poniedziałek, 21 maja 2012
Po co kobiety piszą takie bzdety
Nie wiem skąd się to bierze, ale wygląda na to, że niektóre kobiety piszące felietony w polskiej prasie, krążąc jak sępy wokół idei Euro 2012, nagle robią zwrot przez skrzydło i pikują drapieżnie w dół, prosto w bezbronne stadko niczego nieświadomych mężczyzn. Wcześniej popis w sprawie Euro dała Kazimiera Szczuka, teraz głos na ten temat postanowiła zabrać również Dorota Gawryluk (''Uważam Rze'', nr 20/67). Napisała felieton pod tytułem ''Mam gdzieś całe te mistrzostwa Europy''. Tak głupiego tekstu nie czytałem już dawno. Oto fragmenty: ''Tak jak można było przewidzieć euroterroryści przystąpili do zmasowanego ataku. Im bliżej Euro tym bliżej sztucznego podniecenia, infantylnej radości, która jest dopiero przedsmakiem tego przymusowego cieszenia się, z którego pod żadnym pozorem nie można się wyłamać. Euroterroryści już ogłosili, że każdy kto nie cieszy się z piłkarskich mistrzostw, musi być z PiS. Widać więc nerwowe uśmiechy i pośpiech, by zdążyć chociaż troszkę polubić futbol. Nawet kompletni piłkarscy ignoranci uczą się na pamięć nazwisk piłkarzy co nie jest łatwe, bo przecież w składzie pojawiły się obco brzmiące nazwiska. I próbują ogarnąć na czym polega spalony. Ponoć kobietom nigdy się to nie uda. Organizatorzy, trzeba przyznać, idą trochę narodowi na rękę, znieczulając go, a jak twierdzą niektórzy ogłupiając, powszechnie zrozumiałą i przyjemną pieśnią ''Koko koko..." czy jakoś tak (...).'' To jeszcze nic. Potem Dorota Gawryluk przyznaje, że ma gdzieś to całe Euro i nie cieszy się, że mistrzostwa będą w Polsce, że obejrzy mecze jedynie z zawodowego obowiązku (to akurat fragmenty najmniej interesujące, więc nie będę ich cytował). Najlepsze będzie teraz: ''Współczuję przede wszystkim kobietom skazanym na futbol, bo przecież próba wyłączenia telewizora byłaby świętokradztwem. Mężczyźni rozłożeni przed telewizorami skazują przez miesiąc kobiety na dźwiganie całej reszty tego niewesołego przecież życia. To one zapewne w czerwcu będą musiały zmierzyć się z wynikami matur swoich pociech. Nie będą przecież tym zawracały głowy tatusiom zajętym Euro (sic!)''. Oczywiste jest, że można Euro darzyć niechęcią, oczywiste jest, że można się tym nawet pochwalić w felietonie. Kiedy jednak próbuje się używać argumentów warto chyba choć trochę się wysilić. Po pierwsze: nie rozumiem, po co upychać w tym miejscu politykę. Co mnie jako kibica piłkarskiego obchodzi jakieś PiS, obchodzi jakaś PO, obchodzi jakiś SLD czy inny Ruch Palikota? Pani Gawryluk nie ma pojęcia, że ludzie czekający na taką imprezę mają wszystkie partie bez wyjątku najwyżej pod pachami. Jakiekolwiek próby zbicia politycznego kapitału na takiej imprezie, czy to chwaląc się czy użalając śmierdzą fałszem na kilometr i nie trzeba być przesadnie inteligentnym żeby je wyczuć. Po drugie: wcale nie zauważam wokół siebie ''przymusu cieszenia się z Euro''. Na całe szczęście, bo nie ma nic gorszego niż głuptaki udające, że cieszą się z Euro. Sam czekam z radością na mistrzostwa, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy żeby kogokolwiek zmuszać żeby cieszył się razem ze mną. Mało tego; będę starał się podczas Euro wręcz izolować żeby nie oglądać meczów z ludźmi, których to nie interesuje; Po trzecie: zauważam zastosowany przez panią Gawryluk wyjątkowo obrzydliwy chwyt erystyczny: autorka wciska w usta samcom hasło, że ''kobietom nigdy nie uda się ogarnąć na czym polega spalony''. Sprawa spalonego jest tak prosta, że nigdy nie ośmieliłbym się myśleć, że kobiety mogą tego nie rozumieć. Mało tego; niedawny pucharowy mecz Wisły z Ruchem Chorzów w Krakowie oglądałem w towarzystwie m.in. rudowłosej piękności, która spalonego wychwytywała znacznie szybciej niż ja (zastanawiałem się jak to możliwe, a potem okazało się, że to... sędzia piłkarski). Jeśli pani Gawryluk nie wie na czym polega spalony, uważam, że - mimo wszystko - nie ma się czego wstydzić. Wcale nie trzeba tego wiedzieć; Po czwarte: wyłączenie telewizora podczas meczu wcale nie musi być świętokradztwem. Znam rodziny, które mają w gospodarstwie, o dziwo, dwa odbiorniki. No chyba, że chodzi o to, żeby złośliwie wyłączyć partnerowi telewizor, w którym akurat leci mecz po to żeby na drugim obejrzeć coś innego. Oczywiście wspólnie, bo wspólne oglądanie jest przecież takie ważne... Po piąte: podziwiam panią Gawryluk, że ona telewizję ogląda na stojąco; Po szóste: (to rozwaliło mnie najbardziej, bo pokazuje jakim laikiem jest autorka tekstu) zapewniam, że mężczyźni nie zostawią kobiet z całym tym niewesołym przecież życiem aż na miesiąc. Wygląda na to, że Dorocie Gawryluk mistrzostwa Europy pomyliły się z igrzyskami olimpijskimi. Podczas igrzysk rzeczywiście można surfować po kanałach cały dzień, ale Euro - to przecież najczęściej tylko dwa mecze dziennie. Zaczynają się o godz. 18 i 20.45 (a od ćwierćfinałów już tylko o 20.45). Czy Gawryluk przypuszcza, że przez resztę dnia chłopy będą tylko żłopać piwsko i dyskutować o szansach i nadziejach? Po siódme: sugestia jakoby mężczyźni z powodu Euro nie zajmowali się szkolnymi postępami dzieci mogłaby nawet być przykra (u mnie wywołuje jedynie samczy rechot). Oczywiście jedynie dla tych kobiet, których mężczyźni z powodu Euro nie będą zajmowali się szkolnymi postępami dzieci. Mocno współczuję tym kobietom, choć nie znam takiej ani jednej. % Niech to Euro się już zacznie. Wtedy trzeba będzie już skrobnąć merytorycznie i szanowne, tak aktywne teraz publicystki, nie będą zapewne zabierały głosu. Powtórzę się: nigdy nie zrozumiem ulubionej zabawy niektórych czyli ciągłego konfrontowania kobiet z mężczyznami. Bo ja, głupi, myślałem, że jesteśmy jednością. PS Zapewniam, że Omega, choć jest kobietą, nigdy do takiej zabawy by się nie posunęła.
niedziela, 20 maja 2012
Piast i GKS. Paradoksy
Byłem dziś na meczu Piasta Gliwice z GKS-em Katowice. Dzięki temu stałem się świadkiem sytuacji całkowicie niezrozumiałych dla przeciętnych, niezainteresowanych futbolem zjadaczy chleba. Paradoks pierwszy Piast wygrał dość łatwo 3:0, ale po meczu większe powody do zadowolenia mieli goście z Katowic. Jak to możliwe? Ano tak, że GKS po tej kolejce już wie, że cel osiągnął, a Piast po tej kolejce już wie, że celu nie osiągnął. Zwycięstwo gospodarzy było efektowne i w pełni zasłużone. Ale jeśli ktoś nasłuchiwał wieści z innych boisk pierwszoligowych wie, że awans już dziś uciekł im w ostatniej chwili. Zawisza w końcówce wyrwał zwycięstwo z Wartą Poznań. To oznacza, że wszystko zdecyduje się w ostatniej kolejce, w której Piast podejmie właśnie Zawiszę. Porażka gości była zasłużona i nie ma mowy żeby osiągnęli nawet remis. Oglądając ich mecz z Wartą trudno było wierzyć, że będą w stanie cokolwiek w Gliwicach osiągnąć. A mimo to mogą odetchnąć z ulgą. Polonia Bytom prowadziła wprawdzie z Arką, ale ostatecznie przegrała, a to oznacza jej spadek. Dlatego w ostatnim meczu Katowice zagrają o pietruszkę. Przed ostatnią kolejką mają cztery punkty nad strefą spadkową (zgodnie z przewidywaniami leci też Wisła Płock). Paradoks drugi Piast teraz nie może się cieszyć, ale za chwilę będzie mógł naprawdę świętować. Awans jednak jest bardzo realny, a kto pamięta mecze tego klubu zaledwie kilka lat temu, ten wie jak wielki postęp uczynił. Piast jest budowany spokojnie i metodycznie. Klub może liczyć na miasto, nie musi już myśleć o bazie. Przyszłość przed nim. GKS teraz może się cieszyć, ale za chwilę przyjdzie opamiętanie. Co dalej? Jak ten klub będzie wyglądał w przyszłym sezonie? Odejdzie mnóstwo piłkarzy, a klub chcąc mieć jakieś pieniądze pewnie będzie musiał kogoś sprzedać. Niewielu jest takich w kadrze, bo przecież wielu graczy jest tylko wypożyczonych, ale na takim Tomaszu Hołocie klub rzeczywiście może zarobić. Mnie gra tego piłkarza bardzo się podoba, na pewno dałby sobie radę w ekstraklasie. Uważam, że w Gieksie powinno się budować drużynę właśnie wokół niego. Ale wiadomo, że lepiej sprzedać teraz niż potem oddać za darmo więc pewnie nic z tego nie wyjdzie. No i żeby zespół zaskoczył w kolejnej rundzie trzeba będzie wreszcie wysupłać pieniądze na pensje... Paradoks trzeci Na mecz przyszło 8600 kibiców. Młyn Piasta był jak na polskie warunki wyjątkowo efektowny, zajmował całą trybunę za bramką (kto był na niedawnym meczu z Dolcanem Ząbki ten wie, że od tego momentu rozrósł się około siedmiokrotnie:-). Doping był głośny (na tym stadionie zawsze jest głośny, działacze Ruchu mogą zacierać ręce). Ale pytanie obecnego na meczu niemieckiego dziennikarza uzmysłowiło mi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gość z Niemiec był w szoku i nie mógł się nadziwić. - Jak to możliwe, że podczas takiego meczu na stadionie jest tyle pustych miejsc?. Fakt, jeszcze około 1400 kibiców mogło wejść... PS Zdumiewa mnie jak bardzo kibice Piasta alergicznie reagują na Górnika Zabrze. Wystarczyło, że kibice GKS-u zaśpiewali ''Górnik Zabrze'' a gliwiczan szlag trafiał. I to nie ultrasów za bramką, ale ''zwykłych ludzi'' na innych trybunach. Oj, już nie mogę się doczekać meczu Piasta z Górnikiem w Gliwicach. Mam nadzieję, że Piast nie zawali i awansuje... PS1 Z pierwszej ligi spada Polonia Bytom. Nawet nie wiecie jak żałuję... Z drugiej ligi awansuje GKS Tychy. Ostatnia porażka u siebie nie robi różnicy. Trzeba było ostro pracować cały sezon żeby potem mieć taki komfort. Gratulacje. W drugiej lidze utrzymuje się Zagłębie Sosnowiec. 16 punktów na 18 możliwych w ostatnich sześciu meczach robi wrażenie. Gratulacje. Kibice nie muszą kibicować wydmuszce. PS2 A poza tym Omega. Koniec niemieckiej szkoły
Niemiecki futbol solidnie zapracował na powiedzenie, że ''w piłkę gra 22 facetów, a na końcu zawsze wygrywają Niemcy''. Ale wygląda na to, że suma szczęścia w ostateczności równa się jednak zero. Moim zdaniem to definitywny koniec niemieckiej szkoły w tym zakresie. Koniec, który dokonał się w wyjątkowo spektakularny sposób. Wiadomo, że Niemcy zawsze grają do końca, to oczywiste. Ale wiadomo już także, że końcówka nie zawsze musi należeć do Niemców. Przekonał się o tym Bayern w 1999 roku, przekonał się ponownie w 2012. Znamienne, że bolesnej nauki za każdym razem udzielały mu kluby angielskie. Kto wie czy po Euro 2012 nie zacznie obowiązywac hasło ''w piłkę gra 22 facetów, a na końcu zawsze wygrywają Anglicy''?. Gary Lineker by się cieszył, a coś mi szepce do ucha, że to całkiem możliwe... Gdyby ktoś powiedział mi, że niemiecki klub w finale Ligi Mistrzów strzeli bramkę na siedem minut przed końcem, a prowadzenie utraci minutę przed ostatnim gwizdkiem (a w efekcie nie... ostatnim) i że będzie dogrywka - nie uwierzyłbym. Gdyby ktoś powiedział mi, że niemiecki klub w dogrywce tego samego finału Ligi Mistrzów będzie miał jedenastkę, ale dopuści do rozegrania konkursu rzutów karnych - nie uwierzyłbym. Gdyby ktoś powiedział mi, że w pewnym momencie w karnych ciągle tego samego finału Niemcy będą prowadzić już 2:0 (po półtorej kolejki), a jednak przegrają i cała nadzieja rozpadnie się w proch - nie uwierzyłbym. A gdyby ktoś powiedział mi, że ten cały dramat odbędzie się w ich mateczniku - nie uwierzyłbym do kwadratu. PS A gdybym był prezydentem Bayernu miałbym do swoich piłkarzy pretensje tylko o jedno. O to, że bardzo często w trakcie meczu o wszystko chcieli zobaczyć się na telebimie co bezlitośnie wychwytywały kamery. Co akcja z ich udziałem to zaraz podnosili wzrok do góry żeby móc zobaczyć się w jak w lustrze. ''Czy mam ładny profil?'' Nawet asystent trenera podnosił głowę żeby się przejrzeć. A jak się zobaczył to zaraz z marsową miną założył nogę na nogę. Czy ma się ładny profil w trakcie finału ChL to oczywiście bardzo ważne jest. Ale to nie jest przecież jakiś konkurs piękności; na analizowanie profilu byłby zapewne czas, ale po zwycięskim finale. Moim zdaniem jeśli ktoś ma czas na takie pierdoły w takim momencie to znaczy, że nie jest odpowiednio skoncentrowany. PS1 Być może porażka Bayernu to dobra wiadomość dla polskiej reprezentacji. Selekcjonerowi może nie być łatwo posklejać rozbite lustro. A to przecież Niemcy mogą być rywalem Polaków w ćwierćfinale Euro 2012. PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.
piątek, 18 maja 2012
Doceń komfort szatni, piłkarzu
W dzisiejszej dobie zawodnicy narzekają na ciśnienie wywoływane przez kibiców. Rzeczywiście zdarza im się usłyszeć nieprzyjazne okrzyki fanów czy nawet wyzwiska. Ale muszą wiedzieć, że porównaniu z poprzednikami mają jednak znacznie lepiej. Czy w ogóle można cieszyć się z faktu, że po meczu czeka szatnia w której można się schować? Można. Bo - jeśli spojrzeć wstecz - to jednak był... przywilej:-) 80 lat temu Ruch Wielkie Hajduki został ukarany grzywną stu złotych za dopuszczenie do ekscesów po ligowym meczu z Wojskowym Klubem Sportowym 22. pułku piechoty z Siedlec (maj 1932). To był mecz który Ruch powinien wygrać dwucyfrowo, a przegrał 1:2. Wściekłość śląskich kibiców była ponoć wielka, a w czasach kryzysu, była to przecież jednocześnie wściekłość łatwo wybuchająca... Nic dziwnego, że kilkanaście dni po tym meczu Ruch otrzymał polecenie od piłkarskiej centrali ''wybudowania szatni w przeciągu 6 tygodni''! Wszystko po to żeby drużyna gości nie była wreszcie narażona na kontakt z miejscową publicznością (sic!). A trzeba dodać, że wściekłość publiki dosięgła również sędziego, który został po meczu ''czynnie znieważony'' (nie wiem dokładnie na czym to polegało, ale można się domyślać...). Przypominam, że to były egzotyczne czasy pionierskie jeszcze przed Cichą. Gdy Ruch grał na Kalinie drużyny przebierały się i myły w pobliskiej szkole (byłem przy odsłanianiu na niej pamiątkowej tablicy związanej z Ruchem). PS Omegi nie pytajcie, ona okresu przedcichowego nie zna...
środa, 16 maja 2012
Zapaść
Zdumiewająca zapaść GKS-u Katowice powoduje, że zdecydowałem się rozpatrzyć wariant zaskakujący, który jeszcze kilka godzin temu nie przyszedłby mi do głowy. Ale zanim przejdę do rzeczy, muszę zauważyć, że w zmianie młynowego na Blaszoku w trakcie dzisiejszego meczu z Wartą Poznań było coś symbolicznego. W drugiej połowie, kiedy było już 0:3 doping prowadził malutki chłopczyk, który ledwo odrósł od ziemi (głowę miał na wysokości ostatniej barierki) i na oko mógł mieć jakieś pięć lat. Był podekscytowany, bez przerwy podskakiwał i intonował kolejne zaśpiewki, które podchwytywali szalikowcy. Znał ich całe mnóstwo więc obstawiam, że to syn jakiegoś fana zaangażowanego. Symboliczne w tej scenie jest dla mnie to, że wyglądało jakby ten klub musiał dostać jakiegoś nowego tchnienia żeby rozpędzić się na nowo. Może jednak nie mieć możliwości żeby się rozpędzić. Dzisiejszy występ był wręcz katastrofalny (po meczu Rafał Górak przyznał, że to najgorszy mecz GKS-u w tej rundzie). Z kolei piękne zwycięstwo Polonii Bytom w Płocku i drugie zwycięstwo Dolcanu Ząbki z rzędu (po tym jak widziałem ich w Gliwicach nie wiem jakim cudem im się to udało) powodują, że moim zdaniem całkiem realny jest wariant, którego rozpatrywanie jeszcze parę chwil temu można by uznać za stratę czasu. O tym kto utrzyma się w lidze może moim zdaniem zdecydować mecz... Polonii Bytom z Arką Gdynia. W tej chwili: - GKS Katowice zajmuje 14. miejsce z 38 punktami (ostatnie nad strefą spadkową); - Wisła Płock zajmuje 15. miejsce z 34 punktami (spadkowe); - Polonia Bytom zajmuje 16. miejsce z 33 punktami (spadkowe). Wisłę Płock skreślam na wstępie. Jej forma nie może być wysoka, skoro dziś przegrywa mecz o życie z Polonią. Moim zdaniem do końca sezonu będzie w stanie wywalczyć najwyżej 3 punkty. Wisła gra z Pogonią Szczecin na wyjeździe, która ciągle bije się o awans, a w ostatnim meczu na swoim stadionie - bez udziału publiczności - podejmie Wartę Poznań, która dziś tak brutalnie pokarała GKS. Zostaje GKS i Polonia. GKS ma niby pięć punktów przewagi na dwie kolejki przed końcem, ale moim zdaniem to może być... za mało. W najbliższej kolejce katowiczanie grają w Gliwicach z liderem, ciągle nie mającym pewności awansu do ekstraklasy. Jeśli - mając w pamięci ich dzisiejszą grę - wywalczą tam choćby punkt to ja już z tej ligi nic nie rozumiem. Porażka Katowic jest więc prawdopodobna? Jest. W ostatniej kolejce Gieksa też gra na wyjeździe - z Sandecją. Jej trenerem jest Robert Moskal, który wyjdzie ze skóry żeby coś udowodnić Gieksie. Porażka jest prawdopodobna? Jest. Może się więc zdarzyć, że GKS do końca sezonu nie zdobędzie więc punktu. Z kolei Polonia ostatni mecz gra ze zdegradowanymi już Polkowicami, które przegrały dwa ostatnie mecze. Mając w pamięci dzisiejszy mecz bytomian w Płocku - zwycięstwo jest prawdopodobne? Jest. Z kolei najbliższy mecz poloniści grają u siebie z Arką. Arką niespełnioną w tym sezonie, podrażnioną w ambicjach, ale Arką nie grającą już o nic. Zwycięstwo jest prawdopodobne? Jest. W dodatku przypominam sobie napis po lewej stronie od żagla patrząc z naprzeciwka, co od strony sportowej nie ma znaczenia, ale co napis to napis. GKS. 38+0+0=38 Polonia. 33+3+3=39 PS W upadku Gieksy symboliczny jest także fakt, że dziś strzelił jej gola zawodnik, który za miesiąc przekroczy czterdziesty rok życia. Nie wiem czy kiedykolwiek wbił jej bramkę ktokolwiek starszy. PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. PS2 Wczoraj w Schwerin w imieniu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej wręczono Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską. Dlaczego o tym tutaj? Bo nagrodę otrzymał Konrad Schuller, dziennikarz Frankfurter Allgemeine Zeitung, za tekst "Nowy Ślązak", w którym są również wątki futbolowe. Tekst w tłumaczeniu na polski można znaleźć tutaj. Tak obchodzi się ustawy
W Katowicach odbywa się Europejski Kongres Gospodarczy. Teoretycznie ze sportem ma to niewiele wspólnego, ale tylko teoretycznie. Widać to było choćby na wczorajszej wieczornej gali Ruchu Chorzów w Arsenal Palace (był nie tylko świetny alkohol, ale i znakomity koncert Ani Dąbrowskiej). Pojawiło się znacznie więcej gości niż spodziewali się organizatorzy, ale to dlatego, że o imprezie dowiedzieli się niektórzy biznesmeni goszczący na kongresie... i chcieli przyjść. Działaczom Ruchu w to graj, bardzo ciężko wczoraj pracowali:-) Dziś, na szczęście już bez krawata, wybrałem się na panel dyskusyjny po hasłem ''Co po Euro 2012'', który odbył się w Rondzie Sztuki. Przycupnąłem z boku żeby posłuchać znamienitych gości. Dyskusja na pewno była interesująca dla laików albo dla biznesmenów chcących zainwestować w futbol. Tylko momentami nie tylko dla nich. Czego się dowiedziałem o czym nie wiedziałem: a) że Jerzy Buzek dwukrotnie spotkał się z Michelem Platinim i dyskutowali o europejskim futbolu. Zgodzili się, że obecny model nie jest do końca dobry, powoduje, że powstaje zamknięta kasta kilkunastu klubów, z którymi inni nie mogą się równać. Ale najbardziej zainteresowało mnie, że Jerzy Buzek zastanawiał się z Platinim nad problemem obcokrajowców blokujących miejsca zdolnym rodzimym młodzieżowcom. Doszło do mnie natychmiast, że gdyby Unia Europejska oficjalnie zajęła się tym problemem oznaczałoby to rewolucję nie tylko we futbolu. Podszedłem więc potem do Jerzego Buzka, ale nie udało mi się wydobyć żadnych konkretów w tej sprawie. Prawdopodobnie nie ma konkretów. A problem jest; b) z jakich powodów jeden z meczów reprezentacji Polski odbył się w Wiesbaden. Pokrywało się to z wystąpieniem Cezarego Gizki, szefa firmy Olympic Casino Poland, który psioczył na fakt, że ustawa wprowadzona przez sejm nie pozwala na sponsoring branży hazardowej i firmom bukmacherskim. Mnie osobiście branża hazardowa i firmy bukmacherskie są całkowicie obojętne, nigdy wyników meczów nie obstawiałem i nie będę obstawiał. W tym kontekście nie mam nic przeciw sponsorowaniu przez bukmacherów polskiego sportu. A zeszłoroczny mecz Polski z Białorusią odbył się w Wiesbaden, bo w Niemczech polskie prawo nie obowiązuje i w efekcie polscy telewidzowie mogli obejrzeć stadionowe reklamy, których nie obejrzeliby gdyby mecz biało-czerwonych odbywał się we Wrocławiu, Gdańsku albo Warszawie:-) c) że zysk netto w sezonie 2011/12 przyniosła działalność tylko czterech klubów ligowych: tego z Poznania, a także Wisły, Ruchu i Podbeskidzia; d) że według Antoniego Piechniczka tylko jeden piłkarz z tych, którzy byli u niego w kadrze i wyjechali do klubów zagranicznych, zdołał podnieść umiejętności po tym wyjeździe na jeszcze wyższy poziom. To Zbigniew Boniek. PS A Omega i tak powinna wrócić.
wtorek, 15 maja 2012
Mój tysiąc
Zazwyczaj to ja robię wywiady z ludźmi Polonii Bytom. Ale tym razem to ludzie Polonii Bytom zrobili wywiad z Czadoblogiem. Okazja była dla mnie miła - tysięczny mecz widziany na własne oczy, który przypadł akurat na grę Polonii. PS Kibicom Polonii dziękuję za miłe odniesienie się do Czadobloga:-) PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.
poniedziałek, 14 maja 2012
Momenty do zapamiętania
Kiedy byłem niesfornym bajtlem uwielbiałem na trasie z górki na której stoi śląskie Planetarium straszyć spacerujących ludzi gwałtowną jazdą na rowerze. Zarządcy chorzowskiego parku wbili na dole nawet słupki żeby odstraszyć rowerowych szajbusów, ale ten zjazd stał się wtedy jeszcze bardziej ekscytujący, bo trzeba było się przecież zmieścić... Właśnie obok tego zjazdu jest miejsce, które w dzieciństwie uważałem za jedno z dwóch najbardziej ''ekskluzywnych'' w moim otoczeniu. To restauracja ''Łania'', w której nigdy dotąd nie jadłem obiadu. W czasach PRL-u ta restauracja była miejscem zarezerwowanym dla dygnitarzy i partyjnych bonzów. Gdybyście nie wiedzieli, właśnie w tym uroczym miejscu stołowali się m.in. Bierut, Gierek i Breżniew, ale żadnych podtekstów w tym nie ma. Zapewne stołowałby sie tam również choćby prezydent Ignacy Mościcki w 1927 roku, po otwarciu stadionu AKS-u Królewska Huta, ale wtedy ten pięknie położony lokal po prostu jeszcze nie istniał. Zwykły człowiek mógł zjeść tam obiad od lat 70. Dziś spotkaliśmy się w ''Łani'' żeby z kierownictwem Ruchu Chorzów zakończyć sezon, porozmawiać o tym co było i tym co będzie. Cóż, zapowiada się ciekawy sezon:-) Żeby domknąć poprzednie rozgrywki wykorzystałem moment by spytać o najbardziej pamiętną akcję z zeszłego sezonu. Trener Waldemar Fornalik najbardziej zapamiętał akcję z meczu Górnik Zabrze - Ruch Chorzów (było 1:2, mecz odbył się 21 października): - To była akcja po której akurat bramka nie padła. Poszła prawą stroną, centra do Maćka Jankowskiego, a ten wybił się niczym Michael Jordan i trafił... w poprzeczkę. Zapamiętałem akcję, bo była niezwykle efektowna, bardzo piękna. Jankowski świetnie ułożył w locie ciało, wszystko było jak należy. Szkoda, że nie padł gol, mimo to pokazywali ją potem dość często... Prezes Dariusz Smagorowicz najbardziej zapamiętał akcję z meczu Podbeskidzie Bielsko-Biała - Ruch Chorzów po której padł jedyny gol (było 0:1, mecz odbył się 17 września): - To był akcja, która pokazała siłe ofensywną Ruchu. Jankowski z Piechem zrobili żonglerkę i rozegrali piłkę przez środek jak chcieli. Gol był formalnością... Dyrektor Mirosław Mosór najbardziej zapamiętał akcję z meczu ŁKS - Ruch (było 0:4, mecz odbył 5 listopada): - Padł po niej trzeci gol. Wszystko odbyło się jak w zegarku. Daleki przerzut, odegranie, strzał i bramka w trójkącie Zieńczuk - Janoszka - Piech. Pamiętam ją, bo doskonale demonstrowała nasz sposób grania. Janusz Paterman, członek Rady Nadzorczej, najbardziej zapamiętał akcję z meczu Ruch - Lech (było 3:0, mecz odbył się 24 lutego). - Ten strzał Marka Zieńczuka z rzutu wolnego z ponad 30 metrów był porażający. To pamiętny moment, bo Zieńczuk właśnie tak chciał kopnąć piłkę. Wspaniały gol... Miłosz Stawecki, doradca zarządu, najbardziej zapamiętał akcję z meczu Cracovia - Ruch (było 0:2, mecz odbył się 3 maja): - To w jaki sposób Zieńczuk poprawił swój odbity strzał było fenomenalne. Boiska europejskie! PS Drugie ''ekskluzywne'' dla mnie miejsce z dzieciństwa to nieistniejące już kawiarnie pod Rondem. Jeśli ktoś pamięta był tam ciąg kawiarń, kiosków i kwiaciarni w podziemnym przejściu położonych po okręgu. Tam były najlepsze lody na przełomie lat 70. i 80:-) PS1 A poza tym Omega.
niedziela, 13 maja 2012
To Górnik mógł być Borussią
Sezonowy bilans bramkowo-podaniowy polskiego tria w Borussii Dortmund jest niecodzienny. Ciekawe co by było gdyby tych trzech piłkarzy spotkało się w polskim klubie. Czy zdominowaliby rozgrywki? Zapewne nigdy się nie przekonamy, choć przecież... była taka szansa. Borussią Dortmund mógł stać się bowiem Górnik Zabrze. Przypomniało mi się to gdy oglądałem wspaniały finał w Berlinie. Z Jakubem Błaszczykowskim Górnik zawalił sprawę w 2002 roku. Bo Błaszczykowski w Górniku już był. Nie podobało mu się jednak w zabrzańskim internacie, można powiedzieć, że był pozostawiony sam sobie. Po kilku miesiącach miał dość. Wrócił do Częstochowy. W Górniku nikt wtedy nie płakał. Dwa lata później Błaszczykowski był już mistrzem Polski. Z Wisłą Kraków. Z Łukaszem Piszczkiem Górnik zawalił sprawę w 2004 roku. Piszczek świetnie spisywał się w Gwarku Zabrze, który z założenia miał być kuźnią talentów dla Górnika. Ówczesnemu prezesowi Zbigniewowi Koźmińskiemu nie chciało się jednak za niego płacić. - Znam tego zawodnika. To obiecujący piłkarz, ale nas na niego nie stać. Gwarek żąda za niego pieniędzy, a takie zasady nas nie interesują. To tylko obiecujący zawodnik, trudno wydawać za takiego masę pieniędzy. Co innego, kiedy się wypromuje, pokaże z dobrej strony, wtedy moglibyśmy Gwarkowi wypłacić konkretny procent z jego dalszych transferów - powiedział wtedy Koźmiński. W efekcie Piszczek poszedł do Zagłębia Lubin. Z Robertem Lewandowskim Górnik zawalił sprawę w 2008 roku. Kolejny prezes Ryszard Szuster interesował się tym piłkarzem, Górnik chciał go sprowadzić. - Chcielibyśmy Roberta Lewandowskiego ze Znicza Pruszków. Na niego parol z kolei zagięły Groclin Grodzisk, Lech i Wisła. Oczywiście - jeśli Allianz się uprze, to Górnika będzie stać na każdego polskiego piłkarza, ale nie chcemy tworzyć w drużynie podziałów pod względem płac. My już swoje gwiazdy mamy i dokładanie kolejnych nie musiałoby być najlepszym rozwiązaniem.... - mówił nam wtedy Szuster. Klub mimo dopływu gotówki nie zdecydował się dać za Lewandowskiego tyle pieniędzy co klub z Poznania. Górnik wycofał się z negocjacji, bo uznał, że wyłożenie 400 tysięcy euro to przesada. Do Górnika trafili za to brazylijski napastnik Leopoldo Roberto Markovsky (strzelił dla Górnika 0 goli w ekstraklasie), a także Damian Gorawski (1 gol dla Górnika w ekstraklasie). Niedługo później pojechałem na mecz Górnika do Wielkopolski. Zabrzanie przegrali 0:3, a pierwszego gola w tym meczu strzelił im Lewandowski (zresztą po cudownym uderzeniu). To był jego drugi gol w ekstraklasie... % Oczywiście nie jest powiedziane, że gdyby nawet wszystkie trzy transfery wypaliły, trzej muszkieterowie zdążyliby zagrać razem. Błaszczykowski trafił do Zabrza przecież cztery lata wcześniej niż miał szansę trafić Lewandowski, latem 2008 roku Błaszczykowski już był w Borussii Dortmund. Wątpliwe, że Górnikowi udałoby się tak długo utrzymać u siebie talent z Truskolasów. Wątpliwe, ale pomarzyć zawsze można. PS I tak wszystko blednie w porównaniu z tym co zrobił dziś Manchester City. O tym dniu będzie się opowiadać za 500 lat! Omega żałuje, że taka radość nie stała się jej udziałem.
sobota, 12 maja 2012
Wszystkie klątwy świata
Byłem dziś na bardzo ważnym meczu Polonii Bytom. Z tych o życie. Ładnie się układało. Polonia większość meczu prowadziła 1:0. W 93 minucie po najsłynniejszych futbolowych schodach w Polsce zszedłem na murawę bytomskiego stadionu żeby porozmawiać z piłkarzami. Stanąłem za bramką Marcina Cabaja. Za chwilę zobaczyłem akcję gości i zamarłem zanim jeszcze piłka wpadła do siatki. Czasem zdarzają się akcje przy których wiesz, że zaraz stanie się coś złego. To była właśnie taka akcja... Mijała 94 minuta i 20 sekunda według jednej wersji. 94 minuta i 34 sekunda według drugiej wersji. 94 minuta i 40 sekunda według trzeciej wersji. Na chwilę świat się zatrzymał, kibice Polonii zamilkli. Sędzia kazał wznowić mecz i zaraz potem go zakończył. Piłkarze Polonii padli na murawę. Rozpacz. Rozległy się złorzeczenia: przecież przedłużył mecz o cztery minuty. Dlaczego zakończył po prawie pięciu?! Arbiter główny akurat kiedy mnie mijał mówił bocznemu, że przecież była jeszcze zmiana więc dlatego przedłużył... Ten mecz w praktyce przesądza o spadku Polonii Bytom z pierwszej ligi. Oczywiście są jeszcze teoretyczne szanse, ale właśnie dziś stały się one bardziej ''teoretyczne'', a mniej ''szanse''. Zwłaszcza w kontekście zwycięstwa Dolcanu w Nowym Sączu (po bramce w 88. minucie). Po meczu piłkarze Polonii nie mogli rozmawiać, musieli natychmiast iść do szatni gdzie trener Dariusz Fornalak wyżymał ich przez cztery minuty. Kiedy Fornalak doszedł do siebie, powiedział na konferencji, że chyba ''wszystkie klątwy tego świata spadają na Polonię''... Trudno się z nim nie zgodzić. PS Tak się złożyło, że akurat był to mój tysięczny mecz w życiu. Nie tak miało być. PS1 Podobało mi się zachowanie bytomskich kibiców. Kiedy doszli do siebie wcale nie zwyzywali piłkarzy, że im się nie udało. Zaśpiewali. ''Dzięki za walkę, Polonio, dzięki za walkę''. Nie podobało mi się za to, że lżyli Jurija Szatałowa. Chciałbym mieć do nich wielką prośbę. Żeby w przyszłym sezonie nie było ich na stadionie mniej niż dziś. PS2 Omega. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Chętnie do nich zaglądam
Kontakt
O śląskim sporcie
Powinniście tam być
Wielka impreza coraz bliżej
|