wtorek, 31 maja 2011
Przykro mi Arko. F8

Hurrrraaaaaaaaaa! Gór-nik dos-tał li-cenc-ję! Będzie nadzór finansowy i infrastrukturalny, ale licencja jednak jest! :-)

Miałem już przygotowany płomienny tekścik w obronie Górnika, ale zrobiłem mu z przyjemnością F8. Ekstraklasa bez Zabrza to jak wuszt bez musztardy. Więcej szczegółów - przeczytacie tutaj.

Zabrzanie w spokoju mogą przygotowywać się do sezonu! Hurrra!

W przyszłym sezonie znów będą Wielkie Derby Śląska! Hurrra!

Będzie można budować drużynę wokół Roberta Jeża. Hu... Powstrzymam się od hurrra, choć naprawdę mam nadzieję, że nikt go nie przejmie.

Przykro mi Arko. Przykro mi Gdynio. Koniec z niezdrowym napalaniem. Jednak trzeba będzie powalczyć o ekstraklasę uczciwie i po ludzku. Wiem, że zwolennicy tej metody też w Gdyni są. Pozdrawiam ich. Do zobaczenia. Kiedyś.

PS Myślę, że w głębi ducha Omega również jest zadowolona.

PS1 Górnik dostał, Polonia nie dostała. Dla niewtajemniczonych: wbrew pozorom to istotna informacja...

Jestem z Hubertem Jarominem

Z Hubertem Jarominem dotąd nie było mi po drodze. To nie jest piłkarz z mojej bajki. Cztery lata temu, kiedy był zawodnikiem GKS-u Katowice, napisałem o nim złośliwy, przyznaję, felieton, w którym wyjaśniłem swoje obiekcje. Zaraz potem zawodnik zadzwonił do mnie z ogromnymi pretensjami. Nie dziwię mu się. Po takim tekście sam do siebie bym zadzwonił... Od tamtego dnia nie zamieniliśmy słowa, od czasu do czasu czułem na sobie jego nienawistny wzrok.

Żeby wyjaśnić o co chodziło pozwolę sobie zacytować te mniej złośliwe kawałki:

”Chyba jeszcze nikt piłkarzowi nie uzmysłowił, że jego zachowanie na boisku jest mocno irytujące. Otóż Jaromin to boiskowy malkontent. Kiedy przebywa na murawie, bez przerwy ma pretensje - a to do sędziego za złe gwizdnięcie, a to do kolegów za nieudane podanie czy strzał. Jako że temperament Jaromin ma iście latynoski, gestykulacji mógłby mu pozazdrościć choćby Fernando Belluschi* z River Plate. Żeby tylko pan Hubert pokazywał choćby jedną piętnastą tego, co Argentyńczyk... Belluschi nie macha - on strzela (błagam Jaromina żeby zobaczył w telewizji jego świeżutki, pyszny hat trick wbity Velez Sarsfield, może to mu pomoże?).

Gwałtowne wymachiwanie rękami i wyrazista mimika w mniemaniu piłkarza mają chyba pokazać, że bardzo mu zależy. Po obserwacji wielu spotkań z jego udziałem jestem przekonany, że zawodnik posiada wybitny talent pantomimiczny. Ma dar oddziaływania na innych, na mnie na pewno. Kiedy pan Hubert zaciska pięści w bezsilnej złości i z wyrzutem patrzy w niebo, ja też zaciskam i patrzę razem z nim, w dodatku cichutko pohukuję. A kiedy pan Hubert rozkłada ręce w rozpaczy, przypomina mi się od razu pomnik Jezusa Zbawiciela w Rio de Janeiro”.

Dziś jednak muszę koniecznie dodać: teraz jestem całym sercem z Hubertem Jarominem. Obecnie gra w GKS-ie Tychy i w ostatnim meczu dostał czerwoną kartkę. Jaromin w swoim stylu musiał się zgrzać, ale ja też bym się zgrzał na jego miejscu. W meczu z Chojniczanką sędzia nie uznał mu bramki, a ta - co wykazały telewizyjne powtórki - została zdobyta zgodnie z przepisami. Mecz zakończył się bezbramkowym rezultatem. Piłkarz był zrozpaczony. Może zdarzyć się, że właśnie tych dwóch należnych Tychom punktów może zabraknąć w wyścigu o I ligę! Chyba nie łudzicie się, że apele tyszan do PZPN-u o powtórkę spotkania cokolwiek dadzą... Arbiter zapisał ponoć w protokole pomeczowym, że piłkarz mu groził więc Jaromin zapewne dłużej odpocznie...

Piłkarz odcierpi, Tychy odcierpią, a pan sędzia nadal będzie sędziować, bo przecież ''błędy mogą zdarzyć się każdemu, to rzecz ludzka. Skoro piłkarz nie trafia w bramkę, to sędzia nie może źle zagwizdać?''.

Nie jestem wrogiem sędziów. Naprawdę zdaję sobie sprawę, że bycie arbitrem piłkarskim to zajęcie niezwykle stresujące. I wyjątkowo niewdzięczne, bo ich dobra praca to dla wszystkich oczywistość i standard, a za złą - od razu różni tacy wyzywają i chcą linczować.

Skoro to takie trudne to dlaczego tak wielu ludzi chciałoby być arbitrem piłkarskim? Bo mimo tych niedogodności praca sędziowska niesie za sobą wiele własnych spełnionych marzeń. Arbitrzy muszą jednak pamiętać o jednym: znacznie ważniejsze jest, że niesie za sobą również (a przede wszystkim) wiele cudzych złamanych marzeń.

Moim zdaniem PZPN powinien wprowadzić aneks do przepisów. Jakaś specjalna komisja (ważne żeby była neutralna) powinna móc zaraz po sezonie przeanalizować te sędziowskie błędy, które mogły mieć wpływ na to, że jakaś drużyna nie awansowała albo spadła z określonej klasy rozgrywkowej. Przecież za takim spadkiem czy awansem nie idą tylko marzenia kibiców i piłkarzy, ale i duże finanse niezbędne do istnienia na tym czy innym poziomie. W obecnych czasach klub po takiej pomyłce może przestać istnieć!

I co wtedy? Arbiter wzruszy ramionami i powie: ''może zdarzyć się każdemu?''. Reczywiście może. Ale uważam, że każdy po komisyjnie udowodnionej KLUCZOWEJ pomyłce powinien mieć z głowy CAŁĄ RUNDĘ. Tu nie chodzi o wypaczenie wyniku. Tu chodzi o wypaczenie składu osobowego jakiejś ligi. Nie mówcie mi, że nasi sędziowie są obecnie tak dobrzy, że nie da się ich zastąpić, bo następcy na pewno będą duuuuużo gorsi.

PS Tutaj wspominałem, że wkrótce w Niemczech wyjdzie książka o śląskiej piłce nożnej. Właśnie wyszła: ''Schwarze Adler, weiße Adler''. A skoro o tej tematyce mowa to potężną dawkę śląskiego futbolu z sezonu 1943/44 - znajdziecie tutaj.

PS1 O Omedze pamiętam.

* tak a propos - Fernando Belluschiego będziecie mogli podziwiać w niedzielę na stadionie Legii. Już nie gra w River Plate - z Porto właśnie wygrał Ligę Europejską. Ja się oczywiście z Czadoblożkiem wybieram. Pierwszy raz w życiu będę siedzieć gdzieś na „Żylecie” (a właściwie w miejscu gdzie kiedyś była ”Żyleta”). A Wy? Wybieracie się?

13:25, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 30 maja 2011
Czadoblog bierze patronat

Sport a społeczna dyscyplina

Czadoblog dużą część czasu wolnego (jak i dużą część czasu zawodowego) spędza na stadionach. Stadiony to najfajniejsze miejsca na świecie obok pustyń, plaż, klubów nocnych, zaśnieżonych stoków, centrów wielkich miast i domowych pieleszy.

Z rzadka zdarza się, że Czadoblog pojawia się również na konferencjach naukowych. A nie zdarzyło się jeszcze żeby jakąś objął własnym patronatem.

Zawsze musi być jednak ten pierwszy raz... 16 czerwca na Uniwersytecie Śląskim odbędzie się konferencja poświęcona wykorzystaniu potencjału kibiców sportowych. Na zaproszenie Biura Europejskiej Stolicy Kultury Katowice 2016 spotkają się naukowcy, a także praktycy pracy socjalnej z kibicami.

Uczestnikami konferencji pod hasłem ''Sport a społeczna dyscyplina'' będą m.in. dr Clifford Stott z Uniwersytetu w Liverpoolu, czołowy ekspert w dziedzinie relacji metod oddziaływania i zachowań tłumu, a także główny specjalista programu szkoleniowego UEFA przed Euro 2012 oraz dr Dariusz Łapiński ze spółki PL 2012, która jest partnerem merytorycznym konferencji. Wśród zaproszonych gości są przedstawiciele niemieckich i polskich ośrodków pracy z kibicami, przedstawiciel hiszpańskiego zrzeszenia kibiców, a także szefowa największej europejskiej federacji kibiców.

- Mamy do czynienia z brakiem rzetelnej dyskusji na temat kibicowania. Korzystając z doświadczeń naszych gości chcemy wspierać to co w kibicowaniu jest wartościowe. Przykłady współpracy ze środowskiem kibiców utwierdzają nas w przekonaniu, że warto - wyjaśnia Marcin Dzedzej, koordynator projektu.

Czadoblog zawsze uważał, że kibice są przede wszystkim od kibicowania, ale że pozytywnej energii nigdy za wiele - zainteresował się projektem. Zdaniem organizatorów fani udowodnili, że są środowiskiem gotowym zaangażować się w pozytywne działania na rzecz społeczności lokalnej. Przykładem może być projekt Liga Piłkarska realizowany przy aktywnym udziale kibiców GKS-u Katowice. Bierze w nim udział setka młodych ludzi ze środowisk zagrożonych marginalizacją społeczną.

Czadoblog dobrze zna tematy marginalizacji społecznej. Jego kumple z placu odsiadywali wyroki za gwałty i kradzieże na skalę przemysłową. Sam nie ma pomysłu w jaki sposób kibice mogliby pomóc w tej dziedzienie, ale bardzo chętnie dowie się co na ten temat do powiedzenia mają inni.

                                         %

Jako że obejmujemy patronatem poważną imprezę będziemy musieli na chwilę zrzucić z siebie naszą ulubioną poszarpaną zieloną kurtkę, która była z nami na tylu stadionach. A poza tym musieliśmy sobie sprawić logo (zdajecie sobie sprawę, że w obecnej sytuacji muszę pisać o Czadoblogu jako patronie imprezy w liczbie mnogiej - to znacznie poważniej wygląda). Logo, które jest dziełem profesjonalistki Katarzyny Leśniok, bardzo nam się podoba. Jeśli jeszcze będziemy kiedyś czegoś patronem - pozwolimy sobie wykorzystać... 

 logo czadobloga

Już bez żartów: konferencja „Sport a społeczna dyscyplina” odbędzie się czwartek 16 czerwca. Początek o godzinie 10. Miejsce: Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach ul. Bankowa 12a.

Odra Top Ten

W latach 1994-2011 widziałem na własne oczy 56 meczów Odry Wodzisław. Różnych: ligowych, pucharowych i towarzyskich. Wybrałem dziesięć (a właściwie trochę więcej;-) najbardziej dla mnie pamiętnych.

Miejsce 10

Odra - Ślęza Wrocław 1:0 (16 kwietnia 1994, ówczesna II liga, stadion Odry)

Mój pierwszy mecz w Wodzisławiu, zapamiętam go na zawsze. Najbardziej podobała mi się... trzecia ławka rezerwowych stojąca między ławką Odry i ławką gości, na wysokości linii środkowej. Była przeznaczona dla dziennikarzy. Wszystkie trzy ławki miały daszek i były wkopane w ziemię - dlatego murawę mieliśmy na wysokości twarzy. Rej na ławce wodził wtedy Bogdan Nather, który w Wodzisławiu zawsze czuł się jak u siebie (z wyjątkiem epizodów kiedy szczypał się z Marcinem Bochynkiem);

Miejsce 9

GKS Katowice - Odra 1:1 (25 maja 2005, ekstraklasa, stadion GKS-u, zweryfikowany na 0:3 za pobicie sędziego przez chuligana).

Odra zagrała do końca. Gol Jana Wosia strzelony w 93 minucie właściwie zdecydował, że Katowice pożegnały się z ekstraklasą. Jak dotąd na zawsze. Szkoda, że po bramce Piotr Rocki brzydko się zachował prowokując katowickich kibiców. Cwałował przed "blaszokiem", pokazując w stronę trybun opuszczony palec i "dwójkę" - drugą ligę... Po końcowym gwizdku arbitra na stadionie wszyscy - piłkarze, trenerzy, dziennikarze i działacze - byli przekonani, że sędzia spotkanie zakończył, a nie przerwał. Potem twierdził, że jednak przerwał, bo czuł się zagrożony.

Miejsce 8

Ruch Chorzów - Odra 0:1 (5 kwietnia 2003, ekstraklasa, stadion Ruchu)

Wtedy Odra szła jak burza. To było jej piąte ligowe zwycięstwo z rzędu. Aż trudno uwierzyć jakie wtedy wyniki osiągała. W XV kolejce 2:0 z Płockiem u siebie. W XVI kolejce 3:2 z Lechem na wyjeździe. W XVII kolejce 5:1 z Widzewem u siebie. W XVIII kolejce 4:0 ze Szczakowianką u siebie. W XIX kolejce właśnie 1:0 z Ruchem na wyjeździe. To była jej najlepsza ekstraklasowa passa w historii, bo zaraz potem wygrała po raz szósty - 3:0 z Zagłębiem Lubin u siebie w XX kolejce. Serię przerwał dopiero Groclin.

Niebiescy zagrali wtedy znakomite spotkanie, ale nie dali rady. U gości groźni byli zwłaszcza skrzydłowi, kojarzeni także z innymi śląskimi klubami - Marcin Nowacki i Rafał Jarosz. Ten drugi wymusił karnego, który zdecydował o wyniku. Zapamiętam jednak słowa obrońcy, który go spowodował. - Nie jestem przekonany, czy był karny. Swoim zachowaniem na pewno dałem jednak pretekst, żeby go odgwizdać - przyznał Tomasz Fornalik. Nie wymyślał, nie kłamał. Powiedział co myśli i pokazał, że siła jest w autentyczności. Z tym karnym związana jest jeszcze jedna ciekawostka - gra psychologiczna jaką zastosował bramkarz Ruchu Marek Matuszek. Tuż przed wykonaniem jedenastki, podpowiedział Wojciechowi Górskiemu jak ma strzelać. Trzy lata wcześniej Matuszek obronił karnego Górskiego, gdy ten grał jeszcze w Zagłębiu Lubin. Teraz jednak gol padł.

Miejsce 7

I miejsce na turnieju halowym w Chorzowie (28 grudnia 1996, hala MORiS).

- Jesteśmy dobrzy. Wygrywaliśmy na luzie - mówił z dumą Marcin Bochynek. Miał rację. Najlepszym piłkarzem imprezy wybrano Ryszarda Wieczorka. - Jestem zaskoczony, nigdy wcześniej mnie w ten sposób nie uhonorowano. No, ale w końcu byliśmy najlepsi, trzeba było wybrać kogoś z nas - mówił Wieczorek. Słowa pełne pewności siebie. Kiedyś piłkarze Odry naprawdę mogli tak mówić. Najwięcej bramek zdobył Jacek Polak, mój ulubiony piłkarz z temtego okresu.

Miejsce 6

Odra - Pobeda Prilep 3:0, Pobeda - Odra 2:1 (23 lipca i 30 lipca 1997, runda preeliminacyjna Pucharu UEFA, stadion Odry, stadion Pobedy).

Pierwsze mecze Odry w prawdziwych europejskich pucharach. Co ciekawe parę dni wcześniej Odra zagrała genialny mecz w europejskich pucharach, które Czadoblog nie uznaje za w pełni europejskie. Do dziś żałuję, że nie widziałem jak Odra złoiła na wyjeździe Austrię w Wiedniu 5:1 w Pucharze Intertoto...

Z tego dwumeczu zapamiętałem rewanż, który przyniósł mnóstwo wrażeń turystyczno-obyczajowych i zero wrażeń sportowych. Wtedy pierwszy raz rozdawałem autografy, bo mali Macedończycy uznali mnie za piłkarza Odry - fakt, że kiedy prawdziwi futboliści trenowali na stadionie Pobedy kopałem sobie piłkę za linią boczną (to było jakieś 30 kilogramów temu:-)

Miejsce 5

Rotor Wołgograd - Odra 2:0, Odra - Rotor 3:4  (12 sierpnia i 24 sierpnia 1997, runda eliminacyjna Pucharu UEFA, stadion Rotoru, stadion Odry).

Jeśli ktoś nie kojarzy Wołgogradu to może wytłumaczę: do 1925 był to Carycyn, potem - na cześć Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego - nazwano je Stalingradem. W 1961 roku to milionowe miasto przemianowano na Wołgograd.

Mecze Odra - Rotor były najbardziej zdumiewającą rywalizacją w pucharowym dwumeczu jaki widziałem. Wiadomo było, że Rotor dużo potrafi, bo w sezonie 1995/6 w Pucharze UEFA wyeliminował Manchester United. W Wołgogradzie był bezbramkowy remis, w Anglii Rosjanie prowadzili po bramkach Władimira Niederhausa i Olega Wieretiennikowa 2:1. Dopiero w ostatniej minucie bramkarz Peter Schmeichel po desperackim rajdzie na pole karne gości uderzył celnie głową i uratował honor ekipy Fergusona. Dalej jednak awansował Rotor.

Tym razem nie powinien jednak awansować. Dlaczego tym razem nie awansowała Odra - do dziś się dziwię. W Wołgogradzie powinna wygrać bardzo wysoko, ale marnowała rewelacyjne wprost okazje. Re-we-la-cyj-ne!

Z tamtego wyjazdu w pamięci utkwiły mi jeszcze... rosyjskie dziewczęta. Może i zgrzebnie wtedy ubrane, ale ubranie nie przesłoni faktów. Wiem jedno: do Wołgogradu przylatujesz  na chwilę samolotem, który ma lecieć do Mediolanu i w ciągu dziesięciu minut zapełniasz go pierwszymi z brzegu wołgogrodziankami. A potem prosto na wybieg najlepszych topmodelek!

Miejsce 4

Odra - GKS Katowice 3:1 (22 lipca 2002, ekstraklasa, stadion Odry)

Pamiętacie idiotyczny podział ligi na grupę A i B? Na jej starcie Odra zagrała znakomite spotkanie. Mecz był pamiętny, bo właśnie wtedy w roli szkoleniowca debiutował Ryszard Wieczorek (na ławce Gieksy debiutował Janusz Białek). Oprócz Wieczorka w Odrze debiutowało także kilku nowych piłkarzy. Marek Saganowski, Ariel Jakubowski i Wojciech Górski zagrali bardzo dobrze.

Miejsce 3

Odra - Górnik Zabrze 1:0 (3 sierpnia 1996, ekstraklasa, stadion Odry)

Drugi mecz Odry w ekstraklasie. W pierwszym wygrała 3:1 z Polonią Warszawa, a pierwszego gola strzelił Ryszard Wieczorek. Pisałem wtedy: „Spotkanie z Górnikiem wywołało ogromne zainteresowanie, wodzisławski stadion zapełnił się do ostatniego miejsca. Gospodarzom bardzo zależało na zwycięstwie. Pięciu zawodników (Jegor, Staniek, Polak, Paluch i Zagórski) grało kiedyś w Górniku, a trener Marcin Bochynek zdobywał z zabrzanami mistrzostwo Polski. Jedynego gola meczu zdobył Sławomir Paluch. W 56. minucie znów z wolnego strzelał Jegor. Piłka odbiła się od jednego z obrońców i trafiła pod nogi rozpędzonego Huberta Szewczyka. Jego uderzenie Warzecha zdołał jeszcze obronić, ale wobec dobitki Palucha był bezradny. - Trafić z czterech metrów do pustej bramki to żadna sztuka - mówił potem skromnie napastnik Odry

Sytuacja Górnika stała się trudna. Kiedy trener Jan Kowalski stawiając wszystko na jedną kartę wprowadzał do gry Kuźbę i Szemońskiego, miejscowa policja tłukła pałkami niezadowolonych z wyniku szalikowców Górnika. Rezerwowi zabrzańscy napastnicy nie zaimponowali. - Do młodzieży trzeba mieć cierpliwość. Swego czasu Heniu Bałuszyński też nie spełniał nadziei, a potem był najlepszy w klubie - mówił po meczu Kowalski. Piłkarze Odry schodzili do szatni w doskonałych humorach. Piotr Jegor: - Zostawiłem w Górniku kolegów, ale w piłce nie ma sentymentów. Gramy przecież o punkty i premie. Mało rozmowni byli gracze z Zabrza. - Dużo się zmieniło od kiedy grałem w barwach Odry: nowy stadion, lepsza drużyna. Wodzisław jeszcze niejednemu zespołowi pokaże jak się gra w piłkę - powiedział pomocnik Górnika, Mieczysław Agafon”. 

Miejsce 2

Odra - Ruch Chorzów 5:0 (16 maja 1998, ekstraklasa, stadion Odry) 

Pisałem wtedy: „Po sobotnim meczu Marek Bęben stał się w Wodzisławiu człowiekiem nr 1. Ten czterdziestoletni bramkarz spisywał się wprost rewelacyjnie. - Teraz nie mam wątpliwości, że Odra utrzyma się w lidze - mówił po meczu.

Znakomity mecz w Wodzisławiu obejrzał nadkomplet widzów. Na stadionie nie było ani jednego wolnego miejsca. Na widowni zasiedli m.in. prezes UKFiT Jacek Dębski i wojewoda katowicki Marek Kempski. Kiedy spiker zaanonsował obecność ministra na trybunach - część widowni klaskała, część gwizdała.Do Wodzisławia przyjechała również tysiącosobowa grupa szalikowców Ruchu. Po znakomitej grze z Wisłą w poprzedniej kolejce nikt w ekipie gości nie ukrywał, że liczy na zwycięstwo. Mecz miał dla obu drużyn ogromną stawkę. Chorzowianie marzą przecież o starcie w Pucharze UEFA, a Odra broni się przed spadkiem. Wydawało się, że walka będzie wyrównana.

Tymczasem gospodarze rozpoczęli fantastycznie. Waldemar Grzanka (pamiętacie takiego?;-) w ciągu pierwszych pięciu minut dwukrotnie musiał wyciągać piłkę z bramki. Bohaterem wśród gospodarzy był Jan Woś. Wprawdzie z powodu kontuzji grał tylko kwadrans, ale to właśnie on strzelił pierwszą i wypracował drugą bramkę. Oszołomieni chorzowianie próbowali atakować, ale obrona Odry grała bardzo czujnie. Kiedy zaś "niebieskim" udało się już oszukać wodzisławską defensywę, to na Bębna nie potrafili znaleźć recepty. Wodzisławski bramkarz wielokrotnie doprowadzał piłkarzy Ruchu do rozpaczy. Nie imponował wcale efektownymi paradami, uznanie wszystkich zdobył znakomitym ustawianiem się i bezbłędną grą na przedpolu. Już po godzinie gry stadion skandował jego nazwisko.

W 85. minucie bramkarz otrzymał owację na stojąco od rozentuzjazmowanych tłumów. Sędzia podyktował wtedy karnego dla Ruchu. Naprzeciw Bębna stanął walczący o tytuł króla strzelców Mariusz Śrutwa. Najgroźniejszy snajper Ruchu strzelił mocno, ale Bęben wyczuł jego intencje i wybił piłkę w pole. Załamany Śrutwa złapał się za głowę i padł na murawę. - Życie zaczyna się po czterdziestce - komentowali kibice grę jednego z najstarszych piłkarzy w ekstraklasie.

Po błyskawicznej stracie dwóch bramek chorzowianie przeważali, a Odra cofnęła się, czyhając na kontrę. Ten plan przyniósł efekty w ostatnich dwudziestu minutach. Po szybkich akcjach gospodarze trafili jeszcze trzy razy. Dwie bramki były szczególnie efektowne. Strzelcy - Arkadiusz Bałuszyński i Mariusz Nosal - na pewno jeszcze długo będą je wspominać. Goście opuszczali Wodzisław w fatalnych humorach. Nic dziwnego, porażka praktycznie przekreśliła ich szanse na start w europejskich pucharach”.

Miejsce 1

Na szczęście to mój prywatny ranking meczów które widziałem i mogę zrobić niedozwolony myk. Szczyt rezerwuję bowiem dla meczów, których... nie widziałem i do dziś mam do siebie o to pretensje.

Dwa razy po 3:2 z Wisłą (dwa razy do przerwy było 3:0). Niemal w rocznym odstępie. Z tą najwiekszą Wisłą z największych Wiseł.

Zresztą niech przemówią protokoły, a nie okrągłe zdania:

Mecz nr 1

20 października 2002

Odra Wodzisław - Wisła Kraków 3:2 (3:0)

Bramki: 1:0 Jarosz (8. po dośrodkowaniu Ziarkowskiego), 2:0 Sibik (14. z rzutu karnego po faulu Stolarczyka na Rockim), 3:0 Ziarkowski (41. po dośrodkowaniu Rockiego), 3:1 Moskal (50. po podaniu Uche), 3:2 Kuźba (75. po dośrodkowaniu Patera)

Odra: Bęben - Madej, Sablik, R. Górski - Myszor, W. Górski Ż, Sibik (86. Kłus), Rocki Ż (56. Pluta), Grzyb - Jarosz, Ziarkowski (76. Chałbiński)

Wisła: Hughes - Baszczyński Ż, Głowacki, Jop, Stolarczyk - Uche (62. Pater), Moskal (54. Piotr Brożek), Strąk, Kosowski Ż - Żurawski, Kuźba

Widzów: 4300.

mecz nr 2

24 października 2003

Odra Wodzisław - Wisła Kraków 3:2 (3:0)

Bramki: 1:0 Nosal (14., z podania R. Górskiego), 2:0 Sablik (25., z podania Nowackiego), 3:0 Sokołowski (37., z podania Nowackiego), 3:1 Piotr Brożek (54., z podania Frankowskiego), 3:2 Żurawski (75., z karnego po faulu Madeja na Paszulewicza)

Odra: Bęben - Grzyb, Madej, Sablik Ż, R. Górski - Sokołowski (90. Masłowski), Kwiek Ż (71. Jarosz), W. Górski, Radzewicz - Nowacki (82. Kłus), Nosal.

Wisła: Piekutowski - Baszczyński, Jop, Paszulewicz, Dubicki - Gorawski Ż, Strąk (46. Ouadja), Szymkowiak Ż, Brasilia (46. Piotr Brożek) - Frankowski (74. Paweł Brożek), Żurawski.

Widzów: 5000.

PS Okazuje się, że jeszcze możemy zobaczyć Odrę w meczu pierwszoligowym. Piłkarze Pogoni zapraszają do Szczecina, obiecują, że zapłacą za hotel...

PS1 W Zabrzu chcą wkrótce przedstawić nowego inwestora i ze spokojem czekają na jutrzejszy werdykt Komisji Licencyjnej.

PS2 Omegę pozdrawiamy. Przy okazji: z Ruchu odchodzą m.in. Michał Pulkowski i Ariel Jakubowski. A kto przychodzi? A gdzie trafią bracia Makowie?

PS3 Stadion Piasta ma być gotowy 15 lipca. Ale co z tego, skoro w rundzie jesiennej - przynajmniej na początku - Piast nadal ma zamiar grać w Wodzisławiu...

PS4 Ludzie Polonii dostali obuchem po głowie. W Bytomiu krążą plotki, że któryś z piłkarzy przenosi się do Cracovii. Prawda to?

niedziela, 29 maja 2011
Dziękuję

Nie udało się. Mam ochotę wbić zęby w ścianę.  

Dziękuję za gorącą fantazję przemieszaną z zimnym pomyślunkiem Miroslavovi Barczikowi.

Dziękuję za gaz paraliżujący Mateuszowi Żytce.

Dziękuję za stalową nieustępliwość Lukasowi Killarowi.

Dziękuję za kawaleryjskie szarże Marcinowi Radzewiczowi. 

Dziękuję za żelazną konsekwencję Markowi Bażikowi.

Dziękuję za bulterierowatą zajadłość Peterowi Hriczce.

Dziękuję za precyzyjny cyrkiel Davidowi Kobylikowi.

Dziękuję za chęć pomocy w każdej chwili Grzegorzowi Podstawkowi.

Dziękuję wszystkim pozostałym piłkarzom, trenerom, działaczom, kibicom.

To były piękne cztery lata. Cud sprawił, że na Olimpijską chodziło dziesięć razy więcej ludzi niż wcześniej. Dzięki Wam mogłem przeżyć mnóstwo niezapomnianych i zaskakujących emocji. Bytom może być z Was dumny. Panowie Trampisz, Liberda, Grzegorczyk - mogą być z Was dumni.

Mimo że spadliście - słowa podziękowania się należą. Bez względu na to co wydarzy się wkrótce... 

Chce mi się płakać. Nic to. 

Do zobaczenia Polonio. W lepszym życiu, z lepszym stadionem.

PS Smutek nie tylko w Bytomiu. Miałem nadzieję, że spadając w dół Odra chwyci się jakiegoś wystającego korzenia. Ten klub to fenomen. Od 1994 roku moje przeżycia z nim związane  rok po roku opisałem tutaj. Wygląda na to że pod hasłem ''2011'' - będę musiał napisać: ''to jest już koniec, nie ma już nic..."

Oczywiście rzadko się zdarza, że nie ma już nic. Nie ma już nic jedynie w miejscach gdzie w majestacie prawa ściągnięto klub z innego miasta, zmieniono mu nazwę i barwy na ulubione, a własną ''ukochaną '' drużynę  - postawiono pod ścianą i rozstrzelano. Tylko wtedy - choć niektórym, i to nawet licznie, wydaje się, że coś jest - tak naprawdę nie ma już nic...

W następnym sezonie na pewno wybiorę się na mecz. Zarówno do Bytomia jak i Wodzisławia.

Pytanie tylko - na którą ligę?

A może się nie wybiorę?

PS1 Na życzenie Czytelników będzie jeszcze osobny wpis o Odrze - w tygodniu napiszę o jej dziesięciu najfajniejszych meczach na których byłem.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 28 maja 2011
Sugeruję odwróconą piramidę

Wróciłem z meczu GKS-u Katowice z Klubem Sportowym Zakładów Ostrowieckich.

Jako że GKS przegrał dziś w zawstydzający sposób z zespołem, który przeżywa ogromne problemy i nie wiadomo co się z nim stanie po sezonie - proponuję pewne zmiany.

Trener Wojciech Stawowy stara się wpoić zawodnikom grę w takim systemie:

                                    11

                                     9         8  

                            7      10      6

                        5      4        3      2

                                     1

Moim zdaniem powinien spróbować czegoś odwrotnego:

                       11    10       9      8

                           7        6       5      

                                4         2

                                     3

                                                        1

czyli: stoperem, dwoma kryjącymi, trzema pomocnikami i czterema napastnikami. Na pewno więcej kibiców przyjdzie na mecz, który GKS przegra 12:13,a nie 2:3;-) 

Żarty żartami, ale pozwólcie jeszcze na akapit z poważnym wyrazem twarzy. 

Rozumiem, że proces budowy drużyny mającej w przyszłym sezonie zawalczyć o ekstraklasę musi trwać. Rozumiem, że związana z tym długotrwała kiszka nie do oglądania musi trwać. Ale wiadomo, że zespołu nie da się zmienić za pomocą czarodziejskiej różdżki. Dlatego pierwsze symptomy lepszego jutra powinny być zauważalne JUŻ TERAZ.

PS Bardzo nie podobały mi się dzisiejsze stroje zawodników GKS-u. Zawsze zżymałem się na zielone. GKS powinien grać w żółtych koszulkach, czarnych spodenkach i żółtych getrach. Zestaw żółto-czarny jest bardzo efektowny i sprzyja efektownej grze:-) 

Jest ewentualnie jeszcze inna opcja. Czy któryś ze starszych kibiców pamięta jeszcze stroje z napisem "Casucci" sprzed około dwudziestu lat? Czarne spodenki i koszulki w argentyńskie pasy, ale zamiast niebieskiego i białego - czarny i żółty. Też miodzio:-) 

PS1 O Omedze pamiętamy.

PS2 A teraz wybaczcie. Zabieram Czadoblożka do pubu; będziemy oglądać wielki mecz w sali pełnej fanów Barcelony. Zgorszonych informuję, że Czadoblożek na pewno nie będzie pił napojów wyskokowych, a Czadoblog wyraża nadzieję, że może i będzie pił, ale na pewno nie będzie skakać po stołach...

piątek, 27 maja 2011
Ruch przeskoczył, Górnik i Polonia - nie

Dzisiejsze posiedzenie Komisji Odwoławczej PZPN ds. Licencji zakończyło się jak przypuszczałem. Ruch Chorzów dostał licencję na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie (radzili nad nim i radzili), a Polonia i Górnik muszą się jeszcze spiąć. Oba kluby muszą uzupełnić dokumenty, przedstawić gwarancje finansowe. Czy oznacza to, że do wtorku do godz.12 muszą pokazać walizki z pieniędzmi?;-)

Jedno mi się podoba. Komisja zachowała się bardzo mądrze względem Polonii. Nie odebrała bytomskim piłkarzom ochoty do gry przed ostatnią kolejką. Wiadomo, że lepiej walczy się o utrzymanie z perspektywą utrzymania. Bo jak zmobilizować piłkarzy skoro byłoby wiadomo, że klub i tak zleci z powodu braku licencji?

Tak w ogóle podejmowanie wszelkich decyzji licencyjnych przed zakończeniem sezonu i zdobyciem pewności kto spadnie - to debilizm. Kto na to wpadł - nie wiem. Warto byłoby za rok pamiętać żeby debilizmu jednak nie powtarzać.

Więcej szczegółów - znajdziecie tutaj.

PS Omega odetchnęła.

PS1 Ruch przyjął kiedyś na Cichą Polonię. Czy teraz przyjmie ewentualnie GKS Tychy?

PS2 Pamiętacie Szczakowiankę? Jutro rozegra mecz, który rozpala niezwykłe emocje.

PS3 A na deser: o pojedynkach dolnośląsko-górnośląskich sprzed lat.

czwartek, 26 maja 2011
Brigitte Bardot

To historyczna chwila. Jeszcze nigdy drużyna z tego zakątka nie grała w ekstraklasie. Brawo!!! Teraz możecie sobie odtworzyć minutę po minucie decydujących chwil. Oczywiście ten awans nie jest żadną niespodzianką. Bardotka chce solidnie się przygotować żeby namieszać w ekstraklasie. Na pewno przyjdzie kilku zawodników z ligowym doświadczeniem, ale kadra ma być zamknięta szybko - do 10 czerwca.

Mam szczere przekonanie, że na fali entuzjazmu klub zajedzie daleko. Błagam tylko Komisję Licencyjną - niech nie przyjdzie wam do głowy robić jakichś problemów w związku z bazą. Baza bazą, a przyzwoitość przyzwoitością.

PS Mam jedynie nadzieję, że polskie BB nie pójdzie w ślady francuskiego AA.

PS1 Słyszę opinie, że BB jest jednym z ostatnich miejsc w Polsce do którego nie zawitała jeszcze wielka ekstraklasowa piłka. Łatwo obalić to twierdzenie, przypomnijcie sobie dawny podział administracyjny Polski i 49 województw. Na najwyższym szczeblu nie zagrało jeszcze aż 25 miast (bez BB), które sobie stolicowały w latach 1975-98: Biała Podlaska, Chełm, Ciechanów, Elbląg, Gorzów, Jelenia Góra, Kalisz, Konin, Koszalin, Krosno, Legnica, Leszno, Łomża, Nowy Sącz, Ostrołęka, Piła, Piotrków Trybunalski, Przemyśl, Sieradz, Skierniewice, Słupsk, Suwałki, Włocławek, Zamość i Zielona Góra. Tak więc proszę o luz...

PS2 Klub rozwija się dynamicznie, zyskuje kibiców dynamicznie i - szczerze powiedziawszy - jest tylko jedna mała sprawa, która mi się nie podoba. Przydomek drużyny. ''Górale''?! Stadion leży na wysokości jakichś 500 m.n.p.m. (nie mam dokładnych danych). Wiadomo, że grunt to dobry pijar, ale czy dlatego że niedaleko mojego domu jest staw, który niektórzy nazywają nawet jeziorem, mam uważać się za bosmana? Zupełnym bezsensem jest melodia z Janosika na rozpoczęcie meczu. Facet nawet nie był w Beskidach...

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić. Gdyby ktoś już nie pamiętał: chodzi o zegar, który pojawił się na Cichej w 1939 roku, a teraz na stadionie wyraźnie go brakuje.

UPDATE Ruch Chorzów dostał licencję!

środa, 25 maja 2011
Spraw

Polonia Bytom spogląda w górę z wyrzutem. - Panie Boże. Spraw żebym przestała przegrywać w kółko 1:2. Spraw wreszcie żebym wygrała!

Pan rozkłada na to ręce. - Polonio.... Daj mi szansę, Polonio - rzecze wzdychając.

Dziś Polonia ewidentnie nie dała tej szansy. Nie można marzyć o wygranej kiedy nie stwarza się sytuacji podbramkowych. Bytomianie grali dziś ambitnie, widać, że chyba chcieli. Nie licząc ostatnich minut nie potrafili jednak stworzyć zagrożenia pod bramką gości. Przykro to pisać, ale do 85 minuty nie widziałem walki o życie.

''Jeśli wiara czyni cuda, my wierzymy, że się uda". Transparent tej treści powiesili kibice. Paradoksalnie Polonia ciągle może liczyć na ten cud. Wystarczy, że w ostatniej kolejce Cracovia przegra z Bełchatowem, Arka przegra ze Śląskiem, a Polonia wygra na Legii. To byłby cud dużych rozmiarów. Różnica między cudem dużych rozmiarów i cudem małych rozmiarów jest tylko taka, że ten pierwszy bardziej zapada w pamięć. Niech więc nam zapadnie na Łazienkowskiej! 

Żal było mi Kazimierza Trampisza i Ryszarda Grzegorczyka. Panowie z boleścią w oczach opuścili stadion w 66 minucie. Przestali wierzyć, nie chcieli ''prażyć''.

Ale nie wszyscy powinni pozwolić sobie na komfort rozpaczy bez oglądania się na nic. Na pewno nakrycie się kocem żeby przeleżeć w boleści kilka miesięcy nie ma sensu. Bo jest przecież dla kogo walczyć o ten klub: dobrze słyszałem ten zaśpiew w końcówce ''Zawsze z wami w każdej lidze''... 

Trzeba wierzyć do końca, ale trzeba również mocno stąpać po ziemi i zacząć przygotowywać się do prób odpowiedzi na fundamentalne pytania. Co dalej? Czy w przyszłym sezonie Polonia będzie grać w lidze wyższej czy może niższej niż Szombierki? Kto konkretnie będzie tworzyć ten klub na boisku i poza nim?

PS Ludzie nie mający skłonności do zawodzenia - takich jak choćby Czadoblog, który dość łatwo wpada w melancholię - mają własne racje. I trudno - ocierając na chwilę łzy - im nie przytaknąć. O co chodzi? Choćby o sytuację z 70 minuty. "Wydawało się, że Ślusarski trącił piłkę ręką w polu karnym''... To nie moje słowa. To słowa przyjezdnego reportera, który nadawał relację radiową do Poznania. Gdyby tak skrupulatnie policzyć... Jak sądzicie ile karnych niepodyktowanych dla Polonii zebrałoby się w tej rundzie? Na dzień dobry - trzy z Cracovią. Ktoś coś doda?

PS1 Ja też mam do Pana Boga prośbę. - Spraw Panie żebym mógł za swojego życia zobaczyć jeszcze Polonię w ekstraklasie.

PS2 Omega ma własne problemy.

wtorek, 24 maja 2011
Fornalak w Bytomiu. Część III

Polonia Bytom ciągle wierzy w utrzymanie! Gdyby tak nie było, nie doszłoby właśnie na Olimpijskiej do zmiany trenera na dwie kolejki przed końcem.

Jeśli Dariuszowi Fornalakowi się uda - będzie mistrzem świata, będzie mógł się chwalić tym wyczynem do końca kariery. Niektórzy twierdzą, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale to dziwaczne i nieprawdziwe twierdzenie. Fornalak już był w tej rzece dwa razy: jako piłkarz i trener.

Fornalak - część I

Pierwszy raz trafił do Bytomia w lipcu 1997 roku, akurat kiedy Polonia połączyła się na chwilę z Szombierkami. Z czysto piłkarskiego punktu widzenia tworzyła się tam ciekawa drużyna. Zobaczcie sami - oto ekipa złożona z grajków, którzy tamtego lata przychodzili i odchodzili: Bledzewski (Ambrosiewicz, Żmija) - Fornalak (Brehmer), Małek (Płatek), Maciejewski - Boguszewski (Brosz) Murawski (Kandziora), Konieczko, Wilczok (Góralczyk, nie ten o którym myślicie, ale inny - bardzo fajny facet, zresztą:-), Domagała (Maciuszek) - Gierczak (Cygan), Kubisz (Sobczak).

Dariusz Fornalak miał wtedy 32 lata, ale w metrykę nikt mu nie zaglądał, przydał się w Bytomiu. Zdobył gola już w pierwszym historycznym meczu o punkty Polonii/Szombierek! Spotkanie odbyło się na Olimpijskiej, a zobaczyła go rekordowa w tamtych latach liczba widzów (było ich 2815). Dwuklub pokonał Śląska Wrocław 2:0, a decydującą bramkę zdobył kto? Tak, macie rację. Fornalak strzelił dla dwuklubu jeszcze parę ważnych goli. Grał w P/Sz do końca 1998 roku.

Mało kto wie, że to właśnie telefon do Dariusza Fornalaka przyniósł jedną z najradośniejszych wieści w dziejach całej Polonii! Było to latem 2003 roku... Polonia walczyła wtedy o utrzymanie w III lidze. W ostatniej kolejce bytomianie pokonali u siebie Miedź Legnica 4:0. To zwycięstwo nie dawało im jednak gwarancji pozostania w III lidze. Dlatego zaraz po zakończeniu meczu piłkarze Polonii zebrali się wraz z trenerem i kibicami na środku boiska i oczekiwali na wyniki z innych boisk. Radość w kilkudziesięcioosobowej grupie wybuchła, gdy ówczesny szkoleniowiec Polonii Grzegorz Kapica zadzwonił z pytaniem o rezultat do ówczesnego trenera Rozwoju Katowice, którym był... Dariusz Fornalak. Po telefonie do Fornalaka śpiewali wszyscy, tańcząc w kole na środku boiska. Dlaczego? Sytuacja w tabeli była wtedy bardzo skomplikowana, porażka Rozwoju dawała Polonii w "małej tabelce" przewagę nad Pogonią Świebodzin i utrzymanie. Cud się zdarzył, Rozwój przegrał. Wyobrażacie sobie Polonię w IV lidze?!

Fornalak - część II

Ponownie pojawił się w Bytomiu latem 2006 roku, oczywiście już jako trener. Objął drużynę i to właśnie on wprowadził ją do ekstraklasy rok później! Zrobił wtedy coś z niczego. Pokazał, że nawet w biednym klubie i z przeciętnymi zawodnikami można awansować do ekstraklasy. Ciekawe, że nie posiadał wtedy uprawnień do prowadzenia drużyny na najwyższym szczeblu rozgrywek, ale pozostał w klubie i pracował w nim do końca rundy jesiennej. Działacze zwolnili go wtedy, bo nie byli zadowoleni z wyników, choć zadanie było utrudnione - bytomianie rozgrywali swoje mecze jako gospodarz na stadionie Ruchu... 14 punktów zdobytych przecież tylko na wyjazdach wydawało się przyzwoitym wynikiem, ale Fornalak musiał odejść.

Napisałem wtedy w ''Gazecie'' taki komentarz:

''Coś mi mówi, że działacze Polonii będą jeszcze żałować tego kroku. Dariusz Fornalak wycisnął z tego zespołu i tak więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Martwię się o Polonię, bo może się zdarzyć, że teraz na jego miejsce trafi do Bytomia jakiś młody, zdolny, gładkousty cwaniaczek z laptopem. Albo, wbrew deklaracjom działaczy, odkurzony z jakiegoś muzeum "specjalista od pożarów". O  Fornalaka się nie martwię. Wiadomo, że fachman zawsze sobie poradzi.''

Fornalaka zastąpił wtedy Michał Probierz. Probierza dawno nie ma, a Fornalak wraca żeby ratować klub.

Fornalak - część III

Niech ten rozdział trwa jak najdłużej. Dobrze mu życzę. Także dlatego, że to mój krajan. Za-łę-że, Za-łę-że, Za-łę-że!

Dariusz Fornalak przedstawia swój punkt widzenia - tutaj. A Damian Bartyla - tutaj.

PS Przy okazji pozdrawiam tatę trenera Fornalaka, który też przecież był już kiedyś mistrzem Polski. Tak, tak - w tenisie stołowym jako szkoleniowiec Baildonu Katowice.

PS1 Omega zaprasza Was na ostatni mecz Ruchu w tym sezonie. Chorzowianie grają ze Śląskiem Wrocław. Z tej okazji mam dla Was pięć podwójnych wejściówek na ten mecz. Dostanie je ten kto odpowie jakim wynikiem zakończy się dzisiejszy wieczorny mecz ŁKS-u Łódź z GKS-em Katowice.

Pięciu pierwszych Czytelników, którzy prawidłowo wytypują wynik meczu w Łodzi czeka wspomniana nagroda. Typować można do momentu rozpoczęcia tego spotkania. Po meczu potwierdzę w komentarzach kto wygrał i tych pierwszych pięciu szczęśliwców poproszę wtedy o przysłanie na adres pawel.czado@katowice.agora.pl swojego imienia, nazwiska oraz miasta, w którym mieszkają (no i pesel). Najpóźniej do jutra, do godz.10. Dane przekażę Donacie Chruściel, rzeczniczce chorzowskiego klubu. Bilety będą na Was czekać przy bramie nr 1 - wystarczy, że podacie ochroniarzom swoje personalia.

PS2 Czeski właściciel Odry Wodzisław chce się pozbyć udziałów. Nawet za złotówkę!

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum