę. 

Darek szukał pamiątek do wystawy i świetną niespodziankę zrobił mu Włodzimierz Lubański. Akurat przebywał w Gliwicach i zadzwonił do klubu. Czernik razem ze Stanisławem Oślizło pojechali do niego i sławny napastnik przekazał trzy torby niezwykłych pamiątek.

Jakich? Porozmawiałem o tych fantach z Darkiem. Właściwie nie musiałem zadawać pytań. O tak cennych pamiątkach rzeczywiście aż chce się mówić. A przecież pamiątki od "Włodka" to ledwie wycinek wycinka kolekcji, którą można zobaczyć, a Lubański to tylko jeden z licznego grona byłych piłkarzy, którzy dołożyli cegiełkę do tego dzieła. Szczegóły co można zobaczyć na wystawie - TUTAJ.

Jeśli będziecie na Śląsku - musicie to zobaczyć. To doprawdy niezwykłe materialne dowody na wspaniałość dawnych futbolowych czasów Zabrza. 

Wystawa w Muzeum Miejskim przy ul. Powstańców Śląskich 3 będzie otwarta do 19 sierpnia. 

niedziela, 25 czerwca 2017
Pseudopatriotycznemu bełkotowi mówię "nie"!

Ludzie chłoszczą młodzieżową reprezentację po nieudanych młodzieżowych mistrzostwach Europy, nasze społeczeństwo zawsze było w chłostaniu dobre.

Muszę przyznać, że ta reprezentacja w ogóle mnie nie zawiodła, bo nie wiązałem z nią żadnych nadziei. Szczerze pisząc nigdy nie wiążę żadnych nadziei z młodzieżowymi reprezentacjami. Ich występy - nawet te oficjalne - traktuję zawsze i wyłącznie tylko jako szkoleniowe. Jeśli odnoszą sukcesy na międzynarodowym poletku to dobrze, jeśli nie odnoszą - mam to gdzieś.

Wydaje mi się, że obecne chłostanie wynika z pseudopatriotycznego tromtadractwa, które zawsze jest wynikiem kompleksów. Wielu ludzi ubzdurało sobie, że zawaliliśmy jakąś ważną imprezę. W dodatku rozgrywaną u nas. Powtarzam: mistrzostwa Europy do lat 21 to impreza trzeciorzędna. Liczy się tylko i wyłącznie pierwsza reprezentacja Polski. Wstydem było zawalenie Euro 2012, tu się w pełni zgodzę. Ale teraz? Pograli, nie dali rady i tyle. Kto uważa, że to zapowiedź przyszłości - nie ma moim zdaniem racji. W młodzieżowych kadrach zawsze chodziło tylko o to żeby paru jej najlepszych piłkarzy trafiło potem do pierwszej reprezentacji.

A to marudzenie, że tej kadry nie wzmocnił na turniej choćby Arkadiusz Milik... Bardzo dobrze, że nie wzmocnił. Po cholerę - ma się cofać w rozwoju. Tak samo nie mam pojęcia po co zagrał Linetty. W tym turnieju powinni według mnie występować tylko ci piłkarze, którzy nie znaczą jeszcze nic dla pierwszej reprezentacji. To szukanie za wszelką cenę sposobów żeby ta kadra była jak najmocniejsza i to parcie na jej wynik zwyczajnie mnie mierzi.

Oczywiście to fajnie, że ta impreza budzi w Polsce zainteresowanie, jest głód na dobrą piłkę. Ale to przecież tak naprawdę jest turniej o złoty ogórek. Wywalczenie złotego ogórka nie daje rękojmi wywalczenia mistrzostwa świata.

 A już całkowicie rozśmiesza mnie pomysł, że Marcin Brosz mógłby w przyszłości zostawić Górnika Zabrze dla młodzieżowej drużyny narodowej. Sorry, ale co on by tym zyskał? To jak przesiąść się z samochodu na skuter.

Zamienić zawodową legendarną drużynę klubową z tradycjami po zrobieniu z nią awansu na "produkt pomocniczy"? Odpuścić ten niezwykły tygodniowy rytm, który zawsze napędza ludzi piłki na jakieś tam mecze, którymi i tak - poza mistrzostwami rozgrywanymi w Polsce - mało kto się interesuje.

Nigdy nie uwierzę, że Marcin Brosz zgodziłby się na taki pomysł. 

PS  W całej tej zawierusze związanej z Ruchem Chorzów zabrakło - jak dotąd - spojrzenia bardzo ważnego człowieka dla tej historii. Dlatego razem z Wojtkiem Todurem spotkaliśmy się więc z Waldemarem Fornalikiem. Szkoleniowiec pierwszy raz - po dłuższej chwili milczenia - zdecydował się przedstawić własny punkt widzenia.

Szczegóły - TUTAJ.

13:24, pavelczado , żal
Link Komentarze (11) »
wtorek, 20 czerwca 2017
Piłkarz Górnika Zabrze a Erazm z Rotterdamu

Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze, wieloletnia podpora tego klubu, postanowił poddać się badaniu wariografem. Na zastosowanie wykrywacza kłamstw namówili piłkarza jego znajomi kibice z grupy Torcida. Od pewnego czasu zaczęły bowiem krążyć plotki, że Danch jest zamieszany w sprzedawania meczów i obstawianie wyników u bukmachera. Zawodnika, który właśnie podpisał kontrakt z Arką Gdynia widocznie to bolało.

Nie wiem czy na jego miejscu poddałbym się takiemu badaniu. To forma tłumaczenia się przed innymi. Gdybym był niewinny, nie zależałoby mi na tym co sądzą inni. „Nigdy się nie tłumacz. Przyjaciele i tak zrozumieją, wrogowie i tak nie uwierzą” - nie mam pojęcia czy Danch zna tę złotą myśl Erazma z Rotterdamu, ale wiem, że się do niej nie zastosował. Piłkarza można jednak zrozumieć, bo w pewnym momencie w kibicowskim światku na języki wzięto też żonę byłego kapitana zabrzańskiej jedenastki. Plotkowano, że obstawia wyniki za granicą.

Po tym, gdy Danch z powodzeniem przeszedł badania wariografem kibice z Torcidy ogłosili, że nie brał udziału w sprzedawaniu meczów żeby osiągnąć korzyści w zakładach bukmacherskich i nie uczestniczył w żadnych nieczystych działaniach.

Piłkarz może odetchnąć, choć przypuszczam, że pewna przygnębiająca myśl będzie go długo uwierać. Ta otóż, że ostatnim ligowym meczem Górnika, w którym zagrał w wyjściowym składzie, jego zespół poniósł zawstydzającą porażkę z najgorszym w ligowej stawce MKS-em Kluczbork. Tydzień później pograł jeszcze w ostatnich minutach meczu z Olimpią w Grudziądzu, ale wychodzi na to, że były kapitan Górnika nic nie wniósł do niezwykłej zwycięskiej passy swojej drużyny z końcówki sezonu, dzięki której zespół z ulicy Roosevelta wrócił do ekstraklasy.

Mam tylko nadzieję, że sprawa Dancha nie stanie się zachętą dla innych kibiców innych drużyn. Bo źle by było, gdyby za każdym razem - gdy zespołowi wiedzie się gorzej, niż tego oczekują kibice - przyczyny szukać poza boiskiem, a podejrzewanych o nieetyczne zachowania piłkarzy tresować wariografem. Bo ten, kto by odmówił, z miejsca zostałby ogłoszony sprzedawczykiem. 

A wtedy prawda nie byłaby najważniejsza.

PS Zrobiłem szybki wypad do Pragi, w której nigdy dotąd nie byłem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie Velký strahovský stadion. Wrażenie przygnębiające. Całe szczęście, że to nigdy nie była świątynia futbolu.

niedziela, 11 czerwca 2017
Co dalej z reprezentacją Polski

Siła naprawdę mocnej polskiej reprezentacji moim zdaniem nigdy nie opierała się na jakości jej największych gwiazd. To co pokazuje w tych eliminacjach Robert Lewandowski jest niezwykłe, ale zaraz nasuwa się wątpliwość - "a co jeśli coś mu się przytrafi albo zakończy karierę". Czy bez niego reprezentacja Polski byłaby dziś jak Jacques Anquetil tak daleko przed peletonem?

Nie mam oczywiście zamiaru umniejszać zasług innych piłkarzy obecnej kadry, wszyscy spisują się znakomicie. Ale we wczorajszym meczu z Rumunią dostrzegłem coś co znacznie zwiększa mój optymizm przed mistrzostwami świata w Rosji.

Podczas ostatnich mistrzostw Europy biało-czerwoni walczyli wspaniale. Wydaje się, że z tamtej drużyny udało się wycisnąć maksimum. Najpiękniejsze jednak jest to, że to może być tylko drugi albo trzeci obóz przez atakiem szczytowym, że prawdopodobnie to nie było apogeum możliwości kadry Adama Nawałki (choć oczywiście nie można tego przesądzać).

Do rzeczy: we wczorajszym meczu najbardziej wcale nie podobał mi się Robert Lewandowski. Bardziej urzeczony byłem grą Piotra Zielińskiego. Jego bystrością, techniką użytkową, swobodą w poruszaniu, szybkością reakcji, nagłymi zmianami tempa i kierunków rozgrywania akcji.

To powinien być playmaker kadry na lata (dziś modne jest budowanie drużyn bez playmakerów, ale zwolennikami tej koncepcji są zazwyczaj ci, którzy nie mogą na kogoś takiego liczyć:). Wydaje mi się, że właśnie współpraca ciągle rozwijającego się Zielińskiego z Lewandowskim powinna być elementem, który mógłby wznieść reprezentację na jeszcze wyższy poziom.

W związku z tym rodzi się kilka ciekawych pytań. Przy założeniu, że Zieliński ma pewne miejsce w składzie (pamiętacie, że dla reprezentacji odkrył go jako nastolatka jeszcze Waldemar Fornalik) można zastanawiać się czy za nim powinno grać dwóch defensywnych pomocników (jak wczoraj) czy tylko jeden. Bo jeśli dwóch to gdzie znaleźć miejsce dla wracającego do pełnej dyspozycji Arkadiusza Milika?

Zawsze miło mieć takie dylematy. Przez ostatnie dekady te dylematy przypominały raczej problem człowieka dysponującego zbyt krótką kołdrą. Gdzie ustawić i jak wykorzystać tego najbardziej wartościowego piłkarza żeby ukryć braki.

Polska piłka rzeczywiście jest coraz silniejsza. Miło przypomnieć sobie czasy z dzieciństwa.

piątek, 09 czerwca 2017
Mariusz Klimek myśli o Śląsku. Ale Wrocław

Rozmawiałem dziś z Mariuszem Klimkiem, bo usłyszałem plotkę o jego zainteresowaniu Śląskiem Wrocław. Dla tego biznesmena zawsze będę miał mnóstwo szacunku - z prostego powodu. Nie znam bowiem nikogo kto w polskim futbolu z własnej kieszeni dałby tyle milionów ile wyłożył on by spłacić cudze długi. Milionów! To dzięki niemu Ruch Chorzów złapał kiedyś nowy oddech.

Wygląda na to, że Mariusz Klimek wsiąkł w futbol. Właśnie przyjął zaproszenie do jednej z grup biznesowych, która chciałaby przejąć Śląsk Wrocław. Oczywiście to kto przejmie ten klub nie jest jeszcze w ogóle przesądzone, ofert jest przecież kilka.

- Wiem co zrobić żeby we Wrocławiu i okolicach nastała moda na Śląsk. Wiem jak zbudować sportowe podwaliny pod przyszły sukces - mówi Klimek.

Żałuję, że nie decyduje się na dalsze działanie na Górnym Śląsku. Ale pamiętając przeszłość i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 214
Archiwum