piątek, 30 kwietnia 2010
Ruch ma szansę na mistrza

Z Wisłą dzieje się to, co niektórzy przewidywali. Zwłaszcza w okolicach Zabrza. Teraz przed „Białą Gwiazdą” trudny terminarz.

W związku z tym ciągle szansę nawet na mistrzostwo ma Ruch Chorzów! Z dwoma groźnymi rywalami gra u siebie (z Legią już za chwilę, a z Lechem za dwie). Na wyjeździe zmierzy się z drużynami, które grają już tylko o pietruszkę - z Jagiellonią i Koroną.

Moim zdaniem dwanaście punktów jest możliwych. Omega też tak uważa.

Do booooooooooooooju, niebiescy!

czwartek, 29 kwietnia 2010
Ruch poza zasięgiem

Wszystkie mecze w tym sezonie między śląskimi drużynami ekstraklasy już się odbyły. Ligowe spotkanie Ruchu z Polonią było ostatnie. Rzadko kiedy jedna drużyna ma tak wielką przewagę nad lokalnymi konkurentami, jak w tym sezonie Ruch, który wygrał wszystkie mecze (!) i zdobył komplet punktów (już po raz szósty wygrywa w takim stylu, o czym przeczytacie w peesie).

Ze zrozumiałych względów brak w stawce Górnika, który jeszcze nie tak dawno potrafił w ośmiu meczach zdobyć 21 punktów na 24 możliwe. Teraz poza zasięgiem jest Ruch - 18 punktów na 18 możliwych!

1. Ruch     6  18  13:5

2. Polonia  6   7  7:5

3. Piast      6   6  4:11

4. Odra      6   4  7:10

Strzelcy w derbach:

5 - Janoszka (Ruch)

2 - Kwiek (Odra), Podstawek (Polonia), Sobiech (Ruch), Świerblewski (Ruch), Trzeciak (Polonia), Wodecki (Odra)

1 - Barcik (Polonia), Brasilia (Odra), Bueno (Odra), Biskup (Piast), Dymkowski (Odra), Gamla (Piast), Grodzicki (Ruch), Grzyb (Ruch), Niedzielan (Ruch), Olszar (Piast), Stawarczyk (Ruch), Telichowski (Polonia), Wilczek (Piast)

W derbach padło 31 goli. Bardzo wysoka średnia goli na mecz: 2,58.

Największy hit: hat-trick Łukasza Janoszki w grze z Odrą. Świetny mecz z dwóch zdeterminowanych stron. Takie spotkanie to najlepsza oprawa śląskich derbów. Warto zauważyć również, że nie było tym razem ani jednego wyniku 0:0 i tylko jedno spotkanie zakończyło się wynikiem remisowym!

Największe rozczarowanie: tym razem nic mnie szczególnie nie rozczarowało. To był dobry sezon śląskich derbów.

Najlepszy mecz: wspomniane spotkanie Ruchu z Odrą. Brawa dla obu zespołów - nie było widać kto na górze, a kto na dole tabeli.

Najszybszy gol: było dużo szybkich:-) W 4 minucie Janoszka walnął Odrze, a Bueno - Piastowi. Ale jeszcze szybszy był Sobiech, który już w 3. minucie strzelił gola w wyjazdowym meczu z Piastem. Mnie najbardziej podobała się jednak bramka Barcika z 9 minuty meczu z Odrą w Wodzisławiu. Palce lizać!

Frekwencja:

ogółem około 61 800. Średnia więc taka sobie - 5150. Mogła być wyższa, gdyby Piast zawsze grał w Gliwicach. Frekwencja najwyższa: 9000 na meczu Ruch - Polonia. Najniższa: 2000 na meczach Piast - Polonia i Piast - Ruch, które odbyły się w Wodzisławiu.

PS Hanys 1920 (Czytelnik dość niecierpliwy) zadał sobie trud i dokonał paru obliczeń. Wyniki są ciekawe, więc je przytaczam:

Tylko 7-krotnie na 71 sezonów (bez sezonów 1930-1934 kiedy to w najwyższej klasie występowała tylko 1 górnośląska drużyna - Ruch) udało się osiągnąć absolutną hegemonię w regionie. 6-krotnie dokonał tego Ruch. Po 57 latach przerwy po raz kolejny jakiejś górnośląskiej drużynie udało się wypunktować do zera wszystkie inne grające w najwyższej klasie rozgrywkowej (czyli wygrać wszystkie mecze, przyp. pacz). Jak uczy historia, mógł tego dokonać tylko Ruch...

PS1 O zegarach pamiętamy.

PS2 Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa-tle-ti-co, A-tle-ti-co, A-tle-ti-co, A-tle-ti-co, A-tle-ti-co!

ATLETICO!

środa, 28 kwietnia 2010
Nie jesteś sam

Z bólem serca (a raczej kolana) odpuszczam dzisiejszy hit. Wściekam się, bo strasznie napalałem się na starcie Ruchu Chorzów z Polonią Bytom. Niestety...

Nie zmienia to faktu, że rzeczywiście bez sensu byłoby pisać blogonotki dopiero po powrocie do pracy. Dlatego Czadoblog oficjalnie ogłasza, że nieoficjalnie wznawia działalność (choć nie będzie teraz wzorem regularności;-)

Zamiast o Ruchu i Polonii napiszę Wam o... Afryce.

Było nas czterech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel. Drugiego takiego działu sportowego nie było i w całej Polsce nie będzie! Dwóch Michałów, Piotrek i ja - wszyscyśmy wyrośli z działu sportowego katowickiej redakcji "Gazety Wyborczej", a każdy z nas natłukł tysiące kilometrów po afrykańskich bezdrożach. Każdy z nas łączył miłość do Afryki z miłością do futbolu. U jednych bardziej skręcało to w stronę Afryki, u innych - w stronę futbolu.

Jedni z nas byli hardkorowcami, inni (zwłaszcza Czadoblog) osobnikami raczej wygodnickimi. Nigdy nie zdecydowałbym się na taki numer, jaki jeden z kolegów wywinął w Namibii. Żeby zaoszczędzić potrafił się przespać na trawniku przed hotelem! A każdy z nas chodził własnymi ścieżkami. Jak się drogi nie zgadzały, to "spotkajmy się w centrum Gaborone we wtorek w południe";-))))

Czadoblog to podróżnik najmniej z tego grona doświadczony (zaliczył tylko siedem afrykańskich krajów), ale coś tam jednak zobaczył. Charakterystycznej czerwonej, laterytowej gleby już nigdy nie zapomni. Pamiętajcie - jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję pojechać do Afryki subsaharyjskiej, nie zaprzepaśćcie tej okazji.

Nie warto.

Zawsze wiedziałem, że kiedyś coś z tych wojaży wyniknie. Że któryś coś wreszcie napisze. Wreszcie się udało. Zdecydował się na to jeden z Michałów, który w międzyczasie zmienił miejsce pracy (podobnie jak drugi z Michałów). Dobrze się stało, że to on napisał - jako jedyny z nas za konkretny cel podróży obrał przecież Puchar Narodów Afryki (i to nawet trzy razy).

Książka Michała Zichlarza "Afryka gola! Futbol i codzienność" zaczyna się zdaniem, w którym Czarny Ląd jest cały skupiony jakby w soczewce...

"Kiedy po przylocie do stolicy Nigerii Abudży zająłem miejsce w autokarze jadącym do Lagos, wstał asystent kierowcy i po odmówieniu modlitwy zwrócił się do wszystkich, żeby do siedzącego obok współpasażera powiedzieć: nie jesteś sam."

Taka właśnie jest Afryka. Kiedy tam byłem, bez przerwy miałem dziwacznie przeplatające się poczucie tymczasowości i solidarności. Właściwie w każdej chwili możesz tam umrzeć (wiem co piszę), ale możesz też liczyć na pomoc. Bezinteresowną pomoc.

Nie będę Wam streszczać książki Michała. Jego opowieść z piłkarskich podróży po RPA. Mozambiku, Suazi, Nigerii, Tunezji, Egipcie, Senegalu i Ghanie musicie przeczytać sami.

Warto.

PS Książka pojawi się w księgarniach około 10 maja. Przedmowę napisał Michałowi Henryk Kasperczak.

PS1 O zegarach pamiętamy. Jak taki mecz jak ten Ruchu z Polonią może w ogóle się odbyć bez Omegi? Żenua.

PS2 Kibicuję TSV 1860. Niech kiedyś utrze nosa Bayernowi. Może być z cracoviacką pomocą.

PS3 Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter!

Mourinnnnnnhooooooooooo!

PS4 Biedny synek...

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Ryk rannego bawołu

Futbol czasami jest okrutny. Grając w piłkę z Juniorem źle stanąłem i załatwiłem sobie kolano. Drugi raz to samo po 13 latach...

Przeciągły ryk rannego bawołu było podobno słychać  w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Jeśli w kwadracie Opole - Częstochowa - Kraków - Bielsko usłyszeliście nagle pełne  skargi, donośne muczenie  - to byłem ja.

Czekam na oględziny lekarskie. W związku z tym zawieszam działalność do odwołania.

sobota, 24 kwietnia 2010
Na Górniku superciekawie!

Wróciłem z meczu Górnika. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem!

Co mi się podobało:

a) ...

b) ...

c) ...

d) ...

e) ...

f) ...

g) ...

Co mi się nie podobało:

a) ...

b) ...

c) ...

PS Łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu

łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu

łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu, łubu-dubu

niech nam żyje Adam Nawałka, trener naszego klubu.

Nieeeeeeeeeeeeeeeech żyje nam!

Ja bym to strzelił

Z reguły na meczach piłkarskich nie używam tego określenia. Właściwie w ogóle go nie używam, bo w prawdziwym życiu na prawdziwym boisku i w prawdziwym meczu to naprawdę trudna sztuka. Ale po dzisiejszym meczu w Bytomiu mogę użyć tego sformułowania z czystym sumieniem. Uważam, że warto przyjść na mecz, żeby zobaczyć chociaż tylko jedno piękne zagranie. Ale warto też przyjść na mecz, żeby zobaczyć wyjątkowego farfocla. Moim zdaniem ten dzisiejszy kandyduje do miana farfocla roku. Szczegóły - punkt a) w członie "co mi się nie podobało".

Polonia grała z Cracovią.

Co mi się podobało:

a) gra Polonii. Między 65. a 70. minutą. Gdyby bytomianie grali tak cały czas walczyliby o miano najlepszej klubowej drużyny wszech czasów, a mistrzostwo Polski mieliby w tym roku w kieszeni.  Sześć stuprocentowych sytuacji po pełnych rozmachu akcjach i błyskotliwych zagraniach. Cracovia mogła tylko cichutko popiskiwać. Tylko ta skuteczność... Pytanie brzmi: dlaczego Polonia grała w ten sposób tylko pięć minut?

b) akcja tip-top po której padł gol dla Polonii. Podręcznikowa!

c) pogoda. Najlepsza do gry w piłkę A.D. 2010.

d) pomeczowa konferencja Oresta Lenczyka. Orestes to najdziwniejszy szkoleniowiec w polskiej lidze, co do tego nie mam wątpliwości. Zawsze potrafi wprawić kogoś w zakłopotanie. Tym razem wprawił organizatora konferencji - nie chciał uczestniczyć w niej razem z Jurijem Szatałowem. Powiedział, że woli osobno, bo wtedy trenerzy sobie nie dogadują.

Ciekawe. Pamiętam wyjazdowe mecze Ruchu w Pucharze Intertoto w 1998 roku. Bodaj w Bolonii Orestowi Lenczykowi nie podobało się, że pomeczowa konferencja jest osobno z każdym trenerem...

Nie zmienia to faktu, że lubię tego szkoleniowca. Jakbyście nie wiedzieli,w młodości był fanem... Polonii Bytom. Szalał za nią kiedy ta zdobywała Puchar Ameryki. Uścisnął się dzisiaj z dawnymi idolami - Janem Liberdą, Ryszardem Grzegorczykiem i Kazimierzem Trampiszem.

Co mi się nie podobało:

a) zagranie RadoMatu o którym było na wstępie. Strzał z rzutu karnego prosto w bramkarza. Bramkarz odbija prosto przed siebie. Rado uderza technicznie nad bramkarzem, żeby go ośmieszyć, jak Panenka. Prosto w... aut. - Nie strzeliliśmy tego gola przez zarozumialstwo Matusiaka. Wytknąłem mu to potem - mówił Lenczyk. Koledzy w szatni też. Oj, wytknęli...

b) gra Piotra Kulpaki na flance. To nie jest boczny obrońca, nigdy więcej takich eksperymentów.

c) Trzeciak na prawej pomocy, a Barcik na lewej. Od razu powinno być odwrotnie. Wprawdzie pan Jacek zagra wszędzie, ale Słowakowi najlepiej idzie po prawej. Jak się zamienili, był moim zdaniem znakomity.

d) zachowanie niektórych na trybunie prasowej. Moim zdaniem tam nie należy zachowywać się jak rozszalały kibic. Na przykład kiedy w 34 minucie Matusiak strzelał zamiast dograć do Pawlusińskiego, nie wypada się drzeć na całe gardło, aż się panowie Liberda i Trampisz odwrócili, z hasłem: Kuuuuuurwa, Darka miałeś!

Nie przypuszczałem, że trzeba będzie uczyć kindersztuby krakowskich dziennikarzy. Mogę zaświadczyć z całą odpowiedzialnością, że pod tym względem absolutną czołówką są dziennikarze śląscy. Po nich nie widać komu kibicują.

PS O zegarach pamiętamy.

PS1 Dziś będzie jeszcze jeden wpis. Bo Górnik ma wyjątkowy dzień. Nawet ubiorę się w białą koszulkę:-)

piątek, 23 kwietnia 2010
Prośba do Artura Sobiecha

W Poznaniu wymarzyli sobie następcę Roberta Lewandowskiego. Miałby to być Artur Sobiech.

Andrzej Juskowiak czyli Artur Sobiech dokładnie sprzed dwudziestu lat uważa, że najlepszym sposobem na ewentualne zastąpienie Roberta Lewandowskiego byłoby ściągnięcie właśnie Artura Sobiecha. - To dla mnie idealne rozwiązanie - mówił wczoraj symbol Lecha w „Przeglądzie Sportowym”. W Wielkopolsce interesowali się Sobiechem już zimą, nawet mnie już ktoś z tamtego miasta podpytywał;-)

Gdybym to ja był Arturem Sobiechem mocno zastanowiłbym się nad transferem do Poznania. Z dwóch powodów.

Powód pierwszy (ważniejszy):

- w Poznaniu Artur Sobiech nie stanie się lepszym piłkarzem niż jest obecnie. Przecież nadal będzie grać w tej samej lidze, czyli przeciw tym samym zespołom z którymi gra występując w Ruchu. No bo co jest lepsze w Lechu? Partnerzy? Nie (Lech ma po prawie całym sezonie tylko trzy punkty więcej, więc można obie drużyny porównywać). Trener? Nie. Kibice? Nie.

Sens moim zdaniem ma tylko wyjazd zagranicę. Ale nie teraz. Za chwilkę...

Powód drugi (mniej ważny):

 - dotychczasowa historia. Śląskim napastnikom w Lechu dotąd kompletnie w poznańskich meczach ekstraklasowych  z różnych względów nie wychodziło. Grzegorzowi Kapicy, Adamowi Kuczowi, Markowi Szemońskiemu, a dużo wcześniej Karolowi Śmiłowskiemu przytrafiły się w barwach Lecha śladowe ilości bramek w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tylko Krzysztof Gajtkowski potrafił ich zdobyć troszkę więcej (rekord: pięć w jednym meczu), ale na pewno ze swojej poznańskiej przygody nie może być zadowolony i vice versa. 

PS No i na Bułgarskiej nie ma Omegi. Tak więc warto się zastanowić:-)

PS1 O działaczy Ruchu w temacie Sobiecha jestem spokojny. Na razie.

PS2 Mam przekonanie graniczące z pewnością, że już za chwilę usłyszę ten rzewny płacz: jak to możliwe, żeby Sobiech był tak drogi?! Że dyktowana przez działaczy tak potężna cena to nic innego tylko łamanie kariery temu zawodnikowi.

Mam nadzieję, że chorzowscy decydenci w ogóle nie będą brać dupereli typu „płaczliwe lamenty” pod uwagę.

czwartek, 22 kwietnia 2010
Górnik przegrał losowanie z Romą

Dokładnie dziś mija czterdzieści lat od niezapomnianego wydarzenia. 22 kwietnia 1970 roku Górnik Zabrze grał trzeci decydujący mecz w Strasbourgu z Romą o awans do finału PEZP.

Napiszę Wam więc o tym, jak Górnik przegrał wtedy losowanie.

Francuski sędzia Machin (przegiął w trakcie meczu uznając bramkę Capello przy której Henryk Latocha był bezpardonowo faulowany), wyciągnął z kieszeni żeton z napisem ”pile” i ”face”. Orzeł i reszka. Rzucił żeton na ziemię. Rzucił jak chciała Roma.

W związku z tym to ona zagrała.

Zagrała w białych strojach. Górnik musiał odpuścić.

PS Na szczęcie po meczu było jeszcze jedno losowanie. Trochę ważniejsze...

Za drugim razem Stanisław Oślizło, kapitan Górnika, wybrał ”pile”. Helenio Herrera, jako znany mag zaklinał: ”face, face gagnera”.

A potem pan Stanisław wyciągnął ręce do góry. Bo ”pile” było u góry (on sam bardziej pamięta kolory. Zielony i czerwony. Jego zielony był na wierzchu).

PS1 Co prawda Czadobloga nie było wtedy jeszcze na świecie, ale wzruszać nie zawsze trzeba się na bieżąco. To właśnie jedna z najpiękniejszych cech piłki nożnej. Dziękuję Górniku. W imieniu kibiców, których jeszcze nie było wówczas w planach. I tak to przeżywaliśmy. Kiedy już do nas dotarło.

PS2 Jeszcze fragment z gazety: ”szampański nastrój panował w środę w nocy na warszawskiej ulicy. Ożywiony ruch, tłum dyskutujących i rozbawionych”.

Stolica kochała wtedy Górnika.

PS3 W Ambasadorze będzie dżampra z udziałem bohaterów. Będzie co wspominać.

PS4 Coś większego o tamtych chwilach zamówiła u nas „Gazeta Sport”. Jeśli wszystko dobrze pójdzie - przeczytacie w poniedziałek. Zapraszam.

PS5 Świętowanie świętowaniem, ale co zegarowe oddajmy zegarom.

wtorek, 20 kwietnia 2010
Ad multos annos!

Nie będę Ci, Ruchu, życzyć gwiazdek z nieba. Życzę Ci, Drogi Chorzowski Jubilacie, czegoś realnego.

Życzę Ci po prostu - a przy okazji nam wszystkim - żebyś drugą dziewięćdziesiątkę miał taką jak pierwszą.

To wystarczy.

PS Byłem dziś na świetnej wystawie poświęconej historii Ruchu. Na jej otwarcie przybyły do miejskiego muzeum przy ul.Powstańców klubowe legendy z Gerardem Cieślikiem na czele (symbol Ruchu przywiózł i odwiózł Jan Rudnow). Była cała klubowa wierchuszka, prezydent miasta i zaproszeni goście. Warto było przyjść. „Prezentowana wystawa jest pierwszą próbą zebrania materialnych okruchów historii klubu, znajdujących się w różnych miejscach. Zasoby klubowych pamiątek są w znacznej mierze przerzedzone” - podkreślają Andrzej Godoj i Krzysztof Gołąb we wprowadzeniu do wystawy. Racja, ale to co zostało i tak zapiera dech w piersiach. Aż szkoda, że to tylko ekspozycja czasowa i pamiątki trzeba będzie w końcu oddać...

ulotka

Ruch miał szczęście, że zabrali się za to profesjonaliści. Panowie Godoj i Gołąb jako muzealnicy zapewnili odpowiedni poziom, a że w przedsięwzięcie włożyli nie tylko mózg, ale i serce  - efekt jest świetny. Brawo, panowie!

Wystawa jest przemyślana, zapewniam Was, drodzy Czytelnicy, że się nie znudzicie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Na mnie największe wrażenie zrobiło zdjęcie z 1934 roku, podwójnie cenne. Po pierwsze: świetna fotka wielkiej drużyny. Po drugie: szok, co z tym zdjęciem zrobili komuniści w 1950 roku. W siermiężny sposób namalowali tło na... sylwetce Ernesta Wilimowskiego. Bo „Ezi” w tamtych czasach był „persona non grata”. Robi wrażenie. Każdy kibic, nie tylko Ruchu, powinien to zobaczyć.

Fajnie, że wystawa jest dodatkowo opakowana. Za dodatkową opłatą kibic może wynieść cząstkę klubu tylko dla siebie. Ja sobie wyniosłem. Jako numizmatyk - amator jestem podwójnie usatysfakcjonowany.

medal

PS Na wystawie nie było obecnych piłkarzy, bo nie mogli być - zaraz potem zagrali zaraz arcyważny mecz z Odrą Wodzisław. Szkoda mi Artura Sobiecha. Miał dziś naprawdę fatalny dzień... Za to Młody Ecik będzie go pamiętać do końca życia. O szczegółach przeczytacie  - tutaj.

A więcej o wystawie - przeczytacie z kolei tutaj.

PS1 Zastanawiałem się czy to dobrze czy może źle, że na tej wystawie nie zaprezentowano Omegi. Myślę jednak, że dobrze, bo niektóry już zawsze kojarzyliby ją z muzeum. A jej miejsce jest przecież ciągle na trybunie! Na zawsze i do końca jej dni! 

PS2 Inteeeeeeeeer!

Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter!Mourinnnnnnhooooooooooo!

Brawo! Bakero pod płotem

Wróciłem z meczu ekstraklasy w Gliwicach.

Co mi się nie podobało:

a) że Piast zupełnie nie miał pomysłu na grę. Środek pola prezentował się katastrofalnie. Wygląda na to, że Mariusz Zganiacz wraz z blondgrziwą stracił wszelki koncept... Z kolei Kamil Wilczek, o którego grze ostatnio słyszałem dużo dobrego, nie spisał się w ogóle jako mediapunta. Do tego nie wykorzystał najlepszej okazji dla Piasta (patelnia po centrze Biskupa i niecelny strzał głową). W końcówce Wilczek już nie istniał, ale usprawiedliwia go ból - otrzymał paskudny cios w okolice nerki.

b) ciąg dalszy punktu a): Piast w ogóle nie atakował prawą stroną! Warto przecież czasami przeprowadzić tamtędy jakąś akcję, prawda? Tomasz Brzyski, drugi po Wilczku człowiek, dla którego przyszedłem na ten mecz, był na obronie właściwie bezrobotny.

c) ciąg dalszy punktu a): Piast beznadziejnie rozprowadzał akcje, właściwie nie potrafił harmonijnie przejść z obrony do ataku. Co próba - to strata. Kompletnie nie udawało się to choćby Kamilowi Glikowi. W dodatku nasz utalentowany stoper w kompromitujący sposób dał się wkręcić w ziemię Adrianowi Mierzejewskiemu, zaraz potem Piast stracił drugiego gola. To był taki wkręt, że tuż po końcowym gwizdku na murawę musiała wjechać koparka. Do tego na sygnale! Niestety widział to wszystko na własne oczy Franciszek Smuda...

d) że światełko w tunelu jest coraz mniej widoczne. Przed Piastem trudne mecze z Wisłą i Lechią.

Co mi się podobało:

a) nie co, a kto. Jose Mari Bakero to na polskich boiskach zjawisko. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że na jego przykładzie widać jak wiele zależy od podejścia do trenerskiego zawodu. Bakero się niepotrzebnie nie spina. Ma moim zdaniem podobne podejście do tego, jakie prezentował Jan Urban w Legii: „ja nie muszę, ja chcę. Jeśli pracodawcy też chcą - super. Jeśli nie - mam inny sposób na życie”... Bakero nie z tych, którzy będą kurczowo trzymać się stołka, nie z tych, u których ciągły strach o posadę zabija konstruktywne myślenie. Na Okrzei pięknie dyrygował swoimi podopiecznymi, pięknie cieszył się z ich goli. Wygląda na to, że może jednak „Polonię” wyciągnąć znad tej przepaści... Dotąd w to nie wierzyłem, a przecież na Piaście ekipa z Warszawy, co przyznał nawet Ryszard Wieczorek, wygrała zasłużenie.

No i Bakero zrobił w Gliwicach coś jeszcze. Jego zachowanie po ostatnim gwizdku wprawiło mnie w autentyczne zdumienie, bo nigdy u nas czegoś podobnego nie widziałem. Pierwsze co wykonał Bakero tuż po meczu to samotny marsz w stronę sektora zajmowanego przez kibiców gości. Trener podszedł pod płot podziękować za doping! Nie musiał tego robić, ale korona mu z głowy nie spadła...

Zapomniałbym. Od dziś największym jataganem nie jest już Adam Kompała. Ogłaszam, że przebija go właśnie Jose Mari Bakero. Właściwie można by mu założyć siatkę, nawet gdyby stopy ustawił złączone na ziemi.  Można, ale to chyba niemożliwe. Czadoblog z racji wieku widział w telewizorni wiele meczów z udziałem Bakero, ale nigdy nie zauważył, żeby ktoś kiedyś założył mu siatkę.

O meczu w Gliwicach więcej przeczytacie tutaj.

PS Nie podoba mi się sposób w jaki najstarsza sportowa gazeta w Polsce potraktowała jubileusz 90-lecia Ruchu Chorzów.

Nie chodzi mi o to, że całkowicie nie zgadzam się z jedenastką wszech czasów zaproponowaną przez gazetę. Każdy może mieć własną jedenastkę.

Nie chodzi mi o to, że wybór największych meczów mocno mnie rozśmieszył. Każdy może mieć własny wybór.

Ale dlaczego na infografice środkowy napastnik jest ustawiony jako lewoskrzydłowy? Dlaczego lewy łącznik jest ustawiony jako środkowy napastnik? Dlaczego drugi lewy łącznik jest ustawiony jako prawoskrzydłowy? Dlaczego środowy napastnik jest ustawiony jako rozgrywający? Dlaczego rozgrywający jest ustawiony jako prawy pomocnik (w dodatku to nie on jest na zdjęciu)? Dlaczego drugi rozgrywający został ustawiony jako lewy pomocnik (w dodatku to nie on jest na zdjęciu)? Dlaczego stoper, ewentualnie lewy obrońca, jest ustawiony jako prawy obrońca? Dlaczego inny stoper jest ustawiony jako lewy obrońca?

A poza tym:

- dlaczego Antoni Pieczniczek, a nie Piechniczek?

- dlaczego Marian Ostrafiński, a nie Ostafiński?

- dlaczego Gustav Vieser, a nie Wieser?

Coś takiego kibice mają sobie zostawić na pamiątkę?Doskonale znam specyfikę pracy w gazecie, pracy zdominowanej przez ciągły pośpiech. Ale akurat ten materiał nie powinien być przygotowywany na ostatnią chwilę.

Ruch sobie na to nie zasłużył, panowie.

PS Umowa reklamowa Odry trafiła do czeskiej prokuratury. Szczegóły tutaj.

PS1 Tomasz Wałdoch - co ogłosiliśmy kilka dni temu - dyrektorem sportowym Górnika. Mam nadzieję, że Wałdoch nie wejdą sobie w paradę ze starszym o 12 lat trenerem Nawałką. A plotki, które do mnie dochodzą są tylko zwykłymi plotkami.

PS2 O zegarach pamiętamy.

 
1 , 2
Archiwum