środa, 19 kwietnia 2017
Laos

Jestem w tej chwili w Laotanskiej Republice Ludowo-Demokratycznej. Flagi z sierpem i mlotem powiewiaja tu wszedzie*, ale z drugiej strony buddystow jest jakies czterdziesci razy wiecej niz ateistow. Lud pracujacy miast i wsi tyra, a z drugiej strony luzujacy sie Budda z Xieng Khuan - budzi prawdziwa sympatie:)

Miejscowy futbol w Laosie nie jest zbyt popularny. Zwiedzam stolice Vientiane i przeszedlem sie wlasnie na obiekt o dumnej nazwie National Stadium. Odbywaja sie na nim mecze osmiozespolowej Lao League. Na moj nos ten pietnastotysieczny stadion bylby zdecydowanie najgorszym obiektem w polskiej ekstraklasie (zeby nie bylo: za miastem Laos wybudowal sobie New National Stadium, juz na 25 tys. ludzi).

Mistrz Laosu bierze m.in. udzial w mistrzostwach Mekongu**. Ostatnio zdominowali te rozgrywki Tajlandczycy, w 2015 i 2016 wygral je Buriram United - klub na tyle popularny, ze w Indochinach chodzi sie w jego koszulkach (oprocz tego popularne sa tez koszulki Realu, Barcelony, MU i Liverpoolu).

Podczas spaceru na National Stadium widzialem na nim budzace sympatie obrazki, ktore nie moglyby miec zapewne miejsca w polskiej ekstraklasie. Otoz na murawie odbywal sie wlasnie trening ligowej druzyny, a w tym samym czasie bieznia byla otwarta dla wszystkich. Kilkunastu ludzi uprawialo na niej jogging, nie przeszkadzajac futbolistom i nie interesujac sie w ogole ich treningiem. Tez chodzilem sobie po biezni i nikt nie probowal mnie z niej zganiac. Od czasu do czasu moglem odkopnac pilke, ktora minela bramke.

* flagi sa bardzo podobne do tych z czasow ZSRR, tyle ze sierp i mlot sa wieksze no i znajduja sie na centralnym miejscu a nie w rogu.

** alez to potezna rzeka, Wisla wyglada przy niej jak piecioletnia siostra.

sobota, 15 kwietnia 2017
Smigus-dyngus po tajsku

Jestem w tej chwili w Indochinach - w miescie Udon Thani na pograniczu tajlandzko-laotanskim. Trafilem akurat na niezwykle swieto Songkran, Tajowie fetuja Nowy Rok.

Polega to na tym, ze caly dzien wszyscy wszystkich polewaja woda. Nie przepuszcza sie nikomu. Przez ostatnie 12 godzin bylem oblany pewnie ze sto razy. Zapewniam, ze nie symbolicznie. Nasz polski smigus-dyngus kiedy po ulicach za dziewczynami uganiaja sie tabuny wyrostkow z wiadrami to naprawde maly pikus. Tutaj oblewaja wszystkich dookola male dzieci, ich matki, dziadkowie i babcie.

Chodzilem po miescie mokry od stop do glowy rano, wieczor, we dnie i w nocy. Lali nas z chodnikow nawet kiedy jechalismy na skuterze. Nastepnego dnia nie wytrzymalem. Ustawilem sie na ulicy i przez kilka godzin razem z kumplem wylalismy na przejezdzajace samochody, skutery i na przechodzacych ludzi kilkaset litrow wody. Lalismy ze szlaufa, czerpalismy ja z beczki. A oni lali nas.

A wiecie co jest najlepsze? Jutro bedzie identycznie, pojutrze tez, a moze i popojutrze. 

Przypomnial mi sie w tej chwili Gornik Zabrze.

Po pierwsze - jest w Udon Thani rozwieszony bialo-niebiesko-czerwony szalik z napisem "Duma Slaska".

Po drugie - dowiedzialem sie, ze przegral u siebie bardzo wazny ligowy mecz.

Po trzecie - pomyslalem, ze pilkarzom Gornika przydalby sie Songkran. Musza juz wygrywac wszystko do konca tego sezonu jesli jeszcze w Zabrzu o czymkolwiek sie marzy. A marzy, prawda?

PS Mam przeczucie graniczace z pewnoscia, ze Kac Vegas dwojka, ten krecony w Bangkoku jest oparty na faktach.

Archiwum