sobota, 30 kwietnia 2011
Bytomska masakra piłą...

...mechaniczną odbyła się dziś na Olimpijskiej. W rolę piły mechanicznej wcielił się Miro Barcik. Znów podkreślę: moim zdaniem to najbardziej niedoceniany piłkarz w polskiej lidze. Polonia zgodnie z oczekiwaniami Czadobloga przejechała sie po Jagiellonii i podstawowe pytanie po tym meczu brzmi: skoro taki zespół jak Jagiellonia marzy o tytule to dlaczego taki zespół jak Polonia nie może marzyć o grze w europejskich pucharach?:-)

Zaskakujące, że bytomska drużyna, która już do przerwy prowadziła 3:0, wszystkie gole zdobyła z kontry. Wynikało to z faktu, że goście mieli bardzo dobry początek i gdyby normalnie "weszli" w mecz to już z niego by "nie wyszli". W 9. minucie Tomasz Frankowski dostał chyba najlepszy prezent w całej karierze i właśnie to go chyba onieśmieliło, jeśli wiecie co chcę powiedzieć. W rolę św. Mikołaja wcielił się Michal Hanek, na szczęście potem już nie sięgał do wora.

Co mi się podobało:

a) gra wspomnianego Barcika. Przyuważcie: każde zagranie - czy to strzał, czy to daleki przerzut czy króciutkie podanie, są na wskroś dopieszczone i przemyślane. Właściwie nie zepsuł żadnej piłki (choć nie... zepsuł w momencie, kiedy sobie wynotowałem, że nie psuje;-). Facet na boisku myśli bez przerwy - miał większy i mniejszy udział w każdym golu polonistów. A do tego jest skromny. Sposób w jaki zdobył pierwszego gola charakteryzuje bezlitosnych killerów, a Barcik potem mówi tylko, że to dzięki Vascakowi, bo "Blażej zabrał mi obrońcę":-) 

b) że nawet skiksować można skutecznie i z klasą. Na ten temat może coś szepnąć Dariusz Jarecki:-)

c) że choć w 65. minucie Marek Wójcik, kierownik ds. bezpieczeństwa na bytomskim obiekcie zawołał z przymrużeniem oka "panie sędzio, koniec!", Polonia nie stosowała wcale w drugiej połowie obrony Częstochowy lecz wypuszczała jadowite kontry (ach, te przerzuty Barcika). Fakt, straciła dwa gole, ale nerwowo było dopiero między 90., a 95. minutą (sędzia przedłużył, a Sandomierski pobiegł w pole karne gospodarzy);  

d) że choć kibiców na trybunach zaskakująco mało (co się dzieje, do cholery!), głośność dopingu jak za najlepszych czasów. No i miłe, że publika pamięta o pani Mieci;

e) jak Jan Liberda przybijał piątki z Kazimierzem Trampiszem i Ryszardem Grzegorczykiem po drugiej bramce. Panowie ciągle i niezmiennie żyją Polonią;

Co mi się nie podobało:

a) że w 51 minucie poloniści dali się rozklepać Jagiellonii jak na podwórku;

b) że w 58 minucie meczbola nie wykorzystał pożyteczny skądinąd Marcin Radzewicz;

Co mnie zaskoczyło:

a) że przy stanie 0:3 Michałowi Probierzowi chciało sie mecz ogladać na stojąco. Ja bym usiadł zrezygnowany w budzie... Probierz był jednak bardzo zirytowany: poszedł nabuzowany do szatni zanim jeszcze sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy. A po meczu udowodnił, że ma zdrowe płuca... Tak się składa, że salka konferencyjna sąsiaduje z szatnią gości i po baraczku rozchodziła się głośna tyrada, której założenie opierało się na ciągłym stosowaniu popularnego łacińskiego słowa rozpoczynajacego się na "q". Przez chwilę kombinowałem kto mógł tak grzmieć, po chwili zastanowienia wykluczyłem z grona podejrzanych Tomasza Frankowskiego;-) - Graliśmy dobrą piłkę, czasem ten sport jest wredny. A w naszej lidze każdy może wygrać z każdym - powiedział potem Michał Probierz. - Wierzę, że to początek "lepszego" - wyraził z kolei nadzieję rozanielony Robert Góralczyk.

PS Tymczasem mieliśmy dziś również inną masakrę: piłą mechaniczną po zabrzańsku. Kto przed meczem uwierzyłby, że Górnik potnie Wisłę w Krakowie? I to w takim stylu? Gratulacje! W kontekście tych wyników ciekawie zapowiada się spotkanie Górnika z Polonią. Niektórzy mogliby stwierdzić, że o moralne mistrzostwo Polski;-)

PS1 Omega jest pod wrażeniem, ale już myśli o jutrzejszym dniu. Ktoś się wybiera?:-)

piątek, 29 kwietnia 2011
Światowa stolica futbolu

Podświadomie czułem, że na całym świecie jest tylko jedno miejsce, które może konkurować z Katowicami. Podświadomie, bo nigdy dotąd tam nie byłem. Buenos Aires...

Właśnie przyszła do mnie książka "Buenos Aires. Die welthauptstadt des fussballs". Napisał ją, a właściwie napstrykał, Reinaldo Coddou. Kiedy ją oglądam przenika mnie zwierzęca wręcz zazdrość. Facet to wszystko przeżył, widział, czuł, no i dał temu świadectwo! Trzystustronicowe dzieło złożone ze znakomitych fotografii powstało podczas 44 meczów, rozegranych w większości w 2010 roku. 

Moja górnoślaska metropolia jest bezkonkurencyjna w Polsce, dobrze wiecie, że na niedużym terenie stłoczyło się tutaj mnóstwo klubów niosących za sobą wielkie pokłady żarliwych namiętności. Ale kiedy ogląda się fantastyczne fotki Coddou trzeba jednak przyznać, że świat chyba istnieje również poza Górnym Śląskiem...

Tam ludzie naprawdę oddychają futbolem. Ale ze zdjęć autora  wcale nie wyłania się ziemia obiecana. Uważny obserwator wyczuje narastające poczucie niepewności. To oczywiście książka o pasji do futbolu, a nie przemocy, ale po powrocie z odlotu (zwanego też lekturą) nie będziecie już zdziwieni, że tak wielką karierę robią tam barra bravas. Gdzie jak nie tam? Życie w takiej kibicowskiej dżungli musi być na swój sposób pasjonujące. A opisywanie tego życia musi być całkowicie obiektywnie pasjonujace:-)

Gdybym mógł żyć samym tylko futbolem, przeniósłbym się do Buenos Aires. Na wakacje - i najważniejsze mecze - przyjeżdżałbym na Górny Śląsk.

PS Jak myślicie kogo wybrałaby Omega gdyby się przeniosła? Dajmy się jej zastanowić, w końcu wybór jest niezgorszy;-) Oto kluby z Buenos Aires i bezpośredniej okolicy z pięciu najwyższych klas rozgrywkowych do wyboru: Acassuso, All Boys, Argentino de Merlo, Argentino de Quilmes, Argentinos Juniors, Armenio, Arsenal, Atlanta, Banfield, Barracas Central, Berazategui, Boca Juniors, Brown de Adrogue, Claypole, Club Almagro, Club Almirante Brown, Club Communicaciones, Club Deportivo Espanol, Club Deportivo Moron, Club El Porvenir, Chacharita Juniors, Colegiales, Defensa y Justicia, Defensores de Belgrano, Deportivo Laferrere, Deportivo Merlo, Deportivo Riestra, Dock Sud, Estudiantes de Caceros, Excursionistas, Ferrocarril Midland, Ferro Carril Oeste, General Lamadrid, Huracan, Independiente, Ituzaingo, J.J. Urquiza, Juventud Unida, Lanus, Liniers, Los Andes, Lugano, Nueva Chicago, Platense, Quilmes, Racing Club, River Plate, Sacachispas, San Lorenzo, San Martin de Burzaco, San Miguel, San Telmo, Sportivo Italiano, Talleres de Remedios de Escalada, Temperley, Tigre, Tristan Suarez, Urquiza, Velez Sarsfield, Victoriano Arenas.  

PS1 Bardzo interesujące byłoby ustalić mapkę kibicowską Buenos Aires. Myślę, że zaobserwowalibyśmy tam swoisty dualizm. Podejrzewam, że w tym mieście wielu ludzi kibicuje jednak dwom klubom: z małej ojczyzny i z najmniejszej ojczyzny. Przecież żyje tam tylko trochę ponad 3,5 mln w centrum i 11,5 mln ludzi w aglomeracji;-)

PS2 Nie dziwicie sie chyba, że najwybitniejszy piłkarz świata wszech czasów wychował sie właśnie tam. Ale musicie skłonić głowę w podziwie dla ogromu pokładów argentyńskiego talentu: najwybitniejszy piłkarz świata obecnej doby wychował się w zupełnie innym mieście tego kraju. Ugć - ugć - ugć nie rozlegało się wcale w Buenos. Aż się wierzyć nie chce... 

PS3 Dzięki, Łukasz.

PS4 A Cidry zatrzymały lidera:-) Po 21 meczach bez porażki poległ w Radzionkowie.

PS5 Silesia Marathon już wkrótce. Naprawdę warto zakleić sobie sutki... 

22:46, pavelczado , Książki
Link Komentarze (14) »
środa, 27 kwietnia 2011
WikiGórnik

Internet na pewno pomaga stać się kibicem „bardziej”. Dzięki temu wynalazkowi więcej ludzi w łatwy sposób może znaleźć informacje na temat ulubionej drużyny. Czadoblog zawsze będzie kibicować książkom i gazetom, ale jako że sam jest wytworem internetu, przygląda się z uwagą internetowym stronom poświęconym futbolowi.

Za wzór zawsze stawia stronę tego klubu, teraz cieszy się, że ambitny plan zaczynają realizować także fani śląskiej drużyny. Więcej o tej idei - tutaj. Czadoblog trzyma kciuki i życzy powodzenia. Dużo pracy przed wami, ale ile satysfakcji:-)

PS Można o Górniku pisać w zespole, można indywidualnie.

PS1 Indywidualnie można nie tylko o Górniku. O słynnym swego czasu śląskim klubie Troppauer Fußbalverein też można. Słyszeliście o takim?;-)

PS2 Omega chyba trochę zazdrości. Będzie WikiRuch?

wtorek, 26 kwietnia 2011
Bronisław Wildstein i Egipcjanie

Nie sądziłem, że kiedykolwiek zabiorę głos w sprawie Bronisława Wildsteina. A jednak zabieram, bo "uwielbiam" kiedy ludzie spoza futbolu zabierają się za futbol. Zwłaszcza w ten charakterystyczny, wyśmiewny sposób.

Tak Wildstein napisał ostatnio o piłce nożnej: "(...) Nikt nie ma odwagi zadać pytania o sens rytuału polegającego na bieganiu 22 mężczyzn za piłką. Za kilkaset lat wywoływać będzie większe poczucie obcości niż obrzędy pogrzebowe starożytnych Egipcjan (...)".

Skąd ta pewność?:-)

Wildstein idealnie wpisuje się  w grono ludzi, którzy na temat futbolu nie mają kompletnie nic do powiedzenia, a jednocześnie uważają, że pogardliwy stosunek do piłki to swego rodzaju wyróżnik prawdziwego intelektualisty, wręcz rodzaj nobilitacji.

Jest mi całkowicie obojętne co Wildstein myśli o piłce nożnej, a cytat, który przywołuję może u kibica wywołać jedynie wzruszenie ramion.

Muszę jednak zaprotestować - właśnie dlatego powstał ten wpis - kiedy Wildstein nie znając się na futbolu, nie rozumiejąc go i nie lubiąc, używa piłki nożnej tylko po to żeby dokopać politycznemu przeciwnikowi. Pisze o futbolu: "Żarliwie kultywowany przez rządzącą dziś w Polsce partię. Hierarchia w niej ustalana jest na podstawie biegłości w futbolowych obrzędach. A może na odwrót?" ("Uważam rze", nr 12/2011, ss.57-58).

Wildstein nie musi zdawać sobie sprawy z oczywistego faktu: futbol jest czymś tak niezwykłym, że nawet zwykły polityk może się tym zachłysnąć i podchodzić do spraw piłkarskich jak należy czyli bez wcześniejszego skalkulowania czy takie zainteresowanie może się opłacić.

Wildstein naprawdę nie musi sobie zdawać sprawy. Ale czy musi się tym chwalić?

Proszę zostawić futbol w spokoju!

PS Żeby było jasne: tak samo protestowałbym gdyby coś podobnego o piłce wysmażył jakiś publicysta uwielbiający PO zakładając, że byłaby to ulubiona rozrywka Jarosława Kaczyńskiego... Nie znoszę kiedy ktoś odrywa się na chwilę od "naprawdę poważnych spraw" i dla poklasku wyciera sobie usta futbolem.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

22:43, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Kobra z polskimi korzeniami

Przyjechał do mnie Bracik, jest więc o czym pogadać. Okazuje się, że mój młodszy brat bardzo interesuje się boksem, zdecydowanie bardziej niż myślałem:-) Z Czadów jest zdecydowanie najlepszy w te klocki, ale chodzi o co innego: ja zamykam się w ogrodzie przeszłości, w kółko oglądam te same walki Mike Tysona, a Bracik oczywiście zna te wszystkie Rumble in the Jungle czy Thrilla in Manila, ale najbardziej rajcuje go tu i teraz.

Rozmawaliśmy o najbardziej widowiskowo walczących pięściarzach. Bracik polecił mi urodzonego w Nottingham Karla Frocha (rocznik 1977, 27 zwycięstw, 20 przed czasem, 1 porażka). Niespełna trzy lata temu Froch rozbił mojego ulubionego śląskiego boksera Alberta Rybackiego, komandosa z Sarajewa, właściwie kończąc jego zawodową karierę. Froch ma z Polską wiele wspólnego. - Mój dziadek jest z Krakowa, nazywał się Wojciech Froch. Myślę, że moja siła ciosu związana jest z pochodzeniem moich dziadków, którzy przenieśli się na Wyspy w czasie wojny - mówił kurtuazyjnie w jednym z wywiadów. Uwielbiam pięściarzy, którzy za bardzo nie trzymają gardy, bo nie jest im to do szczęścia potrzebne. Froch to taki właśnie kozak:-)

Zobaczcie walkę Kobry z Jermainem Taylorem. 25 kwietnia 2009 w walce o mistrzostwo świata WBC w kategorii super średniej Froch wygrał z amerykańskim Murzynem przez techniczny nokaut w ostatniej rundzie, choć już w trzeciej rundzie był liczony no i przegrywał całą walkę na punkty. Sprawę rozstrzygnął na swoją korzyść czternaście sekund przed końcem. W wielkim finale, w rozstrzygającej końcówce w ogóle nie trzymał gardy! Nie trzymać gardy przeciwko facetowi, który nadwyrężył karierę Bernardowi Hopkinsowi - to już coś:-)

4 czerwca Froch znów skrzyżuje rękawice z nie byle kim, bo z Glennem Johnsonem - facetem, który na ringu walczył z Royem Jonesem Jr (zwycięstwo) Antonio Tarverem (zwycięstwo i porażka), Chadem Dawsonem (dwie porażki). To może być ciekawe:-)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. 

21:33, pavelczado , Boks
Link Komentarze (8) »
sobota, 23 kwietnia 2011
Słaby bank informacji

Czasy takie, że ważny jest każdy szczegół. Szczegół decyduje o rezultacie. Dlatego także zachowanie publiki może odcisnąć piętno na wyniku.

Czasy takie, że nie tylko trenerzy powinni mieć własne banki informacji. Okazuje się, że powinni je mieć także kibice. O co chodzi? Wyszło to w meczu GKS-u Katowice z Ruchem Radzionków.

W deprymowaniu piłkarzy rywala, w wywieraniu na nich presji nie ma nic szczególnego i przesadnie złego. Kiedy na jakimś meczu jestem prywatnie, potrafię przeciągle zagwizdać, a trzeba wam wiedzieć, że nie znam nikogo kto gwizdałby głośniej ode mnie. Trzeba jednak wiedzieć czy piłkarza warto deprymować czy lepiej tego nie robić. Bo zawodnicy dzielą się na takich, których publika rzeczywiście może stłamsić i doprowadzić do ich zmiany jeszcze przed przerwą (znam takie przypadki) oraz na takich, których wrogość trybun napędza, jest wręcz pożywką do jeszcze lepszej gry.

Taki właśnie błąd popełniły trybuny w Katowicach. Nie rozpoznały przeciwnika. Piotra Rockiego z Ruchu wyzywały dziś w paskudny i prymitywny sposób. A Rocki należy jednak do tego drugiego wspomnianego gatunku piłkarzy. Jak na złość, był coraz lepszy, pokazał kilka świetnych zagrań. - Zachował się jak profesjonalista. Wypada mu podziękować, że na boisku zajął się prowadzeniem swoich młodszych kolegów, a nie zważał na trybuny. Pokazał kim jest Piotr Rocki - powiedział o nim z uznaniem trener Artur Skowronek. Nic dodać, nic ująć. Po tym meczu też mam dla tego piłkarza wiele uznania. Trochę śmiać mi się chciało, kiedy poprosiłem go o rozmowę w tunelu kiedy schodził do szatni. Rozmawialiśmy bowiem w pięciu: on, ja oraz... trzech umundurowanych ochroniarzy, którzy otoczyli nas w wymownym milczeniu.

Wniosek? Kibice z Katowic muszą poprawić bank informacji:-)

Last but not least: Napisałem, że w deprymowaniu nie ma nic złego, ale oczywiście mam na myśli cywilizowane deprymowanie. Dziś katowicka publika wobec Piotra Rockiego przekroczyła wszelkie granice. To były szczyty chamstwa.

PS Gdybym miał wybrać najlepsze zagranie meczu, jedno, które mnie zachwyciło - wybrałbym zwód Tomasza Hołoty poprzedzający jego bramkę. To był majstersztyk. Na Bukowej rośnie kawał piłkarza.

PS1 Omega, po wysłuchaniu wieści z Kielc, jest zadowolona.

piątek, 22 kwietnia 2011
Jedynowładztwo

Ważne wieści dla kibiców Ruchu: już wiadomo co i jak na górze. Dariusz Smagorowicz dogadał się z Mariuszem Klimkiem i spółka 4Energy przejęła akcje Ruchu od Varekspolu. Panowie po wielogodzinnych negocjacjach doszli do porozumienia już wczoraj wieczorem, ale przed chwilą wysłano oficjalny komunikat o transakcji (chodzi o akcje notowane na giełdzie). Komunikat dla kibiców jest jasny: Smagorowicz rządzi.

Przeszłość: Mariusz Klimek

Z formalnym odejściem Klimka kończy się w Ruchu pewna epoka (formalnym, bo przecież zawsze będzie kibicować niebieskim). Wypada mu podziękować, bo zainwestował w Ruch w momencie kiedy klub mógł przejść do historii (czyli w chwili kiedy złomiarze zapewne szybko zajęliby się trybuną...)

Obecność Klimka w Ruchu to już cała epoka, jego odzieżowa firma Reporter została sponsorem niebieskich w lipcu 2004 roku. Jej logo znalazło się wtedy na koszulkach Ruchu (jako pierwsi zaprezentowali je Artur Błażejewski i Piotr Ćwielong). Synek z Chropaczowa (dzielnica Świętochłowic) miał wtedy 35 lat. Też kopał piłkę - był wychowankiem Stadionu Śląskiego - gdy kończył wiek juniora, przymierzano go do występów w drugoligowej wówczas Uranii Ruda Śląska. Grę zakończył już w wieku 20 lat. - Pewnego dnia wieczorem doszedłem do wniosku, że takich piłkarzy jak ja są miliony. Nie chciałem kopać piłki do 35. roku życia, a potem zaczynać nowe życie - opowiadał Wojtkowi Todurowi. Niektórzy mieli nawet cichą nadzieję, że w Ruch wejdzie inwestor azjatycki, bo chiński partner Klimka w interesach był właścicielem drugoligowej drużyny Jiangsu Shuntian (jeśli dwa poprzednie słowa czytał jakiś sinolog - niech wybaczy:-).

Przyszłość: Dariusz Smagorowicz

Pojawił się w Ruchu w listopadzie 2006 roku. Jako 38-letni wiceprezes firmy Pronox Technology został wtedy nowym członkiem Rady Nadzorczej. Nie zgadniecie czyje zajął w niej miejsce: Janusza Patermana...

Początkowo Klimek i Smagorowicz dobrze się rozumieli. Zresztą to właśnie ten pierwszy wciągnął tego drugiego. Ciągnął go na Cichą, mówił: "chodź na mecz, zobaczysz, będzie fajnie".

Dariusz Smagorowicz poszedł. I wsiąkł na amen. Jeśli chodzi o mecze Ruchu potrafi cieszyć się z sukcesów bardzo spontanicznie, ale na co dzień, zauważyłem, że raczej milczy, wie co mówi, a nie mówi co wie, przygląda się i wyciąga wnioski.

Zastanawiam się jakie słowa by go najlepiej scharakteryzowały... Wybrałem te, które sam kiedyś wypowiedział:

Mam żonę i dwójkę dzieci. Zanim zdecydowałem się na Ruch, długo na ten temat rozmawialiśmy. Dzień na pewno nie stanie się dłuższy, ale mam nadzieję, że praca dla klubu przyniesie też korzyści. Tak jak było z bieganiem, któremu poświęcam każdego dnia do trzech godzin. Moja żona to mądra kobieta - wie, że ten czas nie jest stracony, ponieważ przekłada się na moje lepsze zdrowie, optymizm. Ruch na pewno dostarczy mi adrenaliny, emocji.

Czadoblog żałuje, że drogi Mariusza Klimka i Dariusza Smagorowicza się rozeszły. Skoro jednak musiało się tak stać, dobrze, że się w końcu stało - bo stan długotrwałego klinczu nigdy nikomu nie wyszedł na dobre... Obaj to mocne osobowości, choć na ile zdążyłem ich poznać - mają zupełnie inne temperamenty.

PS Omega dziękuje Mariuszowi Klimkowi i życzy powodzenia w życiu poza Ruchem. Dziękuje również Dariuszowi Smagorowiczowi i życzy powodzenia w dalszej służbie dla Ruchu.

PS1 Jest coś co może połączyć Polonię Bytom i Real Madryt. Szczegół bez większego znaczenia w całości, która ma znaczenie:-)

PS2 Jest sobie chłopak. Niedawno zagrał w meczu, w którym Polska złoiła Anglię. Uważa, że ma szczęście, bo futbolu uczy się w Czechach. Nie chce przy sobie widzieć żadnych menedżerów, podobnie jak jego klub.

PS3 A tutaj wieść dnia. Co prawda mnie nie rajcuje, ale wielu może rajcować. No i dotyczy miejsca, które mnie rajcuje:-)))) Dlatego i tak muszę tam wtedy być:-)

czwartek, 21 kwietnia 2011
A co z wierzącymi

Ponownie to samo: ośrodki decyzyjne układające ligowy terminarz znów są niepoprawne. Jakaś przemądra głowa zdecydowała, że dwa mecze pierwszoligowe: Floty Świnoujście z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Dolcanu Ząbki z Wartą Poznań odbędą się jutro czyli w Wielki Piątek.

Dla mnie gra w Wielki Piątek to nieprzemyślany zgrzyt. Dlaczego? Powtórzę się:

"Kiedy przed wojną Beuthen 09 zaproponował Ruchowi mecz towarzyski w Wielki Piątek ”niebiescy” odrzucili ofertę, choć była atrakcyjna. W tamtych czasach raczej nie do pomyślenia było łączenie w jednym dniu przeżywania żywiołowych emocji sportowych z nastrojem powagi i skupienia.

Czasy się jednak zmieniły. Dziś dla wielu ludzi w Polsce Wielki Piątek nie jest żadnym Wielkim Piątkiem tylko zwykłym piątkiem początkującym kolejny weekend. Oczywiście dla innych wielu ludzi w Polsce Wielki Piątek nadal jest Wielkim Piątkiem, Dniem Męki Pańskiej. Żyjemy w wolnym kraju, w którym każdy ma prawo przeżywać Wielki Piątek (albo go nie przeżywać) jak chce.

Uznano, że ten dzień jest dobry do zorganizowania meczów jak każdy inny.

Moim zdaniem to nie jest dobry pomysł. Nie chcę rozwijać wątku obrazy uczuć religijnych części społeczeństwa, Czadoblog to nie miejsce na rozwijanie dyskusji światopoglądowych. Pragnę zwrócić uwagę na zupełnie inny problem.

Gdybym był prezesem klubu sportowego, chciałbym, żeby mecze mojej drużyny cieszyły się jak największym zainteresowaniem, chciałbym, żeby oglądało je jak najwięcej ludzi. Nie interesowałyby mnie ich poglądy polityczne, religijne ani preferencje seksualne. Nie interesowałoby mnie co ich dzieli, a raczej co ich łączy. A miałby łączyć - mój klub.

We współczesnym świecie sport wyczynowy to biznes. Większe zainteresowanie to większe zyski, większe gwiazdy, w efekcie lepsze wyniki.

Kibicowi-ateiście jest wszystko jedno czy mecz odbędzie się w Wielki Czwartek, Wielki Piątek, czy może w Niedzielę Wielkanocną. Kibicowi-katolikowi czy kibicowi-ewangelikowi obojętne to nie jest. On na mecz w Wielki Piątek po prostu nie przyjdzie. Rezygnowanie z tak potencjalnie wielkiej grupy kibiców jest błędem. Dlatego, gdybym był akcjonariuszem klubu rozgrywającego mecz w Wielki Piątek, miałbym pretensje do prezesa o działanie na szkodę spółki.

PS Na Górnym Śląsku w Wielki Piątek nie odbędzie się żaden poważny mecz. A czy z powodów biznesowych czy światopoglądowych - to już zupełnie inna sprawa."

PS1 Omegę pozdrawiamy.

środa, 20 kwietnia 2011
Szanuj prezesa, bo...

Kiedy wejdziecie do siedziby Polonii przy ul. Piekarskiej w Bytomiu, możecie zauważyć taki napis.

Bytom, ul. Piekarska

Czadoblog z napisem w pełni się zgadza.

PS Dziś okrągłe jubileusze i jubileusze nieokręgłe. 40 lat temu, 20 kwietnia 1971 roku, z połączenia Polonii Tychy, kilku sekcji Górnika Wesoła oraz Górnika Murcki powstał wielosekcyjny Górniczy Klub Sportowy Tychy. Obecny klub GKS'71 Tychy chce nawiązywać do tamtych tradycji.

Z kolei 91 lat temu powstał Ruch Chorzów.

Gratulujemy.

PS1 Górny Śląsk będzie mieć wkład w nową siedzibę Polskiego Związku Piłki Nożnej. Budynek powstanie na podstawie projektu architektonicznego opracowanego przez biuro Konior Studio, które ma siedzibę w Katowicach.

PS2 Omegę kochamy i pozdrawiamy. 

wtorek, 19 kwietnia 2011
Rozwój też stwarza problemy

Całe Bielsko-Biała drży z niecierpliwości. Dziś wieczorem mecz, który może stać się początkiem nowej ery. Podbeskidzie podejmuje drużynę z Poznania. Wystarczy 0:0 żeby klub z tego miasta pierwszy raz w historii zagrał w finale Pucharu Polski. Wpis chcę poświęcić jednak nie emocjom sportowym.

Dynamiczny rozwój Podbeskidzia powoduje gwałtowne przepoczwarzanie się klubu na wielu polach. Wzrasta zainteresowanie, przybywa fanów. Nie wszyscy jednak, którzy dobrze życzą Podbeskidziu, są... zachwyceni. Oddaję głos Michałowi, który kibicuje bielskiej drużynie:

- Podbeskidzie oglądam regularnie od wielu lat. Kibicowałem im już kiedy grali w IV i III lidze. Wtedy niektórzy ze mnie szydzili co ja tam robię, a teraz widzę, że stali się pierwszymi kibicami. Trochę mnie to śmieszy i targają mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony strasznie się cieszę, że mój klub rośnie w siłę, z drugiej martwię, bo wszystko wskazuję, że tego hitowego meczu nie zobaczę, choć bardzo chciałbym. Pierwszeństwo w nabyciu biletów na mecz z Lechem mają fani, którzy kupili karnet na cały sezon. Ostatnio ich przybyło. Ja jestem z Bielska, ale pracuję w innym mieście, często mam zajęte weekendy. Nie opłaca mi się kupić karnetu, bo nie wiem, które weekendy będę mieć zajęte i na które mecze będę mógł pójść. Nie pozostanie mi nic innego jak zobaczyć mecz z Lechem w telewizji...

Nie umiałem Michałowi poradzić nic sensownego. Podbeskidziu idzie dobrze i wiele wskazuje na to, że od następnego sezonu hitowe mecze będą zdarzać się w Bielsku-Białej co dwa tygodnie. Ich regularność spowoduje, że niedzielni kibice to już nie będą niedzielni kibice tylko fani zapoznani. Oczywiście trudno żeby klub się z tego nie cieszył, w końcu o to właśnie chodzi żeby przyciągnąć nową publikę. Z drugiej strony żal takich kibiców jak Michał, którzy z Podbeskidziem są na dobre i na złe. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach praca nie szuka ciebie tylko ty pracy i musisz się dostosować.

Wyjście jest chyba tylko jedno: zbudujcie w Bielsku wreszcie ten nowy większy stadion!

PS Działacz z Bielska-Białej: Wszyscy żyjemy tym meczem!

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić na Cichą.

PS2 W różny sposób można trafić na testy do Anglii. Czasem wystarczy, że córka kierownika Rozwoju Katowice jest zaręczona z angielskim menedżerem. Ale akurat tym chłopakom warto się przyglądać.

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum