wtorek, 10 kwietnia 2018
Ciarki

Styk futbolu, polityki i historii zawsze wywołuje we mnie dreszcz. Książka Zbigniewa Rokity sprawia, że na plecach występuje mi ten najbardziej ulubiony przeze mnie rodzaj ciarek.

Jak wiadomo, najbliższy mundial odbędzie się już wkrótce w Rosji. Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” pokazuje, jakie ta dyscyplina ma znaczenie w kraju gospodarza. Książka pozwala zrozumieć między innymi, czym był futbol w Rosji i jak się tam zmieniał. Ma wiele zalet. Jedną z nich jest fakt, że napisana została językiem, jaki lubię. Żywym, a przy tym niepopadającym w emfazę. Jest w nim miejsce na ironię i humor. Opowiada o świetnych, często nieznanych mi historiach. Jak choćby tę, kiedy rosyjscy piłkarze mają szansę wziąć udział w igrzyskach sztokholmskich w 1912 roku, ale najpierw muszą zapisać się do FIFA. Niezły numer wycinają mieszkający w Petersburgu Anglicy. Nie pytając Rosjan o zgodę, wysyłają do Zurychu, gdzie siedzibę na FIFA, pismo z prośbą o nadanie im członkostwa jako przedstawicieli... Rosji! FIFA nie ma właściwie pojęcia, kto prosi, i... wyraża zgodę! Gieorgij Aleksandrowicz Diupierron, który stojąc na czele futbolu w Petersburgu, robi, co może, żeby to jego FIFA zauważyła (związek rosyjski nie ma jeszcze siedziby, więc korespondencję trzeba słać na adres biblioteki, gdzie pracuje Diupierron...).

Niedługo później Rosję (a więc i futbol) przejmują bolszewicy. W porewolucyjnej Rosji piłka nożna uchodzi początkowo za sport podejrzany. Niektórzy z ideowców twierdzą, że istotą futbolu jest oszukiwanie rywala, a co może być pożytecznego w oszustwie? Bolszewikom chodzi o kiwanie i zwody (sic!). Oni zawsze wiedzieli wszystko lepiej, więc wymyślili „futbol proletariacki”. O co chodzi? Boisko dzieli się na kwadraty, w każdym może znajdować się tylko jeden piłkarz. Zawodnicy mają podawać sobie piłkę. Nie mogą z tym zwlekać: piłka w kwadracie nie może znajdować się dłużej niż pięć sekund... Jakie to szczęście, że te banialuki nie znalazły poklasku w realnym świecie.

Muszę zaznaczyć, że o Rosji dużo w tej książce, ale nie tylko. Jest też m.in. wątek polski – a właściwie górnośląski. Nie dziwię się, że autor podjął ten wątek – losy Ernesta Wilimowskiego rozpalają każdego, kto je pozna. Jest o węgierskich waterpolistach, którzy miesiąc po upadku rewolucji w 1956 roku grają z Rosjanami podczas igrzysk w Melbourne. Mecz jest brutalny, w ruch idą pięści, basen spływa krwią [„Węgier czuje coś ciepłego na twarzy. Dużo krwi (...) Powie później, że cios był tak silny, że zobaczył cztery tysiące gwiazd. Lekarze przeliczają gwiazdy na szwy i wychodzi im trzynaście” – piękne].

Jest też o niezwykłej koszykarskiej rywalizacji litewskiego Żalgirisu z CSKA Moskwa. Centrzy obu klubów – Sabonis i Tkaczenko (obaj 221 cm wzrostu) – są wówczas najlepsi w Europie. Autor przytacza kawał: „Wracają razem z knajpy, zauważyli na ulicy rubla. Zabrali na szczęście. Okazało się, że był to właz do studzienki kanalizacyjnej”... Opowieść kończy się wizytą w Abchazji, gdzie w zeszłym roku odbyły się mistrzostwa świata drużyn, które nie zostały uznane przez FIFA. Przyjechali m.in. Lapończycy, drużyna wysp Czagos, reprezentacja Seklerszczyzny i Cypru Północnego (w finale gospodarze spotkali się z Pendżabem). Zakończenie abchaskiej przygody jest reporterskim opisem przechodzącym właściwie w poezję. Majstersztyk.

Nie zdradzę, sami musicie dać się pochłonąć.

Zbigniew Rokita

Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium

wyd. Czarne

08:49, pavelczado , Książki
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 marca 2018
To była przyjemność

W najbliższy wtorek Stadion Śląski ostatecznie wraca do świata żywych. Po dziewięciu latach znowu odbędzie się w tym miejscu mecz międzypaństwowy. Jak wiadomo przyjedzie Korea Południowa będzie naśladowała Japonię.

Właśnie w tym niezwykłym momencie pojawia się biografia tego obiektu. W piątkę - razem z Jerzym Górą, Henrykiem Grzonką, Wojtkiem Krzystankiem i Adamem Pawlickim (BTW: świetna ekipa) - miałem przyjemność opisać dzieje Stadionu Śląskiego. Nie mnie oceniać treść, ale mogę z zachwytem przyznać, że książka jest bardzo piękna. Nie tylko więc do czytania, ale i oglądania.

Miałem właśnie przyjemność uczestniczyć w jej prezentacji na Stadionie Śląskim. Byłem zaszczycony - wiecie: nie zawsze w uroczystości z okazji powstania książki, którą mieliście okazję napisać biorą udział takie sławy jak Antoni Piechniczek, Stanisław Oślizło, Jerzy Szczakiel i Zygmunt Hanusik.

Wierzę, że Wam się spodoba.

czwartek, 15 lutego 2018
Dziękuję za wyróżnienie

Miło mi zwrócić Waszą uwagę, że grono ekspertów (dziennikarzy sportowych, przedstawicieli branży) wybrało dziś "Sportową Książkę Roku" A.D.2017. Wyboru dokonano w pięciu kategoriach:

- piłka nożna;

- biografie;

- historia;

- góry;

- poradniki.

Moja "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" została uznana za najlepszą książkę piłkarską i najlepszą książkę historyczną. Pierwszy raz w historii plebiscytu jedna książka zgarnęła dwa wyróżnienia.

Dziękuję jurorom za te oceny. Kolejne wyzwania czekają.

środa, 31 stycznia 2018
Chorzów Batory. To był niezapomniany wieczór

Dostałem zaproszenie żeby poprowadzić panel z okazji wydania książki „Niebieskie majstry”, którą napisał Grzegorz Joszko i ogłoszenia nowej kibicowskiej inicjatywy: Stowarzyszenia Kibiców „Wielki Ruch”. 

Odbył się w Miejskim Domu Kultury w Chorzowie-Batorym. To historyczny budynek: dokładnie w tym samym miejscu w 1920 roku powstał przecież Ruch Wielkie Hajduki.

Wieczór miało uświetnić spotkanie z gwiazdami, a mnie oczy się zaświeciły: kto z Was przepuściłby możliwość podyskutowania z ludźmi, którzy tworzyli przed laty ten Wielki Ruch?

Wspólnie z Grześkiem porozmawialiśmy więc z Eugeniuszem Lerchem (mistrz z 1960), Antonim Piechniczkiem (mistrz z 1968), Piotrem Czają (mistrz z 1974, 75 i 79) oraz Krzysztofem Warzychą (mistrz z 1989). Gwiazdy świetnie wczuły się w rolę. Pytaliśmy je o wszystko: o atmosferę tamtych lat, kolegów z drużyny (do rozstrzygnięcia wciąż jest choćby spór: kto jest właściwie lepszy Deyna czy Bula i dlaczego, bo to wcale nie jest oczywiste), trenerów, prezesów, nagrody za tytuły...

Musiałem pamiętać, że w tamtym momencie i miejscu nie byłem dziennikarzem, fanem futbolu czy słuchaczem. Jako prowadzący miałem konkretne zadania. Uważam, że taki moderator musi przede wszystkim sprawić, że sala żyje rozmową. Nie mnie oceniać czy to się udało. Cieszę się jednak, że dyskusji towarzyszyły wybuchy śmiechu publiczności, że sala trzęsła się od braw dla gwiazd, które ze swadą opowiadały.

Organizatorom dziękuję za możliwość udziału w tej imprezie. Kibiców pozdrawiam. Wyczuwałem w powietrzu uwagę z jaką słuchają.

Przy takiej uwadze Ruch nigdy nie zginie.

piątek, 19 stycznia 2018
Życie po życiu

Czadoblog nawet nie zorientował się, że stuknęła mu dyszka. Wraca żeby powiedzieć Wam, że życie jest do dupy.

Dlatego ci, którym dziś układa się wspaniale powinni pamiętać, że to jedynie szczęście.

09:02, pavelczado , żal
Link Komentarze (5) »
środa, 06 grudnia 2017
Piękny rok 1922

Jak to jest, że kiedy polski futbol był światową potęgą powstawało o nim tyle książek co kot napłakał, a dopiero kiedy próbuje odbudować dawne pozycje w ciekawych pozycjach możemy przebierać?

Roczniki to niezbędne kompendium wiedzy dla kibica. Okazuje się jednak, że nie tyle te bieżące są interesujące. Właśnie udało się zrealizować interesujący pomysł futbolowej opowieści o roku... 1922! Co przeciętny polski kibic piłki nożnej mógłby o tym okresie powiedzieć? Chyba nieliczni, że tamtego roku mistrzem Polski została Pogoń Lwów i... to by było na tyle. Tymczasem działo się!

Piotrowi Chomickiemu, Leszkowi Śledzionie, Edwinowi Kowszewiczowi oraz ich współpracownikom udało się na ponad 360 stronach przedstawić szeroką panoramę ówczesnego futbolu. Znajdą w tej książce coś dla siebie miłośnicy interesujących tekstów (wśród nich znajdziemy opowieść Bartłomieja Rabija o Ameryce Południowej tamtego okresu a także wywód Witolda Łastowieckiego o kolorach strojów ówczesnej reprezentacji Polski), zdjęć (ponad 350!) i... tabel (prawie 190).

Górny Śląsk nie stał wówczas w hierarchii przesadnie mocno więc przesadnie mocno jego obecność w tej książce nie jest zaakcentowana. To się jednak wkrótce całkowicie zmieni - autorzy chcą bowiem kontynuować idee wydawania rocznika z lat 20. i 30. Nadejdzie więc czas, że Górny Śląsk (a zwłaszcza Wielkie Hajduki będą rządzić). 

Dodatkowym bonusem są rzeczywiście wspaniałe pocztówki, na które mogą liczyć wszyscy chętni, którzy nabędą książkę przed świętami. pocztówki. To pokolorowane zdjęcia m.in. reprezentacji Polski przed zwycięskim meczem ze Szwecją, Cracovii czy Warty Poznań. 

Całość mnie się bardzo podoba. Więcej informacji znajdziecie na www.rocznikpilkarski.pl

12:44, pavelczado , Książki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2017
Co Bambo ma wspólnego z senegalskimi butami

Kiedy byłem chłopczykiem a mama czytała mi do poduszki wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo wydawało mi się, że wszyscy mieszkańcy Afryki wyglądają tak samo. Mają więc czarny kolor skóry, kręcone krótkie włosy, grube wargi no i błyskają białkami oczu. Ci straszniejsi mają jeszcze ewentualnie dzidy i nozdrza przebite zagiętą kością.

Od tamtego czasu jednak urosłem, zdążyłem się również przejechać po Afryce subsaharyjskiej. Pięć tygodni tam spędzone zmienia optykę. Przede wszystkim zacząłem dostrzegać, że Afrykańczycy nie są jednakowi: znacznie się różnią między sobą pod względem fizycznym. Wręcz dużo bardziej niż Europejczycy! Czy gdziekolwiek w Europie znajdziecie większą różnicę niż choćby między Pigmejami Mbuti z Konga a Masajami z Kenii? Już nie mówię, że rysy ich twarzy również potrafią bardzo się różnić. Niektóre ludy Etiopii posiadają rysy wręcz europejskie...

A wzrost? Kiedy na granicy kenijsko-tanzańskiej Masajowie sprzedawali mi tarczę (taką samą jak na fladze Kenii, mam ją do dziś) nie spotkałem wśród nich niższego od siebie. Z kolei w całej Lusace, stolicy Zambii, nie spotkałem od siebie wyższego...

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bo nie ukrywam: zdziwiłem się kiedy usłyszałem, że PZPN negocjuje przed mundialem mecz z Ghaną albo Nigerią. Ludy Akan czy Yoruba pod względem fizycznym to zupełnie inni Afrykańczycy niż Wolof. Ciekawe czy Senegal zakontraktuje przed mecze z nami spotkanie z Hiszpanią albo Norwegią...

Wydaje mi się, że to jednak ważne kto ubierze senegalskie buty. To nie jest tak, że afrykańskie drużyny nie różnią się między sobą stylem gry. Choćby same różnice fizyczne (ale nie tylko) powodują, że jednak się różnią... Tam wszyscy oczywiście kochają atakować, ale moim zdaniem robią to w różny sposób. 

Najlepsze drużyny z Afryki subsaharyjskiej (a takie przebijają się na mundial) są zawsze fantastycznie przygotowane pod względem fizycznym. Wszyscy to oczywiście wiedzą, wydaje mi się jednak, że nie można ich traktować jak trojaczków Bambo, Lambo i Sambo.

Kiedy wyraziłem wątpliwości na twitterze - zareagoweał prezes Zbigniew Boniek.eta

 - Czyli? - zapytał jeszcze raz prezes.

- Prędzej Mali. Inny etnos, ale wydaje mi się, że pod względem fizycznym bardziej podobni. Wielu piłkarzy powyżej 190 cm, jak w Senegalu (Diabate, Konate, Coulibaly, Yatabare). W ostatnich trzech meczach eliminacji. nie stracili gola. Drużyna frankofońska co też może być nie bez znaczenia. Nie awansowali do mundialu. ale nie jest to słaby zespół. Pewnie chętniej też przyjechaliby do Polski. Tak jak Senegalczycy najpierw szukają zatrudnienia w lidze francuskiej i w efekcie u tych, którym się udało, kształtują się podobne nawyki, zachowania - odparłem.

Przyznaję się bez bicia: piłkarską reprezentacją Senegalu zainteresowałem się jeszcze przed mistrzostwami świata w 2002 roku, pisałem o niej zresztą w tamtej książce. Przypuszczałem, że zawojują Azję, a potem, że cały świat. W tamtym mundialu rzeczywiście wypadli świetnie a potem... zniknęli. Dziś to już oczywiście zupełnie inna generacja. Bardzo żałuję, że akurat z nimi Polska zagra pierwszy mecz na tych mistrzostwach. Między innymi dlatego jestem pesymistą. Obecne Lwy Terangi mają te same fizyczne atuty, którymi mogli pochwalić się ich poprzednicy. Wtedy Pape Bouba Diop, pomocnik, który mierzył 195 cm strzelił gola w zwycięskim inauguracyjnym meczu z Francją. Powtórzę: pomocnik o wzroście 195 cm. Jeśli miłośnikom europejskiej piłki to nazwisko nic nie mówi przypomnę Patricka Vieirę - wzrost 191 cm. On też urodził się w Dakarze...

Dziś senegalską obroną trzęsie Kalidou Kulibaly z Napoli (195 cm przy wadze około 89 kg; to też dla nich charakterystyczne - są bardzo smukli nie tracąc nic z siły, szybkości i zręczności). W środku pola biega Cheikhou Kouyaté z West Hamu (192 cm) itd. Oczywiście nie jest tak, że tam są same wieżowce. Zarozumiały snajper sprzed 15 lat El Hadji Diouf miał "tylko" 181 cm, jego następca Sadio Mane to na ichniejsze warunki zaledwie kurczaczek (175 cm)...

Będzie ciężko. Może być tak, że od tego pierwszego spotkania w Moskwie zależeć będzie wszystko. Orły z Polski kontra Lwy Terangi.

Jedno jest pewne. Będzie się działo. To będzie wspaniały mundial. Oczywiście nie wiadomo tylko jeszcze dla kogo.

23:17, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 grudnia 2017
Nie wyjdziemy

Odbyło się losowanie piłkarskich mistrzostw świata w Rosji.

Wiadomo, że lepiej wyczytują się optymistyczne opinie - że wygramy, że przejdziemy, że zajdziemy daleko. Na szczęście nie muszę Wam się przymilać i napiszę jak uważam. A uważam, że nie wyjdziemy z tej grupy. Oczywiście bardzo chciałbym żeby ostatnie spotkanie nie było o honor, bo przeżyłem to w 2002 i 2006 (w tym drugim przypadku osobiście), ale to tylko chciejstwo.

Żeby było jasne: bardzo doceniam klasę reprezentacji Polski Adama Nawałki. Doceniam również sposób w jaki przebiliśmy się do pierwszego koszyka, a wszelkie narzekania konkurencji jedynie mnie śmieszą. Sorry, ale co nie zabronione to dozwolone. Jeśli to było działanie intencjonalne, skierowane na ten efekt to czapki głów - przecież to działanie we własnym interesie.

Gdyby obowiązywał regulamin choćby z mundialu w Meksyku, kiedy wychodziły z niektórych grup aż trzy zespoły łudziłbym się, że może się udać. 

Nie - nie staram się być na siłę oryginalny  - jedynie po to żeby odróżniać się od wszystkich innych, twierdzących, że to dobra grupa. Oczywiście z żadną z tych drużyn, które wylosowaliśmy nie stoimy na straconej pozycji. Z drugiej strony mundial to nie polska liga - tutaj nie wygra każdy z każdym. Po prostu: doceniam akurat wszystkich tych przeciwników. Dlaczego? Zapewne przyjdzie jeszcze czas, że napiszę.

Kilka wstępnych uwag:

Po pierwsze - wprawdzie jako jedyni w tym gronie byliśmy kiedyś w czwórce i być może według niektórych mogłoby to nas upoważniać na spojrzenie z góry, ale ja tak nie uważam. Prawda jest taka, że to właśnie mundial kreuje nowe potęgi i zrzuca z piedestałów stare. 

Po drugie - powtórzę: rywali, których przydzielił nam los zwyczajnie się obawiam. Nie jestem zwolennikiem teorii, że od początku powinniśmy sobie radzić z każdym jeśli myślimy o sprawach wielkich. To turniej - zawsze lepiej mieć więcej sił na pojedynki po fazie grupowej, ale mecze z silnymi, moim zdaniem, nie sprawią, że parę dni później będziemy silniejsi z innymi silnymi. 

Wszystkich naszych rywali uważam za drużyny silne, bo każda z tych drużyn, moim zdaniem, może spróbować zaatakować ósemkę. 

Rozśmieszają mnie opinie już teraz jednoznacznie rozstrzygające kto będzie najtrudniejszym przeciwnikiem w tej grupie (i że jest to to Kolumbia). Przypominam, że mundial dopiero za pół roku i wiele może się zmienić. Polska? Niech choćby złamie nogę (tfu, tfu...) ten jeden jedyny nasz piłkarz o którym myślę - optyka będzie całkowicie inna. Albo niech objawi się wielki talent... 20-letni Władysław Żmuda na Wembley nie zagrał a potem był objawieniem. Tak też może się zdarzyć!

Chciałbym się mylić co do szans Polski. Na szczęście... mogę:)

PS Założyłem się na twitterze z Wojciechem Cyganem, byłym prezesem GKS-u Katowice, członkiem zarządu PZPN, który jeśli chodzi o szanse Polaków jest większym optymistą niż ja. Stawką jest flaszka Bushmills - najstarszej irlandzkiej whiskey. Nie lubię sytuacji kiedy całkowicie przegrywam. Ale w tym wypadku jeśli przegram to i tak wygram. Jeśli wygram to i tak przegram. Z kolei prezes Cygan odważnie hołduje Blaise Pascalowi: jeśli wygra - zbierze wszystko. Jeśli przegra - nie zostanie mu choćby satysfakcja;)

PS1 Zasłońcie okna, naciągnijcie koce na głowę. Lud Wolof nadchodzi. Przyznam, że zdziwiłem się kiedy usłyszałem, że PZPN negocjuje przed mundialem mecz z Ghaną albo Nigerią. Akan czy Yoruba pod względem fizycznym to zupełnie inni Afrykańczycy niż Wolof. Ciekawe czy Senegal zakontraktuje przed nami mecz z Hiszpanią albo Norwegią...

22:25, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
czwartek, 23 listopada 2017
Co Ruch i GieKSa mogą wspólnie osiągnąć

Czy na mecz piłkarski na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy może przyjść 50 tysięcy ludzi? Teoretycznie może. Może warto powalczyć o takie osiągnięcie u nas, na Górnym Śląsku? Wyobrażacie sobie, że staje się to rzeczywistością?

Dziś jedynym górnośląskim klubem piłkarskim, który przyciąga prawdziwe tłumy jest – słusznie zresztą – Górnik Zabrze. Ale moim zdaniem nie jest prawdą, że tylko świetna zabrzańska drużyna jest w stanie rozognić fanów na trybunach.

Wiadomo, że najlepszym magnesem jest atrakcyjna gra i ponadprzeciętne wynikiPrzypominam jednak, że wreszcie mamy nowiuśki i wspaniały Stadion Śląski. Moim zdaniem grzechem byłoby z niego nie korzystać!

Dlatego z chęcią za pół roku zobaczyłbym na naszej arenie pierwszoligowe derby między Ruchem Chorzów i GKS-em Katowice, które zaplanowano na weekend 12-13 maja. Niektórzy uśmiechną się ironicznie czytając te słowa, bo przecież obecnie wspólna łączna frekwencja na ostatnich meczach obu tych drużyn nie ma żadnych szans nawet otrzeć się o niebotyczną cyfrę 50 000. Wydawać by się mogło, że wskazówka raczej opadnie w drugą stronę...

Po pierwsze: jest dużo czasu na przygotowanie tego wydarzenia. dużo czasu na mobilizację. Mobilizację obu klubów i mobilizację obu grup kibiców. Od organizatorów zależy jaką żonglerkę zastosują przy cenach biletów. Można by to wydarzenie opakować tak, żeby nie było jedyną tego dnia atrakcją na Śląskim.

Po drugie: nie wierzę, żeby Ruch Chorzów nie chciał skorzystać z takiej okazji i zwyczajnie zarobić. Rozmiary Śląskiego pozwalałyby na wpuszczenie wszystkich chętnych z obu stron.

To wydarzenie mogłoby połączyć starania Ruchu Chorzów i GKS-u Katowice o jak największą frekwencję. 45 lat temu na drugoligowy mecz Lecha Poznań z ROW-em Rybnik potrafiło przyjść ponad 50 tysięcy kibiców. Życzyłbym wszystkim żeby udało się kiedyś na Górnym Śląsku poprawić ten wynik. Tak żeby reszcie Polski szczęki opadły kiedy przyjdzie czas.

Niektórzy z Was powiedzą, że kluby mają inne problemy na głowie. Ja odpowiem, że owszem, ale zawsze trzeba być przygotowanym na różne scenariusze. Czy ten scenariusz nie byłby piękny?

PS Nigdy nie ukrywałem, że uwielbiam boks. Obok piłki nożnej i lekkoatletyki to dyscyplina z czadoblogowego podium. Przepadałem za meczami ligi bokserskiej na Śląsku w latach 90. Szczególnie podobało mi się na Kleofasie. Kuczeruk, Rybacki, Walas, bracia Butowicze... Dlatego jestem szczęśliwy, że mogłem dziś uczestniczyć w tego rodzaju uroczystości. 

PS1 Usłyszałem dziś niezwykłą historię, która wydarzyła się w styczniu 1940 roku. Nie znacie jej. Gestapo, futbol, morderstwo i... szczęśliwy koniec. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Na pewno Wam ją wkrótce opowiem. 

piątek, 17 listopada 2017
Tak, Górniku Zabrze: Legia symbolem nowoczesnej Polski

Dariusz Mioduski, właściciel Legii Warszawa udzielił właśnie wywiadu portalowi "Sportowe Fakty".

Przeczytałem go z ogromnym rozbawieniem. Pan Mioduski oczywiście ma prawo do własnej wizji ekstraklasy, ale miejsce jakie rezerwuje Legii m.in. kosztem Górnika to jakieś gigantyczne kuriozum. Mówi bez zająknięcia:

"Piłkarze z takich klubów jak Górnik powinni być transferowani do czołowych polskich klubów, jak Legia czy Lech. Dopiero potem wyjeżdżać z kraju. To by było w interesie wszystkich, w tym zawodników".  

Moje pytanie jest proste i brzmi: jaki interes ma kibic Górnika w tym, że wyróżniający się piłkarz jego klubu przejdzie do Legii? Oczywiście można posunąć się dalej i próbować dociec dlaczego piłkarze z takich klubów jak Legia nie powinni być transferowani do czołowych polskich klubów, jak Górnik i dopiero potem wyjeżdżać z kraju, bo było by to w interesie wszystkich, w tym zawodników?

Oczywiste jest, że nikogo nie stać na racjonalną odpowiedź zawierającą tezę o nadzwyczajności Legii względem innych klubów.

Ciekawe czy wyróżniający się piłkarze Górnika nie będą już pytani przez dziennikarzy, którzy kibicują Legii: "czy chciałby pan zagrać w Legii" ale raczej "kiedy chciałby pan zagrać w Legii"?

Oczywiście kocopały głoszone przez Mioduskiego zasługiwałyby jedynie na szyderstwa gdyby nie fakt, że moim zdaniem są to na zimno wymyślone działania niosące za sobą niebezpieczne przesłanie.

 To sączenie do ucha pani, panu, społeczeństwu narracji, że Legia to wielkie dobro narodowe a jej wzmocnienie i dobre występy w europejskich pucharach, powinno nas - jako Polaków - napawać dumą. I że nie nikt nie powinien takim założeniom stać na drodze.

Bo niechęć oddania oddania wyróżniającego się piłkarza z innego klubu to egoizm i wąski sposób patrzenia... Na razie ta papka podawana jest delikatnie i nienachalnie. Ale wzmocnienie i konsekwencja tej narracji mogą kiedyś sprawić, że ludzie zaczną wierzyć w te brednie, a każdy kto myśli inaczej będzie postrzegany jako cudak, odszczepieniec, zwolennik wstecznictwa a nawet osobnik pozbawiony patriotyzmu!*

Adam Mickiewicz również by tego nie pochwalił takiego sposobu myślenia! Gdyby tylko mógł na pewno napisałby o Legii jakiś wspaniały poemat.

*niech każdy wpisze co uważa.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 217
Archiwum