czwartek, 28 lutego 2013
Bal leci do neca

Czytelnicy Czadobloga sprawili, że przeżyłem wstrząs. Może nie anafilaktyczny, ale jednak. Nie spodziewałem się, że słowo ''tor'' może wzbudzić tak skrajne emocje, dyskusja pod ostatnim wpisem momentami przekraczała granice.

Jednak nie to mną wstrząsnęło, już dawno przekonałem się że komentatorski zapał czytelniczy może być melanżem wściekłości wytaplanej w grubym słowie.

Chodzi raczej o króciutkie słówko, którego ostatni raz użyłem prawie ćwierć wieku temu, a które Czytelnicy mi teraz znienacka przypomnieli. Wstrząsnęło mną, bo nigdy wcześniej nie widziałem tego słowa w formie pisanej i na pierwszy rzut oka w ogóle go nie zrozumiałem. Dopiero kiedy wypowiedziałem je na głos, na pierwszy rzut ucha mój mózg otworzył się na wspomnienia. To niezwykłe uczucie - za umożliwienie jego przeżycia muszę Wam podziękować.

Chodzi o magiczne słowo ''nec''.

Używaliśmy go na placu tylko w podstawówce. Podczas moich meczów z czasów ogólniaka a tym bardziej czasów studenckich, nikt już tak z moich kolegów nie mówił, zapomniałem słowa na prawie 25 lat.

Pisze Czytelnik Miszka: U nas w Świonach [Świętochłowice, przyp.pacz] nikt nie wołał "tor" po strzelonej bramce. Tak samo ani u jednego kuzyna w Chorzowie II, ani u drugiego w Bytomiu na Arki Bożka. To był zawsze "nec". 

Pisze Czytelnik to tylko ja: Mnie osobiście "TOOOR" by raził mocno, jednak chyba bardziej Śląski jest NEEEC, na określenie zdobytej bramki. W ogole nie kojarze slowka "tor" z czasow bajtla.
Kojarze jeszcze jedno słówko używane na Śląsku: buda.
"Torman" czasem ale na Świonach (pochodzę z Piaśnik) też padało pytanie: "Kto stoi na budzie?", no i na wybrańca wołali "budziorz" [akurat tego ostatniego słowa nigdy nie słyszałem, przyp.pacz]

Pisze Czytelnik 31.133.23.2*: strzelosz do neca a jak torman pusci to jest tor.

Temperatura sporów w sprawie słowa ''tooor'' uświadomiła mi, że sprawa nie jest tak błaha jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Teraz uważam, że spiker na Cichej po dogłębnym przemyśleniu sprawy powinien naradzić się z klubowymi władzami i wybrać najlepsze dla Ruchu rozwiązanie.

Wiadomo, że klubowi zależy by na jego mecze przychodziło jak najwięcej ludzi. Czyli powinno zależeć mu zarówno na kibicach, których słowo ''tooor'' nie odstrasza, jak i tych, których odstrasza. Wiadomo, że Ruchowi kibicują nie tylko rodowici Ślązacy. Oni także powinni na Cichej czuć się komfortowo. Im więcej kibiców tym lepiej.

Wydaje mi się (choć to oczywiście tylko moje i niektórych Czytelników zdanie), że neutralnym wyjściem byłoby właśnie to magiczne słówko ''neeeeeec". Wydaje mi się, że u tych, którzy go nie znają nie budzi jakichkolwiek skojarzeń. Warto chybaby jednak dopytać wśród kibiców Ruchu jak oni by to widzieli i wybrać najbardziej popularną opcję. Może klub powinien to uczynić?

Przy okazji prośba do Was. Czy w dawnych czasach też mówiliście ''bal leci do neca''? A jeśli tak - skąd jesteście? Chciałbym ustalić gdzie na Śląsku mówiło się albo ciągle mówi ''nec". Czy to słowo było powszechne? Czy raczej słychać je było z rzadka?

Jeśli zechcielibyście dać znać w komentarzach czy to słówko w ogóle jest Wam znane - byłbym bardzo wdzięczny.

PS A poza tym Omega.

09:36, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (85) »
środa, 27 lutego 2013
Raziłby was okrzyk "tooor" po golu? Mnie nie

Kiedy byłem mały życie dzieliło się na cztery części. Pierwsza: szkoła, druga: książki, trzecia: boisko, czwarta: sen.

Na boisku spędzałem więc jedną czwartą życia i jednym z najważniejszych okrzyków było wtedy: ''zmiana tormana''. Każdy chciał grać w polu, więc zmienialiśmy się po każdej bramce (wyjątkiem był Grabul, który między słupkami był fenomenalny, mimo że na co dzień grał... w ataku jako hokeista. Jak dorósł to nawet w ekstralidze).

Słowo ''torman'' utkwiło mi w głowie, można powiedzieć, że było cząstką mojego dzieciństwa. Teraz wraca po latach w zaskakujący sposób. Okazuje się, że nowy spiker Ruchu chciałby po strzelonej bramce krzyczeć słowo ''tooooooor". Już przed ostatnim meczem z drużyną mającą siedzibę w Poznaniu pytał delegata czy byłby problem i usłyszał, że ma zgodę. Nie mógł sobie jednak krzyknąć ze zrozumiałych względów...

Spiker trochę obawia się reakcji, bo wiadomo, że to niemieckie słowo. Ja bym się nie obawiał. Osoby, który nie rozumieją, że śląska gwara (czy też język) posiada wiele niemieckich naleciałości, właśnie teraz miałyby wreszcie okazję żeby to zrozumieć. Uświadomić sobie, że okrzyk ''toooorrr'' nie jest wcale propagowaniem ukrytej opcji niemieckiej. To Górny Śląsk po prostu.

Uważam, że każdy powinien na meczach w Chorzowie krzyczeć jak chce i w tym wypadku nikomu nic do tego. Jedni niech krzyczą ''tooorrr'', inni ''goooollll", a jeszcze inni ''braaaamkaaaaa''. Tym, którzy mogliby okrzyk ''tooorrr" uznać za przejaw tęsknoty za hitleryzmem zalecam wizytę u psychiatry.

PS Tak się składa, że prawie dokładnie dziesięć lat temu toczył się spór o fanę ''Oberschlesien'' wywieszoną na stadionie Ruchu. Napisałem wtedy komentarz, pod którym mógłbym podpisać się i dziś. Bo Górny Śląsk to Górny Śląsk, ewentualnie Gůrny Ślůnsk. W śląsko-niemieckim: Oberschläsing. Oberschlesien to już po niemiecku.

Niektórzy chorzowscy kibice chcą podkreślić swoją odrębność jako Ślązaków od reszty Polski, zaakcentować odmienną historię, kulturę, obyczajowość. Ich niemieckojęzyczna flaga na chorzowskim płocie rzeczywiście nie obraża nikogo, ale akurat na stadionie przy ul. Cichej jest dla mnie obrazkiem wyjątkowo... dziwacznym.

Czy fani znają w ogóle historię swojego ukochanego klubu? Wiele śląskich klubów ma niemieckie korzenie, ale akurat nie Ruch. Przecież od zarania był najbardziej polskim ze śląskich klubów. Tworzyli go Ślązacy, którzy przede wszystkim czuli się Polakami: działacze plebiscytowi i powstańcy śląscy. Już sama nazwa klubu nawiązuje do ruchu narodowo-wyzwoleńczego. To chyba nie przypadek, że pierwszy mecz piłkarze Ruchu rozegrali w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja...

Nic dziwnego, że kiedy zaczęła się wojna, Niemcom nie wystarczyła - jak w innych przypadkach na Śląsku - zmiana nazwy. Klub jako "ostoja polskości" został natychmiast rozwiązany, wielu ludzi z nim związanych było szykanowanych...

Józef Korol, jeden z przedwojennych prezesów Ruchu, tworzył na Śląsku ruch oporu, został komendantem Podokręgu Śląskiego w Krakowskim Okręgu Służby Zwycięstwu Polski (przemianowanej wkrótce na Związek Walki Zbrojnej). Korol (używał pseudonimu "Hajducki") zginął w sierpniu w 1940 roku w Wiśle Jaworniku. Ranny w nogę, nie chciał się dostać do niewoli, więc zażył cyjanek.

W czasie wojny piłkarze Ruchu uczestniczyli w Kampanii Wrześniowej, potem wcielani do Wehrmachtu albo uciekali do polskiego wojska, albo zgłaszali do niego akces już po wzięciu przez aliantów do niewoli.

Świetny Edmund Giemsa, pięciokrotny mistrz Polski, pełnił we Francji służbę w niemieckim wojsku razem z Ewaldem Cebulą, który do Ruchu przeszedł dopiero po wojnie. Pan Cebula opowiadał mi kilka dni temu, że Giemsa nawet w Wehrmachcie nie chciał nauczyć się niemieckiego, twierdząc, "że te ch... i tak wojny nie wygrają"...

Polskość jest wpisana w tradycję Ruchu. Czyżby z waszym przywiązaniem do tradycji było coś nie tak, panowie kibice?

Nadal uważam, że polskość jest wpisana w tradycję Ruchu, jednocześnie szanując i rozumiejąc fakt, że gorąco kibicują mu zwolennicy Ruchu Autonomii Śląska. A oburzanie się na okrzyk ''tooor'' po golu w Chorzowie byłoby absurdem, kpiną z rzeczywistości i tradycji.

PS A poza tym Omega.

15:58, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (68) »
wtorek, 26 lutego 2013
Nie zgadzam się z Mariuszem Śrutwą

Zawsze ceniłem sobie opinie Mariusza Śrutwy. W czasach kiedy każdy mecz ekstraklasy jest transmitowany w telewizji niewielu już pamięta jak trudno dziennikarzom jeszcze w latach 90. było namówić jakiegoś piłkarza do szczerej i jednocześnie interesującej wypowiedzi. Śrutwa wyróżniał się z tłumu, bo zawsze mówił co myśli, a że były to spostrzeżenia niebanalne, w dodatku jak na polskie warunki niebanalnego piłkarza - nic dziwnego, że żurnaliści go szanowali.

Nie macie pojęcia jak dla dziennikarza sportowego cenny jest zawodnik, który nie dość, że potrafi grać w piłkę to jeszcze potrafi o niej rozmawiać. Nie chodzi wcale o jakieś wątki sensacyjne, o to kto komu na zgrupowaniach pluje do zupy, albo kto na czyją żonę poluje. Normalnemu dziennikarzowi zajmującemu się futbolem chodzi o to żeby móc z piłkarzem porozmawiać o piłce nożnej w formie czystej. Musicie wiedzieć, że kiedy słyszymy o "walce do końca" albo "o gratulacjach dla rywala za dzielną postawę" - w środku skręca nas niczym pranie w bebechach "Frani".

Podoba mi się, że po inauguracji rundy wiosennej Mariusz wspiera Marcina Baszczyńskiego. On już widział w Chorzowie samobója "Baszcza" z bliższej pozycji niż z trybun, bo sam był wtedy na boisku (w 1997 roku z GKS-em Katowice* oraz w 2000 roku z Polonią Warszawa) i wie, że kolega z obrony potrafi się podnieść. Jestem zwolennikiem tego rodzaju solidarności. W końcu pamiętajcie, że Śrutwa i Baszczyński razem z kretami przyglądali się z bliska pracy pewnego sędziego z Leszna;)

Zaskakuje mnie za to podejście Śrutwy do wypowiedzi Marcina Kikuta. Kikut miał powiedzieć jedynie, że drużyna broni się przed spadkiem. Śrutwa na tę wypowiedź zareagował alergicznie - uznał, że "takie deklaracje to stawianie zespołu w niższym szeregu, to przyznanie się do tego, że jest się słabym".

Takie słowa w ustach Mariusza to dla mnie zaskoczenie, bo zawsze był szczery i bezkompromisowy. Być może teraz, po latach, zaczął uznawać, że szczerość może jednak zaszkodzić?:)

Być może Mariuszowi chodzi o to, że po takiej wypowiedzi może opaść morale zespołu. Że jeśli cel niższy to i próba jego realizacji będzie gorsza. Nie wiem, ale przecież Kikut powiedział PRAWDĘ. Sytuacja ułożyła się bowiem tak, że w tym sezonie celem Ruchu jest już tylko utrzymanie się w ekstraklasie. Przy okazji: zespół nie jest słaby co udowodnił choćby w zeszłym sezonie. Niektórzy uważali to za wynik ponad stan, ale trudno obecnych rezultatów nie uważać za będących poniżej możliwości tej drużyny. Jedno jest pewne: Ruch przyzwyczaił swoich kibiców do tego, że oglądając jego mecze muszą czuć się niczym w szalupie na wzburzonym morzu. W górę i w dół, w górę i w dół...

Sezon 2009/10 - w górę. W lidze pudło czyli trzecie miejsce (tuż przed Legią), w Pucharze Polski dotarcie aż do półfinału;

Sezon 2010/2011 - w dół. W lidze zaledwie dwunaste miejsce, Legia bije w ćwierćfinale PP;

Sezon 2011/2012 - w górę. Na tyle w górę, że w ostatniej kolejce, dokładnie godzinę, między bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie i bramką Roka Elsnera w Krakowie - czyli między 17.18, a 18.18 -  Ruch był nawet mistrzem Polski. A i do finału Pucharu Polski udało się dojść...

Sezon 2012/13 - w dół. Obecnie ostatnie bezpieczne miejsce, ale ci z tyłu o dziwo nie poddają się i zaczynają zbliżać. Żeby nie było samych minusów - jutro Ruch gra w Pucharze Polski. Pierwszy z pięciu meczów do ostatecznego celu...

Widzę, coś widzę! Będąc na fali opadającej widzę przed sobą znowu falę wznoszącą...

I tego się trzymajmy:)

PS Omega się trzyma. Kurczowo poręczy.

PS1 W Katowicach trwa dyskusja czyim imieniem nazwać ulicę w centrum miasta za Superjednostką. Kibice zaapelowali by nazwać ją ulicą Górniczego Klubu Sportowego, niektórzy politycy wolą by nosiła imię Jana Pawła II.

Jestem zwolennikiem tego pierwszego rozwiązania. Tak samo chciałbym żeby w Chorzowie istniała ulica Ruchu Chorzów, w Zabrzu - ulica Górnika Zabrze, a w Bytomiu - ulice Polonii Bytom i Szombierek Bytom. Jan Paweł II został już uhonorowany po tysiąckroć, także w Katowicach - gdzie już nie tylko jest jedna ulica Jana Pawła II, ale i pomnik przy katedrze Chrystusa Króla.

* tego gola Śrutwa widział z boiska, ale już z ławki rezerwowych. Wcześniej sam strzelił bramkę, a z boiska zszedł minutę przed samobójem Baszczyńskiego!

poniedziałek, 25 lutego 2013
Górnik melduje wykonanie zadania

Ciekawe były dzisiejsze derby w Zabrzu. Najlepszego zawodnika miał dziś w swoich szeregach Piast, ale to wystarczyło tylko do tego, że nie było miazgi. Dariusz Trela spisywał się między słupkami fantastycznie, myślę, że być może był nie tylko bramkarzem, ale nawet graczem kolejki. Piasta z takim składem nie było jednak stać na więcej. Osłabienia były zbyt wielkie żeby goście mogli się postawić (choćby kontuzjowany Izvolt będąc zdrowym mógłby spokojnie zawalczyć). Piast chce promować młodych nieznanych polskich piłkarzy, ale Szeliga czy Murawski są na razie zwyczajnie za słabi na podjęcie rękawicy z takim przeciwnikiem.

Co mi się podobało:

a) gra Tomasza Zahorskiego.

Kiedy schodził z boiska nikt nie gwizdał, właściwie wszyscy klaskali. Dobrze to świadczy o kibicach, bo trudno nie zdawać sobie sprawy, że to dzięki Zahorskiemu w idy marcowe może nas czekać fascynujący mecz Górnika na Łazienkowskiej. Czy wtedy dokona się tytułowa prośba z tego wpisu? Jedno jest pewne: Tomasz Zahorski pokazał, że jest tej drużynie potrzebny.

b) gra Pawła Olkowskiego.

W polu był chyba najgroźniejszy z zabrzan. Bazuje przede wszystkim na niezwykłej szybkości (chyba najlepszy w lidze na 5 metrów). Dzięki szybkości i nieszablonowym pomysłom robił dziś wiatraki z nieszczęśników mających dziś nieszczęście grać po jego stronie. Rewelacja!

Co mi się nie podobało:

a) nieskuteczność Tomasza Zahorskiego.

Gdyby Górnik nie wygrał trener Nawałka mógłby mieć do niego uzasadnione pretensje. Mogło być przecież 4:0, a lista strzelców powinna wyglądać tak: 1:0 Zahorski (5.), 2:0 Zahorski (13.), 3:0 Zahorski (25.), 4:0 Zahorski (56.). Z drugiej strony gdyby w każdym meczu do końca sezonu Zahorski miał cztery idealne sytuacje, z których wykorzystywałby jedną - Nawałka ciągle wstawiałby go do składu. To oznaczałoby przecież 15 wiosennych bramek:)

b) nieskuteczność Pawła Olkowskiego.

Gdyby Górnik nie wygrał trener Nawałka mógłby mieć do niego uzasadnione pretensje. Piłkarz ma ułańską fantazję, która przy zwodach zachwyca, a przy strzałach złości. Ta próba przerzutki nad leżącym na ziemi Trelą była bezsensowna, przecież wystarczyło minąć gliwickiego bramkarza z prawej strony.

PS Widzieliście dziś derby Londynu?! Jussi Jääskeläinen grał jak Trela, ale Gareth Bale obok Messiego to dziś chyba najlepszy piłkarz na świecie...

PS1 A poza tym Omega.

GKS kojarzy się tylko z jednym miastem

Co prawda w ekstraklasie ciągle gra GKS Bełchatów ale jak pisałem kilka lat temu "bardzo się irytuję kiedy czytam, że GKS wygrał albo przegrał, a potem okazuje się, że chodzi o... GKS Bełchatów. Przepraszam, ale GKS jest tylko jeden, tak samo jak Ruch, Górnik, Wisła, Motor albo Legia. Z całym szacunkiem, ale kiedy mowa o innych drużynach tak samo się nazywających, powinno dodawać się miasto dla pełnej identyfikacji. Niech Bełchatów osiągnie w polskiej piłce tyle co Katowice - wtedy porozmawiamy." 

Okazuje się, że to nie jest tylko wymysł Czadobloga. Nazwa GKS kojarzy się też jednoznacznie trenerowi Wisły Kraków i to nawet w... Bełchatowie, czego dowód dał wczoraj:)



PS Przy okazji - ten tydzień dla kibiców GKS-u jest wyjątkowo ciekawy jak na martwy sezon.

PS1 A poza tym Omega.

niedziela, 24 lutego 2013
Nie ma życia po Piechu

Tytuł wpisu jest nieco mylący, bo po dzisiejszej inauguracji widać, że problemem Ruchu Chorzów nie jest jedynie brak skutecznego strzelca. Problemem Ruchu jest to, że ma jeden wielki skomplikowany problem. Do tego narastający. Jak czyrak w którym zbiera się ropa.

Jak bronić? Jak atakować? Jak regulować tempo gry? Jak grać skrzydłami? Jak grać środkiem? Po dzisiejszym spotkaniu nie wiadomo. Mecz dał pozytywną  odpowiedź tylko na jedną kwestię. Tak, Michal Pesković jest dobrym bramkarzem i nadal warto na niego stawiać. Ale to trochę mało jeśli chce się utrzymać...

Co mi się nie podobało:

a) że w tak przykry sposób przekonujemy się, że zmiany personalne nie są lekiem na całe zło. Dziś w Ruchu ligowy debiut na Cichej zaliczyło aż czterech zawodników (Konczkowski, Tymiński, Lewiński i Chwastek) i właściwie nic z tego dla jakości gry niebieskich nie wynikło;

b) bolesny powrót po latach Marcina Baszczyńskiego. Kiedy zalicza się samobója i jest się jeszcze zamieszanym w stratę dwóch innych goli, a miało się przecież trzymać całą obronę - można tylko się przeżegnać. Dodatkowo "Baszczu" był dziś nadzwyczaj pobudliwy, bardzo gwałtownie reagował w kilku sytuacjach - chyba nerwy go zjadły. Plus tej sytuacji jest taki, że trudno sobie wyobrazić gorszy mecz tego zawodnika;

c) niemoc z przodu. Jankowski widząc, że nikt nie jest mu w stanie pomóc, próbował szarpać sam, ale samemu to można najwyżej ukraść jabłka z sadu sąsiada; 

d) sędziowanie. Arbiter Siejewicz był dziś bardzo słaby. Dał kilka niezasłużonych kartek (na przykład najlepszemu z chorzowskich debiutantów Martinowi Konczkowskiemu), a do tego pomógł gościom. Hubertowi Wołąkiewiczowi w 9. minucie należała się ewidentna żółta kartka za faul na Baszczyńskim - czyli w 50. minucie kiedy zobaczył żółtko powinien już schodzić z boiska.

Szczęście sędziego jest takie, że nie można powiedzieć by wypaczył wynik - goście byli zdecydowanie lepsi i zasłużenie wygrali. Ruchowi bardzo przydałby się w środku pola ktoś taki jak ten Fin debiutujący u rywali.

e) że połączenie słów ''Cicha'' i ''twierdza'' może dziś budzić jedynie pusty śmiech. Ostatni raz Ruch wygrał u siebie prawie pięć miesięcy temu - na początku października z Bełchatowem.

Co mi się podobało:

Nie rozśmieszajcie mnie. Jeśli za tydzień Ruch nie wygra z Widzewem zrobi się naprawdę nerwowo.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. Bez względu na wyniki.  

piątek, 22 lutego 2013
Górnik jak Glasgow Rangers

Pod koniec 2007 roku pojechałem do Glasgow zobaczyć mecz mojego ulubionego Celticu. Miałem trochę czasu więc przeszedłem się na Ibrox Park - stadion Rangersów. Pewien detal mnie tam wyjątkowo zachwycił - szczegóły TUTAJ - i pomyślałem, że fajnie byłoby przenieść ten pomysł na Górny Śląsk.

Potem zapomniałem o sprawie i nie słyszałem o czymś podobnym w Polsce - aż do dzisiaj. Właśnie dziś byłem na przedsezonowej prezentacji Górnika Zabrze. O szczegółach przeczytacie TUTAJ (koniecznie zobaczcie na zdjęciach jak dziewczyny tańczyły sambę), ja skupiam się na blogu tylko na jednej drobnostce.

Okazuje się, że Czadoblog ma... zdolność jasnowidzenia. O co chodzi? Górnik oferuje kupno klubowych akcji. Każdy kto kupi zostanie uhonorowany w niezwykły sposób. Dyrektor Krzysztof Maj powiedział mi, że nazwisko każdego, kto kupi akcje zostanie umieszczone na ścianie, która znajdzie się na nowej trybunie Górnika. Od razu przyszła mi na myśl ceglana fasada Ibrox Park i mój pomysł sprzed pięciu lat, że fajnie wyglądałoby to w Zabrzu. Jest pewna różnica, bo nazwiska właścicieli Górnika mają zostać umieszczone nie na cegle, a marmurze i nie na zewnątrz, a wewnątrz stadionu.

Moim zdaniem to świetna idea i cieszę się, że Górnik zdecydował się z niej skorzystać. Czy można bardziej uhonorować kibica niż umieścić jego imię i nazwisko w miejscu, które jest dla niego najważniejsze na świecie?

Jeszcze trzy uwagi dotyczące Górnika:

a) Ireneusz Jeleń zaczął treningi z KSG, ale formalnie nie jest jeszcze jego zawodnikiem. Mają zdecydować szczegółowe badania;

b) kibice nie mogli dziś fetować Prejuce'a Nakoulmy, bo wicemistrz Afryki jest kontuzjowany i kiedy odbywała prezentacja przebywał na oględzinach lekarskich. Wygląda na to, że uraz jest mniej groźny niż przypuszczano, ale Piast może dychnąć z ulgą, bo bardzo prawdopodobne, że w tym meczu Burkińczyk nie zagra.

c) jestem zadowolony, że Tomasza Zahorskiego na prezentacji przywitały nie tylko gwizdy, ale i brawa. To oznacza, że w tej kwestii kibice Górnika są jednak podzieleni. Na szczęście...  

PS Sprawa z Ibrox Park jest dla mnie tym bardziej miła, że wpis jej dotyczący był pierwszym - zaraz po powitaniu - który ukazał się na Czadoblogu:) 

PS1 A poza tym Omega.

czwartek, 21 lutego 2013
Propozycja dla Zbigniewa Bońka

Jestem na krótkim urlopie, ale nie mogły do mnie nie dojść niezwykłe ruchy prawdopodobnie jednego z najwybitniejszych prezesów PZPN w jego historii. Potwierdza się, że Zbigniew Boniek na tym stanowisku to odważny wizjoner, który śmiało wytycza nowe trendy.

Oto wizjoner zechciał zorganizować oficjalne pożegnanie Jerzemu Dudkowi w oficjalnym meczu reprezentacji Polski mimo, że kariera piłkarska w obecnym stanie tego ostatniego przypomina raczej wygasły wulkan.

Moim zdaniem Boniek jest pomysłowy, ale za mało. Powinien zorganizować pożegnanie między innymi także... sobie. Przecież nikt go dotąd w reprezentacji Polski oficjalnie nie pożegnał. Jego ostatni mecz z Irlandią Północną w Belfaście w 1988 roku, choć rozegrany przez niego po dłuższej przerwie nigdy za pożegnalny uważany nie był. Poza tym jak można żegnać się w Belfaście?

Skoro Boniek tak lekceważąco traktuje Liechtenstein, że mógłby przeciw niemu zagrać piłkarz po karierze to niech idzie na całość - nasza jedenastka w Krakowie w ogóle mogłaby (wręcz powinna) składać się z zawodników, którzy zasługują na podobne pożegnanie, a którym - tak jak Bońkowi -  ostatnie spotkania w kadrze przydarzyły się poza Polską i nie mogli godnie pożegnać się z kibicami.

Skoro Dudek zasłużył na takie pożegnanie - tym bardziej zasłużył Józef Młynarczyk. Ostatni, 48 mecz w kadrze, rozegrał z Brazylią na meksykańskim mundialu (0:4). Czy powinien mieć w c.v. ten mecz jako ostatni?

Na prawej obronie - Antoni Szymanowski. 82 mecze, ostatnie spotkanie - towarzyskie w Bogocie z Kolumbią. Zasłużył na pożegnanie.

W środku - Władysław Żmuda. 91 meczów, ostatni na meksykańskim mundialu z Brazylią. Zasłużył na pożegnanie.

W środku - Jerzy Gorgoń. 55 meczów, ostatni na argentyńskim mundialu z Brazylią. Zasłużył na pożegnanie

Na lewej obronie - Stefan Majewski. 40 meczów, ostatni na meksykańskim mundialu z Brazylią. Zasłużył na pożegnanie.

Na prawej pomocy - Henryk Kasperczak, 61 meczów, ostatni na argentyńskim mundialu z Brazylią. Zasłużył na pożegnanie.

W środku - Zbigniew Boniek. Mózg tej ekipy. 80 meczów, ostatni towarzyski w Ulsterem w Belfaście. Zasłużył na pożegnanie.

Obok niego - Zygmunt Maszczyk, 36 meczów, ostatni w finale igrzysk w Montrealu. Zasłużył na pożegnanie.

Na lewej pomocy - Andrzej Buncol. 51 meczów, ostatni na meksykańskim mundialu z Anglią. Zasłużył na pożegnanie.

Napastnicy - Andrzej Szarmach i Dariusz Dziekanowski.

Szarmach - 61 meczów, ostatni na hiszpańskim mundialu z Francją. Zasłużył na pożegnanie

Dziekanowski - 61 meczów, ostatni w eliminacjach ME z Turcją w Stambule. Zasłużył na pożegnanie.

                                                   %

Przyznaję, że ten żart jest nie na miejscu. Podejrzewam, że żaden z tych świetnych piłkarzy (a każdy z wyjątkiem Dziekana osiągnął z reprezentacją znacznie więcej niż Jerzy Dudek) nie zgodziłby się teraz na taką formę pożegnania.

Z szacunku do idei pierwszej reprezentacji (choć po pomyśle Bonka nie do końca jestem przekonany czy prezes PZPN wie na czym polega idea pierwszej reprezentacji), z szacunku do przeciwnika i z szacunku do siebie.

Dlatego szczerze wierzę, że także Jerzy Dudek z szacunku do idei pierwszej reprezentacji, z szacunku do przeciwnika i z szacunku do siebie nie zgodzi się jednak na ten cyrk. Nie wierzę żeby nie zdawał sobie sprawy, że JUŻ NIE JEST PIŁKARZEM.

Żegnanie grą, choćby kilkuminutową, w barwach pierwszej reprezentacji Polski ludzi, którzy już nie są piłkarzami  to KPINA Z IDEI REPREZENTACJI.

PS A poza tym Omega.

12:41, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (33) »
środa, 20 lutego 2013
Czy Ruch da sobie z tym radę

Byłem wczoraj wieczorem na prezentacji Ruchu w Chorzowskim Centrum Kultury. Było sympatycznie i zaskakująco. Na przykład gdy Augustyn Bujok zaśpiewał hymn z 1949 roku ze słowami gdzie nie było miejsca na Ruch lecz na... Unię. Albo gdy stary spiker z tym, który będzie od najbliższego niedzielnego meczu, rywalizowali na długość okrzyku ''gooooooooooooooooooooooooolll...'' (z takimi płucami wstęp na warsztaty w Buenos zapewniony;) Albo gdy dziewczynki z kwartetu Red Heels brawurowo zagrały na skrzypce i wiolonczelę m.in. Metallicę, Nirvanę i AC/DC...



Piłkarze Ruchu w nowych koszulkach też prezentowali się dumnie, jak grafik pomieścił na klatach wszystkie symbole?

Teraz jednak koniec z przyjemnościami, czas na walkę o ekstraklasę. Już w niedzielę pierwszy mecz, a podobno właśnie w niedzielę ma ostro sypnąć śniegiem. I tu Czadoblog zauważa pewien problem, który po bliższych oględzinach może okazać się istotny.

Ruch przygotowywał się w Turcji na równiutkich zielonych boiskach w bardzo dobrych warunkach. Problem naszej ligi polega jednak na tym, że na początek rundy wiosennej bardzo często wraca się do gry akurat w trudnych warunkach. Tak ma być i teraz. Ja w każdym razie już teraz mam za oknem widok jak z filmu ''Pojutrze''.

Jak się do tego cholerstwa przygotować po powrocie z innej strefy klimatycznej? Eugeniusz Lerch wspominał mi wczoraj, że za jego czasów Ruch czasem przygotowywał się w Bułgarii, a potem musiał się wdrażać do błocka albo zamarzniętego błocka.

Problem Ruchu polega na tym, że na główną płytę może obecnie wejść tylko dwa razy w środku tygodnia żeby jej nie zniszczyć przed sezonem. Powrót na sztuczne murawy tuż przed startem jest zdecydowanie niewskazany. Wprawdzie jest wyjście, ale na razie chyba nieosiągalne. Po prostu płyta treningowa też musi być... podgrzewana. W lepszej sytuacji są więc kluby, które grają na nowych stadionach, jak Lechia czy Śląsk. A to dlatego, że mają stare. Stare, ale z... podgrzewanymi murawami. 

Najbliższy rywal Ruchu też nie ma źle - mógł się do tego konkretnego meczu przygotowywać się na przykład na podgrzewanym boisku Amiki.

Przygotowywanie się do meczu w zimnie podczas takich samych warunków w zimnie jest jednak czymś innym niż podczas idealnych warunków w cieple.

Dlatego - jeśli Ruch najbliższy mecz wygra - warto będzie docenić niebieskich także z tego, zupełnie przecież niewidocznego, dla niektórych błahego, powodu.

                                          * * *

A może nie będzie śnieżyć? 

PS Omega zastanawia się jak ustawić się do cyfry 15. W piętnasty tytuł wchodziłaby bez wahania. W piętnaste miejsce - w ogóle.

Tego się trzymajmy. 

PS1 Dużo zdjęć i opis chorzowskiej imprezy znajdziecie - TUTAJ.

poniedziałek, 18 lutego 2013
Klub na wielu nogach

Byłem dziś rano na stadionie Piasta Gliwice posłuchać co się dzieje w tym klubie. Muszę przyznać, że wrażenia mam dobre.

Piast nieśmiało zaczyna stosować strategię tworzenia "klubu wielonożnego". Kiedy jedna noga zostanie obcięta albo sama odpadnie - da się chodzić na innych. Posiadanie jednej potężnej nogi nawet o grubości sekwoi jest jednak niebezpieczne co dobitnie udowodnił nieudany mariaż Górnika z Allianz Polska.

Piast wciąga we współpracę gliwicki biznes i w przerwie między rundami pozyskał parę firm, niektóre bardzo znane.

Nie mogę Wam niestety zdradzić czy nowe nogi Piasta wyglądają TAK czy raczej TAK. Jako że sumy i rodzaj pomocy objęte są tajemnicą można przypuszczać, że nie są to pieniądze zapierające dech, ale właściwie nie jest to aż tak... ważne. Ważne, że klubowi udaje się pozyskać sponsorów na przełomie roku 2012/13 czyli w najgorszym chyba momencie do pozyskiwania sponsorów od czasów gdy do Polski weszli komuniści. Oto są firmy, które podkreślają, że współpracując z klubem chcą działać na rzecz społeczności lokalnej.

Niemniej wykrętne tłumaczenia dlaczego nie można podać konkretnych sum były w niektórych przypadkach zwalające z nóg. Na przykład Bumar - szczegóły umowy są tajemnicą, bo przecież chodzi o firmę sprzedającą broń. A co oni Piastowi czołgi sprzedali? Jeden na atak i jeden na obronę?:)

Pogadałem chwilę z Jackiem Żarnowieckim, członkiem zarządu i dyrektorem personalnym w gliwickim General Motors. Oprócz typowo pijarowych zagrywek typu "zaczęliśmy współpracować z Piastem bo łączy nas nieustępliwość, ambicja, dążenie do celu i chęć nieustannej poprawy" dowiedziałem się od niego, że umowę podpisano do połowy 2014 roku i że może się rozwinąć.

Raczej nie będzie to trudne, bo na razie GM na pewno nie daje wielkich pieniędzy (mówi się wręcz o umowie bezgotówkowej). Można to także wywnioskować z faktu, że logo potężnej przecież firmy nie trafi nawet na koszulki piłkarzy. Żarnowiecki bardzo ogólnikowo wypowiadał się o formach współpracy; mówił coś o eventach, o użyczaniu samochodów klubowi. Wiadomo, że pracownicy fabryki mogą liczyć na zniżkowe ceny biletów na mecze Piasta. Początki są trudne, ale nie od razu przecież Gliwice zbudowano.

Jest też zła wiadomość. Moim zdaniem bardzo zła. Poważnej kontuzji mięśnia doznał bowiem Matej Izvolt, którego gra jesienią bardzo mi się podobała. Powrót może być kwestią miesięcy.

PS Ciągle tkwią mi w głowie słowa Tomasza Sokołowskiego, trenera Legii rocznik 1996, która wygrała turniej na Stadionie Śląskim: "My, trenerzy zajmujemy się nie tylko obserwowaniem własnej drużyny. Podpatrujemy także innych. Szukamy takich, którzy mogliby sprawdzić się u nas, podołać naszym wymaganiom."

Trzeba działać bardzo szybko. Wiele wskazuje na to, że Górny Śląsk może stać się polem uprawnym nie tyle Europy Zachodniej, ale Legii. Nie łudźcie się, że nastoletni superzdolny Ślązak odmówi stołecznemu klubowi w imię miłości do drużyny na której mecze chodzi od dziecka. Przykład Bereszyńskiego z Poznania (kiedyś chciał go Piast) wskazuje, że teraz liczy się konkret czyli możliwość rozwijania się w najlepszych warunkach w najlepszym towarzystwie. No i czynnik najważniejszy: będąc w tamtejszej Akademii Piłkarskiej naprawdę możesz wskoczyć do pierwszej drużyny. W Legii nie wychowują piłkarzy dla Mazura Karczew, ale dla siebie.

Pojedynczo śląskie kluby nie dorównują Legii. Ale w kupie siła. Może trzeba założyć elitarną panśląską szkółkę piłkarską? Taką w której trenerzy i pracownicy nie zarabialiby 380 zł?

Widziałbym to tak => Wszystkie kluby zrzucają się na taką szkółkę w określonej kwocie. Trafiają tam najzdolniejsi, których wyławianiem i szkoleniem zajmują się dobrze opłacani fachowcy. Powstawałby gotowe produkty.

A kto korzystałby z wychowanków? To proste. Zastosowałbym draft. Najwięcej wkładający obsadzaliby najwyższe miejsca, na przykład 1-3, ci mniej wkładający - miejsca odpowiednio niższe. Oczywiście kluby mogłyby handlować miejscami.  Jak w NBA. Od strony medialnej to przedsięwzięcie miałoby zagwarantowane pierwszorzędne zainteresowanie.

Najważniejsze byłoby żeby w szkółce szkolili się najzdolniejsi Ślązacy. Na tyle zdolni że trafiali by do ligowych składów (jak w przypadku Legii). Chodzi o to żeby nie zakwitło u nas przekonanie, że karierę piłkarską robi się wszędzie poza Śląskiem, a propozycja Legii jest z gatunku tych nie do odrzucenia.

Trzeba robić wszystko żeby była do odrzucenia. Bo inaczej będziemy zaściankiem zaścianka. Polem uprawnym na długie lata. Na całe nasze życie.

Chcecie tego?

PS1 A poza tym Omega.

 
1 , 2
Archiwum