wtorek, 29 stycznia 2019
Czego kibice mogą żądać od piłkarzy poza dobrą grą

Zawsze chciałem żeby drużyny, którym kibicuję przede wszystkim wygrywały. Zawsze wydawało mi się oczywiste, że to istota kibicowania. Potem zaczęło do mnie docierać, że to nie jest takie proste.

Nie wiadomo dlaczego kibice pragną wierzyć, że piłkarze kochają klub, w którym grają tak samo jak oni, bywalcy trybun. Nigdy tak naprawdę tego nie potrafiłem zrozumieć. Moim zdaniem było to możliwe jedynie w romantycznych czasach pionierskich kiedy drużyny piłkarskie, nawet te ligowe składały się z piłkarzy, którzy wychowali się co najmniej w okolicach stadionu a już na pewno w mieście gdzie ten klub miał siedzibę. Tak że kiedy zaznaczyło się cyrklem odległość kilkunastu kilometrów od stadionu to w obrębie narysowanego koła były domy rodzinne wszystkich piłkarzy. W obecnej erze takie historie się nie zdarzają. Ba nie zdarzały się już w erze poprzedniej, a przykład Celticu, który w 1967 roku wygrał Puchar Europy Mistrzów Krajowych zawodnikami w komplecie pochodzącym z Glasgow albo jego bezpośredniego sąsiedztwa jest nie do powtórzenia.

Kibice zazwyczaj chcą deklaracji miłości do klubu od piłkarzy czy raczej wręcz wpisują tę miłość do zawodowych obowiązków zawodników! Jakby nie chcieli pamiętać, że w obecnych czasach gra w piłkę to przede wszystkim ich zawód. Zauważcie jednak, że dotyczy to tylko tych, którzy mogą się przydać drużynie. Wtedy nie ma znaczenia czy są przyjezdni czy miejscowi. W obu wypadkach MUSZĄ „kochać” tak samo. Zauważcie jednak, że nikogo na trybunach nie obchodzi już kogo piłkarz „kocha” kiedy jest zwyczajnie słaby.

Moim zdaniem chodzi nie tyle o niezdrową miłość co niezdrowe deklaracje. Dla mnie takie „deklaracje miłości” przez to, że często wymuszane są właściwie nic nie warte. Bo co miałaby oznaczać?

Dlatego charakterystyczne jest w jaki sposób niektórzy kibice wyobrażają sobie taki wyraz miłości do klubu. Nie polega on oczywiście na wybitnej grze, nie można przecież żądać żeby ktoś grał lepiej niż potrafi. Wyraz miłości ma polegać na pełnym zaangażowaniu, od piłkarzy żąda się żeby walczyli, żeby jechali na pełnej (niech tu każdy wpisze sobie co uważa). O ile to potrafię jeszcze zrozumieć (choć od zapienionego walczaka zawsze wolę grajka, który z rozmysłem odstawi nogę a potem właduje gola po wyrafinowanej akcji) to nie rozumiem dlaczego muszą okazywać radość po strzelanych bramkach. Chodzi o ten gwałtowny bieg z rozpostartymi ramionami w stronę trybuny gdzie siedzą najgorętsi fani po zdobytej bramce?

Tak naprawdę niektórzy fanatycy wyobrażają sobie, że miłość do klubu to miłość przede wszystkim do nich, bo przecież „klub to my, a nie wy”. Czyż to nie przypomina trochę postawy dziewczyny, która będąc niepewna uczuć swojego chłopaka, domaga się od niego publicznego ich okazywania (ewentualnie odwrotnie)?

Mnie nigdy nie zależało na tym, żeby po golu piłkarz leciał w moją stronę wrzeszcząc coś, że to dla mnie i moich kolegów. Wolałbym żeby zachwycał mnie na boisku, a jednocześnie nie okazywał mi - jako kibicowi - żadnego zainteresowania.

Szczerze mówiąc miałbym w dupie, że ma mnie w dupie. Byle był dobry na boisku.

Czytam właśnie świetną biografię Socratesa, którą napisał Andrew Downie [wyd. Arena]. To był niezwykły piłkarz, który nie kłaniał się nikomu. "Zaraz na początku [kiedy przyszedł do Corinthians Sao Paolo, przyp. aut.] powiedziałem do niego: „Socratesie, kiedy strzelisz bramkę, musisz okazać radość. On miał ten dziwny zwyczaj bycia zamkniętym w sobie i nieokazywania emocji" - przekonywał go Palhinha, kolega z zespołu. 

Potem się to zmieniło, ale przecież nie każdy jest jak Józef Nowak z Ruchu, który w latach 80, kiedy strzelił gola rozpalał publikę biegnąc z szaleństwem w oczach i rzucając się na płot fraternizując z kibicami. To oczywiście jest sympatyczne i do dziś wspominane, ale czy Nowak kochał bardziej Ruch niż Socrates kochał Corinthians?

Piszę ten felieton z myślą o Szymonie Żurkowskim, którego talent mnie oczarował, a właśnie przesądziło się, że odchodzi z Zabrza. Czy fani Górnika uważają, że kocha klub czy raczej nie?

Moim zdaniem to całkowicie nieistotne. Nawet gdyby okazało się, że Żurkowski darzy płomiennym uczuciem Ruch Chorzów (a nic mi o tym oczywiście nie wiadomo) nie powinno mieć to znaczenia, bo jego gra i zaangażowanie dla Górnika w okresie pobytu na Roosevelta były bez zarzutu.

Reasumując: czego więc kibice mogą żądać od piłkarzy poza dobrą ich grą? Odpowiedź jest prosta.

Niczego.

13:29, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (2) »
Archiwum