niedziela, 30 maja 2010
Kaka, Ronaldo, van Nistelrooy. Czadoblog

Okazuje się, że jest coś co łączy Czadobloga m.in. z Ronaldo, Ruudem van Nistelrooyem, Kaką, Mohamadou Diarrą, Takesure Chinyamą albo Łukaszem Fabiańskim.

Artroskopia kolana.

W związku z tym w przyszłym tygodniu będę mniej czynny, ale na pewno napiszę Wam jaki mecz śnił mi się podczas zabiegu. No chyba, że walną mi w rdzeń kręgowy, wtedy nie zasnę.

Do zobaczenia w lepszym życiu. W takim, gdzie kolana się zginają.

PS Czadoblog ma nadzieję, że nie pójdzie w ślady Macieja Baranowskiego, piłkarza rezerw Legii sprzed dziesięciu lat. Sześć powtórek to nic przyjemnego.

PS1 Fajnie, że zegary nie muszą przechodzić artroskopii.

PS2 Jestem pod wrażeniem zdolności nauczycielskich Franciszka Smudy. "Taki Maciek Sadlok już nie kopnie byle gdzie, tylko stara się wyprowadzić piłkę" - mówi nasz selekcjoner w "PS". Wiadomo przecież, że u Fornalika Sadlok zawsze kopał nieszczęsną futbolówkę byle gdzie. Potrzebował światłego nauczyciela, żeby to zrozumieć. Teraz będzie już na pewno lepiej.

piątek, 28 maja 2010
Diamentowa Polonia

Damian Bartyls z diamentową odznaką

PZPN uhonorował dziś Polonię Bytom diamentową odznaką. To najwyższe klubowe odznaczenie nadawane przez związek. Podczas dzisiejszej gali w Bytomiu odznaczenia wręczano, wręczano i wręczano. Trwało to, trwało i trwało. Słusznie! Bo mało jest klubów, w których tak wielu ludzi zasłużyło na wyróżnienie.

Było fajnie. Na uroczystości pojawiły sie delegacje innych śląskich klubów (Łukasza Mazura, prezesa Górnika zauważyłem z imponującą blondynką, Tomaszowi Baranowi, prezesowi Ruchu Radzionków gratulowałem awansu, a z Mariuszem Klimkiem rozmawiałem jak dojść do pełnej sprawności po kontuzji). Prowadzący imprezę Dariusz Szpakowski był uroczo rozbrajający (Mirosław Smyła i Mirosław Dreszer na pewno zapamiętają ten wieczór), a żarcie i napitki w salce bankietowej - jak to u Polonii - ekstraklasa.

Prezes Damian Bartyla podczas przemówienia był trochę stremowany. Niepotrzebnie. Niewielu jest takich prezesów jak on. To nie jest szef do wynajęcia, jak paru innych... To prezes tylko i wyłącznie Polonii. Wygląda na to, że idealny prezes Polonii. Tak przynajmniej uważali goście obecni na gali.

PS Serdeczne dzięki dla Jacka Trzeciaka. Wiem dlaczego tego faceta tak wszyscy lubią. Jest po prostu bezinteresowny.

PS1 O zegarach pamiętamy.

Kręcenie bicza

Wpadła mi w ręce „Piłka Nożna”. Mam jej wszystkie numery od momentu kiedy zacząłem kupować gazety czyli od 1984 roku, aż do 2005 roku. Kiedyś na nią z niecierpliwością czekałem, teraz wpada mi do ręki tylko od święta, choć oczywiście nadal pracują tam dziennikarze, których warto czytać.

Przyznam, że podczas przeglądania któregoś z ostatnich numerów zdenerwowałem się. Dziennikarz, który nazywa się Adam Godlewski, pełniący funkcję zastępcy naczelnego tego czasopisma, stworzył zestaw najbardziej wpływowych ludzi polskiego futbolu. Na miejscu 23. znalazł się Waldemar Fornalik. Uzasadnienie: „przy Cichej ukręcił coś z.... Wiadomo z czego”.

Po pierwsze

Czy to sformułowanie oznacza, że przed erą Fornalika na Cichej stało tylko szambo? Pan Godlewski na pewno jest obecnie zachwycony Sobiechem i Sadlokiem, ale przypominam, że oni w Ruchu debiutowali jeszcze przed erą Fornalika, która zaczęła się w kwietniu 2009 roku. A Ruch umiał grać już wcześniej! W sezonie 2008/09 niebiescy (którzy ostatecznie w tamtym sezonie zajęli dziewiąte miejsce) potrafili w krótkim odstępie czasu, niedługo przed przyjściem Waldemara Fornalika, wygrać po świetnym meczu z Lechem Poznań Franciszka Smudy 2:0 (późniejszym zdobywcą trzeciego miejsca) i z Wisłą Kraków Macieja Skorży 1:0 (późniejszym mistrzem). Czy tego mógłby dokonać gówniany zespół?

Po drugie

Prostackie sformułowanie użyte przez Godlewskiego zwyczajnie obraża drużynę, klub i ludzi z nim związanych. Ja wiem, że idą nowe czasy, że trzeba przyciągać czytelników ostrym słowem, bezkompromisowym sądem i... w tym nie ma nic złego.  Nie mam nic przeciw umiejętnie użytemu czy zasugerowanemu grubemu słowu, sam czasem stosuję ten chwyt na Czadoblogu jako „zabieg stylistyczny”, czasem pojawia się podczas wywiadu, żeby zachować indywidualny, mocno specyficzny styl rozmówcy (vide: Kazimierz Kutz). Trzeba jednak wiedzieć gdzie i kiedy. Niezbędnym warunkiem są odpowiednie okoliczności (te w przywołanym przypadku Ruchu nie uzasadniają moim zdaniem „zabiegu stylistycznego”). Jak to przeczytałem, pomyślałem, że ktoś „Piłkę Nożną” zwyczajnie obrzygał. 

To oczywiście nie mój problem, choć może... trochę tak? Kiedy dziś przeglądam „Piłkę Nożną”, znów czuję się jak dwunastoletni wierny czytelnik, bo mam do niej duży sentyment. I chciałbym, żeby sentymentu nie zepchnęły w dół tzw. mieszane uczucia.

Po trzecie

Można stworzyć coś z niczego i z czegoś - nic. Napisze pan o tym, panie Godlewski?

PS A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić.

PS1 Legenda Odry: kibicom trzeba powiedzieć prawdę...

PS2 Prezes Jastrzębia namawia miasto na spółkę.

czwartek, 27 maja 2010
Śpiewają miasta, śpiewają wioski

radość piłkarzy i trenera

Wiele było klubów ze śląskich miast i miasteczek, które miały swoje pięć albo i dziesięć minut. Wystarczy przeanalizować tabelę wszechczasów polskiej ekstraklasy, żeby przypomnieć sobie, że silnych drużyn stond było naprawdę mnóstwo. W końcu jednak czas chwały mijał i klub (a tak naprawdę klubik) odchodził albo w niebyt albo w otchłań na dnie której zwija się i plącze gąszcz najniższych lig z literkami w nazwie.

Ruch Radzionków dokonał niebywałej sztuki. Klub z niespełna 20-tysięcznego miasteczka podniósł się i zmartwychwstał (termin „zmartwychwstanie” rozumiem w tym wypadku jako zaistnienie w lidze centralnej) w pięknym stylu. Kiedy spadał z ekstraklasy w 2001 roku wielu wieszczyło jego koniec. Rzeczywiście był okres, że było już bardzo źle. Jeszcze w 2006 klub spadał z trzeciej ligi! Przyznam ze wstydem: i ja nie dowierzałem, że Ruch radzionkowski jeszcze kiedyś będzie w stanie wdrapać się wyżej niż na trzeci stopień rozgrywek...

Czasy takie, że wiele może w przyszłości zależeć od zaproszonych gości. Każdy działacz wie, że na mecze ważnych gości warto zapraszać, choć czasem można się przejechać... Jak choćby Marian Dziurowicz, który w 1989 roku zaprosił całą górniczą wierchuszkę na mecz GKS-u Katowice z Rovaniemi Palloseura. Co prawda na Gieksę i tak szła wtedy kasa z aż 10 kopalń i innych zakładów wchodzących w skład Katowickiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego, ale przecież większego strumienia nigdy za wiele... Tymczasem goście zobaczyli coś, czego lepiej żeby nie zobaczyli: niecodziennie zdarza się, że eliminuje cię słabeusz, a decyduje o tym jednym strzałem rezerwowy z 39-stopniową gorączką...

Na szczęście dla cidrów wczoraj zaproszeni goście zobaczyli dokładnie to, co mieli zobaczyć! Efektowne zwycięstwo, cztery ładne gole i radość miejscowej społeczności. Tomasz Baran wybrał najlepszy moment... Miejmy nadzieję, że wizyta gości przyniesie konkretny efekt. Ruch rzeczywiście może wykonać cywilizacyjny skok - tym bardziej, że działka pod nowy stadion jest wyznaczona. Wiadomo jednak, że taka budowa byłaby potężnym wysiłkiem nawet dla klubów nieporówywalnych siłą i bogactwem z Ruchem. Działacze i mieszkańcy Radzionkowa mają jednak nie tylko entuzjazm, ale również ciekawe pomysły jak zmierzyć się z problemem. Co mówi o sprawie burmistrz Radzionkowa przeczytacie wkrótce w tym miejscu.

Radzionkowianie!

Szacunek za przeszłość, gratulacje za teraźniejszość i powodzenia w przyszłości.

radość wymachiwana

PS A na koniec wszyscy razem: śpie-wa-ją miaaaaasta, śpie-wa-ją wioooooooski, pierw-szo-li-goooooo-wy Ruch radzionkoooooooowski!

PS1 A macie jakiś swój stary zegar ze wskazówkami leżący gdzieś w magazynie? O zegary warto dbać... 

UPDATE Dostałem info, że Chelsea się znalazła! Ale jak suki nie zobaczę to nie uwierzę:-)

środa, 26 maja 2010
Górnik Zabrze ma szczęście

Tak właśnie uważam. Dzisiejsza bolesna i pouczająca lekcja odbyła się bowiem wyjątkowo małym kosztem. Strata polega tylko na tym, że tysiące fanów Górnika jest w tej chwili mocno zawiedzionych. Rozpaczy jednak nie ma. Mało kto przecież chyba sądzi, że Górnik mógby dać się jednak wyprzedzić w walce o awans... Ja nie sądzę. Jeden punkt w dwóch kolejkach: to się da zrobić. Górnik to nie reprezentacja Francji sprzed ponad piętnastu lat...

PS Więcej nie chce mi się pisać. Wybaczcie: przed chwilą dostałem info, że w ciągu dnia Chelsea przeskoczyła płot i poszła w las. Śladu po niej nie ma. Nie wytrzymała jednak całego dnia sama. Te psy tak mają...

Trudno będzie teraz uspokoić Juniora. Nie wiem, czy jeszcze ją zobaczymy.

U Smudy muszą wszyscy. Ale po co?

 - Każdy musi udowadniać na każdym treningu, że jest przydatny do tego zespołu. To w końcu drużyna narodowa i nie można tu polegać na jakichkolwiek znajomościach. Trzeba zasuwać i robić swoje jak najlepiej - mówi Rafał Murawski na zgrupowaniu reprezentacji Polski przed serią trzech meczów towarzyskich.

Trochę niepokoją mnie te słowa. Bo wygląda na to, że Smuda wszystkich traktuje tak samo.

To moim zdaniem błąd. Na mój nos reprezentacja powinna się składać z takich, którzy muszą zasuwać na treningu i z takich, którzy nie muszą zasuwać. Bardzo chciałbym, żeby nasza kadra miała nie tylko ambitnych walczaków. Leniwi, choć piekielnie zdolni artyści, którzy nie lubią się przemęczać, ale których stać na zagranie o którym będzie mówić się przez pół wieku, też moim zdaniem powinni mieć swoje miejsce, też powinni być w cenie.

Dlatego żałuję, że u selekcjonera reprezentacji Polski pracowitość do utraty tchu jest zarówno na pierwszym, drugim, jak i trzecim miejscu. 

Miałem nadzieję, że nasz futbol na Euro 2012 nie będzie polegał na ciągłym zasuwaniu. Miałem nadzieję, że będzie bardziej urozmaicony. Czy na mistrzostwach będziemy zasuwać w sposób przewidywalny?

PS Ze-ga-ry, ze-ga-ry! 

wtorek, 25 maja 2010
Bura suka

Historia piłkarskich mistrzostw świata potoczyłaby się trochę inaczej gdyby nie pies. Pewnie piłkarze walczyliby o Puchar Świata nie od 1974 (cztery lata wcześniej Brazylia zdobyła główną nagrodę na własność), a od 1966 roku. Wtedy w Anglii została skradziona z wystawy właśnie Złota Nike (poprzednie trofeum), na szczęście w stercie śmieci odnalazł ją potem pies o imieniu Pickles. Jego właściciel David Corbett stał się bohaterem narodowym...

Przyznam się bez bicia, że nigdy nie przepadałem za psami. Nigdy ich nie miałem i nie chciałem mieć. Denerwowało mnie, że śmierdzą, szczekają i że są natarczywe. Ale właśnie zmieniłem zdanie. Całkowicie! Jest szansa, że... od wczoraj mam psa.

Kiedy przywieźli mnie wczoraj, kuternogę, do domu, zauważyłem, że po posesji sąsiada, który właśnie się buduje, coś biega. Pomyślałem, że sprowadził sobie stróża.

Odwróciłem się i po chwili pies był już na drodze między naszymi działkami. Odwróciłem się znów i... pies był już na mojej działce! Jedno i drugie ogrodzenie mają jakieś 160 cm. Zdrętwiałem...

Trzeba było odprowadzić psa do sąsiada. Okazało się jednak, że ten... nie jest jego właścicielem. Przybłęda wcześniej siedział przy przystanku, sam wskoczył, gdzie chciał i się szwendał. Mogłem się domyślić...

Pies był bardzo wychudzony, cały w kleszczach i głodny. Na pewno parę dni spędził w lesie. Zdradzę Wam, że jest  niezwykły. Nie śmierdzi, nie szczeka i nie jest natarczywy! Ma również kilka innych cech doprawdy niecodziennych, które zachowam dla siebie. Trochę powiedział o nim weterynarz. Szczęki nam opadły...

Junior się zakochał, wstępnie wygląda na to, że pies też za nim przepada. Ale tonujemy Juniora. Bo musi się udać trzy razy.

Po pierwsze. „Zobaczmy czy pies zostanie do rana” - zastrzegaliśmy wczoraj. Udało się. Został, choć wolał spać na trawniku pod gołym niebiem, z którego lało się ciurkiem niż w specjalnie przygotowanym kojcu pod dachem przy którym stało pyszne psie żarcie...  

Po drugie. „Zobaczmy czy pies zostanie do wieczora” - zastrzegliśmy dzisiaj. Wyjeżdżając do roboty/pracy/szkoły zamknęliśmy bramę i pomachaliśmy mu z nadzieją, że nie ostatni raz. Jest na zamkniętym terenie, ale skoro do nas wskoczył, w każdej chwili może wyskoczyć...  Zobaczymy czy wieczorem jeszcze będzie. Wierzę, że zostanie.

Po trzecie. „Zobaczymy czy ktoś się po niego zgłosi”. Aż nie do wiary, że ten pies (a właściwie jak zaznaczył weterynarz roczna suka) może być taki/a mądry/a sam/a z siebie. Bez tresury. Choć jak później przeczytałem akurat tego psa za bardzo się nie tresuje. Nie da się, to on decyduje o wszystkim;-) A zerka z tak diabelną inteligencją, że człowiekowi zimno się robi...

Na razie jedno jest pewne. Junior dał mu/jej na imię Czesław, które jeszcze tego samego dnia zostało przez niego zmienione na Chelsea, gdy okazało się, że pokiełbasiła się nam płeć. Osobiście chciałem dać mu/jej na imię Diego bez względu czy to pies czy suka, ale pragnąłem jednocześnie przeżyć, więc nie zdradziłem głośno własnego pomysłu:-) 

Przyznaję: teraz chciałbym, żeby nazywała się Chelsea już na zawsze. Żeby z nami została. Nie musiałaby nic znajdować. Byłoby jej dobrze.

Zobaczymy.

PS Zegary pozdrawiamy.

PS1 Znakomity strzał Realu Madryt. Będzie się działo w przyszłym sezonie...

UPDATE Junior się cieszy. Pierwszy i drugi warunek spełnione. Trzeci w trakcie. Więcej bezpańskich psów w okolicy się pojawiło. Jakby ktoś chciał półtorarocznego bernardyna - niech pisze.

12:06, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 24 maja 2010
Stadion Śląski a Diego Maradona

W Warszawie będą Niemcy.

W Poznaniu będzie prawdopodobnie Holandia (a jak nie to Chorwacja albo Rosja. A jak nie to Kamerun albo Wybrzeże Kości Słoniowej. Jakby to było WKS to bym się kulnął z zachwytem:-)

W Gdańsku będzie Juventus. Jeśli chodzi o reprezentację - jeszcze nie wiadomo.

We Wrocławiu - jeszcze nie wiadomo.

Myślę, że dobrze by było, żeby zastanowić się jaki zespół mógłby przyjechać na ponowne otwarcie najwspanialszego stadionu w Polsce. Wiem jaki byłby najlepszy. Już raz był, 34 lata temu wygrał tu 2:1. Czas na rewanż. Byli u nas wszyscy najwięksi, był Pele, był di Stefano, nie było za to jeszcze Maradony.

Trzeba by to załatwiać już teraz, przed mistrzostwami, bo ściągnąć ich jako najlepszy zespół świata będzie już trudno, no i za wiekszą kasę.

Chcielibyście?

PS Zegary pozdrawiamy.

PS1 Diego Maradona twierdzi, że Messi jest od niego lepszy. Fajny rodzaj motywacji, ale tak naprawdę nikt nie jest lepszy od Maradony! Nikt!

sobota, 22 maja 2010
Noc Sylvestra Stallone

No!

Tak miało być. Taką piłkę podziwiam najbardziej. Konsekwencja, pomysł, entuzjazm i zaangażowanie. Najlepszy trener stworzył najlepszą klubową drużynę. Bayern "w poprzek" Monachium nie miał z mediolańczykami żadnych szans.

Po takim meczu wszystko jest oczywiste. Nieoczywista jest tylko pozycja Diego Milito przed mundialem w najlepszej reprezentacji świata. Stallone był dziś znakomity, ale dla mnie i tak zajmuje dopiero miejsce numer 6 w przedniej linii, więc teoretycznie nie ma szans na występ w RPA. Ale pewnie się mylę. W najlepszym momencie udowodnił swoją wartość.

Co można jeszcze dodać?

Wszyscy razem: Inteeeeeeeeeeeeer, Mourinhoooooooooooo!

PS Poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na swoje miejsce.

Każda posucha ma swoje granice

Wybaczcie, że dopiero teraz, ale rozumiecie, że po nocnym spotkaniu z kumplami z dzieciństwa człowiek musiał dojść do siebie...

Napisać dziś mogę tylko o jednym: o Górniku. Spisali się w Łodzi fantastycznie, lepiej niż sądziłem. Gratulacje! Od wczorajszego zwycięstwa można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że Górnik Zabrze osiągnie cel: wróci tam gdzie jego miejsce. Ale nie tylko - od wczorajszego zwycięstwa ludzie Górnika powinni bardziej intensywnie rozglądać się za wzmocnieniami. Obecny skład puszczony w ekstraklasie bez korekt, moim zdaniem gwarantuje wprawdzie ligowy byt, ale nie o to przecież chyba w Zabrzu chodzi. Zadanie niełatwe, sezon jeszcze trwa, a kluby z ekstraklasy już wiedzą na czym stoją i mogą wybrac co smaczniejsze kąski.

Nie wyobrażam sobie kolejnej dekady bez, przynajmniej jednego, tytułu mistrzowskiego Górnika. Posucha posuchą, ale każda posucha ma swoje granice.

PS O zegarach pamiętamy.

PS1 Inteeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeer!

 
1 , 2 , 3
Archiwum