wtorek, 30 marca 2010
Podziękowania dla Warszawy

Najczęściej jest tak, że stolica zasysa z głębi kraju świetnych, bardzo dobrych, ewentualnie dobrych piłkarzy (Brychczy, Blaut, Buncol, Deyna, Gadocha, Kempny, Kowal, Pisz, Pohl, Szymkowiak, ostatnio Iwański albo Rybus).

Ale czasem zdarza się, że stolica nie zauważa jakiegoś zawodnika. Oddaje go bez oporów, a on przydaje się gdzie indziej.

Przyznam, że nigdy nie byłem zwolennikiem gry piłkarza, któremu akurat poświęcam notkę. Nie obdarzyłbym go nawet mianem ”pierwszorzędnego piłkarza drugorzędnego”. Kiedyś występował na boisku częściej, ale ostatni trener zaczął na Bohatera Notki zdecydowanie mniej stawiać, a jednocześnie drużyna zaczęła zdecydowanie lepiej grać.

Mimo tego wygląda jednak na to, że się pomyliłem. Meczowa karuzela i natłok kontuzji spowodował, że Bohater Notki znów zaczął dostawać szansę. I co? Odżył, daje radę - nawet bardzo. Sprawdźcie jak podawał choćby w ostatnim meczu...

Tak więc biję się w piersi i odszczekuję. Bohater Notki znalazł swoje miejsce. Mało tego: po cichutku pobił wszystkich, bo okazuje się, że ma najdłuższy staż - jest w drużynie najdłużej z wszystkich piłkarzy w niej występujących. Słowem: nestor. 

Warszawiak, który bije stażem wszystkich Hanysów w klubie będącym symbolem Górnego Śląska... Warto to zauważyć. Życzę mu, żeby poprowadził kolegów do mistrzostwa Polski A.D. 2010.

O kogo chodzi? Proszę bardzo: szczegóły tutaj.

PS Zegary i wszystko jasne... 

poniedziałek, 29 marca 2010
Taką rocznicę świętuje tylko Górnik

Nikt nie wpadł na ten pomysł 30 lat temu. Ani 20 lat temu. Ani 10 lat temu. Teraz jednak wreszcie zgadali się starzy piłkarze Górnika. Ci z czasów, kiedy KSG był największy w swojej historii.

Zbliża się 40-ta rocznica wydarzenia, które było udziałem tylko tego jednego, jedynego klubu w Polsce. Bo tylko jeden, jedyny klub zagrał w finale jednego z trzech najważniejszych europejskich pucharów. Oto 29 kwietnia 1970 roku Górnik Zabrze walczył w Wiedniu o Puchar Zdobywców Pucharów z Manchesterem City.

Nie wiem czy ktoś z Was miał szczęście poznać Henryka Latochę. Wyjątkowa postać i serdeczny człowiek. Przy okazji zajadły obrońca i członek tamtego wielkiego Górnika (grał w nim w latach 1965-73). Ślązak z Bierunia, miałem zaszczyt gościć u niego w domu, kiedy pisałem o nim tekst dla „Gazety”.

Pan Latocha razem z kilkoma kolegami z niezapomnianej drużyny wpadli na pomysł uczczenia rocznicy. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie! W komitecie organizacyjnym oprócz Latochy znaleźli się inni piłkarze - Jan Banaś, Zygmunt Anczok, Stanisław Oślizło i Hubert Kostka, który przeprosił się z Górnikiem (a właściwie Górnik jego przeprosił za akcję sprzed lat).

Z tej niezwykłej okazji do Zabrza mają przyjechać z rodzinami wszyscy uczestnicy tamtego niezapomnianego meczu a także członkowie wielkiej drużyny, którzy nie mieli okazji akurat w Wiedniu zagrać. Niestety nie będzie już śp. Alfreda Olka, śp. Alojzego Deji i śp. Jerzego Musiałka. Ale mają być wszyscy inni!

22 kwietnia cała ekipa zjedzie z kraju i zagranicy do Zabrza. Nazajutrz w restauracji „Pod Kasztanami” odbędzie się uroczysty bankiet. 24 kwietnia przy okazji meczu Górnika ze Zniczem Pruszków odbędzie się specjalna konferencja prasowa, Wielkie Postaci z Wielkiego Meczu wyjdą na murawę i pozdrowią kibiców Górnika. Czadoblog ma nadzieję zrelacjonować Wam uroczystości, a także porozmawiać z gwiazdami.

PS Myślicie, że jubileusz Górnika przesłoni sprawę zegarów? Mowy nie ma...

PS1 Kiedyś wyraziłem zdanie na temat meczów w Wielki Piątek. Okazuje się, że znów zagrają. Bo tak chce telewizja... Tak się składa, że w tegoroczny Wielki Piątek przypada również piąta rocznica śmierci Jana Pawła II. A PZPN w swoim stylu nie zwrócił na to uwagi.

niedziela, 28 marca 2010
Gieksa to fenomen

Jest coś w tym GKS-ie Katowice niezwykle przekornego. Takiego, że dokładnie w tym momencie kiedy wszyscy skazują zespół na pożarcie - on robi psikusa, zaskakuje. Dziś znów bardzo zaskoczył. Ten klub miał już podobno nie istnieć, tymczasem w pełni zasłużenie wygrywa na wyjeździe z faworyzowanym, walczącym o ekstraklasę ŁKS-em. A mogło być wyżej! 

 

Poniżej daję przykłady zaskakiwania przez Gieksę z XXI wieku.

Sezon 2002/03: 

- w założeniu klub miał bronić się przed spadkiem. Tymczasem przez wiosenną chwilkę, po zwycięstwie nad Wisłą Kraków u siebie (tą Wisłą z Żurawskim, Frankowskim, Kosowskim i Uche) zamarzył nawet o mistrzostwie!

Ostatecznie GKS awansował do pucharów czym i tak zaskoczył wtedy wszystkich. Także własnych kibiców - kiedy dwa lata później Piotr Dziurowicz opowiedział o brzydkich szczegółach tamtych lat... Nie zmienia to faktu, że Gieksa, choć wspomagana w „niedozwolony łapówkarski sposób” była piłkarsko jednak dość silna - byle lebry nie ogoliłyby przecież wtedy wielkiej Wisły. Piotr Dziurowicz stwierdził, że gdyby miał wtedy wskazać na uczciwy klub - byłaby to właśnie Wisła, której siła wtedy porażała, która nie musiała kupować.

Sezon 2008/09:

- teoretycznie GKS nie miał prawa utrzymać się w I lidze. Bez kasy i bez stadionu (gościnne mecze w Jaworznie) wydawało się to nieprawdopodobne. Adam Nawałka wykonał jednak kawał wyjątkowej roboty. Ile razy Gieksa miała przegrać, a jednak wygrywała. Widzieć minę Pawła Janasa, kiedy teoretycznie dużo mocniejszy Widzew zbierał w skórę w Jaworznie - bezcenne...

Sezon 2009/10:

- jest już biedniej niż bardzo biednie. Z reguły trenerzy i piłkarze sami nie odchodzą, a tu się to jednak zdarzyło. Zimą przyszli więc na ich miejsce ludzie, którzy chcieli przyjść. Wiedzieli oczywiście, że to decyzja obarczona ryzykiem, ale z drugiej strony doskonale zdawali sobie jednak sprawę, że praca w I lidze to dla nich szansa, bo ZAWSZE warto utrzymywać się na karuzeli. Na Bukowej jest tak biednie, że może pomóc już tylko kurator... Robert Moskal dzierga jak Nawałka i to ubranko nadal wystarcza:-)

 

Los kibiców GKS-u Katowice nie jest łatwy. Ale dzięki przeróżnym przeciwnościom losu jedno katowiccy fani zyskują. To moim zdaniem odróżnia ich od kibiców wielu innych drużyn. Po prostu: doceniają, co mają.

Bo zawsze może być gorzej...

 

PS A Górnik może Gieksie podziękować:-)

PS1 Nieprawdopodobna historia wydarzyła się w trakcie II-ligowego meczu GKS-u Tychy. Nigdy wcześniej o podobnym zdarzeniu nie słyszałem. Napastnik GKS-u Łukasz Wesecki był załamany: w trakcie meczu jego córeczka została trafiona piłką wybitą w trybuny. Przypadkowo, ale silnie. Dziecko zostało odwiezione do szpitala! W Tychach zastanawiają się nad nową lokalizacją dla sektora rodzinnego...

Dobrych wieści panie Łukaszu.

PS2 A poza tym przypominam o zegarach.

sobota, 27 marca 2010
Susy tarantuli

Wróciłem z meczu Polonii z Wisłą.

Co mi się podobało:

a) największe wrażenie zrobił na mnie mechanizm defensywny Wisły składający się z trzech nieprawdopodobnych tarantul. To pająki smukłe, wysokie, grubokolanne i chyże. Zbliżają się do ofiary przerażająco błyskawicznymi susami i paraliżują jadem. Wyglądają jakby wszystkie wyszły z matrycy ludu Wolof, choć to nieprawda. Junior Diaz, Marcelo, Issa Ba... To przez nich Polonia nie była w stanie właściwie nic zrobić. Senegalczyk może stać się czołową postacią całej ligi, jako defensywny pomocnik był znakomity. Chociaż tak naprawdę mecz powinny kończyć dwa pająki - Kostarykańczykowi należała się druga żółta kartka za paskudny faul, co pośrednio przyznał nawet trener Wisły. Widać było, że w końcówce pająk z Kostaryki osłabł (wiślacy - uświadomcie mu, że Miro Barcik jest w stanie posadzić na tyłek każdego piłkarza w Polsce, niech się więc Diaz nie martwi zbytnio), choć z drugiej strony przecież to on zdobył tuż przed ostatnim gwizdkiem ostatniego gola dla gości;

b) bramka dla Polonii. David Kotrys udowodnił, że on też potrafi grać z przodu, nie tylko z tyłu. A zauważyliście sposób w jaki rzut rożny, z którego padła bramka, wywalczył Maciej Bykowski?

c) że będąc żurnalistą nigdzie indziej w Polsce nie będziesz miał okazji aż w takim stopniu osobiście dotknąć wielkiej historii. Każdemu dziennikarzowi życzę oglądać mecz w towarzystwie Jana Liberdy, Kazimierza Trampisza albo Ryszarda Grzegorczyka. My pismaki, mamy szczęście, że panowie mają akurat kaprys zasiadania na naszej trybunce. Podobało mi się, że ich zwyczaje potrafili uszanować także dziennikarze przyjezdni. Któryś przyklapnął na stałym miejscu Wacława Kruczkowskiego (pierwsze od góry z prawej od strony boiska). Ale kiedy ten przyszedł i fuknął - posłusznie odklapnął...

d) Polonia ciągle ma duże szanse na grę w europejskich pucharach. Newsa sprzedał mi dyrektor Polonii Marek Pieniążek. W skrócie: w klasyfikacji fair-play Polonia podobno wyraźnie prowadzi i musiałaby dostać do końca sezonu garść czerwonych kartek, żeby to prowadzenie stracić. Jeśli wygra - będzie brana pod uwagę w ważnym losowaniu. O dwa miejsca w Europie zawalczyłyby kluby z dziesięciu krajów (ten z najwyżej notowanej federacji dostałby miejsce automatycznie). Szanse więc byłyby duże: 20 procent.

e) zdolności poetyckie Henryka Kasperczaka zaprezentowane na konferencji prasowej. Nie potrafię zacytować. Ale czy tylko mi się wydawało, że on na Boguskiego mówi Bogulski?

Co mi się nie podobało:

a) antykibicowanie. Nie chcę nikogo pouczać, ale jak można na meczu własnej drużyny zachowywać się tak jakby to grał FC Kibel z KS Rzygi? Grube słowo użyte w konkretnych okolicznościach może przynieść zadziwiający efekt, ale to trzeba umieć. Niestety: przyśpiewka po stracie drugiego gola przez Polonię była wyjątkowo osłabiająca, uszy płonęły jak się tego słuchało. Przykro pisać: mega-żenada. No i kilka razy słyszałem... szczekanie pawianów. Przesłyszałem się? Wygląda na to, że "tragedią naszych czasów jest to, że głupota wzięła się za myślenie".

b) marnowanie potencjału Marcina Radzewicza. Wiem, że wszyscy w Bytomiu mają mu za złe gdy w 82. minucie nie wykorzystał setki, fatalnie główkując po patelnianej centrze Barczika. Ale sprawdźcie ile dostał piłek przez cały mecz. Na palcach jednej ręki można zliczyć... Polonia nie wykorzystała faktu, że Radzewicz grał na człowieka, który dopiero próbuje sprostać ligowym wymaganiom czyli na Łukasza Burligę. Teoretycznie najsłabszego obrońcę w Wiśle. Polonia jakby tego w ogóle nie wzięła pod uwagę. A Wisła wykorzystała za to w pełni, że na prawej obronie gospodarzy nie mógł zagrać niezłomny Peter Hricko...

c) że podania Kurantego i Bażika ze środka pola najczęściej nie znajdowały adresata. Ale tak naprawdę to wina trzech tarantul...

PS O Arturze Sobiechu tym razem Czadoblog nie napisze, bo musiałby się powtórzyć. Ale zawsze można sprawdzić, jak dawno wujek Paweł napisał, żeby na niego stawiać:-)

PS1 Ciekawa sprawa szykuje się w związku z Górnikiem Zabrze. Szczegóły - mam nadzieję - wkrótce.

PS2 A poza tym uważam, że zegary... Resztę sobie dopowiedzcie.

piątek, 26 marca 2010
Wróg ustroju

Piłkarskie wydarzenie weekendu szykuje się w Bytomiu. Polonia zagra z Wisłą Kraków. Arghhhhhhhh... Już nie mogę się doczekać!

Co łączy najbardziej oba kluby?

Nie co, a kto! Pamiętacie Edwarda Madejskiego? Pewnie nie... Przed wojną był jednym z najlepszych bramkarzy, to właśnie on bronił w słynnym meczu Polski z Brazylią na mistrzostwach świata w 1938 roku.

Przed wojną związany był z rodzinnym Krakowem. W Cracovii grał w piłkę ręczną, w Wiśle stał na bramce. Jednocześnie studiował chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Mało kto pamięta, że na Śląsk mógł trafić jeszcze przed wojną, a z Brazylią bronić już jako piłkarz... Dębu Katowice! Opowiadał o tym przed śmiercią ”Gazecie”: - Do Wisły przyjechał kaperownik z Dębu Katowice. W Wiśle wzięli za mnie pieniądze, ale ja załatwiałem sobie właśnie pracę kierownika koksowni w Zakładach Górniczo-Hutniczych Karwina w Trzyńcu. Opuściłem więc Wisłę i trenowałem w Garbarni, rozegrałem w jej barwach dziewięć spotkań. Potem wyjechałem na Zaolzie...

Ostatecznie Madejski na mistrzostwach świata zagrał jako niestowarzyszony.

Po wojnie związał się z Bytomiem, pracował tu w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym. Od 1945 zaczął grać w klubie kresowiaków, ponoć to właśnie on wymyślił dla niego nazwę „Polonia”! Świetnie potem wspominał lata spędzonych w bytomskim klubie (do 1949 roku). - Jadąc na mecze śpiewaliśmy lwowskie piosenki. Żony piłkarzy prowadziły bufet, atmosfera była rodzinna...

Potem przydarzyła mu się życiowa tragedia. W latach 50. pracował już jako kierownik działu gospodarki materiałowej w Nowej Hucie. - 3 sierpnia 1956 roku zamiast samochodu służbowego, który zawsze zabierał mnie do pracy podjechało inne auto. "Ubierać się, jesteście aresztowani" - powiedział funkcjonariusz w cywilu. Przewieziono mnie na UB. Okazało się, że oskarżony o szpiegostwo na rzecz rządu londyńskiego mój bezpośredni przełożony w pracy powiedział, że z nim współpracowałem. Nie wiem czemu tak zrobił, może chciał kogoś kryć? Zrobił mi wielką krzywdę, byłem niewinny...

Sąd skazał Madejskiego na trzy lata. Wyszedł z więzienia 24 kwietnia 1959 roku. Kiedy siedział - porzuciła go żona. Kiedy wyszedł - nie mógł znaleźć dobrej pracy. Był traktowany jak wróg ustroju: w latach 70. jeszcze trzykrotnie zamykano go w więzieniu pod fałszywymi zarzutami.

Do końca życia utrzymywał się ze skromnej renty. Mieszkał w Bytomiu. Zmarł w zapomnieniu 15 lutego 1996 roku. Pochowany na Cmentarzu Batowickim w Krakowie.

PS Znów łapię się na tym, że czas nie biegnie, tylko galopuje. Pierwszy raz w życiu na meczu Polonii Bytom z Wisłą Kraków byłem 15 lat temu. Było to jeszcze w czasach kiedy oba zespoły występowały na drugim poziomie rozgrywek, czyli w prawdziwej II lidze.

Kiedy czytam swoją relację sprzed lat, znów widzę, że wszystko się zmienia. Pisałem wtedy, że na mecz przyszły dawno niewidziane tłumy. Zachwyciło mnie, że na Polonii pojawiło się... 2500 ludzi! Dziś trzy razy więcej to nie sztuka, a i zające po stadionie nie biegają (o tym jakie zające - niżej).

Fajnie było wtedy oklaskiwać kumpla z budy i ze szkolnej reprezentacji. Dziś moi koledzy ze szkolnych czasów nie biegają już raczej po boiskach. Najwyżej mogą sobie usiąść, dziadki, na trenerskiej ławie.

Poniższy tekścik ukazał się prawie dokładnie 15 lat temu, 20 marca 1995 roku.

Polonia - Wisła 0:1

Remis byłby sprawiedliwszy - mówił po meczu trener gospodarzy Walter Winkler. Poloniści przegrali, bo marnowali nawet najlepsze sytuacje.

Spotkanie dwóch dawnych potęg polskiego futbolu wywołało w Bytomiu spore zainteresowanie. Spiker stwierdził nawet, że nie pamięta, kiedy poprzednio były kolejki przed kasami. Przyjazd kilkusetosobowej grupy kibiców z Krakowa spowodował mobilizację większych sił policyjnych, fani obu klubów nie przepadają bowiem za sobą. Policjanci mieli sporo pracy, wielokrotnie urządzając sobie pod stadionem wycieczki za najbardziej agresywnymi z nich. Niektórzy szczególnie zacietrzewieni bytomscy szalikowcy kopali ciężkimi wojskowymi butami przejeżdżające obok samochody z krakowską rejestracją.

Mecz rozpoczął się od obustronnych ataków. Wiślacy byli w nich groźniejsi. Posyłali dalekie podania do biegających w przodzie dwóch rosłych i silnych napastników - Szeligi i Kaliciaka. Doskonale jednak w pierwszej połowie spisywał się Bęben, który obronił groźne strzały Kulawika, Marca i Szeligi. Bytomianie w rewanżu kilkakrotnie przeprowadzili szybkie akcje, ale grali nieskutecznie. Dodatkową atrakcją w I połowie był... zając, który nie wiadomo skąd wziął się na trybunach.

Druga połowa zaczęła się dla bytomian fatalnie. W 51. minucie po rzucie rożnym obrońca gości, najwyższy na boisku Matyja głową skierował piłkę w długi róg bramki Bębna. Poloniści rzucili się do ataków, ale bramkarz gości Sarnat dobrze bronił. Świetne okazje marnowali Maciuszek, Boguszewski, a zwłaszcza Gierczak. Cały stadion i kilku polonistów złapało się za głowy w 85. minucie, kiedy samotnie stojący w polu karnym Gierczak i Sobczak przeszkodzili sobie wzajemnie w przyjęciu piłki.

Polonia Bytom - Wisła Kraków 0:1 (0:1)

Bramka: Matyja (51.)

Sędziował: E. Koczar (Bielsko-Biała)

Widzów: 2500

Polonia: Bęben - Szalecki, Płatek (Ż, CZ), Płuciennik - Maciuszek (Ż), Okoń, Malinowski (62. Sztandera), Boguszewski, Grzesik (66. Sobczak) - Nikodem, Gierczak

Wisła: Sarnat - Matyja (Ż, CZ), Owca, Włodarz - Gorszkow, Marzec (85. Pater Ż), Kozak, Kulawik, Giszka - Szeliga (88. Błoński), Kaliciak.

PS1 A poza tym uważam, że Omega i jej młodszy brat z Katowic powinni wrócić na należne im miejsce. Na zawsze, do końca swoich dni!

PS2 Nie wierzę, żeby wynik sprzed 15 lat miał się powtórzyć:-)

czwartek, 25 marca 2010
Macie trochę wolnej kasy?

Za każdym razem kiedy przejeżdżałem ostatnio koło Stadionu Śląskiego byłem mocno zaintrygowany. Wieża dawno zniknęła, ale ostatnio z ulicy Katowickiej widać było inne zmiany. Pojawiły się pale, słupy, fundamenty pod nową trybunę i różne takie....

Kiedy nadarzyła się więc okazja, żeby połazić po najsławniejszym stadionie w Polsce nie mogłem sobie odmówić. Poczułem się jak inżynier Karwowski:-)

Czadoblog na Stadionie Śląskim 

O szczegółach wizyty przeczytacie tutaj, na Czadoblogu chciałem Was jedynie spytać czy macie trochę wolnej kasy.

Macie? To możecie zainwestować w Śląski. Wyobraźcie sobie, że moglibyście mieć do własnej wyłącznej dypozycji luksusowy sky-box czyli zaszkloną intymną lożę... Na Śląskim ma ich być dwadzieścia, w każdej zmieści się około 12 osób, które będą mogły oglądać mecz w niecodziennych warunkach (catering to oczywista oczywistość). Każdy sky-box ma powierzchnię 35 m kw. Co ważne, możliwe jest wykończenie każdego pomieszczenia dokładnie według wskazań użytkownika. Można tam sobie powiesić na ścianie co tylko się chce i oglądać mecz na leżąco...

Bogusław Śmigielski, marszałek województwa śląskiego jest otwarty na propozycje. Zachęcał obecnych na wycieczce do wynajmu. Na razie nie wiadomo konkretnie za ile, cena do negocjacji. 

Chyba więc sobie taką lożę wynegocjuję i wynajmę, żeby zapraszać na mecze  Czytelników Czadoboga, a co! 

Co Wy na to?

PS Furorę w trakcie wycieczki zrobiła pani redaktor reprezentująca wydawnictwo „Materiały Budowlane”. Wiedziała czego chce. Przed spacerem po stadionie zaznaczyła z naciskiem, że przyjechała do nas z Warszawy. Z War-sza-wy! Co prawda nie przedstawiła się, ale podkreśliła z mocą, że nie pasuje jej czekać. Wzięła więc marszałka w krzyżowy ogień pytań, nie bacząc na ustalony porządek. Byłem pod wrażeniem.

PS1 Śląski Śląskim, ale o zegarach pamiętamy.

PS2 A moja nowa ulubiona bohaterka sportowa czyli Sylwia Jaśkowiec wygrała dziś sprinty!

PS3 Cholera, zapomniałem, że nie mam wolnej kasy. Liczę więc na Was:-)

środa, 24 marca 2010
Wspominając Adama Bahdaja: 17, 401

Nie ma pewnie stałego Czytelnika Czadobloga, który w dzieciństwie nie czytałby „Do przerwy 0:1” Adama Bahdaja. Świetna, wzruszająca opowieść o futbolu, marzeniach, dzieciństwie, pierwszych trudnych wyborach...

Bahdaj nie przypuszczał pewnie, że rzeczywistość może przebić literacką fikcję. Bo takie właśnie historie zdarzają się na Górnym Śląsku! Tylko lepsze... Dwóch bajtli, kumpli ze szkolnej ławy kopie sobie piłkę na placu, na Ulrichu. Kopie sobie, kopie, w międzyczasie zaczyna się łażenie na mecze ukochanej ligowej drużyny. Wreszcie jeden z nich podejmuje decyzję: mogemy się tam zapisać. Jest wahanie, jest onieśmielenie, wreszcie jest decyzja: może nas przyjmnom...

Dostali się. Po latach jeden z tych chłopaków strzeli w ekstraklasie ponad sto goli. Drugi stanie się symbolem wierności klubowym barwom i absolutnym rekordzistą: 17 sezonów i 401 oficjalnych gier dla ukochanej drużyny! 17! 401! Dwóch bajtli z jednej szkolnej ławki...

Z pierwszym chłopakiem rozmawiał już Czadoblog. Dziś przypominamy Wam drugiego. Zapraszam Was  do lektury fantastycznego wywiadu Wojtka Todura. 

Klub, który tworzą tacy ludzie ma niezwykłe szczęście. Ludzie, którzy tworzą taki klub mają niezwykłe szczęście.

PS Swoją drogą fajnie byłoby gdyby jakiś literat z talentem wziął się za bary z tematem. Rozkoszować się niezwykłą powieścią o synkach sprzed lat biegających za balom jak ci dzisiejsi. Czytać opowieść o śląskim Paragonie albo Perełce, opowieść umocowaną na przykład w Katowicach lat 30., opowieść oddającą ducha tamtej niezwykłej epoki... To byłaby beletrystyka! To byłaby wielka radość...

PS1 Macieju Iwański! Jeśli frustrujesz się w Warszawie - wracaj na Górny Śląsk. Jeśli ktoś kiedyś był dobry (a dobrze pamiętam, że był), zawsze może sie odbudować i znów okazać się dobrym. Zwłaszcza jeśli ma dopiero 29 lat. Warto to sobie uzmysłowić.

Przy okazji: nie radzę haczyć mnie za hasło „wracaj na Górny Śląsk”. Czy ktoś wie, gdzie Iwański chodził do szkoły? 

PS2 O przewagach Stadionu Śląskiego nad innymi nowoczesnymi stadionami w Polsce. Czyżby to, co niektórzy brali za wadę, było właśnie Śląskiego przewagą?

PS3 A tutaj znów proszę o uwagę kibiców z Chorzowa. Może nie warto aż tak narzekać na magistrat? Ruch za awans do półfinałów PP dostanie bardzo sowitą nagrodę. Szczegóły tutaj.

PS4 A tutaj proszę o uwagę kibiców z Zabrza. Myślicie, że Górnik podarował Tomaszowi Hajcie? - To nie jest sprawa karna, to kwestia honoru. Pan Hajto powinien po prostu  oddać pieniądze. I tyle. Wszystko wskazuje na to, że jest człowiekiem całkowicie pozbawionym zasad moralnych - uważa nowy prezes Górnika Łukasz Mazur. Szczegóły tutaj.

PS5 A tutaj proszę o uwagę kibiców z Sosnowca. Prezydent miasta Kazimierz Górski pierwszy raz od kiedy jest prezydentem, tak szczegółowo opowiada „Gazecie” o swojej wizji zawodowego sportu. Powinno zainteresować zwłaszcza fanów Zagłębia. Szczegóły tutaj. 

PS6 A tutaj proszę o uwagę wszystkich. O zegarach pamiętamy. Jeśli ktoś wpadł tu przypadkiem i nie pamięta o jakie zegary chodzi, przypominam: ten na Ruchu i ten na Gieksie.

UPDATE Właśnie wróciłem z filmu o Jerzym Kukuczce. Fajnie było. Autorom (brawo Alina) udało się opowiedzieć o symbolu z pomysłem i w niebanalny sposób. Bardzo w tym filmie podobała mi się... Sylwia Jaśkowiec. Biegaczka, która w przyszłości może będzie tak dobra jak Justyna Kowalczyk okazała się naturalną, pełną uroku dziewczyną. Skąd się wzięła w filmie o Kukuczce olimpijka z Vancouver? Proste: wylosowała wyjazd na wyprawę jako studentka katowickiej AWF i uczestniczka maratonu. Czadoblogowi najbardziej zaimponowała swoboda z jaką radziła sobie podbijając piłkę na nepalskim podwórku. Jak jakiś ligowiec z Ruchu albo Górnika... Brawo pani Sylwio! Czadoblog pani kibicuje:-)

wtorek, 23 marca 2010
Ruch z Legią jak zazwyczaj

Nie wiem skąd u Was te emocje rewanżowym ćwierćfinałem Pucharu Polski. Przecież kiedy Ruch gra z Legią w ramach tych rozgrywek to zazwyczaj zachowuje się jak Brimin Kiprop Kipruto. Czyli przeskakuje płotek.

Sezon 1969/70 - po puknięciu Legii (0:0 na wyjeździe, 3:1 u siebie) - Ruch dochodzi do finału Pucharu Polski.

Sezon 1995/96 - po puknięciu Legii (2:1 u siebie, rewanżu nie było) - Ruch dochodzi do finału Pucharu Polski.

Sezon 2008/09 - po puknięciu Legii (1:0 u siebie, 1:0 na wyjeżdzie) - Ruch dochodzi do finału Pucharu Polski.

Sezon 2009/10 - po puknięciu Legii (1:0 u siebie, 1:2 na wyjeździe, Kipruto tym razem lekko haczy o płotek) - Ruch dochodzi do finału Pucharu Polski?

No bo tylko dwa razy po puknięciu Legii nie udawało się dojść potem do finału... W 1957 roku w kolejnej rundzie lepszy od Ruchu był Górnik, a decydujący mecz trwał aż 144 minuty! Z kolei w sezonie 2001/02  po puknięciu Legii (0:1 u siebie, ale 4:2 na wyjeździe) w kolejnej rundzie lepsza była Amica.

No i zdarzało się, że Legii w ogóle nie udawało się puknąć - wyeliminowała u siebie Ruch w ćwierćfinale w sezonie 1951/52 i na wyjeździe w półfinale w sezonie 1994/95.

Co zapamiętam z dzisiejszego meczu? To, że Marcin Zając  powinien teraz podziękować opatrzności i kolegom z drużyny. Przecież Ruch powinien dziś na luzie wygrać 3:0 po jego hat-tricku!

PS Mam zaproszenie dla Czytelnika Czadobloga na niezwykły film. 

Dlaczego niezwykły?

„W zeszłym roku z inicjatywy rektora katowickiej AWF powstał pomysł żeby dwudziestą rocznicę śmierci patrona uczelni Jerzego Kukuczki uczcić w wyjątkowy sposób. Nagrodą w biegu, który już po raz drugi organizowała AWF nazwanym "Biegiem Kukuczki" miał być wyjazd dla dwóch studentów w Himalaje pod południową ścianę Lhotse - miejsce śmierci Kukuczki. W ekspedycji brali udział także Alina Markiewicz i Dariusz Załuski, którzy realizowali film z okazji rocznicy śmierci. Poniżej bazy pod południową ścianą cała ekipa spotkała się z żoną himalaisty i jego młodszym synem. Była okazja do wspomnień, modlitwy i niezwykłych opowieści.
Film „Bieg Kukuczki” opowiada nie tylko o samej wyprawie, ale jest przede wszystkim próbą pokazania jakie cechy charakteru musi mieć człowiek żeby w życiu osiągać sukcesy. O poznawaniu swojego ojca mówi Wojtek Kukuczka, który nie pamięta taty, bo ten zginął gdy miał 5 lat.

AWF zaprasza na premierowy pokaz filmu w środę (tak się składa, że 24 marca  to data urodzin Jerzego Kukuczki) do katowickiego kina Helios w Altusie. Początek o godz. 20, sala numer 6”.

Wybieram się na ten film. Czytelnika, który najciekawiej napisze pod spodem dlaczego chciałby go zobaczyć, zabieram ze sobą. Warunek: musi podać maila, żebym mógł go powiadomić (jeśli nie chce podawać maila na publicznym forum niech go przyśle na pawel.czado@katowice.agora.pl). Rozstrzygnę jutro około godz 15 (oczywiście jeśli będą chętni:-).

PS1 O kuratorze w GKS-ie pewnie już wiecie. Mnie podoba się, że wzięto pod uwagę nie tylko jego wykształcenie. Ważne, że jest kibicem tego klubu, nie będzie więc traktował tej misji jak jakiś syndyk masy upadłościowej. Ciekawe, czy wpływ na to, że miasto wyznaczyło na kuratora właśnie Wojciecha Cygana, miał fakt kim był jego ojciec:-)

PS2 Dziennikarze z działu sportowego ”Gazety Wyborczej” lubią pisać nie tylko o sporcie, także o sprawach bardzo od sportu odległych.

PS3 O zegarach pamiętamy.

poniedziałek, 22 marca 2010
Polska nie jest wyjątkiem

Futbol w Polsce ciągle ma fatalny wizerunek - mówi Michael Mueller, prezes Rady Nadzorczej Górnika Zabrze.

Jest Niemcem, więc porównuje do Niemiec. - System bezpieczeństwa pierwszej klasy, kontrole elektroniczne, dokładne sprawdzanie biletów...

Oczywiście ma rację, kiedy mówi, że w Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale bardzo proszę: nie róbmy z Polski jedynego w swoim rodzaju zbiorowiska chamów, prymitywów i stadionowych bandytów!

Bo do zrobienia pod tym względem jest wiele do zrobienia WSZĘDZIE. Także w krajach, które uchodzą, przepraszam, chciałyby uchodzić za miejsca, gdzie problem nie istnieje.

Nie przypominam sobie bowiem, żeby w Polsce zdarzyły się ostatnio takie chuligańskie wypadki, jakie miały miejsce w Niemczech i Anglii, gdzie rzekomo problem kiboli to już margines, to już przeszłość.

Niemcy takie wspaniałe? Ciekawe, że Michael Mueller ani słowa nie zająknął się o niedawnych wydarzeniach w Berlinie, kiedy po meczu z Norymbergą prawie sto rozwścieczonych osób wbiegło na murawę demolując własny stadion. Jak to możliwe, że nie pomogły wtedy „system bezpieczeństwa pierwszej klasy, kontrole elektroniczne, dokładne sprawdzanie biletów...”

Anglia taka wspaniała? Pamiętacie zeszłomiesięczną tragedię na stadionie w Stoke? 30-letni kibic z Blackburn zmarł, po tym jak otrzymał cios koszem na śmieci (zresztą od innego kibica Blackburn!).

O Włoszech nie piszę, bo one chyba, zdroworozsądkowo, nie uważają się nawet za kraj gdzie kibolstwo to zamknięty problem z przeszłośći...

Prawda jest taka, że chuligaństwo stadionowe jest jak zwykła przestępczość. Trzeba je próbować zaleczyć, ale nie da się go w pełni zlikwidować, zawsze będzie niestety odżywać. A że odżywa przy piłce nożnej? Odpowiedź jest prosta: to najlepszy ze sportów. A jako taki - przyciąga wszystkich. Niestety także chuliganów.

Zdaniem ludzi nawiedzonych, nie mających pojęcia o czym mówią, w ekstremalnej sytuacji powinno się zakazać meczów piłkarskich w ogóle. To miałby być niby sposób na wytępienie chuligaństwa. Dobra, idźmy przez chwilę tym bzdurnym tropem. Co wtedy? To proste: chuligaństwo przeniesie się z impetem na mecze siatkówki, koszykówki. I co? Pójdziecie dalej „specjaliści”? Będziecie chcieli zlikwidować dyscypliny zespołowe? A potem cały wyczynowy sport?

PS - Jeżeli Polonia spadnie, rozstaję się z piłką - mówi właściciel klubu z Warszawy. W ogóle mnie to nie dziwi, wiedziałem, że prędzej czy później wypowie te słowa. Moim zdaniem wpasowują się one idealnie w styl działania w futbolu tego człowieka. Pytanie do warszawskich kibiców: co dzieje się z drużyną rezerwową? Czy jako twór prawny też należy do pana Wojciechowskiego? Chodzi o to, żeby zachować kontynuację, tej starej, dobrej Polonii, mistrza Polski z 1946 roku. Jak to dobrze, że Wojciechowski nie zainteresował się żadnym sławnym śląskim klubem...

PS1 O zegarach pamiętamy.

sobota, 20 marca 2010
Dwa największe jatagany w Polsce

Wróciłem z drugoligowego szczytu w Radzionkowie. Było warto! Po ciekawym meczu na dobrym poziomie Ruch wygrał z Zagłębiem 2:1. To był mecz godnych siebie rywali.

Co mi się podobało:

a) piorunujący, wręcz miażdżący początek Cidrów. Pierwsze pięć minut: gol z karnego, strzał w słupek i trzy żółte kartki dla desperacko broniącego się Zagłębia. Wydawało się, że Ruch zeżre gości.

b) że Zagłębie się jednak nie poddało. Przez większą część meczu grający techniczną piłkę goście byli nieco lepsi. Potrafili rozegrać koronkowe wręcz akcje, co na tej murawie było sztuką. Sosnowiec nie był jednak tak skuteczny pod bramką jak Radzionków. Mimo porażki Zagłębie nie musi popadać w rozpacz. Widać, że trener Pierścionek bardzo dobrze przygotował ten zespół do sezonu i sosnowiecka maszynka przemiele jeszcze niejednego rywala. Bardzo prawdopodobne, że obie drużyny zobaczymy w przyszłym sezonie w 1 lidze. Kibice Ruchu wierzą w swoich bardzo: "Śpiewają miasta, śpiewają wioski: pierwszoligowy Ruch radzionkowski!"

c) pojedynek piłkarzy, którzy mają największe jatagany w Polsce. Oceniam na remis. Swoją drogą ciekawe jak grałaby drużyna, w której występowaliby Kompała i  Lachowski jednocześnie;

d) że spiker pomoże, kiedy trzeba. "Drugą bramkę dla Ruchu strzelił Maaaaciej...". Publiczność nie wiedziała kto, ale miała prawo, bo widziała zawodnika po raz pierwszy. Cicho więc było. "Manelski!" zakończył z refleksem Darek Leśnikowski. Pierwszy mecz byłego piłkarza Jaroty Jarocin w Ruchu i od razu bramka;

e) lojalność trenera. Naprzeciw siebie zagrało dwóch byłych zawodników Ruchu Chorzów, czyli Balul kontra Foszmańczyk. Wielu obserwatorów uważało to za błąd Piotra Pierścionka, co miał potwierdzić zwłaszcza początek meczu. Trener Pierścionek bronił jednak Balula, nie zwalił na niego winy za porażkę ("nie oczekiwałem tego, że będzie grać jak Cafu");

f) zawsze dobrze wiedzieć co się dzieje u najbliższego sąsiada. Ścisłe kierownictwo Polonii nie odpuściło takiego meczu:-)

g) malowanie słowem red. Wasika z sosnowieckiego radia. Ja bym tak nie potrafił:-)

Co mi się nie podobało:

a) że nie zawsze piłka nożna jest dla kibiców. Niepotrzebne problemy z wpuszczeniem fanów gości zauważył nawet trener Rafał Górak.

b) murawa. Jej kolor przypominał mi podniebienie mojego gekona. Na murawach tego koloru rozgrywa się mecze na Wyspach Owczych i Islandii. Ale znacznie gorzej, że była nierówna. Dobrze, że nikomu nic się nie stało. Najpierw więc współczucie dla piłkarzy. Potem współczucie dla ogrodnika.

PS Dostałem info, że nowy zegar na Bukowej padł w 33 sekundzie dzisiejszego meczu. Hurrra!!! Omegi pozdrawiamy!

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum