poniedziałek, 31 marca 2014
Treuga Dei

Gdyby istniał światowy ranking książek, które warto przeczytać w 22 dni "Futbolowa wojna światów" Andrzeja Gowarzewskiego zajęłaby bezapelacyjnie pierwsze miejsce.

                                         ***

W XI wieku reagując na ciągłe feudalne naparzanki kościelni hierarchowie wprowadzili rozumną zasadę. Rozejm Boży (Treuga Dei) wyznaczał czasowe ramy całkowitego zakazu dla miłośników naparzania - nie wolno było wymachiwać mieczami i innymi włóczniami od środy rano do poniedziałku wieczorem.

Osobiście narzuciłem sobie taki zakaz w odstępach trochę większych ale za to dłuższych - odstępy są czteroletnie i obowiązują na miesięczny okres rozgrywania piłkarskich mistrzostw świata. Człowiek czuje się wtedy nadzwyczaj uroczyście, jest pełen miłości dla otoczenia i nie chce niczego co by mu ten niezwykły okres zaburzało.

Jako że w moim życiu ciągle odmierzam ważne sprawy według chronologii mundialowej (urodziłem się przed mistrzostwami świata w NRF, ożeniłem przed francuskim mundialem itd. itp.) nie potrzebuję właściwie wspomagania w odczuwaniu niezwykłości mistrzowskiego miesiąca. Żyjemy jednak w takich czasach, że wspomaganie kusi na każdym kroku.

Dla mnie takim wspomaganiem jest mundialowa seria Andrzeja Gowarzewskiego. To przez nią grzeję silniki na mundialowe emocje jak od dawna nie grzałem. O pierwszej części pisałem TUTAJ, w księgarniach pojawia się właśnie część druga zatytułowana "Futbolowa wojna światów".

To niezwykła opowieść o mundialach, które odbyły się między 1930 a 1978 rokiem. Kiedy wziąłem książkę w ręce dziwiłem się dlaczego autor nie pomieścił w jednym tomie wszystkich mundiali, po lekturze cieszę się, że tego nie uczynił.

Książkę smakuje się podwójnie. To nie tylko ekskluzywna na skalę światową treść i dokumentacja, ale także również niezwykłe zdjęcia. Książka może być traktowana jak album. Diabeł tkwi w wielu szczegółach - tym razem jednym z takich szczegółów są choćby zdjęcia piłek, którymi rozgrywano poszczególne finały na start każdego rozdziału. Na ich przykładzie widać, że układ łatek zmieniał się równocześnie z rozwojem piłkarskiej taktyki i ogólnym rozmachem mistrzostw:)

Andrzej Gowarzewski zbierał ten niezwykły materiał latami. Francuski arbiter Maurice Guigue, który prowadził finał mistrzostw świata w Szwecji zapraszał go na setne urodziny, Juan Goni Swiderski, wieloletni prezes chilijskiej federacji piłki nożnej pomagał mu chwaląc się polskim pochodzeniem matki. Takie kontakty wyrabia się przez dziesięciolecia, widać, że zebranie materiałów do takiej książki nie mogło potrwać drobne trzy albo siedem lat...

Pozycję pięknie dopełniają anegdoty i mało znane fakty przygotowane przez Leszka Jarosza, historyka mundiali. Od dziecka wiedziałem, że parowiec, którym na pierwsze mistrzostwa świata podróżowała przez Atlantyk większość europejskich drużyn startujących w Urugwaju nazywał się "Conte Verde", ale o tym, że w czasie wojny pod japońską banderą uczestniczył w rejsach wymiany internowanych obywateli USA i Japonii - dowiedziałem się już od Jarosza. Uwielbiam takie ciekawostki!

                                              * * *

Na koniec winienem wyjaśnienie dlaczego powinniście smakować książkę dokładnie przez 22 dni. Otóż warto sobie zarezerwować jeden dzień na każdy turniej (w latach 1930-78 było ich jedenaście) oraz jeden na dokumentację każdego turnieju. Szybsza lektura nie zapewni Wam pełni przyjemności. To tak jakbyście rejs po Nilu chcieli odbyć motorówką.

PS Czuję się teraz jak bajtel po wizycie w "Wesołym Miasteczku", który na prośbę, że chciałby jeszcze raz pojeździć na tych wszystkich karuzelach słyszy rzucone od niechcenia ojcowskie "nie ma sprawy". Chciałbym jeszcze! Proszę bardzo: lada dzień ukaże się opowieść Andrzeja Gowarzewskiego o latach 1982 - 2010. Na tych mundialach był już osobiście.

PS1 Literka "Z" może budzić respekt:

bramkarze:

Zoff - ITA - 1974 - 1978(3) - 1982(M)

obrońcy:

Zambrotta - ITA - 2002 - 2006(M) - 2010

Zebec - JUG - 1958 - 1962(4)

Ziege - GER - 1998 - 2002(2)

pomocnicy:

Zito - BRA - 1958(M) - 1962(M)

Zidane - FRA - 1998(M) - 2002 - 2006(2)

Zico - BRA - 1978(3) - 1982 - 1986

Zagalo - BRA -1958(M) - 1962(M)

napastnicy:

Zischek - AUT - 1934(4)

Zsengeller - HUN - 1938(2)

Zarra - ESP - 1950(4)

trener: Zagalo - BRA - 1970(M) - 1974(4) - 1998(2). Nie każdy może sam siebie trenować:)

Brałem pod uwagę: Zakiego, Zamorę, Zanettiego, Zawarowa, Zelayę, Zengę, Zikana, Zinho, Zizinho, Zischka, Zokorę, Zubizarretę.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie Górnika powinna powstać jak najszybciej.

16:21, pavelczado , Książki
Link Komentarze (13) »
niedziela, 30 marca 2014
Jeżycjada

Przedwczoraj pytałem Roberta Warzychę dlaczego nie stawia na Roberta Jeża. Byłem ciekawy czy ma zastrzeżenia do jego formy czy raczej do umiejętności.

- Wiadomo co potrafi Robert Jeż. Teraz nie robi tego do czego jest stworzony. Wiadomo czego się oczekuje od zawodnika na jego pozycji. Chodzi o to, żeby uderzył, dograł, zrobił faul. Jeśli będzie robił co do niego należy - będzie grał - odparł Warzycha, który jednak postanowił mu dać szansę w podstawowym składzie w meczu z Jagiellonią.

W dzisiejszym spotkaniu Słowak ewidentnie robił co do niego należy. Teraz Jeż może śmiać się z tych wszystkich specjalistów, którzy twierdzili, że do niczego się już nie nadaje. Dziś wypracował dwa gole, był aktywny i rzeczywiście robił różnicę. Przy odrobinie szczęścia sam też mógł strzelić gola. 

Oczywiście dostrzegam różnicę między tymi, którzy twierdzili, że piłkarz jest w nienadzwyczajnej formie a tymi, którzy twierdzili, że jest zwyczajnie słaby. Nie ukrywam, że grą Jeża w trakcie pierwszego pobytu w Zabrzu byłem zachwycony i trudno mi o tamtych meczach zapomnieć. Jego umiejętności na polską ekstraklasę ciągle są nietuzinkowe. Można od niego oczekiwać kolejnych dobrych występów. 

Wierzę, że to początek drugiego odcinka Jeżycjady w naszej lidze.

                                               * * *

Górnik nie wygrał dziś meczu tylko i wyłącznie z powodu błędu arbitra, który drugiego karnego dał gościom z kosmosu (mało tego - to nie Pandża faulował, raczej on był faulowany). Moim zdaniem klub ma prawo czuć się ograbiony z punktów. W związku z tym ponawiam moją propozycję dotyczącą milionów złotych dla sędziów. Z tym, że zgodnie z założeniem specjalista z dzisiejszego meczu na premię nie miałby już pewnie szans.

PS A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Sukcesem literki "Y" jest wystawienie pełnego składu, choć atak rzeczywiście interesujący. Polscy kibice - a także Jerzy Dudek - skrzywią się przy nazwisku koreańskiego obrońcy. Ekipa w całości, ale musi obyć się bez trenera.

bramkarz:

Younger - SCO - 1958

obrońcy:

Yoo Sang-chul - KOR - 1998 - 2002(4)

Yobo - NIG - 2002 - 2010

Yakan - EGI - 1990

Yassein - EGI - 1990

pomocnicy:

Yebda - ALG - 2010

Yerwood - HON - 1982

Yegros - PAR - 1998

napastnicy:

Yazalde - ARG - 1974

Yekini - NIG - 1994 - 1998

Yorke - TRI - 2006

sobota, 29 marca 2014
Dałbym sędziom miliony złotych

Wiadomo, że sędzia też człowiek, a może nawet bardziej. Nie wiem jednak czy Wy również macie przeświadczenie, że w polskiej lidze arbitrom zdarza się coraz więcej wypaczonych meczów. Nie błędów, ale spotkań, w których powinna cieszyć się nie ta drużyna, która się cieszy. Albo meczów takich, po których zespół, który się smuci przynajmniej nie powinien się smucić...

Mój autorski pomysł na poprawę sytuacji jest następujący:

I.

PZPN na wstępie sezonu daje do puli dla sędziów dwa miliony złotych.

Po każdej kolejce ekstraklasy zbiera się tajna* grupa starannie wyselekcjonowanych wcześniej fachowców (emerytowanych arbitrów, byłych trenerów i piłkarzy) i większością głosów decyduje czy któryś z arbitrów wypaczył wynik (wypaczenie wyniku oznacza, że zamiast 1 powinno być x albo 2, zamiast x - 1 albo 2, a zamiast 2 - x albo 1). Jeśli błąd sędziego spowodował, że było na przykład 2:0 zamiast 2:1 albo 1:0 - nie oznacza to wypaczenia wyniku). W efekcie:

a) jeśli sędzia wypaczył w sezonie wynik po raz pierwszy - pauzuje kolejkę;

b) jeśli wypaczył w sezonie wynik po raz drugi - pauzuje pięć kolejek;

c) jeśli wypaczył wynik po raz trzeci - kończy karierę sędziego ekstraklasy na rok;

d) jeśli po ewentualnym powrocie wypaczy wynik w ciągu rundy - kończy karierę arbitra ekstraklasy już bezpowrotnie. Jeśli wypaczy później - wszystko się kasuje i obowiązuje go procedura od początku.

e) ewentualne natychmiastowe przeprosiny przez sędziego skrzywdzonej jego decyzjami drużyny zaraz po meczu nie mają wpływu na ocenę pracy arbitra. Są jedynie pożądanym dżentelmeńskim gestem.

Dopuszcza się więc właściwie cztery wypaczone mecze w karierze ekstraklasowej każdego arbitra.

II.

To był kij. A teraz marchewka. Wspomniana pula dla sędziów wyznaczona przez PZPN zostaje do podziału dla tych arbitrów, którzy do końca sezonu dotrwali bez wypaczenia choćby jednego meczu. Jeśli zostanie jeden - zgarnia wszystko. I oczywiście ma szansę zgarnąć wszystko w następnym sezonie. Jeśli nie uchowa się ani jeden fachowiec z prawdziwego zdarzenia - pula przechodzi na kolejny sezon.

III.

Istnieje oczywiście teoretyczne zagrożenie, że te surowe założenia mogłyby zdekompletować obsadę sędziowską i nie byłoby komu prowadzić ligowych meczów. Żeby temu zapobiec PZPN podpisuje umowę z silną zagraniczną federacją na ewentualny wynajem sędziów w drugiej (mam nadzieję, że dopiero w drugiej) połowie sezonu. Wiadomo, że byle kto za byle pieniądze nie przyjdzie więc PZPN musiałby wtedy zagranicznych fachowców sowicie opłacić. Ale winy takiej sytuacji PZPN musiałby szukać w sobie - kto powinien odpowiadać za to, że nie daje rady wyszkolić ośmiu arbitrów, którzy potrafiliby nie wypaczyć meczu? Poza tym PZPN jest świetnie zarządzany przez obecne kierownictwo więc pieniędzy na tak fundamentalne sprawy nie powinno przecież związkowi zabraknąć. 

IV.

Skład osobowy gremium musiałby być tajny*, jawne powinny być tylko decyzje w w sprawie wypaczeń ogłaszane na bieżąco po każdej kolejce (choć jej decyzje po sezonie powinny być do ogólnego wglądu). Chodzi o to żeby sędzia nie mógł obiecać konkretnym członkom gremium, że podzieli się z nimi kasą za uznanie, iż w całym sezonie nie wypaczył ani jednego meczu. Dodatkowo żeby utrudnić kontakt przed każdą kolejką powinno się losować skład komisji z szerszego gremium - tak żeby istniała ewentualność, że konkretny fachowiec nie będzie oceniał za każdym razem. Losować powinien jeden sprawdzony przez PZPN człowiek co do którego standardów moralnych nie ma wątpliwości i zapieczętowanej kopercie zostawiać skład osobowy komisji. Jej członkowie nie powinni wiedzieć, który z kolegów ocenia sędziów w konkretnej kolejce.

Niektórzy mogliby się oburzać, że traktuje się uczciwych ludzi jako potencjalnych przestępców ale - niestety - przykład sędziowskiej uczciwości jeszcze z pierwszej dekady XXI wieku uprawnia, moim zdaniem, do takich działań. Poza tym przez podjęcie odpowiednich procedur nikogo nie oskarża się konkretnie.  

Pomysł zapewne nie jest idealny, być może nawet jest głupi:) Chętnie wysłucham wszelkich krytyk, ewentualnych poprawek i sugestii:)

PS Dziś czas na literkę "W". Bardzo mocna, z wyjątkiem... bramki. Postawiłem na rezerwowego z Niemiec, który zagrał w meczu o III miejsce. Jako alternatywę miałem rywala z kraju świetnych bramkarzy - Anglika Berta Williamsa. Problem w tym, że ten facet puścił gola w niesławnym meczu dumnych synów Albionu z USA w 1950 roku...

bramkarz:

Wolter - GER - 1970(3)

obrońcy:

W.Weber - GER - 1966(2) - 1970(3)

Walker - ENG - 1990(4)

West - NIG - 2002 - 2006

Wilson - ENG - 1962 - 1966(M)

pomocnicy:

Woronin - ZSR - 1962 - 1966

Wilkins - ENG - 1982 - 1986

Waddle - ENG - 1986 - 1990(4)

napastnicy:

F.Walter - GER - 1954(M) - 1958(4)

O.Walter - GER - 1954(M)

Wilimowski - POL - 1938

trener: Westerhof - NIG - 1994

Brałem pod uwagę: Wagnera, Wanchope'a, Whiteside'a, Wilmotsa, Wisnieskiego, Woronina, Woutersa, Wrighta. Wśród trenerów nie brałem pod uwagę Winterbottoma.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najpóźniej.

piątek, 28 marca 2014
Kamil Durczok ino Ruch

Nie ma co ukrywać: Ruch zagrał dziś z Podbeskidziem tragicznie a zarazem został skrzywdzony w sposób wręcz beznadziejny.

Co do tragizmu - rollercoasterowa forma drużyn polskiej ligi jest jej cechą przewodnią, wręcz najbardziej charakterystyczną. Wygrać w Krakowie z marzącą o tytule Wisłą i przegrać u siebie z marzącym o utrzymaniu Podbeskidziem - dziwić może chyba jedynie to, że to może dziwić...

Co do beznadziejności - to zdumiewające, że człowiek z gwizdkiem może się szkolić, szlifować formę a potem puścić spalonego jak stąd do przylądka Horn... Wiem, wiem: to trudny zawód i każdemu zdarzają się błędy, ale takie tłumaczenia zaczynają mnie naprawdę mierzić. Chirurga, który dziesięć razy prawidłowo wytnie ślepą kiszkę, a za jedenastym razem zaszyje pacjentowi w brzuchu nożyczki też można tak usprawiedliwiać? Poszedłem po meczu pod szatnię arbitrów żeby spytać co mają do powiedzenia w tej sprawie, ale tak długo czesali grziwy pod prysznicem, że w końcu zrezygnowałem.

Pod trybuną spotkałem za to Kamila Durczoka. Okazuje się, że jest kibicem Ruchu i kiedy może - wpada na mecz. Może nieczęsto więc wpada nieczęsto - ale jednak wpada. - Ślonzoki ino na Ruch - pado Kamil. Umówiliśmy się na dłuższą rozmowę o piłce nożnej teraz spytałem jedynie o wrażenia z meczu.

- Ruch został skrzywdzony przez sędziego, od razu dostałem sms-a, że był potężny spalony, ale tak naprawdę - co z tego? Ruch nie powinien mieć dziś problemów ze zwycięstwem. Mecz był fatalny. Jak to jest, że drużyna z czołówki przegrywa u siebie z zespołem, który broni się przed spadkiem? Powinni wjechać z balem do bramy co najmniej kilka razy. Miałem nadzieję, że zagrają na luzie. Niestety nie tym razem - mówi Kamil Durczok.

PS Ruch musi sobie zdawać sprawę, że jeśli niepomyślna passa potrwa dalej zaczną się brzydkie plotki. Najpierw wygrać sześć meczów z rzędu żeby potem przegrać trzy kolejne? Właśnie tak dolewa się benzynę do ognia... Sposób na ucięcie jadowitych sugestii jest oczywisty. 

PS1 Dziś literka "X". Zdekompletowana, ale gdyby wstawić w brakujące miejsca tylko graczy trzecioligowych i tak mogłaby pyknąć niejednego rywala:)

bramkarz: vacat

obrońcy:

Xu Yanlong - CHN - 2002

vacat

vacat

vacat

pomocnicy:

vacat

Xavi - ESP - 2002 - 2006 - 2010(M)

Xabi Alonso - ESP - 2006 - 2010(M)

vacat

napastnicy:

Xuereb - FRA - 1986(3)

trener: vacat

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Argentyńskie gwiazdy w stylizacji na lata 40. zobaczycie - TUTAJ. Świetny pomysł:) Fajnie byłoby zobaczyć naszych zawodników w takiej stylizacji.

czwartek, 27 marca 2014
Mam książki do rozdania [KONKURS]

Uwaga, uwaga! Specjalnie dla Czytelników Czadobloga przygotowałem atrakcję wespół z wydawnictwem SQN.

O książce "Futbol obnażony" pisałem - TUTAJ. Dzięki uprzejmości wydawnictwa mam do rozdania trzy jej egzemplarze. Wystarczy odpowiedzieć na któreś z trzech pytań (wystarczy na jedno, nie trzeba na wszystkie).

Pytanie z okazji zbliżającego się mundialu:

Na jaką chorobę umarł władca na którego cześć nazwano parowiec, którym drużyny Francji, Belgii, Rumunii i Brazylii popłynęły do Montevideo na pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej? (ewentualnie - jaki miał numerek przy imieniu i z jakiej pochodził dynastii, taką odpowiedź też uznam)

Pytanie z okazji miłości do polskich rozgrywek piłkarskich:

W jakim klubie pracowali zarówno Stanisław Oślizło jak i Jan Liberda?

Pytanie z okazji sympatii dla piłkarskich scen dawnych:

75 lat temu, w marcu 1939 roku Ernest Wilimowski wszedł w bliską znajomość z Typrem, obrońcą Unii Sosnowiec. Na czym polegała ta znajomość?

Decyduje kolejność poprawnych odpowiedzi w komentarzach. Konkurs trwa do końca miesiąca. 1 kwietnia (to nie będzie prima aprilis) napiszę w komentarzach kto wygrał i poproszę wtedy zwycięzców żeby na maila pawel.czado@katowice.agora.pl przesłali adres, pod który książka ma zostać wysłana. Umieszczę też odpowiedzi na te konkursowe pytania, które nie znajdą odpowiedzi.

UWAGA: jeśli ktoś odpowie prawidłowo na jedno pytanie będzie brany pod uwagę przy rozdawaniu książek do momentu aż nie pojawi się ktoś kto odpowie na dwa pytania. Jeśli pojawią się jednak i tacy, którzy odpowiedzą na trzy pytania - oni będą mieli pierwszeństwo. Jeśli jednak takich zabraknie - może zdarzyć się, że do zgarnięcia książkowej nagrody wystarczy tylko jedna prawidłowa odpowiedź:)

PS Dziś literka "V". Silniejsza niż można by się spodziewać i wcale - wbrew pozorom - nie należy do Holendrów!

bramkarz:

van der Sar - HOL - 1998 - 2006

obrońcy:

Vogts - GER - 1974(M) - 1978

Varela - URU - 1950(M) - 1954(4)

van der Elst (Frank, nie François) - BEL - 86(4) - 90 - 94 - 98

pomocnicy:

Veron - ARG - 1998 - 2002 - 2010

Vieira - FRA - 1998(M) - 2002 - 2006(2)

Valderrama - COL - 1990 - 1998

Vercauteren - BEL - 1982 - 1986(4)

napastnicy:

Valdano - ARG - 1982 - 1986(M)

Vava - BRA - 1958(M) - 1962(M)

Voeller - GER - 1986(2) - 1990(M) - 1994

trener: Vytlacil - CZE - 1962(2) - BUL - 1966 

Brałem pod uwagę: Valencię (ekwadorskiego, nie argentyńskiego), Valerona, van Bommela (choć nie znoszę jego sposobu gry), van Bronckhorsta, van Hanegema, braci van de Kerkhofów, van den Bergha, van der Vaarta, van Himsta, van Moera, van Persiego, Varallo, Velasqueza, (peruwiańskiego, nie meksykańskiego), Vervoorta, Vidalów (chilijskiego i urugwajskiego), Vierchowoda, Vieriego, Villę (hiszpańskiego i argentyńskiego, choć ten pierwszy właściwie powinien być pod "D"), Vincenta, Vitora Baię, Voorhofa, Vujovicia. Jako trenerów brałem pod uwagę: Valcareggiego i Viciniego.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna powinna powstać jak najszybciej.

PS2 W Bydgoszczy nie tylko - jak się okazuje - nieźle kopią piłkę ale prowadzą również ciekawe blogi. Oto jeden z nich.

UPDATE (27.03.14, godz.20.11)

Uwaga: 45 minut po ogłoszeniu konkursu musiałem zmodyfikować jego regulamin. Na szczęście zdążyłem i nikt nie może czuć się skrzywdzony. Szczegóły w moim komentarzu spod godz.20.00.

Laureatów już znamy. Czwartą dodatkową książkę dostanie ode mnie ten kto pierwszy odpowie na pytanie nr 3.

19:16, pavelczado , Książki
Link Komentarze (23) »
środa, 26 marca 2014
Gornikinho Zabrzeiro

Coś we mnie pękło.

Właściwie nie wiem w jaki sposób można Górnikowi pomóc. Człowiek życzy mu jak najlepiej, ciągle wierzy, że piłkarze wreszcie się przełamią, że uratują sezon.

A potem zdarza się taka beznadziejna wydzielina jak dziś - w dodatku w tak istotnym momencie...

Wiem, że rzeczywistość uwzięła się na tę drużynę, że podobna ilość urazów powaliłaby nawet Bayern (w podobnej sytuacji na pewno nie zdobyłby germanmeistera bez choćby jednej porażki).

Ale kiedyś trzeba się przecież otrząsnąć. Dzisiejszy mecz był idealną ku temu okazją. Lepsza okazja żeby zdobyć Puchar Polski w najbliższych dwudziestu latach może się nie pojawić. Ostatni raz zabrzanie zdobyli to trofeum 42 lata temu. Czter-dzieś-ci dwa la-ta! Będzie pięćdziesiąt? Sześćdziesiąt? Siedemdziesiąt?!

Z Zawiszą wyszła wyjątkowa katastrofa. Taka z gatunku dogłębnie  i totalnie zniechęcających. 

Zmieniono w Zabrzu prezesa. Zmieniono trenera. Co można jeszcze zrobić? Dokończyć stadion w ciągu miesiąca? Nazwać czwartą trybunę "Bombonierą"?

To szyderczy śmiech przez łzy. Jak trafić do głów piłkarzy? Może pomogłoby gdyby do końca sezonu zapatrzyli się na Brazylijczyków? Może warto zmienić im napisy na plecach?

Na przykład:

Casprzisco - Mańka Souza, Wełna de Oliveira, Antonio, Rafael Coshnikeiro - Burkinabo Vivatinho, Rada, Ivanaldo (73. Porco-espinho), Madeiro da Rosa (87. Maitano) - Zeze Luczakhosa Pereira - Lulu Oziębalinhos (60. Olçao).

Nie twierdzę, że piłkarzom Górnika nie zależało na awansie i... właśnie to jest najstraszniejsze! Bo paradoksalnie lepiej o nich świadczyłoby gdyby im nie zależało. Bo jeśli im zależało  - w co nie śmiem wątpić - to znaczy, że przy takim rezultacie trzeba założyć w Górniku specjalnie dla nich sekcję palanta. Może w tej grze odnieśliby jakiś sukces?

PS Dziś kolejna mundialowa literka. Czas na "T". Ci też nie boją się nikogo. 

bramkarz:

Turek - GER - 1954(M) - 1958(4)

obrońcy:

Thuram - FRA - 1998(M) - 2002 - 2006(2)

Tresor - FRA - 1978 - 1982(4)

Terry - ENG - 2006 - 2010

Tarantini - ARG - 1978(M) - 1982

pomocnicy:

Tostao - BRA - 1966 - 1970(M)

Tigana - FRA - 1982(4) - 1986(3)

Tardelli - ITA - 1978(4) - 1982(M)

napastnicy:

Trezeguet - FRA - 1998(M) - 2002 - 2006(2)

Torres - POR - 1966(3)

Totti - ITA - 2002 - 2006(M)

trener: Tabarez - URU - 1990 - 2010(4)

Brałem pod uwagę: Taffarela, Teveza, Therna, Tichy'ego, Tilkowskiego, Timoumiego, Titkosa, Tomassona, Tomaszewskiego, Toniego, Toninho Cerezo, Tirnanicia, Kolo i Yayę Toure, Townsenda, Trabelsiego. Wśród trenerów: Thysa, Troussiera.

PS1 Chciałem o czwartej trybunie w Zabrzu, ale wysłała mi maila żebym klupnął się w łeb.

wtorek, 25 marca 2014
Polska mogła być wicemistrzem świata!

Uwielbiam tworzyć historie alternatywne. Pokazują jak czasami niewiele brakuje żeby świat postrzegał przeszłość inaczej. Moim zdaniem tylko przypadek sprawił, że przyrównując obecnych piłkarzy do ideału sięgamy do czasów drużyny Kazimierza Górskiego a nie prawie... czterdzieści lat wcześniej.

O wspaniałym meczu Polaków z Brazylią na mistrzostwach świata w 1938 roku pisałem - TUTAJ. A wystarczyłoby, że biało-czerwoni mieliby na tym turnieju drogę Szwecji... Mogliby wtedy zostać nawet wicemistrzami świata!

Jak to możliwe? Najpierw prześledźmy drogę Szwedów (przy okazji - nie mówmy o nich "Trzy Korony", bo wyjaśniałem już, że to przydomek szwedzkiej kadry, ale... hokejowej). W eliminacjach wystarczyło, że Blågult wygrali u siebie z Finlandią i Estonią i klęska z Niemcami 0:5 i tak nie miała już znaczenia - wyszli z grupy eliminacyjnej.

W ten sam dzień kiedy Polacy toczyli ciężki dzień z Brazylią, Szwedzi mieli spotkać się z Austrią. Przez anschluss wygrali jednakwalkowerem (o wpływie anschlussu na dzieje śląskiego futbolu piszę - TUTAJ).

W kolejnej rundzie spotkali się z rewelacyjną Kubą, która wyeliminowała Rumunię po dodatkowym meczu. Rewelacja rewelacją, ale Kubańczycy byli tak wykończeni dodatkową grą (mieli cztery dni mniej czasu na odpoczynek), że poddali się właściwie bez walki. Skończyło się 8:0.

W tym momencie skończyły się szwedzkie zwycięstwa. W półfinale zostali rozbici przez Węgrów 1:5 (choć po minucie prowadzili 1:0), a w meczu o trzecie miejsce przez Brazylijczyków 2:4 (choć po 38. minutach prowadzili 2:0). Pomyślcie - wystarczyło wygrać z Finlandią, Estonią i Kubą żeby cieszyć się z czwartego miejsca na świecie!

Czy możemy uznać, że Polska w tym okresie była lepsza od Szwecji? Ostatni raz obie drużyny spotkały się prawie dokładnie rok przed mistrzostwami świata - w czerwcu 1937 roku w Warszawie. Polska wygrała wówczas 3:1 (gole Wodarza i Wilimowskiego z Ruchu oraz Piontka z AKS-u). W tamtym meczu zagrało u Szwedów sześciu późniejszych uczestników francuskiego mundialu (obrońca Kallgren, pomocnicy Almgren, Jacobsson i Svanstroem oraz napastnicy Jonasson i Wetterstroem - ten ostatni w meczu z Polską zdobył honorowego gola, a w meczu z Kubą - trzy) a siódmy był na tamtej imprezie rezerwowym (bramkarz Sjoeberg) .

Moim zdaniem możemy przyjąć, że Polska była lepsza. A skoro tak - poradziłaby sobie zarówno z Austrią (tym bardziej, że dostałaby przecież walkower;) jak i z Kubą. W półfinale trafiłaby na Węgrów. Tych samych, których rok później, tuż przed wybuchem wojny ograła w Warszawie (z ich największymi gwiazdami w składzie - Sarosim i Zsengellerem) 4:2 (trzy gole Wilimowskiego i jeden Piontka). O przedwojennej drużynie Węgrów pisałem - TUTAJ.

Wybaczcie śmiałość, ale przyjmuję, że półfinał kończy się więc takim samym rezultatem i Węgrom zostaje gra o brązowy medal. W finale myślę, że Wilimowski i spółka nie daliby już Włochom rady, choć bardzo żałuję, że nigdy nie było nam dane się o tym przekonać (pierwszy mecz międzypaństwowy Polska - Włochy odbył się przecież dopiero w 1965 roku).

Tak więc Polska w tym układzie jest wicemistrzem świata a Wilimowski - współkrólem strzelców (wprawdzie zero goli za walkower z Austrią, ale lekko licząc trzy w ćwierćfinale z Kubą - nie był przecież gorszy od Wetterstroema, trzy w półfinale z Węgrami i jeden w finale w Włochami) - razem siedem goli (tyle naprawdę miał Leonidas, choć nie wiadomo ile strzeliłby w eliminacjach Szwecji zamiast Polsce - przypominam, że biało-czerwonym walnął trzy).

Gdyby francuska impreza skończyła się w taki sposób, marzylibyśmy teraz o nawiązaniu do sukcesów jeszcze z czasów przedwojennych. Wspaniałość ekipy Górskiego byłaby oczywiście kluczowym elementem polskiej chwały piłkarskiej, ale nie wysyłalibyśmy jej jednak do Sevres;)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. Bardzo fajny wywiad o tym co dalej z Ruchem i jaki jest kluczowy problem tej drużyny - przeczytacie TUTAJ.

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. O tym jak Górnik może jeszcze uratować ten sezon - przeczytacie TUTAJ.

PS2 Myślicie, że  GieKSa straciła już ten sezon? Osobiście sądzę, że jeszcze nie. A gdyby dołączył do niej ten piłkarz mój optymizm wzrósłby niepomiernie:)

PS3 W mundialowej zabawie dziś czas na literkę "Ś". Okazuje się, że w całej historii finałów od 1930 roku wystąpił w nich tylko jeden piłkarz o nazwisku zaczynającym się od tej rzadkiej "Ś"! Ale wiecie co? Akurat w tym przypadku walkowera nie można odtrąbić. Ten zawodnik i tak ruszyłby do boju, nie zawahałby się - jak Jan Luksemburski pod Crecy. To prawdziwy dzik.

A więc:

bramkarz: vacat

obrońcy: vacat

pomocnicy: Piotr Świerczewski:)

napastnicy: vacat

trener: vacat.

poniedziałek, 24 marca 2014
Czasami nie warto myśleć

Moja koncepcja jest taka: ostatnio Piast wygrał z Ruchem, bo myślał. Teraz Piast przegrał z Legią, bo... myślał. Czasami warto myśleć, a czasami - wręcz przeciwnie:)

Legia była dziś w Gliwicach w znacznie lepszej dyspozycji. Obecnie goście zwyczajnie lepiej grają w piłkę a piłkarze Piasta albo domyślali się tego przed meczem albo doszli do tego wniosku w jego trakcie (osobiście przychylam się do pierwszego rozwiązania). Nie znaczy jednak, że warszawiacy byli nie do ogrania, w tej lidze - co już wielokrotnie udowadniano - każdy może wygrać z każdym. Gospodarze wybrali bardzo dobrą taktykę. Czasami najlepsza jest wybijanka a kiedy jeszcze szczęście sprzyja w postaci szybko zdobytej bramki, taka "strategia" może jednak przynieść sukces.

Kiedy gospodarze strzelali gola na początku meczu, nie był on wynikiem jakiejś nadzwyczaj wyrachowanej akcji - wszystko odbyło się intuicyjnie, łącznie z podniesioną wysoko nogą Kamila Wilczka. Potem Piast głównie wybijał - zazwyczaj na oślep, czasami nie, a... czas płynął. Legia sprawnie klepała, ale długo nic z tego klepania nie wynikało. Na nieszczęście Victor Nikiema tuż przed przerwą pomyślał zamiast... nie myśleć. Ostatnio bardzo chwaliłem tego piłkarza, zresztą Jacek Trzeciak, który oglądał dzisiejszy mecz też jest nim zachwycony. Burkińczyk lubi rozegrać piłkę w każdej sytuacji, nie przepada za wybijaniem na oślep. W 43. minucie to go jednak zgubiło. Zamiast od razu wywalić bal, zastanawiał się jak korzystnie zagrać i w efekcie stracił piłkę. Poszedł szybki atak i Ondrej Duda wyrównał. 

Myślicie, że w tej akcji Nikiema jest największym pechowcem? Otóż nie! Większym pechowcem był jednak... Michał Chwieduk. To bardzo zdolny fotoreporter, który robi świetne zdjęcia sportowe. Tak się złożyło, że uradowany Ondrej Duda podbiegł akurat do niego żeby zamanifestować radość i podstawił pod aparat przedramię z tatuażem (domyślam się, że miał tam wytatuowane imię partnerki). Michał miałby rewelacyjną fotę, problem w tym, że akurat... zmieniał obiektyw. Zawiódł go instynkt. Tak jak Nikiemę...

Chwieduk to niezły świr na punkcie futbolu  - znacznie większy niż Czadoblog. Jestem pewien, że Michał wkrótce upoluje dużo lepsze ujęcia niż te, które miałby z Dudą. Czadoblog myślał, że ogląda dużo meczów (mój rekord to 78 spotkań w roku kalendarzowym), ale do szalejącego fotoreportera jednak się nie umywam. W 2013 roku Chwieduk był na 187 meczach piłkarskich (sic!), w tym roku chce przekroczyć dwusetkę. 

Wracając do meczu: Piasta zgubiła dziś niekonsekwencja i... strach. Było to widać w kilku momentach kiedy obrońcy do Piasta biegli do piłki czując legionistę na plecach. Za każdym razem woleli wybić na aut niż rozegrać.

Przynosiło to efekt przez 90 minut. W doliczonym czasie gry urwał się rezerwowy Kosecki więc w tym sezonie Piast będzie grał jednak o utrzymanie. 

PS Dziś kolejna mundialowa potęga  - literka "S". Też z pretensjami do pierwszeństwa...

bramkarz:

Schumacher - GER - 1982(2) - 1986(2)

obrońcy:

Suurbier - HOL - 1974(2) - 1978(2)

Schnellinger - GER - 1958(4) - 1962 - 1966(2) - 1970(3)

Scirea - ITA - 1978(4) - 1982(M) - 1986

pomocnicy:

Scifo - BEL - 1986(4) - 1990 - 1994

Socrates - BRA - 1982 - 1986

Stoiczkow - BUL - 1994(4) - 1998

Schiaffino - URU - 1950(M) - 1954(4)

napastnicy:

Scarone - URU - 1930(M)

Szarmach - POL - 1974(3) - 1978 - 1982(3)

Stabile - ARG - 1930(2)

trener: Schoen - GER - 1966(2) - 1970(3) - 1974(M) - 1978

Brałem pod uwagę: Salasa, Salenkę, Samuela, H.Sancheza, L.Sancheza, Sanona, Santamarię, Santę Cruza, Sarosiego, Savicevicia, Schachnera, Schaefera, Schiavio, Schillaciego, Schmeichela, Scholesa, Schrojfa, Schwarza, Schweinsteigera, Sczepana, Seamana, Seedorfa, Seelera, Sekularaca, Sensiniego, Seol Ki-hyeona, Sergio Ramosa, Sestę, Sforzę, Shearera, Shiltona, Simeone, Simonssona, Sindelara, Skoglunda, Skuhravego, Smolarka, Sneijdera, Sobotkę, Songa, Songo'o, Sotila, Sounessa, Sparwassera, Stankovicia, Stielike, Stilesa, Stojkovicia, Strachana, Streicha, Stroemberga, Luisów Suarezów (urugwajskiego i meksykańskiego, ale nie hiszpańskiego), Sukera, Susicia, K.O.Svenssona, Svobodę, Szewczenkę, Szymaniaka i Szymanowskiego.

Wśród trenerów brałem pod uwagę Saadane, Sacchiego, Sampsona, Santanę, Scolariego i Sebesa.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

niedziela, 23 marca 2014
Padlina padliną, ale Górnik z punkcikiem

Trudno w to uwierzyć, ale Górnik Zabrze zdobył dziś pierwszy ligowy punkt na wyjeździe od... pięciu miesięcy!

25 października zabrzanie wygrali w Białymstoku z Jagiellonią. Zdawać by się mogło, że od tego dnia minęła cała era - wówczas na boisku było aż siedmiu piłkarzy KSG, których dziś nie zobaczyliśmy, a na ławce inny trener (bynajmniej wcale nie poprzedni, ale... "jeszcze bardziej poprzedni"). Od tego czasu były już same bęcki.

W tym kontekście punkt musi cieszyć. Jest to jakiś tam prognostyk postępu i wyjścia z kryzysu. Jeśli jednak odrzemy rezultat z kontekstów wyjdzie na to, że Robert Warzycha ciągle ma poważny ból głowy. Nie ukrywajmy: Górnik odstawił dziś bowiem straszną padlinę. Tak straszną, że trudno mi uwierzyć w lepszy styl w najbliższej przyszłości.

Dziś od tej gry zęby bolały. To nie była piłka na poziomie ekstraklasy. Właściwie nie zawiodło mnie tylko trzech piłkarzy KSG: Grzegorz Kasprzik, Prejuce Nakoulma, Bartosz Iwan (i może jeszcze Maciej Mańka).

Co lepsze? Grać padlinę i punktować czy grać pięknie i nic z tego nie mieć? Złe pytanie! Ten dylemat w tym układzie jest bowiem... bezzasadny. Górnik nie ma wyboru między akurat takimi opcjami. Na razie ma opcję między padliną z punktami i padliną bez punktów. Tak więc ponarzekałem sobie, a na koniec zaapeluję żeby... nie narzekać.

Przecież zawsze może być gorzej.

PS Bardzo mi się podobało co powiedział Jerzy Dudek podczas transmisji Gran Derbi: "widać która reprezentacja może rządzić na mundialu". Wiadomo która! Zgadzam się w stu procentach:D

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS2 W mundialowej zabawie czas na literkę "R". Bardzo mocną. Chyba żadna inna literka nie jest tak zdominowana przez jedną nację. Ale to nie "R" będzie rządzić za kilka miesięcy w Brazylii...

bramkarz:

Ramallets - ESP - 1950(4)

obrońcy:

Rijsbergen - HOL - 1974(2) - 1978(2)

Ruggeri - ARG - 1986(M) - 1990(2) - 1994

Roberto Carlos - BRA - 1998(2) - 2002(M) - 2006

pomocnicy:

Rivaldo - BRA - 1998(2), 2002(M)

Rivelino - BRA - 1970(M) - 1974(4) - 1978(3)

Ronaldinho - BRA - 2002(M) - 2006

Rensenbrink - HOL - 1974(2) - 1978(2)

napastnicy:

Ronaldo - BRA - 1998(2) - 2002(M) - 2006

Romario - BRA - 1990 - 1994(M)

Rossi - ITA - 1978(4) - 1982(M)

trener:

Ramsey  - ENG  - 1966(M) - 1970

Brałem pod uwagę: Raia, Raca, Raducioiu, Rahna, Jaime Ramireza, Raula, Ravę, Ravelliego, Redondo, Rekdala, Renquina, Repa, Reutera, Ribery'ego, Ricardo Carvalho, Riedle, Rijkaarda, Rincona, Riquelme, Rivę, Riverę, Robbena, Robinho, Bryana Robsona, Rocheteau, Romero, Rui Costę, Rummenigge. Wśród trenerów brałem pod uwagę: Rappana, Re, Bobby'ego Robsona.

piątek, 21 marca 2014
Powrót sekretarza

Zdzisław Kręcina wraca do futbolu na szczeblu rozpoznawalnym. Niektórzy łapią się za głowę. Ja od łapania się wstrzymuję.

Wiadomo, że Kręcina, były sekretarz generalny piłkarskiego związku stał się symbolem gnuśności i kolesiostwa panującego w poprzednim, ponoć znacznie gorszym od obecnego, PZPN-ie. W 2011 roku cała Polska rżała kiedy Kręcina został wyprowadzony z samolotu relacji Wrocław - Warszawa, bo uznano go za totalnie pijanego, a jego ówczesne tłumaczenia rzeczywiście były żenujące i słusznie wzbudzały śmiech politowania. Wielu ludzi ochoczo więc dziś polewa z decyzji Piasta Gliwice. Czy słusznie?

Jeśli spytacie malkontentów i drwiopijców* dlaczego polewają - większość wskaże jednak na pierdoły: na tuszę Kręciny, jego oldskulowe wąsy (moim zdaniem nie gorsze od panabońkowych) oraz brzmienie imienia albo nazwiska ("od Chicago po Wodzisław na papieża tylko Zdzisław"). Mało kto pamięta, że Kręcina to rzeczywiście dobry administrator, generalnie chyba jako jedyny ogarniał w ówczesnym związku całą niewdzięczną robotę papierkową.

Rzeczywiście można zastanawiać się co skłoniło Piasta do zatrudnienia tego człowieka. Wizerunkowo klub u masy społecznej zapewne straci - widocznie jednak skalkulowano w Gliwicach bilans strat i zysków, w efekcie uznając, że...  warto. 

Argument, że Kręcina miałby działać jak za dawnych czasów kiedy korupcja królowała w polskim futbolu jest o kant fortepianu rozbić. Branie tego argumentu za poważny świadczyłoby bowiem o całkowitej niemocy związku znakomicie zarządzonego obecnie przez Zbigniewa Bońka, a taką ewentualność z entuzjazmem przecież wykluczamy. Szefostwo Piasta musiało przekonać do Kręciny coś zupełnie innego...

Nie twierdzę, że Zdzisław Kręcina jest postacią kryształową, ale z tego co wiem nigdy nie został skazany prawomocnym wyrokiem niezawisłego sądu za sprawy piłkarskie**, choćby za korupcję. Zarzuty mu stawiano, nigdy niczego jednak nie udowodniono (rozpracowywanie przez prokuraturę afery taśmowej nie przyniosło za sobą wyroku sądowego - jeśli się mylę, proszę mnie sprostować). Po za tym Kręcina wcale nie pcha się już na eksponowane stanowiska związkowe, w przeciwieństwie choćby do skazanego za futbolową korupcję Dariusza Wdowczyka, który - jak się okazuje - ciągle marzy o posadzie selekcjonera.

Różnica między Kręciną a Wdowczykiem jest moim zdaniem taka, że ten pierwszy nie był skazany za futbolową korupcję, a ten drugi jest chyba przystojniejszy. Objęcie przez Kręcinę stanowiska dyrektora w Piaście mnie więc nie obraża jako obywatela Polski a objęcie przez Wdowczyka stanowiska selekcjonera by mnie już jednak obrażało.

Może się jeszcze okazać, że zatrudnienie Kręciny jako dyrektora będzie najlepszym personalnym ruchem Piasta Gliwice w ostatnich dziesięciu latach:)

PS Maciek Blaut rozmawiał już z nowym dyrektorem Piasta. W poniedziałek Piast wygra z Legią.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

PS2 Dziś czas na literkę "Q". W tym wypadku sukcesem jest wystawienie pełnego składu. Żaden z tych zawodników nigdy nie dotarł z drużyną do najlepszej czwórki więc co tu w ogóle mówić o medalu... Moim ulubionym piłkarzem z tego zestawienia jest Fernando Quirarte. Pamiętam jego gola z Belgią. 

Bramkarz

Quiroga - PER - 1978 - 1982

obroncy

Quintano - CHI - 1974

Y. Quentin - SUI - 1994***

Quirarte - MEX - 1986

Quincoces - ESP - 1934

pomocnicy

Qu Bo - CHN - 2002

Quesada - PER - 1978

Quini - ESP - 1978 - 1982

Quinche - SUI - 1950

napastnicy

Quinn - IRL - 1990 - 2002

R. Quentin - SUI - 1966***

trener : Queiroz POR - 2010

*wymyśliłem to słowo na użytek wpisu

** pamiętać należy o akcie oskarżenia z marca 2012 roku złożonym w Łodzi przez prokuraturę apelacyjną. Chodzi o działanie na szkodę wierzycieli Widzewa w latach 2000-2005. Szczegóły - TUTAJ.

*** ojciec i syn

 
1 , 2 , 3
Archiwum