środa, 30 grudnia 2015
Nie rozumiem skąd płacz nad Warszawą

Wiadomo już jakie miasta w Polsce będą gościć mistrzostwa Europy do lat 21 w 2017 roku. Okazuje się, że wbrew pierwotnym założeniom organizatorów zabraknie wśród nich Warszawy. To dlatego, że  - jak się słyszy tu i ówdzie - Legia chciała zbyt dużo pieniędzy za wynajem obiektu przy Łazienkowskiej. 

Nie mam pojęcia czy to prawda i właściwie w ogóle mnie to nie obchodzi. Dziwi mnie jedynie uważanie gdzieniegdzie decyzji UEFA za "kontrowersyjną". Choćby w kontekście historii tej imprezy.

W 2011 roku ME U-21 odbyły się w Danii. Wśród miast-organizatorów nie było Kopenhagi, finał odbył się w Aarhus.

W 2009 roku ME U-21 odbyły się w Szwecji. Wśród miast-organizatorów nie było Sztokholmu, finał odbył się w Malmo.

W 2007 roku ME U-21 odbyły się w Holandii. Wśród miast-organizatorów nie było Amsterdamu, finał odbył się w Groningen.

W 2006 roku ME U-21 odbyły się w Portugalii. Wśród miast-organizatorów nie było Lizbony, finał odbył się w Porto.

W 2004 roku ME U-21 odbyły się w Niemczech. Wśród miast-organizatorów nie było Berlina, finał odbył się w Bochum.

W 2002 roku ME U-21 odbyły się w Szwajcarii. Wśród miast-organizatorów nie było Berna, finał odbył się w Bazylei.

Co mogę dodać? Wydaje mi się, że idealnym stadionem na rozegranie finału jest obiekt w Tychach. Piękny i nowoczesny. Zapraszamy.

PS A poza tym czekamy na pierwszą reprezentację Polski na Stadionie Śląskim.

13:56, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 28 grudnia 2015
110 lat. Niezwykłe głosowanie internetowe

Chyba nie ma drugiego takiego klubu w Europie gdzie tak wielki wkład w osiągnięcia i historię mieliby piłkarze z Polski i z Górnego Śląska. 

AJ Auxerre dokładnie we wtorek obchodzi 110-lecie istnienia. Z tej okazji we Francji ogłoszono internetowe głosowanie wśród kibiców na najlepszą jedenastkę wszech czasów tego klubu.

Znalazłem aż pięć polskich nazwisk wśród piłkarzy, którzy zostali nominowani. Czterech z nich ma związek z naszym regionem.

Wśród bramkarzy pojawia się Maryan (czyli Marian) Szeja. To legenda Wałbrzycha, ale warto pamiętać o jego korzeniach. Świetny zawodnik, który urodził się w Siemianowicach a karierę zaczynał w Kędzierzynie-Koźlu. Bardzo szybko opuścił Górny Śląsk i do reprezentacji trafił dzięki dobrej grze w klubach wałbrzyskich. Najlepszy mecz w reprezentacji rozegrał w 1971 roku przeciwko RFN (0:0 w Hamburgu). Niestety zmarł w tym roku.

Wśród defensywnych pomocników nominowano Waldemara Matysika. Niezwykle ucieszyła mnie ta wiadomość. To fenomen. Grał rewelacyjnie zarówno przed poważną chorobą (choćby na mundialu w Hiszpanii), jak i po jej przezwyciężeniu. Fakt, że Matysika doceniają Francuzi za zaledwie trzy lata gry w Auxerre jest tego najlepszym dowodem. Rozmawiałem z nim wielokrotnie przy okazji pisania książki o Antonim Piechniczku i ujęła mnie cecha rzadko spotykana wśród piłkarzy: Waldemar Matysik jest AUTENTYCZNIE skromny. 

Wśród napastników dwaj kolejni byli zawodnicy Górnika - Andrzej Szarmach i Ireneusz Jeleń. Szarmach to kolejny fenomen - w ciągu pięciu lat zdobył w lidze francuskiej prawie sto bramek. Wyczyny Jelenia pamiętamy jeszcze z ostatnich lat. 

Dodatkowo wśród stoperów pojawia się kolejny znakomity polski piłkarz z lat 80. - Paweł Janas. Opowiadał mi niedawno, że miał ogromną satysfakcję, kiedy wybrano go we Francji najlepszym obcokrajowcem za sezon 1985/86 a przecież grali tam wtedy piłkarze tego pokroju co Jorge Burruchaga czy Safet Susić...

Głosowanie jest internetowe więc wiadomo, że przewagę mają piłkarze, których pamięta przede wszystkim młode pokolenie. Konkurencja jest ogromna. Na przykład wśród napastników oprócz Polaków startują choćby Djibrill Cisse czy Eric Cantona. Jak myślicie, który z tych dwóch Francuzów jest oceniany wyżej? Żebyście się nie zdziwili:)

Głosować i zobaczyć stan rywalizacji możecie TUTAJ.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Sląski.

niedziela, 27 grudnia 2015
Esesman chciał wyrównać rachunki

Kwestie sportu - a więc także futbolu - z czasów Wolnego Miasta Gdańska nie przedarły się raczej do powszechnej społecznej świadomości. Dlatego cenne są wszelkie inicjatywy przybliżania tego tematu. Sam zainteresowałem się nim dzięki Januszowi Trupindzie. To człowiek, który kocha sport (jest m.in. kibicem Werderu Brema), a na co dzień zajmuje się czymś fascynującym. Jest mediewistą, znawcą zamku w Malborku i dziejów Krzyżaków...

Nakładem wydawnictwa Oskar ukazała się właśnie książka Janusza Trupindy nosząca tytuł "KS Gedania. Klub gdańskich Polaków (1922-53)."  Losy tego klubu są niezwykłe. Gedanii nie było łatwo: pamiętajmy, że w tamtych czasach w Gdańsku - według różnych szacunków - Polakami było tylko od 3 do 15 procent obywateli.

To opowieść o klubie wielosekcyjnym, mnie oczywiście, nie dziwcie się, najbardziej zainteresowały wątki futbolowe. Niesamowity w historii Gedanii jest fakt, że początkowo widniała w polskich strukturach piłkarskich, a potem w... niemieckich. Jak to możliwe? Początkowo nowopowstały klub zapisał się do rozgrywek Toruńskiego Związku Okręgowego Piłki Nożnej. Okazało się to jednak chybionym pomysłem. Przedsięwzięcie było kosztowne - nie dość, że początkowo mecze domowe cieszyły się niewielkim zainteresowaniem to w dodatku niewielu kibiców przyjeżdżało na mecze Gedanii z Polski. Gedania przeniosła się więc do ligi konkurencyjnej i stała się członkiem struktur niemieckich (Baltischer Rasen und Wintersport Verband). To dawało szansę na większą frekwencję. Tam jej pojedynki zawsze były emocjonujące, bowiem w tle był zawsze kontekst rywalizacji polsko-niemieckiej. Wiemy, że ten kontekst potrafił rozpalić do czerwoności, prawda?

Chcę wspomnieć o pewnym interesującym wątku gdańsko-górnośląskim. Otóż 2 października 1932 roku odbył się mecz z okazji jubileuszu 10-lecia Gedanii. Zaproszeni goście to nie byle jaka ekipa. Do Gdańska zjechał bowiem Ruch Wielkie Hajduki, który lada moment stanie się najsilniejszą drużyną II Rzeczpospolitej (w następnym roku zdobędzie pierwsze mistrzostwo Polski). Niebiescy przyjechali prawie w najsilniejszym składzie -zabrakło dwóch reprezentantów Polski - Gerarda Wodarza i Ewalda Urbana, którzy - tak się złożyło - dokładnie w ten sam dzień debiutowali w reprezentacji Polski i w Bukareszcie zagrali z Rumunią (Polska wygrała 5:0, Urban strzelił nawet gola)! Mecz w Gdańsku skończył się wynikiem 2:2. Dla gospodarzy dwa gole strzela Piasecki, dla Ruchu też dwa - Gwóźdź. Gospodarze sroce spod ogona nie wypadli - kilka miesięcy później, w czerwcu 1933 roku, Gedania osiągnie największy sukces w historii sekcji piłkarskiej - zdobędzie mistrzostwo Wolnego Miasta Gdańska, pokonując całą niemiecką konkurencję.

Jak się okazuje mecze Gedanii z drużynami Preussen i Schupo miewały "kontynuację" poza boiskiem. Janusz Trupinda przytacza relację piłkarza Gedanii Eryka Fallowa, który wspominał, że kiedy trafił do miejsca gdzie zwożono Polaków na początku wojny - szukał go tam bramkarz drużyny Preussen niejaki Steffanowski. Chciał ponoć wyrównać porachunki z boiska...

Po wojnie też gedanistom nie będzie łatwo. Przyjdzie komuna a nowe władze oraz ludność napływowa traktują "przedwojennych" Polaków podejrzliwie. Dla wielu są volksdeutschami czy wręcz "fałszywymi Polakami". Nie brakuje inwektyw, żądań udowadniania polskości i patriotyzmu... Mnożą się procesy rehabilitacyjne i weryfikacyjne. Skądś to znamy, prawda?

Jedno jest pewne: warto tę książkę przeczytać. Polecam.

PS "Mam problem z piłką nożną. Od zawsze miałem. Nie wiem, co to jest spalony, nie oglądam meczów ligowych, nie kibicuję żadnemu klubowi. Na wf-ie gra w nogę była od zawsze moim utrapieniem. Rozpoznaję z biedą Lewandowskiego w telewizji i nie śledzę postępów (ani regresów) polskiej reprezentacji. Tym bardziej bałem się tej książki. Spodziewałem się branżowej biografii tylko dla wtajemniczonych, a okazało się, że to jedna z lepszych książek całego roku."

Jeśli tak o książce "Piechniczek. Tego nie wie nikt" pisze psycholog i psychoterapeuta pracujący z dziećmi i młodzieżą z zaburzeniami zachowania, a także z rodzinami i parami - mogę się tylko cieszyć.

Takie było nasze, współautorów, założenie - napisać książkę dla wszystkich - ale w ten sposób, żeby kibice mocno zaangażowani w piłkę nożną nie czuli, że to książka, która może zainteresować nie tylko ludzi oddychających futbolem. Są dobre wieści - z tego co słyszałem w styczniu ma być dodruk.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

20:00, pavelczado , Książki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 22 grudnia 2015
Leeds United. Zawsze dobrze im życzyłem

Nie jestem specjalistą od piłki angielskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że mam sympatie i antypatie związane z tamtejszym futbolem - jak chyba każdy. Jedną z drużyn, które szanowałem od kiedy pamiętam była ekipa Leeds United. Miałem ich za mocarzy od połowy lat 70. kiedy doszli do finału Pucharu Europy. Wiem, że grali tam Allan Clarke, którego z pewnych powodów powinien kojarzyć każdy kibic w Polsce oraz Joe Jordan, którego powinien kojarzyć każdy dentysta. 

Tak naprawdę doceniłem ich jednak dopiero kiedy nieoczekiwanie - przynajmniej dla mnie - doszli aż do półfinału Ligi Mistrzów w 2001 roku. Lubię ich także za to, że pozwolili wypłynąć na szerokie wody mojemu ulubionemu francuskiemu piłkarzowi - Ericowi Cantonie. 

Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że Czadoblogiem zainteresują się polscy kibice Leeds. Zrobili ze mną wywiad, który możecie przeczytać TUTAJ.

PS Polecam polską stronę Leeds United:)

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 20 grudnia 2015
Psychika Piasta Gliwice

Zwycięstwo nad poznaniakami jest dla Piasta niezwykle cenne pod względem psychologicznym.

Po pierwsze: zawsze podkreślało się szczupłą ławkę rezerwowych Piasta co w domyśle miało przynosić obawę co się stanie kiedy zabraknie liderów. Dziś w ważnym meczu połowa kręgosłupa (Szmatuła - Hebert - Vacek - Nespor) została obcięta a i tak bardzo dobrze poszło. Okazuje się, że Piast może wygrać z silnym przeciwnikiem w bardzo mocno zmienionym składzie. Nie jest tak, że to drużyna złożona z kilku ludzi, którzy potrafią grać oraz reszty, która przede wszystkim potrafi im pomagać.

Po drugie: dla wielu goście to ciągle druga siła polskiej ligi. Do tego rzeczywiście w świetnej formie: same zwycięstwa w sześciu ostatnich meczach a w pięciu ostatnich nawet do zera. Piast potrafił to przełamać w bardzo ważnym, spektakularnym wręcz momencie. Do tego - przypominam - w mocno osłabionym składzie. Skoro tak -  co może jeszcze stać się w tym sezonie?

Wiadomo, że nikt w Piaście nie składa buńczucznych haseł. Ciekawe jednak na ile to zwycięstwo pozwoli piłkarzom uwierzyć w... No właśnie - w co? Uważam, że właśnie dzisiejsze zwycięstwo jest dla Piasta najważniejsze dla psychiki piłkarzy

Nie od parady hasło przy wejściu do szatni obowiązuje. "W jedności siła". W tej chwili nie ma chyba klubu w Polsce gdzie to hasło pasowałoby bardziej. Tu naprawdę liczy się gra kolektywna!

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

sobota, 19 grudnia 2015
Nieciecza. Fajne miejsce do gry w piłkę

Na wstępie chcę Wam zaanonsować bardzo ciekawie zapowiadający się program telewizyjny. Już jutro, w niedzielę o godz.11 w Cafe Futbol na antenie Polsatu Sport gościem będzie Antoni Piechniczek. Program poprowadzi Mateusz Borek. W studiu mają być również stali eksperci - Roman Kołtoń i Wojciech Kowalczyk.

                                     * * *

A teraz chcę Wam krótko opowiedzieć o mojej dzisiejszej wyprawie. Wybrałem się do małopolskiej Niecieczy - na mecz miejscowej drużyny z Ruchem Chorzów.

Co mi się podobało:

a) jestem pod ogromnym wrażeniem tego co robi właściciel klubu dla tamtejszej społeczności. To fantastyczne, że w tamtym miejscu udało się zrobić coś dosłownie z niczego. Z tego co słyszę właściciel jest także miejscowym filantropem i zależy mu żeby miejscowym wiodło się jak najlepiej. Nie chodzi jedynie o rozrywkę - finansuje szkółkę, liceum, stypendia dla najzdolniejszych... Gdyby każda miejscowość miała kogoś takiego - świat byłby lepszy.

b) stadion. Jest idealny. Nie ma potrzeby budowania w takim miejscu aż czterech trybun i wybrnięto z tego całkiem... efektownie. Obiekt robi ogromne wrażenie z daleka. Widać go już z odległości 2,7 km. Ogromna budowla w szczerym polu wygląda niczym spasiony wieloryb, którego ocean wyrzucił na plażę Swakopmund w Namibii.

Co mi się nie podobało:

a) kilkanaście lat temu byłem w Zimbabwe. Od ówczesnego selekcjonera tamtejszej reprezentacji pożyczyliśmy samochód żeby zwiedzić słynne Wielkie Zimbabwe - największą kamienną budowlę Afryki subsaharyjskiej. Kiedy wracaliśmy  - na rogatkach Harare, stolicy państwa, ulicę blokował potężny policyjno-wojskowy patrol. Spojrzeli nas nas. - Jechać - machnęli karabinami.

Kiedy wjeżdżałem dziś do Niecieczy ulicę blokował policyjny patrol. Różnica była taka, że nie blokowali części drogi pustymi beczkami po benzynie, jak koledzy z Afryki. Spojrzeli na mnie i na rejestrację mojego auta. - Dmuchać - wyciągnęli alkomat. I tak miałem szczęście, bo byłem dziennikarzem. Z tego co usłyszałem porządkowi wywlekli dziś z trybun niektórych fanów chorzowskiej drużyny mimo że ci wcześniej kupili bilety i przeszli kontrolę. WTF?!

b) nachalność sponsora. Podkreślam wyżej jego rolę w życiu codziennym lokalnej społeczności (najważniejsza, dotąd niewymieniona - daje ludziom pracę), ale w pewnych momentach byłem zażenowany. Chociażby w chwili gdy spiker kazał wstać, bo z głośnika leciał hymn gospodarzy na ostrą, rockową nutę, który głównie składał się ze skandowanych nazw dwóch głównych firm. Tak, obiecuję, że nie zapomnę ich nazw! Z mojego miejsca na trzech trybunach zauważyłem 22 razy napisaną większymi i mniejszymi literami nazwę jednego sponsora i 11 razy - drugiego. Nie liczę trybuny na której siedziałem i reklam na bandach gdzie te nazwy też migały. Obawiam się, że przed najbliższe trzy noce przez sen będę wymawiał tylko dwa wyrazy. Ta krzykliwość jest zupełnie niepotrzebna i psuje ogólne bardzo dobre wrażenie.

Co mnie niezmiennie zdumiewa:

a) że piłka nożna może być tak niesprawiedliwa.  Tym razem na szczęście:)

Ruch prezentował się dziś obiektywnie gorzej od gospodarzy. Oczywiście były w grze niebieskich sprawy godne superlatyw, ale sami piłkarze wiedzieli chyba, że to nie jest ich wybitny mecz. W 73. minucie Rafał Grodzicki, którego rola w tym zespole jest nie do przecenienia (kiedyś nie myślałem, że to napiszę) głośno wrzasnął: "panowie, ale gramy w piłkę!"

Chorzowianie przeprowadzili właściwie jedną naprawdę groźną akcję. To wystarczyło. Kapitalnym strzałem popisał się Kamil Mazek, dla którego to pierwszy gol w niebieskich barwach w lidze. Mazek wygrał zakład, bo założył się, że trafi jeszcze w tym roku. 

Tym sposobem Ruch z ufnością i spokojem może czekać na wiosnę. Zazdrości mu wiele drużyn, które jeślibyście wymienili w tym kontekście przed sezonem - inni popukaliby się w głowę.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

23:43, pavelczado
Link Komentarze (12) »
czwartek, 17 grudnia 2015
Doceniony w Holandii
Antoni Konderak, młodziutki piłkarz (wkrótce skończy 18 lat) został właśnie uznany za talent roku i zawodnika roku w akademii de Graafschap. Ubiegłoroczny laureat tej samej nagrody Bart Straalman ma obecnie stałe miejsce w pierwszej drużynie de Graafschap występującej w holenderskiej Eredivisie. Warto pójść w jego ślady:) Cieszę się z tych wiadomości - także dlatego, że miałem okazję poznać zarówno chłopaka jak i jego tatę. Wygląda na to, że przygoda z piłką Antka ma realne szanse przekształcić się w prawdziwą karierę. Dobrze mu życzę, bo ma poukładane w głowie.

Konderak był jednym z najbardziej utalentowanych zawodników trenujących w drużynie juniorów młodszych Górnika Zabrze. Jako 16-latek przyjął jednak ofertę holenderskiego klubu i od dwóch lat rozwija się w Holandii. Trochę dziwne, że obecnie nie ma zainteresowania tym piłkarzem ze strony trenerów prowadzących młodzieżową kadrę Polski. Może warto mu dać szansę?

                                          * * *

W Sosnowcu odbyła się dziś sesja Rady Miejskiej. Jej głównym punktem było głosowanie nad projektem budżetu na 2016 rok. Dyskutowano m.in. nad stadionem - jak się dowiaduję z tej okazji prezydent Arkadiusz Chęciński cytował fragmenty Czadobloga (konkretnie z tego wpisu). Decyzją radnych uchwała została przyjęta. "Za" głosowało 15 radnych, 12 wstrzymało się od głosu.

                                          * * *

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

21:19, pavelczado , następcy
Link Komentarze (5) »
środa, 16 grudnia 2015
Okulista

okładka

Przyznaję, że jako współautor książki "Piechniczek. Tego nie wie nikt" odczuwam satysfakcję. Nie doszła do mnie bowiem jeszcze ani jedna negatywna opinia  - kogokolwiek kto przeczytał tę książkę. Przy okazji dziękuję za wszystkie opinie pozytywne.

Usłyszałem dziś niezwykłą historię i chcę się nią z Wami podzielić. Przydarzyła się znajomej mojej znajomej mieszkającej w głębi Polski (bodaj mazowieckie). Prawie spadłem z krzesła kiedy tę historię usłyszałem.

Znajoma znajomej postanowiła kupić naszą opowieść własnemu ojcu, który bardzo lubi piłkę nożną. Ta decyzja sprawiła, że nieoczekiwanie... wyszła na jaw pewna tajemnica. Okazało się, że 77-letni pan Józef od dłuższego czasu miał poważne kłopoty ze wzrokiem, ale je ukrywał. Nie chciał żeby rodzina się martwiła, a sam podobno uznał, że nie ma już sensu by próbować ten wzrok naprawić.

Kiedy dostał opowieść o Antonim Piechniczku całkowicie zmienił zdanie. Od razu poprosił córkę żeby zabrała go do okulisty. Teraz chce bowiem jak najszybciej poprawić wzrok - na tyle żeby samemu przeczytać książkę "Tego nie wie nikt".

Takie historie nadają naszej pracy większy sens. 

PS Ten rok był niezwykły. Wkrótce jednak się skończy. A wiecie - jeśli nowy rok to nowe wyzwania. Te zapowiadają się dla mnie frapująco. Wygląda na to, że będzie się działo. Mam taką nadzieję.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

17:50, pavelczado , Książki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 15 grudnia 2015
Zaorany

Ludzie mówili mi: "nie wdawaj się w dysputę ze Stanowskim". A ja na to: "dlaczego?" Wydawało mi się, że to w miarę kumaty facet więc być może byłby w stanie spróbować obalić moje konkretne argumenty. Nie jestem z tych co tolerują wokół siebie świństwo. Pomyślałem, że chętnie pospieram się na konkrety.

Trzeba było ludzi słuchać... Stanowskiego zabolał chyba mój wpis więc w ciągu niespełna 24 godzin popełnił kolejnyI co? Ani śladu merytorycznych kontrargumentów. Jestem rozczarowany intelektualną mielizną jego "riposty".

Nie będę Wam relacjonował całego bełkotu. Tylko jeden króciutki fragment oddający rozmiar dezynwoltury i braku kindersztuby Stanowskiego:

"Otóż ja mam Antoniego Piechniczka centralnie w dupie – ani go lubię, ani nie lubię, obcy i obojętny człowiek (...). Jak zdobywał medal, to ja przychodziłem na świat, więc tych wiekopomnych chwil świadkiem nie byłem. Z meczów prowadzonych przez niego to pamiętam jedynie te w połowie lat dziewięćdziesiątych – na przykład gdy przeciwko Anglii wpuścił do ataku Waldemara Adamczyka z Hutnika Kraków."

Nie bardzo rozumiem jak można chwalić się w taki sposób:

a) ogromnym brakiem kultury. To niewiarygodne jak można napisać coś tak obrzydliwego i naprawdę nie muszę tego rozszerzać;

b) brakiem szacunku dla przeszłości w myśl zasady "coś nas obchodzi coś czego nie przeżyliśmy. Przed nami choćby potop!"

c) brakiem elementarnej wiedzy piłkarskiej. Stanowski czepia się, że Antoni Piechniczek wystawił w reprezentacji Adamczyka zamiast przyczepić się, że wystawiał... Wojciecha Kowalczyka!

Bo rachunek jest prosty: Adamczyk nie strzelił dla kadry Piechniczka gola w meczu z Anglikami występując w jego kadrze przez 38 minut. Z kolei Kowalczyk nie strzelił dla kadry Piechniczka gola ani w meczu z Rosjanami (45 minut) ani z Brazylijczykami (45 minut) ani z Czechami (81 minut) ani z Włochami (46 minut).

Bilans Adamczyka u Piechniczka: 38 minut/0 goli

Bilans Kowalczyka u Piechniczka: 217 minut/0 goli.

W sumie być może szkoda więc, że Adamczyk nie grał w tych wszystkich meczach zamiast Kowalczyka. Może poszłoby mu trochę lepiej i przynajmniej jedną lub dwie bramki by uszczknął?  Właściwie może dziwić, że tak długo Antoni Piechniczek dawał szansę przereklamowanemu piłkarzowi, Kowalczyk tylko zajmował miejsce w składzie. Taboret. Zresztą z Andrzejem Iwanem było podobnie. W piętnastu meczach jakich zagrał u Piechniczka zdołał strzelić tylko dwa gole w meczach towarzyskich: z Irlandią w 1981 roku i Rumunią w 1983 roku (z karnego). Czy ktoś zaprzeczy, że to nie jest powalająca średnia?

                           * * *

Kiedyś Stanowski napisał "Spalonego". Jako człowiek zakochany w sobie będzie pewnie za jakiś czas spisywał własne wspomnienia. Autobiografię powinien zatytułować "Zaorany". Jeśli wykorzysta ten pomysł - nie będę rościł żadnych praw autorskich. Śmiało!

W każdym razie poziom "argumentacji" zaprezentowany przez Stanowskiego zwalnia mnie z dalszego zabierania głosu. 

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 14 grudnia 2015
Najłatwiejsza riposta w życiu

Nieoczekiwanie odezwał się Krzysztof Stanowski. Jeśli ktoś nie kojarzy - to ten z portalu "Weszło". Obwieścił wszem i wobec, że nie sięgnie po biografię Antoniego Piechniczka. "Bo mu brzydko pachnie".

Przeczytałem jego tyradę i najpierw pomyślałem, że nie będę odpowiadał, ale jednak zmieniłem zdanie. Skoro aż tak się podkłada...

1.

Stanowski zauważa na wstępie, że jednym z elementów promocji tej książki jest rzekome opowiadanie, iż Andrzej Iwan we własnej autobiografii (której Stanowski jest współautorem) kłamał na temat Antoniego Piechniczka, za co miał go osobiście przeprosić na Stadionie Narodowym. Według Stanowskiego to właśnie opowiada Piechniczek w książce, której współautorem jestem z kolei ja. Stanowski uważa to za przejaw megalomanii ze strony byłego selekcjonera. Antoni Piechniczek ma zdaniem Stanowskiego przypuszczać, że skrytykowanie go przyniosło... lepszą sprzedaż książce Iwana!

Większej bzdury ostatnio nie przeczytałem. Z następujących powodów:

a) trzeba być niezłym megalomanem żeby sądzić, że elementem promocji jakiejkolwiek książki byłoby opowiadanie o relacjach Antoniego Piechniczka z Andrzejem Iwanem. Tak się składa, że trener miałby na podorędziu milion lepszych sposobów żeby promować opowieść o sobie. Być może u Stanowskiego pytania podczas wywiadów są wcześniej ustalane, ale w wypadku selekcjonera tak nie jest. Tu nie ma wielkiej tajemnicy: Antoni Piechniczek - jako człowiek uprzejmy - odpowiada jedynie na pytania niezależnych dziennikarzy prowadzących programy we własnych firmach. Pytają o Iwana - odpowiada więc o Iwanie. Tyle. 

b) z całym szacunkiem dla Andrzeja Iwana, ale w niezwykłej historii, którą opowiadamy historyjka tego zawodnika w kadrze jest - być może - barwnym, ale jednak niewiele znaczącym epizodem w dziejach piłkarskiej reprezentacji Polski lat 80., prowadzonej przez Antoniego Piechniczka. Mało tego - gdyby brać pod uwagę tylko wartość kariery reprezentacyjnej Iwana - ten epizodzik w ogóle by się w książce nie pojawił.

c) w którym miejscu książki Antoni Piechniczek mówi, że Iwan go przeprosił?

2.

Stanowski chwali się, że "wie jak powstała biografia Iwana" (zdziwiłbym się szczerze gdyby było jednak inaczej) i "wie, że ostatnią rzeczą o jakiej by myślał ten człowiek byłoby kalkulowanie żeby książka się sprzedała".

a) Naprawdę? To super! Ale czy przypadkiem to nie Stanowski wspominał, że Iwan jest spłukany, że marzy o malutkim domku? Czy w takim kontekście jego słowa można uznać za w pełni wiarygodne? Czy można dziwić się tym, którzy mają jednak wątpliwości?

3.

Teraz moment, który trochę mnie zażenował. Stanowski pisze:

"Trzeba naprawdę nie znać tego człowieka [Iwana, przyp. mój] żeby wymyślić taką niedorzeczność. I [uwaga teraz prawdziwy hit, przyp. mój] mam wrażenie, że każdy kto "Spalonego" ma za sobą czuje podskórnie, że mam rację".

a) tak sformułowana myśl dobitnie mi unaocznia, że Stanowski ma się co najmniej za piątego ewangelistę, a już na pewno za narodowego wieszcza. Cóż, na pewno za takiego mają go ci, którzy w lesie byli, drzewa widzieli. Stanowski jest naprawdę mocno zakochany w sobie, to pewne. Tylko skąd Stanowski wie co będzie czuł każdy kto przeczyta "Tego nie wie nikt"? On to wie - podskórnie. Eliasz?

b) moim zdaniem trzeba naprawdę nie znać Antoniego Piechniczka żeby wymyślić takie niedorzeczności. Wierzę, że rację przyzna mi każdy kto przeczyta "Tego nie wie nikt".

4.

Stanowski ubolewa, że nie potwierdziliśmy wersji Antoniego Piechniczka u Iwana. To już jako żywo bezczelność. Dlaczego?

a) Iwan względem Piechniczka jest człowiekiem całkowicie niewiarygodnym do czego zresztą sam bez wstydu się przyznaje. Cytat z jego biografii: "Cóż to była za udręka - Piechniczek. Nie lubiłem go, jeszcze zanim się poznaliśmy. Macie tak czasami, prawda? Oceniacie kogoś z dystansu, nawet nie musicie podchodzić (...) Antoni Piechniczek nie spełniał ani jednego warunku, byśmy mogli znaleźć wspólny język. Wszystkie sygnały, które wysyłał, były sprzeczne z moimi. Kiedy został selekcjonerem, powiedziałem tylko: - O kurwa!" - napisał Iwan.

Co po takiej konstatacji mielibyśmy konsultować z Iwanem? Proszę mnie nie rozśmieszać. Powiem szczerze - ten człowiek byłby dla mnie prawdziwym kozakiem gdyby - wobec myśli, którą przytaczam parę linijek wyżej - jeszcze przed hiszpańskim mundialem powiedział Piechniczkowi prosto w oczy: "Nie lubię pana. Proszę nie brać mnie pod uwagę przy powoływaniu kadry na mundial".

Szansa na prawdziwe zakozaczenie bezpowrotnie jednak Iwanowi przepadła. Wszystko co sądzi o Piechniczku wywalił po latach u siebie. Wolno mu. Warto jednak przytoczyć co o konflikcie Piechniczek - Iwan sądzą inni, choćby tak poważany przez Stanowskiego Zbigniew Boniek:

- Andrzeja szanuję. Wiem, że miał różne problemy w życiu [alkohol, przyp. aut.] i radził sobie z nimi lepiej lub gorzej. Zawsze byliśmy dobrymi kolegami i na kadrze nigdyśmy sobie w paradę nie wchodzili. Ale uczciwie mówiąc w sporze Piechniczek - Iwan biorę stronę trenera. Andrzej wyszedł na mundialu w pierwszym składzie, selekcjoner miał do niego pełne zaufanie i liczył na niego. A jeśli w trakcie turnieju się rozkraczył, to co trener winien? To normalne, że selekcjoner liczy żołnierzy gotowych do bitwy i nie ma czasu zajmować się tymi, którzy walczyć nie mogą. Pretensje Iwana są niesłuszne.

5.

Stanowski szydzi z naszej reporterskiej pracy. Przepraszam - a jaką reporterską pracę wykonał przy spisywaniu biografii Iwana? To proste: włączył magnetofon, wyłączył magnetofon, spisał z taśmy i dopytał tam gdzie się nie kleiło. To ma być reporterka?! Które zdanie Iwana sprawdził? Sądzicie, że zadzwonił do Antoniego Piechniczka żeby potwierdzić rewelacje własnego bohatera? 

a) Cóż.... Prawda jest taka, że wywiad-rzekę robi się najłatwiej (u Iwana przerobiona na monolog). Wtedy dziennikarz może sprytnie ukryć własne ewentualne niedostatki techniczne. Opowieść reporterską trzeba porządnie przemyśleć, to już trochę trudniejsze. Stanowski jest sprawny jako przepytywacz, włączacz i wyłączacz. Muszę obiektywnie przyznać, że całkiem dobrze wychodzą mu historie opowiadane przez przyjaciół, kolegów i znajomych. Właśnie z takimi pisze książki. Natomiast nic nie można na razie powiedzieć na temat jego umiejętności reporterskich. Być może już tak zostanie.

b) Koniecznie muszę dodać, że różnica między Antonim Piechniczkiem a Andrzejem Iwanem jest konkretna: ten pierwszy w książce mu poświęconej bez problemów zgodził się na konfrontowanie się z opiniami innych. Nie miał nic przeciwko temu żeby wypowiadali się o nim ludzie, z którymi spotkał się na różnych etapach życia i kariery. Nic nam nie narzucał, nie decydował z kim my, autorzy, mamy się spotkać a z kim nie. Moim zdaniem nie każdy coś takiego jest w stanie wziąć na klatę. Antoni Piechniczek wziął bez wahania. Andrzej Iwan nie wziął. 

6.

Stanowski jest symbolicznym, wymownym przykładem ludzi, którym wydaje się, że wiedzą najlepiej i lekceważą przeszłość. Lekceważą trenera Piechniczka, bo jest z innego pokolenia, wyznaje inne wartości. Wolą uwielbiać ludzi, którzy chleją, sprzedają mecze, czasem dobrze się bawią, czasem mają myśli samobójcze a przede wszystkim szczerze to przyznają. Faktem jest, że w Polsce dobrze sprzedają się opowieści ludzi, którzy niewiele osiągnęli a ich atutem jest opowiadanie o własnych słabościach i walce z nimi. Oczywiście Stanowski uważa, że Iwan jest szczery do bólu. Może jest szczery, ale... nie do bólu. Kilku małżeństw własnymi opowieściami jednak nie rozwalił. Moim zdaniem to właśnie dobrze, ale nie przesadzajmy z tą bezkompromisową szczerością. Jakiś kompromis jednak jest... Mylę się?

7.

Stanowski był dotąd znany z tego, że jest w stanie zaripostować. Gdybym ja był na jego miejscu - przeczytałbym moją książkę, a potem wypunktowałbym jej słabe strony. Moim zdaniem Stanowski obawia się jednak, że nie byłby w stanie. Przypuszcza dziwaczny, niespójnie logiczny pseudoatak, lekceważąco wypowiadając się o książce - mimo że jej nie przeczytał. No jasne, łatwo deprecjonować coś czego się nie zna. Pierwsze samochody na prowincji też były obrzucane kamieniami. 

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

 
1 , 2
Archiwum