wtorek, 28 grudnia 2010
Docenianie

Wiecie dlaczego szanuję dawne czasy futbolowe? Bo wtedy ludzie bardziej doceniali co mają. Doceniali, bo wiedzieli, jak wiele pracy to wymagało, a poza tym wychodzili z bardzo zdrowego założenia, że NIC im się nie należy. Co mnie mierzi w obecnych czasach to wszechogarniająca postawa roszczeniowa, także w piłce. Ludziom dość łatwo wszystko przychodzi i w efekcie wierzą, że, po pierwsze: tak będzie zawsze, po drugie: że wszystko będzie przychodzić coraz łatwiej.

A potem jest tylko płacz i zgrzytanie zębów.

Dlatego niezmiennie staram się wyrzucać z własnego mózgu infekcję roszczeniową. Tym bardziej, że ona niesie za sobą coś jeszcze, coś wyjątkowo paskudnego: człowiek przestaje cieszyć się drobnostkami.

Wczoraj jak głupi cieszyłem się więc, że przy piwku mogłem zobaczyć z Czadoblożkiem mecz Aresenalu z Chelsea (dla niego późno wprawdzie było, ale na dobry futbol zawsze dostanie dyspensę. No i żeby było jasne: piwko piłem tylko ja. Alkohol po osiemnastym roku życia to jedna z naczelnych zasad wychowawczych, którymi kieruje się Czadoblog:-)

Kiedy leci mecz w telewizji cieszę się, że ciągle łapię się na tym samym. Chodzi o to, że niezmiennie doceniam fakt oglądnięcia meczu piłkarskiego w... kolorowym telewizorze! Nie wiem czy wśród Czytelników Czadobloga jest jeszcze ktoś, kto pamięta telewizor czarnobiały. Jeśli jest - wie co chcę powiedzieć.

Co mnie tak dziś wzięło na fanzolenie, spytacie? Wszystko przez świąteczną opowieść Gerarda Cieślika o potrzebie posiadania piłki. ”Jego pierwszą szmacianką najmocniej odchorowała mama. O jej istnieniu dowiedziała się w niedzielę, gdy szykowała się do kościoła.  - A nie widzieliście gdzieś moich pończoch? - pytała i mały Gerard szybko zrozumiał co się święci. On te pończochy starannie upchał szmatami, żeby w końcu móc cieszyć się swoją własną piłką...”

Od tego czasu Gerard Cieślik własnoręcznie uszył bardzo wiele szmacianek. Dobre wieści są takie, że i Wy możecie mieć jego najnowszą piłkę. Będzie licytowana na potrzeby WOŚP.

PS A poza tym pamiętam o zegarach i trybunach.

PS1 Plebiscyt na najlepszego sportowca Górnego Śląska, Zagłębia i Podbeskidzia (prowadzimy go od 1994 roku) już rozstrzygnięty. Szczegóły - tutaj.

PS2 Dziekuję Wszystkim zaglądającym na Czadobloga w 2010. Bądźcie ze mną również w przyszłym roku, przewiduję wiele atrakcji;-) Na przykład już na początku stycznia ujawnię niezwykły kontrakt piłkarza Górnika Zabrze.

PS3 Czego życzyć Wam w 2011 roku? To oczywiste: żebyście bardziej doceniali wszystko co macie, co Was spotyka. Bo to wcale nie chęć posiadania czegoś więcej jest motorem postępu.

PS4 A teraz zakopuję się na zaśnieżonej leśnej polanie. Tam spędzę Sylwestra i Nowy Rok. Wirującej hulanki i odpowiednich trunków życzy Wasz

Czadoblog

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Nie idźmy w ślady Warszawy

”Puls Biznesu” zauważa, że już wkrótce zostanie przeprowadzona największa w historii transakcja sprzedaży praw do nazwy. Okazuje się, że poszukiwane są firmy zainteresowane tytułem "sponsora tytularnego" nowego stadionu w Warszawie. Tego na którym ma odbywać się Euro 2012. Marka firmy pojawiłaby się w nazwie obiektu. Oferta ma być przedstawiona wszystkim największym spółkom działającym w Polsce. Podobno w grę wchodzi kupa kasy, nawet 10 mln zł rocznie...

Uważam, że to całkiem niezły pomysł. Nie mam nic przeciwko, żeby nowy stadion warszawski i wszystkie inne obiekty tego typu szukały niecodziennych zastrzyków finansowych. Za tymi stadionami nie niesie się żadna legenda więc nie sprzedają swojej przeszłości, jedynie przyszłość. Sprzedaż przyszłości w ogóle mi nie przeszkadza, sprzedaż przeszłości - doprowadza mnie do furii.

Dlatego serdecznie proszę, żeby nikomu nie przyszło do głowy sprzedawać miejsce w nazwie jedynego wielkiego stadionu w Polsce, gdzie przeszłość łączy z przyszłością. Stadion Śląski to Stadion Śląski. Dumnie brzmi. I niech tak zostanie.

Jeśli zobaczę nazwę Orlen/PKO/coś tam/coś tam/Stadion Narodowy w Warszawie - nawet nie wzruszę ramionami. Mogą się nazywać jak chcą, nawet najbardziej wymyślnie - kompletnie mnie to nie obchodzi.

Jeśli zobaczę nazwę coś tam/coś tam/Stadion Śląski - padnę na zol. Bo noblesse oblige.

PS Oświadczam, że gdyby Śląski się jednak sprzedał - i tak na Czadoblogu nazwa kupującego nie padnie nigdy.

PS1 Zegary i trybuny pozdrawiamy.

czwartek, 23 grudnia 2010
Uwielbiam i szanuję PZPN

Uważam, że to wspaniała organizacja o niezwykłej historii i nic tego nie jest w stanie zmienić.

Zawsze wzruszam ramionami kiedy słyszę na stadionach przyśpiewkę ”j...ć PZPN”.  Dawno doszło już do tego, że nie tylko byle matoł, byle prostak, ale także ”inteligent” nuci już sobie właśnie o tym j...u i się zaśmiewa. Ale moim zdaniem to głównie problem matołów, prostaków i ich towarzyszy. Bo mylą kredens z kredytem, oszołoma z oszołomieniem, a odwagę z odważnikiem.

Ktoś może czytać dzisiejszy wpis z coraz bardziej podnoszącymi się brwiami, ktoś inny zaraz będzie musiał wycierać monitor. Trudno, powtórzę: PZPN to wspaniała organizacja o niezwykłej historii i nic tego nie jest w stanie zmienić.

Oczywiście nie ma nic wspólnego z moim przekonaniem fakt, że - jak chyba wszystkich - wiele spraw w PZPN i wokół PZPN mierzi mnie, bo jest skandalicznych/żenujących/beznadziejnych. Uważam, że związkiem powinien rządzić ktoś inny niż obecnie. Faktem jest również, że szacowna instytucja w jakiś brutalny sposób została zawłaszczona, jej imię zeszmacone, bo przecież jej członkami było/jest wielu ludzi, których prokuratura capnęła za korupcję czy inne sprawy. Ale pretensje nie powinny być kierowane do PZPN-u, tylko do konkretnych ludzi, którzy uczynili z niego, co uczynili.

Coście skurczybyki uczynili z tą krainą?

Co ty piszesz Czado, jaka szacowna instytucja?! - zaśmieją się niektórzy z Was. Współczuję, że być może niedowiarki nie będą miały okazji przekonać się jak szacowna. A można się o tym przekonać czytając nowiutkie fantastyczne wydawnictwo, które z okazji 90-lecia właśnie wyprodukowało wydawnictwo GiA (czyli Andrzej Gowarzewski i spółka). Niestety, właściwie cały nakład niezwykłego albumu przejął PZPN, który pewnie będzie rozdawać książki jako gift. Gdybyście jednak mieli okazję gdzieś ją zobaczyć - nie zastanawiajcie się. Coś fantastycznego.

album z okazji 90-lecia PZPN

Mnóstwo cennego materiału, autorom udało się m.in. z dużą dozą prawdopodobieństwa ustalić choćby miejsce powstania PZPN (dotąd była to biała plama). W innym momencie pewnie się lekko zdziwicie, ale są podstawy, żeby 100-lecie polskiego związku piłkarskiego świętować już w... przyszłym roku! Itd., itp... Z nóg zwalają fotografie, wiele z nich znałem, wielu nie znałem. Z tych nieznanych moją uwagę zwróciło choćby foto reprezentacji Polski z 1934 roku, zrobione przed meczem, który odbył się w Kopenhadze. Kiedy je zobaczycie zwróćcie uwagę na buty Ernesta Wilimowskiego. Okazuje się, że Czadoblog ma z ”Ezim” coś wspólnego! Otóż w ten sam sposób obwiązywaliśmy wokół buta za długie sznurówki:-)))

Ciekawe, że wśród współautorów tej znakomitej książki widzę komentujących czasem na Czadoblogu. Gratuluję świetnej roboty, Panowie:-)

PS Z zainteresowaniem prześledziłem polskie jedenastki dekad przygotowane przez autorów. Po nich widać siłę śląskiej piłki. Znaleźli się w nich m.in.:

lata 20 - Emil Goerlitz; lata 30 - Wilhelm Góra, Ewald Dytko, Ryszard Piec, Leonard Piontek, Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz; lata 45-55 - Walter Brom (ex aequo), Gerard Suszczyk, Henryk Alszer, Gerard Cieślik; lata 56-65 - Edward Szymkowiak, Stanisław Oślizło (ex aequo), Zygfryd Szołtysik, Lucjan Brychczy, Włodzimierz Lubański, Ernest Pohl, Jan Liberda, Roman Lentner; lata 66-75 - Hubert Kostka, Zygmunt Anczok, Jerzy Gorgoń, Henryk Kasperczak, Zygmunt Maszczyk, Andrzej Szarmach; lata 76-85 - Waldemar Matysik, Andrzej Buncol; lata 86-95 - Tomasz Wałdoch, Roman Szewczyk, Robert Warzycha, Jan Urban, Krzysztof Warzycha, Jan Furtok; 1996 - 2005 - Jerzy Dudek, Piotr Świerczewski.

PS1 A najwspanialszy i najważniejszy stadion w Polsce wydał właśnie efektowny kalendarz na przyszły rok.  Wszystkiego dobrego na święta dla całej stadionowej załogi:-) 

kalendarz Stadionu Śląskiego na 2011 rok

PS2 Omega, o której oczywiście pamiętam, też powinna zobaczyć książkę. Zobaczy na zdjęciu starszą siostrę...

15:31, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (39) »
środa, 22 grudnia 2010
Ten straszny dzień nadszedł

Wybaczcie - dziś nie futbolowo, ale okoliczności niecodzienne.

Nie sądziłem, że kiedykolwiek się to stanie. Wiara jednak gór nie przenosi...

Paradoks: ci którzy powinni się mocno wstydzić - nigdy się nie zawstydzą. Ci którzy nie powinni odczuwać wstydu - będą się zawsze wstydzić.

Odczuwam to boleśnie. Będę się zawsze wstydzić. Ale i będę pamiętać. 

PS Zegary i trybuny także pochlipują.

PS1 Serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia. Wam też spokojnych świąt. Pozdrawiam piłkarzy, kluby i kibiców.

sobota, 18 grudnia 2010
Wielcy mogą więcej

Zawsze wychodziłem z tego założenia.  To moim zdaniem sprawiedliwe jest.

Dlatego ani słowa protestu nie wydobywam z siebie kiedy Justyna Kowalczyk i jej trener pociskają przeróżne pierdoły. Pierdoły wielkiej mistrzyni to jednak pierdoły wielkiej mistrzyni, a nie pełne frustracji wynurzenia przegranej zawodniczki. Kowalczykówna musi czuć się naprawdę mocna skoro sobie pozwala. I bardzo dobrze. Jeśli lubi to niech pociska - kiedy tylko ma ochotę. Tak samo jej trener. Nawet jeśli po kolei rozwścieczają kolejnych rywali z przeróżnych panstw.

Bo prawda jest taka, że rozpoczęła się wojenka, którą rozpętała Justyna, nikt inny. Zauważa to nawet jej były kolega z kadry. Moim zdaniem wojenka niepotrzebna. Cóż, wielcy mogą więcej, nawet mizernym stylu. Nikomu nic do tego, ale ciągle muszą być wielcy w swojej specjalności. Muszą wygrywać, regularnie musi być najwyższy stopień podium.

Bo być może nie ma nic bardziej żałosnego kiedy pierdoły mistrzyni stają się pierdołami upadłej mistrzyni. Przeciągłe jęczące zawodzenia kogoś, kto ciągle szuka problemów wokół siebie jest akceptowalne kiedy wygrywa. Kiedy zwyciężać przestanie - zawodzenie stanie się męczące.

Zawodniczka będzie wygrywać - dalej będzie mogła wypowiadać się w kontrowersyjnym stylu i nikt w Polsce zapewne się nie skrzywi. Nie chciałbym jednak żeby forma  Kowalczykówny odeszła kiedyś nagle na dłuższy okres. Wielokrotnie używane przez Wierietelnego słowo "spisek" nabierze nowego, chyba niepotrzebnego znaczenia.

Kiedy mistrzyni buduje wokół siebie syndrom oblężonej twierdzy - może i można to zrozumieć. Ale kiedy przestanie wygrywać wtedy ci, którzy chcą ją teraz zagłaskać, pierwsi się od niej odwrócą. To będzie cały tłum. Niech więc Justyna Kowalczyk się nie łudzi: w razie niepowodzeń na pewno znajdzie się ktoś, kto przypomni jej te wszystkie żale i pretensje. Wtedy pewnie okaże się, że te żale były niepotrzebne. Ale dopiero wtedy.

PS Trochę jednak żałuję, że Kowalczykówna nie jest w stanie zacisnąć zębów i stawać na podium z lekkim wzruszeniem ramion tak, żeby dostrzegli je tylko ci, do których jest adresowane. Trudno. Biegaczce AZS AWF Katowice ciągle życzę samych zwycięstw.

PS1 Szkoda, że przed chwilą Kowalczyk nie wygrała z Bjoergen na trasie "gdzie pasą się krowy". Wtedy wpis bardziej wpisałby się w okoliczności...

PS2 Zegary i trybuny pozdrawiamy. 

czwartek, 16 grudnia 2010
Nowa górnicza tradycja

Gdybym miał wskazać klub, który mógłby organizować wigilię w stylu chorzowskiego Ruchu od razu pomyślałbym o Górniku Zabrze. ”O! Wielka gwiazda na lewo. O! Jeszcze większa na prawo” - na Roosevelta można usłyszeć takie słowa - tak samo jak i na Cichej - i nie ma w tym krzty przesady.

No i proszę  - słowo stało się ciałem. Przełamaliśmy się dziś opłatkiem. Gdzie? W jedynym właściwie miejscu, które na Roosevelta się do tego nadaje - oczywiście w sali pucharowej, jak ją nazywam. Pytałem Mietka Agafona czy był już kiedyś na takiej wigilii w Górniku. Odparł, że to pierwszy raz.

Wygląda więc na to, że urodziła się nowa tradycja. Jest szansa, że zabrzańska wigilia stanie się stałym elementem futbolowego śląskiego kalendarza. To moim zdaniem dobry pomysł. „Zabrzańska rodzina” - jak wyraził się Stanisław Oślizło, mogła życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Przyszło około 150 osób - mogłem usłyszeć od dawnych gwiazd co niepokoi ich przed rundą wiosenną, od prezesa, którego zawodnika szczególnie ceni (zgadzam się), miłe życzenia złożył sobie Czadoblog z „Torcidą”, której przedstawicieli również nie zabrakło...

Łukasz Mazur robi coś ważnego - stara się jednoczyć wokół zabrzańskiego klubu gwiazdy sprzed lat. Nie tylko z pierwszego szeregu ale i z kolejnych. Podoba mi się, że Górnik żyje nie tylko teraźniejszością i przyszłością. Żyje również przeszłością. Cóż, niewiele jest klubów w Polsce, które mogą hołubić przeszłość, które mają ten komfort, że mogą być z historii szczególnie dumne. 

Górnik do nich należy. 

PS O zegarach i trybunach pamiętam.

PS1 O zaskakującym ruchu GKS-u Katowice, który zapewne wzbudzi aplauz u kibiców - przeczytacie tutaj. Czasem ważne rzeczy dla katowickiego futbolu dzieją się nawet na imprezie urodzinowej Piotra Uszoka.

PS2 A na Cichej kapitan stracił na znaczeniu...

środa, 15 grudnia 2010
Żeby się prezydent nie zdziwił

Z niedowierzaniem przyjąłem wywiad z Piotrem Kojem, prezydentem Bytomia.

Pierwszy raz zaskoczył mnie przekonując, że stadion Polonii spełnia wymogi licencyjne i dlatego nie ma zagrożeń, żeby miasto straciło ekstraklasę z powodów pozasportowych.

Drugi raz zaskoczył mnie porównując bytomski obiekt do stadionu Górnika. Jego zdaniem są na podobnym poziomie.

Trzeci raz zaskoczył mnie nie wierząc, że duży sponsor w sąsiednim Zabrzu zjawił się bez względu na obietnicę budowy tam nowego stadionu. Sugestia jest jasna: w Górniku potrafili sobie dać radę i go ściągnąć, a w Polonii - nie.

Czwarty raz zaskoczył mnie mówiąc, że będą pieniądze na poprawę zadaszenia. Ależ Panie Prezydencie: po co poprawiać coś co już przecież Pana zdaniem spełnia wymogi licencyjne?

Piąty raz zaskoczył mnie mówiąc, że będzie dążył do dobudowania trybuny za bramką do tej już istniejącej:-))))) Panie Prezydencie, a która trybuna to jest ta istniejąca?

Szósty raz zaskoczył mnie kiedy uzmysłowiłem sobie, że w budżecie Bytomia na modernizację stadionu w latach 2011-2012 przeznaczono 8,5 mln zł. To tak jakbym na doprowadzenie do porządku mojego grata (żona nie chce już nawet do niego wsiadać) w latach 2011-2012 chciał przeznaczyć 8 złotych i 50 groszy.  

Siódmy raz zaskoczył mnie wybrzydzaniem, że Polonia nie złożyła jeszcze miastu żadnej oferty promocyjnej dotyczącej np. miejsca na koszulkach. W tym więc tkwi problem? To dlatego dotąd nie zawarto umowy promocyjnej?

Ósmy raz zaskoczył mnie kiedy stwierdził, że nie wie co prezes Damian Bartyla miał na myśli mówiąc, że Polonia to lepsza promocja dla Bytomia niż może ją zapewnić nawet dziesięć biur promocji. Ja myślę, że prezes Bartyla miał na myśli to, że Polonia to lepsza promocja dla Bytomia niż może ją zapewnić nawet dziesięć biur promocji.

Wierzę, że prezydentowi Kojowi zależy na Polonii.

Jednocześnie mam nadzieję, że nie będzie musiał się wkrótce mocno dziwić. Bo nienawidzę szybkich poszukiwań kozła ofiarnego.

PS A poza tym zegary Was pozdrawiają.

wtorek, 14 grudnia 2010
Kasjer nie jest od bicia?

Zdziwilibyście się. W śląskiej piłce wszystko jest możliwe. Nawet to, że arbitra bije klubowy kasjer... 85 lat temu, w połowie grudnia 1925 roku podczas meczu dwóch drużyn z Katowic - Pogoni i 06 sędzia podyktował rzut karny dla tego drugiego zespołu. Pogoń nie chciała się poddać karze i żądała cofnięcia decyzji. Gwałtownej presji pogoniarzy arbiter postanowił jednak nie ulegać i zdecydował się zakończyć zawody. Wtedy właśnie dostał po twarzy od jednego z piłkarzy (pomińmy nazwisko), który przy okazji był... klubowym kasjerem. Pewnie później zawodnik sprawnie obliczył wszystkie za, przeciw i wyszło mu, że spoliczkowanie arbitra się nie opłacało: ”Zajście to powinno być jak najsurowiej ukarane, tak by wymiar kary za chamstwo był przykładem dla drugich”.

Nie wiem czy kara była odstraszająca, dotąd nie słyszałem, żeby kiedykolwiek kasjer pobił na boisku arbitra. Ale nigdy wcześniej nie słyszałem również żeby... piłkarz korumpował dyrektorów więzienia. A tu proszę, minęło 85 lat... Prokuratura twierdzi, że dyrektorzy pozwalali skazanemu zawodnikowi jeździć na mecze, a w zamian dostawali od niego bilety na występy reprezentacji Polski. Korzystali również z usług prowadzonego przez żonę skazanego centrum spa. Zapobiegliwy piłkarz miał im również sfinansować dwa całoroczne karnety na stadion Górnika Zabrze.

PS 36 i pół roku temu, 15 czerwca 1974 roku,  zespół Kazimierza Górskiego  pokonał Argentynę. Rocznica zostanie uczczona pokazem specjalnym filmu Janusza Kidawy „Polska gola”. Film zrealizowany w 1975 roku opowiada o legendarnym występie polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w NRF. Pokaz rozpocznie się w kinie ”Światowid” w środę o godzinie 16. Cena biletu wynosi 5 zł.

”Światowid” to jedno z moich ulubionych katowickich kin - jedno z nielicznych, które towarzyszą mi od dzieciństwa. Inne kina do których chodziłem (”Apollo”, ”Zorza” i ”Przyjaźń”) już niestety nie istnieją. Pamiętacie któreś? Kiedy w ”Apollu” oglądałem w kółko filmy z Godzillą (pamiętam też jakie gigantyczne wrażenie zrobiły na mnie animowane „Konik Garbusek” i „12 prac Asteriksa” - odmienne kreski, ale oba filmy frapujące:-) , nigdy nie przypuszczałbym, że dekadę później będę chodzić dokładnie w to samo miejsce na... popisy Lucka Błaszczyka, kiedy grał w Baildonie. W latach 90. tenis stołowy był dla mnie najważniejszym sportem po futbolu.

Dziś to miejsce znów zmieniło przeznaczenie: jest tam sala wykładowa jakiejś prywatnej uczelni więc - choć było to jedno z najważniejszych miejsc w moim dzieciństwie - już mnie tam nie spotkacie.

PS1 O zegarach i trybunach pamiętam.

niedziela, 12 grudnia 2010
28

Starość we wszystko wierzy. Wiek średni we wszystko wątpi. Młodość wszystko wie - Oskar Wilde

Kiedy nie tak dawno 33-letni Maciej Bartoszek objął GKS Bełchatów, niektórym wydawało się, że to junior. Przypominam jednak, że obecny trener Legii 38-letni Maciej Skorża zajął się trenerką w wieku... 22 lat.

Jeśli nowym szkoleniowcem Ruchu Radzionków zostanie kandydat prezesa Tomasza Barana, jego wiek też będzie robić wrażenie. Przyznacie: 28 lat Artura Skowronka to przecież nie byle co...

Teraz - jeśli Skowronek zgodzi się przejąć zespół po Rafale Góraku - chodzi o to, żeby w jego wypadku ostatniej części maksymy Wilde'a nie powtarzać z przekąsem.

Powodzenia.

PS Najbardziej prawdopodobny nowy trener Polonii będzie zresztą niewiele starszy.

PS1 A Ruch Chorzów chce szarpnąć się na napastnika za 400 tysięcy euro!!! Nie chce już za to Krzysztofa Pilarza. A właściwie chciałby, ale ma całkowicie dosyć jego menedżera. Problem w tym, że ten sam menedżer reprezentuje Krzysztofa Nykiela... Szczegóły tutaj.

PS2 A poza tym zegary powinny wrócić.

PS3 Ugć - ugć - ugć... Właściwie co tydzień Messi udowadnia, że powinien dostać Złotą Piłkę. Widzieliście jakie kuku zrobił w końcówce chłopakom z San Sebastian? O tym, że powinien Złotą Piłkę otrzymać, ale właściwie... nie powinien jej otrzymać - pisałem rok temu. Po dwunastu miesiącach sytuacja się nie zmieniła, więc się powtórzę - bezdyskusyjnie najlepszy, ale nie w formule, którą uznaję.

Muariolanza

Dziwne uczucie... Znasz człowieka, wiesz, że jest w czymś niezły, a potem nagle i tak szczęka ci opada. Kiedyś w ogólniaku grałem w piłkę z kolegą i widać było, że jest całkiem, całkiem... Ale że kiedyś strzeli Legii zwycięskiego gola na Łazienkowskiej - nigdy bym nie przypuszczał.

Dziś przeżyłem coś podobnego. Zaprosił mnie na koncert Marcin Babko - okazuje się, że jego zespół wydał czwartą płytę. Wiedziałem, że Marcin interesuje się muzyką nie tylko zawodowo ale i prywatnie, wiedziałem, że coś tam robi na scenie, ale przed chwilą w katowickim Rialcie mnie poraziło. Jego ambient-jazzowa ekipa prapremierowo zagrała kawałki z nowego albumu "Muafrika". Marcin, który zapuścił sobie brodę w stylu Assurbanipala, jest frontmanem i przepuścił przez publiczność kilkanaście kawałków. Kiedy słuchałem tej muzyki czułem na zębach piasek laterytowej gleby Zimbabwe, Zambii, Malawi, Tanzanii albo Kenii. Wiem co piszę, bo miałem do czynienia z laterytową glebą w Zimbabwe, Zambii, Malawi, Tanzanii albo Kenii:-) "Muafrika" przesycona jest Afryką. Ale tym razem nie nastawiajcie na tradycyjną muzykę z tego kontynentu:-)

Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć w swoim mieście koncert zespołu Muariolanza - wybierzcie się koniecznie. Zapewniam: nie będziecie żałować:-)

PS Jako support zagrał zespół St. James' Park, ...yyyy..., przepraszam..., St. James Hotel (swoją drogą mój ulubiony Andy Carroll strzelił dziś gola Liverpoolowi). Gdybym był Roberto Rodriguezem i kręcił kolejną część "Od zmierzchu do świtu" - właśnie ich poprosiłbym o ścieżkę dźwiękową:-)

PS1 Zegarom i trybunom też by się podobało.

 
1 , 2
Archiwum