środa, 30 grudnia 2009
Piętnasty fachowiec

Dotychczas w historii GKS-u Katowice sześciokrotnie zdarzyło się, że trenerzy rozpoczynali pracę z pierwszą drużyną w styczniu. Byli wśród nich fachowcy większego i mniejszego kalibru, ale wszyscy w jakiś sposób zapisali się w historii polskiej piłki. Na tej liście są: od razu pierwszy legendarny trener Gieksy Jerzy Nikiel (w 1961 roku, zabierał się jeszcze za Rapid Wełnowiec), Roman Durniok (w 1971 roku), Stanisław Oślizło (tak, tak, właśnie ten Oślizło - w 1979 roku), Jacek Góralczyk (w 1995 roku), Bogusław Kaczmarek (w 2001 roku) oraz Jan Furtok (w 2005 roku).

Teraz ciężkie zadanie przed Robertem Moskalem, bo to właśnie na niego zdecydowali się działacze GKS-u. Kontrakt ma podpisać 4 stycznia. Z poprzednikiem, czyli Adamem Nawałką - łączy go tylko to, że obaj kiedyś grali w Wiśle Kraków i obaj prowadzili kiedyś Sandecję Nowy Sącz.

Muszę podkreślić, że Moskal jest piętnastym trenerem, który popracuje na Bukowej na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Przy okazji zaznaczę, że zmian na tej karuzeli było w tym czasie więcej: Lechosław Olsza zdążył w ostatnim dziesięcioleciu pełnić w Katowicach funkcję pierwszego szkoleniowca aż cztery razy! Najdłużej przez prawie dwa miesiące, najkrócej przez dwa dni. Zastąpił go wtedy Jan Żurek, który w Katowicach z kolei dostawał nominację trzykrotnie. Bogusław Kaczmarek i Henryk Górnik byli w ostatnich dziesięciu latach pierwszymi trenerami po dwa razy (Górnik raz symbolicznie, w oczekiwaniu na Nawałkę). 

Jedno jest pewne: Moskal musi mieć w Katowicach lepszy bilans niż ostatnio w Odrze Wodzisław. Jeśli nie będzie, to kolejna zmiana może nastąpić jeszcze w tym sezonie...

PS Bardzo fajny, dość nietypowy pomysł na wzmocnienie swoich przychodów znalazło Zagłębie Sosnowiec.

PS1 Polsko-czeska walka we wspomnianej Odrze - a właściwie o Odrę - narasta.

PS2 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

wtorek, 29 grudnia 2009
Delma

Dawno nie było o paniach. Czas nadrobić zaległości. Kiedyś znajomy zapytał mnie czy przy futbolu kręcą się piękne kobiety. Oczywiście, że się kręcą. I nie chodzi tylko o to, że panie traktują trybuny jak okna wystawowe, żeby pokazać swoją urodę, strój, klasę. Piękną kobietę przy okazji futbolu można spotkać w przeróżnych okolicznościach. Opowiem Wam dziś jak spotkałem najpiękniejszą kobietę, którą mogę uznać za związaną w jakiś sposób z futbolem. Słowo „jakiś” jest kluczowe. Nie jest to budująca opowieść...

Zdarzyło się to w pewien ciepły lipcowy wieczór 1998 roku w Lizbonie. Pojechałem wtedy z Ruchem Chorzów na mecz III rundy Pucharu Intertoto z Estrelą Amadora. Amadora to właściwie jedno z przedmieść Lizbony. Po przyjeździe do Portugalii piłkarze zostali zakwaterowani w supernowoczesnym hotelu "Zurique". Gorzej z działaczami i osobami towarzyszącymi, wśród których byłem i ja. Mieliśmy spędzić noc w zapadającej się dziurze. W holu scena jak z "Isaury". Recepcjonistą był zaspany Murzyn w podeszłym wieku, wokół którego leniwie latały muchy. Jedna łazienka na korytarzu, a w obskurnych pokojach grzyb na ścianach. - No tak, a my ugościliśmy Portugalczyków po królewsku - narzekał ówczesny prezes Ruchu Krystian Rogala i zażądał zmiany noclegu.

Zawstydzeni gospodarze zarzekali się, że nie wiedzieli, że ma tam mieszkać kierownictwo klubu. Myśleli, że chodzi o kibiców. - A kibice to bydło? - denerwowali się chorzowscy działacze. Przewieziono nas do innego hotelu. Nie mogę Wam jednak opisać jak dokładnie przespałem tamtą noc. Po prostu nie wypada, a i tak nikt by nie uwierzył...

Prezydent Estreli Jose Salvado obejmował prezesa Rogalę i rozpływał się w przeprosinach. Portugalscy działacze zaprosili wszystkich na wieczorek pojednawczy, też się załapałem. Poszliśmy do pewnego klubu (na wszelki wypadek do dziś pamiętam jego nazwę i pamiętam również nazwę ulicy). Kiedy weszliśmy, zakręciło mi się w głowie. Była tam wręcz gigantyczna liczba niebywale pięknych, tańczących wszędzie czarnoskórych kobiet. Takich co to Naomi Campbell mogły nakryć czapką portugalskich gruszek (jeśli tam w ogóle gruszki rosną). Czarnoskórych, więc pewnie pochodzących z Angoli albo Mozambiku - byłych portugalskich kolonii. Dziewczęta były wszędzie, pląsały nawet w przejściu do toalety, pamiętam jak spłoszony musiałem się przeciskać koło zdyszanej, roześmianej Murzynki kolebiącej zalotnie krągłymi biodrami.

Wróciłem na miejsce, klapnąłem na fotel i oszołomiony napiłem się wody. Wtedy zobaczyłem tuż przed nosem... konika morskiego. Podniosłem wzrok i zorientowałem się, że konik był wytatuowany na brzuchu blondwłosej, tańczącej przede mną piękności. Pamiętam, że miała włosy jaśniejsze od skóry. Pamiętam, że miała na imię Delma i była naprawdę zachwycająca. Okazało się, że mogłem się z nią spotkać później, miałem tylko podać numer swojego pokoju. Jąkając się wyznałem, że właśnie się ożeniłem. Może kolega by się spotkał? Dziennikarza siedzącego obok mnie również pot oblał w jednej chwili. Wyglądało jakby walczył ze sobą, ale też nie zdecydował się jednak na bliższą znajomość... Pamiętam, że jeden z działaczy Estreli patrzył na nas wtedy z niesmakiem przemieszanym z troską. Może nawet była w tym spojrzeniu nutka obrzydzenia i pogardy? Gdzieniegdzie kult machismo jest ciągle żywy... Pewnie myślał, że jesteśmy chorzy albo fajtłapowaci, albo nieśmiali, czyli też fajtłapowaci... 

Pamiętam jeszcze, że zaraz potem przeniosłem wzrok na siedzącego dość daleko ode mnie prezesa Rogalę. Gapił się osłupiały w jeden punkt, wybałuszając oczy. Zaciekawiony podążyłem za jego wzrokiem i zobaczyłem niezwykle atrakcyjną czterdziestkę. Wiem, że w dzisiejszej notce nadużywam epitetów, ale nic na to nie poradzę: była FAN-TAS-TYCZ-NA. Prawie jak Delma... Zalotnie uśmiechnięta mrugała do Rogali całkiem jawnie, rzekłbym bezczelnie. Pamiętam, że prezes Ruchu wyjął wtedy z kieszeni wielką kraciastą chustkę. Obcierając czoło rzekł zdławionym głosem(cytuję z pamięci):  - Chopy, idymy. Co by na to pedziała moja Danka?! 

I to  był koniec  tej przygody. Jak się domyślacie nigdy już oczywiście Delmy nie spotkałem:-) 

PS Przeczytałem dziś w „Gazecie” wywiad z Euzebiuszem Smolarkiem. Zdumiał mnie jeden fragment:

Pytanie: Naprawdę miałeś propozycję z Polonii Bytom? Prezes tego klubu opowiada, że byłeś gotowy podpisać kontrakt, jeśli zarabiałbyś 40 tysięcy euro miesięcznie. To prawda?

Odpowiedź: Nie. Dziwi mnie, że takie informacje w ogóle pojawiły się w prasie. Konkretnych rozmów o pieniądzach z Polonią nie było. Z prezesem nie rozmawiałem osobiście. Może jakiś menedżer w moim imieniu się wypowiedział.

Z tego fragmentu wynika jakby Smolarek o Polonii pierwsze słyszał. Czuję się wywołany do tablicy, bo to u nas powstały teksty o tym, że Bytom interesuje się Ebim. Przeczytajcie ten tekst i ten tekst. Wiem w jaki sposób powstawały, wiem jak bardzo Polonia starała się przed nami ukryć, że w ogóle ze Smolarkiem rozmawiała. Nie było w tym krzty dmuchania, krzty przesady. Teraz wygląda na to, że Smolarek jakby wstydził się pomysłu, że mógłby w ogóle grać w takim klubie jak Polonia Bytom. Dlatego temu panu już dziękujemy. W Polonii grali i będą grali nie tacy piłkarze.

PS2 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni. 

14:11, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Źli policjanci są potrzebni?

Zawsze interesował mnie stosunek pierwszych trenerów do drugich trenerów. Zauważyłem dwie szkoły.

Pierwsza: pierwszy trener traktuje drugiego jako swego rodzaju wychowanka. Przekazuje mu swoją wiedzę, doświadczenia, z reguły wspiera, kiedy ten chce przejść na swoje. Na ile potrafi, tworzy z niego trenera. Pierwszego trenera.

Druga: pierwszy trener potrzebuje drugiego jako złego policjanta. To znaczy, że ma w drużynie człowieka, który zajmuje się właściwie czymś innym niż on sam. Wyręcza pierwszego w pewnych sytuacjach. To energiczny zazwyczaj facet z donośnym głosem, który stoi nad piłkarzami z batem i potrafi znienacka rzucić grubym słowem. A wiązanka takich mocno grubych słów w poważniejszych sytuacjach nie jest dla niego żadnym problemem. Wiadomo, że grube słowo jest przy tworzeniu drużyny futbolowej tak niezbędne jak golarka fryzjerowi.

Klasycznym przykładem drugiego trenera jako speca od opier... jest dla mnie Marek Kostrzewa. Jako zawodnik był mocnym punktem obrony Górnika w latach 80., choć mnie akurat utkwił w pamięci jako człowiek, który nie miał szans w starciach z van Bastenem i Gullitem (byłem wtedy  - w październiku 1987 roku - na stadionie Górnika. To był jedyny występ Kostrzewy w reprezentacji). Marek Kostrzewa był idealnym opierdzielaczem w Sokole Tychy i GKS-ie Katowice u Boba Kaczmarka, a także w Górniku Zabrze u Ryszardów Wieczorka i Komornickiego. Wielokrotnie widziałem go w akcji podczas treningów i meczów.

Czy Adam Nawałka, nowy trener Górnika, ma inne spojrzenie na rolę drugiego trenera niż poprzednicy? Nie wiem, Henryk Górnik prezentuje przecież w GKS-ie podobne do Kostrzewy walory... Nie wiem jednak także czy na dłuższą metę utrzyma się szkoła traktowania drugiego szkoleniowca właśnie jako człowieka od ostrego załatwiania codziennych problemów. Choć akurat polska liga może zakonserwować ten model na jeszcze wiele lat. A może się mylę?

Na zakończenie muszę uczciwie zaznaczyć, że to moje autorskie spojrzenie na Marka Kostrzewę jako drugiego trenera. W 2001 roku Bobo Kaczmarek mówił przecież o jego roli zupełnie inaczej (podczas wspólnej pracy w GKS-ie Katowice):

„Zimą przygotowywałem zespół na to, by zaczął wygrywać. Bo jesienią nie przegrywał, ale i nie zwyciężał. Udało się zmienić ich mentalność. Zasługa w tym wszystkim także mojego asystenta, Marka Kostrzewy. On ćwiczy z obrońcami warianty wyprowadzania piłki z własnej połowy, konstruowania akcji. Ja opracowuję rozwiązania gry z przodu i potem na boisku jakoś to wszystko łączy się w jedną całość.”

PS Stach? Motyka? Moskal? Kto za Nawałkę na Bukowej? Na hiszpańskiej Bukowej?

PS1 Wiadomym jest, że bez menedżera piłkarskiego współczesny świat futbolowy istnieć nie może. Bywają potrzebni (czasem mniej, czasem bardziej), są jednak momenty kiedy niektóre zabiegi niektórych cwaniaków żenują. Tym razem chodzi mi o Artura Sobiecha, który niedawno związał się z menedżerem (wcześniej takowego nie posiadał). I co ten magik wymyślił? Oczywiście wpisanie do kontraktu zapisu o kwocie odstępnego (wcześniej takowego nie było)! Działacze Ruchu musieliby na głowę upaść, żeby się na to zgodzić - tym bardziej, że umowa Sobiecha jest ważna do 2013 roku. Zasadność stawiania takich żądań przez magika jest identyczna z zasadnością żądań Ruchu, żeby magik płacił chorzowskiemu klubowi 30 procent od wszystkich transakcji, które przeprowadzi do 2013 roku, albo i 2023.

PS2 Blog zaprzyjaźniony z Czadoblogiem podsyła tabelkę niezwykłych rozgrywek z 1921 roku: okazuje się, że te zapomniane rozgrywki organizował Wschodnio-Śląski Związek Piłki Nożnej, który zrzeszał niemieckie kluby z Bielska i okolic. Miały one okresowy rozbrat z PZPN. Później się jednak dogadały, związek więc zlikwidowano, a kluby przeszły do krakowskich klas A i B (ciekawostką, jest fakt, że dano im wówczas prawo do komunikowania się z KOZPN-em w języku niemieckim). W momencie rozgrywek jednak były to po prostu NIEZALEŻNE MISTRZOSTWA. Właśnie dlatego ta historia jest tak niezwykła! Warto dodać, że istniała również II liga, w której grały rezerwy tych czterech klubów.

1. BBSV                6 10  22:5

2. Hakoah             6  7  8:9

3. Sturm               6  5  8:11

4. SV Biała-Lipnik  6  2  2:15

Nie będą więc przesadą słowa, że BBSV (czyli BBTS) jest zatem klubem ekstraklasowym, ba mistrzem. Swego mikrokraju, ale jednak - wyżej zajść nie mógł.

PS3 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

środa, 23 grudnia 2009
Bardzo zła (dobra?) wiadomość

Bez bicia przyznaję się, że kiedy we wrześniu zeszłego roku działacze GKS-u Katowice zastanawiali się kto mógłby zastąpić nieszczęsnego Jana Żurka (Henryk Górnik jak zwykle był tymczasowy) optowałem raczej za Piotrem Rzepką, bo podobała mi się jego praca w Jastrzębiu niż za Adamem Nawałką, który wcześniej, owszem, w Wiśle Kraków zdobywał mistrzostwo, ale z taką Wisłą to nie była przecież jakaś wielka sztuka. Nawałka kojarzył mi się wtedy raczej jako ględzący i przynudzający współkomentator telewizyjny niż zdolny szkoleniowiec.

Okazało się jednak dość szybko, że działacze GKS-u wybierając Nawałkę trafili w dziesiątkę. Były reprezentacyjny pomocnik wykazał się w Katowicach talentami na wielu frontach. Bez przesady stał się na Bukowej prawdziwym skarbem: potwierdził smykałkę jako szkoleniowiec, wyszukiwacz talentów, motywator, a także wyszukiwacz... sponsorów. Dawno tak wszechstronnego fachowca w Katowicach nie było. Poświęcał się tej robocie bez reszty i na Bukowej to szybko dostrzegli. Bez przesady można uznać dziś, że dla Nawałki pobyt w Katowicach w dotychczasowej karierze trenerskiej  był szczytowym osiągnięciem.

Adam Nawałka

Teraz Nawałka z Katowic odchodzi. To zła wiadomość dla GKS-u, bo szkoleniowiec zarówno w tym jak i w poprzednim sezonie udowodnił, że daje radę z tego zespołu wycisnąć więcej niż można, niż ten właściwie potrafi. Moim zdaniem pozycja katowickiej drużyny w pierwszoligowej tabeli jest dziś lepsza niż jej realna siła. To właśnie jest zasługa Nawałki.

Dla GKS-u najgorsze jest, że odejście szkoleniowca to chyba nie najpoważniejszy obecnie problem. Działacze muszą zrobić wszystko, żeby zespół nie posypał się teraz jak domek z kart, bo piłkarze niejednokrotnie dawali dowody, że w Nawałkę są zapatrzeni, ufają mu i chcą z nim pracować. Pojawia się niebezpieczeństwo, że po dzisiejszej informacji też będą chcieli odejść, sytuacja organizacyjna klubu na pewno ich nie trzyma.

Zła wiadomość dla GKS-u może być dobrą dla Górnika, stąd taki dziwaczny tytuł. Jeśli właśnie do Zabrza trafi Nawałka (choć nie jest to pewne, mówi się przecież jeszcze o Probierzu) - to działacze Górnika zrobią moim zdaniem dobry ruch. Czy za Nawałką na Roosevelta przeniosą się najlepsi piłkarze Gieksy?

Na zakończenie pięć najwiekszych hitów Nawałki podczas pracy w Katowicach:

5.) 26 kwietnia 2009 i 17 października 2009: zwycięstwa z  Flotą Świnoujście (1:0 i 2:1);

4.) 4 listopada 2009: wyjazdowe zwycięstwo 3:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała;

3.) 13 października 2009: zwycięstwo 4:1 z KSZO Ostrowiec;

2.) 7 czerwca 2009: wyjazdowe zwycięstwo z GKS-em Jastrzębie 1:0 i utrzymanie się w lidze;

1.) 16 maja 2009: największy hit. Zwycięstwo 3:2 w Jaworznie nad znacznie silniejszym Widzewem, mimo że do przerwy Gieksa przegrywała 0:1. 

PS Uwielbiam kiedy ludzie kochający swoje małe heimaty potrafią zrobić pożytek ze swojej miłości. Tak jak choćby Marcin Rudy, który napisał właśnie „Dzieje łaziskiego sportu”.

Dzieje łaziskiego sportu

Pełna unikalnych zdjęć publikacja dotycząca Łazisk jest wskazówką jak powinno się to robić w innych śląskich miastach (i nie tylko śląskich). 300 stron nie tylko informacji o futbolu, ale i choćby hokeju, podnoszeniu ciężarów, piłce ręcznej, ale i kręglarstwie (Łaziska w kręglach są potęgą na skalę ogólnopolską). Brawo panie Marcinie.

PS2 Na chwilę zaglądam do zaprzyjaźnionego Krakowa. Kiedyś Czadoblog poświęcił wpis na ranking najpiękniejszych widoków ze stadionowych trybun. Kolega pasjonujący się Cracovią podkreśla, że kiedyś Wawel było widać nie tylko z trybun, ale i z boiska. Piękny widok! Na dowód przesyła m.in. skan zdjęcia sprzed 84 lat (mecz Cracovii z Unionem Żiżkov - sorry, nad zet powinny być widełki zamiast kropek). 

mecz Cracovii

Fota ukazała się w Kurjerze Sportowym, numer 11 z 20 maja 1925 roku.

PS3 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

wtorek, 22 grudnia 2009
Do roboty Czado

Uff...Czadoblog wrócił wreszcie z długiego urlopu. Wiecie jakie to fajne uczucie, kiedy wracacie do pracy, a tu zaraz rozpoczną się Święta Bożego Narodzenia?

Z okazji powrotu do aktywności Czadoblog ogłasza minikonkurs. Powód? Najwspanialszy Stadion w Polsce wydał właśnie fajny kalendarz na 2010 rok. Temu Czadoblogoczytelnikowi, który najciekawiej przedstawi pod niniejszym wpisem z jakim meczem na Stadionie Śląskim wiążą się jego najpiękniejsze wspomnienia, Czadoblog oferuje taki kalendarz. Jeśli Czytelnik mieszka w GOP-ie przyjadę i wręcze mu nagrodę osobiście, jeśli poza GOP-em - wyślę pocztą. Konkurs rozstrzygnę 1 stycznia.

PS Bardzo rozbawiły mnie głosy zdziwienia, że Grzegorz Lato utrzymał jednak stan posiadania po ostatnim zjeździe PZPN. Przecież na Śląsku było to oczywiste jeszcze przed zjazdem.

PS2 Ciekawą historię prawdopodobnie pierwszego członka kadry narodowej bez jednej nerki - przeczytacie tutaj.

PS3 Równie ciekawą historię bramkarza, który gra na Śląsku, a który mógł grać w lidze hiszpańskiej lub angielskiej  - przeczytacie tutaj.

PS4 Chodzą plotki, że Robbie Keane miałby przenieść się do Celticu. Tak, tak, tak! Uważam Keane'a za świetnego piłkarza, a Celtic za świetny klub więc pasują do siebie idealnie. Proszę: niech to się stanie faktem! 

PS5 Czadoblog głównie futbolem stoi, ale jednak nie tylko. O tym, że w hokeju panuje kryzys nie trzeba nikogo przekonywać. O pomyśle, żeby na Śląsku powstał jeden silny hokejowy klub, który zgłosiłby akces do ligi czeskiej - przeczytacie tutaj. 

PS6 Żałuję, że Górny Śląsk nie należał kiedyś do Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Być może u nas stałoby wtedy to wspaniałe zamczysko? Nie znam w Polsce zbyt wielu miejsc, które tak działałyby na wyobraźnię. Kto nie był, powinien się wybrać. Nie przy okazji. Wizyta w tym miejscu powinna być głównym celem podróży. Warto!

PS7 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

środa, 16 grudnia 2009
Wyciszanie

Czadoblog został zaproszony na tradycyjną wigilię organizowaną przez Ruch Chorzów. Impreza w klubowej kawiarence odbyła się po rocznej przerwie. W zeszłym roku przeżywający kłopoty finansowe klub zrezygnował z organizacji spotkania opłatkowego, odbyła się tylko kameralna impreza dla piłkarzy i pracowników. Tym razem znów przyszło mnóstwo zacnych gości, Czadoblog przypomina sobie, że tłumy były identycznie jak za czasów Krystiana Rogali (pierwszy raz na chorzowskiej wigilii byłem jakieś dziesięć lat temu). Dziś przemawiali pani prezes, a także kapelan śląskiego sportu. Zaśpiewano "wśród nocnej ciszy", odczytano też list od kibica z Francji, który obiecał, że jeśli Ruch będzie po jesieni w piątce to on przyśle skrzynkę szampana. Przysłał chyba, choć Czadoblog tego właściwie nie sprawdził.

Choć do wigilii jeszcze trochę, Czadoblog też przyłącza się do życzeń: wszystkiego dobrego wszystkim, którzy tu zaglądają.

PS Trochę żal było mi Marcina Zająca; samotnie podpierał ścianę tuż przy drzwiach. Podobno ma odejść, co nie zmienia faktu, że trochę dla Ruchu przecież zrobił.

PS2 Czytelnik mRokol ma rację. Po rundzie jesiennej zabrakło śląskiej tabeli. Już nadrabiam zaległości:

1. Ruch    3  9  6:1

2. Polonia 3  6  5:1

3. Piast    3  3  2:7

4. Odra    3  0  2:6

Strzelcy:

2 - Janoszka (Ruch), Podstawek (Polonia), Trzeciak (Polonia)

1 - Barcik (Polonia), Gamla (Piast), Grodzicki (Ruch), Grzyb (Ruch), Kwiek (Odra), Niedzielan (Ruch), Olszar (Piast), Sobiech (Ruch), Wodecki (Odra)

Największy hit: postawa Ruchu. W tym sezonie nieosiągalny dla lokalnych rywali. Wygrywał po pięknych golach.

Największe rozczarowanie: brak WDŚ. Sezon bez WDŚ to sezon stracony. Jeśli pamiętacie mecze na Stadionie Śląskim, wiecie co chcę powiedzieć.

Najlepszy mecz: Polonia Bytom - Ruch Chorzów. To spotkanie udowodniło i zarazem potwierdziło, że obecnie są to najlepsze śląskie zespoły w ekstraklasie.

Najszybszy gol: Łukasz Janoszka (w 4 minucie meczu Odra - Ruch).  Pierwszy z trzech klapsów tego dnia.

Najlepsza frekwencja: Polonia - Ruch - około 10000. Najlepsza frekwencja na najlepszym meczu - tak powinno być.

Najgorsza frekwencja: Odra - Ruch, Odra - Polonia, Piast - Odra - około 4000. Ten wynik jak na mecz o najsłabszej oglądalności nie jest najgorszy. Szkoda tylko, że były aż trzy takie mecze.

PS3 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

PS4 Nie każdy na Cichej był dziś szczęśliwy. Dziennikarz, którego laptop dzień wcześniej oberwał piłką na meczu siatkarskiej Ligi Mistrzów w Dąbrowie Górniczej - chyba nie. Laptop oberwał tak, że koszt jego reanimacji wyniósł jakieś 500 zł. Ciekawe, że ścinkę wcześniej oberwał laptop "Gazety", ale znany z twardej czaszki - przeżył;-)

sobota, 12 grudnia 2009
-------------

 

----------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------------------...

O, już jesteście? Wybaczcie, Czadoblog się zawiesił i ciężko mu będzie nadać relację z meczu Polonia Bytom - Odra Wodzisław. Wszystko przez to, że w swojej błogiej nieświadomości nie zauważył zmiany temperatury. Jako że od drzwi do samochodu ma zaledwie parę kroków, wdział tylko swój zielony kubraczek, wsiadł za kółko i pognał na mecz. Już w Bytomiu, kiedy zobaczył na drodze piaskarki, zorientował się, że coś jest nie tak. Drugi raz zorientował się, kiedy zobaczył pomarańczową piłkę, a trzeci raz, kiedy już na trybunce mróz chwycił go za szczękę i pachwiny. Nastąpiło ----------------------.

Co mi się podobało:

- sposób w jaki bytomscy kibice przywitali szkoleniowca gości Marcina Brosza, który trenerki uczył się przecież w Bytomiu. Na płocie zawisła płachta "Marcin, witaj w domu". Brosz dziękował później za przyjęcie zarówno kibicom jak i działaczom.

- sposób w jaki piłkarze radzili sobie z mrozem. Często padali na murawę. Chyba dlatego, że była nienagannie podgrzewana i robiło im się wtedy ciepło;-)

- gra Petera Hricki. Wiadomo ile dla Polonii znaczy gra z przodu Bażika i Barczika, najbardziej niedoceniany jest trzeci ze Słowaków, boczny obrońca. Tymczasem warto podkreślić, że to przecież znakomity piłkarz, imponuje mi sposób w jaki podchodzi do swoich obowiązków. Najlepiej pasuje mi tu słowo "beznamiętny". Oczywiście nie chodzi o to, że olewa, wręcz przeciwnie - podchodzi do zadań, które ma wykonać w zimny sposób, odcina piłkę od rywali po swojej stronie niczym chirurgiczny lancet. W średniowieczu też robiłby pewnie furorę jako najemnik, na przykład świetnie wyszkolony, bezlitosny pikinier.

- spryt i determinacja Marcina Malinowskiego w 87 minucie. Gdyby tuż przed końcem nie wybił w polu karnym piłki rozpędzonemu Markowi Bażikowi, Odra znów by przegrała. Koledzy powinni jakoś docenić piłkarza...

Co mi się nie podobało:

- kit jaki próbował wcisnąć Marcin Brosz na konferencji prasowej. Że niby każdy trener zawsze walczy o zwycięstwo i kładzie nacisk na grę do przodu. Otóż nie każdy trener zawsze walczy o zwycięstwo i kładzie nacisk na grę do przodu.

PS Czadoblog przeprasza wszystkich, którzy spodziewali się relacji z piątkowego meczu Piasta Gliwice z Ruchem Chorzów. Czadoblog miał wielką chrapkę na to spotkanie, już nawet umawiał się na wyjazd do Wodzisławia, ale okazało się, że gaz mu się w domu ulatnia. Kiedy usłyszał, że panowie od naprawy pojawią się w... następny wtorek, wyszedł z siebie i stanął obok. Ostatecznie Czadoblog nie wybuchł, wymienili mu zawór jeszcze wczoraj, ale mecz przepadł...

PS2 Czadoblog zauważył, że jego Czytelnicy nie przyswajają opowieści obyczajowych, więc oszczędzi Wam porcji kolejnych ploteczek o romansie piłkarza z dziennikarką...

PS3 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

----------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------...

 

niedziela, 06 grudnia 2009
Nie tym razem

Właśnie wróciłem ze stadionu Ruchu, widziałem fajny mecz. Do dziś wierzyłem w 15. tytuł Ruchu. "Niebiescy" przegrali jednak z Wisłą Kraków mecz na szczycie i teraz wierzę już tylko w start w europejskich pucharach, choć Ruch wypadł aż poza pierwszą trójkę...

Co mi się podobało:

- piękne akcje Wisły, po których padały coraz piękniejsze gole. Każdy z nich był naprawdę wspaniały. Wisłę, która przecież przegrywała, odmieniło wejście słabego ostatnio Łobodzińskiego i rekonwalescenta Boguskiego. Nie sądziłem, że to właśnie ławka zdecyduje o wyniku, osłabiona Wisła naprawdę nie miała kim straszyć.

- szalona radość Andrzeja Niedzielana po golu na 1:0 dla Ruchu. Uradowany napastnik gospodarzy wykonał długi rajd, m.in. w pobliżu ławki Wisły. Wyglądało jakby coś wrzasnął w stronę trenera Skorży. Jeśli wrzasnął, to musiało być jakieś krótkie słowo, bo pędził naprawdę szybko.

- że Ruch może polegać na bramkarzu. Przy wyniku 1:3 brzmi to paradoksalnie, ale Krzysztof Pilarz naprawdę pokazał dziś kilka bardzo dobrych zagrań. Jeśli pamiętacie to właśnie on rozpoczął akcję, po której gospodarze objęli prowadzenie. Przy straconych golach nie mógł nic zrobić. Jedynie co można mu zarzucić, to zbytnia skłonność do piąstkowania.

- że mecz oglądał Gerard Cieślik. To oznacza, że żywy symbol klubu, który jeszcze niedawno leżał w szpitalu z powodu zawału, wraca do zdrowia.

- support czyli przedmecz. Reprezentacja oldbojów Śląska została ugoszczona przez oldbojów Ruchu, którzy zdobywali mistrzostwo w latach 1979 i 1989. Było parę fajnych zagrań, były dwa gole, po jednym każdej ze stron (niezwykle efektowny strzał Gęsiora). Na końcu piłkarze obeszli stadion pozdrawiając, niczym rzymscy senatorowie, rozentuzjazmowaną publiczność.

Skład Ruchu z tego meczu: Kołodziejczyk - Chorzewski, Gęsior, Waleszczyk, Wagner - M.Szewczyk, Wira, Lorens, Grzybowski - Lerch, Warzycha oraz M.Mosór, Mikulski, Dusza, Gawenda, Szuster, Jaworski, Kapica, M.Bąk. Jeśli Czadoblog kogoś pominął w tym tłumie - prośba o wybaczenie.

- czapeczki. Przed wejściem na stadion kibice dostawali niebieskie mikołajkowe czapeczki z kutasikiem na których było logo Ruchu.  Czapeczka bardzo się przydała, nierozważny Czadoblog, który nie wziął z sobą nakrycia głowy, mógł ogrzać uszy.

Co mi się nie podobało:

- że stadion nie był pełny. Z zapowiedzi wynikało, że zapełni się w całości. Sektory, w których zasiadają zazwyczaj goście, miały być zajęte przez kibiców Ruchu, a były prawie puste. Około 10 tysięcy widzów to dobry wynik, ale nie w takim meczu...

- sposób w jaki Niedzielan, będący w sytuacji sam na sam, dał się w 30 sekundzie dogonić i wymanewrować Piotrowi Brożkowi. Gdyby strzelił, ten mecz mógł wyglądać inaczej. A Piotr Brożek zagrał świetny mecz, miał udział przy golach, sam strzelił jednego. Może więc bez przerwy musi kłócić się z trenerem Skorżą?

- że sędzia Siejewicz, na co dzień dobry fachowiec, czasem zachowywał się jakby prowadził mecz na Morumbi, albo był von Karajanem i dyrygował orkiestrą symfoniczną. Momentami jego gesty były mocno przesadzone, nawet w teatrze reżyser cmoknąłby w tym momencie z niesmakiem.

Co mnie lekko zażenowało:

- ploteczki z pewnego ważnego śląskiego klubu (nie chodzi o Ruch, nie próbujcie zgadywać). Podobno jakiś czas temu kibice dorwali piłkarza na dyskotece i za karę, że tam był, zabrali mu telefon. A w nim mieli znaleźć wymianę sms-ów z innym piłkarzem mniej więcej tej treści:

- X (nazwisko obecnego trenera)!

- Co?!

- Ty k...

Jakby tego było mało, podobno księgowa, która najpierw miała romansować z bramkarzem, teraz ma romansować z ważnym działaczem...

PS A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

piątek, 04 grudnia 2009
A może się zepsuje?

W świecie pełnym żenady, beznadziei, bylejakości może się wydawać, że nic już człowieka nie zaskoczy. A jednak - zawsze urodzi się coś, co jednak zaskoczy.

Uśmiałem się (to był śmiech przez łzy), kiedy na stronie chorzowskiego MORiS-u przeczytałem, że stadion w Chorzowie "wzbogaci się o nowy zegar". Jakaś elektroniczna prowizorka zastąpi "Omegę", zegar - którego zazdrościli Ruchowi wszyscy kibice w Polsce. Wszyscy, którzy mają jakiekolwiek pojęcie o czymkolwiek.

Jest to najbardziej żenujące posunięcie władz Chorzowa jakie mogę sobie wyobrazić. Usłyszałem, że elektroniczne cudo można było zamontować taniej i prościej niż budować nową konstrukcję dla "Omegi" naprzeciw zadaszonej trybuny, o co apelowaliśmy w "Gazecie" wielokrotnie.

Ruch, dzięki panu Małysce, miał skarb, którego nie miał żaden inny klub w Polsce. Zegar, który odmierzał czas jeszcze Wilimowskiemu,  jeszcze Cieślikowi! Wspaniały mechanizm, który symbolicznie łączył kolejne pokolenia Ruchu z chwalebną przeszłością. To jedyny zegar jaki znam, o którym powinno się pisać z dużej litery.Teraz Zegar, który mógł przecież służyć kolejnym pokoleniom, został właśnie spakowany. Debiut nowego "wspaniałego" zegara ma nastąpić w meczu z Wisłą. A żebyś się zepsuł...

PS Ciekawe czy zostanie napis "Omega". Jeśli zostanie, a elektroniczne "cudeńko" nie ma nic wspólnego  z firmą, na miejscu "Omegi" - zareagowałbym.

PS2 A poza tym uważam, że "Omega" powinna wrócić na Cichą. Na stałe i do końca swoich dni.

środa, 02 grudnia 2009
Messi. Tak, ale nie

Uwielbiam grę Leo Messiego. Choć na razie się nie zapowiada, to właśnie on może przywrócić grę Argentyny na właściwe tory. To fenomenalny piłkarz, do tego z niebanalną ludzką historią - w tym roku był, moim zdaniem, zdecydowanie najlepszy na świecie. A jednak żałuję, że to właśnie on został zwycięzcą tegorocznego plebiscytu France Football.

Tęsknię za formułą sprzed 1995 roku, kiedy honorowano najlepszego piłkarza Europy, a nie najlepszego piłkarza grającego w Europie. Szkoda, że FF nie zaczął organizować dwóch plebiscytów jednocześnie. Wtedy wszyscy byliby zadowoleni.

Plebiscytowych zwycięstw Weaha, Ronaldo (dwukrotnie), Rivaldo, Ronaldinho, Kaki, a teraz Messiego nie przyjmuję do wiadomości. Prywatne rankingi Czadobloga są inne. Najlepszym piłkarzem Europy A.D.2009 jest dla mnie Xavi.

Archiwum