środa, 06 grudnia 2017
Piękny rok 1922

Jak to jest, że kiedy polski futbol był światową potęgą powstawało o nim tyle książek co kot napłakał, a dopiero kiedy próbuje odbudować dawne pozycje w ciekawych pozycjach możemy przebierać?

Roczniki to niezbędne kompendium wiedzy dla kibica. Okazuje się jednak, że nie tyle te bieżące są interesujące. Właśnie udało się zrealizować interesujący pomysł futbolowej opowieści o roku... 1922! Co przeciętny polski kibic piłki nożnej mógłby o tym okresie powiedzieć? Chyba nieliczni, że tamtego roku mistrzem Polski została Pogoń Lwów i... to by było na tyle. Tymczasem działo się!

Piotrowi Chomickiemu, Leszkowi Śledzionie, Edwinowi Kowszewiczowi oraz ich współpracownikom udało się na ponad 360 stronach przedstawić szeroką panoramę ówczesnego futbolu. Znajdą w tej książce coś dla siebie miłośnicy interesujących tekstów (wśród nich znajdziemy opowieść Bartłomieja Rabija o Ameryce Południowej tamtego okresu a także wywód Witolda Łastowieckiego o kolorach strojów ówczesnej reprezentacji Polski), zdjęć (ponad 350!) i... tabel (prawie 190).

Górny Śląsk nie stał wówczas w hierarchii przesadnie mocno więc przesadnie mocno jego obecność w tej książce nie jest zaakcentowana. To się jednak wkrótce całkowicie zmieni - autorzy chcą bowiem kontynuować idee wydawania rocznika z lat 20. i 30. Nadejdzie więc czas, że Górny Śląsk (a zwłaszcza Wielkie Hajduki będą rządzić). 

Dodatkowym bonusem są rzeczywiście wspaniałe pocztówki, na które mogą liczyć wszyscy chętni, którzy nabędą książkę przed świętami. pocztówki. To pokolorowane zdjęcia m.in. reprezentacji Polski przed zwycięskim meczem ze Szwecją, Cracovii czy Warty Poznań. 

Całość mnie się bardzo podoba. Więcej informacji znajdziecie na www.rocznikpilkarski.pl

12:44, pavelczado , Książki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2017
Co Bambo ma wspólnego z senegalskimi butami

Kiedy byłem chłopczykiem a mama czytała mi do poduszki wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo wydawało mi się, że wszyscy mieszkańcy Afryki wyglądają tak samo. Mają więc czarny kolor skóry, kręcone krótkie włosy, grube wargi no i błyskają białkami oczu. Ci straszniejsi mają jeszcze ewentualnie dzidy i nozdrza przebite zagiętą kością.

Od tamtego czasu jednak urosłem, zdążyłem się również przejechać po Afryce subsaharyjskiej. Pięć tygodni tam spędzone zmienia optykę. Przede wszystkim zacząłem dostrzegać, że Afrykańczycy nie są jednakowi: znacznie się różnią między sobą pod względem fizycznym. Wręcz dużo bardziej niż Europejczycy! Czy gdziekolwiek w Europie znajdziecie większą różnicę niż choćby między Pigmejami Mbuti z Konga a Masajami z Kenii? Już nie mówię, że rysy ich twarzy również potrafią bardzo się różnić. Niektóre ludy Etiopii posiadają rysy wręcz europejskie...

A wzrost? Kiedy na granicy kenijsko-tanzańskiej Masajowie sprzedawali mi tarczę (taką samą jak na fladze Kenii, mam ją do dziś) nie spotkałem wśród nich niższego od siebie. Z kolei w całej Lusace, stolicy Zambii, nie spotkałem od siebie wyższego...

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bo nie ukrywam: zdziwiłem się kiedy usłyszałem, że PZPN negocjuje przed mundialem mecz z Ghaną albo Nigerią. Ludy Akan czy Yoruba pod względem fizycznym to zupełnie inni Afrykańczycy niż Wolof. Ciekawe czy Senegal zakontraktuje przed mecze z nami spotkanie z Hiszpanią albo Norwegią...

Wydaje mi się, że to jednak ważne kto ubierze senegalskie buty. To nie jest tak, że afrykańskie drużyny nie różnią się między sobą stylem gry. Choćby same różnice fizyczne (ale nie tylko) powodują, że jednak się różnią... Tam wszyscy oczywiście kochają atakować, ale moim zdaniem robią to w różny sposób. 

Najlepsze drużyny z Afryki subsaharyjskiej (a takie przebijają się na mundial) są zawsze fantastycznie przygotowane pod względem fizycznym. Wszyscy to oczywiście wiedzą, wydaje mi się jednak, że nie można ich traktować jak trojaczków Bambo, Lambo i Sambo.

Kiedy wyraziłem wątpliwości na twitterze - zareagoweał prezes Zbigniew Boniek.eta

 - Czyli? - zapytał jeszcze raz prezes.

- Prędzej Mali. Inny etnos, ale wydaje mi się, że pod względem fizycznym bardziej podobni. Wielu piłkarzy powyżej 190 cm, jak w Senegalu (Diabate, Konate, Coulibaly, Yatabare). W ostatnich trzech meczach eliminacji. nie stracili gola. Drużyna frankofońska co też może być nie bez znaczenia. Nie awansowali do mundialu. ale nie jest to słaby zespół. Pewnie chętniej też przyjechaliby do Polski. Tak jak Senegalczycy najpierw szukają zatrudnienia w lidze francuskiej i w efekcie u tych, którym się udało, kształtują się podobne nawyki, zachowania - odparłem.

Przyznaję się bez bicia: piłkarską reprezentacją Senegalu zainteresowałem się jeszcze przed mistrzostwami świata w 2002 roku, pisałem o niej zresztą w tamtej książce. Przypuszczałem, że zawojują Azję, a potem, że cały świat. W tamtym mundialu rzeczywiście wypadli świetnie a potem... zniknęli. Dziś to już oczywiście zupełnie inna generacja. Bardzo żałuję, że akurat z nimi Polska zagra pierwszy mecz na tych mistrzostwach. Między innymi dlatego jestem pesymistą. Obecne Lwy Terangi mają te same fizyczne atuty, którymi mogli pochwalić się ich poprzednicy. Wtedy Pape Bouba Diop, pomocnik, który mierzył 195 cm strzelił gola w zwycięskim inauguracyjnym meczu z Francją. Powtórzę: pomocnik o wzroście 195 cm. Jeśli miłośnikom europejskiej piłki to nazwisko nic nie mówi przypomnę Patricka Vieirę - wzrost 191 cm. On też urodził się w Dakarze...

Dziś senegalską obroną trzęsie Kalidou Kulibaly z Napoli (195 cm przy wadze około 89 kg; to też dla nich charakterystyczne - są bardzo smukli nie tracąc nic z siły, szybkości i zręczności). W środku pola biega Cheikhou Kouyaté z West Hamu (192 cm) itd. Oczywiście nie jest tak, że tam są same wieżowce. Zarozumiały snajper sprzed 15 lat El Hadji Diouf miał "tylko" 181 cm, jego następca Sadio Mane to na ichniejsze warunki zaledwie kurczaczek (175 cm)...

Będzie ciężko. Może być tak, że od tego pierwszego spotkania w Moskwie zależeć będzie wszystko. Orły z Polski kontra Lwy Terangi.

Jedno jest pewne. Będzie się działo. To będzie wspaniały mundial. Oczywiście nie wiadomo tylko jeszcze dla kogo.

23:17, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 grudnia 2017
Nie wyjdziemy

Odbyło się losowanie piłkarskich mistrzostw świata w Rosji.

Wiadomo, że lepiej wyczytują się optymistyczne opinie - że wygramy, że przejdziemy, że zajdziemy daleko. Na szczęście nie muszę Wam się przymilać i napiszę jak uważam. A uważam, że nie wyjdziemy z tej grupy. Oczywiście bardzo chciałbym żeby ostatnie spotkanie nie było o honor, bo przeżyłem to w 2002 i 2006 (w tym drugim przypadku osobiście), ale to tylko chciejstwo.

Żeby było jasne: bardzo doceniam klasę reprezentacji Polski Adama Nawałki. Doceniam również sposób w jaki przebiliśmy się do pierwszego koszyka, a wszelkie narzekania konkurencji jedynie mnie śmieszą. Sorry, ale co nie zabronione to dozwolone. Jeśli to było działanie intencjonalne, skierowane na ten efekt to czapki głów - przecież to działanie we własnym interesie.

Gdyby obowiązywał regulamin choćby z mundialu w Meksyku, kiedy wychodziły z niektórych grup aż trzy zespoły łudziłbym się, że może się udać. 

Nie - nie staram się być na siłę oryginalny  - jedynie po to żeby odróżniać się od wszystkich innych, twierdzących, że to dobra grupa. Oczywiście z żadną z tych drużyn, które wylosowaliśmy nie stoimy na straconej pozycji. Z drugiej strony mundial to nie polska liga - tutaj nie wygra każdy z każdym. Po prostu: doceniam akurat wszystkich tych przeciwników. Dlaczego? Zapewne przyjdzie jeszcze czas, że napiszę.

Kilka wstępnych uwag:

Po pierwsze - wprawdzie jako jedyni w tym gronie byliśmy kiedyś w czwórce i być może według niektórych mogłoby to nas upoważniać na spojrzenie z góry, ale ja tak nie uważam. Prawda jest taka, że to właśnie mundial kreuje nowe potęgi i zrzuca z piedestałów stare. 

Po drugie - powtórzę: rywali, których przydzielił nam los zwyczajnie się obawiam. Nie jestem zwolennikiem teorii, że od początku powinniśmy sobie radzić z każdym jeśli myślimy o sprawach wielkich. To turniej - zawsze lepiej mieć więcej sił na pojedynki po fazie grupowej, ale mecze z silnymi, moim zdaniem, nie sprawią, że parę dni później będziemy silniejsi z innymi silnymi. 

Wszystkich naszych rywali uważam za drużyny silne, bo każda z tych drużyn, moim zdaniem, może spróbować zaatakować ósemkę. 

Rozśmieszają mnie opinie już teraz jednoznacznie rozstrzygające kto będzie najtrudniejszym przeciwnikiem w tej grupie (i że jest to to Kolumbia). Przypominam, że mundial dopiero za pół roku i wiele może się zmienić. Polska? Niech choćby złamie nogę (tfu, tfu...) ten jeden jedyny nasz piłkarz o którym myślę - optyka będzie całkowicie inna. Albo niech objawi się wielki talent... 20-letni Władysław Żmuda na Wembley nie zagrał a potem był objawieniem. Tak też może się zdarzyć!

Chciałbym się mylić co do szans Polski. Na szczęście... mogę:)

PS Założyłem się na twitterze z Wojciechem Cyganem, byłym prezesem GKS-u Katowice, członkiem zarządu PZPN, który jeśli chodzi o szanse Polaków jest większym optymistą niż ja. Stawką jest flaszka Bushmills - najstarszej irlandzkiej whiskey. Nie lubię sytuacji kiedy całkowicie przegrywam. Ale w tym wypadku jeśli przegram to i tak wygram. Jeśli wygram to i tak przegram. Z kolei prezes Cygan odważnie hołduje Blaise Pascalowi: jeśli wygra - zbierze wszystko. Jeśli przegra - nie zostanie mu choćby satysfakcja;)

PS1 Zasłońcie okna, naciągnijcie koce na głowę. Lud Wolof nadchodzi. Przyznam, że zdziwiłem się kiedy usłyszałem, że PZPN negocjuje przed mundialem mecz z Ghaną albo Nigerią. Akan czy Yoruba pod względem fizycznym to zupełnie inni Afrykańczycy niż Wolof. Ciekawe czy Senegal zakontraktuje przed nami mecz z Hiszpanią albo Norwegią...

22:25, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
Archiwum