poniedziałek, 30 stycznia 2012
Honor

Nawet zwykli ludzie w naszym kraju zaczynają kojarzyć piłkarzy niestety przede wszystkim jako osobników pazernych na kasę, takich, którzy trzymają się kontraktów i gigantycznych dla przeciętnego Polaka pensji za wszelką cenę. Za wszelką cenę...

Czasy są trudne, więc piłkarz często ma gdzieś, że się nie łapie do składu. Zaciska zęby i... wcale nie szuka nowego klubu. Liczy się kasa, nie gra, a prawo jest za nim.

Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich pieniądz jest najważniejszy. Dla niektórych ważniejszy jest honor. Potrafią potargać ważny kontrakt, bo... byłoby im wstyd go wypełnić. Mało tego; i tak odczuwają wdzięczność wobec klubu, z którym z własnej woli się żegnają.

Tak, tak, uwierzcie...  Historia, która mnie zafrapowała zdarzyła się w Polsce, w styczniu 2012 roku. Zdarzyła się naprawdę - aż prezes był wzruszony i sam chyba nie do końca mógł uwierzyć w to co się stało.

PS Nazwisko piłkarza, który potargał własny kontrakt będzie kojarzyło mi się jeszcze z przyjazdem do Katowic Stali Stalowa Wola w 1987 roku. Czy ktoś wie dlaczego?:-)

PS1 Omega jest pod wrażeniem.

sobota, 28 stycznia 2012
Mateusz Borek

Nawet kiedy człowiek siedzi sobie na urlopie w swojej samotni nie może przejść obojętnie obok historyjek, które się pojawiają, a których nie sposób nie skomentować.

Mateusz Borek to bardzo dobry sprawozdawca. Nie znam osobiście nikogo, kto twierdziłby inaczej. Problem w tym, że Mateusz Borek uwierzył chyba, że jest futbolowym Śiwą, Wisznu i Brahmą w jednym. Strasznie się rozindyczył kiedy mój redakcyjny kolega Piotrek Płatek wytknął mu, że nie rozpoznał Nakoulmy na początku ostatniego meczu z udziałem Burkina Faso w Pucharze Narodów Afryki.

1.

Pierwszy problem Mateusza Borka jest moim zdaniem taki, że w ogóle wdał się w polemikę. Tym bardziej, że krytyka była rzeczowa, a nie personalna (o tym w punkcie drugim). Wiadomo, że każdy się myli albo czegoś nie wie, wiadomo, że czasy takie, że każdego dziennikarza można łatwo i natychmiast ocenić - anonimowo i pod nazwiskiem. Fakt, że Mateusz Borek ripostuje świadczy, że go zabolało. Dziwię się, że nie jest przyzwyczajony do krytyki. Każdy powinien być. My jesteśmy:-)  

2.

Od razu zauważam też drugi problem Mateusza Borka, choć od razu również zaznaczę, że to moje subiektywne odczucie. Borek ewidentnie uważa, że Płatek zahaczył go dlatego, że jest Mateuszem Borkiem. Błąd!

Jak znam Piotrka napisałby to samo gdyby na miejscu Mateusza Borka siedział jakikolwiek inny zawodowy komentator piłkarski. Podkreślam, że w tej historii to Nakoulma (a właściwie jego ''nierozpoznanie'') jest podmiotem, a Mateusz Borek jedynie dopełnieniem. Niestety Mateusz Borek myśli, że to on jest podmiotem. Czasem jednak jest tak, że w konkretnej historii jest się statystą, a nie występuje na pierwszym planie...

3.

Pozwólcie, że odniosę się jeszcze do dwóch kuriozalnych akapitów z riposty Mateusza Borka wobec Piotrka.

Pierwszy akapit: 

''Dlatego mam propozycję. Niech Pan napiszę kilka analitycznych tekstów o klubach śląskich, a nie udaje eksperta od piłki afrykańskiej. Chyba, że czuje się Pan na siłach, to zapraszam do "dziupli" Eurosportu w poniedziałek na godzinie 19. Na łączoną transmisję meczów Sudan - Burkina Faso i WKS - Angola. Oddam stołek i gażę. Pan pokaże klasę, a ja to z przyjemnością opiszę.'' 

Mój komentarz:

Nie rozumiem tak sformułowanej propozycji, bo:

- Piotrek w swoim życiu parę tekstów o śląskiej piłce już napisał;

- nie trzeba być ekspertem żeby zauważyć, że Mateusz Borek nie zauważył Nakoulmy;

- jest jednoznaczną sugestią, że krytykować Mateusza Borka może jedynie inny komentator piłkarski. No to zacytuję w tym temacie jednego z ludzi, których zawsze słucham kiedy mają coś do powiedzenia: ''Protestujesz przeciwko polityce, jaką prowadzi aktualnie panujący pan premier? A byłeś kiedyś premierem rządu RP? Nie? No, to morda w kubeł. Nie pasuje ci, że banda przypakowanych bydlaków obiła ci buźkę i uwolniła od ciężaru wszystkich pieniędzy, kart, telefonu etc.? A byłeś kiedyś osiedlowym karkiem? Napadałeś na przechodniów? No właśnie. To siedź cicho.''

A przy okazji: wtręt o gaży zupełnie mnie mierzi. Sprowadza dyskusję do poziomu nieprzyjemnego. Nikomu nic do gaży Mateusza Borka, po co więc sam o niej wspomina?

Drugi akapit:

''Płatek zarzuca nam jeszcze, że nie znaliśmy kolejnego imienia Prejuca Nakoulmy - Nguimbe, który był rzekomo na grafice. Z całym szacunkiem dla napastnika Górnika, ale coś jeszcze musi w piłce zrobić, żeby kibice znali jego wszystkie imiona tak, jak tych największych: Diego Armando Maradona, Luis Nazario de Lima Ronaldo czy Edson Arantes de Nascimento - Pele.''

Myślałem, że  Mateusz Borek ma się za profesjonalistę, a nie za ''kibica'' komentującego mecz. Kibic nie musi znać historii o imionach Nakoulmy i może nawet nie chce, ale wypadałoby żeby komentator ''pochytał'' w całość te historyjki.

Piotrek odpowiada na ripostę Mateuszowi Borkowi,  ale tak mnie to rozśmieszyło, że nie mogłem się powstrzymać żeby też czegoś nie skrobnąć w tej sprawie.

4.

Jeszcze jedno: Mateuszowi Borkowi sugerowałbym żeby nie kozaczył i nie stawał do zawodów na temat wiedzy z futbolu. Ma wyrobioną markę i nazwisko więc po co mu to? Naprawdę: zadanie Mateuszowi Borkowi dziesięciu pytań dotyczących afrykańskiej piłki, po których zamilknie, a twarz schowa w dłoniach już przy drugim nie byłoby żadnym problemem, proszę mi wierzyć. Prawda jest taka, że każdego, powtarzam każdego dziennikarza zajmującego się futbolem można zgnoić i udowodnić mu, że się nie zna, nawet w temacie, w którym czuje się mocny. Każdego. Dotyczy to nas wszystkich, łącznie z Czadoblogiem.

Dlatego żadnego konkursu nie będzie:-)

PS Poza tym Omega powinna wrócić. 

czwartek, 26 stycznia 2012
Żeby kareta została karetą

Andrzej Niedzielan na Cichej. Ludzie różnie o tym mówią, ale moim zdaniem Ruch wykonał dobry ruch.

Po co w jednej drużynie czterech naprawdę dobrych - w warunkach polskiej ligi - napastników? Co najmniej dwóch będzie przecież siedziało na ławce, niezadowoleni będą zgłaszać obiekcje i popsuje się atmosfera w szatni.

Uważam, że nic się nie popsuje, a Ruch pomyślął o nie tylko o teraźniejszości (czyli rundzie wiosennej), ale i o przyszłości.

Są bowiem dwa wyjścia. Albo kareta napadziorów w Ruchu zostanie, albo kareta się rozleci.

Jeśli zostanie - Ruch może być wiosną jeszcze groźniejszy niż jesienią. Waldemar Fornalik ma możliwość tasowania czyli zaskakiwania, a widzicie przecież, że każdy z tych napastników cechami piłkarskimi różni się od kolegi trochę albo nawet bardzo.

Duet Piech - Jankowski? Jestem za.

Niedzielan - Abbott? Jestem za.

Piech - Niedzielan? Jestem za.

Jankowski - Abbott? Jestem za.

Piech - Abbott? Jestem za.

Niedzielan - Jankowski? Jestem za.

Dużo możliwości, co? Każdy duet łączy się w twór o specyficznych cechach. Znów każdy twór jest inny. A trener, którego drużyna akurat zagra z Ruchem będzie musiał o tym pamiętać, bo nie ma na razie w Polsce drużyny tak silnej żeby nie musiała oglądać się na przeciwnika.

Przy trzech solidnych napastnikach możliwości zaskakiwania byłoby znacznie mniej. Tym bardziej kiedy przytrafią się kontuzje albo kartki. Moim zdaniem sytuacja kiedy trener ma do dyspozycji czterech dobrych napastników to sytuacja optymalna. Z jednej strony jest możliwość rotacji, jest rywalizacja, z drugiej nie ma miejsca na fochy, bo szansa na występ jest duża. Chciałbym więc zobaczyć jak ta niebieska kareta będzie funkcjonować. 

Oczywiście istnieje ewentualność, że kareta rozleci się jeszcze przed startem rundy wiosennej. Ogniwa, które ewentualnie mogą odejść to Arkadiusz Piech (kontrakt ważny do grudnia 2012 lub 2013*, Ruch negocjuje jego przedłużenie, na razie bez efektu) albo Maciej Jankowski (kontrakt do czerwca 2013).

Warto zauważyć, że od kilku lat zawodnikom, którzy odchodzą z Cichej generalnie dość trudno potwierdzić poziom w kolejnych klubach. W piłkę grać potrafią, to oczywiste, więc w czym tkwi tajemnica? Genius loci? Być może. Warto się zastanowić dlaczego tak jest.

PS Omega jest za karetą.

PS1 Przy okazji: Ruch liczy na kolejne dwa miliony z miasta.

PS2 Zaskakująca informacja: udziałowiec Górnika Zabrze chce ratować ŁKS Łódź, jednego z głównych rywali zabrzan w walce o utrzymanie. Czy przepisy na to pozwalają? No i czy udziałowcowi Górnika o ŁKS chodzi czy o coś innego?

* muszę się przyznać, że nie do końca wiem do kiedy obowiązuje kontrakt Piecha w Ruchu - zorientowałem się poniewczasie, że mam sprzeczne informacje na ten temat. Jak będę wiedział na sto procent to poprawię, choć to może trochę potrwać, bo jestem na urlopie. Przepraszam za zamieszanie

wtorek, 24 stycznia 2012
Kto pierwszy strzeli, wygrywa

Moim marzeniem było walić reporterskie kawałki ze stadionów w Gabonie (o Gwinei Równikowej nie śmiałem marzyć choć skrobnięcie czegoś z kraju rządzonego przez niejakiego Teodoro Obianga Ngueme Mbasogo to byłaby gratka jak relacje z Ugandy Idi Amina albo z Cesarstwa Środkowoafrykańskiego Jeana-Bedela Bokassy). Nie udało się, choć nie zmienia to faktu, że Puchar Narodów Afryki oglądam namiętnie i... jestem trochę rozczarowany. Z turnieju na turniej coraz więcej tam paraliżującej gorące głowy, żelaznej, wręcz ''europejskiej'' konsekwencji, a w efekcie coraz mniej spontaniczności (ta w afrykańskim wydaniu jest nie do podrobienia). Bo prawda jest taka, że zawsze można narzekać na taktyczny gorset, ale z reguły futbolowa spontaniczność rozbryzguje się na tym gorsecie jak błoto na racicach bawoła afrykańskiego buszującego w Loango. Generalnie za spontanicznością we futbolu nie przepadam - wyjątkiem jest właśnie CAN, który od kilku edycji staram się oglądać w całości. 

Do dziś pokazali się wszyscy finaliści XXVIII CAN. Zauważam jedną charakterystyczną, dość smutną, prawidłowość: kto pierwszy strzeli, wygrywa. Gorset się przydaje...

Ale przecież nie zawsze tak było. Puchar Narodów Afryki w grupach odbywa się od czwartej edycji czyli od 1963 roku i zdarzało się, że kto pierwszy strzelił, a do tego znów strzelił i tak przegrywał! Tego na razie mi brakuje...

I tak:

- w 1970 Kamerun jeszcze w 56. minucie przegrywał z Wybrzeżem Kości Słoniowej 0:2, a wygrał 3:2;

- w 1974 Zair jeszcze w 54. minucie przegrywał z Egiptem 0:2, a wygrał 3:2;

- w 1980 Algieria jeszcze w 54. minucie przegrywała z Egiptem 0:2, a zremisowała 2:2 i wygrała w karnych (to był półfinał);

 - w 1984 Nigeria jeszcze w 42. minucie przegrywała z Egiptem 0:2, a zremisowała 2:2 i wygrała w karnych (to był półfinał);

 - w 1998 Demokratyczna Republika Konga jeszcze w 75. minucie przegrywała z Burkina Faso 0:3, a zremisowała 4:4 i wygrała w karnych (to był mecz o III miejsce);

 - w 2000 Egipt w 28. minucie przegrywał z Burkina Faso 0:2, a wygrał 4:2;

- w 2010 absolutny hit, choć formalnie nie należy do tego grona: Mali w 78. minucie przegrywało z Angolą 0:4, a zremisowało 4:4!

Ciekawe czy w 2012 uda się jednak dopisać jakiś mecze do tej listy. Na razie na to nie wygląda.

PS Omega nie kojarzy CAN. Co prawda w Chorzowie wystąpiła raz reprezentacja Tanzanii, ale to było jednak na Stadionie Śląskim, a nie na Cichej.

piątek, 20 stycznia 2012
Mama

Coraz bardziej kibicuję Jakubowi Świerczokowi. Chciałbym żeby były już piłkarz Polonii osiągnął sukces w Bundeslidze.

Najpierw dlatego, że mógłby coś udowodnić: skok do tamtej ligi wprost z zaplecza naszej to nie byle co.

A teraz także dlatego, że słyszę o tym w jaki sposób przygotowuje się do najważniejszej próby w życiu. Zaprosił do Niemiec mamę i razem z nią zamieszka.

U Świerczoka podoba mi się cecha, którą sam wcielam w życie: ''mieć głęboko gdzieś co o tobie sądzą inni''. Już widzę te tabuny prześmiewców, że ''maminsynek nie dałby sobie rady bez mamusi, a teraz będzie miał mu kto obetrzeć nosek''. Takim ludziom można jedynie współczuć, że nie udało im się stworzyć więzi z własnymi rodzicami. Gdyby się udało to nigdy nie wpadliby na pomysł wyśmiewania takich spraw. Oczywiście można im współczuć o ile ma się czas na współczucie, bo Świerczok prześmiewcami zapewne w ogóle nie będzie sobie zawracał głowy:-)

Teoria, że im szybciej odetniesz pępowinę, im szybciej się ożenisz - tym szybciej staniesz się odpowiedzialnym człowiekiem i lepszym futbolistą to moim zdaniem kompletna bzdura.

Fakt, że możesz liczyć na rodziców bez względu na to ile masz lat to wielkie szczęście. Moim zdaniem kiedy 20-latek wyjeżdża w świat robić karierę, to łatwiej mu będzie kiedy będzie wracał do mamy, a nie do dziewczyny. Mama zapewni Jakubowi Świerczokowi niezbędny spokój. Z nią będzie mu zapewne lepiej. Jeszcze raz powtórzę: ma facet szczęście. 

Ale takie szczęście to nie jest kwestia przypadku. Nie każda mama pojedzie za synem, nie każdy syn zabierze mamę. Jakub Świerczok zadbał o ważny..., nie, nie napiszę szczegół, bo to nie jest szczegół.

Piłkarzowi życzę wszystkiego najlepszego. Niech mu się wiedzie, "kicker'' widzi go na dzień dobry w podstawowym składzie.

PS Omega jest pod wrażeniem.

PS1 Już za chwileczkę, już za momencik startuje wspaniała impreza, być może nawet ciekawsza niż Euro. Czadoblog nie może się doczekać - tym bardziej, że miał się na nią wybrać, ale plany zostały brutalnie stłamszone przez życie. Urlopik jednak i tak wziąłem, na pewno będę się więc dzielił wrażeniami z CAN. Można też zaglądać na zaprzyjaźniony blog, w całości poświęcony piłce afrykańskiej. Z jego autorem planowaliśmy do Gabonu pojechać razem, tym razem nie udało się. Może się jeszcze wybierzemy na jakieś mistrzostwa, choć mnie interesuje turniej grany jedynie w Afryce subsaharyjskiej, więc trochę poczekam:-)

środa, 18 stycznia 2012
Nie zgadzam się ze Złotymi Bukami

Wróciłem z kinoteatru Rialto gdzie odbyła się uroczysta gala zorganizowana przez GKS Katowice. Złote Buki wręczano za rok 2011 w kilku kategoriach. Podobała mi się atmosfera, bo było spontanicznie i parę razy zabawnie w autentyczny, niezaplanowany sposób. O szczegółach przeczytacie tutaj.

Chcę jednak wspomnieć, że choć szanuję wybór kibiców to nie zgadzam się z nim w prawie żadnej kwestii.

Piłkarzem roku wybrano Adriana Napierałę. Ten zawodnik miał wyjątkowo trudny rok i wyszedł z niego zwycięsko, nie na tarczy. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę sprawy tylko i wyłącznie sportowe to nagrodę za 2011 powinien zebrać Tomasz Hołota. Właśnie wokół niego moim zdaniem powinno się budować drużynę GKS-u;

Gol roku - Adrian Napierała w meczu z Polkowicami. Zgadzam się. To było coś;

Odkrycie roku - Witold Sabela. Moim zdaniem był nim raczej Paweł Olkowski, który w imponujący sposób w pierwszym półroczu przedzierzgnął się z obrońcy w napastnika. Zobaczycie za dwa lata w którym miejscu będzie ten piłkarz; 

Wydarzenie roku - piętnastolecie sztamy z Banikiem Ostrawa. Dla mnie kuriozalny wybór, czy za rok ''Złotego Buka'' zbierze szesnastolecie? Piętnastolecie to cezura moim zdaniem mocno nieekskluzywna. Zrozumiałbym ten wybór za rok 2016, ale teraz? Ewidentnie na siłę. A przecież konkurencja w tej kategorii była na poziomie. GKS zadebiutował na giełdzie, do tego zburzono trybunę północną. Być może większość głosujących kibiców GKS-u nie była nigdy na trybunie północnej, więc im tak bardzo nie szkoda, kto jednak był (ja byłem wielokrotnie) ten wie, że przez kilkanaście lat nie było lepszego widoku na żadnym stadionie w Polsce z miejsca za bramką;

Mecz roku - ten wybór zdziwił mnie najbardziej. GKS - Zawisza 0:1 z września. Ja obstawiałbym raczej GKS - Łęczna 4:2 z marca. Jakim cudem mecz, który nie wsławił się szczególnym wydarzeniem, do tego jeszcze przegrany, mógł zostać wybrany spotkaniem roku?! Tak uzasadniono ten wybór: ''świetna atmosfera na trybunach z kibicami gości i jeden z lepszych meczów drużyny, prawdziwe piłkarskie święto''. 

Ten wybór dla mnie osobiście jest świadectwem niedojrzałości kibiców, którzy go dokonali. Niedojrzały kibic stawia bowiem na pierwszym miejscu to co dzieje się na trybunach - czyli siebie, a dojrzały - to co dzieje się na boisku - czyli piłkarzy. Wybór meczu z Zawiszą to moim zdaniem policzek dla zawodników, choć oczywiście żaden z nich tego nie powie. Powtórzę raz jeszcze: dumne hasło ''Gieksa to my'' śpiewane z trybun jest dla mnie symbolem pokrętnej logiki. To drużyna była, jest i będzie podmiotem, a fani - jedynie dopełnieniem, a nie na odwrót. Nieprawdą jest, że drużyna bez kibiców nie da rady istnieć. To kibice bez drużyny NIE ISTNIEJĄ.

PS Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać:-) 

PS1 Ozdobą wieczoru był występ akordeonisty Patryka  Walczaka, studenta IV roku Akademii Muzycznej w Katowicach. Był fantastyczny, słuchałem jak zaczarowany. Gra na akordeonie to wielka sztuka, byłem ciekaw jak ten chłopak zaczynał. Okazało się, że jako 11-latek chciał grać na fortepianie, bardzo lubił instrumenty klawiszowe. Ale na fortepian był już ''za stary'' i zaproponowano mu inny instrument. Miał do wyboru m.in. akordeon i tak zdecydował. To był dobry wybór, posłuchajcie zresztą sami - ten zawodnik dobrze czuje się w ulicznym graniu. Na filmiku to ten pierwszy z prawej (choć nagranie nie oddaje jego możliwości). Omega jest zasłuchana:

 

wtorek, 17 stycznia 2012
Klątwa Lubańskiego

Nie wiem czy zauważyliście, ale odkąd w Górniku Zabrze przestał grać Włodzimierz Lubański (było to w 1975 roku), nie ma tam już wybitnych napastników. Owszem, jeszcze rok pograł Andrzej Szarmach, ale - co tu dużo mówić - akurat dla niego Górnik był tylko przystankiem w karierze, a nie klubem docelowym. Potem wybitnych napadziorów moim zdaniem w Zabrzu już nie widzieliśmy. Nawet w ''złotej erze'' z drugiej połowy lat 80. o sile KSG stanowiła raczej genialna wręcz II linia niż napad. Nazwiska Zgutczyńskiego, Cyronia, Pałasza czy Barana należy oczywiście wymawiać z szacunkiem, ale pewnie nawet oni by się obrazili gdyby nazywać ich ''wybitnymi''.

Klątwa Lubańskiego działa do dziś. Polega ona na tym, że w Górniku pojawiają się właściwie jeszcze jako dzieci zdolni piłkarze i wydaje się, że zaraz podbiją piłkarski świat, że pójdą śladami sławnego patrona, ale ostatecznie nic z tego nie wychodzi z przeróżnych (a czasem z tych samych) powodów. Kto pamięta jeszcze nazwiska Marcinkowski, Fait, Ratka, Szymanek, Golda? To się rzuciło nawet na zagraniczniaków: Kaondera pierwszego ligowego gola dla Górnika zdobył gdy miał 17 lat i 7 dni, co po latach możemy uznać jedynie za egzotyczną ciekawostkę...

Ale najbardziej moim zdaniem spektakularne są trzy przykłady:

Joachim Hutka (rocznik 1960). Na zapleczu ekstraklasy zagrał jako piętnastolatek, w Górniku w ekstraklasie debiutował mając 15 lat i 357 dni. Szybciej niż Lubański. Ale w wieku 20 lat Lubański miał już na końcie pięć tytułów mistrzowskich, a Hutka w tym wieku na zawsze opuszczał Górnika, opuszczał bez sukcesów. Aktywa: 3 gole w lidze (choć bardziej był pomocnikiem niż napastnikiem). 

Marek Szemoński (rocznik 1976). Jako siedemnastolatek strzelał gola w słynnym przekręcie na Łazienkowskiej w 1994 roku. Aktywa: wychowanek trafił do bramki rywali jeszcze 23 razy, ale potem było już tylko gorzej. Liczył pewnie, że co najmniej 123...

Dawid Jarka (rocznik 1987). Miał jedną genialną rundę (rewelacyjna jesień 2007) i to by było na tyle. Aktywa: 14 goli i zjazd. Czy jest jeszcze ktoś kto go przygarnie? Myślicie, że zagra jeszcze w ekstraklasie? On ma przecież dopiero niecałe 25 lat! 

PS Omega jest pesymistką w tym względzie.

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Sosnowiec przyłączony do Śląska

90 lat temu, na posiedzeniu Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej podjęto ważne decyzje dotyczące Sosnowca (15 stycznia 1922 roku). ''Uchwalono zgodzić się na odłączenie Sosnowca wraz z okolicą od K.Z.O.P.N. by dać możliwość połączenia się tych klubów z tworzącym się okręgiem górnośląskim.''

Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić. Okazało się, że Sosnowcowi, który dopiero co wszedł w skład krakowskiego okręgu, było jednak bliżej do dalszych okolic niż Górny Śląsk. Dokładnie 6 lat później, 15 stycznia 1928 roku PZPN zatwierdził powstanie nowego OZPN  - kieleckiego z siedzibą w... Sosnowcu.

Zagłębie stanowiło podokręg Śląskiego OZPN dopiero w 1945, ale też tylko na okres jednego kaszlnięcia, bo już w lipcu tego samego roku uzyskało zgodę od centrali na autonomiczny podokręg. A w 1957 roku działał już Zagłębiowski OZPN, który hulał do 1962 - wtedy odgórną decyzją ustalono, że jedno województwo może liczyć tylko jeden OZPN. Ale dlaczego, ja się pytam?

Przyznaję: byłbym za reaktywacją Zagłębiowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Każdy powinien mieć prawo decydować o sobie. Zagłębiacy mieliby okazję się przekonać czy samemu rzeczywiście byłoby im lepiej, czy więcej mogliby ugrać dla siebie:-) Myślę, że w Sosnowcu i okolicach byliby szczęśliwi z piłkarskiej samodzielności, a i chyba Górny Śląsk nie miałby nic przeciwko, co? Samodzielności, bo nie sądzę żeby w Sosnowcu znów chcieli zbliżyć się z Kielcami. Ale kto wie?

PS Omega też nie sądzi.

PS1 Czadoblog proponuje powrót do ZOZPN, a prezydent Sosnowca poszedł dalej - zaproponował ''nowe województwo''. Ale w tym wypadku nie chodzi o samodzielność tylko o skok na kasę marszałka:-)

PS2 Trener Manchesteru United ma na klacie tatuaż z panoramą Katowic:-)

niedziela, 15 stycznia 2012
Barcelona to czy nie Barcelona

Kiedy FC Barcelona ogłosiła, że zakłada szkółkę piłkarską w Polsce ludzie zaczęli się wręcz zabijać żeby wysłać do niej swoje dzieci. Magia nazwy działa. Sam widziałem maila zdesperowanego rodzica z prośbą o pomoc żeby się do niej dostać.

W fakt, że ktoś z tej warszawskiej szkółki kiedykolwiek zagra w pierwszej drużynie Barcelony nie wierzę od samego początku, choć oczywiście życzę jej wszystkiego najlepszego (Czadoblożek nie pozwoliłby mi żebym mógł życzyć tej szkółce cokolwiek innego).

Zainteresowała mnie opinia Radosława Mozyrki, który osiem lat był zawodnikiem GKS-u Katowice, a teraz będzie pracował w Manchesterze United jako trener drużyn młodzieżowych.

- Ta szkółka to program rekreacyjny - to sprzedawanie filozofii klubu, tego, jak Barcelona uczy grać w piłkę. Z tego można wyciągnąć wnioski i dużo się dowiedzieć, ale do Warszawy przyleciał tylko jeden Hiszpan, reszta to rodzimi trenerzy po kursach. Oni prowadzą zajęcia i kto wie, może za rok, jeśli będą ostro zakuwali, tę filozofię Barcelony przyjmą i będą potrafili przekazać dalej. W to, że można ją przyjąć po jednym kursie, nie wierzę.

Całość wywiadu - tutaj.

A mnie ciekawi jak szkółka Barcelony będzie funkcjonować w polskich realiach w przyszłości. Czy będzie uważać się za lepszą od innych szkółek? A może ktoś utopi ją w łyżce wody? Coś mi się wydaje, że podczas meczów między warszawską Barceloną, a innymi szkółkami będzie, że się tak wyrażę ''zacięcie''. Dobrze byłoby żeby na miejscu zawsze był doświadczony lekarz.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 14 stycznia 2012
Nawałnica mieczy

Kiedy Ruch Chorzów przyjeżdża na Dąbrówkę Małą to wiedz, że coś się dzieje. Tak jak choćby w 1949 roku. Wtedy Czadoblog jeszcze nie istniał więc pozwólcie, że zacytuję książkę autorstwa dziennikarza sportowego Pawła Czado pod tytułem "Edward Szymkowiak" (Bytom, 2010):

''Pierwszym wielkim klubem w którym Szymkowiak zaczął grać był Ruch Chorzów. Jak do tego doszło? Przełomem był 1949 rok i towarzyski mecz z Ruchem organizowany pod hasłem ''miasto wsi''. Jak wspominał to sam Szymkowiak? ''Pewnego dnia przyjechał do Dąbrówki wielki Ruch z Chorzowa. Od samego rana na boisko waliły tłumy, lepsze miejsa były zajęte na trzy godziny przed rozpoczęciem gry. Wygrali goście 4:1, ale dla czterech zawodników z Dąbrówki ten mecz oznaczał sportowy awans. Szymborski, Pieda, Bem i ja przenieśliśmy się do silnych drużyn. Znalazłem się w Chorzowie''.

Dawne boisko Unii Dąbrówka Mała nie wygląda dziś jak w czasach młodości Szymkowiaka. Teraz w dzielnicy działa klub sportowy "Hetman'', a stadionik przy ul. Siwka został w 2009 roku całkowicie zmodernizowany i posiada sztuczną nawierzchnię. Właśnie na tej sztucznej nawierzchni po latach znów zagrał Ruch. Przeciwnikiem nie byli dziś jednak gospodarze, a Rozwój Katowice, w którym jest kilku młodych, ciekawych piłkarzy. I pracowitych: mecz przez padający śnieg rozpoczął się z opóźnieniem, piłkarze Rozwoju chwycili za łopaty i odgarnęli go z murawy.

Wyobraźcie sobie, że Rozwój wygrał 1:0, choć dla kilku obserwatorów było to zaskoczenie. Myśleli prawie do końca meczu, że było... 1:1. Nie zauważyli bowiem, że po bramce Arkadiusza Piecha Rozwój wznawiał grę wcale nie od środka, ale z własnego pola karnego, bo był spalony. Czadoblog musiał wyprowadzić ich z błędu.

Ruch nie zaprezentował się dziś imponująco. Ba, nie zaprezentował się nawet przeciętnie i przyznał to po męsku także Waldemar Fornalik. - Takich meczów nie powinno się przegrywać, poniżej pewnego poziomu nie powinno się schodzić. Słabo to dziś wyglądało - przyznał. Nie szukał usprawiedliwienia, choć przecież ostatnio piłkarze pracowali głównie w siłowni. Ale szczerze mówiąc na takim boisku pewnie nawet Barcelona by dziś nie imponowała. Nie chodzi oczywiście o jego jakość, ale o fakt, że akurat dziś nastąpił atak zimy. Z drugiej strony nie ma co narzekać, bo po popołudniu było jeszcze gorzej i parę stłuczek na drodze widziałem. Zimno było jak cholera, nawet Czadoblożek pojękiwał żałośnie (choć buntuje się teraz, że nie pojękiwał). W trakcie meczu trzykrotnie wchodziłem do klubowego budynku żeby z błogością postać nad grzejnikiem i w cieple popatrzeć na mecz  przez okno. Zdumiał mnie czeski obrońca Ruchu Tomas Josl. Nie założył nauszników i ciepłego dresu jak kilku jego kolegów z drużyny, ba - podciągnął rękawki za łokcie i śmigał aż miło. Aż go o to zahaczyłem po meczu. - Tak lubię, zimno mi nie przeszkadza. Gorzej z boiskiem. Było bardzo ślisko i trudno było utrzymać równowagę - przyznał. Wydaje się jednak, że z tego mocno zbudowanego didżeja (kto chce niech rozkminia) Ruch może mieć pociechę.

PS Omega jest zadowolona i chucha we wskazówki.  

 
1 , 2
Archiwum