poniedziałek, 28 lutego 2011
Czy Ruch ma w ogóle dylemat

W XXI wieku Ruch już trzykrotnie przesuwał Legię z drogi podczas pucharowej przygody, więc ewentualne odpadnięcie chorzowian w tym roku byłoby, uważam, potężną niespodzianką.

Gdyby Ruch miał taką pozycję w ligowej tabeli jak przed rokiem o kolejny awans byłbym całkowicie spokojny.

Wiadomo jednak, że tym razem niebiescy muszą się bić o ligowy byt, więc zastanawiam się jak wypadną w jutrzejszym pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski.

Czy w sytuacji gdy liga jest zagrożona warto walczyć o to trofeum i o start w europejskich pucharach?

Czy w tyle głów chorzowianie mogą mieć założenie, że puchar jest mniej ważny od ligi? Czy będą ryzykować narażenie się na kontuzje?

Czy Ruch ma w ogóle ten dylemat?

Wiele będzie zależeć od trenera Waldemara Fornalika. Jestem ciekaw czy zdecyduje się na jasny przekaz: ''gramy na maksa'' czy raczej będzie przede wszystkim uczulał żeby dbać o zdrowie, co piłkarze bezbłędnie wyczują jako konkretny przekaz? No i jakim składem wyjdzie Ruch?

Z czysto racjonalnego punktu widzenia lepiej byłoby odpuścić. Z każdego innego - absolutnie...

Czadoblog często jest irracjonalny i za to siebie lubi. Nieeeeeeeeeeebiescy!

PS Omega również wierzy!

PS1 Racjonalny argument za nieracjonalnym rozwiązaniem: przecież dwa lata temu Ruch też dość długo drżał o utrzymanie, co nie przeszkodziło mu puknąć Legii w pucharze, do tego na Łazienkowskiej. Do tego w półfinale, a nie ćwierćfinale! Do tego był to debiut Waldemara Fornalika w Ruchu jako trenera! Nie byle jaki debiut...

Trener Fornalik na pewno o tym pamięta. Powodzenia w przesuwaniu.

PS2 Kibice chorzowskiej drużyny: mam dla Was ważną informację. Oto wzmocnienie napadu.

PS3 Paradoksalnie przed podobnym problemem jak Ruch stoją piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała, którzy w Pucharze Polski zagrają z Wisłą Kraków. Tyle że u nich chodzi o awans i awans, a nie awans i uniknięcie spadku (szczegóły tutaj).

niedziela, 27 lutego 2011
Nawet Diego lepiej by tego nie zrobił

I'm forever blowing bubbles, 
Pretty bubbles in the air, 
They fly so high, 
They nearly reach the sky 
And like my dreams they fade and die! 
Fortunes always hiding, 
I've looked every where.
I'm forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air!
United! United!

Wiele ładnych goli padło w ten weekend. Czadoblog szczególnie uwielbia te bramki, kiedy cmoka się z podziwu dopiero przy powtórkach. Kunszt jaki pokazał dziś Scott Parker w meczu z Liverpoolem to maestria najwyższej próby. Niewiarygodne, nadzwyczajne w pomyśle, precyzji i sposobie wykonania. Nawet Diego by tego lepiej nie zrobił. Jeśli widzieliście ten cud-miód to pewnie domownicy dopiero teraz nieśmiało proszą was, żebyście wreszcie przestali już cmokać.

PS Sposób w jaki Carlton Cole przepchnął Skrtela przy trzecim golu też zasługuje na uznanie:-)

West Ham, my wierzymy!!! (znaczy Czadoblożek no i ja:-)))

PS1 A poza tym Omega.

sobota, 26 lutego 2011
Krótki rękawek

Właśnie wróciłem z meczów Polonii Bytom i Ruchu Chorzów. Nie była to najbardziej wystrzałowa inauguracja rundy wiosennej w moim życiu. Najpierw Polonia zremisowała z Bełchatowem, a potem Ruch z Lechią.

Co mi się podobało:

a) bardzo ładna bramka dla Polonii. Łukasz Tymiński pięknie przymierzył w długi róg. - Bo mam niezły strzał z prostego podbicia. A nie zawsze jest okazja żeby to pokazać - powiedział po meczu zadowolony piłkarz Polonii. Właściwie była to pierwsza okazja żeby pokazać. Był to bowiem pierwszy ekstraklasowy gol w karierze Tymińskiego:-)

b) że jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Polonia w ciągu 90 minut oddała jeden strzał w światło bramki. I wpadło...

c) gra debiutującego na tym poziomie rozgrywek Marcina Dziewulskiego. Pięknie czyścił z tyłu, nie reagował przy tym na niektóre perfidne zagrania rywali (choćby sprytnego zachowania Nowaka w drugiej połowie kiedy przewrócił Dziewulskiego w stylu: "ja?! panie sędzio, ja nic nie wiem!").- Spodziewałem się takiej gry, obserwowałem ich wcześniej i wiedziałem jak są cwani - powiedział mi Dziewulski. Jego przykład pokazuje, że debiutując w ekstraklasie nawet w wieku 29 lat można wnieść do niej coś ciekawego;

d) stwierdzenie Tomasza Kafarskiego. Żałował, że Lechii nie udało się wygrać w Chorzowie, bo teraz Ruch będzie grać tylko lepiej. Ja też tak przewiduję:-)

e) okazja na fantastyczne zdjęcie. Tym razem można było je pstryknąć nie na boisku i nie na trybunach, a w... salce konferencyjnej Ruchu. Drżący z zimna fotoreporterzy przepychali się do wiszącego na ścianie grzejnika. Przykładali dłonie i policzki i trwali w spełnieniu... Musielibyście to widzieć, byłaby cudna fota:-)

Oczywiście chodzi o śląskich fotoreporterów. Bo ci z Gdańska patrzyli na miejscowych kolegów ze zdziwieniem. - Ależ u was jest ciepło. U nas cały czas minus piętnaście - mówił mi jeden. Myślałem, że zaraz rozepnie kołnierzyk od koszuli:-)))

Pozdrawiam fotoreporterów. Ich chleb jest cięższy niż się wydaje:-)

Co mi się nie podobało:

a) że Polonia miała sukces podany na tacy i nie potrafiła tego wykorzystać. Na tacy czyli prowadząc jedną bramką i grając z przewagą jednego zawodnika po słusznej czerwonej kartce. - Od momentu kiedy zaczęliśmy grać w przewadze zaczęło się z nami dziać coś złego. Nastąpiło samouspokojenie - przyznał trener Robert Góralczyk. W chwili kiedy czytacie te słowa szukanie winnych w Polonii nie ma już miejsca. Oni zostali znalezieni. O co chodzi? O fatalne ustawienie się przy rzucie rożnym. - Kolejny rzut rożny tak samo wykonany, a my tracimy bramkę - denerwował się mocno odchudzony David Kobylik. - Ten co zgrywał piłkę do środka był zupełnie nieobstawiony - denerwował się Seweryn Kiełpin. Na tym polegał szatański plan Macieja Bartoszka. Wpuścił na boisko Pawła Buzałę i przez chwilę poloniści nie wiedzieli kto go ma pilnować. W efekcie 2 minuty później to właśnie Buzała zgrywał piłkę do Nowaka, to o nim mówił Kiełpin;

b) że Ruch nie wszedł dobrze w mecz. Mógł prowadzić 2:0, po dwóch minutach. - Muszę przeprosić w szatni kolegów - stwierdził Wojciech Grzyb, który zmarnował setkę.

c) bezczelność kibiców Bełchatowa. Usłyszałem dziś zaśpiew "gieksa, gieksa, gieksa, gieksa, gooool". W czasach kiedy na Bukowej zaczęto używać sformułowania "gieksa" ekipa z Bełchatowa pukała sobie piłeczkę w piotrkowskiej klasie okręgowej. Moim zdaniem w Katowicach ktoś powinien pomyśleć o opatentowaniu tego skrótu i regularnie czesać z bełchatowskich kibiców tantiem:-)

Kogo podziwiałem:

a) pomocnika Bełchatowa Mateusza Cetnarskiego. Jako jedyny grał w ten ziąb z krótkim rękawkiem i całkiem nieźle mu szło. Dlaczego z krótkim? Odpowiedź piłkarza jest najprostsza z możliwych: - Bo bardzo nie lubię grać w długim. Dobrze się rozgrzałem i nie myślałem o długości rękawka:-D

Co zauważyłem:

a) że trenerzy innych drużyn przyjeżdżają oglądać mecze rywali przy każdej nadarzającej się okazji. W Bytomiu pojawił się Maciej Skorża, a w Chorzowie - co przecież nie dziwi - Marek Wleciałowski.

PS Omedze było bardzo zimno. Podobno kaszlała.

piątek, 25 lutego 2011
Ten i nie ten

70 lat temu, 25 lutego 1941 roku, Sepp Herberger, trener reprezentacji Niemiec powołał na obóz przygotowawczy aż 64 piłkarzy.  Wśród zaproszonych na czterodniowe zgrupowanie byli dwaj zawodnicy ze Świętochłowic: Cebula (ten o którym myślicie) i Gad (nie ten, o którym myślicie - olimpijczyk z Berlina utopił się półtora roku wcześniej podczas kąpieli w stawie koło szybu Oskar. Tym razem chodziło o jego młodszego brata).

Innym piłkarzom rozesłano w tym samym czasie powołania na mecz reprezentacji Niemiec z Węgrami, który odbył się 6 kwietnia 1941 roku w Kolonii. Pierwszy raz powołanie do niemieckiej kadry dostał wtedy Ern(e)st Wil(l)imowski. Niemcy wygrali 7:0, ale ”Ezi” jednak nie zagrał jeszcze w tym meczu. Zadebiutuje dwa miesiące później  - 1 czerwca 1941 roku Niemcy wygrają w Bukareszcie z Rumunią 4:1, a Wil(l)imowski strzeli w tym spotkaniu od razu dwa gole (pierwszego już w 3. minucie). Takiego startu nie miał ani Klose (w debiucie z Albanią w 2001 roku zdobędzie jednego gola), ani Podolski (pierwszą bramkę strzeli dopiero pół roku po debiucie, w 2004 roku z Tajlandią).

Ciekawe, że dodatkowo całkowicie inną kadrę zwołano w tym samym czasie na obóz w Kolonii. Składała się ona z piłkarzy, którzy zdążyli już dostać powołanie do Wehrmachtu. Na liście piłkarzy - żołnierzy znalazły się nazwiska trzech zawodników grających przed wojną w Gliwicach - Kubusa, Plenera i Schaletzkiego.

PS Omega była w tym czasie dobrze schowana.

PS1 Najważniejsze, że już dziś WRESZCIE zaczyna się liga. Śląskie drużyny grają dopiero jutro i pojutrze, ale dzisiejsze spotkania również zapowiadają się frapująco.

PS2 Piłkarze Odry wracają do gry. Będą zarabiać miesięcznie 2500 zł.

PS3 - Napastnicy zdrowi?
- Zdrowi, zdrowi, dziękować!
- Obrońcy zdrowi?
- Zdrowi, zdrowi, dziękować!
- Pomocnicy zdrowi?
- Zdrowi, zdrowi, dziękować!
- A stadion? Stadion zdrowy?
- Świnia!

To była zapowiedź meczu bytomskiej Polonii z Bełchatowem. Chcecie więcej? Andrzej Kałwa zaprasza.

czwartek, 24 lutego 2011
Odgłosy ze stadionu są bardzo ważne

Kiedyś pewien człowiek mieszkał na ul. Łużyckiej w Bytomiu, niedaleko stadionu im. Edwarda Szymkowiaka. Dziś, po latach, pojawił się w tym mieście znowu. Już jako prezes zarządu firmy z branży turystycznej.

Pamiętajcie działacze: warto dbać o widza. Każdego! Bo zawsze może zdarzyć się, że tamten umorusany, rozwrzeszczany bajtel w szaliku, o, ten pierwszy z lewej, no ten niższy, spójrzcie, ten tuż przy płocie, będzie mógł wam kiedyś zapewnić półroczny, roczny, dwuletni albo pięcioletni budżet. Albo tamten facet w okularach, ten w marynarce, w siódmym rzędzie na trybunie głównej, który z ciekawości pierwszy raz pojawił się na trybunach... Albo jeszcze lepiej: może dobroczyńcą będzie człowiek, który wprawdzie nigdy na stadionie nie był, ale z mieszkania słyszał odgłosy radości, ryk szczęśliwych gardeł i zapadło mu to w pamięć? Nigdy nic nie wiadomo...

Wiadomo! Bo właśnie tak stało się w przypadku Polonii! Wspomniany prezes zarządu firmy, której logo właśnie trafiło na koszulki piłkarzy bytomskiego klubu to właśnie ten ostatni przypadek:-)

Pamiętajcie działacze: warto dbać o widza. A i o słuchaczu lepiej nie zapominać:-)))

PS Omega jest zadowolona, bo Ruch też podpisał umowę ze sponsorem.

PS1 Ważna informacja dla wszystkich kibiców prawdziwego futbolu. Kanał Sportklub wraca do trasmitowania meczów ligi argentyńskiej!

W nocy z soboty na niedzielę derby Buenos Aires (Boca Juniors kontra beniaminek All Boys, g.1.15). To przystawka do dania głównego z niedzieli na poniedziałek (Independiente kontra River Plate, g.0.10)!

Jerzemu Kryszakowi dziękujemy

Lekko się zirytowałem przeglądając dzisiejsze ''Metro''. Jaki sens ma pytanie ludzi o to kto będzie mistrzem Polski w piłce nożnej, jeśli odpowiadają w stylu Jerzego Kryszaka? ''Polska piłka ligowa toczy się daleko ode mnie. I wcale mnie to nie martwi'.

Gdyby mnie ktoś zapytał o to jakie będą tegoroczne trendy hodowli buraka cukrowego w środkowej Polsce odparłbym, że nie chcę się wypowiadać, bo nie mam o tym pojęcia. Kiedy jakiemuś celebrycie zadają pytanie o polską ligę nie jest uczciwy. Nie odpowie, że nie chce się wypowiadać, bo nie ma o tym pojęcia. Wie, że może odpowiedzieć inaczej - polska liga go nie interesuje, bo jest po prostu słaba. Co z tego, że facet z reguły nie ma pojęcia dlaczego i czy naprawdę jest słaba. On ma pewność, że jest słaba, bo wie i tyle. Bo zapewne kiedyś przeczytał wypowiedź innego celebryty, że tamtemu polska liga nie pasuje, bo jest... słaba. A potem ludzie, którzy nie mają żadnego zdania i którym trzeba podać papkę do przetrawienia, czytają te słowa i mówią sobie: „co za gość. Nie podoba mu się ta liga i ma jaja, żeby to powiedzieć. Ona rzeczywiście musi być beznadziejna''.

A gdybyś wypowiadającego się do gazety faceta spytał z jakiego klubu przyszedł do polskiej ligi Robert Jeż, to by pewnie zaczął się zastanawiać o jaką dyscyplinę chodzi i kto to w ogóle jest ten Jeż... Taka jest znajomość futbolu tych wszystkich celebrytów, którzy przecież na każdy temat potrafią się wypowiedzieć.

Nie irytowałbym się wybitymi na pierwszej stronie słowami Kryszaka. Mnie jego słowa osobiście nie ruszają. Problem w tym, że czyta je mnóstwo gospodyń domowych. A gospodynie domowe często mają dzieci. I gdy u bajtli pojawia się zaczątek zainteresowania ligą, to gospodyniom domowym zapala się światełko. ''A przecież Kryszak powiedział...'' No i dziecko może mieć pod górkę, dość łatwo je zniechęcić (jeśli kaganek nie jest jeszcze mocno podpalony:-).

Tu nie chodzi wcale o pojedynczą wypowiedź Kryszaka. Szerszy problem w tym, że wpisuje się w paskudny trend kreowania dziwacznej, moim zdaniem, mody na pogląd, że polska liga jest do niczego. Jakież to modne narzekać ciągle na poziom polskiej ligi, na kibolstwo, beznadziejne stadiony i kopaczy.

A przy okazji narzekać, że nigdy nie dogoni tych wspaniałych lig angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej. Jakież to trafne i błyskotliwe...

A mnie polska liga zawsze będzie interesować, bo zawsze mnie interesowała. I zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu. Jeśli ktoś w niej siedzi, wie, że jest niezwykle interesująca. A najpiękniejsze jest w niej to, że co roku jest inna. Dlatego za każdym razem Czadoblog z nieciepliwością czeka na rozpoczęcie rundy.

Jerzy Kryszak ma prawo do własnych poglądów na temat polskiej ligi. Ja mam prawo do poglądów na temat poglądów Jerzego Kryszaka.

W założeniach są podobne.

PS Do zobaczenia na stadionach. Już w ten weekend.

PS1 Omegę pozdrawiamy.

środa, 23 lutego 2011
Wymiana koszulek

Tydzień przedsezonowych prezentacji trwa. Wróciłem właśnie z prezentacji Piasta Gliwice i muszę przyznać, że z tych, które widziałem ostatnio, pod względem pomysłu była najlepsza. Nasamprzód piłkarze zaprezentowali się kibicom, ale daniem dnia był ich mecz z powabnymi siatkarkami AZS-u Gliwice. Chłopcy i dziewczęta zagrali w siatkówkę, fajnie się oglądało.

Wiecie co? Piłkarzom całkiem nieźle to wychodziło. Gamla wykonuje udane pady niczym Kadziewicz, a konik polny Maycon bezlitośnie ścina w stylu Włazłego:-) Synchronizacja potrójnego bloku Iwan - Klepczyński - Lewczuk również budziła podziw. Ważne, że wszyscy - ina boisku i na trybunach - mieli przy tym dobrą zabawę, publiczności bardzo się podobało. Były momenty kiedy obie drużyny grały tylko głowami, był też moment na siatkonogę. Wynik nie mógł być inny: dziewczyny wygrały 2:0 choć po zaciętym oporze (15:13, 15:12). A gdyby ktoś jeszcze kiedyś planował mecz siatkarski z piłkarzami Piasta to na wszelki wypadek podam wyjściową szóstkę, może przydać się przy analizie taktycznej: Sielewski, Iwan, Klepczyński, Lewczuk, Matras, Buryan.

Kibice też się spisali, podejrzewam, że był to najgłośniejszy doping dla siatkarek AZS-u jaki dotąd przeżyły. Najbardziej ekscytujący moment nastąpił już po meczu. Przygasły światła i obie drużyny... wymieniły się koszulkami. Panowie obnażyli owłosione klaty, panie pod spodem miały (niestety) jeszcze jedne koszulki. Ale i tak wzbudziły aplauz, bo na plecach kibice dostrzegli napis: "Życzymy Piastowi awansu do ekstraklasy".

Czadoblog przyłącza się do życzeń.

PS Szkoda tylko, że impreza odbyła się w starej hali przy Akademickiej. Obiekt okazał się za mały (a być może organizatorzy nie przewidzieli, że przyjdzie aż tylu kibiców). W dodatku niektórzy ochroniarze z końmi na łby się pozamieniali więc łatwo nie było. Za pomoc dziękuję Grzegorzowi Muzi.

PS1 Gdybyście mieli okazję pójść na mecz gliwickich siatkarek - warto. Przeżycia natury estetycznej - gwarantowane. Sportowej - zapewne też.

PS2 Tymczasem Piast rozpocznie rekrutację stewardów.

PS3 A poza tym uważam, że Omega i jej młodsza koleżanka z Bukowej powinny wrócić.

PS4 A teraz idę zobaczyć jak Inter rozwala Bayern.

wtorek, 22 lutego 2011
Żeby kulało się do przodu

Właśnie wróciłem z prezentacji Górnika przed sezonem, która odbyła się w zabrzańskim Multikinie. Kto nie był niech żałuje: nie miał okazji zobaczyć filmu dokumentalnego o Marcinie Wodeckim. Naprawdę duża rzecz:-))))

Bohaterem wieczoru był jednak Grzegorz Bonin, któremu akurat dzisiaj urodziła się córka Katia (to już druga, starsza Natasza ma 2 lata. Przy okazji dodam, że mnie też oczień podobają się rosyjskie imiona żeńskie. Gdyby Czadoblożek był Czadoblogówną miałby na imię Olga:-)

Wybaczcie osobisty wtręt, wróćmy do Bonina.  Katia urodziła się w Tarnowskich Górach, co zdaniem Łukasza Mazura bardzo dobrze wróży, bo przecież "każdy człowiek urodzony w Tarnowskich Górach ma świetlaną przyszłość":-))) Ne zmienia to faktu, że Bonin w Górniku ma kontrakt do lata, a potem, jak sam się wyraził, "jest mało realne, żeby został w Zabrzu". Po niezwykłym dniu wieczorna prezentacja była dla niego chwilą relaksu.

Piłkarzy przedstawiał ich kapitan Adam Banaś. O Marcinie Wodeckim powiedział, że to największy śmieszek w drużynie i dziwi się, że na prezentację nie przyszedł na rękach, "bo on zawsze na rękach chodzi". Nie wiedziałem o co chodzi do momentu kiedy nie zobaczyłem wspomnianego filmiku składającego się z różnych ścinków dotyczących piłkarza, które zostały zebrane z nagrań klubowej telewizji. Myślałem, że umrę ze śmiechu, zwłaszcza podczas rozmowy Jerzego Muchy sugerującego Wodeckiemu jak ma zachować się podczas wywiadu. To było mistrzostwo świata! Od dziś inaczej będę spoglądał na tego piłkarza:-))))

Piłkarze i trenerzy byli wyluzowani, choć o pracy pamiętali. Rekonwalescent Michał Jonczyk usłyszał od Adama Nawałki: - Jutro przyjdź na "dziadka"...

Najbardziej zaskoczył mnie jednak Gabriel Nowak. Na pytanie komu kibicuje się w Rybniku, skąd pochodzi, piłkarz odparł: trudna sprawa, bo ja akurat kibicuję GKS-owi Katowice, ale faktem jest, że w Rybniku Górnik jest ważny... Chłopak dostał brawa. Ludzie chyba docenili, że Nowak nie pociska wazeliny... Przyznacie, że nie każdego byłoby stać na takie wyznanie.

Jedną z klubowych koszulek dostał kibic niecodzienny. Julian Jadwiszczok mieszka w Chorzowie, ale od pół wieku jest kibicem Górnika. Mało tego, on po tym Chorzowie chodzi w czapeczce i krawacie Górnika! Ciekawą historię usłyszałem w kuluarach. Podobno swego czasu w Chorzowie Starym była duża kolonia kibiców Górnika, którzy wcześniej byli fanami... AKS-u. Kiedy w latach 50. AKS zaczął ze sceny schodzić minął się w "drzwiach sławy" z Górnikiem. Podobno akaesiacy nie chcąc kibicować Ruchowi, przerzucili się właśnie na Górnika. Przerzucili się w czasach, kiedy Górnik był dopiero na dorobku. Ktoś z Chorzowa Starego może to potwierdzić?

Na zakończenie przytoczę historyjkę opowiedzianą publice przez Łukasza Mazura. Facet ma ten rodzaj osobliwego luzu i ironicznego humoru, którym dysponują ludzie na stanowiskach spełniający jeden konkretny warunek. Tak żartować może człowiek, który cieszy się tym co robi, ale posada nie jest dla niego sprawą życia i śmierci. Może dlatego jest lubiany przez kibiców Górnika?

Mazur: - Czasem niestety zdarza mi się podróżować do Warszawy. Czekałem na tamtejszym dworcu na pociąg powrotny, a tu do mnie podchodzi człowiek i pyta o której odchodzi pociąg do Zabrza. A skąd pan wie, że jadę do Zabrza, spytałem. Bo ma pan trójkolorową czapkę, odpowiedział.

Nie przypominam sobie prezesa, który jeździłby do Warszawy w czapce o klubowych barwach:-)

Zapomniałbym! Dziś w Zabrzu byłem przecież dwa razy. Przed południem poznałem  nowego wiceprezesa. Prawnik Tomasz Młynarczyk, który od dziecka kibicuje Górnikowi, już w nim kiedyś działał. - Tomek będzie odpowiadać za obszar organizacyjno-prawny i bezpieczeństwo podczas meczów. Oczywiście zajmie się również - jak my wszyscy - szukaniem nowych sponsorów. Chodzi o to żeby w Górniku „kulało się do przodu” - uśmiechał się Łukasz Mazur.

O współpracy Górnika z kopalnią soli w Wieliczce napisałem tutaj. Łukasz Mazur polecił mi sól do kąpieli z Wieliczki, podobno bardzo dobra:-))))) - Za tydzień sprawdzimy jak działa - śmiał się Stanisław Oślizło:-))))).

Marcin Andrukowicz z zarządu spółki w Wieliczce zapraszał do zwiedzania ośmiusetletniej kopalni. Podkreślał, że na dole na turystów czeka wiele nowych atrakcji.  Nasz obiekt ciągle się zmienia - zachwalał Andrukowicz.  - A nasz nie... - dopowiedział zwieszając głowę Mazur.

PS Wpis o Górniku, ale Omegę tradycyjnie pozdrawiamy.

poniedziałek, 21 lutego 2011
Co może połączyć Ruch i Gieksę? Stadion

Trudno w to uwierzyć, ale to możliwe.

Zarówno Ruch Chorzów, jak i GKS Katowice mają problem z obiektami. Zarówno na Cichej jak i na Bukowej trzeba włożyć mnóstwo kasy żeby stadiony spełniały coraz bardziej rosnące wymagania. 

Tymczasem tuż obok powstaje obiekt, który może zaspokoić jednych i drugich. Dyrektor Stadionu Śląskiego chciałby żeby oba zespoły NA STAŁE grały właśnie w Kotle Czarownic. Nowiutkim Kotle Czarownic. Ciekawą rozmowę na ten temat przeczytacie tutaj.

Strona niebiescy.pl przeprowadziła sondaż czy warto przeprowadzać się z Cichej na Stadion Śląski. Wynika z niego, że większość fanów - co jeszcze niedawno byłoby pewnie nie do pomyślenia - jest za (bodaj 62%, przeciw jest 32%, reszta chyba się zastanawia), a podobno większość jest coraz większa...

Zdania kibiców GKS-u na ten temat nie znam, sam jestem ciekaw co o tym sądzą.

Od razu rodzą się kolejne pytania, bo ewentualna przeprowadzka otwiera przed oboma klubami nowe perspektywy.

Czy pieniądze przeznaczone pierwotnie na modernizację stadionów warto i można przeznaczyć na rozwój klubów? Warto na pewno. Czy można - nie wiem.

Czy dzięki przeprowadzce więcej ludzi zacznie chodzić na mecze obu drużyn? Faktem jest, że nowe stadiony budują nową, lepszą frekwencję. Ale czy na Śląskim będzie o tyle lepsza, że zadowoli pod względem wizualnym? 

Czy kibice obu zespołów nie mieliby nic przeciwko, żeby ze stadionu korzystał również nielubiany sąsiad?

Co dalej w razie przeprowadzki z obiektami na Cichej i Bukowej? Wszyscy je kochają, w końcu to kawał historii. Czy stare dobre obiekty byłyby dalej wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, czy stałyby się ośrodkami treningowymi dla macierzystych klubów?

Można się zgadzać, można się nie zgadzać... Temat na pewno do dyskusji. Podstawowe pytanie brzmi: chcielibyście?

PS No i co z Omegą oraz jej młodszą koleżanką z Bukowej? Miałyby zostać czy też się przenieść?

PS1 Nadeszły bardzo ciekawe wieści z Ruchu. Dzieje się. Chcielibyście z powrotem Tomasza Brzyskiego?

Na przedsezonowej prezentacji „niebieskich” było bardzo przyjemnie. Najbardziej podobali mi się chłopcy podprowadząjący piłkarzy do stojącego na środka hali trenera Waldemara Fornalika, który wręczał nowe koszulki. Bajtle były bardzo przejęte, widziałem, że niektóre się... rozgrzewały:-). A niektóre, trzymając za rękę przyporządkowanego piłkarza, kiwały wskazującym palcem w takt skandowania kolejnych nazwisk przez kibiców:-) Ale najbardziej podobały mi się ścinki z filmu prezentującego wypowiedzi piłkarzy. Z cyklu: jak trudno powiedzieć coś do kamery... Majstersztyk:-)))

PS2 Kibice Górnika! Czujecie ten charakterystyczny smak?

niedziela, 20 lutego 2011
Sport w Breslau

Nie, nie chcę Wam polecić zupełnie nowego, kolejnego tomu znakomitych opowieści o przygodach Eberharda Mocka. Tym razem sugeruję, żebyście postarali się o książkę, którą napisał autor zaprzyjaźnionego bloga. Nieważne, że się nie pochwalił, za skromny jest...

”Sphaeristerium” stoi za opowieścią o niezwykle bogatych dziejach sportu we Wrocławiu do 1945 roku. Autor opowiada o przeróżnych dyscyplinach, tych ważnych i tych mniej ważnych (choć jak się można przekonać ta hierarchia nie była niezmienna). Dla Czadobloga najważniejszy jest oczywiście fussball, a kto uważa podobnie, naprawdę się nie zawiedzie.

Breslau ma do zaoferowania mnóstwo fantastycznych historii, można się w nich zatopić bezbrzeżnie, można najpierw szukać konkretnych wątków, żeby przekonać się jak wyglądają od strony Wrocławia:-)))

”W 1907 roku, kiedy Górnoślązacy dopiero zaczynali kopać piłkę, krótka notka w Breslauer Zeitung informowała, że Schlesien Breslau (ówczesny mistrz Wrocławia) pokonał 17:0 w Katowicach tamtejszy klub Preussen (mistrza Górnego Śląska). Przez kilkanącie kolejnych lat ton rozgrywkom w regionie nadawały kluby wrocławskie i łużyckie. Górny Śląsk przez długi czas traktowano protekcjonalnie. Ale na przełomie lat 20. i 30. przewaga drużyn górnośląskich nie podlegała już dyskusji. Tłumaczono ją m.in. racjonalnym uzupełnianiem składów czołowych zespołów młodymi zawodnikami”. No i git:-)

Legendy tworzą ludzie i wydarzenia, a wybitnych osobistości i niecodziennych zdarzeń sportowych w przedwojennym Breslau nie brakowało. Zanim na Górny Śląsk przyjechał Wolverhampton, na Dolnym gościły już Bolton i Everton...

Jakich sportowców warto zapamiętać?

- piłkarza Fritza  Blaschke, napastnika Sportfreunde i Breslauer SC 08. Wzbudzał niezwykłe namiętności, w latach 20. był w czołówce napadziorów w Niemczech. Potrafił puknąć hat-tricka Bayernowi;

- kolarza Richarda Scheuermanna, „wrocławskiego matadora” Szybko przeszedł na zawodostwo i występował na torach całej Europy. Był w ścisłej światowej czołówce. Zginął na torze w Kolonii w 1913. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo niebezpieczne były wtedy wyścigi na torze. Zginęło w tym okresie wielu utalentowanych kolarzy. także na torze we Wrocławiu (na Dąbiu). To był sport dla naprawdę odważnych...

- sprintera Helmuta Koerniga. Pochodził z Głogowa, był jednym z najszybszych ludzi świata, a pod koniec lat 20 nawet najszybszym. Do 1927 reprezentował Schlesien Breslau, potem startował już w barwach klubów berlińskich. Musicie poznać historię finałowego biegu na 200 m na igrzyskach w Amsterdamie... Czy jakiś reżyser szuka odpowiedniego scenariusza. Proszę bardzo!

- biegaczkę Linę Radke. Zawodniczka VfB Breslau specjalizowała się w średnich dystansach. W Amsterdamie wygrała bieg na 800 m. Był to pierwszy w historii złoty medal dla Niemiec w lekkoatletyce!

- pływaka Waltera Bathe. Ten syn wrocławskiego aptekarza był pierwszym w dziejach sportowcem z Wrocławia, który był najlepszy na świecie i zdobył złoty medal olimpijski! Bił rekordy świata, wygrał stylem klasycznym na 200 m i 400 m na igrzyskach w Sztokholmie.

I tak dalej, i tak dalej... Zajmujących historii w tej niespełna 400-stronicowej książce jest mnóstwo.

Brawa dla autora. Nie potraktował tematu jak naukowej dysertacji. Pisze namiętnie, żwawo, interesująco, z pasją po prostu. Tak, żeby mógł przeczytać to każdy, nawet laik choć trochę zainteresowany... Świetnie to wyszło, świetna książka. Podziw i gratulacje! Czadoblog zdecydowanie poleca:-)

PS Wiecie co mocno rzuca się w oczy po lekturze ? Jak rozbuchane bogactwo klubów piłkarskich i idąca za tym plątanina rywalizacji może przejść w monokulturę. O co chodzi?

Przed wojną w mieście pokazywały co potrafiły: VfB Breslau, VfR 1897 Breslau, SC Schlesien Breslau, SC Preussen Breslau, SC Germania Breslau, Vereinigte Breslauer Sportfreunde, Breslauer Sportvereinigung 1905, Breslauer Fussball-Verein 06, Breslauer SC 08, Alemannia Breslau, SC Hertha Breslau (ci to byli dopiero ogniokrwiści:-), SC Vorvaerts Breslau, Breslauer Sport-Vereinigung 02, 1. FC Breslau, SV Klettendorf.

Dziś liczy się Śląsk Wrocław. „Niewiele pozostało z dawnej różnorodności środowiska piłkarskiego we Wrocławiu. Jedno pozostało bez zmian: wielkie ambicje i rzadkie, przynajmniej na razie, sukcesy na zielonej murawie.”

PS1 Jerzy Dudek być może jeszcze zagra w Polsce.

Powrotu na polskie boiska nie wykluczam. Stadiony są coraz ładniejsze, poziom musi się podnieść. Jeśli pojawi się dobra oferta, skorzystam” - mówi „Gazecie”.

- Polski klub będzie stać na Jerzego Dudka? - pyta Robert Błoński.

„Będzie - odpowiada bramkarz. - Pieniądze nie byłyby najważniejsze w negocjacjach. Mam przyjaciół w Polsce, wiem, jakie stawki krążą w ekstraklasie. Polscy piłkarze są nieźle opłacani. Tak jak średniej klasy Holendrzy. Przyjeżdżają do nas coraz lepsi piłkarze, organizacja Euro 2012 dodaje nam prestiżu...”

Kiedy przeczytałem te słowa przypomniał mi się mój tekst o Jerzym Dudku sprzed dziesięciu lat opublikowany w „Dużym Formacie”. Oto jego istotny fragment:

Jeszcze w podstawówce Jurek został szalikowcem Górnika Zabrze: - Mama kolegi z klasy szyła nam klubowe szaliki i swetry, w czerwono-biało-niebieskich barwach.

W latach 1985-88 Górnik był najlepszy w Polsce. - Łatwo wygrywał, więc na meczach nie było wielkich emocji. Większe atrakcje zdarzały się po meczu. Kiedy na dworcu w Zabrzu uciekał nam bezpośredni autobus do Szczygłowic, musieliśmy jechać do Gliwic i tam czekać na przesiadkę do Knurowa. To było wyzwanie - uśmiecha się.

Szalikowcy Górnika i Piasta Gliwice nienawidzą się od lat. - Zdarzało się, że wysiadaliśmy w Gliwicach z autobusu, a ci z Piasta na nas już czekali. Czasem mocno obrywaliśmy, zdarzały się srogie kopniaki - przyznaje Dudek. - Ale kiedy zdecydowałem, że wybieram piłkę, zerwałem z tym.

Dudek dalej jeździł na mecze Górnika, ale wcześniej wychodził z domu, by zdążyć na rozgrzewkę bramkarzy. Podglądał, jak ćwiczą Józef Wandzik, Marek Bęben.

I co Wy na to?

PS2 Czy Kameruńczyk Ngambe Ngambe będzie nowym idolem w Odrze Wodzisław?

21:07, pavelczado , Książki
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum