niedziela, 29 listopada 2015
Miłości tu nie będzie

Byłem dziś na meczu Zagłębia Sosnowiec z GKS-em Katowice. Warto było to zobaczyć. Dramatyczne spotkanie, ostatnie dziesięć minut to wręcz wulkan emocji. Siedem minut przed końcem goście zdobywają pierwszą bramkę w tym meczu a mimo to jednak przegrywają! O tym spotkaniu w Sosnowcu (bo nie w Katowicach) będzie pamiętać się latami. Cóż - GKS nauczony pokory...

Mało kto zdaje sobie sprawę, że historia zatoczyła wielkie koło. Zagłębie mogło mieć wielki kompleks GieKSy jeśli zdamy sobie sprawę, że ostatni raz w meczu ligowym u siebie było lepsze od Katowic aż... 31 lat temu!

8 września 1984 roku Zagłębie też pokonało GKS 2:1 mimo że też przegrywało 0:1! Poziom był wyższy niż dziś, grano jeszcze w ekstraklasie. Tamten mecz oglądało 12 tysięcy ludzi (w tym 250 kibiców gości). Gości na prowadzenie wyprowadził znany i lubiany Marek Biegun (grający jeszcze na pozycji napastnika), wyrównał Wyrobek, a złotą bramkę dla gospodarzy strzelił w 84 minucie Krawiec. W Zagłębiu grali wtedy m.in. Karol Kordysz (dziś uhonorowany pamiątkową koszulką) i Jan Urban. W GieKSie - Franek Sput, Mirosław Kubisztal, Krzysztof Zając, Jerzy Kapias... Co za piękne czasy!

Zagłębiu należą się oklaski za to, że potrafiło się przełamać, bo prawie całe spotkanie było gorsze od gości, którzy generalnie grali składniej i długo wydawało się, że mecz mają pod kontrolą. Ale właśnie za to kochamy piłkę nożną, że tylko w tej dyscyplinie zespołowej potrafią wygrać drużyny, które w meczu spisują się słabiej niż rywal. Wpływ na zwycięstwo na pewno miała zmiana dokonana w przerwie przez trenerów gospodarzy. Zszedł napastnik, wszedł obrońca... Niby jedna zmiana, ale sprawiła potężne przetasowania w drużynie Zagłębia, zawodnik wypchnięty przez zmiennika na inną pozycję, wypychał z kolei kolegę na jeszcze inną, jak stwierdził Artur Derbin było "jak w dominie". 

Dziś nie podobało mi się właściwie tylko jedno. Otóż mierziło mnie, że w końcówce cała kryta lżyła gości. Od trybuny otwartej nie wymagam savoir-vivre'u; wiadomo, że tam zbiera się najbardziej radykalny element. Ale od ludzi, którzy są w stanie trochę więcej zapłacić za bilety można oczekiwać minimum, powtarzam, minimum kultury. Zdaję sobie sprawę, że piłkarze gości zbyt ostentacyjnie cieszyli się po bramce, ale czy to może być usprawiedliwieniem dla faktu, że nawet kobiety śpiewały o "jebaniu GieKSy"? Jak to jest, że na co dzień ludzie z tych miast znają się i nawet lubią a na stadionie jest już miejsce tylko na czystą nienawiść? Miłości tu na pewno nie będzie. Przez dziesięciolecia...

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

sobota, 28 listopada 2015
Utrzymanie

Zostałem zaproszony na dzisiejszą uroczystą akademię z okazji 90-lecia Rozwoju Katowice. Piękny wiek, piękne tradycje zasłużonego klubu choć... rzeczywistość trochę skrzeczy.

Rozwój walczy jak może o utrzymanie w I lidze, choć jako klubowi dzielnicowemu, który w macierzystym mieście ma potężnego konkurenta nie jest łatwo. Prezes Zbigniew Waśkiewicz wygłosił na wstępie melancholijne przemówienie, po którym przyznam - zrobiło mi się trochę smutno. Wczesnym popołudniem Rozwój przegrał u siebie ważny mecz z Wigrami Suwałki - rywalem w walce o utrzymanie i ma już cztery punkty straty do bezpiecznej strefy. Łatwo nie będzie więc wszyscy goście życzyli działaczom i piłkarzom pozostania w lidze. 

Właśnie na tej gali pierwsze publiczne wystąpienie zanotował nowy wiceminister sportu. Jest nim pochodzący z Katowic dobrze znany w środowisku były dziennikarz sportowy, działacz i menedżer Ryszard Szuster. To właśnie on sprowadził do Polski Emmanuela Olisadebe, potem był m.in. prezesem Górnika Zabrze (rozmowę sprzed ośmiu lat, którą przeprowadziliśmy z obecnym wiceministrem o szansach Górnika - przeczytacie TUTAJ). Dziś w restauracji Anna Maria na Kostuchnie Szuster odczytał list gratulacyjny w imieniu ministra sportu Witolda Bańki, który - co ciekawe - zanim został biegaczem, próbował swoich sił jako piłkarz właśnie w... Rozwoju Katowice. 

Po części oficjalnej (przemówienia i czas dla Komisji ds. Odznaczeń) wniesiono jedzenie, a do kotleta przygrywał (raz skocznie, raz melancholijnie)... Alosza Awdiejew. Były uroczyste licytacje - koszulkę Rozwoju z autografem Arkadiusza Milika za 4200 zł wylicytował prezes... GKS-u Katowice Wojciech Cygan.

Pojadłem, popiłem, przeprowadziłem kilka bardzo ciekawych rozmów. Kiedy już wychodziłem, wpadł z pamiątkową paterą trochę zziajany Rafał Kędzior*, nowy rzecznik prasowy Górnika Zabrze. Siłą rzeczy nie mógł być wcześniej. Robił dobrą minę do złej gry, ale trudno mu się dziwić, że wyglądał na markotnego. Górnik wypuścił dziś z Łęczną bardzo ważne zwycięstwo dosłownie w ostatniej chwili. Nie jest dobrze, ale przestrzegam przed przedwczesnym wysyłaniem zabrzan na zaplecze ekstraklasy. Jest przecież jeszcze 26 punktów do zdobycia w rundzie rewanżowej (po debilnym podziale właściwie 13) oraz 21 w rundzie dodatkowej.

Wszystko się może zdarzyć.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

* świat jest mały - Rafał Kędzior był w jednej drużynie młodzieżowej Rozwoju właśnie z ministrem Bańką:)

Mrówkolew

Myrmeleon formicarius glivicensis.

Gra Piasta Gliwice przechodzi ludzkie pojęcie. Tym razem między innymi wykorzystał fakt, że Ruch przystępował do gry w dziurą, której nie dało się jednak wypełnić. Waldemar Fornalik wykonuje świetną robotę, ale tym razem nie był w stanie znaleźć dobrego zastępstwa dla pauzującego za kartki Patryka Lipskiego. W Ruchu próbowali rozgrywać Rołand Gigołajew, po jego zejściu Marek Zieńczuk, a po jego zejściu Michał Efir - to jednak nie było to. 

Piastowi mecz ułożył się idealnie. Dwa razy szybko szarpnął, ugryzł i w efekcie zdobył komfort czekania co dalej. Czekał więc cierpliwie niczym mrówkolew. Doczekał się i ugryzł po raz trzeci a potem połknął i strawił. 

Gdyby mrówkolwy grały w piłkę ewidentnie byłyby Piastem Gliwice. Odcięcie członu początkowego w tym wyrazie zostawiam do momentu awansu do Ligi Mistrzów. Ktoś się zaśmieje? Jego prawo. A Piast robi swoje. 

Teraz przed gliwicką drużyną zestaw trzech niezwykłych przeszkód w dwa tygodnie - jedna po drugiej: Górnik, Cracovia i Legia. Jeśli je przeskoczy - dosłownie wszystko jest możliwe. 

PS Uważam, że PZPN powinien wlepić zakazy wyjazdowe kibicom wszystkich drużyn w Polsce. W efekcie fani przeciwnych drużyn dogadują się. To doskonałe rozwiązanie, bo fani przyjezdni są wtedy liczni i honorowo nieawanturujący się. Dokładnie jak Ruch Chorzów na Piaście, którego fani pobili chyba rekord frekwencji na stadionie w Gliwicach.

PS1 A poza tym uważam, że reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

poniedziałek, 23 listopada 2015
W Warszawie o Antonim Piechniczku

okładka

Przemysław Iwańczyk zaprosił mnie dziś do Radia TOK FM żebym opowiedział o książce "Piechniczek. Tego nie wie nikt". Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie - także dlatego, że autor audycji "Przy niedzieli o sporcie" zadał mi w stolicy parę trudnych pytań. Było o Andrzeju Iwanie, było o Wojciechu Kowalczyku... Posłuchajcie jak sobie poradziłem:)

PS Jeśli chcecie spotkać się z trenerem Antonim Piechniczkiem oraz z autorami - Beatą Żurek i mną - nadarza się kolejna okazja. Zapraszamy już w najbliższy wtorek do Tyskiej Galerii Sportu o godz. 18. Spotkanie odbędzie się w siedzibie Muzeum Miejskiego w Tychach przy ul. Katowickiej. 

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski

00:04, pavelczado , Książki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 16 listopada 2015
Klient zamiast kibola. Jestem przerażony!!!

Cieszę się, że kibolstwo podczas meczów reprezentacji Polski właściwie odeszło już w niebyt. Doskonale pamiętam bowiem pierwszą połowę burzliwych lat 90. kiedy rozpasanie było zdecydowanie największe. W 1993 roku kiedy przez meczem Polski z Anglią na Stadionie Śląskim zginął pchnięty nożem fan - bodajże ze Szczecina - jechałem w jednym z sąsiednich tramwajów. Kto pojawił się na tamtym meczu doskonale pamięta, że kibolstwo było wtedy agresywnie nastawione nie tylko wobec dumnych fanów Albionu. W różnych miejscach stadionu, w różnym momentach co chwilę wybuchały waśnie między ludźmi mówiącymi po polsku ubranych w te same flyersy (tyle, że niektórzy wywracali je na drugą stronę, tę pomarańczową). W efekcie naprawdę łatwo można było wtedy dostać po gębie dosłownie za nic. Z tamtego meczu pamiętam jeszcze znajomego z widzenia kieszonkowca z Załęża, który w przerwie zacierając ręce mruczał: "dobra, a teraz do roboty..."

Marzyłem o zmianach. Brzydziłem się i brzydzę kibolstwem ale trzeba sobie powiedzieć jasno: czasem zmiany są równie fatalne co status quo ante. Na meczach piłkarskiej reprezentacji Polski kończy się czas kibola a nadchodzi czas klienta. Skrajnym tego dowodem, czy nawet symbolem dokonanych już zmian, jest wszystko co się dzieje wokół meczu we Wrocławiu. We wtorek zagra tam Polska z Czechami i - jak wiadomo - na boisku zabraknie kilku najważniejszych piłkarzy kadry Adama Nawałki m.in. Roberta Lewandowskiego i Grzegorza Krychowiaka.

Ich nieobecność przyjmuję ze spokojem. Dla mnie to całkiem naturalna kolej rzeczy. Jestem jednak zwykłym, tradycyjnym - we własnym mniemaniu - kibicem. Dość niepostrzeżenie nadeszły nowe czasy: w obecnym świecie na trybunach podczas meczu reprezentacji rządzą już KLIENCI. To nowy rodzaj kibica - wydawałoby się bardzo pożądany. Broń mnie jednak Panie Boże od przepoczwarzenia się w "klienta". 

Klient na co dzień jest spokojny. Zaczyna drzeć mordę dopiero kiedy ktoś zagraża jego podstawowej dewizie życiowej: "płacę więc wymagam".

Otóż tacy właśnie futbolowi klienci wpadli przed chwilą we wściekłość - rozhisteryzowanie jest ich cechą charakterystyczną - i żądają... od PZPN-u zwrotu pieniędzy, bo w meczu reprezentacji Polski... nie zagra Lewandowski! #jacieniemoge! To jest absurd równie rozdęty jak brzuch otyłego sąsiada w podkoszulce, który zjadł dwie menażki grochówki a siedząc rozwalony przy telewizorze nie potrafi powstrzymać gazów.

Takich ludzi produkują obecne czasy. Nawet stosunek do futbolu może być konsumpcyjny i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Oczywiście wiem, że romantyzm jest passe, ale i tak na miejscu PZPN wygłosiłbym zdecydowane oświadczenie z myślą przewodnią pod tytułem "a możecie nas teraz pocałować w pewne miejsce gdzie Scylla i Charybda mówią dobranoc"... Wiadomo jednak, że nie warto potrząsać ludźmi stawiającymi na konsumpcję, bo mogą pójść żreć gdzie indziej. Spójrzcie na to na zimno: na debilu można zarobić dokładnie tyle samo co na osobniku przeciętnie inteligentnym i geniuszu. Jako że futbol to biznes to bez sensu rezygnować z klientów. Przecież zawsze lepiej żeby na przewodach pokarmowych ich i ich coraz bardziej spasionych dzieciaków nie zarabiał kto inny... Niestety: PZPN nie wyda więc żadnego ostrego oświadczenia w sprawie konsumpcjonistów na trybunach.

Klient moim zdaniem nie rozumie futbolu. Ba, nie usiłuje go zrozumieć. Klient musi za to dostać co oczekuje: wrzask komentatora (taką żenadę uskutecznia już się w siatkówce deformując również tę dyscyplinę), meksykańska fala, gol Roberta Lewandowskiego, czirliderki, uniesiony szalik w biało-czerwonych barwach, popcorn, słitfocie, wspólny śpiew przy przejściu Mostem Poniatowskiego "Pooooooooooolskaaaaaa, biało-czeeeeerwoniiii... Klient lubi odczuwać zbiorową przyjemność. Lubi kiedy jego rodzina jest zadowolona (moim zdaniem nacisk bliskich na osobnika z głównym portfelem to jedno z najważniejszych kół zamachowych konsumpcjonizmu).

Klient potrzebuje pozytywnych emocji. W jego przypadku pozytywną emocją może być choćby tylko sam widok Roberta Lewandowskiego. Klienci płacą więc wymagają, żądają. Nie jest dla nich istotne, że na bilecie nikt przecież nie zadeklarował udziału Lewandowskiego w meczu z Czechami, nikt nie obiecywał im jego występu.

Ale wiecie co? Mimo tych wszystkich wad tej nowej postindustrialnej publiczności widzę jedną jej wyraźną przewagę na kibolstwem. Otóż siedząc wśród klientów zdecydowanie łatwiej oglądać mecz niż siedząc wśród kiboli. To co dzieje się na trybunach zawsze było mi obojętne, zawsze liczyło się dla mnie co na murawie. A klient MNIEJ PRZESZKADZA niż kibol. Byleby tylko rozkapryszony dzieciak nie wył mi nad uchem o tym, że "taaaaaaaaaaaaaaato, nie ma Roberta Lewandowskiego, a przecież obiecaaaaaaaaaaaaałeś". Jeśli nie zawyje to właściwie wszystko będzie w porządku.

Smacznego popcornu.

PS Oczywiście jest również coś co łączy kiboli i klientów: to debilne zachowania podczas grania hymnu rywali. Obie społeczności różnią się jedynie w drobnym szczególe. Pierwsi gwiżdżą, drudzy klaszczą. Same matoły!

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 15 listopada 2015
Czy Euro 2016 powinno odbyć się we Francji

Moje zdanie jest takie, że to... nie jest nasza sprawa. Nasza w sensie - polska. Możemy oczywiście mieć opinię na ten temat, ale założenie, że powinniśmy mieć wpływ na tego rodzaju decyzję jako część międzynarodowej opinii publicznej jest absurdalne. Fakt, że wysyłamy na Euro naszą reprezentację nie ma nic do rzeczy.

To poważny problem. Wszyscy, którzy uderzają pięścią w stół grzmiąc, że nie powinniśmy dać się zastraszyć pseudoislamskim fanatykom (dziwi mnie, że islam często nie jest odróżniany od pseudoislamu) i że mistrzostwa na pewno powinny odbyć się we Francji mogą jedynie uderzać pięścią w stół. Najpierw powinni wypowiedzieć się obywatele Francji.

Wiadomo, że każdy naród ma prawo do samostanowienia. Po ostatnich wydarzeniach Francuzi powinni mieć moim zdaniem prawo do zdecydowania o przyszłości Euro w referendum. Im szybciej tym lepiej.

Wiem, że to teoria, wiem, że ze względów prestiżowych nikt dziś dobrowolnie nie zrzeka się organizacji takich turniejów. Osobiście też chciałbym żeby mistrzostwa tam się odbyły, ale czy nie lepiej żeby francuskie społeczeństwo rzeczywiście powiedziało: "oui, nous voulons. Oui, nous pouvons"?

A dopiero kiedy Francuzi zechcą żeby Euro u nich zostało, państwo polskie powinno podjąć decyzję. Powinno poważnie zastanowić się czy ze względów bezpieczeństwa wysłać tam piłkarską reprezentację. Co za bzdury, powiecie? Być może. Oczywiście nie chodzi mi o to żeby polskich piłkarzy tam nie wysyłać. Ale czyż nie lepiej wszystkie mechanizmy odpowiedzialności ustalić wcześniej. Chyba, że weźmiemy to na przeczekanie i na wiarę, że "podczas meczów Polski we Francji na pewno nic złego się nie stanie".

Kto miałby ochraniać kadrę podczas Euro? Kto - i czy w ogóle - miałby ochraniać polskich kibiców wybierających się na ten turniej? Wygląda na to, że organizacja tych mistrzostw, zwłaszcza pod kątem zapewnienia bezpieczeństwa będzie wyjątkowo skomplikowaną operacją. Przypuszczam, że wrócą paszporty i kontrola na francuskich granicach. Multitasking w mózgach decydentów powinien hulać jak najnowsze renault. 

Zapewne latem przyszłego roku będzie sielankowo, splendidement i w ogóle doucement. Ale co jeśli... nie będzie? 

PS A na koniec ciekawe teoretyczne założenie. Czy gdyby Francja zrezygnowała, gdyby w efekcie UEFA znienacka poprosiła poprzednich organizatorów jako najlepiej przygotowanych czyli Polskę i Ukrainę* żeby znowu zorganizowały Euro - chcielibyście? Chcielibyście - w kontekście paryskich tragedii?

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

*Krzysiu Nałęcz przypomina mi, że na Ukrainie trwa wojna, ale mnie raczej chodzi o Polskę - reakcję społeczną: brać to z dobrodziejstwem inwentarza czy nie?:)

13:44, pavelczado , Euro 2016
Link Komentarze (28) »
piątek, 06 listopada 2015
Z mikrofonem po boiskach

 okładka

Już w niedzielne popołudnie poopowiadam o książce "Piechniczek. Tego nie wie nikt" w audycji radiowej "Z mikrofonem po boiskach" prowadzonej przez reporterów Radia Katowice. Zapoznani kibice wiedzą, że to honor - to przecież pierwsza audycja sportowa prowadzona "na żywo" w dziejach polskiej radiofonii. Możecie jej słuchać już od 1954 roku! Kto ma ochotę - zapraszam przed radioodbiorniki o godzinie 18.

Ale to dopiero w niedzielę. A już jutro zapraszam na spotkanie z głównym bohaterem tej czterystustronicowej opowieści - Antonim Piechniczkiem. Selekcjoner oraz my, autorzy tej biografii (czyli Beata Żurek i ja) będziemy na Was czekać na Śląskich Targach Książki, które odbywają się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Spotkanie rozpocznie się o godz. 13. Wstęp wolny. Serdecznie zapraszam.

Po spotkaniu i rozmowie selekcjoner będzie podpisywał książki. Muszę wspomnieć, że w tym miejscu i czasie będą kosztować 35 zł - czyli 10 zł mniej niż później w księgarniach, w których mają pojawić się 12 listopada. 

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

UPDATE

Dziękuję wszystkim, którzy byli obecni na spotkaniu z Antonim Piechniczkiem podczas Targów Książki w Katowicach. Dzięki Wam to spotkanie się udało. 

15:12, pavelczado , Książki
Link Komentarze (23) »
wtorek, 03 listopada 2015
Jak to jest mieć ukochany klub głęboko w...

Z rozgoryczeniem oglądałem sceny z wyjazdowego meczu Ruchu Chorzów z Wisłą Kraków. Na Reymonta udała się potężna rzesza fanów Ruchu i... mleko się rozlało - a właściwie rozpaliły się race.

Nie chcę się już skupiać na samych racach, przedstawiałem moje zdanie na ten temat - o powodach dla których jestem im przeciwny na stadionach pisałem już pięć lat temu. Zdania nie zmieniam, choć oczywiście doceniam wrażenia wizualne. Zresztą z racami wszyscy zaczynają się oswajać, mówi się o dopuszczeniu odpalania ich w trakcie spotkań ligowych przez specjalnie przeszkolonych kibiców. Jednak jako że przepis pozwalający na odpalanie rac podczas meczów ciągle nie zaistniał więc właściwie nie ma o czym dyskutować.

Jest jednak temat inny. Kompletnie niezrozumiałe są działania tych fanów, którzy te nieszczęsne rozpalone race wyrzucili na murawę i w efekcie spowodowali przerwanie meczu. Rzucanie rac na murawę nigdy nie będzie legalne - nawet w Państwie Gdzie Będzie Wolno Wszystko.

Ten czyn jest rodzajem samookaleczenia mającego dla mnie znamiona schizofrenii. Już słychać o konsekwencjach: PZPN zaraz rypnie taką karę, że palce w butach będą szczypały przez całą zimę. Żeby było jasne pod hasłem "kara do końca sezonu" nie chodzi o karę do końca roku kalendarzowego. Chodzi również o całą rundę wiosenną a także kolejki dodatkowe!

Dlaczego rzucanie rac na murawę jest głupie?

Łopatologicznie:

a) cierpi klub, który musi płacić kary. Ruch nie jest na tyle bogatym klubem, który mógłby w budżecie założyć specjalną rubrykę pod tytułem "fundusz na kary". Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mnóstwo kibiców niewiele to obchodzi jako tych, których nie obchodzi co dzieje się poza czubkiem ich nosa;

b) cierpią kibice, którzy nie mogą oglądać meczów wyjazdowych. Zarówno ci, którzy rzucali jak i ci, którzy nie rzucali. Zarówno ci, którzy dobrze się bawili zadymą, ci, którzy mieli to gdzieś jak i ci, których to denerwuje.

Jak się okazuje ten wybryk społeczność kibicowską Ruchu może drogo kosztować. Wśród kibiców popularna jest teoria, że ich głośne wsparcie pomaga drużynie i - jak się domyślam - pozwala piłkarzom zdobyć w sezonie kilka punktów więcej. Istnieje poważne zagrożenie, że kibice Ruchu na meczach wyjazdowych nie zdobędą dla swojej drużyny już ani jednego punktu. Bo nigdzie ich już nie wpuszczą. A nawet jak wpuszczą - bo dogadają się z kibicami drużyn przeciwnych, takie zdarzenia miały już miejsce - to tylko symbolicznie => symbolicznie będzie więc ich słychać => symboliczny będzie ich wkład w zdobycz punktową.

A - jak wiadomo - Ruch jest w sytuacji, w której punktów ani wsparcia gardeł nie potrzebuje, co?

Dla mnie kibicem jest ten dla którego priorytetem jest dobro drużyny. Przykro mi: nie widzę nawet promila troskliwości o klub w rzucaniu rac na murawę. Widzę jedynie ohydny w swej bucie egoizm. "Ważne jest to co powiedzą inni o naszej świetnej akcji. Ważne żebyśmy zrobili wrażenie. Ważne żeby inni wiedzieli, że nie jesteśmy byle kim."

Płakać się chce.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

PS1 Zapraszam Was gorąco już w najbliższą sobotę 7 listopada. Antoni Piechniczek i my, autorzy jego biografii, będziemy na Was czekać na Śląskich Targach Książki w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Spotkanie rozpocznie się o godz. 13. Wstęp wolny.

poniedziałek, 02 listopada 2015
To nie jest Żywot Świętego Antoniego

okładka

Już w tym miesiącu ukaże się biografia Antoniego Piechniczka "Piechniczek. Tego nie wie nikt", której jestem współautorem.

Tematem zainteresowała się strona, która przeprowadza plebiscyt na "Sportową Książkę Roku". Zrobili ze mną wywiad, opowiadam w nim o kuchni tworzenia pozycji, która ma 400 stron.

                        * * *

Przypuszczam, że 99 procent reporterów sportowych chciałoby być na moim miejscu. Z zasadniczego powodu: Antoni Piechniczek osiągnął AUTENTYCZNE sukcesy – w przeciwieństwie do wielu hałaśliwych bohaterów książek piłkarskich w Polsce, którzy tak naprawdę zdziałali niewiele. Są popularni, bo potrafili/potrafią przede wszystkim dużo wypić (a to w naszym kraju jest uznawane za wyznacznik "swojego chłopa"), potrafią szyderczo kogoś obśmiać lub wywinąć drugiemu śmieszny kawał i potem to medialnie sprzedać. Potrafią również doskonale opowiedzieć jak zmarnowali własny talent.

W Polsce modne jest pięknie medialnie opakowane robienie sobie jaj i błyszczenie na salonach. Skupienie się na ciężkiej, monotonnej, codziennej robocie efektowne nie jest. Tylko, że potem, po latach, kiedy ściśniesz pięść i ją rozprostujesz to z wielkich (lub nawet małych) sukcesów nie zostaje właściwie nic. Jedynie gorzki osad na zębach i gorzkie przekonanie, że mogło być lepiej...

Antoni Piechniczek w porównaniu do zdecydowanej większości obecnych ludzi polskiej piłki nie jest nawet w stanie zacisnąć pięści. Bo to co osiągnął nie tylko w polskim, ale i światowym futbolu - zwyczajnie się w niej nie mieści.

                        * * *

Przy okazji - muszę Wam się przyznać, że dochodzą do mnie kuriozalne głosy małych ludzi jakobym... pisał na zamówienie. Nawet nie zamierzam analizować takich zarzutów, bo są obraźliwe dla tych wszystkich, których obryzgują gównem - a wie to każdy reporter, bo pewnie każdy w większym lub mniejszym stopniu z czymś takim się spotkał.

Jako ripostę powtórzę raz jeszcze: mam szczęście, bo zawodowo robię tylko co mi się podoba i co mnie pasjonuje. Nie muszę silić się i pisać o tematach, które mnie nudzą. No i najważniejsze - mnie nikt do niczego nie zmusza. O Antonim Piechniczku CHCIAŁEM napisać. Nie marzyłem o tym - wydawało mi się, że są godniejsi dziennikarze więc potem mogłem się tylko cieszyć, że taka możliwość spadła mi jak gwiazdka z nieba.

Powtórzę co mówię w wywiadzie: "Ktoś mniej rozgarnięty może przypuszczać, że ceną za osobiste opowieści trenera byłby sposób napisania książki – czyli, że miałaby to być hagiografia. Śmieję się kiedy to słyszę. To oczywiście bzdura, którą rozwieje lektura. Zapewniam, że nie jest to Żywot Św. Antoniego." Tak mogą sądzić tylko ci, którzy nie czytali książki. A nie czytali, bo jeszcze jej na rynku nie ma, skąd więc takie opinie? Selekcjoner jest człowiekiem z krwi i kości, co będzie udowodnione. 

Cały wywiad możecie przeczytać TUTAJ.

PS Zapraszam Was gorąco już w najbliższą sobotę 7 listopada. Antoni Piechniczek i my, autorzy jego biografii, będziemy na Was czekać na Śląskich Targach Książki w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Spotkanie rozpocznie się o godz. 13. Wstęp wolny.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

19:34, pavelczado , Książki
Link Komentarze (18) »
niedziela, 01 listopada 2015
Możecie spotkać się z Antonim Piechniczkiem

okładka

Pierwszą okazję na spotkanie i rozmowę z jednym z najważniejszych ludzi w historii polskiego futbolu z okazji wydania jego biografii będziecie mieli już w najbliższą sobotę 7 listopada. Trener Antoni Piechniczek oraz autorzy biografii - czyli Beata Żurek i Czadoblog - będą na Was czekać na Śląskich Targach Książki w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Spotkanie rozpocznie się o godz. 13. Wstęp wolny.

Zapewniam, że warto!

PS Serdeczne podziękowania dla wszystkich osób i instytucji, które wyrażają chęć organizowania spotkań autorskich u siebie. Decyzje nie zależą ode mnie, ale wszystkie inicjatywy i pomysły przekazuję odpowiednim komórkom:)

PS1 Zdarza się, że dostaję od Czytelników tak niezwykłe wyrazy sympatii, że muszę się nimi podzielić. Kiedyś napisałem o mojej walce z nadwagą i kilku Czytelników prosiło wtedy w mailu o kontakt do pani dietetyczki. Jeden z Was jest nią tak zachwycony, że w podzięce przysłał w prezencie z urlopu we Włoszech piękną książkę o najlepszym i najwspanialszym klubie Serie A czyli o Interze Mediolan. Miło, że pamiętał kogo podziwia Czadoblog. Serdeczne podziękowania. Proszę pamiętać o efekcie jojo (ja, cholera, zapomniałem;)

PS2 Byłem wczoraj świadkiem wyjątkowo przygnębiającej scenki na wielkim parkingu pod wielkim supermarketem. Obok mnie zaparkowała czteroosobowa rodzina (mama, tata, synek i córka). Na pierwszy rzut oka normalne, dobrze sytuowane małżeństwo, mieli jakieś 30 lat, samochód całkiem niezły. Kiedy szedłem na zakupy i wychodziłem z auta - oni akurat z nich wracali. Ojciec wypakował zakupy. Próbował zatrzasnąć bagażnik samochodu, ale się nie dało. Nie dlatego, że zakupów było za dużo, wyglądało na to, że zepsuł się zamek bagażnika. Głowa rodziny strzelała tą klapą, strzelała, waliła wściekła coraz mocniej - i nic. Bagażnik się nie zamykał. Akurat w tym momencie do faceta podszedł syn - mógł mieć jakieś pięć lat - i cicho coś do niego zagadał. 

A stary na to wydarł się na całe gardło: - Kurwa! Kurwa! Mówiłem ci, kurwa, że nie mogę ci kupić tej maski! Przecież nie ma jej w sklepie! Nie ma, kurwa! Czy ty to rozumiesz, pojebie?! Nie ma, kurwa! Nie ma!

Ciekawe gdzie na stadionie usiądzie ten chłopczyk kiedy zainteresuje się futbolem.

PS3 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

13:18, pavelczado , Książki
Link Komentarze (8) »
Archiwum