piątek, 30 listopada 2012
Futbol coraz bardziej zależy od nauki. Szkoda

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem w dzisiejszym "Przeglądzie Sportowym" wywiad z Edwardem Kowalczukiem, trenerem przygotowania fizycznego Hannoveru 96.

Z zainteresowaniem, ale i ze smutkiem. Nieważne, że akurat nie należę do tych, dla których postęp jest w życiu najważniejszy. Przede wszystkim martwię się, że futbol coraz bardziej zależy od nauki, bo im więcej nauki we futbolu to tym mniej w nim improwizacji. Oczywiście może imponować zmyślność, inteligencja, wiedza i zaangażowanie ludzi, którzy niczego nie chcą pozostawić przypadkowi, a to właśnie nauka niczego przypadkowi pozostawić nie chce.

Ale ja bardziej martwię się, że geniusz staje się bezradny i wręcz niepotrzebny wobec wytrenowanego, obliczonego sprawnie działającego mechanizmu, którego reakcje na wydarzenia są wyszkolone.

W masowej produkcji superpiłkarzy geniusze są przecież niepotrzebni. Geniusz nie jest efektem postępu, jego nie da się wytrenować. On się przecież objawia albo nie. A jako taki jest ciałem obcym w zuniformizowanym, wyszkolonym, nienagannym fizycznie, zdrowozębnym, lśniącym, wytrenowanym uśmiechem futbolowym świecie przyszłości.

Genialnym zagraniem, strategią, strzałem, dryblingiem można zachwycić raz na jakiś czas, wytrenowanym mechanizmem można być bez przerwy. Każdy prezes, każdy trener jeśli będzie miał do wyboru genialnego gola co pięć kolejek czy gola wyszarpanego dzięki doprowadzanym do perfekcji przyjętym wcześniej założeniom - nie będzie się pewnie nawet zastanawiał.

Jak się okazuje grunt to maksymalna siła i szybkość w jak najkrótszym czasie. W zawodniku małosilnym i małoszybkim uśpiony geniusz nawet nie zdąży się objawić.

Powtórzę: geniusz futbolowi tak naprawdę jest niepotrzebny. Jeśli tylko zapewnione będą emocje niosące zachwyt tłumów - wszyscy będziemy zatracać się w grze 22 cyborgów, których zachowania i reakcje będą być może całkowicie wyuczone, całkowicie przewidywalne. Przewidywalne nie przez nas, ale przez trenerów. Pod warunkiem jeśli wcześniej na ławce nie zastąpią ich komputery analizujące przebieg gry i odpowiednim momencie zalecające odpowiednie korekty czy nawet całkowitą zmianę w sposobie gry.

Bo już wiadomo, że nauka zdominuje futbol. Nauka wszędzie przecież przydaje się tam gdzie można zarobić. I rację ma Edward Kowalczuk - tego procesu nie da się zatrzymać.

To wiadomość zła także z innego powodu. Nauka zawsze najlepiej służy najbogatszym. A najbogatsi zawsze zdążą ściągnąć do siebie nie tylko najnowszą technologię. Także zdolnych ludzi, którzy u siebie nie będą w stanie się tak rozwinąć na ojcowiźnie.

My najbogatsi nie byliśmy. Nie jesteśmy. Nie będziemy.

Dziura może się powiększyć.

PS Omega z nostalgią wspomina koniec lat 30.

PS1 Dziś brzydka pogoda więc ten wpis jest jedynie wynikiem przygnębienia Czadobloga. Jutro będę wierzył, że we futbolu miejsce dla geniuszy, których będziemy oglądać na bezdechu zawsze się znajdzie.

Oczywiście geniuszy... zuniformizowanych:))))

UPDATE

Postanowiłem napisać jeszcze jedno zdanie żeby mieć pewność, że zostałem zrozumiany: chciałbym po prostu żeby rywalizacja rozstrzygała się na boisku w dniu meczu, a nie gdzie indziej:) 

czwartek, 29 listopada 2012
Tyranozaury

Czasy takie, że silniejszy pożera słabszego bez oglądania się na teren. Przypuszczałem, że najpierw prawidłowość o której wspominam zdarzy się gdzieś we futbolu, ale ze zdziwieniem przyjmuję do wiadomości, że to jednak siatkówka jest pierwsza.

Czekałem na ten moment, bo to ciekawe zjawisko socjologiczne, warte tego by zanalizowali je specjaliści. Nagle, ni stąd ni zowąd, w trakcie meczu okazuje się, że miejscowi fani sprzyjają raczej... drużynie gości.  Nie ma w tym wcale jakiejś ukrytej akcji protestacyjnej przeciw drużynie z własnego miasta. Po prostu - nagle okazuje się, że to przyjezdna drużyna bardziej kręci brać kibicowską i już.

Myślałem, że na poziomie ligowym zdarzy się to najpierw we futbolu, bo to mecze piłkarskie są najbardziej popularne, najczęściej pokazywane przez różne stacje, a przecież to dzięki telewizji klub zdobywa kibiców poza własnym miastem.

O dziwo najpierw wydarzyło się to w polskiej siatkówce. W Warszawie podczas meczu tamtejszej Politechniki ze Skrą Bełchatów publika na Torwarze bardziej sprzyjała gościom. Rozumiem złość byłego siatkarza, teraz komentatora Wojciecha Drzyzgi, który wścieka się jako warszawiak, ale wydaje mi się, że ta tendencja... będzie postępować. Oczywiście  - małe ośrodki, które mają tradycje i chlubną historię tak łatwo się nie poddadzą, ale rola ikon jest ilościowo ograniczona i wejdą w nią tylko największe, najbardziej agresywne tyranozaury.

A kiedy uda się wejść w rolę ikony - tak jak Skra Bełchatów w polskiej siatkówce klubowej - będzie można zbierać profity, bo uwielbienie tłumu nie zmieni się tak szybko.

W byciu tyranozaurem nie ma nic złego. Role po prostu są podzielone. Lepiej chyba być tyranozaurem niż diplodokiem. Lepiej pożerać niż być pożeranym:)

Jak myślicie? Kto będzie ikoną polskiego futbolu klubowego? Komu najbliżej tej roli? I czy klub śląski w ogóle ma szansę stać się takim tyranozaurem? Co determinuje, że ktoś ma na to choćby cień szansy?

PS Ze zdumieniem przeczytałem gdzieś, że to nie do Wielkich Derbów Śląska należy rekord frekwencji w XXI wieku. To spotkanie w 2008 roku zgromadziło na Stadionie Śląskim 42 tysiące ludzi - przecież na żaden mecz ligowy w XXI wieku nie przyszło tylu kibiców! Nieoficjalnie w dobrze poinformowanych źródłach dowiedziałem się, że oficjalne dane Ekstraklasy są zaniżone. Wszystko dlatego, że wtedy brało się dane od obserwatora, a ten ustalał na oko - i w przypadku WDŚ ustalił na oko - 39 tysięcy. Tymczasem było ponoć 44 tysiące, ale jako że wtedy nie mogło być tam tylu kibiców - to cicho, sza! Nie wiecie tego ode mnie...

PS1 A poza tym Omega.

13:56, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (14) »
środa, 28 listopada 2012
Czy Górnik będzie wielkoduszny

Pisze do mnie Czytelnik Czadobloga o nicku ''powierzchnietnace". Jest kibicem Górnika:

"Wisła nie chce nas wpuścić na stadion bo... rok temu kibice Górnika odpalili race na podczas meczu Wisła-Górnik. Autentyk. Takiego uzasadnienia użyli w oficjalnym piśmie." 

Rzecz dotyczy hitowo zapowiadającego się meczu Górnika z Wisłą w Krakowie, który odbędzie się w sobotę. Mecz naprawdę zapowiada się atrakcyjnie, być może któraś z tych drużyn zostanie nowym mistrzem Polski? Kibice z Zabrza - choć licznie wybierali się do Krakowa - niestety będą musieli zostać w domach. Wisła odmówiła bowiem wpuszczenia na swój obiekt fanów Górnika „w trosce o bezpieczeństwo”.

W Krakowie twierdzą, że muszą zapewnić wspomniane bezpieczeństwo uczestnikom meczu, a "mając na uwadze incydenty z ostatniego meczu" rozgrywanymi między naszymi drużynami (użycie środków pirotechnicznych oraz petard hukowych) istnieje uzasadnione ryzyko ich powtórzenia się."

Co o tym sądzi Czadoblog? 

Muszę posiekać problem na drobniejsze czątki.

1.

Przypomnę, że jestem przeciwny używaniu rac na stadionie. Już pisałem: ''oczywiście każdy, kto był na ważnym meczu piłkarskim w Polsce musi przyznać, że nasi kibice potrafią zrobić tzw. oprawę. Czasem te oprawy są majestatyczne, zapierające dech w piersiach, czasem olśniewają pomysłowością, czasem szokują złośliwością. Jedno jest pewne: są niebanalne.

Nieodłącznym elementem opraw na naszych stadionach są race. Rzeczywiście: racowisko daje fajny efekt pod względem wizualnym. PZPN jednak tego zabrania. Ze względu na to, że race są niebezpieczne.

Uważam oczywiście, że PZPN akurat w tym względzie ma rację. Jeśli ktoś sądzi, że formułowanie takich sądów to przesada, przypomnę wstrząsającą historię z Sosnowca z 2010 roku. Do dziś współczuję ojcu, który był na stadionie. Gdyby to było moje dziecko - rozdygotany pożarłbym felerną racę razem z człowiekiem, który nią wymachiwał. Jednym kęsem.''

Czyli: była w Krakowie wina - musi być kara.

Ale to jedna strona medalu. Jest jeszcze kilka innych.

2.

Jest wina, musi być kara. Ale kara już była! Górnik zapłacił za pirotechniczne wybryki swoich kibiców w Krakowie w brzęczącej walucie. Przypominam, że w cywilizowanym świecie jest tak, że nie karze się za to samo dwa razy. Dla Górnika brak jego kibiców na meczu to przecież kara.

3.

Jeśli decyzja ma również zaboleć zabrzańskich fanów to pytanie brzmi dlaczego Wisła Kraków stosuje odpowiedzialność zbiorową. Bo jak właściwie udowodnić, że kibice, którzy chcieli się wybrać na sobotni mecz to ci sami, którzy odpalili race na stadionie Wisły rok temu? Może trzeba się przyjrzeć wynajmowanej przez krakusów firmie ochroniarskiej? To przecież ona dopuściła do wniesienia rac na stadion.

4.

Poraża mnie hipokryzja Wisły Kraków w innym względzie. Odmawia wejścia na mecz kibicom Górnika. Tak się składa, że dysponuję zdjęciami z tamtego meczu na których widać oczywiście kibiców Górnika z racami. Ale na innych widać kibiców Wisły - też z racami. Czyli jak? Jedni mogą, inni nie? Czyżby race kibiców Wisły były mniej niebezpieczne niż te od fanów Górnika? Bo jakoś nie słyszałem, że z powodu ryzyka powtórzenia się tych incydentów kibice Wisły również nie zostaną wpuszczeni na ten najbliższy mecz.

5.

Myślałem, że jednym z warunków otrzymania licencji jest posiadanie na nowym stadionie miejsc przeznaczonych dla kibiców drużyny przyjezdnej. Sektorowi dla fanów przyjezdnych na stadionie Wisły nie można niczego zarzucić. Tymczasowe niewpuszczanie kibiców gości na budowany stadion jest zrozumiałe. Niewpuszczanie kibiców gości na stadion w pełni przygotowany na ich przybycie to absurd. Po co miejsca dla gości w takim razie w ogóle przygotowano?

                                           %

Proszę jedynie działaczy Górnika żeby nie okazali się tak mali jak działacze Wisły. Wierzę, że kiedy stadion w Zabrzu będzie gotowy nie pójdą śladem rywali i pozwolą zobaczyć mecz kibicom „Białej Gwiazdy”.

Malutkich cwaniactwo najlepiej zwalczać wielkodusznością.

PS Dzieje się na Górniku, dzieje się na Ruchu. Mocna opinia właściciela klubu: ''Gra na Cichej zagraża istnieniu Ruchu Chorzów!"

PS1 A poza tym Omega.

wtorek, 27 listopada 2012
Stadion Śląski zmartwychwstaje!

To informacja jeszcze nieoficjalna, ale na tyle pomyślna, że warto podzielić się nią z Czytelnikami Czadobloga. Otóż jest już gotowa ekspertyza w sprawie Najwspanialszego Stadionu w Polsce.

Przynosi dobre wieści: z obliczeń naukowców wynika, że dach został zaprojektowany dobrze, a winne potwornemu zamieszaniu są jednak nieszczęsne żeliwne krokodyle, czyli elementy łączące liny dachu, bo ''nie zastosowano odpowiednich parametrów materiałowych odlewów'' (nie pytajcie Czadobloga co to właściwie znaczy, on tym razem cytuje bez zrozumienia:)

To ważna informacja, bo wyklucza niebezpieczeństwo błędu już w fazie projektowej, a co to właściwie oznaczało kiedy cała reszta poza dachem była już właściwie gotowa - nie muszę chyba tłumaczyć.

Ponadto oznacza to moim zdaniem, że mecze eliminacji do następnych mistrzostw Europy prawdopodobnie będziemy mogli oglądać już na naszym kochanym Stadionie Śląskim.

Czego sobie i Państwu życzę.

PS A poza tym Omega.

poniedziałek, 26 listopada 2012
Przeprowadzka

Właśnie sobie uświadomiłem, że prawie wszystkie najważniejsze kluby na Śląsku nigdy się nie przeprowadzały*. Z tego schematu wyłamują się jedynie Szombierki, które w 1968 roku przeniosły się z ul. Zabrzańskiej na Frycza-Modrzewskiego (przeprowadzki Ruchu Chorzów z Kaliny na Cichą nie liczę, bo to czasy mityczne).

Zwolennicy znajdą plusy takiego rozwiązania, przeciwnicy - minusy. Zastanawiam się nad przeprowadzkami, bo właśnie dziś, po czternastu latach pracy w Tychach, przeprowadziłem się na powrót do Katowic. Bardzo się cieszę, bo to moim zdaniem wspaniałe miasto - oprócz tego, że moje rodzinne - do tego jeszcze jedno z najciekawszych w Polsce. Pracę w Tychach będę mile wspominał, ale nie ma to jak praca w śródmieściu:) Patrzę przez okno z jednej strony - widzę śląską wersję podwórka z "Lalki" Bolesława Prusa (na podniebieniach podwórek okazuje się, że kamienice to familoki:). Patrzę z drugiej - widzę złowrogie miejsce, gdzie kiedyś stała gilotyna, która ścinała także piłkarzy.

Bardzo się cieszę. Nie ma to jak po wyjściu z roboty zanurzyć się w tłum ludzi i żyć rytmem miasta.

PS A poza tym Omega.

PS1 Rozśmieszył mnie Stefan Szczepłek swoim felietonem o Stadionie Śląskim. Szczególnie zakończeniem: "55 meczów międzypaństowych. I to by było na tyle".

Oczywiście doceniam, że redaktor z troską pochylił się nad nieszczęsnym obiektem, ale śmieszy mnie jednocześnie jego pewność, że reprezentacja Polski już tam nie zagra. "I to by było na tyle?" Założymy się, że nie?:)))))

*Mam oczywiście na myśli polskie powojenne kluby piłkarskie. Drużyna Beuthen 09 miała za sobą kilka przeprowadzek, podobnie jak 1. FC Katowice - klub, działający w polskich strukturach z którym sympatyzowali przede wszystkim niemieccy Ślązacy.

niedziela, 25 listopada 2012
Sędzia! Kanarki doić

Wróciłem z meczu Ruchu z Wisłą. Wiem, że chorzowscy kibice są mocno rozgoryczeni. Tak bardzo, że nawet ironicznie żartowali (albo i nie) pod adresem własnej drużyny, ale ja - na przekór - postanowiłem tym razem poszukać pozytywów.

Widać, że trener Jacek Zieliński szuka nowych rozwiązań. Dzisiejsze było bardzo interesujące, bo Ruch zrobił "Górnika II". Z przodu Piech zagrał ''Milika'', za nim Starzyński zagrał ''Kwieka'', a za nimi dwie linie pomocników i obrońców. Moim zdaniem ten pomysł wart jest kontynuowania, bo z tego systemu gry może się coś ciekawego urodzić.

Ruch nie wystartował z bloków jak należy, pierwszy kwadrans w jego wykonaniu był moim zdaniem tragiczny. Nie do końca czuł się pewnie, a poza tym w pierwszych minutach aż trzykrotnie zmienił ustawienie. Najpierw Jankowski zmienił się na skrzydłach z debiutującym w pierwszym składzie Kwiatkowskim (ma chłopak zryw, dzięki temu zrywowi być może Ruch będzie się jeszcze cieszył z niejednej bramki), a potem dodatkowo jeszcze zszedł do środka, a jego miejsce z boku na chwilę zajął Starzyński. Właśnie o grę Filipa Starzyńskiego spytałem po meczu trenera Ruchu. - Czasami grał zbyt nerwowo, miał kilka niedokładnych finalnych podań, ale ten chłopak dużo widzi - podkreślił Zieliński, a ja się z nim tym razem w stu procentach zgadzam. Starzyński jako mediapunta może w niedalekiej przyszłości zmienić całkowicie grę Ruchu, wydaje się, że niebiescy wreszcie znaleźli prawdziwego reżysera. Szukali go przecież długo, po nieudanej próbie z Komacem, grali w środku  właściwie samymi defensywnymi pomocnikami. 

Ruch miał dziś wiele słabych momentów, ale i wiele dobrych. Sposób w jaki stracił gole na pewno nie wystawia mu dobrego świadectwa, ale prawda jest taka, że mógł ten mecz nawet wygrać.

Przyznam, że rozwalił mnie dziś trener Wisły. Tomasz Kulawik stwierdził, że dyskutował z kilkoma zawodnikami "Białej Gwiazdy" i powiedział im, że ten mecz wygrają w drugiej połowie. Gdybym nie widział tego spotkania to uwierzyłbym, że Wisła wygrała go lekko, łatwo i przyjemnie. A prawda jest taka, że zwyciężyła dzięki wyjątkowo nieudolnym sędziom. W 29 minucie przy stanie 0:0, Igor Lewczuk strzelił głową prawidłowego gola, arbiter odgwizdał spalonego. Niedługo potem na czystą pozycję wybiegał Piech i w podręcznikowy sposób skosił go Jaeliens. To powinna być podręcznikowa czerwona kartka. Nie była...

Nie wytrzymałem i spytałem Kulawika jak podobała mu się praca sędziów, bo on chyba serio uwierzył, że Wisła wygrała, bo była lepsza! Uśmiechnął się pod wąsem i odparł, że nie komentuje pracy sędziów. Zobaczymy:)

Ruch został skrzywdzony, co nie znaczy oczywiście, że nie można mu wytknąć słabych punktów. Było ich dużo. Przykro to przyznać, ale dziś jednym z nich był Maciej Jankowski. Trudno powiedzieć co się z nim dzieje. Musi mieć czymś zaprzątniętą głowę. Nie mogę uwierzyć, że z bardzo dobrego piłkarza mógł się tak szybko przepoczwarzyć w człowieka, który nie wie o co chodzi, który potrafi zepsuć podstawowe zagranie.

PS Omega nie będzie dziś wyklinać. Wiadomo, że góra tabeli dla Ruchu jest daleko, ale i dół nie blisko. Trzeba jeszcze gdzieś zapunktować jesienią (przydałoby się po trzech przegranych meczach z rzędu), a potem solidnie przepracować przerwę. 

PS1 A Wisła to ciągle nie ta Wisła. Ale ciągle może zdobyć mistrzostwo Polski A.D.2013. 

sobota, 24 listopada 2012
Zelig

Pamiętacie znakomity film Woody Allena z 1983 roku? Jego bohater Leonard Zelig (grany zresztą przez Allena) kiedy przebywał w otoczeniu określonej grupy osób potrafił w nieprawdopodobny sposób wtopić się w otoczenie. Potrafił przejmować charakterystyczne dla tego otoczenia sposoby zachowania, a nawet upodabniał się do fizycznie do ludzi znajdujących się wokół. Właściwie to nie była kwestia "potrafienia". To było silniejsze od niego. Tak silne, że musiał się nim zająć lekarz.

Byłem dziś na meczu Górnika Zabrze. Nie napiszę, że tknięty w pierwszej połowie przeczuciem, raczej powodowany pewnością, postanowiłem dogłębnie zanalizować po przerwie grę środkowego pomocnika Górnika Krzysztofa Mączyńskiego.

Poniżej suche fakty.

Pierwszy kwadrans: 

46. - sekundę po rozpoczęciu wycofuje piłkę do obrońcy;

49. - podaje piłkę ręką przeciwnikowi kiedy sędzia odgwizduje faul dla gości;

50. - kopie świecę do góry;

51. - podaje do tyłu, ale zaraz potem decyduje się na diagonalne podanie DO PRZODU na 10 metrów do Nowaka (najlepsze jego zagranie w tym kwadransie);

55. - źle przyjmuje piłkę, która odbija mu się od ręki; 

57. - pokazuje Gancarczykowi, że ma pilnować Hrickę;

Drugi kwadrans:

60. - kopie piłkę do góry, a potem celnie zagrywa głową do przodu do Kwieka;

63. - zagrywa dwumetrowe płaskie podanie do Nowaka do przodu. Zaraz potem dostał żółtą kartkę za faul taktyczny. Szalał w tej minucie, bo zdążył jeszcze zagrać płasko na 4 metry do Nowaka;

67. - kolejne diagonalne podanie na 4 metry;

69. - niecelne podane do Nakoulmy. Na usprawiedliwienie - do przodu;

70. - celne podanie głową do Przybylskiego;

73. - niecelne podanie głową, przejmuje Edi;

74. - frustracja szczecinian. Mączyński bardzo ostro kopnięty w prawą kostkę zwija się z bólu. Potrzebna interwencja lekarska. Pokazuje, że jest twardy i po minucie wraca na boisko (to, że był tak twardy właśnie najbardziej zaimponowało mi w drugim kwadransie);

Trzeci kwadrans: 

76. - daje się ograć Akahoshiemu;

80. - płaski mocny strzał z ponad 20 metrów, piłka minęła słupek o metr. To był jedyny raz kiedy zagroził bramce gości i właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie w trzecim kwadransie;

80. - 85. - znika;

86. - podaje na 4 metry w bok do Przybylskiego;

87. - teraz podaje na 2 metry, ale za to z pierwszej piłki;

88. - rozochocił się - powtórka z rozrywki;

89. - podaje do przodu do Zachary po dwudziestometrowym (!) rajdzie z piłką. Tyle, że nikt go nie atakował;

90. - nie dobiega do podania Dancha

90.+1 - podaje do Przybylskiego

90.+ 3 - przecina wślizgiem ostatni atak gości umożliwiając ostatni atak gospodarzy. Nieudany zresztą - jak cały mecz.

                                      %

Dlaczego tak szczegółowo opisuję grę tego zawodnika? Bo utarło się, że kiedy drużyna przegrywa największe pretensje ma się do tych, po których widać, że zawodzą. Środkowy napastnik  - widać kiedy zawodzi. Bramkarz - widać kiedy zawodzi. Stoper - widać kiedy zawodzi. Na pozycji Mączyńskiego czyli środkowego pomocnika w trójkącie środkowych można być jak Zelig. Można wtopić się w tłum. Można zniknąć. 

A nikt nigdy nie będzie miał pretensji. Bo kiedy będzie źle - winni będą ci od których oczekiwało się czegoś konkretnego: jak na przykład dziś od Arkadiusza Milika. A kiedy będzie dobrze - nikt nie będzie rugał jednego z trzech środkowych pomocników, że jest Zeligiem. No i potem okazuje się, że właściwie nie ma okazji zauważyć czegoś ważnego: oto Mączyński jest na boisku bezbarwny jak olej do olejowania tarasów. Jest jak drobniutki niepozorny piasek w trybach wielkiej machinerii. Nie otwiera się na grę. On się przed nią chowa.

To był mój mały wkład w próbę zrozumienia dlaczego w Górniku  pogorszyło się tak nagle. Obszernych analiz ode mnie nie oczekujcie. Doprawdy nie wiem co spowodowało, że Górnik z zespołu, który mógł imponować rozmachem, dyscypliną, skutecznością zmienił się w drużynę, której nie da się oglądać. Szkoda tym większa, że konkurenci wcale nie idą jakoś do przodu. Przyznam jednak, że trudno wyobrazić mi sobie Górnika jako mistrza z Mączyńskim w tle. Wystarczy przypomnieć sobie kto grał na jego pozycji (albo w miarę podobnej) przez te pamiętne 14 sezonów.

Żeby było jasne: osobiście do Krzysztofa Mączyńskiego nic nie mam. Nie znam go. Raz notowałem po meczu co ma do powiedzenia grupie reporterów. Dlatego uważam, że jestem bezstronny. I jako taki proszę go o zastanowienie się czy chce zrobić karierę w takim stylu. Czy naprawdę chce się tak umiejętnie wtapiać:

 

PS A poza tym Omega. 

piątek, 23 listopada 2012
Semper fidelis? Ykhm, ykhm...

W środowisku kibiców Ruchu Chorzów duża grupa zawsze podkreśla śląską odrębność. Muszę się jednak tym razem odwołać  do cechy typowo polskiej. Do umiejętności mobilizowania się w trudnych sytuacjach.

Ruch, jak zdążyłem się przekonać, to w świadomości kibicowskiej, klub specyficzny. To znaczy należy do tych, którego wielu lajkuje, ale kiedy przychodzi do konkretów - niewielu o nim mówi. Konkretnie chodzi mi o to, że na Śląsku Ruch ma wielu kibiców kanapowych. Czyli, owszem, zerkną w poniedziałkowej gazecie jak Ruch stoi w tabeli albo pogadają o niebieskich przy niedzielnym obiedzie.

I to by było na tyle.

Dziś mecze Ruchu na Cichej ogląda średnio około 3500 ludzi. 3500 ludzi! Przecież jeszcze dwa lata temu - po sezonie 2009/10 - średnia frekwencja obracała się wokół 8 tysięcy.

Dramat. A przecież w grę wchodzi prosta zależność. To nogami, a nie ustami wspiera się własny klub. Jeśli więcej ludzi przychodzi na mecze to:

- po pierwsze klub ma konkretny zysk z biletów. Ruch z WDŚ na Śląskim potrafił wyciągnąć bańkę. Jak teraz wyciągnie półtorej bańki z całego sezonu to będzie dobrze.

- po drugie docenią to media niezaangażowane (czyli takie, którym nie zależy, które na co dzień to nie obchodzi). Zależność jest prosta. Ludzie idą na stadion to znaczy, że się interesują. Jeśli się interesują - to znaczy, że będą chcieli o tych sprawach czytać albo je oglądać.

Uzmysłowiłem sobie, że hasło ''klub to my'' ma jednak odniesienie do rzeczywistości. W tym sensie, że jak będziecie mieć klub między Scyllą a Charybdą, to on być może nie zdechnie, ale na pewno skarłowacieje. Nie chcę z okazji stulecia Ruchu czytać monografii klubu zasłużonego, ale już trochę zapomnianego, tłuczącego się w czwartej lidze z budżetem rocznym dwustutysięcznym i to tylko dzięki dotacji gminy. Chcecie tego, drodzy kibice? 

Nie przychodźcie dalej, a nadejdzie czas gdy Chorzów będzie znany już tylko z parku i modernizowanego od 1993 roku stadionu.

Wiem, że Ruch nie gra tak zadowalająco jak w zeszłym sezonie. Wiem, że Cicha jest w trakcie remontu, a to utrudnienie. Wiem, że kibice drużyn przyjezdnych nie mają teraz wstępu, a grosz sypnięty przez kibica gości jest wart tyle samo co kibica gospodarzy. Ale na litość boską: TRZY I PÓŁ TYSIĄCA? To mniej kibiców niż było na niedawnej manifestacji. To nie świadczy dobrze o Was, kibicach.

Odwołuję się więc do umiejętności mobilizowania się. Przyjeżdża Wisła Kraków. Rywal znany, szanowany, a do tego w kryzysie więc łatwiej mu będzie zapakować manitę. A nawet jeśli tej manity nie będzie - dobrze byłoby żebyście i tak tam byli.

To niesamowite. Wasi przodkowie sprawili, że w małym mieście powstał klub niezwykły nie tylko na krajową skalę. Jeśli się nie ruszycie pamięć o nim zostanie wsadzona do muzealnej gabloty. A wierzcie mi - stamtąd wyciągnąć byłoby ją bardzo trudno... A ostatni kibic machający flagą z napisem "semper fidelis'' zostanie uznany jedynie za ciekawostkę przyrodniczą.

PS Omega - choć nie ma dzwonu - bije na alarm. Idźcie, do cholery, na mecz! Do zobaczenia.

środa, 21 listopada 2012
Gdyby Messi wychował się u nas

Ugć - ugć - ugć...

Osiągnięcia tego człowieka są niewiarygodne. A najbardziej niewiarygodne jest to, że przecież ciągle się rozwija i - choć trudno w to uwierzyć - kolejne lata mogą być jeszcze lepsze. Zauważcie, że wśród najlepszych piłkarzy świata Argentyńczyk jest wyjątkowy także pod tym względem, że właściwie omijają go poważne urazy.

Zastanawialiście się co by było gdyby Messi wychował się u nas? Mnie zastanawia nad czym byłoby najciekawiej się zastanawiać i z jakiego punktu widzenia.

Chyba najciekawsze byłoby zastanawianie się z pozycji klubu wychowującego piłkarza. Załóżmy, że z jakichś sentymentalnych powodów Jorge Messi dzwoni o pomoc dla syna nie do Barcelony, ale do... Zabrza albo Chorzowa. Junior cierpi na karłowatość przysadkową, a miesięczne koszty kuracji wynoszą 900 dolarów. Niby niezbyt dużo, zarówno dla Ruchu i Górnika to suma do przełknięcia, ale pamiętajmy, że chodzi o 11-letniego bajtla. Oglądają go jednak zarówno Grzegorz Kapica jak i Mieczysław Agafon i od razu przekonują swoich: ''brać'' (zresztą z tego co wiem dziś ogląda się już takich bajtli także u nas na Górnym Śląsku). Ruch albo Górnik (w tym momencie to nieważne) opłacają wszelkie koszty, a Messi z ojcem przylatują do Polski.

Mały Messi jako osoba niezwykle lojalna jest wdzięczny za pomoc a przy okazji zakochuje się w pięknym acz specyficznym śląskim krajobrazie i nie chce się już stąd ruszać. Odpada presja wywoływana przez hałaśliwych zwolenników jak najszybszego wysyłania zdolnych zawodników na Zachód: Messi nie jest Polakiem, więc od strony reprezentacyjnej nikt z tego wypychania nic by nie miał. 

Zakładam, że u nas ten diament rozbłyskuje z równą mocą co w Barcelonie. Wychowanie go na Górnym Śląsku w żaden sposób chłopaka nie ogranicza. Messi nie musi wcale wyjeżdżać stąd na Zachód żeby lepiej grać. Mam teorię, że diamenty największe z największych w równym stopniu radzą sobie bez żadnych problemów w każdych warunkach. Ilu było takich piłkarzy w Polsce? Wszędzie moim zdaniem poradziliby sobie Ezi, Cieślik, Pohl i Lubański (Deynę z przykrością muszę odrzucić, bo jednak w Manchesterze City nie poszło mu jak chciał). Messi też oczywiście zalicza się do tego grona.

I właśnie w tym momencie rodzi się najciekawszy dylemat. Utarło się, że jeśli tylko pojawi się jakaś w miarę godziwa propozycja należy piłkarza jak najszybciej sprzedać. Pomyślcie jednak, że macie w klubie chłopaka, który w ostatnim sezonie zdobył w lidze sto goli (każda hiszpańska ligowa bramka jest równa dwom polskim, myślę, że takim założeniem nie krzywdzę polskiej ligi:). Przychodzi do was ktoś, dajmy na to, z VfB Stuttgart i oferuje na przykład 10 milionów euro. Już, od razu, bez żadnych zwłok i rat. Zachłysnęlibyście się?

To suma kosmiczna, za taką kasę nikt z polskiej ligi jeszcze nie odszedł i pewnie długo nie odejdzie. Ale Messi - pamiętajmy, że w Górnym Śląsku jest zakochany - wcale nie za wszelką cenę chce odchodzić. Jego magia działa na lokalną społeczność w niezwykły sposób, mecze z dwudziestotysięczną frekwencją zdarzają się tylko z najsłabszymi rywalami. A przecież może być jeszcze lepiej, facet ma dopiero 24 lata...

Co robić?

Sprzedać za 10 milionów i ustawić klub czy czekać aż stawka jeszcze podskoczy? A jeśli złamie nogę i powtórzy się historia Marka Citki i Blackburn Rovers? Z drugiej strony Messi ostatni raz w polskiej lidze był kontuzjowany w 1979...., yyy, w 1997..., yyyy, nieważne. Nie był.

Sprzedalibyście czy nie?

PS Omega żałuje, że nigdy Messiego nie zobaczy.

wtorek, 20 listopada 2012
Nie płacz. Wstań

Sytuacja w tabeli Polonii Bytom jest tragiczna. Ostatnie miejsce, czerwona latarnia i trzeci poziom rozgrywek blisko.

Ku pokrzepieniu serc chcę przypomnieć, że Polonia była już kiedyś w podobnej sytuacji na drugim poziomie rozgrywek. Zimą 1995 roku był płacz i zgrzytanie zębów. 

A potem? 

Potem zespół z ostatniego miejsca w tabeli... wygrał rundę wiosenną! Fajnie mi się to oglądało, tym bardziej, że grał tam mój kumpel z ogólniaka. Powiecie - inne czasy, ale moim zdaniem do dzisiaj jest to największy wyczyn w karierze trenerskiej Edwarda Lorensa.

Tamtą niesamowitą wiosną było tak (tłustym drukiem mecze u siebie):

3:0 z Wartą Poznań (w rundzie jesiennej było 2:3). Gole: Płatek - 2, Gierczak. Widzów: 800 - awans z 18 miejsca na 17.

2:1 z Zawiszą Bydgoszcz (jesienią 0:2). Gole: Maciuszek, Nikodem. Widzów: 1000 - awans z 17 miejsca na 16.

1:0 z Szombierkami Bytom (jesienią 0:0). Gol: Sobczak. Widzów: 3000 - awans z 16 miejsca na 14.

0:1 z Naprzodem Rydułtowy (jesienią 3:1). Widzów: 1000 - spadek z 15 miejsca na 16.

4:0 z Polonią Gdańsk (jesienią 0:1). Gole: Płatek-2, Karasiński, Malinowski. Widzów: 1500 - awans z 16. miejsca na 12.

3:1 ze Ślęzą Wrocław (jesienią 0:1). Gole: Nikodem - 2, Sobczak. Widzów: 300 - awans z 12. miejsca na 10.

1:0 z Miedzią Legnica (jesienią 2:2). Gol: Korzan. Widzów: 2000 - awans z 10. miejsca na 8.

0:0 z Vartą Namysłów (jesienią 2:0). Widzów: 2000 - utrzymanie 8. miejsca.

0:0 z Krisbutem Myszków (jesienią 0:3). Widzów: 1700 - utrzymanie 8. miejsca

1:0 z Górnikiem Konin (jesienią 1:0). Gol: Gierczak. Widzów: 1500 - utrzymanie 8. miejsca.

6:2 z Lechią Zielona Góra (jesienią 2:3). Gole: Gierczak-2, Płatek, Sztandera, Walczak, Sobczak). Widzów: 1500 - awans z 8. miejsca na 7.

1:2 z Chrobrym Głogów (jesienią 1:2). Gol: Gierczak. Widzów: 900 - spadek z 7. miejsca na 8.

2:4 z Odrą Wodzisław (jesienią 3:4). Gole: Nikodem, Boguszewski. Widzów: 3000 - spadek z 8. miejsca na 9.

1:0 z Bałtykiem Gdynia (jesienią 0:3). Gol: Płatek. Widzów: 1000 - awans z 9. miejsca na 8.

0:0 z Ruchem Chorzów (jesienią 0:2, koniec serii pięciu porażek z rzędu). Widzów: 5500 - spadek z 8. miejsca na 9.

1:0 z Chemikiem Police (jesienią 1:1) Gol: Gierczak. Widzów: 600 - awans z 9. miejsca na 7.

2:0 ze Stilonem Gorzów (jesienią 1:1). Gole: Szalecki, Sobczak. Widzów: 500 - awans z 7. miejsca na 5.

Oznacza to, że ostatni zespół rundy jesiennej ostatecznie zajął 5 miejsce.

                                             %

Jesienią Polonia zdobyła 13 punktów. Wiosną - 36 czyli prawie trzy razy więcej! Jakby ktoś nie pamiętał: ówczesnym asystentem Lorensa w Polonii był wtedy dzisiejszy selekcjoner Waldemar Fornalik.

Polonii Bytom życzę - jeśli nie powtórzenia tej passy - to przynajmniej nawiązania do niej w jakiś skromniejszy sposób. Taki by wystarczyło do utrzymania. Nie płacz Polonio. Wstań.

PS Skoro o Polonii to w tym miejscu możecie przeczytać mocno kuriozalny tekst. Umarłem:) Nie znam autora, ale dość prawdopodobne, że ma poważny problem. Najlepsze jest zdanie "za długo pracuję w branży żeby wierzyć w przypadki":) Jezu, w jakich mediach musiał męczyć się ten człowiek... Użyte w tym kontekście słowa pozwalają pretendować autorowi do senatu Republiki Zwolenników Spiskowej Teorii Dziejów. Jeśli będą wybory do tego szacownego grona - ma mój głos:) Żeby wyczaić powiązania Damiana Bartyli z cyklem produkcyjnym "Ale historia" - trzeba mieć autentyczny nieskalany talent.  Akcja polityczna! Akcja polityczna! Uwielbiam tego gościa:D

PS1 Omega życzy Polonii utrzymania.

 
1 , 2 , 3
Archiwum