piątek, 25 lipca 2014
Podbeskidzie zostało w Gdańsku skrzywdzone

Co, zwariowałeś? Lechia powinna wygrać czterema albo pięcioma bramkami! - usłyszę zapewne.

Może i tak. Ale żeby wygrać tak efektownie - trzeba te cztery, pięć bramek strzelić. To, że niewiele brakowało - naprawdę nic nie znaczy.

Przypominam: w tym meczu Lechia zdołała zdobyć tylko jedną bramkę. Rzeczywiście kuriozalną, ale widziałem zbyt wiele dobrych meczów Richarda Zajaca żeby się z niego teraz naigrywać. Nie jestem bowiem zwolennikiem stwierdzenia, że "jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz". 

Zauważam coś ważniejszego: tej jednej, jedynej bramki, która padła wcale nie powinno być, bo dosłownie chwilę wcześniej Bartłomiej Konieczny został w polu karnym Lechii bezczelnie sfaulowany przez Rafała Janickiego. Sędzia powinien dać Podbeskidziu rzut karny, którego jednak nie dał. Nie zauważył  - zdarza się.

Zwolennicy zwycięstwa sprawiedliwości w tym meczu zaripostują, że przecież Ariel Borysiuk strzelił gola, którego "nie wiadomo dlaczego" sędzia nie uznał.

Nie wiadomo dlaczego?! Przecież Vranjes stał na linii strzału. Mało tego, musiał nawet przecież podskoczyć nad przelatującą futbolówką. Czy sędzia miał prawo uznać to za przeszkadzanie i czy w efekcie miał prawo bramki nie uznać? Miał i nikt nie powie mi, że nie miał.

Czyli zamiast 1:0 powinno być 0:0 i karny dla bielszczan...

Nie snuję teorii spiskowych, takie krzywdy we futbolu jak ta dzisiejsza zdarzają się i będą zdarzać. To jest piłka. W następnym meczu może być odwrotnie.

To, że coś się zdarza i że następnym razem może być odwrotnie to jednak nie powód żeby o tym nie mówić.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

środa, 23 lipca 2014
Podziw dla bardzo sprytnego wojewody

Brawa dla wojewody śląskiego!

Wiadomo, że machina urzędnicza miele powoli, ale w końcu wymieliła. Z mielenia wyszło jej, że trzeba ukarać Ruch Chorzów za race na Cichej podczas ostatniego meczu ubiegłego sezonu.

Pan wojewoda Piotr Litwa zareagował bardzo ostro: postanowił zamknąć młyn kibiców Ruchu aż na dwa mecze w obecnym sezonie.

Tak się jednak składa, że pierwszy z tych meczów (z Łęczną) z powodu problemów z trawą odbędzie się w Gliwicach. Kara nadal obowiązuje jednak stadion w Chorzowie (no bo jak zamknąć młyn Ruchu na stadionie Piasta skoro takiego nie ma:) 

Genialne. Wilk w miarę syty i owca w miarę cała.

A wszystkim, którzy płaczą, że Ruch został tym sposobem zbyt lekko potraktowany  i woleliby by kara obowiązywała dopiero w drugim i trzecim meczu z bólem serca mogę podesłać chusteczkę. Łączę się z wami w bólu...

                                       %

Oczywiście to co wyżej napisane jest ważne pod jednym warunkiem: że wojewoda wiedział o gliwickiej lokalizacji meczu Ruchu z Łęczną. Na pewno wiedział, na pewno wiedział...

Bo jeśli nie wiedział to byłby jednak idiotą:)

PS Czasy takie, że musimy cieszyć się każdym występem śląskiej drużyny w europejskich pucharach. Ruch gra w Liechtensteinie, a z Ruchem wybrała się do Vaduz najbardziej odpowiednia osoba żeby to opisać.

Korespondencje z Liechtensteinu możecie przeczytać:

TUTAJ

TUTAJ

TUTAJ

i TUTAJ.

Miłej lektury.

PS1 A Omega zagryza wskazówki.

poniedziałek, 21 lipca 2014
Trudno będzie wbić bramkę Górnikowi Zabrze

Po ostatnim przedligowym sparingu Górnika Zabrze (tydzień temu z GKS-em Katowice) byłem lekko zdegustowany. Tamten mecz był bowiem przeraźliwie nudny, a powodów upatrywałem w fakcie, że obie drużyny zagrały systemem 3-6-1.

Górnik powtórzył na inaugurację ligi dziś co ćwiczył wcześniej, ale w meczu z Cracovią wyglądało to o niebo lepiej. W tym systemie siła zabrzan tkwi dla mnie przede wszystkim w obronie. Przewiduję, że jeśli zabrzan nie przetrzebią w szykach obronnych kontuzje (pierwsza w tym sezonie ligowym trafiła Szeweluchina już po kwadransie) i jeśli będą konsekwentnie grać w tym stylu to w tym sezonie będą tracić bardzo mało bramek.

Spytajcie kibiców co wolą bardziej: trzy zwycięstwa 5:0 i dwie porażki 0:1 czy raczej trzy zwycięstwa 1:0 i dwa remisy 0:0? No właśnie.

Dodatkowo widzę mocną stronę w tym ustawieniu.

Chodzi o łatwość w zmienianiu klocków lego w tej drużynie. W razie nieprzewidzianych okoliczności, jak choćby kontuzji - piłkarze o właściwościach defensywnych znajdujący się obecnie w kadrze Górnika mogą zagrać na różnych pozycjach. Na przykład Błażej Augustyn natychmiast może przenieść się z "półprawego stopera" na centralnego środkowego obrońcę a Adam Danch z pierwszej linii defensywnej natychmiast może się cofnąć do drugiej. I wszystko nadal będzie działało bez zarzutu - tym piłkarzom nie potrzeba nawet chwili zastanowienia, nawet chwili przestoju na załapanie co mają grać po zmianie pozycji.

Każda potrawa - żeby była smaczna - musi być doprawiona. Zauważam, że obecny sposób gry Górnika ma rzeczywiście ważną przyprawę. Mam nadzieję, że będzie to stały element gry ekipy KSG. Chodzi mi o umiejętność naprawiania błędów w obronie. Przykładem może być choćby dzisiejszy występ Rafała Kosznika. Cenię u tego piłkarza umiejętność włączenia się do ataku, ale tym razem ujęła mnie jego zaciekłość po stracie piłki (czasem głupiej) przy jej wyprowadzaniu, natychmiastowy powrót i zapobieżenie groźnej sytuacji pod własną bramką.

PS Na meczu Górnika z Cracovią był Lukas Podolski. Po tym co zobaczył porównał Górnika do reprezentacji Niemiec. Być może gdyby takie słowa powiedział ktoś inny - byłoby parsknięcie, ale skoro czyni to reprezentant Niemiec - należy to uszanować.

sobota, 19 lipca 2014
W Rzeszowie też postawili na szmaciarstwo

Jak to jest, że te najbardziej mendowate przywary polskiego futbolu są najbardziej żywotne? Jak to jest, że PZPN ciągle na to pozwala? 

Związek piłkarski szczyci się faktem, że zaoszczędzi gdzieś tam parę śmiesznych milionów na jakiejś gównianej inicjatywie, a tam gdzie rzeczywiście potrzeba minimum intelektu i odrobinę systemowych rozwiązań na ukrócenie skandalicznych praktyk to panów działaczy oczywiście brak.

W Polsce ciągle da się wykonać jeden z najobrzydliwszych futbolowych wałków jakie można sobie wyobrazić czyli nabyć licencję na grę w lidze. Kiedy wreszcie drużyna grająca w niższej lidze będzie miała zakaz kupna miejsca od drużyny grającej w wyższej lidze?

Ciągle różni tacy nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób niszczą piękne długoletnie futbolowe tradycje wartościowych klubów. Myślą, że wystarczy kupić sobie miejsce w wyższej lidze i już "świat będzie piękniejszy". Tak zniszczono choćby Polonię Warszawa, Odrę Wodzisław, GKS Jastrzębie... Tymczasem panowie działacze ze związkowej centrali ciągle wolą pójść na "kolację z Michelem" niż zainteresować się autentycznym dramatem, z którym wiążą się nieodwracalne skutki. 

Tym razem dramat dotyka fanów piłki w Świnoujściu i Rzeszowie. Okazuje się, że Stal właśnie "kupiła" sobie miejsce od Floty. 

Wierzę, że kibice Stali zbojkotują ten twór. Tylko w Polsce możliwe jest takie fiku-miku, że klub, który właśnie spadł z drugiej ligi następny sezon chce i może rozpocząć w... pierwszej!!!

Otóż nie, drodzy rzeszowianie, tak nie może być... Wasz klub, który kiedyś grał nawet w ekstraklasie i był w finale Pucharu Polski, właśnie przestaje istnieć. Róbcie coś! Współczuję, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to jak najszybsze założenie klubu w najniższej klasie rozgrywkowej. Mógłby przejąć tradycję tworu prawnego, który właśnie jest likwidowany. To jedyne wyjście żeby powstać z tej kałuży ekskrementów z nieubrudzoną twarzą.

Sposób na tego typu skandaliczne działania jest taki, że inne kluby solidarnie powinny takich cwaniaczków zwyczajnie bojkotować. Po prostu regularnie odmawiać z nimi gry. W każdej kolejce. "Klub" raz uznany za pariasa byłby przestrogą dla wszystkich "naśladowców" w przyszłości.

W pierwszej kolejce nowego sezonu "Stal Rzeszów" ma zagrać z Zagłębiem Lubin. Ewentualny bojkot tej gry drodzy byłby ze strony Zagłębia wiekopomnym wyczynem i dałby przykład następnym.

PS Oczywiście znajdą się "dziennikarze", którzy napiszą, że "Stal Rzeszów po dwóch dekadach wreszcie wraca na drugi szczebel rozgrywek." To oczywiste w czasach kiedy "dziennikarzem" może być dosłownie każdy przymilny ziutek. Ale wierzę, że znajdą się również tacy, którzy o tym wałku będą pamiętać.

PS1 Cała nadzieja w zarządzie Podkarpackiego ZPN-u, który na połączenie profesjonalnej drużyny piłkarskiej posiadającej licencję na I ligę z zespołem ZKS Stal Rzeszów mającym występować w III lidze podkarpackiej najzwyczajniej się nie zgodzi.

Tylko czy Grenia na to stać? 

PS2 Omega odwraca ze wstrętem wskazówki.

18:34, pavelczado , żal
Link Komentarze (49) »
czwartek, 17 lipca 2014
Czy to będzie jedyne zwycięstwo w pucharach

Istnieje niebezpieczeństwo, że dzisiejsze zwycięstwo Ruchu Chorzów z FC Vaduz może być jedynym zwycięstwem drużyny z polskiej ligi w tegorocznej edycji europejskich pucharów...

Mam nadzieję, że to nie proroctwo (a może raczej - czarnowidztwo), ale czy - po tym co widzieliśmy - wyeliminowanie Legii przez Irlandczyków, Zawiszy przez Belgów, drużyny grającej w Poznaniu przez Estończyków albo nawet Ruchu przez "Liechtensteinczyków" (wkład Czadobloga w rozwój języka polskiego;) naprawdę jest niemożliwe? Naprawdę? Wtedy pobity zostałby rekord, którego nie da się dalej pobić: wszystkie drużyny reprezentujące Polskę w pucharach odpadłyby już w lipcu. W czerwcu odpaść się już nie da...

Byłem dziś w Gliwicach na meczu Ruchu i rzeczywiście wyglądało to nieszczególnie: coś jakby niebiescy zagrali na mocno zaciągniętym ręcznym hamulcu. Wiadomo, że zgrupowanie w Popradzie było ciężkie wierzę więc, że właśnie ten fakt był głównym powodem słabiutkiej dziś dyspozycji chorzowian, bo jeśli tak - to za tydzień powinno być już jednak znacznie lepiej.

Sądzę, że forma Ruchu będzie teraz szła w górę (gdyby miała z tego pułapu iść w dół to niebiescy mogliby mieć problemy z utrzymaniem w ekstraklasie). Nie będę wskazywał palcem słabej gry poszczególnych piłkarzy, bo jednak wygrali. Podejrzewam, że ci, którzy wypadli szczególnie słabo - sami o tym doskonale wiedzą. Mizernie to wyglądało zarówno w obronie (gdyby do przerwy Vaduz prowadził 5:2 nikt nie powinien mieć pretensji), mizernie w pomocy jak i w ataku. Mimo zwycięstwa przykro było oglądać ten mecz, bo wprawdzie Vaduz - beniaminek ligi szwajcarskiej - to nie są leszcze, ale przecież szczupaki również nie...

Symbolicznym akcentem była dla mnie akcja z 13 minuty gdy stoper Vaduz goniąc piłkę lecącą w stronę bramki gości i próbując ją wybić popełnił dwa - jeden po drugim - bardzo poważne błędy, a napastnik Ruchu nawet tych kiksów nie był w stanie wykorzystać...

Chorzowianie są w tej chwili moim zdaniem tak zamuleni, że - paradoksalnie - pokonanie ewentualnej kolejnej przeszkody w następnej rundzie eliminacyjnej Ligi Europejskiej może przyjść im już... łatwiej niż przeskoczenie ekipy z Liechtensteinu! Powtarzam: ich forma ewidentnie może być już tylko lepsza.

Cieszyć może, że niebiescy nawet gdy są w tak słabej dyspozycji jak dziś potrafią zdobyć tak wspaniałą bramkę jak tę Marka Zieńczuka, który przywalił w górny róg z dystansu w charakterystycznym dla siebie stylu.

Jeszcze jedna sprawa na plus: Ruch był w stanie w tym meczu podnieść się i przełamać w dwóch bardzo trudnych pod względem psychicznym momentach: po stracie pierwszej bramki przy bardzo słabej grze niebiescy dali radę błyskawicznie wyjść na prowadzenie, a po stracie drugiej, znów - naprawdę nieoczekiwanie - potrafił znów skutecznie odpowiedzieć. W każdym razie trener Ruchu przyznaje, że ten wynik nie jest idealny...

Cieniem na wygranej kładzie się sprawa pierwszego gola zdobytego Piotra Stawarczyka, który przyznał, że pomógł sobie ręką i dziwił się, że sędzia tego nie zauważył. Trochę szkoda, że stoper Ruchu umył tym stwierdzeniem ręce. Wiem, że dla wielu jest bohaterem, ale gdyby podszedł do sędziego i powiedział, że bramka nie powinna być uznana - byłby Bohaterem.

PS A poza tym Omega nie narzeka. 

wtorek, 15 lipca 2014
O tej e-Rce Chorzów chciałby zapomnieć

Rhizoctonia DI. 

Tak ma się nazywać złośliwy patogen przez który tworzą się czarne plamy. Generalnie chodzi o plamy na murawie boiska służącego do gry w piłkę nożną, ale wydaje się, że tym razem patogen Rhizoctonia DI zaatakował także honor Chorzowa.

Zdarza się, że choroby atakują murawy, przecież trawa też człowiek. Wszystko co żyje może zachorować. Nie ma na to rady. 

W całej tej sprawie są jednak bulwersujące fakty na które trzeba zwrócić uwagę. Chodzi o brak przepływu podstawowej komunikacji między zainteresowanymi stronami. Dla ludzi niezorientowanych: to nie Ruch odpowiada za stan murawy. To obowiązek Miejskiego Ośrodka Rekreacji i Sportu w Chorzowie czyli - użyję teraz mojego ukochanego sformułowania - "jednostki budżetowej".

Po pierwsze - jak to możliwe, że decyzje związane z próbami doprowadzenia murawy do porządku podjęto bez konsultacji z Ruchem? Nie chodziło o to, że klub mógłby cokolwiek doradzić w sprawach dotyczących trawy. Chodziło o to, że Ruch mógł przypomnieć decydentom o ważnym fakcie: właśnie zajął w lidze trzecie miejsce i w związku z tym przerwa między sezonami, która i tak ostatnio się skróciła - będzie jeszcze krótsza. W konsekwencji chodziło o to żeby próbom poprawy jakości trawy nadać niezbędne ramy czasowe, których przekroczyć nie wolno czyli tak naprawdę określić sposób działania. Leczyć? Wypalić? Zrywać murawę? Siać? Odganiać gołębie żeby nie dziobały nasion? Decydenci wybrali sposób, w którym czas mało kosztuje, a przecież w tej historii właśnie czas jest najważniejszy! Czas, bo już w najbliższy czwartek Ruch gra mecz w eliminacjach Ligi Europy...

Po drugie - jak to możliwe, że jeszcze w piątek uspokajano Ruch i zapewniano, że wszystko z trawą będzie w porządku?! Czy można przypuszczać, że gdyby w niedzielę właściciel klubu nie przyjechał na Cichą i nie złapał się za głowę widząc stan murawy to ludzie odpowiedzialni za całość przyszliby do niego dopiero trzy godziny przed meczem i spuszczając oczy wybąkaliby: "szefie, jest jednak problem..."?

Dziwi mnie, że stanu klęski żywiołowej nie ogłosił jeszcze prezydent miasta Andrzej Kotala. Tak: stanu klęski żywiołowej. Bo przecież właśnie przez żywioł patogenu miasto Chorzów - a przy okazji Ruch - stały się pośmiewiskiem i celem drwin dla całej Polski.

Przypominam panie prezydencie, że gdyby nie słowo "Ruch" to słowo "Chorzów" pojawiałoby się w mediach centralnych być może raz na kwartał. Gdyby nie brać pod uwagę Ruchu wydaje się, że najgłośniej o Chorzowie w XXI wieku było w styczniu 2006 roku. Na terenie MTK zawaliła się wówczas hala wystawowa - akurat kiedy wzięli ją we władanie miłośnicy gołębi. Zginęło wtedy 65 osób.

Teraz nikt nie zginął. Ale wstyd, którym chcąc nie chcąc okrył się teraz cały Chorzów - a przy okazji chcąc nie chcąc Ruch - będzie paskudnie trwały.

Na szczęście mecz z FC Vaduz się odbędzie. Zlitują się Gliwice i chwała im za to. Trudno się jednak dziwić wściekłości trenera Ruchu, który znany jest przecież w faktu, że ostatni raz wpadł w furię w 1966 roku kiedy nie dostał od mamy na obiad ulubionych knedli.

Jan Kocian jest wściekły, bo przecież Ruch tak naprawdę dwa razy będzie grał na wyjeździe. Jeśli nie wywalczy awansu, znów będzie polewać cała Polska, bo przecież chodzi o zespół z Liechtensteinu (4/5 Polski nie kojarzy już, że jednocześnie o beniaminka ekstraklasy szwajcarskiej, ale to szczegół).

Mało tego; jeśli Ruch wyeliminuje Vaduz to przez patogen (bo na patogen winę zwala MORiS) również w następnej rundzie oba mecze niebiescy będą musieli rozegrać na wyjeździe (czyli raz w Gliwicach). A przecież każde pucharowe spotkanie miało być dla Chorzowa i jego mieszkańców świętem... 

Mało tego; w polskiej ekstraklasie Ruch przynajmniej jeden mecz u siebie również prawdopodobnie zagra jak na wyjeździe (czyli w Gliwicach). Nie wiadomo czy uda się przekonać Górnika Łęczna do zmiany gospodarza (z Wisłą Kraków, z oczywistych względów powinno być łatwiej). Podobno może być ciężko...

Jak żyć w takich warunkach, panie prezydencie, jak żyć?

PS Omega aż się zakrztusiła a wskazówki jej opadły z poczucia żenady. Z drugiej strony docenia inteligencję ludzi MORiS-u.

poniedziałek, 14 lipca 2014
Śmieszą mnie narzekania, że wybrano Messiego

Ze zdumieniem zauważam, że jednym z głównych tematów "day after" jest fakt, iż Leo Messiemu decyzją komitetu technicznego FIFA przyznano miano najlepszego zawodnika turnieju.

Święte oburzenie śmieszy mnie z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że to mogłoby sugerować prestiż takiej nagrody. A przecież to jakaś bzdura. Dla mnie cały ten szum jest jedynie jakimiś hucpiarskimi zagrywkami marketingowców FIFA. Kogo tak naprawdę ta nagroda obchodzi? Dyskusja na jej temat tylko podnosi jej prestiż. Sztuczne dmuchanie balona. A przecież w tym wypadku liczy się jedynie klasyfikacja zespołowa. Nawet nie pamiętam kogo wybrano najlepszym piłkarzem turnieju cztery, osiem albo dwanaście lat temu. 

Po drugie - chyba nikt nie zastanowił się, że przy wyborze piłkarza panowie z FIFA rzeczywiście mogli mieć jakiś myśl przewodnią, którą postanowili się kierować. Może jest tak, że najlepszym zawodnikiem turnieju obwołuje się tego, który najczęściej był wybierany najlepszym zawodnikiem meczu? Czy komuś na tym turnieju zdarzyło się to częściej niż Messiemu?

Żeby było jasne - dla mnie Leo Messi - choć to najlepszy obecnie piłkarz świata - wcale nie był najlepszym zawodnikiem tego turnieju.

Ten tytuł bezsprzecznie należy się Niemcowi.

To był wspaniały mundial pełen paradoksów. Paradoksem jest również to, że we wspaniale zorganizowanej i funkcjonującej drużynie niemieckiej dla mnie najlepszy wcale nie był napastnik, pomocnik czy obrońca. 

Najlepszy był bramkarz. 

Manuel Neuer spisywał się fenomenalnie. Jeśli do końca roku nie stanie się nic nadzwyczajnego to moim zdaniem powinien dostać "Ballon d'Or" redakcji "France Football"*. Uważałbym to za sprawiedliwy wybór. Jeśli tak się stanie - będę bił brawo.

Żeby było jasne - będę bił brawo bez... sympatii. Moją Neuer utracił w trakcie meczu finałowego kiedy staranował  Gonzalo Higuaina i sprawił, że od tego momentu oszołomiony Argentyńczyk stał się całkowicie bezużyteczny.

Oczywiście nie było faulu - to oczywiste. Najpierw przecież Neuer wybił ręką piłkę a dopiero ułamki sekund później wybił przy okazji Higuainowi piłkę z głowy. Cóż; jeśli najpierw zdążysz wybić piłkę to potem nawet jeśli przy okazji urwiesz rywalowi nogę, głowę albo rękę to jest wyłącznie jego wina, bo nie zdążył jej cofnąć. Higuain nie zdążył się uchylić więc - jak powiedzą niektórzy - "ma co chciał".

W tym "zagraniu" niemieckiego bramkarza dostrzegam jednak perfidię. Neuer to inteligentny facet. Właśnie tym detalem jego interwencja różniła się wejściem Schumachera w Battistona w półfinale mistrzostw świata w 1982 roku. No i Higuain nie stracił paru zębów.

PS W całym tym mundialu drażni mnie tylko jedna sprawa. Zauważcie, że do naszej świadomości próbuje się przemycić, że to nie są mistrzostwa świata w piłce nożnej. To są przecież "mistrzostwa świata FIFA" w piłce nożnej. Ręce opadają...

PS Rysiu, wyślij mi mailem adres.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

* tak, wiem jak fatalnie przepoczwarzyła się ta nagroda. Sformułowanie myśli w ten sposób jest wyrazem tęsknoty za dawnymi czasami kiedy "a" było "a", "b" było "b" i nikt nie podnosił ręki na świętości.

13:16, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (26) »
niedziela, 13 lipca 2014
Było blisko

Świetny finał. Fantastyczny mecz.

Walczyli. Nie udało się. Ale to i tak będą mistrzostwa, które zapamiętam na zawsze.

Dzięki, Argentyno.

sobota, 12 lipca 2014
Złe wieści przed ligą: nadchodzi 3-6-1

Byłem dziś na sparingu w Zabrzu: Górnik podejmował GKS Katowice.

Obie drużyny zastosowały ustawienie, którym będą chciały grać w lidze. Tak się złożyło, że jest... identyczne (a w poprzednim sezonie niestosowane): trzech obrońców, sześciu pomocników i jeden napastnik. 

Efekt mnie przygnębił, bo od strony estetycznej było to jedno z najbrzydszych spotkań piłkarskich jakie widziałem w ostatnim czasie.

W pierwszej połowie, kiedy oba zespoły bardzo pilnowały ustawienia - przy tym zagęszczeniu właściwie nie były w stanie zrobić sobie krzywdy. Mam przeświadczenie, że żeby w tym ustawieniu nie tylko nie tracić goli, ale je jeszcze strzelać - trzeba atakując dużo grać z pierwszej piłki i na szybkości. Ale kiedy naprzeciw rywal jest ustawiony identycznie - szanse na to i w efekcie na bramki znacznie maleją. Tak to przynajmniej wyglądało dziś. Wszystkie bramki w Zabrzu padły po błędach, a nie w wyniku zaskakujących akcji lub przewag przyniesionych przez nieszablonową taktykę (Górnik ostatecznie wygrał 2:1 choć do przerwy przegrywał 0:1).

Być może ustawienie 3-6-1 zastosowane przeciw zespołom wybierającym inną taktykę rzeczywiście będzie nie tylko efektywne, ale i efektowne. Dziś jednak doszło do paskudnego klinczu i bynajmniej nie był to klincz na poziomie meczu Argentyny z Holandią. Doceniam oczywiście łatwość w przejściu obu śląskich drużyn z 3-6-1 na 5-4-1, skrajni obrońco-pomocnicy wiedzą co mają robić (czy raczej " jak paraliżować").

Życzyłbym sobie żeby mecze ligowych drużyn stosujące to ustawienie były atrakcyjne wizualnie. Być może to jedynie kwestia czasu i odpowiedniej ilości treningów? Po dzisiejszym doświadczeniu przypuszczam jednak, że jeśli więcej zespołów przekona się do skuteczności tego systemu to może się z tego wykluć najbrzydszy sezon ligowy w historii. 

PS Od razu jednak zaznaczam: gdyby jednak to ustawienie miało przynieść Górnikowi miejsce w pierwszej trójce, a GKS-owi - awans do ekstraklasy od razu mówię - jestem za:) 

PS1 Symptomatyczne, że obaj trenerzy - zarówno Górnika jak i GKS-u byli z nowego ustawienia zadowoleni. Dla Roberta Warzychy ważne jest, że jego zespół potrafił długo utrzymać się przy piłce. Ważne słowa Kazimierza Moskala: marzy żeby GKS potrafił zmienić taktykę w trakcie jednego spotkania.

piątek, 11 lipca 2014
Wkład Kalifornii w argentyńską piłkę nożną

Jest znaczny.

Nie chodzi jednak o detale w poprawianiu atletycznych osiągów pomiędzy piątym a szóstym kwadransem gry. Nie chodzi o doszlifowanie diety kalifornijskiej tak by pozwalała piłkarzom na znacznie większy wysiłek. Oczywiście nie chodzi również o niuanse taktyczne dotyczące relacji między własną obroną a własną drugą linią w momencie kiedy przeciwnik posiada piłkę. 

Chodzi bowiem o zespół rockowy Creedence Clearwater Revival i jego przebój "Bad Moon Rising". Ekipa CCR istniała w latach 1967-1972, a czterdzieści pięć lat temu nagrała w San Francisco pewną sympatyczną piosenkę. We wrześniu 1969 roku utwór przez trzy tygodnie okupował pierwsze miejsce na brytyjskich listach przebojów, w USA dotarł do drugiej lokaty. W tamtych czasach nikt nie pomyślałby, że w Kalifornii powstała piosenka nie mająca nic wspólnego z futbolem, która kiedyś stanie się mundialowym hitem, w dodatku dla ludzi mieszkających na innej półkuli.

W oryginale piosenka brzmiała tak:

 

Pierwsi ogromny potencjał mieli dostrzec w niej kibice San Lorenzo, co na pierwszy rzut ucha mogłoby wydawać się zaskakujące. Zmienili oczywiście całkowicie słowa, ale melodia pozostała. Oczywiście przeobraziła się nieco aranżacja:)  Ryknięty przez kilka tysięcy ludzi kawałek rzeczywiście robi piorunujące wrażenie. 

Na tym filmiku nie dostrzegłem niestety papieża Franciszka. Chyba nic w tym dziwnego, trudno byłoby mu przecież śpiewać słowa ułożone przez lokalnych barras bravas:)

Kawałek stał się szybko popularny w Argentynie. Wykorzystali go m.in. kibice Boca, River czy Independiente na co zwraca uwagę argentyński dziennikarz Lisandro Guzman.

Najpopularniejsza stała się jednak wersja ogólnokrajowa, rzekłbym reprezentacyjna. Dla Argentyńczyków na mundial odbywający się w Brazylii na którym ich reprezentacja jest lepsza od gospodarzy - wręcz idealna.

Wersja zaczyna się od słów "Brasil, decime qué se siente" ["Brazylio, powiedz jakie to uczucie"] a kończy na wersie "Maradona es mas grande que Pele" ["Maradona jest większy niż Pele"].

W Brazylii słyszałem ją dosłownie wszędzie tam, gdzie zauważałem Argentyńczyków. Byłem w ich tłumie śpiewającym to na Copacabanie, byłem w ich tłumie śpiewającym to na Maracanie podczas meczu z BiH. Pojawia się dziwne wszechogarniające uczucie: czujesz się wtedy cząstką jakiegoś wielkiego wielogłowego i wielomackowego smoka rozpełzającego się we wszystkie strony. Rzeczywiście mogą przejść wtedy ciarki. 

Ważny jest także element  - nazwijmy go - choreograficzny. Otóż w trakcie śpiewania "Brasil, decime qué se siente" (niektórych innych piosenek także) argentyńscy kibice rytmicznie wyrzucają przed siebie ręce. Trzeba mieć w trakcie tego wyrzucania luźne nadgarstki a wierzch dłoni skierowany na zewnątrz. Jakbyście odganiali komary...

Myślę, że to idealna okazja żeby poddać pod rozwagę pewną myśl kibicom śląskich klubów. Czy nie byłoby świetnie usłyszeć tę melodię - oczywiście z przerobionymi na własne potrzeby słowami - na naszych stadionach? Zaśpiewana z przytupem naprawdę sprawia, że serce rośnie. Przy takim hymnie piłkarze mogliby szybciej biegać:) 

Kto pierwszy ten lepszy:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 179