piątek, 30 grudnia 2011
Co pies ma wspólnego z futbolem

Kiedyś nie znosiłem psów. Zwłaszcza od momentu kiedy jako bajtel szedłem z boiska szkolnego do domu i nagle bez powodu napadł mnie jakiś kundel dotkliwie gryząc. Ale potem był ambaras... Przez lata denerwowało mnie, że psy śmierdzą, szczekają i że są natarczywe.

Myślałem, że to nigdy się nie zmieni, ale tylko krowa nie zmienia poglądów. W międzyczasie przypadkowo zostałem na chwilę posiadaczem psa husky, a dziś jestem szczęśliwym właścicielem dwóch bokserów i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Uwielbiam codzienne (a często conocne) długie z nimi spacery po wielkim lesie. Mogę wtedy spokojnie ułożyć harmonogram następnego dnia. 

Jako żarliwy neofita uwielbiam wszystkie psy i jestem czuły na ich krzywdę. Ale nie uważam, że każda metoda aby im pomóc jest dobra.

Dlatego nie przyłączę się do halowej mistrzyni Polski na 3000 metrów z Sosnowca, która uwielbia psy tak bardzo, że chce bojkotować Euro 2012. To jej krzyk rozpaczy na fakt, że na Ukrainie w ramach przygotowań do Euro w obwoźnych krematoriach morduje się tysiące bezdomnych psów. Dziewczyna nie zgadza się na - jak to formułuje - ''masowy mord w imię piłki nożnej''.

Jestem przeciwnikiem hasła ''gdzie drwa rąbią tam wióry lecą''.  Nie lubię, kiedy w imię szczytnych celów ktoś chce żebym coś poświęcił, kiedy tak naprawdę nie jest to konieczne, kiedy tak naprawdę nie przyniesie żadnego rezultatu. Uważam, że lekkoatletka strzela kulą w płot, bo przecież nie piłka nożna jest winna tylko bezmyślność i obojętność ukraińskich urzędników.

Od strony technicznej protest dziewczyny jest pozbawiony sensu, bo chyba nikt nie wierzy, że z powodu ukraińskich psów stadiony podczas Euro będą cierpieć na postępującą łysinę. Sama idea protestu jest jednak słuszna. Gdyby nie była słuszna - Czadoblog by o niej się nie zająknął.

Dlatego właśnie stwierdzam, że o proteście warto wspomnieć tylko po to żeby zwrócić uwagę na problem, ale nie ma sensu się do niego przyłączać.

PS Czas odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule. Otóż ma. Mój wspaniały potężny bokser, który ma na imię ''Real'' (suczka to ''Barcelona'') szybciej morduje piłki Czadoblożka niż ja nadążam kupować kolejne. Zwłoki niewinnych poprzegryzanych futbolówek zalegają garaż. ''Real'' działa różnorako. Czasem przegryza od razu, czasem lubi żeby futbolówka tygodniami dojrzewała do wyroku śmierci.

PS1 Gdybyście się kiedyś zastanawiali nad kupnem psa - serdecznie polecam boksery. To wspaniała rasa. Tylko błagam: nie obcinajcie im ogonów.

PS2 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

czwartek, 29 grudnia 2011
Gaz

Najtrudniej jest zawsze wtedy, gdy cię do kogoś porównują. Mirosław Widuch tym bardziej miał niekomfortowo, że na Bukowej - jak nigdzie indziej na Śląsku - panował kult pomocników defensywnych. Ktoś pamiętający z boiska Janusza Nawrockiego albo Dariusza Grzesika wie jak trudno sprostać oczekiwaniom katowickich kibiców w tym względzie. A jednak Widuchowi się udało. Mało tego; w jakiś sposób swoich poprzedników prześcignął. Nie zagrał co prawda - tak jak oni - w reprezentacji, ale rozegrał dużo więcej ligowych meczów w barwach Gieksy (Widuch - 313, Grzesik - 178, Nawrocki - 134). Najbardziej obrazowo jego styl określił trener Bogusław Kaczmarek. "Widuch jest jak gaz: niewidoczny, a paraliżuje".

Mówi się, że raz do roku łuk sam strzela. W przypadku Mirosława Widucha to hasło nie polega na prawdzie. W ekstraklasie owszem, strzelił raz, ale... przez całą długą karierę. Było to w marcu 1996 roku na Roosevelta w Zabrzu (podawał mu wtedy Jan Furtok, Widuch minął bramkarza i strzelił do pustaka). Mało kto jednak pamięta, że ''Wiluś'' cieszył się z gola także na Bukowej. Do tego była to jedyna bramka meczu! Widziałem ją na własne oczy, zdarzyło się to 5 kwietnia 1995 roku. GKS grał wtedy ćwierćfinał PP ze Stalą Mielec (pamiętacie taki klub?).

W 63. minucie Mirosław Widuch przeprowadził akcję życia. Przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, nie napotkał na swej drodze żadnego zdecydowanie interweniującego obrońcy Stali (chyba nie wierzyli, że może strzelić;-) i z około 18 metrów precyzyjnym strzałem w długi róg zdobył gola. -  Jak to zrobiłem? Zwyczajnie, zrobiło się miejsce, to uderzyłem, ile miałem siły. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś strzelę - mówił po meczu. Ludzie i tak bardziej będą pamiętać jego słynne kółeczka niż gole, choćby wbił ich jeszcze ze cztery. Żeby ktoś mógł błyszczeć, czarną robotę odwalać musi ktoś...

Dobrze, że czasem zdarza się okazja żeby przypomnieć właśnie tych od gazu. Nie co dzień kończy się 40 lat. Mirosław Widuch właśnie dziś może przybić piątkę inżynierowi Karwowskiemu. Jako piłkarz może być z siebie zadowolony. Powstrzymał Zinedine'a Zidane'a i wycisnął z kariery ile się dało.  Do tego też trzeba mieć talent.

PS Dodatkowa informacja dla kibiców GKS-u. Gdyby ktoś nie wiedział: śliczna Kamila, która tak udanie zaprezentowała się w nowym kalendarzu Gieksy z sukcesami trenowała pływanie płetwach i w monopłetwie. Tytuły i krajowe rekordy to nie byle co!

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

środa, 28 grudnia 2011
Wesołe jest życie staruszka

Czasy trudne, więc i o klienta niełatwo. Trzeba się gimnastykować i to gimnastykować coraz bardziej, trzeba wyprzedzać konkurencję. W ramach gimnastyki warto więc patrzeć nie tylko w przyszłość, ale i w przeszłość.

Moim zdaniem dopiero w ostatnich latach społeczeństwo w Polsce dojrzało do zrozumienia, że emerytura to nie jest tylko niańczenie wnucząt, pokasływanie i czekanie na śmierć. Ja w każdym razie - jeśli dożyję emerytury - nie będę tylko niańczyć wnucząt, pokasływać i czekać na śmierć. Będę robił dokładnie to samo co robiłem w wieku 30 lat (z wyjątkiem kopania piłki, ale z nart i innych przyjemności nie zrezygnuję). Najbardziej podoba mi się perspektywa częstszego niż obecnie uczęszczania na stadiony.

Wpis zainspirował Czytelnik Greedo/o, który pod poprzednią notką napisał tak:

''co mi się w Zagłębiu Ruhry rzuciło w oczy jeśli idzie o kibiców to sporą część stanowią emeryci. A emerytom hutniczym i górniczym w Zagłębiu Ruhry źle nie jest, na tyle nieźle, że wielu z nich jeździ na mecze wyjazdowe dzień wcześniej by przed meczem pozwiedzać miasto. Od rana chodzą w szalikach, z aparatami, trzaskają zdjęcia i popijają w ogródkach.''

Co trzeba zrobić?

Po pierwsze

Uważam, że trzeba się zastanowić czy wysokość polskich emerytur może być przeszkodą w przeszczepieniu tego zwyczaju i dojść do wniosku, że niekoniecznie. Widzę tu zadanie dla klubów, które (przy współpracy mediów, służę pomocą) mogłyby zainicjować takie wycieczki emerytów w szalikach. Chodziłoby raczej nie o stałe finansowanie inicjatywy, ale o jej rozruszanie, o puszczenie informacji w obieg. Emeryci są różni, ale jak sądzę to w ogóle ludek dumny i nie chciałby być na stałe na utrzymaniu klubu. Chodzi o to, że można by emerytom pokazać, że taka wycieczka do innego miasta z wizytą na stadionie jako wisienką na torcie mogłoby stać się czymś o czym myślą w tygodniu i czego wyczekują. Tak jak wyczekują tego kibice, pikniki, hoolsi i Czadoblog. 

Po drugie

Uważam, że hoolsi mogliby w tej sprawie zorganizować ogólnopolskie spotkanie. Nie mówcie mi tylko, że takie spotkania są niemożliwe:-D:-D:-D Hoolsi to ludek wyjątkowo dobrze zorganizowany i w sprawach, które uważa za fundamentalne świetnie potrafiący się dogadać. W takim spotkaniu chodziłoby o ustalenie jednego szczegółu i jego żelazne egzekwowanie: na własnym terenie nie atakujemy dziadków w obcych szalikach, którzy przyjechali do naszego miasta z aparatami fotograficznymi. Oczywiście żeby było jasne: nikt z mediów nie miałby nic wspólnego z tą inicjatywą - hoolsi mediów nie znoszą i nie zgodziliby się na żaden dyktat:-) Nieśmiało tylko zaznaczę w tym miejscu, że hoolsem nie da się być przez całe życie. Kiedyś hoolsi też staną się emerytami, a pewnie chcieliby pojechać na mecz do obcego miasta w szalikach ukochanej drużyny, co?:-) Tylko niech nikt mi nie mówi, że jako wychowankowie ''starej dobrej szkoły'' będą w stanie jako 70-latkowie zadbać o swe interesy własnymi kastetami i osobiście złoją jakichś 20-letni miejscowych, gdyby ci ośmielili się stanąć im na drodze:-)

Żarty żartami, ale myślę, że dałoby się to chyba załatwić, co?Krojenie na własnym terenie dziadka w innym szaliku to przecież obrzydliwość i brak honoru.

                                    %

Inwestowanie w emerytów to nie jest cudaczny pomysł. Widziałem ich mnóstwo na niedawnym meczu Herthy z Realem w Berlinie, siedziałem zresztą obok dziarskiej emerytki, która wywijała szalikiem jak stary (przepraszam: młody). Ci ludzie uwielbiają futbol i związaną z nim otoczkę. Dlaczego nie umożliwić im tej radości w Polsce?

Pamiętajcie: stary klient czeka. Jest jednak nieśmiały i nie lubi nowości za wszelką cenę. Dlatego trzeba go zaprosić i umiejętnie zachęcić. A zapewniam Was: interesuje się. Nie chce się tylko narzucać, a z wiekiem coraz więcej działań uważa za ''narzucanie się''.

A co może umiejętnie zachęcić? Nie mylicie się: nowe stadiony i odpowiednie ceny biletów. Nowiutki stadion to idealny moment żeby zawalczyć o szeroki wachlarz publiki. Działaczom śląskich klubów oddaję to pod rozwagę...

PS Omega dobrze rozumie emerytów, bo sama też przecież na emeryturze.

wtorek, 27 grudnia 2011
Bieda

Zaszokował mnie tekst Bartka Wielińskiego o tym co się dzieje w Zagłębiu Ruhry. O dogłębne analizy pokuszą się pewnie najtęższe głowy, na Czadoblogu chcę zauważyć jedynie fakt, że nie jest chyba aż tak źle skoro tamtejsze sztandarowe kluby piłkarskie dobrze sobie radzą, a ich mecze oglądają tłumy. Te tłumy ciągle stać na bilety... A może przyczyna niemalejącej popularności jest inna? Może tłumy ciągle chodzą właśnie dlatego (a może pomimo tego), że jest źle?

Piszę o tym w kontekście Górnego Śląska. Jeśli ktoś u nas dawno nie był to informuję bez ogródek: bieda tutaj jest mocno narastająca. Jeszcze niedawno wystarczyło tylko dobrze patrzeć żeby ją dostrzec, teraz wcale nie trzeba być już bystrym obserwatorem... Ta bieda dławi ludzi w straszny sposób. I wcale nie dotyka tylko tych, którzy ją wybrali albo tych, których ktoś kiedyś uznał za nieudaczników.

Uważam, że w trudnych czasach, właśnie przed klubami piłkarskimi stoi zadanie szczególne. Właśnie one pełnią dodatkową odpowiedzialną, myślę, rolę terapeutyczną. Pomagają na chwilę zapomnieć o zgryzotach, pozwalają na poczucie dumy, które coraz bardziej staje się towarem reglamentowanym.

Dlatego w obecnych czasach kluby powinny zapomnieć o tzw. wymianie widowni. Nie wymieniajmy proszę kibica biednego na bogatego (bardziej właściwe byłoby określenie ''nie całkiem biednego'').

Paradoksalnie taka decyzja może być wynikiem chłodnej kalkulacji. Bieda jest wprawdzie straszna i obezwładniająca, ale u ludzi potrafi wywoływać nie tylko złe instynkty. Warto zawalczyć o ich poczucie lojalności. Warto żeby obecny dziesięciolatek mógł bardziej pamiętać migawki konkretnego wspaniałego wydarzenia na ukochanym stadionie niż fakt, że matka daje mu mięso tylko w niedzielę. Widownię składającą się z takich wygłodzonych wilczków trudniej utrzymać w ryzach, ale chyba warto w nią zainwestować, co?

Mam małą nadzieję, że nasza śląska bieda nie jest jeszcze tą najgorszą odmianą biedy. Taką, która niesie za sobą tylko apatię i poczucie beznadziei. Taką, z której nie potrafisz się wygrzebać nie tylko ty, ale i twoje dzieci. Taką, która powoduje, że każdego dnia chcesz walnąć flaszkę. Nie z ochoty. Z rozpaczy.

Ciągle istnieje parę sposobów żeby się nie dać. Fajnie, że jednym z nich może być piłka nożna.

PS Omega powinna wrócić.

sobota, 24 grudnia 2011
Odmówilibyście?

Nie znam osoby, która nie przepadałaby za świętami Bożego Narodzenia. Kto może niech się cieszy, bo wiadomo, że nie zawsze jest czas żeby w ogóle się cieszyć.

Ciekawe jak przeżywali święta śląscy piłkarze 70 lat temu. Wyobraźcie sobie, że nawet 25 i 26 grudnia 1941 roku rozgrywano awizowane wcześniej meczeJedna reprezentacja Górnego Śląska grała we Wrocławiu z kadrą Dolnego Śląska zwyciężając 3:2 (bramki dla Oberschlesien zapodali Górka, Kulik i Giemsa z karnego), a inna reprezentacja naszego regionu spotkała sie w Bytomiu z drużyną Generalnej Guberni bijąc rywali 5:1 (bramki strzelały same tuzy: Peterek - 2, Wieczorek, Lasetzki i Piontek).

Ciekawym czy piłkarze chcieli w ten sposób spędzać święta czy im kazano wyjść na boisko. No i czy mogli odmówić? Czy w ogóle chcieli odmówić?

...

...

...

Wesołych Świąt.

PS Omega dołącza się do życzeń.

piątek, 23 grudnia 2011
Tomasz Hajto na trenera!

Były piłkarz Górnika ani mi brat ani swat, a Jagiellonia ani mnie ziębi ani grzeje, ale naprawdę nie rozumiem zamieszania związanego z (nie)wyborem szkoleniowca w białostockim klubie.

Właściwie co z tego, że Hajto nie ma jeszcze odpowiednich uprawnień? Zdrowia przez to piłkarze nie stracą, bo gdyby tak było to wszystkie drużyny piłkarskie na każdym szczeblu rozgrywek musiałby prowadzić trener z takimi samymi uprawnieniami, bo przecież C-klasowy piłkarz to też człowiek.

PZPN powinien pilnować jedynie żeby w klubie był na etacie szkoleniowiec z odpowiednią licencją. A czy to tylko wydmuszka i czy wydmuszka godzi się być jedynie wydmuszką to już nie działaczy związkowych sprawa. Jeśli klub chce zaryzykować, wykosztować się i płacić dwom szkoleniowcom (''prawdziwemu bez papierów'' i ''wydmuszce z papierami''), bo widzi w tym sens to dlaczego mu zabraniać?

W klubach naszego regionu często zdarzało się, że inny trener widniał w meczowym protokole, a inny odpowiada za taktykę i wyniki. Dariusz Fornalak prowadził kiedyś Polonię Bytom na licencji Zdzisława Podedwornego, Wojciech Osyra pracował z GKS-em Katowice dzięki dokumentom Piotra Piekarczyka, a Miroslav Copjak odpowiadał za wyniki Zagłębia Sosnowiec chociaż w meczowym protokole wpisywano nazwisko Gerarda Juszczaka.

Usztywniając stanowisko PZPN naraża się na śmieszność. Bo zawsze znajdzie się wyjście kiedy pomysłodawcy głupich ograniczeń próbują nam wejść na głowę. Kto zakaże klubom zatrudniać ludzi na przykład na etacie ''motywatora'' z pensją znacznie przewyższającą pensję ''pierwszego trenera''? PZPN będzie wysyłał szpiegów żeby sprawdzili kto prowadzi treningi, kto tłumaczy na odprawach?

Być może chodzi o to żeby wszyscy ci, którzy sumiennie zdobywając kolejne licencje w kolejnych terminach nie przestali widzieć sensu w ich kosztownym zdobywaniu?

A być może chodzi o to, że nie byłoby wiadomo co odpowiedzieć gdyby Hajto bez odpowiednich papierów odniósł sukces wywalczył z Jagiellonią awans do europejskich pucharów?

                                     %

Człowiek bez specjalistycznego wykształcenia nie jest w stanie przeprowadzić operacji serca. Prawda? Prawda. Pacjent nigdy by się zresztą na to nie zgodził.

Człowiek bez specjalistycznego wykształcenia jest w stanie odnieść sukces prowadząc drużynę piłkarską. Prawda? Prawda. I właśnie tu jest różnica między pacjentem i klubem. Bo klub - jak wskazuje przykład Jagiellonii - nie widzi problemu w podjęciu takiego ryzyka.

To taki sam absurd jak pomysł, że artykuły w gazetach mogliby pisać jedynie dyplomowani dziennikarze. Rozumiem to dobrze, bo sam dyplomowanym dziennikarzem nie jestem.

Tak więc, kochany PZPN-ie, nie przesadzaj. Szkoleniowiec drużyny piłkarskiej to nie kardiochirurg. Jedynie co może Jagiellonię spotkać to spadek. Ale przecież na Polasiu biorą to na klatę, prawda?

PS Śmieszy mnie groźba zabierania licencji wydmuszkom. A może własnie taki jest ich sposób na życie? Może pilnie się uczą i dokształcają właśnie po to żeby być wydmuszkami?;-)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

czwartek, 22 grudnia 2011
Tomasz Wołek

Zawsze mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy potrafią realizować pasję. Bo pasję - jak wiadomo - ma wprawdzie każdy, ale nie każdy potrafi ją przeniknąć w taki sposób jak zrobił to Tomasz Wołek. Tak się składa, że nasze pasje w jednym konkretnym miejscu się krzyżują, ale ja oddycham nią nieśmiało z daleka, a on wniknął w nią do głębi. Żył nią już w czasach kiedy ja myślałem, że Argentyna to na pewno jakieś wymyślne kobiece imię...

Uwielbiam kiedy pasja popycha nas do kroków na pozór szaleńczych, ale tak naprawdę ujmujących. Do dziś pamiętam opowieść sprzed dwudziestu lat byłego naczelnego ''Życia Warszawy'' red. Kazimierza Wóycickiego o wizycie w Polsce ówczesnego prezydenta Argentyny Carlosa Menema. Z tej okazji wyprawiono przyjęcie na Zamku Królewskim w Warszawie:

''Jarząca się światłem wspaniale udekorowana sala zamku. Setki gości w galowych strojach, orkiestra, bażanty, dyplomacja, szyk i... prezydent witający się kurtuazyjnie z dystyngowanymi panami i wytwornymi paniami. Raptem Tomek przedziera się przez wszystkie kordony, delikatnym acz stanowczym ruchem odsuwa ambasadora i gestykulując namiętnie - zaczyna mówić - z latynoamerykańskim patosem. A właściwie nie mówić, a deklamować! I to wierszem!

Tres cosas hay en el futbol

May lindas de mencionar

River Plate, ''La Maquinita'',

Y el Estadio Monumental...!

I w ten sposób pięć dalszych zwrotek! Chciałem zapaść się ze wstydu pod ziemię, ale klepki woskowanego parkietu trzymały twardo. Nieśmiało podniosłem oczy. Widok przedstawiał się niecodzienny (...) Stojący nieopodal ówczesny prezydent Wojciech Jaruzelski popadł w kompletną drętwotę, bezskutecznie usiłując pojąć co się dzieje. Obstawa sięgnęła za pazuchy (...) natomiast sam prezydent Menem słuchał jak urzeczony. Jego śniade oblicze jaśniało z każdym wersem (...), od dzieciństwa jest zagorzałym kibicem tego klubu.(...) Po ostatniej zwrotce Carlos Menem chwycił Tomasza Wołka w objęcia, a sala odetchnęła z ulgą.''*

Czytelnicy Czadobloga pytają mnie co sądzę o komentowaniu przez Tomasza Wołka meczów piłkarskich. Niektórzy twierdzą, że przynudza. Mam inne zdanie: red. Wołka lubię słuchać i zawsze słucham z najwyższą uwagą. Uważam, że jako drugi komentujący czyli gość, spełnia swe zadanie w stu procentach. Zwróćcie uwagę: jest chyba jedynym człowiekiem w programach sportowych polskiej telewizji, którego warto słuchać nie tylko z powodu tego co mówi, ale i jak mówi. Nie ma bowiem w naszej komentatorce człowieka, który budowałby zdania z tak niezwykłą starannością, który łatwość wypowiedzi łączyłby z wytworną elegancją. Pociąga mnie chłód gramatycznej poprawności z jaką buduje zdania, pod którym aż buzuje emfaza, gwałtowność emocji. Lubię kiedy red. Wołek bawi się wypowiedzią, kiedy potrafi mnie zdumieć używając jakiegoś wymyślnego słowa w takiej a nie innej konfiguracji. Kiedy red. Wołek mówi wydaje mi się, że przyszedł do studia w czarnym fraku. Jako że sam chodzę na co dzień w zielonym dresie i kurteczce, doceniam frak więc wszystko jest w porządku:-) 

No i wyobraźcie sobie teraz Czadobloga, który akurat wczoraj pierwszy raz w życiu rozmawiał z red. Wołkiem. Na usta cisnęło mi się wiele pytań o sprawy argentyńskie, w głowie nucił Carlos Gardel, ale zawczasu założyłem sobie wędzidło i nie popuściłem ani razu. Zadzwoniłem bowiem służbowo i rozmawiałem w zupełnie innej sprawie. W sprawie listu poparcia podpisanego przez autorytety dla polskiej piłki i sprawy Euro 2012 oraz łączonego z tym przedsięwzięciem tzw. Klubu Kibica.

Awantura trwa, a wyobraźcie sobie, że nikt w tej sprawie do red. Wołka nie zadzwonił, nie spytał. Okazuje się, że jedno z drugim NIE MA nic wspólnego. List ogłoszono na konferencji prasowej, skorzystać więc z niego, wydrukować, przyłączyć się mógł każdy. A że skorzystał akurat tzw. klub kibica i wydrukował na swojej stronie internetowej - jego prawo. Faktem jest, że z red. Wołkiem mamy inne zdanie na temat tego klubu kibica, ale warto wyjaśnić jedną sprawę. Tu i ówdzie sugeruje się bowiem sygnetariuszom listu jakieś parszywe intencje, jakieś ukryte korzyści, jakieś wyimaginowane profity.

Dla mnie tzw. klub kibica to skandal, o czym pisałem w tym miejscu już w sierpniu, kiedy nie widziałem jeszcze innych krytycznych opinii na jego temat. Ale nie wmawiajmy autorytetom, które podpisały się pod listem dziecka w brzuch!

List to jedno, a tzw. klub kibica to drugie.

PS Jeszcze jedno. Niewielu publicystów piłkarskich w Polsce może powiedzieć o sobie, że się spełnili i że już nic nie muszą. Od 1995 Tomasz Wołek może powiedzieć, że już nic nie musi. Kto czytał jego ''Copa America'' (XIII tom encyklopedii piłkarskiej Fuji) - ten wie o czym mówię.

PS1 Nie wiem czy red. Wołek kiedykolwiek był na Cichej, ale Omega macha do niego wskazówką.

PS2 Swoją drogą ciekawe jakie teraz Carlos Menem ma samopoczucie w związku z RP i czy dał radę wyjść z dołka. 

PS3 Skoro ten wpis jest z lekka argentyński to przyznam, że chciałem nauczyć się tanga. Choćby tylko dla obyczaju ''cabeceo'':-) Ale to nie jest takie proste. Bo okazuje się, że tango to nie jest jednolity taniec, a każdy nauczyciel uczy tego tańca inaczej. No i zostałem w blokach. Skoda, że obyczaj ''cabeceo'' w Polsce jest średnio znany;-)

*epF1

środa, 21 grudnia 2011
Solidarność. Brawa dla kibiców Polonii

Chcą pomóc osobie, która naprawdę tego potrzebuje. Pogadali, zmobilizowali się, zamieszali i JEST EFEKT.  Do szczęśliwego końca droga jeszcze daleka, ale jedno jest pewne: dzięki kibicom widać przynajmniej ten koniec. 

Kto chce i może pomóc, ten właśnie w tej chwili ma szanse na spełnienie. Powstało konto, pomóżmy, dołączmy się. Teraz możemy być skądkolwiek, już nie tylko z Bytomia. Także dzięki nam ten szczęśliwy koniec może jeszcze bardziej się przybliżyć.

PS Omega też pozdrawia Waltera Winklera.

poniedziałek, 19 grudnia 2011
Ruch: podobieństwa i różnice

Oto charakterystyka Ruchu Chorzów, najlepszej górnośląskiej drużyny drugiej połowy roku 2011.

''Drużyna śląska jest kompilacją wszelkich zalet i wad piłkarskich. Znajdziemy więc w niej obok zaciętości w walce - kłótliwość, obok techniki niektórych graczy - prymitywizm innych, obok udanych pociągnięć kombinacyjnych - okresy bezhołowia i przypadkowości, obok graczy silnych i rosłych - niemal karzełków.

Ponad wszystkie te cechy na plan pierwszy wybija się jednak żelazna wytrzymałość zarówno fizyczna jak nerwowa i ruchliwość. Widać z tego, że Ruch jest drużyną par excellence kondycyjną, ale atut ten w latach ostatnich potrafili Ślązacy pogłębić i wzmocnić dużą rutyną i kształconymi ciągle umiejętnościami piłkarskimi.

Ostatnim atutem Ruchu jest... Górny Śląsk. Rekrutując swych graczy z tej właśnie dzielnicy Polski drużyna królewsko-hucka, nie wątpimy - nigdy nie będzie się uskarżała na brak własnego narybku jak i cennych rezerw z zewnątrz.''

Tak naprawdę to oczywiście charakterystyka nie obecnej drużyny Ruchu, ale jej poprzedniczki sprzed wielu lat. Dokładnie sprzed osiemdziesięciu; w drugiej połowie grudnia 1931 roku napisał ją w ''Przeglądzie Sportowym" inżynier Jerzy Grabowski.

Widzicie jakieś podobieństwa? Widzicie jakieś różnice?

Wtedy Ruch był piąty w tabeli. Dziś jest czwarty.

Dla pesymistów: następny sezon będzie jednak trochę gorszy. Dla optymistów: ale już za chwilkę Ruch stanie się drużyną wybitną, choć w momencie ukazania się powyższej recenzji Ezi nie skończył jeszcze 15 lat. 

PS Omega się nie wypowie, bo jej wtedy jeszcze na świecie nie było.

niedziela, 18 grudnia 2011
Barcelona mnie niepokoi

Nigdy w życiu nie widziałem tak grającej drużyny klubowej jak dziś. Wydaje mi się, że nie jest to wcale kwestia ostatnich trzydziestu lat. Obecna Barcelona to najlepsza drużyna klubowa wszech czasów. 

Czuję niepokój. Widzę problem. Problem polega na tym, że Barcelona wymyśliła system, który wysadza w kosmos obecne rozumienie piłki nożnej. Obecne rozumienie polegało na konfrontacji talentów i stylów gry. 

Ten czas właśnie mija. Nie będzie już konfrontacji stylów gry. Barcelona jest najlepsza, a kto będzie chciał z nią wygrać będzie musiał grać jak ona. Na szczytach będzie obowiązywać jeden styl. Jedna doskonałość. Doskonałość Barcelony.

Ale nie da się grać tak jak ona bez niej. Rozumiecie o co mi chodzi? Już nie będzie konfrontacji twardego konkretnego futbolu europejskiego z finezyjnym technicznym futbolem latynoskim.

Sposób w jaki Barcelona zdemolowała Santos nie można tłumaczyć tylko świetnym dniem, wyjątkowymi zdolnościami. Dziś Brazylijczycy z Santosu wyglądali jak drwale, ktoś nieobznajomiony z tematem mógłby uznać wręcz, że mają podstawowe braki techniczne, a nie brak im jedynie brutalności.

Powtórzę: nie da się grać jak Barcelona bez Barcelony. Nawet najwięksi rywale muszą pozginać karki. Tak jak Chelsea. Czy ktoś pięć lat temu powiedziałby, że kupi gościa, który jako gwiazda Barcelony B będzie rządził w środku pola na Stamford Bridge? Oriol Romeu to produkt Barcelony.

Bo skoro nie da się naśladować można jedynie kupić. A skoro jest popyt, będzie i podaż. Dziś tylko jeden klub na świecie jest w stanie produkować futbolowy geniusz. A skoro można produkować to już nie tylko na własne potrzeby...

PS Mam nadzieję, że dla dobra futbolu ktoś kiedyś wymyśli coś innego. Ale to i tak... zła wiadomość. Bo system może pokonać tylko inny system. Czy czasy pojedynczych wielkich talentów czy nawet generacji odchodzą w przeszłość? Nie, ale pod jednym warunkiem. Nie - jeśli będą służyć systemowi.

PS1 Ja odczuwam niepokój, ale Czadoblożek, który siedzi obok jest szczęśliwy i spełniony. Ma szczęście być kibicem klubu, któremu system służy. Podejrzewam, że gdyby taki system wypracowała reprezentacja Argentyny byłbym jego największym piewcą:-)

PS2 Omega też jest pod wrażeniem.

 
1 , 2 , 3
Archiwum