poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Andrzej Iwan. Spalony

Przeczytałem właśnie autobiografię Andrzeja Iwana, gwiazdy nie tylko krakowskiego futbolu, ale również zabrzańskiego.

Najbardziej zainteresowały mnie oczywiście strony 237-245 i 255-283, bo traktują o pobycie Iwana w Górniku Zabrze i odsłaniają kulisy funkcjonowania klubu, który w drugiej połowie lat 80. nie miał sobie równych w Polsce.

Po przeczytaniu książki sądzę, że z grona bohaterów wątku zabrzańskiego (w porządku alfabetycznym):

- Marcin Bochynek poczuje się ośmieszony i będzie naprawdę wściekły;

- Eugeniusz Cebrat będzie zadowolony, choć może i poczuje się trochę ośmieszony?;

- Ryszard Cyroń będzie się zastanawiał nad odczuciami;

- Lesław Ćmikiewicz (jako trener Górnika) poczuje się ośmieszony;

- Józef Dankowski poczuje się zlekceważony;

- Tadeusz Dolny będzie wściekły;

- Bogdan Gunia będzie zadowolony i napije się słodkiej kawy;

- Achim Klemenz poczuje się zlekceważony;

- Ryszard Komornicki jeśli nie będzie marudził - będzie zadowolony;

- Hubert Kostka będzie naprawdę wściekły. WŚCIEK-ŁY;

- Marek Kostrzewa będzie musiał się zastanowić nad sformułowaniem ''odczucia ambiwalentne'';

- Władysław Kozubal gdyby żył, poczułby się rozebrany do naga przed widownią;

- Werner Leśnik, jeśli zrozumie, poczuje się ośmieszony;

- Marek Majka powinien być zadowolony;

- Waldemar Matysik nie będzie czuł się dobrze;

- Antoni Piechniczek (jako trener Górnika) poczułby się doceniony gdyby nie fakt, że wściekłość po wcześniejszych rozdziałach zapewne mu na to nie pozwoli;

- Andrzej Pałasz nie będzie czuł się dobrze;

- Marek Piotrowicz poczuje się zlekceważony;

- Edward Socha nie będzie wściekły;

- Jan Szlachta, gdyby żył, byłby wściekły;

- Jan Urban będzie bardzo zadowolony;

- Józef Wandzik będzie wściekły;

- Andrzej Zgutczyński poczuje się ośmieszony;

Co mogę dodać? Oczywiście warto przeczytać nie tylko rozdziały dotyczące Górnika Zabrze. Śmiałem się do łez choćby z anegdotki, której głównym bohaterem był Cezary Tobollik, piłkarz Cracovii (ss.307-309). Pyszne.

Książka jako całość? Na pewno przyzwoicie napisana pod względem technicznym, dobrze zrobił jej model z założenia oparty na współpracy duetu czyli autora wspomnień (Andrzej Iwan) i dziennikarza je spisującego (Krzysztof Stanowski). Miło się czyta kogoś, kto ma pasję i kto jednocześnie umie o niej opowiedzieć, trafiając w klawisze w odpowiednim tempie i w odpowiedniej kolejności, bez zbędnych udziwnień.

Książka potrafiła mnie zaskoczyć. Na przykład fakt, kto Andrzejowi Iwanowi rozwalił nos na boisku. Znam człowieka od lat i nigdy bym się nie spodziewał:-)

Na pewno trzeba przeczytać. Polecam.

PS Przyznam na koniec, że jednak się nie wzruszyłem. Mówiono mi, że się wzruszę, ale się nie udało. Nie poczułem nawet mrowienia. Cóż, jestem chyba gruboskórnym skurczybykiem. A może właśnie nie jestem?

PS1 Omegi tam nie znajdziecie.

12:39, pavelczado , Książki
Link Komentarze (25) »
niedziela, 29 kwietnia 2012
Trzeciak zawstydził Czadobloga

Polonia Bytom jest klubem, który ma w dorobku mnóstwo legendarnych meczów z bardzo silnymi rywalami. Niestety zdarzyły się one w latach kiedy zarówno Czadobloga jak i jego Czytelników w ogóle nie było jeszcze w planach. Wiadomo, że dni chwały nie trwają zawsze, zdarza się, że ogarniają nas gorsze czasy. Wtedy chodzi o to żeby w czasach kryzysu, w grach ze znacznie słabszymi przeciwnikami o znacznie mniej prestiżową stawkę też próbować się obronić, też próbować przejść do legendy.

O dzisiejszym meczu walczącej desperacko o utrzymanie Polonii będzie się w Bytomiu opowiadać długo. Wyobraźcie sobie: po kwadransie przegrywać 0:2 z Kolejarzem w Stróżach po to żeby w czwartej minucie doliczonego czasu gry zdobyć zwycięskiego gola?!

Do tego okoliczności w jakich padła bramka były wyjątkowo niecodzienne. W zamieszaniu podbramkowym jeden z obrońców gospodarzy chcąc wybić piłkę uderzył ją czubkiem buta i futbolówkę złapał bramkarz Kolejarza. Sędzia podyktował rzut wolny z odległości... trzech metrów! Cała drużyna gospodarzy stanęła oczywiście w murze, a Jean Paulista nie patyczkował się tylko przywalił z całej siły. Piłka odbiła się do muru, który zaczął się rozbiegać i trafiła akurat pod nogi Przemysława Trytki. Żeby dokładnie zaznaczyć: odbiła się nie od muru, a od... Krzysztofa Michalaka z Polonii, który też w tym murze stanął:-)

Nie zmienia to faktu, że piłka poleciała pod nogi Trytki, który wszedł na boisko zaledwie kilka minut wcześniej.  Jego strzał obwołuję najprzytomniejszym zagraniem weekendu. Piłkarz sprytnie uderzył koło słupka (nie jak napisałem wcześniej pod poprzeczkę, dzięki monter:-). To było jednocześnie ostatnie zagranie w tym meczu. Dzięki temu ławka rezerwowych nie wsiadła do autokaru tylko uniosła się w górę i wirując sama odleciała do Bytomia;-)

Dodam, że Jacek Trzeciak, drugi trener Polonii, mnie dziś zawstydził. Podekscytowany Czadoblog zapytał go czy pamięta podobną tak ważną bramkę zdobytą dla Polonii w samej końcówce meczu. Jacek Trzeciak zamilkł z niedowierzaniem jakby nie mógł uwierzyć, że Czadoblog ma tak słabą pamięć.

Bijąc się piersi, podaję więc miejsce i datę, której w Bytomiu się nie zapomina: Jaworzno, 22 czerwca 2005 roku. Byłem tam przecież, widziałem:-)

W drugiej minucie doliczonego czasu gry piłkarze Szczakowianki strzelili wtedy drugiego, upragnionego gola, który gwarantował im pozostanie w lidze i jednocześnie miksował rywali. Ale zawodnicy z Bytomia opuścili głowy tylko na chwilę. W czwartej minucie doliczonego czasu po zagraniu właśnie Jacka Trzeciaka Damian Gacki złożył się do strzału z 18 metrów, a piłka wpadła do bramki tuż przy słupku. Pamiętam ten szał... Druga (czyli pierwsza) liga była przecież ich! No i gdzie skończył się wówczas ten marsz w górę? Pamiętamy wszyscy.

Uwaga więc, wracamy do rzeczywistości:

- do bezpiecznej strefy dającej utrzymanie brakuje Polonii w tej chwili pięciu punktów;

- do końca sezonu pozostało jeszcze sześć meczów czyli do zdobycia jest 18 punktów.

Fight, fight, fight! Takich zwycięstw jak dzisiejsze nie można zmarnować. Do boju Polonio!

PS Swoją drogę ciekawe komu należy przypisać asystę: Pauliście czy Michalakowi?:-)

PS1 Ciekawe również czy senator Kogut dziś szalał?:-)

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 27 kwietnia 2012
My, pole uprawne

Komentarze pod poprzednim wpisem przygnębiają mnie. Coraz wyraźniej dociera do mnie, że najnowsze pokolenie polskich kibiców zostało wessane, przeżute, wyplute i zasadzone na nowo. Trzeba się do tego przyzwyczaić: jesteśmy już tylko i wyłącznie polem uprawnym dla możnych. Nasze kibicowskie łodyżki grzeją się w słońcu tylko ku uciesze hiszpańskich, angielskich i niemieckich plantatorów. To zdumiewające, ale dotarło do mnie, że my już sami nie chcemy żeby mistrz Polski grał w ChL bez eliminacji!

Po własnym dziecku wiem, że zagraniczne kluby coraz częściej są dziś dla nas, polskich kibiców, klubami pierwszego wyboru. Postęp sprawia, że Czadoblożek śledzi co się dzieje w Barcelonie właściwie bez przerwy, ogląda każdy mecz. Na nasze kluby spogląda z zainteresowaniem umiarkowanym, by nie rzec - z pobłażliwością. A i to pewnie tylko dlatego, że ojciec wściekłby się na niego gdyby nie miał jakiegokolwiek pojęcia.

Dlaczego tak się dzieje?

Dla mnie to oczywiste. Wszystko dlatego, że prestiżowa Liga Mistrzów ma dwa wejścia: szerokie dla jednych i wąziutkie, obwarowane bramkami, bardzo trudne do sforsowania  - w dodatku pojedynczo - dla innych.

Różnica między moim pokoleniem kibiców, a obecnym jest taka, że nam się to nie podobało, a oni w pełni to akceptują, ba - gorąco to popierają. To co ja uważam za wadę i praprzyczynę całego zła w europejskim futbolu, inni postrzegają jako wielką zaletę i zabezpieczenie przed nudą.

Jeden z Czytelników pisze: ''pomysł że, w LM powinni grać tylko mistrzowie uważam dla tych rozgrywek za mocno szkodliwy. Kto będzie oglądał mecze, w których Hiszpanie, Anglicy, Niemcy pokonują po 6-0 mistrza Chorwacji, Słowacji etc LM straci kibiców i sponsorów - bogate kluby się wycofają i założą Superligę''

Zgadza się. Dziś możemy się tylko pohustać. Ale gdyby w Lidze Mistrzów od samego jej początku grali tylko mistrzowie i nikt więcej to dzieje europejskiego futbolu potoczyłyby się inaczej. Bogate kluby mogłyby się cmoknąć, bo niby jak miałyby stać się tak bogate jak dziś?

Potężni drapieżni europejscy giganci nie byliby tak gigantyczni gdyby nie dająca przywileje i przede wszystkim pieniądze niewspółmiernie duża ilość miejsc w Lidze Mistrzów.

Zauważcie, gdy nie było ChL z dwoma wejściami, a ciągle istniał najwspanialszy, bezlitośnie zamordowany twór pod nazwą Pucharu Europy Mistrzów Krajowych - rozgrywki były co najmniej wyrównane. Widzew był kiedyś w stanie jak równy z równym walczyć z Liverpoolem albo Juventusem, inne kluby z krajów drugiego, komunistycznego wyboru - także. A dziś?

Liga Mistrzów w obecnej postaci to czyste zło. Oczywiście dla tych, którzy nie żyją w Matriksie. Kluczowy moment tej historii jest taki, że kiedy udało się podłączyć jedną pępowinę z hajsem pojawiła się od razu możliwość podłączenia drugiej pępowiny, z której możni bez skrupułów skorzystali. To Wy jesteście tą drugą pępowiną moi drodzy. Tym bardziej cenną, że żywą i ciągle się powiększającą Wystarczyło Was przekabacić i będziecie teraz rosnąć ku chwale Złotego Cielca.Ta plątanina pępowin jest gwarantem obecnego układu.

Żeby było jasne: Czadoblog nie wyrzucił telewizora za okno. Też uwielbiam Inter, Tottenham, Athletic i MC. Tyle, że dla mnie to ciągle są kluby drugiego wyboru:-)

Liga Mistrzów to czyste zło, bo m.in. na Waszych plecach przepaść między nimi a nami będzie narastać. Zauważcie już nikt w Polsce nie marzy żeby im dorównać. Ba, nikt nie marzy żeby z nimi w ogóle zawalczyć. Właściwie wszyscy marzą żeby się do nich przenieść...

Tej tendencji nie da się odwrócić. Sadzonki nie chcą być już przesadzone. Im/Wam jest dobrze. Już po Was. Już zasnęliście. Jesteście w pępowinie. Niektórzy przed zaśnięciem zdążyli się jeszcze tylko zaśmiać z takich oszołomów jak ja.

Oczywiście Złoty Cielec z oszołomami nie ma zamiaru nic robić. Dla cielca oszołomy to nie problem. To niedobitki. Cierpliwie poczeka aż wymrą. Bo że wymrą nie ulega wątpliwości.

Na podsumowanie ostatni komentarz z poprzedniej notki, Jest symboliczny. Oto przedstawiciel nowego, lepszego świata:

'' Narzekacie, a ja uważam że obecnie Liga Mistrzów jest dobrze zorganizowana. Grają tam naprawdę najlepsze drużyny Europy, to że nie są to "mistrzowie" to tylko czepianie się nazwy. Gdyby każdy mistrz kraju brał udział, to (...) rozgrywki byłyby po prostu nudne i przewidywalne.
Dla klubów takich jak mistrzowie Polski powstała Liga Europejska, wcześniej Puchar UEFA na których słabsze kluby na prawdę mogą się wybić, zarobić niemałe pieniądze i sklejać ekipę na Lige Mistrzów.''

Era elfów minęła. Glamdring już niepotrzebny. Nadeszła era orków.



PS Omega też kiedyś przestanie tikać.

czwartek, 26 kwietnia 2012
Załóżcie sobie osobną ligę

Tylko czekałem kiedy zacznie się kuriozalna w założeniach dyskusja na temat tego jaki mistrz kraju byłby w tym sezonie dla polskiego futbolu najlepszy.

Że niby sukces Legii Warszawa, Wisły Kraków czy też Lecha Poznań* byłby korzystniejszym rozwiązaniem niż Ruchu Chorzów, bo przecież przyszłego triumfatora ekstraklasy czekają trudne eliminacje do Champions League. O sile rywali polskiej drużyny zadecyduje ranking klubowy UEFA. Z powodu niskiego współczynnika Ruch może spodziewać się trudnego przeciwnika już w trzeciej rundzie eliminacji. Inne polskie kluby te współczynniki mają lepsze, a to może nieść za sobą konkretną korzyść.

Takie dyskusje mnie śmieszą. Nie traktuję ich poważnie.

Po pierwsze: rozbraja mnie założenie, że zdobycie tytułu mistrza Polski jest jedynie drogą do celu podstawowego czyli rozgrywek Ligi Mistrzów. To tak jakbyśmy sami deprecjonowali nasze własne rozgrywki. Nie, one nie mają roli służebnej. Zwycięstwo w nich to wielki zaszczyt. Dla mnie celem nadrzędnym jest mistrzostwo Polski, chęć jego zdobycia nadaje przecież sens istnieniu klubów. Resztą będzie można zająć się później.

Albo i nie.

Po drugie: prowadzenie rozważań o współczynnikach, rankingach UEFA i tym podobnych bzdetach oznacza, że przyjmujemy i akceptujemy skandaliczne i bandyckie zasady wprowadzone przez UEFA w tych rozgrywkach.

Mogę to powtarzać bez zadyszki co kilka lat: oczywiste jest, że mistrz każdego kraju z założenia powinien mieć zagwarantowany start w rundzie grupowej Ligi Mistrzów.

Kiedyś zastanawiałem się czy państwa, którym bogata klika zatrzasnęła przed nosem wstęp do ChL nie powinny skrzyknąć się i zorganizować skoordynowanego protestu, ale uznałem, że to nie ma sensu, bo tylko by na tym straciły - odpłynęliby z nich natychmiast wszyscy zdolni i utalentowani piłkarze (i tak odpływają, ale wtedy odpływ byłby bardziej gwałtowny).

Ostre protesty nic dziś niestety nie przyniosą, trzeba było zrobić akcję od razu, kiedy bandyckie przepisy wchodziły w życie, a nie po latach. Po latach możemy się co najwyżej pobujać na huśtawce.To kara za to, że w ważnym momencie zamiast zaciśnięcia - położyliśmy. Zamiast pięści - uszy.

Po trzecie: w czwartej fazie eliminacji Champions League, tej, która decyduje o awansie do fazy grupowej żaden polski klub nie może liczyć na rozstawienie. Powtarzam: żaden. W tym kontekście lepszymi współczynnikami możemy zadrukować jedynie papier toaletowy w klubowych ubikacjach na Łazienkowskiej, Reymonta czy Bułgarskiej.

Po czwarte: zakładanie rzekomej wyższości innych klubów nad Ruchem poza boiskiem może zrazić do polskich struktur futbolowych wielu ludzi. W ich imieniu mogę powiedzieć: jeśli komuś  nie pasuje niech sobie założy sobie ligę wielkopolską, małopolską, mazowiecką, a  polską ekstraklasę zostawi najlepszym. Wypychanie Ruchu z tych rozgrywek (zastanawianie się nad tym, który klub jest bardziej godzien tytułu jest niczym innym jak takim właśnie wypychaniem) to działanie żałosne. Niebiescy nie dadzą się z ekstraklasy wypchnąć. Ruch jest w niej od pierwszego sezonu. Ile klubów może tak o sobie powiedzieć?

Coś wam nie pasuje? Powtarzam: załóżcie sobie osobną ligę.

PS Wskazówki Omegi warczą złowrogo.

* tym razem wyjątkowo odpuszczam cudzysłów, bo dla tematu jest nieistotny 

środa, 25 kwietnia 2012
Mam coś wspólnego z Janem Urbanem!

Byłem dziś na fantastycznej imprezie. Z okazji pierwszej  rocznicy działania WikiGórnika odbył się w Zabrzu mecz towarzyski na który Czadoblog został powołany i miał przyjemność wziąć w nim udział. ''Udział'' to może zbyt duże słowo, ale o tym za chwilę.

Naprzeciw siebie stanęli oldboje Górnika (czerwone stroje) i przyjaciele WikiGórnika (niebieskie stroje). Oczywiście Czadoblog z wywalonym jęzorem ledwo zdążył na czas i kiedy wchodził do szatni (przebieraliśmy się w tej na prawo od wejścia, używanej zazwyczaj przez gości) Jan Urban zaśmiał się, że jestem już po rozgrzewce. Okazało się, że mam z nim coś wspólnego. Jan Urban pojawił się na murawie pierwszy raz po zabiegu kolana, pierwszy raz od półtora roku. To tak jak ja:-) Ale dla mnie to było znacznie większe wyzwanie, bo ja wychowałem się na boiskach asfaltowych...

No i to by było na tyle jeśli chodzi o wspólne pola między Janem Urbanem i Czadoblogiem. Podczas meczu nie mieliśmy już nic wspólnego:-(

Chciałem przeprowadzić akcję życia i bardzo nastawiałem się, że ją wykonam. Chodziło o to żebym potem mógł się nią chwalić latami. No i zdarzyła się okazja. Józef Dankowski podał płaską piłkę z własnej połowy do Urbana, a ten podbiegł w jej stronę. Ruszyłem za nim z twardym postanowieniem, że teraz na pewno go powstrzymam, zastanawiałem się czy zrobić wślizg. I w tym momencie stało się coś czego nie rozumiem i już nie zrozumiem. Jan Urban niespodziewanie zagrał piętą i... zniknął. Nie wiem co się stało, ale wiem wreszcie co znaczy ''wkręcony w ziemię''. Pocieszam się, że tym sposobem stanąłem w jednym szeregu z całym mnóstwem prawdziwych piłkarzy.

Podziwiam Urbana. Nie tego sprzed dwudziestu lat, ale tego z dzisiejszego meczu. Wystarczyłoby Wam popatrzeć na jego grę przez minutę żeby wiedzieć, że to naprawdę Ktoś, że to Pan Piłkarz. Sposób w jaki przytrzymuje piłkę, odgrywa, robi nagły zwód - rewelacja! Cóż, stara dobra szkoła A.D.1962...

Czułem się na boisku nieswojo, a do tego już na początku ustawił mnie Mietek Agafon, który spojrzał na mnie twardo i stwierdził, że będzie miał na mnie oko. Oczywiście żartował, ale poczułem, że pocą mi się dłonie. Zrozumiałem stres, który odczuwają piłkarze wchodzący na boisko;-)

Żeby było jasne: z dotychczasowego tekstu może wynikać, że Czadoblog był ważnym elementem tego meczu. Musimy niestety przejść do sedna: grałem pięć minut w pierwszej połowie, potem byłem zziajany, potem grałem pięć minut w drugiej połowie, a potem znów byłem zziajany. Najbardziej podobała mi się moja akcja na obiegnięcie z Jurkiem Muchą, rzecznikiem Górnika. Podałem mu, obiegłem, oddał mi na skrzydło i zacentrowałem. Co było dalej nie wiem, bo tak bardzo podjarałem się faktem, że udało mi się zacentrować, że zapomniałem co było dalej. Gol w każdym razie nie padł.

Przez te krótkie chwile, w których przebywałem na boisku raz dopadła mnie trwoga. Tak się złożyło, że grałem na bocznej obronie i jeden raz w mój sektor postanowił wbiec Jacek Wiśniewski, który występował  jako napastnik. Musielibyście go zobaczyć - to prawdziwy dzik, Sandor Clegane II! Dla niego nie ma różnicy - mecz ligowy czy mecz z drużynami mającymi w składzie produkty piłkarzopodobne (albo niepodobne, jak Czadoblog) - jest tak samo naładowany. Ale dzik przegalopował i przeżyłem. Przyjmuję ten fakt z westchnieniem ulgi:-) 

Ostatecznie gole strzelili nam Urban, Agafon i Wiśniewski. Ale my strzeliliśmy im pięć (o tym, że nie miałem udziału w żadnej z tych akcji nie mówcie nikomu, proszę). Nie dziwcie się: grało u nas czterech piłkarzy Górnika z MESY:-)))

Oczywiście niestrudzony Stanisław Sętkowski ufundował koguta dla najlepszego zawodnika meczu. Otrzymał go... , a właściwie otrzymała Michela Weczerek. Jedyna zawodniczka na boisku strzeliła dla nas gola głową!

PS Dziewczyny z WikiGórnika to skarb. Gdyby każdy klub miał dziewczyny z takim talentem organizacyjnym - świat byłby zdecydowanie lepszy:-) Wszystkiego najlepszego WikiGórniku:-)

PS1 Rysiu: Jan Urban prosił żebym Cię pozdrowił, co niniejszym czynię.  Z kolei ja pozdrawiam Wrocław:-)

PS2 Nigdy nie spóźniajcie się na przedmeczowe zbiórki, dobrze Wam radzę. Zostaną Wam wtedy ostatnie najmniejsze komplety więc kiedy się w nie wbijecie - będziecie się czuli jak baleron. Ja tak właśnie się czułem:-) Trzeba wreszcie coś zrzucić, cholera!

PS3 A poza tym Omega.

PS4 Oglądam właśnie mecz Realu Madryt z Bayernem Monachium. Ponad 22 lata temu hat-tricka na tym stadionie zaliczył piłkarz, którego dziś Czadoblog prawie powstrzymał:-)))

wtorek, 24 kwietnia 2012
Nie ma czasu na szlochy

Ruch Chorzów nie zdołał wygrać finału Pucharu Polski. Przykro było to oglądać, mecz ułożył się dla niebieskich najgorzej jak mógł. Legia zwyciężyła i po dzisiejszym meczu tylko szaleniec uznałby to za niesprawiedliwe rozstrzygnięcie.

Ruch przegrał wyraźnie, bezdyskusyjnie i zasłużenie. Nie udało się wypełnić dziur osłabiających skład po zdarzeniach losowych. Przy wszystkich straconych golach trochę lepiej mogli zachować się niebiescy obrońcy: przy pierwszym Stawarczyk nie przypilnował Radovicia, a Szyndrowski Ljuboi, przy drugim Stawarczyk nie przypilnował Radovicia, a przy trzecim nie miał szans dogonić Michała Żyro. Piłkarz Legii był dziś znakomity, tak naprawdę o wszystkim zdecydowały właśnie jego dwa błyskawiczne rajdy lewą stroną jeszcze w pierwszej połowie.

Niedobrze było nie tylko z tyłu. Przód nie był dziś wcale lepszy. Właściwie nie było ani jednaj akcji ofensywnej ze strony Ruchu, która byłaby godna zapamiętania. Godna finału. Przykre... Wiadomo, że szansa na zgarnięcie pucharu może się długo na Cichej nie powtórzyć, dla wielu zawodników z tego składu - nigdy. Ale teraz to... nieistotne.

Uwaga: piłkarze Ruchu muszą się zresetować i jak najszybciej zapomnieć o tym meczu. To nie będzie łatwe, jednak los sprawił, że finał krajowego pucharu nie jest ostatnim akcentem sezonu. Nie ma czasu na narzekanie i rozpamiętywanie. Właśnie przez narzekanie i rozpamiętywanie Ruch może stracić szansę na mistrzostwo Polski! Wiem, że wielu z was się w tym miejscu zaśmieje, ale szansa na najważniejsze trofeum dla niebieskich CIĄGLE jest poważna. Paradoksalnie, sięgnąć po nie być może będzie nawet troszeczkę łatwiej, bo w tej chwili, tuż po finale, niewielu wierzy, że Ruch jest w stanie podnieść się po tak spektakularnym ciosie jak dziś.

Podkreślam: wiele stracone, ale nie wszystko!

Na rozpamiętywanie, szlochanie, biadolenie i żałowanie będzie mnóstwo czasu już za dwa tygodnie. A teraz warto jeszcze na samą końcówkę zacisnąć pięści, zęby, wargi. Jest bardzo dużo do stracenia. Waldemar Fornalik musi szybko podnieść z błota ten zespół. Sezon 2011/12 naprawdę może jeszcze przejść do historii Ruchu jako jeden z najlepszych. Do wygrania pozostały jeszcze trzy mecze. Ruch jest w stanie tego dokonać.

Do boju!

PS Oniemiała Omega przestała tikać, ale tylko na chwilę.Więcej o meczu przeczytacie tutaj.

PS1 Wyrazy uznania dla Legii za piętnasty w historii Puchar Polski.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Flaga z napisem "Jan Urban"

Jeden z moich trochę starszych kolegów z dzieciństwa uwielbiał Jana Urbana. Uwielbiał tak bardzo, że w drugiej połowie lat 80. jeździł z flagą z napisem ''Jan Urban'' zarówno na mecze Victorii do Jaworzna jak i Górnika do Zabrza. Uważał - i pewnie nadal tak uważa - że nie było lepszego piłkarza w Polsce tej generacji. A to przecież wyróżnienie nie lada, rocznik 1962 był moim zdaniem jednym z najlepszych w całej historii polskiej piłki nożnej. Urban, Dziekanowski, Furtok, Tarasiewicz i jeszcze paru, a każdy z nich był artystą jakich teraz w ekstraklasie najzwyczajniej nie ma. Wiem, ci młodsi kibice powiedzą, że Czadoblog znów gloryfikuje przeszłość, ale zaufajcie mi - właśnie dzięki tym piłkarzom koniec lat 80. w polskiej lidze był naprawdę ekscytujący.

Kolega od wielu lat mieszka zagranicą, ale wiem, że miłość do Urbana nie wygasła. Dlatego trochę głupio mi jest, że to ja mam okazję spełnić marzenie kumpla - zagrać z samym Janem Urbanem. A właściwie przeciw Janowi Urbanowi.

Niektóry nie uwierzą, ale w przeszłości miały już miejsce akcje w trójkącie Czado - Szarmach - Lubański, wiem również co to znaczy wyskoczyć do główki z Terrym Butcherem (jego biodro było wtedy na wysokości mojej twarzy:-). Nigdy jednak nie grałem przeciw ekipie KSG.

Zdarzyło mi się kopać piłkę na głównej płycie Stadionu Śląskiego, na Bukowej, na Cichej, na Okrzei, ale na Roosevelta - nigdy.

Teraz nadarza się okazja.

Oprócz Jana Urbana na boisko wyjdą także Jerzy Machnik,  Józef Dankowski, Dariusz Koseła, Marek Piotrowicz, Eugeniusz Cebrat, Andrzej Orzeszek, Mieczysław Agafon, Jarosław Zajdel, Grzegorz Dziuk, Jacek Wiśniewski, Adam Kompała, Grzegorz Lekki, a także trenerzy rezerw i drużyn młodzieżowych: Tomasz Grozmani, Kamil Kanclerz, Tomasz Gorczyk i Sławomir Kapciński. 

Jak to możliwe, że załapał się tam Czadoblog? Wszystko dzięki inicjatywie encyklopedii "WikiGórnik". Z okazji pierwszych urodzin encyklopedii w środę odbędzie się mecz pomiędzy drużyną "WikiGórnik i przyjaciele" oraz byłymi zawodnikami 14-krotnego mistrza Polski. Wy też macie sposobność gry (szansa jest do końca dnia, zajrzyjcie do linka). Lecz nie przeciw Janowi Urbanowi, ale razem z nim.

Czadoblog oczywiście zdaje sobie sprawę, że czasy kiedy wołali na niego ''Caniggia'' były dwadzieścia kilogramów i dwa urazy kolana temu. Ale poprosi nieśmiało trenera żeby choć na chwilkę pozwolił mu zagrać na prawej pomocy (spodziewam się, że Jan Urban zagra na lewej). Po to żeby móc potem o tym koledze opowiedzieć.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

niedziela, 22 kwietnia 2012
Przykro mi

Futbol jest okrutny? To za mało powiedziane. Jest bezlitosny. Kiedy jest dobrze, pamięta dobre i owszem. Ale kiedy jest źle - najczęściej zapomina o chlubnej przeszłości.

W Polonii Bytom nastroje są fatalne. Poloniści nie wygrali dziś u siebie kluczowego meczu z rywalem do utrzymania. Być może był to najważniejszy mecz w sezonie, który należało wygrać. Nie udało się. Może zdarzyć się, że właśnie dzisiejsza strata punktów przesądzi o spadku. Ciągle trudno uwierzyć, że Polonia mogłaby zlecieć na trzeci szczebel. Już tam była i wie, że trudno się wygrzebać...

Ale właśnie wtedy gdy jest najtrudniej można wiele się o sobie dowiedzieć. Nie uwierzyłbym, że trener Dariusz Fornalak kiedykolwiek może na bytomskim stadionie usłyszeć słowa: ''jak masz honor to wypier...''.

Po pierwsze: rozumiem kibiców, że mogą być rozżaleni, a kiedy jest się w rozpaczy, działa się w amoku. Wiadomo, że w rozpaczy nie pamięta się często o savoir-vivrze, ale powinno się jednak pamiętać o przyzwoitości. Przecież temu człowiekowi w Bytomiu należy się szacunek. Przypominam, że w 2007 roku to Dariusz Fornalak w niezwykle trudnych warunkach poskładał zespół, to Fornalak po dwudziestu latach pobytu klubu na pustyni przywrócił Polonię do życia awansując z nią do ekstraklasy. Było wtedy na Olimpijskiej naprawdę siermiężnie. Kto pamięta, musi przyznać, że to było w wykonaniu polonistów mistrzostwo świata. Ten awans spadł wtedy z nieba.

Po drugie: wskażcie mi trenera, który będąc na miejscu Fornalaka, spisałby się dziś od niego lepiej i pstryknąwszy palcami utrzymałby ten zespół, w takich warunkach i w takim składzie.

Kto zna Dariusza Fornalaka ten wie, że to nie jest człowiek, który potrzebuje by się za nim ktokolwiek ujmował. Ale piszę te słowa, bo chcę wyrazić smutek. Najzwyczajniej w świecie mi przykro...

Na koniec dodam, żę jeszcze nie wszystko stracone. Opłuczcie twarze! Do końca sezonu można zdobyć jeszcze aż 21 punktów. Polonia ciągle ma szanse. Ciągle z Dariuszem Fornalakiem.

PS Omega doskonale zna Fornalaka. Ale, cholera, nie pamiętam czy słyszała słowa trenera, które wypowiedział na gościnnym stadionie Ruchu po pierwszym zwycięstwie w ekstraklasie w 2007 roku (to był mecz z Cracovią):

Chcę przeprosić za to zwycięstwo wszystkich "znawców futbolu". Nie spotkałem się dotąd z przychylną oceną Polonii. Chyba nie wszyscy chętnie nas widzą w ekstraklasie. Awansowaliśmy przecież po sportowej walce, strzeliliśmy najwięcej goli spośród drugoligowców, a wciąż traktuje się nas w tym towarzystwie jak jakąś zjawę. W tym meczu pokazaliśmy, że potrafimy grać, walczyć i wygrywać.

Wierzę, że Polonia ciągle potrafi grać, walczyć i wygrywać. Sezon się jeszcze nie skończył.

sobota, 21 kwietnia 2012
Do kibiców Polonii Warszawa

Nie o wczorajszym meczu na Konwiktorskiej chcę pisać, bo zwycięstwo Ruchu, przy porównaniu sił, przy porównaniu obecnej formy, przy porównaniu możliwości, przy porównaniu nastrojów, przy porównaniu szerokości wachlarza wyrafinowanych środków czysto piłkarskich, przy porównaniu sposobów wywierania presji - było dla mnie oczywiste. Okazuje się jednak, że z tego meczu może pojawić się nieoczekiwana dodatkowa korzyść.

Przyznam szczerze kibice Polonii Warszawa: z jednej strony było mi Was żal kiedy bez mrugnięcia przyjęliście twór milionera Wojciechowskiego za swój, a z drugiej mówiłem sobie - dobrze Wam tak. Właśnie za to ''bez mrugnięcia''. 

Jeśli wierzyć zniechęconemu milionerowi Wojciechowskiemu, a teraz chciałbym wierzyć mu jak nigdy - możecie jednak znowu przejść na jasną stronę mocy. Ucieszyło mnie bardzo kiedy stwierdził, że w grę wchodzi likwidacja tworu. Tak trzymać panie Wojciechowski!

Uważam kibice Polonii, że, paradoksalnie, macie szczęście. Dostajecie bowiem niepowtarzalną okazję żeby znów być sobą. Doceńcie ten fakt, bo nie każdy ją dostaje. Nie wydaje się na przykład żeby dostał ją w najbliższym czasie choćby ''Lech Poznań''. Może zdarzyć się, że tam kolejne pokolenia przez następne dziesiątki lat będą święcie wierzyć, że kibicują Lechowi Poznań...

Najważniejsze to moim zdaniem uwolnić się od milionera Wojciechowskiego i zacząć od B-klasy jako Polonia Warszawa. Oczyścić się można tylko w ten jeden sposób. Wierzcie mi: od tego momentu znów wielu kibiców zacznie uważać Was za Polonię Warszawa, a nie ''Polonię Warszawa''. Bo w monografii, która powstanie na temat Waszego klubu za jakiś czas, rozdziału za lata 2008-2012 w ogóle nie powinno być! Bo to co wczoraj grało z Ruchem to nie była moim zdaniem Polonia Warszawa. A rozdział 2012-i dalej powinien zaczynać się od słów ''dzięki staraniom kibiców zasłużony klub po czterech latach reaktywowano''. Słowo ''reaktywacja'' jest tu jak najbardziej na miejscu. 

Być może otwiera się przed Wami wielka szansa - znowu możecie stać się kibicami Polonii Warszawa, a nie ''Polonii Warszawa''. B-klasa nie powinna Was przerażać. Tak fantastyczna marka jak Polonia w takim mieście jak Warszawa nie tylko nie ma prawa przestać istnieć, nie ma również prawa tylko egzystować. Pobyt w niższych ligach, jeżdżenie po mazowieckich pipidówkach i - daj Boże - jak najszybszy powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej Was tylko wzmocni. Tego szczerze Wam życzę.

Wiedzcie jedno: jeśli odchwaszczona Polonia Warszawa zacznie sezon 2012/13 od najniższej ligi - Czadoblog będzie jej bardzo wiernym kibicem. Myślę zresztą, że tych kibiców będzie wielu nie tylko w Warszawie.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę Was pouczać, nie wyśmiewam się z Was, nie drwię, nie dogryzam. Piszę jak uważam. A Wy i tak zrobicie jak będziecie chcieli. Możecie na przykład błagać na kolanach milionera Wojciechowskiego żeby został.

Nikt Wam nie może tego zabronić. Wy decydujecie.

PS Omega pamięta dobrze Polonię Warszawa. O Dyskopolo nie chce pamiętać.

piątek, 20 kwietnia 2012
A może zmienić sposób karania kiboli

Igi z Piekar, Czytelnik Czadobloga, wpadł na bardzo interesujący pomysł. Moim zdaniem warto by go rozważyć.

Zdaniem Igiego kary za chuligańskie ekscesy w postaci zakazu wyjazdów albo zamknięcia stadionów nie powinny wcale obowiązywać w kolejnych meczach, które następują bezpośrednio po burdach.

Te kary powinny obowiązywać na kolejny mecz tych samych drużyn albo w szczególnych przypadkach - na spotkanie tej samej konkretnej rangi! Rozważmy to czysto teoretycznie:

- czy zamknięcie stadionu z wyjątkiem trybuny krytej na Cichej nie powinno obowiązywać na dwóch kolejnych WDŚ? (akurat ten przykład nie jest w tym momencie najszczęśliwszy, bo wiele wskazuje na to, że WDŚ będą odbywać się na Stadionie Śląskim);

- czy kibice Legii i ''Lecha'' po ekscesach w Bydgoszczy nie powinni dostać zakaz wyjazdu na dwa kolejne finały PP w których kiedykolwiek będzie uczestniczyć ich drużyna?

Żeby było jasne: to oczywiście przykłady, nie jestem za tym żeby prawo działało wstecz:-)

Zmiany niewielkie a jednak dla bandytów zasadnicze. Widmo takiej kary rzeczywiście może powstrzymać chuliganów. Bo wiadomo, że na niektórych meczach dymi się z przyjemnością, a inne są mniej ważne.

Podejrzewam, że gdyby chuligani wiedzieli, że w razie jakichkolwiek ekscesów na meczu Ruchu z Górnikiem podczas dwóch kolejnych WDŚ stadiony świeciłyby łysiną - zastanowiliby się nie pięć, a pięćdziesiąt pięć razy. A może się mylę?

Co Wy na to?

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Odszedł Władysław Siech, jedna z największych piłkarskich legend Zagłębia Dąbrowskiego. To człowiek, który nie tylko pamiętał tajne rozgrywki w czasach okupacji o mistrzostwo Sosnowca. On w nich uczestniczył i strzelał ważne bramki!

Miał 92 lata. Cześć Jego pamięci. A TUTAJ możecie przeczytać tekst o Jego niezwykłej karierze.

PS2 Myślałem, że padnę kiedy wyczytałem dziś, że mecz poznańsko-warszawski to polskie Gran Derbi. Sądziłem bowiem, że Gran Derbi to mecz drużyn najbardziej utytułowanych czyli w polskich warunkach Górnika Zabrze z Ruchem Chorzów. Jako, że Legia wygrała ligę osiem razy, a ''Lech" - raz to ich mecz można przyrównać jedynie do rywalizacji Athleticu Bilbao (8-krotny mistrz Hiszpanii) z Betisem Sevilla (raz byli najlepsi). Myślę, że to i tak nieźle...

 
1 , 2 , 3
Archiwum