piątek, 28 lutego 2014
Nadejdą jeszcze chwile

Pod takim tytułem powstał film o Polonii Bytom. Jego reżyserem jest Leszek Staroń. Miałem okazję przy powstaniu filmu współpracować.

Poczytuję to sobie za ogromny zaszczyt. Dzięki tej pracy mogłem się spotkać z niezwykłymi ludźmi, odwiedzić ich w domach, poznać rodziny. Jeszcze raz uzmysłowić sobie, że Polonia to klub, który w całej Polsce nie ma odpowiednika. Nigdzie indziej melanż śląsko-lwowski nie wydał takich owoców.

Polonia sprawia, że człowieka nachodzą dziwaczne chęci. Zazwyczaj kiedy jest coraz starszy chce być coraz młodszy. Pracując przy tym filmie uzmysłowiłem sobie, że żałuję iż nie urodziłem się wcześniej. Przeżyć powitanie bohaterów wracających z Pucharem Ameryki w obecności 100 tysięcy szczęśliwych bytomian to wspomnienia na całe życie - nie wiem czy kiedykolwiek w przyszłości zdarzy się jeszcze spontaniczna manifestacja takich rozmiarów.

Moim zdaniem film jest, skromnie mówiąc, niezły. Materiału zebrało się na cztery takie opowieści, ale trzeba było coś wybrać... Mnie jednak właściwie nie powinniście słuchać, jestem w tej sprawie stronniczy:) Możecie sami się przekonać. W najbliższy wtorek w Bytomskim Centrum Kultury odbędzie się prezentacja pierwszej drużyny Polonii przed rundą wiosenną. A przed nią odbędzie się właśnie premiera filmu „Nadejdą jeszcze chwile”. Moim zdaniem fragment hymnu Polonii to świetny tytuł. Znając chwalebną przeszłość łatwiej jest czekać na chwalebną przyszłość. Głęboko wierzę, że taka stanie się jeszcze udziałem bytomskiego klubu.

Rozwaliło mnie kiedy podczas prac nad filmem hasło "Nadejdą jeszcze chwile" zobaczyłem na murze w dzielnicy Rozbark. Kibice na trzystu metrach ogrodzenia wymalowali cały hymn! Dziś to wręcz atrakcja turystyczna:)

Na zachętę fragment filmu. Przed Wami jedna z największych gwiazd Polonii. Oglądając można się wzruszyć.

PS Czas na mundialową literkę"F". Ruszamy do ataku. Trochę nietypowo: trzema stoperami i trzema napastnikami. A co tam!

bramkarz:

Fillol - ARG - 1974 - 1978(M) - 1982

obrońcy:

K.H.Foerster - GER - 1982(2) - 1986(2)

Facchetti - ITA - 1966 - 1970(2) - 1974

Figueroa - CHI - 1966 - 1974 - 1982

pomocnicy:

Ferraris IV - ITA - 1934(M)

Falcao - BRA - 1982 - 1986

Fabregas - ESP - 2006 - 2010(M)

Fernandez - FRA - 1982(3)

napastnicy:

Forlan - URU - 2002 - 2010(4)

Fontaine - FRA - 1958(3)

Ferrari - ITA - 1934(M) - 1938(M)

Brałem pod uwagę także Fadigę, Figo, Felixa, Fischera, Flohe, Foe, Forlana, Francescolego, Francillona:)

PS1 O wyjeździe z GieKSą pod koło podbiegunowe - przeczytacie TUTAJ.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

czwartek, 27 lutego 2014
GieKSa. My TOP SEVEN best goals ever

27 lutego 1964 roku formalnie powstał GKS Katowice.

Z tej okazji chcę wspomnieć o bramkach, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Widziałem wszystkie na własne oczy. Niestety w większości przypadków nie znalazłem ich nagrań więc Wam je opiszę.

7. Sławomir Wojciechowski (7 września 1996 roku) w 90. minucie na 1:1 z Ruchem Chorzów oraz (15 września 1996 roku) w 60. minucie na 3:1 z Odrą Wodzisław. Oba mecze w lidze.

Wojciechowski był jednym z najlepszych specjalistów w historii GieKSy od stałych fragmentów gry. Nie znam jednak drugiego piłkarza, który strzeliłby gola z rzutu rożnego w dwóch kolejnych meczach ligowych! W dodatku oba w meczach derbowych. A w meczu z Ruchem ten gol padł w ostatniej minucie, w dodatku dawał remis!!! Na filmiku możecie zobaczyć gol z meczu z Odrą:

Po meczu pytałem strzelca co jeśli w następnym meczu w bramce stanie więcej graczy przeciwnika. - Na pewno coś wymyślę - śmiał się.

6. Roman Szewczyk (18 września 1991) w 40. minucie na 1:0 z FC Motherwell (Puchar Zdobywców Pucharów);

Szewczyk miał w nodze niezwykłą petardę i przekonało się o tym wielu bramkarzy. Jak siadło to nie było co zbierać. Mur był nieważny. Kilka takich goli widziałem - wybrałem ten z meczu ze Szkotami, bo i stawka odpowiednia a i piłka wpadła w samo okienko...

5. Marek Biegun (24 listopada 1985) w 87. minucie na 5:4 (sic!) z Pogonią Szczecin (liga);

Trzy minuty przed końcem łamaną przewrotką (trochę koślawą) ustala wynik. Ciekawostką jest fakt, że zaledwie dziesięć minut wcześniej było... 3:1.

4. Jan Furtok (1 maja 1986) w 87. minucie na 4:1 z Górnikiem Zabrze  (finał Pucharu Polski);

Biegowy pojedynek Furtoka z Józefem Wandzikiem po dalekim podaniu na uwolnienie. Po meczu Wandzik powiedział Furtokowi, że gdyby to był ktoś inny to by mu nogę złamał.

3. Jerzy Wijas (26 sierpnia 1987) w 17. minucie na 1:0 ze Stalą Stalowa Wola (liga);

Nie wiem czy ktoś kiedykolwiek na Bukowej strzelił gola z dalszej odległości. Larry uderzył, piłka odbiła się od rywala i wróciła do niego więc poprawił. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdy nie stał w okolicy kółka. Piłka leeeeeeeeeeeeeeeciała i wpadła! Ale wcale nie leciała wolno. Pamiętam ten świst a potem wrzeszczącego Wijasa fetującego tego gola (podejrzewam, że wrzeszczał, bo miał otwarte usta, ale i tak nie było nic słychać, bo wrzask trybun był jednak donioślejszy)

2. Jerzy Kapias (20 sierpnia 1988) w 82. minucie na 3:2 z Górnikiem Zabrze (liga);

To był najlepszy mecz GieKSy jaki widziałem, fantastyczna wygrana z fantastycznym rywalem (w Górniku prawie sami reprezentanci Polski). O wszystkim zdecydował kapitalny strzał Jerzego Kapiasa w długi róg pod poprzeczkę na bramkę od strony zegara. Cud miód malina! A przecież Hupek nie zasłynął akurat ze strzelania bramek a co dopiero pięknych bramek...  

1. Gija Guruli (22 maja 1991) na 1:0 w 25. minucie z Zawiszą Bydgoszcz albo  (19 października 1991) na 1:0 w 7. minucie z Hutnikiem Kraków (oba ligowe);

Umieszczając Gruzina na pierwszym miejscu chcę oddać hołd czemuś co nie zdarzało się na Bukowej za często. Jego gole, ale przecież nie tylko gole, były PIĘKNEM w postaci czystej. Widzieliście kiedyś żeby kibice Ruchu Chorzów w meczu z GieKSą bili brawo po zagraniach piłkarza przeciwnej drużyny? To przytrafiło się chyba tylko Gurulemu. Ten pierwszy gol, którego zdobył szczupakiem był jednocześnie pierwszą bramką w historii GKS-u zdobytą przez obcokrajowca. Ten drugi gol potwierdzał, że w tym klubie grało wielu ludzi z młotem pneumatycznym. Zobaczcie sami (od 0:52)

 

PS Dziś Katowice stały się na chwilę Splitem. O godz. 20.04 policja zamknęła rondo a zebrani uczcili jubileusz.

PS1 Kontynuuję zabawę na najlepsze mundialowe jedenastki. Dziś literka E. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że poza Eusebio trudno będzie kogoś wybrać, ale przecież paru świetnych grajków - zwłaszcza w Brazylii i Afryce - by się znalazło. A do własnej jedenastki nie wybrałbym wcale Eusebio lecz skromnego lewoskrzydłowego, który wystąpił bez sukcesów tylko na jednym mundialu. Ale olśnił mnie i nie mogę o nim zapomnieć. Ten wybór przeczy teorii jakoby Czadoblog był zajadłym brazyliożercą.

bramkarz:

Ettori - FRA - 1982(4)

obrońcy:

Eyzaguirre - CHI - 1962(3) - 1966

Eboue - IVC - 2006 - 2010

Ebwelle - CAM - 1990

Edinho - BRA - 1978 (3) - 1982 - 1986

pomocnicy:

Eckel - GER - 1954 (M) - 1958 (4)

Emerson - BRA - 1998(2), 2006

Enrique - ARG - 1986(M)

napastnicy:

Eusebio  - POR - 1966 (4)

Elkjaer - Larsen- DAN - 1986

Eder - BRA - 1982

Brałem pod uwagę także Edmundo, Eto'o, braci Evaristo, Evrę, Etame

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 26 lutego 2014
GieKSa a finał europejskiego pucharu. To było możliwe

Miałem dziś przyjemność wzięcia udziału w debacie na temat GKS-u Katowice. Zorganizował ją klub, mogliśmy podyskutować w towarzystwie przedstawicieli trzech pokoleń GieKSy: Piotra Piekarczyka, Mirosława Sznaucnera i Łukasza Budziłka. Dziennikarzy reprezentował Andrzej Grygierczyk, redaktor naczelny katowickiego "Sportu" i ja.

Było o teraźniejszości, było o przeszłości. Niektórzy z Was być może wiedzą, że bardzo lubię przeszłość:) Jednym z wielu tematów przez nas poruszanych były starty GKS-u w europejskich pucharach. Moja teoria jest taka, że w latach 90. gieksiarze wycisnęli wszystko co się dało (choć przy odrobinie szczęścia i lepszego sędziowania można było wyeliminować Benficę), ale już w latach 80. mogło się to skończyć znacznie lepiej. 

Szczególnie żałuję sezonu 1986/87. Wiem, że to co teraz napiszę dla niektórych będzie szokujące, ale moim zdaniem GKS mógł wtedy nawiązać do wielkiego sukcesu Górnika Zabrze z sezonu 1969/70 czyli awansować do finału Pucharu Zdobywców Pucharów!

Niemożliwe? Prześledźmy to. GKS awansował do tamtej edycji po pamiętnym finale z Górnikiem Zabrze na Stadionie Śląskim. Na dzień dobry dwa razy pokonał Fram Reykjavik, w kolejnej rundzie spotkał się ze szwajcarskim Sionem. Byłem na pierwszym meczu, który też odbył się na Stadionie Śląskim. Gdyby ktoś po kwadransie powiedział mi, że GKS wtedy odpadnie - wyśmiałbym go. Marek Koniarek błyskawicznie strzelił dwa gole, wydawało się, że może się to skończyć piątką. Tymczasem w końcówce dwa niewinne, przypadkowe ataki skończyły się golami dla Sionu. Na rewanż katowiczanie pojechali zbyt przestraszeni i przegrali mecz w głowach. To był pierwszy poważny wyjazd, ekipa się spaliła i było po zawodach. Piłkarsko GKS był lepszy tylko co z tego?

Tymczasem Sion w następnej rundzie czyli w ćwierćfinale spotkał się z Lokomotive Lipsk. Drużyna enerdowska prezentowała wszystkie atuty kojarzone z tamtym futbolem. Było tam paru reprezentantów NRD: bramkarz René Müller, solidni Matthias Lindner, Uwe Zötzsche. Właśnie na szerokie wody wypływał młodziutki talent Olaf Marschall.

Jestem przekonany, że siłowy, agresywny styl Lipska pasowałby Katowicom, które właśnie tym sposobem zniechęcały krajowych rywali. Iskry by poszły...

Lokomotive wyeliminował Sion w samej końcówce rewanżowego meczu. W pierwszym było 0:0. W drugim dopiero w 87 minucie gola dla Niemców strzelił Marschall. Wspominam o nim nie bez powodu, właśnie ten piłkarz zrobił potem karierę w Bundeslidze. Stał się gwiazdą Kaireslautern, ale przecież Katowice miały starszego o cztery lata lata Jana Furtoka, który Marschallowi na pewno nie ustępował. No i Furtok też zrobił karierę w Bundeslidze.

Enerdowcy w półfinale wyeliminowali w rzutach karnych Bordeaux. Na użytek tego tekstu przyjmijmy, że katowiczanie byliby w stanie tego dokonać, co nie jest marzeniem ściętej głowy - zresztą siedem lat później tak się stało...

W tym momencie byłby już finał! Na więcej katowiczan nie byłoby stać, bo rywalem był Ajax Amsterdam z młodym obiecującym Marco van Bastenem. Wtedy to nazwisko nie robiło jeszcze w Polsce wrażenia - zmieniło się to niedługo później kiedy Holandia wyeliminuje w eliminacjach ME biało-czerwonych a potem zdobędzie mistrzostwo Europy. Zresztą ówczesny Ajax to nie tylko van Basten. W finale Pucharu Zdobywców Pucharów wystąpili też Arnold Muehren (to on podawał van Bastenowi w finale mistrzostw Europy ze Związkiem Radzieckim, kiedy ten zdobywał najpiękniejszego gola w historii EURO) a także Jan Wouters, Frank Rijkaard. Rob Witschge czy Silooy też sroce spod ogona nie wypadli... A jako rezerwowy za Witschgego wszedł niejaki Dennis Bergkamp. A wszystko pod okiem trenera Johanna Cruyffa. I pomyśleć, że GieKSa mogła z nimi na Stadionie Olimpijskim w Atenach zagrać! Przynajmniej ja tak twierdzę:)

PS Ale najlepszy mecz w pucharach GieKSa moim zdaniem rozegrała jesienią 1988 roku w Glasgow. Byli wtedy lepsi od Rangersów, walczyli po angielsku. Porażka 0:1 brzmi honorowo, ale naprawdę niewiele zabrakło by GKS wtedy (jeszcze z Furtokiem i Rudym) wygrał na Ibrox Park. Tyle akcji... Nawet kiedy już reprezentacyjny angielski bramkarz Chris Woods był pokonany to reprezentacyjny angielski obrońca Gary M. Stevens wybijał piłkę z linii bramkowej... (Gary M. - to ważne, bo w tym czasie w reprezentacji Anglii był jeszcze inny Gary Stevens - Gary A.Stevens z Tottenhamu). A na obronie Rangers grał jeszcze jeden reprezentacyjny angielski obrońca Terry Butcher (z Butcherem grałem w piłkę, opowiem Wam kiedyś moją związaną z nim boiskową przygodę:). Ależ Szkoci mieli wtedy mocną drużynę. Co tam Rangers: zwróćcie uwagę na szybkość graczy GieKSy!

PS1 Wiecie, że Ruch Chorzów choć gra świetnie nie zarabia tyle ile mógłby na transmisjach telewizyjnych? To dlatego, że w prime time jest prawie najrzadziej ze wszystkich zespołów. A kto jest najczęściej? Zgadliście:)

PS2 Dziś nasz wpis sponsoruje literka D. Czas więc na mundialową jedenastkę wszech czasów Czadobloga właśnie spod tego znaku:

bramkarz:

Dasajew - ZSR - 1982 - 1986 - 1990;

obrońcy:

Djalma Santos - BRA - 1954 - 1958(M) - 1962(M) - 1966;

Domingos - BRA - 1938(3);

Desailly - FRA - 1998(M) - 2002;

F. de Boer - HOL - 1994 - 1998;

pomocnicy:

de Rossi - ITA - 2006(M) - 2010;

Deschamps - FRA - 1998(M);

Deyna - POL - 1974(3) - 1978;

Didi - BRA - 1954 - 1958 (M) - 1962 (M);

napastnicy:

Dalglish - SCO - 1974 - 1978 - 1982;

del Piero - ITA - 1998 - 2002 - 2006 (M)

W gronie kandydatów byli też Dani Alves, Della Tore, de Jong, Donadoni, Davids, Deco, Dumitrache, Dumitrescu, Dżajić, Delfour

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

wtorek, 25 lutego 2014
Co z Zagłębiem za sześć lat? Możecie się zdziwić

Moim zdaniem jeśli wszystko potoczy się zgodnie z zamysłem władz Sosnowca, Zagłębia i Legii już wkrótce w szkółce przy Stadionie Ludowym będą chciały grać dzieci z całego województwa śląskiego. Także z Katowic, Bytomia, Chorzowa i Zabrza. Zagłębie może zassać wszystkie największe talenty w całym regionie! Bajdurzysz Czado, niby jak? - zaśmiejecie się.

No to przeczytajcie ten wpis...

Współpraca Zagłębia i Legii Warszawa trwa od zeszłego roku, byłem dziś w Sosnowcu na podpisaniu umowy, która ją wydłuża. Porozumienie sygnowali m.in. Kazimierz Górski, prezydent Sosnowca, Bogusław Leśnodorski, prezes Legii oraz Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia.

- Porozumienie zawarto w czerwcu 2013 roku. Umowę podpisujemy dopiero teraz, bo chcieliśmy zobaczyć jak ten projekt będzie funkcjonował. Okazuje się, że funkcjonuje jak należy, więc w myśl umowy przez sześć najbliższych lat miasto będzie go wspierać jak potrafi - mówiła Agnieszka Czechowska-Kopeć, wiceprezydent Sosnowca (wie co mówi, bo miasto jest większościowym udziałowcem Zagłębia).

- Wiadomo, że rozwój polskiej piłki zależy od szkolenia. Nasza akademia szkoli bardzo wielu piłkarzy nie dla wszystkich starcza miejsca w pierwszej drużynie. Wolimy żeby się rozwijali w miejscach na odpowiednim poziomie, u ludzi, do których mamy zaufanie - stwierdził prezes Leśnodorski.

- W Sosnowcu mamy wiele klubów sportowych, ale Zagłębie jest dla nas najważniejsze. Najbardziej zależy nam na szkoleniu, ale także na przygotowaniu drużyny zawodowej do występu na wyższym szczeblu niż dziś (Zagłębie gra obecnie w II lidze - stwierdził prezydent Górski. - Nie mamy wpływu na wyniki, ale mamy wpływ na spokój wśród piłkarzy. Dla nas, samorządu, jest ważne żeby piłkarz nie myślał o tym czy dostanie pensję w terminie. Mam przekonanie, że budujemy klub prawidłowo, klub po kroku, że nie dojdzie do sytuacji jak w kilku innych miejscach, że wycofa się główny sponsor i egzystencja klubu będzie zagrożona - dodał prezydent Sosnowca.

Co konkretnie oznacza współpraca dla Legii i Zagłębia? Oba kluby ściśle współpracują ze sobą, grupy młodzieżowe stadnie rozgrywają mecze. Utalentowani wychowankowie stołecznej akademii wzmacniają kadrę pierwszego zespołu Zagłębia. Przykład? Oba kluby podpisały właśnie umowę w sprawie 21-letniego Przemysława Mizgały. Piłkarz został wypożyczony z Legii do Zagłębia do końca obecnego sezonu. Jesienią rozegrał dziesięć spotkań w trzeciej lidze w drużynie rezerw Legii.

Ale najważniejszy jest chyba fakt, że sosnowiecki klub może korzystać z wiedzy specjalistów, którzy budowali Akademię Piłkarską Legii. - Trenuje u nas 420-450 dzieci. Zależy nam na tym, żeby zajmowali się nimi kompetentni ludzie. Fachowcy, którzy byliby specjalistami w tej dziedzinie, dokształcali się, jeździli na szkolenia - podkreśla Jarosz. I tu właśnie sosnowiecki klub ma najwięcej czerpać z doświadczeń Legii. Jest z czego, bo stołeczny klub szkoli dziś młodzież najlepiej w Polsce. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie zeszłoroczny turniej Silesia Winter Cup na Stadionie Śląskim kiedy młodzi piłkarze Legii okazali się lepsi o górnośląskich drużyn, w których występowali zawodnicy dwa-trzy lata starsi.

Czerpanie z know-how Legii może być złą wiadomość dla klubów z Górnego Śląska, bo Zagłębie nie funkcjonuje w odosobnieniu. Jeśli warunki rozwoju, które stworzy młodym piłkarzom staną się zdecydowanie najlepsze w regionie, to tylko kwestią czasu będzie, kiedy Zagłębie stanie się „klubem pierwszego wyboru” dla utalentowanych chłopaków z całego województwa! Spytałem Leśnodorskiego czy Legię interesują ich tylko najlepsi młodzi piłkarze Zagłębia czy może całego Śląska (niedawno do Legii trafił z Ruchu Tomasiewicz). Prezes Legii wyraził nadzieję, że jakość szkolenia spowoduje, że regionalizmy nie będą miały znaczenia.

Co to może oznaczać? Cóż, bajtel będzie na co dzień kibicować Ruchowi albo Górnikowi, ale swój piłkarski talent pojedzie szlifować do Zagłębia, bo tam dadzą szansę na najciekawsze treningi, a także zaoferują atrakcyjne wyjazdy na turnieje. Sosnowiecki klub chce przekonywać rodziców, że warto mu zawierzyć. Faktem jest, że obecny ośrodek szkoleniowy robi wielkie wrażenie. - Aż zazdrościmy go Sosnowcowi - przyznał prezes Legii.

Może zdarzyć się, że jedynym sposobem dla klubów z drugiej strony Brynicy na zatrzymanie talentów u siebie będzie konkurencyjna oferta. A to oznacza, że wszystkie śląskie kluby będą musiały zainwestować w szkolenie młodzieży.

Nad całością trzyma pieczę 44-letni Jarosław Wojciechowski. Trochę z nim dziś na boku pogadałem i jestem pod wrażeniem. To były piłkarz stołecznego klubu. W ekstraklasie nigdy nie zagrał, ale w dziedzinie szkolenia młodzieży jest w czołówce specjalistów. Zanim trafił do Legii prowadził kadrę juniorów Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. W akademii Legii był koordynatorem grup gimnazjalistów. Teraz jest odpowiedzialny za całe szkolenie dzieci i młodzieży w Zagłębiu. Na co dzień mieszka w Warszawie, ale wynajął w Sosnowcu mieszkanie, żeby skupić się na pracy. Rodzinę odwiedza w weekendy.

Ochoczo tłumaczył mi filozofię pracy, którą wyznaje. Podkreślał dbałość u wychowanków o standardy zachowań, treningu a nawet... ubrania. Stroje mają być jednakowe. Adepci mają zajęcia z psychologii, dietetyki. - Ważna jest piłka, ale nie tylko. Poczucie wspólnoty, jasne zasady postępowania również wpływają na jakość szkolenia - uważa.

Klub podpisał umowę z Zespołem Szkół Ogólnokształcących nr 3 im. B.Prusa, jedną z najlepszych szkół w Sosnowcu. Powstały tam męskie klasy roczników 1999 i 2000 liczące po 22 uczniów. - Nasi trenerzy mają obowiązek interesowania się wynikami w nauce swoich wychowanków. Są w kontakcie z nauczycielami, raz na tydzień zjawiają się w szkole. Po szkole od razu przyprowadzają zawodników na trening. Szkoła jest blisko ośrodka a to ważne, bo nie marnuje się wiele czasu na transport. Ten czas chłopcy mogą przeznaczyć na odpoczynek po treningu - uważa Wojciechowski.

Co jego zdaniem jest najważniejsze?  Słowo klucz to dyscyplina na boisku ale i poza nim. Zawodnicy zdają sobie sprawę jak ważny wizerunek, zdają sobie sprawę, że reprezentują klub.

W Zagłębiu pracuje w tej chwili 24 trenerów zajmujących się 13 grupami młodzieżowymi. Dwóch szkoleniowców zajmuje się przygotowaniem motorycznym, dwóch tylko bramkarzami.  Pracują na umowę zlecenie. Nad całością czuwa trzech koordynatorów. Ważne, że oceniani są nie tylko piłkarze, ale także szkoleniowcy. - Ci trenerzy, którzy są wybuchowi, nie panują nad emocjami muszą liczyć się z tym, że stracą pracę. Zdarzyło się, że z niektórych instruktorów zrezygnowaliśmy - przyznaje Wojciechowski.  Pytam czy u trenerów dopuszcza możliwość polemiki dotyczącej metod treningowych. - Nie. Metodyka i metodologia treningu - wszystko jest ustalone wcześniej - podkreśla. Ważne, że trenerzy nie są oceniani za wyniki zespołów, które szkolą. - Wyniki są ważne, ale nie najważniejsze. Bardziej liczy się to w jaki sposób pracują nad rozwojem zawodników - podkreśla Wojciechowski.

A co Legia dostanie w zamian? - Jeśli trafi się u nas jakaś wybitna jednostka, to Legia będzie miała do tej perełki pierwszeństwo - mówi prezes Jaroszewski.

Oczywiście plany są śmiałe, marzenia wielkie, ale rzeczywistość nie pozwala o sobie zapomnieć. Czego Zagłębiu brakuje? - Nad jednym z boisk na pewno przydałby się balon żeby można było z niego korzystać bez przerwy. Zagłębie nie ucieknie też przed modernizacją stadionu - uważa Leśnodorski. Cóż, przyznać trzeba, że obecny jest z minionej epoki.

Ale nie od razu Sosnowiec przecież zbudowano.

PS I pomyśleć, że jeszcze w 2012 roku myślałem, że to Zagłębie będzie śląską kolonią...

PS1 Teraz czas na tradycyjny już kolejny odcinek najlepszych jedenastek mundialowych. Jako że jesteśmy w Polsce - czas na endemiczną literkę Ć.

Niestety wybór jest maksymalnie mały. Literka Ć nie jest w stanie wystawić pełnego składu. Mało tego - w całej historii mundiali w turnieju finałowym zagrał tylko jeden jedyny piłkarz o nazwisku zaczynającym się na tę literę! Tak się składa, że to były trener Górnika Zabrze. Mam nadzieję, że wiecie o kogo chodzi:)

W następnym odcinku literka D. Bardzo mocna!

PS2 A poza tym Omega powinna zostać. A poza tym czwarta trybuna powinna powstać jak najszybciej. 

niedziela, 23 lutego 2014
Odcień nieba na trybunach

Gdyby akurat dziś jakiemuś małemu niebieskiemu bajtlowi przydarzył się pierwszy wyjazdowy mecz z Ruchem to zapamiętałby go zapewne do końca życia. Te gigantyczne tłumy kibiców Ruchu miały przecież we Wrocławiu ogromne powody do satysfakcji. Jeszcze niedawno trudno byłoby w to uwierzyć, ale Ruch właśnie zrównał się punktami z Górnikiem Zabrze i WYPRZEDZIŁ go w tabeli! Gdzie zatrzymają się niebiescy?!

Musi to przyznać każdy, także ktoś obojętny albo nawet niebieskim niechętny: pięknie wyglądały dziś tłumy kibiców Ruchu w niebieskich koszulkach na stadionie we Wrocławiu. 2400 ludzi! To zjawisko wręcz socjologiczne, pozwalające spojrzeć na te kibicowskie podróże w nowy sposób.

Kiedyś grupy wyjazdowe na mecze piłkarskie przez przeciętnego obywatela były postrzegane jak wypady zbójcerzy buszujących po spokojnych włościach Mirmiła, jak rejzy Krzyżaków na Prusy ewentualnie najazdy wikingów Haralda Hårdrådy na kogo sobie już tam wybierzecie:) W efekcie na harcowników czekały grupy poławiaczy pereł.

Faktem jest, że przeżycia były wtedy ekstremalne. Tak to było w dawnych czasach: raz ty byłeś zagrożony, raz ty sprawiałeś zagrożenie. W takiej sytuacji łatwo dochodziło do przepoczwarzeń z kibica w kibola... 

W latach 80. podróżowałem pociągiem, który wiózł kibiców na mecz wyjazdowy. Jechali nim również zwykli pasażerowie. Na jednym z dworców - kiedy pociąg się zatrzymał - nagle z hukiem zaczęły wylatywać szyby, do przedziałów zaczęły wpadać cegłówki wielkości pięści Balroga. Wlatywały z jednej strony, wylatywały bez przeszkód z drugiej, bo... szyb już nigdzie nie było. Wszyscyśmy leżeli na podłodze w szkle i czyjejś krwi. Tylko jedna starsza pani siedziała jak sparaliżowana z oczami pełnymi łez i cichutko zapytała: "czy to wojna?". W odpowiedzi usłyszała ryk: "na ziemię, babciu", ale nie zastosowała się. Siedziała jak sparaliżowana aż pociąg ruszył, wszyscy inni leżeli z rękami na głowach...

W latach 90. widziałem jako podczas rejzy na mecz reprezentacji Polski kibice zablokowali stację benzynową stojącym niedaleko potężnym głazem narzutowym. Dla jaj.

Ale tabuny niebieskich kibiców we Wrocławiu uzmysławiają mi, że być może można zacząć by te wyjazdy traktować w inny sposób? Cieszę się: wreszcie w polskiej lidze istnieją na tyle duże stadiony, że mogą pomieścić potężną chmarę chętnych kibicujących drużynie przyjezdnej. Byłoby super gdyby na takim wyjeździe wolny czas mogły spędzać całe rodziny. Mama, tata, dzieci. Mogłyby łączyć przyjemne z pożytecznym - zobaczyć mecz, zwiedzić miasto... A miejscowi mogliby na nich zarobić. I wszyscy byliby zadowoleni.

A sam mecz?

Ruch zadziwia. Początek był piorunujący a piękne gole zostały zdobyte w przemyślany sposób. Gdzie zatrzyma się drużyna Jana Kociana? Moje indywidualne cenzurki piłkarzy Ruchu z tego meczu przeczytacie - TUTAJ.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Kontynuuję zabawę w najlepsze mundialowe jedenastki, w których kryterium doboru jest alfabet. Dziś czas na jedenastkę sponsorowaną przez literę C*. Jest tu pewien grajek, którego nazwisko było moją ksywką:)

bramkarz:

Casillas - ESP - 2002 - 2006 - 2010(M)

obrońcy:

Cafu - BRA - 1994(M) - 1998(2) - 2002(M) - 2006

Cannavaro - ITA - 1998 - 2002 - 2006(M) - 2010

Costacurta - ITA - 1994(2) - 1998

Cabrini - ITA - 1978(4) - 1982(M) - 1986

pomocnicy:

Cubillas - PER - 1970 - 1978 - 1982

Charlton - ENG - 1962 - 1966(M) - 1970

Coluna - POR - 1966(3)

napastnicy:

Caniggia - ARG - 1990(2) - 1994

Cruyff - HOL - 1974(2)

Czibor - HUN - 1954(2)

Tym razem dokładam trenera bardzo wszechstronnego: zanim trenował piłkarzy Brazylię był reprezentantem tego kraju w... siatkówce a jako selekcjoner pojechał nawet na mistrzostwa świata. Jako selekcjoner piłkarski również był na mundialu:)

Coutinho - BRA - 1978 (3)

Pod uwagę brałem również Carbajala, Carlosa Alberto, drugiego Charltona, Chumpitaza, Castro, Ceę i Carecę.

* nazwisko, narodowość, mundiale na których zagrał, w nawiasie ewentualne sukcesy.

sobota, 22 lutego 2014
0:3. Przewidziałem to

Futbol jest piękny w swojej nieprzewidywalności, ale tego rodzaju piękno nie zstępuje na nas za każdym rogiem. Dlaczego w piłce jest zazwyczaj tak, że dobre przeczucia się nie sprawdzają, a na złe możesz liczyć zawsze?

Przed meczem mówiłem na stadionie kolegom dziennikarzom (także warszawskim), że dziś z pewnością będzie 0:3. Nie, mój pesymizm nie wynikał z braku wiary w zespół Górnika. Wynikał z raczej faktu, że kiedy motorówce zdemontujesz silnik i podasz załodze wiosła to nie będzie ona płynąć tak szybko jak wcześniej. Górnik nie miał ŻADNYCH szans nawiązania równej walki. Ale przecież Justyna Kowalczyk też przecież nie dobiegła dziś do mety. Czy dlatego, że jest słaba? Oczywiście, że nie. Wytłumaczenie samo się nasuwa. Szanowne zdrowie: "Ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił."

Jestem przekonany, że zdrowy Górnik zawalczyłby dziś z Legią o zwycięstwo. Przecież cały kwartet defensywny mógłby być wtedy złożony z innych zawodników. Porozbijani gospodarze nie mieli nawet sił by lizać rany. Dublerzy zwyczajnie nie są w tej chwili tak dobrzy jak zawodnicy pierwszego składu (doceniam Rafała Kosznika, który kiedy dojdzie do właściwej formy znów będzie pierwszoplanową postacią). W końcówce trener Ryszard Wieczorek nie mógł już nic zrobić, bo zmiany musiał wykorzystać wcześniej. Dlatego nie rozumiem tego najazdu zabrzańskich kibiców na Wieczorka. Dwa gongi po 0:3 w tej samej sytuacji mógłby zaliczyć nawet Carlos Bilardo. Gdyby trener Wieczorek przegrał z Lubinem i Legią w takim samym stosunku mając do dyspozycji pełny skład (czego mógłby przecież oczekiwać po zimowej przerwie kiedy jest dużo czasu żeby dojść do siebie) - sam byłbym za jego zwolnieniem już teraz. Ale w Górniku jest szpital. Choćby na szpicy grali dziś ludzie (najpierw podstawowy napastnik a potem jego zmiennik), którzy w normalnych okolicznościach na pewno nie wyszliby na boisko. Dlatego w tej sytuacji uważam, że trenerowi Wieczorkowi powinno się pozwolić walczyć w Górniku dalej.

Jeśli mnie pytacie czy winę na to co się dziś stało zwalam na kontuzje i choroby w klubie, odpowiadam: tak, zwalam. Z takim natężeniem przeciwności losu taki klub jak Górnik nie jest w stanie sobie poradzić. Zwycięstwo byłoby dziś cudem.

A Legia? Legia zrobiła swoje. Profesjonaliści. Trudno czynić jej zarzuty, że wygrała z osłabionym rywalem. Każdy może mieć takie problemy, to niczyja wina.

Co mi się podobało:

a) ze spraw czysto piłkarskich w Górniku zauważyłem dwa elementy. Pierwszy to świetne dalekie podania Radosława Sobolewskiego: zmyślne, nagłe i na nos. Trudno wyobrazić sobie że można wypuszczać w bój kolegów z przodu w lepszy sposób. Drugi to umiejętność nagłej zmiany kierunku rozwijania akcji przez Łukasza Madeja. Oba te szczegóły mogą jeszcze w tej rundzie przynieść Górnikowi wiele konkretnych efektów;

b) to co napiszę w niektórych kręgach może wydać się niepopularne, ale cóż... To nie moja sprawa, ale dziś Legia jako całość, jako dobrze funkcjonujący mechanizm, działała jednak bez zarzutu... Grunt to dwaj chyżonodzy skrzydłowi (Ojamaa i Guilherme - u tego drugiego widać, że autentycznie cieszy się grą w piłkę nożną - nie każdy piłkarz może sobie na taki komfort pozwolić, a już na pewno nie każdy nieutalentowany;). A kiedy ma się dwóch takich gości na bokach to wiadomo, że na centrze musi straszyć ktoś taki jak Orlando Sa. Dziś Portugalczyk wprawdzie nic jeszcze nie pokazał (jeden niezły strzał to za mało), ale moim zdaniem to jedynie kwestia czasu. Jeszcze udowodni, że nie jest drugim Romanem Orieszczukiem...

c) że Górnik umożliwił gościom przeprowadzenie normalnej rozgrzewki - czyli to czego nie zrobiła Legia w poprzednim meczu z Koroną, bo czirliderki były dla niej ważniejsze;

Co mi się nie podobało:

a) na meczu był Marek Jóźwiak, były obrońca i działacz Legii. Siedział dwa rzędy przede mną. Zażenowało mnie kiedy po meczu jakiś kibic z Zabrza poprosił go o wspólne zdjęcie i zauważyło to jakichś dwóch łapserdaków. Gamonie zaczęli Jóźwiaka wyzywać i gnoić tego kibica za to, że chciał zdobyć pamiątkę. OK, rozumiem, że wspólna fotka z Markiem Jóźwiakiem nie dla każdego musi być szczytem marzeń, ale nie rozumiem jak innym można zrealizowania takiego marzenia zabraniać. To było równie beznadziejne jak zachowanie spikera Legii Wojciecha Hadaja podczas meczu z Koroną. Nie lepiej brać przykład z Legii na boisku a nie poza nim? Takie coś to siara...

PS A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Moje indywidualne cenzurki z tego meczu możesz przeczytać - TUTAJ.

PS2 Kontynuuję zabawę w najlepsze mundialowe jedenastki, w których kryterium doboru jest alfabet. Dziś czas na jedenastkę sponsorowaną przez literę B. Ależ siła*:

bramkarz:

G. Buffon** - ITA - 2002 - 2006 (M) - 2010

obrońcy:

F. Baresi*** - ITA - 1990(3) - 1994(2)

Blanc - FRA - 1998(M)

Beckenbauer - GER - 1966(2) - 1970(3) - 1974(M)

Brehme - GER - 1986(2) - 1990(M) - 1994

pomocnicy:

Breitner - GER - 1974(M) - 1978 - 1982(2)

Bozsik - HUN - 1954(2) - 1958

Burruchaga - ARG - 1986(M), 1990(2)

napastnicy:

R. Baggio**** - ITA - 1990(3) - 1994(2) - 1998

Batistuta - ARG - 1994 - 1998 - 2002

Bican - AUT - 1934(4)

Postanowiłem też dla otuchy dodać im trenera. To wspomniany już wyżej:

Bilardo - ARG - 1986(M), 1990(2)

Pod uwagę brałem również Balla, Ballacka, Bałakowa, Banksa, Barnesa, Belliniego, Blanchflowera, Briegela, Bońka a wśród trenerów Bearzota i... Beckenbauera. 

* nazwisko, narodowość, mundiale na których zagrał, w nawiasie ewentualne sukcesy

** G., bo na bramce podczas mundialu stał u Włochów także L.

*** F., bo na mundialu grał także u Włochów obrońca G.

****R., bo na mundialu grał także u Włochów pomocnik D. (ten od noża) 

piątek, 21 lutego 2014
Przyjmijmy Legię jak na to zasługuje

Już za chwileczkę, już za momencik to co lubimy najbardziej: klasyka. Klasyka ze stawką. Legia przyjeżdża do Zabrza na mecz z Górnikiem.

W związku z tym wielkim wydarzeniem apeluję żeby przyjąć Legię z godnością. Nie chodzi nawet o to, że to zasłużony dla polskiej piłki klub. Chodzi o to, że jeśli ktoś do nas przyjeżdża to znaczy, że jest naszym gościem. Warto gościa traktować jak gościa z trzech powodów:

a) bo tak wypada. Zachowywanie się w pewnych sytuacjach w określony sposób tylko dlatego, że tak wypada nie oznacza wcale, że jesteśmy niewolnikami konwenansów. Oznacza tylko, że jesteśmy członkami pewnej cywilizacji;

b) bo to się opłaca. Ewentualne nieprzyjemne przywitanie godzi w interes drużyny, której się kibicuje - w przyszłości. My też kiedyś będziemy gośćmi; 

c) bo warto trzymać poziom bez oglądania się na fakt, że u przeciwnika występują takie indywidua jak spiker Legii Wojciech "spierd... lamusie" Hadaj (poniżej filmik nakręcony przy okazji ostatniego meczu Legii z Koroną Kielce na Łazienkowskiej i "rozmowa" Hadaja z działaczem drużyny gości).  

 

Moim zdaniem można pana Hadaja zaprosić do Zabrza na ten mecz i uprzejmie ugościć. Może on zachowuje się jak wściekły pies wobec gości jedynie dlatego, że nie zaznał ludzkiej dobroci poza stolicą? Tak wiem, że to nie jest dobre wyjaśnienie. Ale czasem zwyczajnie wystarczy gdy takim ludziom pokaże się, że istnieje inny świat i że naprawdę można zachowywać się inaczej. Dzięki temu szybciej mogą sobie uzmysłowić, że oni też mają szansę zmienić własne życie...

Zdaję sobie sprawę, że pan Hadaj zwyczajnie może nie znać innej rzeczywistości. Otworzenie mu oczu na lepszy świat byłoby po prostu dobrym uczynkiem, a dobrych uczynków na tym łez padole nigdy nie za wiele.

PS W związku ze zbliżającym się mundialem postanowiłem wprowadzić nowy cykl. Od dziś pod wpisami będę publikował moją najlepszą jedenastkę złożoną piłkarzy, którzy wystąpili na mundialu. Każda jedenastka z każdej litery alfabetu. 

Zacznę - jak to w naszej cywilizacji - od litery A. Coś pięknego:

bramkarz

Albertosi - ITA - 1966-70 - II*

obrońcy

Amoros - FRA - 1982-86 - IV, III

Albrecht - ARG - 1966

Adams - ENG - 1998

Abidal - FRA - 2006-10 - II

pomocnicy

Andrade - URU - 1930 - M

Ardiles - ARG - 1978-82 - M

Augusto** - POR - 1966 - III

napastnicy

Asprilla - COL - 1994-98

Ademir** - BRA - 1950 - II

Albert - HUN - 1962-66

Chyba nie pominąłem nikogo ważnego, co? Może macie lepszą jedenastkę? (choć szczerze wątpię:)

* nazwisko, narodowość, mundiale na których zagrał, ewentualne sukcesy

** w przypadku Brazylijczyków i Portugalczyków postanowiłem umieszczać ich w jedenastkach od pierwszej litery ksywki a nie nazwiska. Mogliby zdominować na przykład literkę S (Santos - na mundialu wystąpiło ponad dwudziestu zawodników z trzech krajów o tym nazwisku, bodaj ośmiu z nich zdobyło medale - a nikt nie kojarzyłby o co chodzi;)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 19 lutego 2014
Pięć gwiazdek

Andrzej Gowarzewski sprawia, że w tym roku będzie pięć gwiazdek. W dodatku jeszcze przed mundialem!

Różni ludzie mają święty czas w różnych momentach. Dla mnie świętym czasem jest okres kiedy odbywają się piłkarskie mistrzostwa świata. Najchętniej zamknąłbym się na miesiąc z moim przyjacielem telewizorem.

Długo czekałem na uwspółcześnioną wersji mundialowej encyklopedii. Wreszcie jest! Tak dopieszczona, że nawet Sepp Blatter, szef FIFA po miesiącach analizy treści zgodził się napisać słowo wstępne. Materiały rozrosły się do takiej ilości, że aby je pomieścić będą potrzebne cztery a może nawet pięć tomów. To oznacza, że kibice piłkarscy w Polsce przeżyją w tym roku aż pięć gwiazdek - zanim przyjdzie do nich ta szósta, grudniowa.

W pierwszym świeżutkim tomie zawarto ponad sześć tysięcy biogramów - piłkarzy, trenerów, sędziów - którzy uczestniczyli w piłkarskich mistrzostwach świata. Fenomen tej encyklopedii polega na tym, że dziennikarz z Katowic wszystko sprawdził osobiście! Nie do uwierzenia jak bardzo przy tej robocie trzeba być upartym. Dobrym przykładem może być historia związana z reprezentacją Indii Holenderskich, które wystąpiły na mistrzostwach w 1938 roku (ówczesna kolonia, dziś to Indonezja). Gowarzewski próbował rozwikłać zagadkę piłkarzy o nazwisku Tan. Słał listy do indonezyjskiej federacji, prosił o pomoc polską placówkę konsularną - bez efektów. Wreszcie skontaktował się z placówką zajmującą się historią obecności Holandii w Azji Wschodniej. Tym sposobem dostał kontakt do rodziny Tan. Okazało się, że urodzeni w Hongkongu bramkarz Tan Mo Meng i lewoskrzydłowy Tan Hong Djien to bracia, a nie jak się wydawało wcześniej - kuzyni, a trzeci brat Tan See Han był na tamtym turnieju rezerwowym. Upór popłaca, wszystkie dane biograficzne mogły zostać uzupełnione.

Przypadki, które dotknęły autora uświadamiają czytelnikowi, że nigdy nie należy iść na łatwiznę. W 1994 roku Gowarzewski spotkał na mundialu w Stanach Zjednoczonych Tele Santanę i pochwalił mu się encyklopedią. Trener, który prowadził wspaniałą reprezentację Brazylii na mundialu w Hiszpanii zerknął oczywiście na własny biogram i... doradził żeby w następnym wydaniu poprawić datę urodzenia, bo przyszedł na świata dwa lata wcześniej, w 1931 roku! Słynny trener uśmiechając się pocieszał autora, że „przecież każdy może popełniać błędy”. Okazało się, że źródło omyłki było prozaiczne. Z kilkunastu informacji, które zgromadził Gowarzewski na temat Santany tylko jedna miała poprawną datę urodzenia i... nie pochodziła z Brazylii. To nauczka dla wszystkich - nie warto wierzyć większości tylko „za ładne oczy”.

Za to wy możecie uwierzyć Andrzejowi Gowarzewskiemu. Bo jak nie jemu - to komu?

PS Fajnym pomysłem są portrety mundialistów. 29 z nich trafiło na okładkę. Autor obiecuje nagrody dla tych, którzy odgadną z okładki najwięcej nazwisk. Nie mam szans: odgadłem tylko 21 z nich.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

14:50, pavelczado , Książki
Link Komentarze (22) »
wtorek, 18 lutego 2014
Ukrzyżuj ją! Ukrzyżuj!

Zawsze podziwiałem Bode Millera. Teraz imponuje mi jeszcze bardziej.

Pewnie wiecie, że wzburzone Stany Zjednoczone Ameryki Północnej aż trzęsą się po wywiadzie jaki przeprowadziła z nim dziennikarka telewizji NBC. Chodzi o to, że wytrwale męczyła alpejczyka do przesady dociekliwymi pytaniami o jego zmarłego rok temu brata. Tak, że ten aż się popłakał.

Zgadzam się, że to nie było fajne, że dziennikarka wykazała się całkowitym brakiem empatii. Nie chcę jej tłumaczyć - wielu jednak ludzi nie zdaje sobie sprawy, że żurnaliści obsługujący takie wydarzenia też poddawani są presji. Naciskowi wręcz gigantycznemu, zatruwającemu czasem szybkie i logiczne myślenie. Zastanówcie się czyjemu naciskowi...

Inną sprawą jest, że stacja NBC nie miała potem oporów z wyciśnięciem tej rozmówki jak cytrynę, ograniem jej do znudzenia. Czy to także wina dziennikarki?

Najbardziej przygnębia mnie jednak niepohamowana wściekłość tłumów. W takich momentach widać, że lincz jest w ludzkiej naturze. Głupią krowę trzeba znieważyć, zwolnić z roboty, upokorzyć, kazać jej czyścić sedesy, zamiatać plac gdzie handluje się bydłem, co za szmata głupia! Na pewno się źle prowadzi. Głupi babsztyl, hiena, dno, zero, dziennikarskie bagno ogarnęło już cały świat. Ohydna świnia, widać jakie dziś są media, gnoje zawszone. Jaka szkoda, że takim pseudoreporterom ktoś nie nakładzie po ryjach...

Tymczasem Bode Miller, który przez lata budował image zlewającego wszystko luzaka, w takim momencie niczego nie olał, wykazał empatię wręcz gigantyczną. "Doceniam bardzo tych wszystkich, którzy mnie bronili. Proszę jednak, bądźcie uprzejmi wobec Christin Cooper, to wszystko było szalenie emocjonalne i nie było w tym jej winy".

Nie musiał tego robić, nie musiał tego robić.

Mam dla niego ogromny szacunek.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Z prawej strony do blogów na które warto zaglądać dodałem "Okno na mundial" Szymona Opryszka. Kolega z Krakowa wziął urlop i jeździ po Ameryce Łacińskiej odkrywając fajne historie i rozmawiając z pięknymi kobietami, które lubi Leo Messi. Warto:)

09:50, pavelczado , Igrzyska
Link Komentarze (18) »
niedziela, 16 lutego 2014
Teraz okaże się ile testosteronu w Górniku

Górnik Zabrze fatalnie spisał się dziś w Lubinie. Nie zamierzam z tym oczywiście dyskutować. Styl tej porażki był słaby i mocno przygnębiający. U żadnego piłkarza KSG nie było widać niczego co mogłoby dawać nadzieje na przyszłość. Z drugiej strony drużyna wykonała dziś dwa razy więcej rzutów rożnych niż Lubin i trzy razy więcej dośrodkowań. To oznacza, że istnieje jednak coś czego można się rozpaczliwie chwycić próbując jakoś wstać po dzisiejszym nokaucie. O klęsce zadecydowały błędy indywidualne, które chyba najłatwiej wyplenić.

Usprawiedliwieniem zawstydzającej klęski mógłby oczywiście być fakt, że w Górniku brakuje w tej chwili połowy podstawowego składu. Przyznać trzeba, że choć każda drużyna narzeka na podobne problemy, to splot i natłok nieszczęśliwych zdarzeń w Górniku może zadziwiać. Nie ma sensu szukać jednak usprawiedliwień. Co z nich przyjdzie? Kogo to obchodzi?

Tym bardziej, że przed Górnikiem dopiero TERAZ bodaj najważniejszy mecz w tym półroczu. Właśnie najbliższe spotkanie powinno pokazać o co może powalczyć KSG w tym sezonie. Jest kluczowe pod każdym względem - sportowym, mentalnym, strategicznym, kibicowskim...

Gdyby to była liga angielska albo niemiecka nie miałbym złudzeń - Górnik zaliczyłby w najbliższą sobotę kolejny gong. Ale pamiętajmy, że to liga polska. Tu naprawdę każdy może klupnąć każdego. Uważnie oglądałem ostatni mecz drużyny uważanej obecnie za najlepszą w tym kraju. Po spotkaniu z Koroną uważam, że legioniści są w tej chwili do ogrania. Henning Berg dopiero lepi tamtą ekipę według własnego upodobania. Oczywiście można się obawiać tego młodego Brazylijczyka Guilherme Costy Marquesa. Ma pokrętło, ma talent - to rzeczywiście może być w przyszłości idol trybun z Łazienkowskiej. Pewnie rodzi się problem ze znalezieniem kogoś kto go na Roosevelta przypilnuje. Przeczuwam jednak, że nie jest to w tym momencie najważniejsza kwestia dla Ryszarda Wieczorka.

Różnych dylematów sztab szkoleniowy Górnika będzie miał w tym tygodniu znacznie więcej i znacznie ważniejszych. Największy to bez wątpienia pozlepianie i uformowanie na nowo defensywy na ten mecz - a raczej tego co z niej zostało. Chodzi przede wszystkim o to żeby piłkarze nie popełniali tak dramatycznych błędów indywidualnych jak z Zagłębiem. Żeby pierwsze pół godziny z Legią w Zabrzu nie wyglądało jak pierwsze pół godziny w Lubinie...

Niektórzy uznaliby, że gdyby w Górniku pracowali dziś Marcelo Bielsa albo Jürgen Klopp - mogliby jedynie załamać ręce. Nie mieliby szans sprawić, że zabrzańska drużyna zdołałaby zmartwychwstać przed najbliższą sobotą.

Może tak, może nie. Warto pamiętać o jednym: mleko wprawdzie kipi, ale się jeszcze nie rozlało. Dopiero teraz przed Górnikiem próba ognia. Jeśli ją przejdzie - wierzę, że może jeszcze zawalczyć o wszystko. Jeśli na niej utknie - będzie musiał się starać żeby nie dać się wyprzedzić w tym sezonie nawet na  lokalnym podwórku.

Dlatego o meczu z Lubinem trzeba szybko zapomnieć. Bo rozpamiętywanie może sprawić, że dopiero następne spotkanie utkwi nam w głowach na długo - bez względu na to jak bardzo chcielibyśmy nasze mózgi z tego wrażenia wyczyścić. Jedno jest pewne: nie wolno tego sezonu odpuszczać. Na ewentualne przewartościowanie celów będzie czas dopiero po najbliższym meczu.

Właśnie teraz okaże się ile jest testosteronu w Górniku Zabrze. Sytuacja taka jaką lubią prawdziwi faceci - wóz albo przewóz.

PS Co można "na szybko" poprawić w Górniku przed meczem z Legią? Analiza na ten temat - TUTAJ.

PS1 Wiecie, że piłkarzy Górnika Zabrze do dziś wspominają w Salwadorze? A minęło już ponad 45 lat! Opowieść o bramce, która została... anulowana po meczu możecie przeczytać - TUTAJ.

PS2 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

 
1 , 2
Archiwum