niedziela, 27 maja 2012
Należało się

Gratulacje dla Piasta Gliwice. Najkrócej pisząc: należało się:-) Teraz chodzi tylko o to żeby w tej ekstraklasie trochę pobyć, trochę pograć. Przede wszystkim przetrzymać drugi sezon, bo właśnie ten dla nowicjuszy podobno jest najgorszy. Wydaje się jednak, że teraz Piastowi powinno być łatwiej. Nabrał doświadczenia.

Po pierwsze: nie wydaje się żeby klub zmienił po awansie trenera. Choć poprzednio też można było tak sądzić:-) Wtedy jednak chcącego podwyżki Piotra Mandrysza zastąpił Marek Wleciałowski. Wydaje się, że teraz Marcin Brosz ma jednak mocniejszą pozycję niż Mandrysz wówczas (choć nowego kontraktu jeszcze nie podpisał).

Po drugie: trudno przypuszczać, że Piast tym razem dopuści do takich ubytków jak po pierwszym awansie. Wówczas - jeszcze na wniosek trenera Mandrysza - pozbyto się Adama Kompały, który decydował o jakości gry zespołu. Przewaga obecnej drużyny jest taka, że w Piaście Brosza nie ma zawodnika od którego zależałoby aż tyle ile zależało od Kompały pięć lat temu. Pamiętajmy, że odszedł wtedy również najlepszy strzelec Wojciech Kędziora, który teraz raczej nie odejdzie. Nie deklarowałby przecież, że ''nie chce być w ekstraklasie chłopcem do bicia...'' W każdym razie wówczas Mariuszowi Muszalikowi i Marcinowi Folcowi nie udało się w pełni zastąpić poprzedników. A gdyby do Wisły Kraków miał odejść Ruben Jurado - widzielibyście dla niego zastępcę?

Po trzecie: kiedy Piast za pierwszym razem zdobywał awans do ekstraklasy największym rozczarowaniem były... władze Gliwic. Wówczas kompletnie zawiodły w związku z nowym stadionem, nie przygotowały szczegółowego planu modernizacji miejskiego stadionu. Ślimacząca się dyskusja nad tym, czy stadion należy przebudowywać, czy może postawić nowy, doprowadziła do totalnego bezruchu. Tak szczerze mówiąc tamtemu ''stadionowi'' nie dałbym licencji nawet na trzeci poziom rozgrywek.

A dziś? Trudno wyobrazić sobie bardziej przyjazny futbolowi ratusz niż ten gliwicki. Podoba mi się, że nie chce za wszelką cenę byle jakiemu biznesmenowi byle szybciej opchnąć klubu.

Na koniec porównajmy gliwickie awanse  - ten z sezonu 2007/2008 i ten z sezonu 2011/2012.

W tamtym sezonie: 17 zwycięstw, 11 remisów, 6 porażek;

W tym sezonie: 19 zwycięstw, 7 remisów, 8 porażek;

W tamtym sezonie: 45 goli strzelonych i 23 stracone;

W tym sezonie: 57 goli strzelonych i 40 straconych;

W tamtym sezonie: najlepszy strzelec: Kędziora - 10 goli;

W tym sezonie: Kędziora - 18 goli;

W tamtym sezonie: z tego zespołu 11 zawodników grało wcześniej w ekstraklasie;

W tym sezonie: z tego zespołu 9 zawodników grało wcześniej w ekstraklasie;

W tamtym sezonie: najlepsza frekwencja - 5000 z Lechią Gdańsk;

W tym sezonie: najlepsza frekwencja - 9432 z Wisłą Płock (otwarcie nowego stadionu) i 9362 z Zawiszą Bydgoszcz (mecz decydujący o awansie);

W tamtym sezonie: w składzie było 0 cudzoziemców;

W tym sezonie: w składzie 8 cudzoziemców.

PS A poza tym Omega.

sobota, 26 maja 2012
Bicie dziennikarzy

Kontakty dziennikarzy z zawodnikami nie są usłane różami. Piłkarze często czują się pokrzywdzeni przez żurnalistów, znam historie kiedy konkretne dwie strony nienawidziły się wręcz latami. Zawsze byłem zwolennikiem tezy, że dziennikarz powinien piłkarzy traktować życzliwie, ale nie może przed nimi klęczeć.  Nie powinien być z założenia przymilnym misiem, nie powinien być też z założenia żarłaczem ludojadem. Jego główną powinnością jest przede wszystkim uczciwość wobec czytelnika. Brzmi to górnolotnie, ale taka jest prawda, której - uważam - warto się trzymać.  

Czadoblogowi oczywiście też zdarzały się konflikty, które potrafiły przerodzić się w zimną wojnę. Wszystko jednak zamykało się w cywilizowanych formach:-) Generalnie tylko raz zdarzyło się, że fizyczność Czadobloga jako gryzipiórka była zagrożona: w 2000 roku na Cichej wystartował do mnie po meczu zawodnik Ruchu Chorzów i prawie złapał za gardło. Udało mi się zachować zimną krew. Zaprosiłem go na bok żeby w pomeczowych wywiadach nie przeszkadzać kolegom dziennikarzom (oczywiście wszyscy poszli na ten bok za nami:-) i wyjaśnić wszystko w spokoju. Okazało się, że zawodnik wściekł się, bo myślał, że napisałem coś czego - jak się okazało - nie napisałem. Wszystko więc wróciło do normy. Rzekłbym nawet, że pożegnaliśmy się ''przyjaźnie'':-)

Ale nie każdy dziennikarz ma takie szczęście. Czasem jego nietykalnośc stawała się jednak tykalna. Jak niektórzy pamiętają - strzały się zdarzały (Paweł Zarzeczny vs. Roman Kosecki, Piotr Świerczewski vs. Adam Godlewski). Ale to wcale nie jest nowość. Właśnie teraz jest dobra okazja żeby podkreślić, że dokładnie 80 lat temu (26 maja 1932 roku) piłkarze naruszyli nietykalność dziennikarza po meczu 06 Kleofas Katowice - 1. FC Katowice. Kiedy po spotkaniu doszło do przepychanki między zawodnikami obu drużyn, a jeden z żurnalistów głośno zauważył niestosowność takiego zachowania - piłkarze Kleofasa ''znieważyli go czynnie''. 

PS Wspomniany 26 maja 1932 roku był zresztą czarnym dniem śląskiej piłki. Mecz Dąbrówki Małej z 06 Mysłowice został przerwany 10 minut po przerwie, bo gospodarze rozpoczęli na murawie bijatykę na pięści. Do bitwy włączyła się publika - ośmiu zawodników z Mysłowic zostało rannych, sześciu znalazło się w szpitalu. Dotkliwie pobito również arbitra i członków zarządu klubu z Dąbrówki, którzy próbowali publice przemówić do rozsądku. Na sędziego miała także chrapkę publiczność na meczu Śląsk Siemianowice - Rozdzień Szopienice, która w wiadomym celu wtargnęła na boisko, ale tam członkowie zarządu mieli na szczęście większy posłuch... Poważny kryzys gospodarzy trawił kraj (na Śląsku było strasznie), co przynosiło coraz większą frustrację, która niestety zaczęła znajdować ujście podczas meczów piłkarskich.

PS1 Omega nie chce wypowiadać się w tej sprawie.

piątek, 25 maja 2012
Prusy mają szczęście

Surfowanie po Internecie jest niebezpieczne, bo pożera czas. Ale często jest także pożyteczne, zwłaszcza jeśli natraficie na coś wyjątkowego. Kiedyś tak właśnie natrafiłem na wspaniały blog o zamku w Malborku, który zawsze działał mi na wyobraźnię i... zostałem. To był jeden z najlepszych blogów pozapiłkarskich na jakie trafiłem w życiu. Stałem się wiernym czytelnikiem, ale nie komentowałem, bo co tu komentować kiedy czytasz każdy wpis z otwartymi ustami? Nie ma jak blog, którego autor wie co pisze, a nie pisze co wie...

Kiedy blog został znienacka zlikwidowany, poczułem się porzucony, poczułem się zraniony, poczułem się zdradzony... Myślałem żeby odreagować na jakimś najbliższym meczu piłkarskim, ale zdołałem się opanować;-) Odtąd zawsze kiedy myślałem o miejscu narodzin Grzegorza Lato kiwałem się bezwiednie (musiałem uważać żeby nie myśleć o Marienburgu w pracy, bo co by sobie koledzy pomyśleli). 

Przyznam, że byłem nawet nadąsany, ale jednak mi przeszło gdy okazało się, że autor ''najlepszego wąskotematycznego martwego bloga w klasyfikacji Czadobloga ever'' pracuje nad czymś specjalnym...

Pomorze Gdańskie ma szczęście! Dokładnie dzisiaj ukoronowanie tych wysiłków czyli otwarcie wielkiej wystawy ''Citius, Altius, Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu'', którą będziecie mogli oglądać w gdańskim ratuszu głównym od dziś aż do 30 września. O tym jak zbierano eksponaty możecie przeczytać tutaj. 

"Pokażemy sylwetki sportowców mieszkających, pochodzących bądź odnoszących sukcesy na terenach, o losach których decydowali silni politycy, w zmiennych i trudnych okolicznościach politycznych. Niezależnie od nazwy: Prusy Wschodnie, Wolne Miasto Gdańsk, Polska Rzeczpospolita Ludowa, czy Rzeczpospolita Polska sport jest jedną z wartości łączących, stanowiących o człowieczeństwie''.

Dla mnie to kolejne potwierdzenie, że siła tkwi w szczegółach, a słowo ''lokalny'' nie musi mieć małomiasteczkowego zabarwienia, nie musi kojarzyć się z psami, które ogonami szczekają. To problem jedynie tych, którym to słowo może się tak kojarzyć. A przecież lokalność niesie za sobą autentyzm, którego nie warto lekceważyć.

PS Omega zastanawia się czy ma gdzieś na Pomorzu Gdańskim jakąś koleżankę.

środa, 23 maja 2012
Dziecko asfaltu

Kiedy byłem mały, mój dzień wyglądał dość monotonnie. Uwielbiałem jednak tamtą monotonię, bo to była monotonia szczęśliwa. Sam ją sobie wybrałem. Po szkole rzucałem tornister i miałem do wyboru dwie preferowane przez siebie opcje:

- albo grałem w piłkę;

- albo czytałem (ewentualnie rysowałem lub chuchałem na monety, bo za bajtla zajmowałem się numizmatyką, pokaźne zbiory mam zresztą do dziś).

Gra w piłkę na moim Załężu była ekscytującym zajęciem. Od lat Załęże nazywa się ''jedną z biedniejszych i bardziej zaniedbanych dzielnic Katowic", ale my, bajtle, nigdyśmy jej tak nie traktowali. Wszyscy byliśmy sobie równi - no, prawie równi, bo oczywiście podwórkowej hierarchii nie można było naruszyć. Wiadomo, że nie każdy każdego mógł poklepać po plecach.

Był okres kiedy byłem dość ważny, bo miałem własną piłkę. Zaręczam jednak, że nie brali mnie do składu tylko dlatego, że ją miałem:-))) Pamiętam, że bal miał zielono-czarne łaty, które szybko stały się bezbarwne, potem odpadła warstwa wierzchnia, a następnie wyszedł cyc. Kiedy wychodził już cyc, trzeba było postarać się o następną piłkę. I o następną, i o następną...

Generalnie jestem dzieckiem asfaltu. Miałem trzy ulubione boiska o tej nawierzchni:

- na pierwszym zryli asfalt i dziś to nieużytek;

- na drugim zdemontowali siatki ochraniające, które pełniły jednocześnie rolę bramek (okno za nimi ktoś zamurował. Nie dziwię się: byłem świadkiem jak kiedyś piłka uderzona z potworną siłą leciała tak szybko, że w środku musiało dojść do masakry. Trzask rozbijanej szyby dotarł do nas po kilku sekundach. Oddalam od siebie ze wzdrygnięciem wspomnienie, że to mogła być moja bala);

- na trzecim zamontowano sztuczną trawę (ale to już w czasach, gdy byłem już duży i gdy własny ciężar nie pozwalał mi na szalone rajdy po skrzydle).

To były wspaniałe czasy, choć nie dla wszystkich kończyły się tak samo dobrze. Zaręczam, że popularne niestety na stadionach hasło ''pozdrowienia do więzienia'' mógłbym w młodzieńczych czasach podśpiewywać dość często. Od wyczynów moich kolegów z boiska włosy stanęłyby wam dęba, nie będę o nich pisał, bo i tak nie uwierzylibyście.

W całej Polsce są ''krainy w których obcy ginie''. Szedłem kiedyś Gliwicką zygzakiem z centrum na Załęże po imprezie na której alkohol lał się niczym Niagara i nad Rawą otoczyło mnie kilku wilczków. ''Zostaw go, to nasz'' usłyszałem rozglądając się bezradnie (a właściwie bezwładnie). Do teraz nie wiem kto to był...

Niektórzy kumple już nie żyją, zdarzały się samobójstwa. Inni wyjechali szukać szczęścia zagranicą. Ostatnio mojego kolegę z podstawówki widziałem na Załężu nieprzytomnego na ulicy. Nic mu się nie stało. Był jedynie mocno otumaniony i spał uśmiechnięty. Mogłoby się wydawać, że w tamtym momencie był szczęśliwy... Oczywiście mam też kolegów, którym się powiodło. Są szczęśliwi inaczej niż wspomniany śpioch, mają rodziny i pieniądze. I też są z Załęża.

Dlaczego o tym piszę? Za naszych najlepszych czasów mogliśmy liczyć na siebie, a ci szczęśliwi, do których się zaliczam - na rodziców. A dziś po latach, część naszych następców - tych, którzy nie mają szczęścia - może liczyć na jeszcze kogoś.

                                         %

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Młodzieży ''Dom Aniołów Stróżów'' od wielu lat pomaga dzieciom i młodzieży wykluczonej społecznie. Od 2004 roku stowarzyszenie działa na Załężu - prowadzi program profilaktyczny oparty o system pomocy, który obejmuje dzieci od drugiego roku życia aż do dwudziestolatków i ich rodziny. Stowarzyszenie stara się pomagać na różne sposoby i pokazywać światu, że te dzieci też mają pasję i umiejętności. Że wcale nie są gorsze od rówieśników z tzw. ''dobrych domów''...

Tak się składa, że już wkrótce (2-3 czerwca) ''Dom Aniołów Stróżów'' organizuje turniej piłkarski ''II Małe Euro - Z Ulicy na Stadion". Impreza jest skierowana do ''160 dzieci ulicy''. Turniej jest symulacją tego ''prawdziwego'' Euro 2012. W związku z tym każda z 16 drużyn ''reprezentuje'' jeden kraj biorący udział w tegorocznych mistrzostwach.

W ''II Małym Euro - z ulicy na stadion'' biorą udział dzieci z Katowic, Zabrza, Bytomia, Rudy Śląskiej, Gliwic i Jaworzna. Projekt ma za zadanie integrować kibiców różnych klubów piłkarskich z całego Śląska.  Jest wspierany (a właściwie współorganizowany) przez GKS Katowice, Ruch Chorzów, Polonię Bytom, Piasta Gliwice. Kilka treningów prowadzonych przez piłkarzy tych klubów się odbyło (ostatnio prowadził je Dariusz Gęsior z Ruchu), odbędą się jeszcze zajęcia prowadzone przez graczy Piasta. A wkrótce odbędzie się wielki finał na bocznych boiskach Stadionu Śląskiego. 2 czerwca drużyny zawalczą w grupach, a nazajutrz ćwierćfinały, półfinały i finał oraz całodniowy piknik.

Aktualne info - TUTAJ.

Zdjęcia młodych piłkarzy zobaczycie - TUTAJ.

PS Omega popiera.

11:10, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (18) »
wtorek, 22 maja 2012
Nie ma jak dobra zabawa

Myślicie, że Ruch Chorzów świętował wicemistrzostwo w podobny sposób? Kiedy byłem w chorzowskim Arsenal Palace panowie nie zdecydowali się pójść w te klimaty...



poniedziałek, 21 maja 2012
Po co kobiety piszą takie bzdety

Nie wiem skąd się to bierze, ale wygląda na to, że niektóre kobiety piszące felietony w polskiej prasie, krążąc jak sępy wokół idei Euro 2012, nagle robią zwrot przez skrzydło i pikują drapieżnie w dół, prosto w bezbronne stadko niczego nieświadomych mężczyzn.

Wcześniej popis w sprawie Euro dała Kazimiera Szczuka, teraz głos na ten temat postanowiła zabrać również Dorota Gawryluk (''Uważam Rze'', nr 20/67). Napisała felieton pod tytułem ''Mam gdzieś całe te mistrzostwa Europy''.

Tak głupiego tekstu nie czytałem już dawno. Oto fragmenty:

''Tak jak można było przewidzieć euroterroryści przystąpili do zmasowanego ataku. Im bliżej Euro tym bliżej sztucznego podniecenia, infantylnej radości, która jest dopiero przedsmakiem tego przymusowego cieszenia się, z którego pod żadnym pozorem nie można się wyłamać. Euroterroryści już ogłosili, że każdy kto nie cieszy się z piłkarskich mistrzostw, musi być z PiS. Widać więc nerwowe uśmiechy i pośpiech, by zdążyć chociaż troszkę polubić futbol. Nawet kompletni piłkarscy ignoranci uczą się na pamięć nazwisk piłkarzy co nie jest łatwe, bo przecież w składzie pojawiły się obco brzmiące nazwiska. I próbują ogarnąć na czym polega spalony. Ponoć kobietom nigdy się to nie uda. Organizatorzy, trzeba przyznać, idą trochę narodowi na rękę, znieczulając go, a jak twierdzą niektórzy ogłupiając, powszechnie zrozumiałą i przyjemną pieśnią ''Koko koko..." czy jakoś tak (...).''

To jeszcze nic. Potem Dorota Gawryluk przyznaje, że ma gdzieś to całe Euro i nie cieszy się, że mistrzostwa będą w Polsce. Podkreśla, że obejrzy mecze jedynie z zawodowego obowiązku (to akurat fragmenty najmniej interesujące, więc nie będę ich cytował). Najlepsze będzie teraz:

''Współczuję przede wszystkim kobietom skazanym na futbol, bo przecież próba wyłączenia telewizora byłaby świętokradztwem. Mężczyźni rozłożeni przed telewizorami skazują przez miesiąc kobiety na dźwiganie całej reszty tego niewesołego przecież życia. To one zapewne w czerwcu będą musiały zmierzyć się z wynikami matur swoich pociech. Nie będą przecież tym zawracały głowy tatusiom zajętym Euro (sic!)''.

Oczywiste jest, że można Euro darzyć niechęcią, oczywiste jest, że można się tym nawet pochwalić w felietonie. Kiedy jednak próbuje się używać argumentów warto chyba choć trochę się wysilić.

Po pierwsze: nie rozumiem, po co upychać w tym miejscu politykę. Co mnie jako kibica piłkarskiego obchodzi jakieś PiS, obchodzi jakaś PO, obchodzi jakiś SLD czy inny Ruch Palikota? Pani Gawryluk nie ma pojęcia, że ludzie czekający na taką imprezę mają wszystkie partie bez wyjątku najwyżej pod pachami. Jakiekolwiek próby zbicia politycznego kapitału na takiej imprezie, czy to chwaląc się czy użalając śmierdzą fałszem na kilometr i nie trzeba być przesadnie inteligentnym żeby je wyczuć.

Po drugie: wcale nie zauważam wokół siebie ''przymusu cieszenia się z Euro''. Na całe szczęście, bo nie ma nic gorszego niż głuptaki udające, że cieszą się z Euro. Sam czekam z radością na mistrzostwa, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy żeby kogokolwiek zmuszać żeby cieszył się razem ze mną. Mało tego; będę starał się podczas Euro wręcz izolować żeby nie oglądać meczów z ludźmi, których to nie interesuje;

Po trzecie: zauważam zastosowany przez panią Gawryluk wyjątkowo obrzydliwy chwyt erystyczny: autorka wciska w usta samcom hasło, że ''kobietom nigdy nie uda się ogarnąć na czym polega spalony''. Sprawa spalonego jest tak prosta, że nigdy nie ośmieliłbym się myśleć, że kobiety mogą tego nie rozumieć. Mało tego; niedawny pucharowy mecz Wisły z Ruchem Chorzów w Krakowie oglądałem w towarzystwie m.in. rudowłosej piękności, która spalonego wychwytywała znacznie szybciej niż ja (zastanawiałem się jak to możliwe, a potem okazało się, że to... sędzia piłkarski). Jeśli pani Gawryluk nie wie na czym polega spalony, uważam, że - mimo wszystko - nie ma się czego wstydzić. Wcale nie trzeba tego wiedzieć;

Po czwarte: wyłączenie telewizora podczas meczu wcale nie musi być świętokradztwem. Znam rodziny, które mają w gospodarstwie, o dziwo, dwa odbiorniki. No chyba, że chodzi o to żeby złośliwie wyłączyć partnerowi telewizor, w którym akurat leci mecz - po to żeby na drugim obejrzeć coś innego. Oczywiście wspólnie, bo wspólne oglądanie jest przecież takie ważne...

Po piąte: podziwiam panią Gawryluk, że ona telewizję ogląda na stojąco;

Po szóste: (to rozwaliło mnie najbardziej, bo pokazuje jakim laikiem jest autorka tekstu) zapewniam, że mężczyźni nie zostawią kobiet z całym tym niewesołym przecież życiem aż na miesiąc. Wygląda na to, że Dorocie Gawryluk mistrzostwa Europy pomyliły się z igrzyskami olimpijskimi. Podczas igrzysk rzeczywiście można surfować po kanałach cały dzień, ale Euro - to przecież najczęściej tylko dwa mecze dziennie. Zaczynają się o godz. 18 i 20.45 (a od ćwierćfinałów już tylko o 20.45). Czy Gawryluk przypuszcza, że przez resztę dnia chłopy będą tylko żłopać piwsko i dyskutować o szansach wybełtanych z nadziejami?

Po siódme: sugestia jakoby mężczyźni z powodu Euro nie zajmowali się szkolnymi postępami dzieci mogłaby nawet być przykra (u mnie wywołuje jedynie samczy rechot). Oczywiście jedynie dla tych kobiet, których mężczyźni z powodu Euro nie będą zajmowali się szkolnymi postępami dzieci. Mocno współczuję tym kobietom, choć nie znam takiej ani jednej.

                                        %

Niech to Euro się już zacznie. Wtedy trzeba będzie już skrobnąć merytorycznie i szanowne, tak aktywne teraz publicystki, nie będą zapewne zabierały głosu.

Powtórzę się: nigdy nie zrozumiem ulubionej zabawy niektórych czyli ciągłego konfrontowania kobiet z mężczyznami. Bo ja, głupi, myślałem, że jesteśmy jednością.

PS Zapewniam, że Omega, choć jest kobietą, nigdy do takiej zabawy by się nie posunęła.

16:57, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (33) »
niedziela, 20 maja 2012
Piast i GKS. Paradoksy

Byłem dziś na meczu Piasta Gliwice z GKS-em Katowice. Dzięki temu stałem się świadkiem sytuacji całkowicie niezrozumiałych dla przeciętnych, niezainteresowanych futbolem zjadaczy chleba.

Paradoks pierwszy 

Piast wygrał dość łatwo 3:0, ale po meczu większe powody do zadowolenia mieli goście z Katowic. 

Jak to możliwe? Ano tak, że GKS po tej kolejce już wie, że cel osiągnął, a Piast po tej kolejce już wie, że celu nie osiągnął.

Zwycięstwo gospodarzy było efektowne i w pełni zasłużone. Ale jeśli ktoś nasłuchiwał wieści z innych boisk pierwszoligowych wie, że awans już dziś uciekł im w ostatniej chwili. Zawisza w końcówce wyrwał zwycięstwo z Wartą Poznań. To oznacza, że wszystko zdecyduje się w ostatniej kolejce, w której Piast podejmie właśnie Zawiszę.

Porażka gości była zasłużona i nie ma mowy żeby osiągnęli nawet remis. Oglądając ich mecz z Wartą trudno było wierzyć, że będą w stanie cokolwiek w Gliwicach osiągnąć. A mimo to mogą odetchnąć z ulgą. Polonia Bytom prowadziła wprawdzie z Arką, ale ostatecznie przegrała, a to oznacza jej spadek. Dlatego w ostatnim meczu Katowice zagrają o pietruszkę. Przed ostatnią kolejką mają cztery punkty nad strefą spadkową (zgodnie z przewidywaniami leci też Wisła Płock).

Paradoks drugi 

Piast teraz nie może się cieszyć, ale za chwilę będzie mógł naprawdę świętować. Awans jednak jest bardzo realny, a kto pamięta mecze tego klubu zaledwie kilka lat temu, ten wie jak wielki postęp uczynił. Piast jest budowany spokojnie i metodycznie. Klub może liczyć na miasto, nie musi już myśleć o bazie. Przyszłość przed nim.

GKS teraz może się cieszyć, ale za chwilę przyjdzie opamiętanie. Co dalej? Jak ten klub będzie wyglądał w przyszłym sezonie? Odejdzie mnóstwo piłkarzy, a klub chcąc mieć jakieś pieniądze pewnie będzie musiał kogoś sprzedać. Niewielu jest takich w kadrze, bo przecież wielu graczy jest tylko wypożyczonych, ale na takim Tomaszu Hołocie klub rzeczywiście może zarobić. Mnie gra tego piłkarza bardzo się podoba, na pewno dałby sobie radę w ekstraklasie. Uważam, że w Gieksie powinno się budować drużynę właśnie wokół niego. Ale wiadomo, że lepiej sprzedać teraz niż potem oddać za darmo więc pewnie nic z tego nie wyjdzie. 

No i żeby zespół zaskoczył w kolejnej rundzie trzeba będzie wreszcie wysupłać pieniądze na pensje... 

Paradoks trzeci

Na mecz przyszło 8600 kibiców. Młyn Piasta był jak na polskie warunki wyjątkowo efektowny, zajmował całą trybunę za bramką (kto był na niedawnym meczu z Dolcanem Ząbki ten wie, że od tego momentu rozrósł się około siedmiokrotnie:-). Doping był głośny (na tym stadionie zawsze jest głośny, działacze Ruchu mogą zacierać ręce). Ale pytanie obecnego na meczu niemieckiego dziennikarza uzmysłowiło mi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gość z Niemiec był w szoku i nie mógł się nadziwić. - Jak to możliwe, że podczas takiego meczu na stadionie jest tyle pustych miejsc?. Fakt, jeszcze około 1400 kibiców mogło wejść... 

PS Zdumiewa mnie jak bardzo kibice Piasta alergicznie reagują na Górnika Zabrze. Wystarczyło, że kibice GKS-u zaśpiewali ''Górnik Zabrze'' a gliwiczan szlag trafiał. I to nie  ultrasów za bramką, ale ''zwykłych ludzi'' na innych trybunach. Oj, już nie mogę się doczekać meczu Piasta z Górnikiem w Gliwicach. Mam nadzieję, że Piast nie zawali i awansuje...  

PS1 Z pierwszej ligi spada Polonia Bytom. Nawet nie wiecie jak żałuję...

Z drugiej ligi awansuje GKS Tychy. Ostatnia porażka u siebie nie robi różnicy. Trzeba było ostro pracować cały sezon żeby potem mieć taki komfort. Gratulacje.

W drugiej lidze utrzymuje się Zagłębie Sosnowiec. 16  punktów na 18 możliwych w ostatnich sześciu meczach robi wrażenie. Gratulacje. Kibice nie muszą kibicować wydmuszce.

PS2 A poza tym Omega. 

Koniec niemieckiej szkoły

Niemiecki futbol solidnie zapracował na powiedzenie, że ''w piłkę gra 22 facetów, a na końcu zawsze wygrywają Niemcy''. Ale wygląda na to, że suma szczęścia w ostateczności równa się jednak zero. Moim zdaniem to definitywny koniec niemieckiej szkoły w tym zakresie. Koniec, który dokonał się w wyjątkowo spektakularny sposób.

Wiadomo, że Niemcy zawsze grają do końca, to oczywiste. Ale wiadomo już także, że końcówka nie zawsze musi należeć do Niemców. Przekonał się o tym Bayern w 1999 roku, przekonał się ponownie w 2012. Znamienne, że bolesnej nauki za każdym razem udzielały mu kluby angielskie. Kto wie czy po Euro 2012 nie zacznie obowiązywac hasło ''w piłkę gra 22 facetów, a na końcu zawsze wygrywają Anglicy''?. Gary Lineker by się cieszył, a coś mi szepce do ucha, że to całkiem możliwe...

Gdyby ktoś powiedział mi, że niemiecki klub w finale Ligi Mistrzów strzeli bramkę na siedem minut przed końcem, a prowadzenie utraci minutę przed ostatnim gwizdkiem (a w efekcie nie... ostatnim) i że będzie dogrywka - nie uwierzyłbym.

Gdyby ktoś powiedział mi, że niemiecki klub w dogrywce tego samego finału Ligi Mistrzów będzie miał jedenastkę, ale dopuści do rozegrania konkursu rzutów karnych - nie uwierzyłbym.

Gdyby ktoś powiedział mi, że w pewnym momencie w karnych ciągle tego samego finału Niemcy będą prowadzić już 2:0 (po półtorej kolejki), a jednak przegrają i cała nadzieja rozpadnie się w proch - nie uwierzyłbym.

A gdyby ktoś powiedział mi, że ten cały dramat odbędzie się w ich mateczniku - nie uwierzyłbym do kwadratu.

PS A gdybym był prezydentem Bayernu miałbym do swoich piłkarzy pretensje tylko o jedno. O to, że bardzo często w trakcie meczu o wszystko chcieli zobaczyć się na telebimie co bezlitośnie wychwytywały kamery. Co akcja z ich udziałem to zaraz podnosili wzrok do góry żeby móc zobaczyć się w jak w lustrze. ''Czy mam ładny profil?'' Nawet asystent trenera podnosił głowę żeby się przejrzeć. A jak się zobaczył to zaraz z marsową miną założył nogę na nogę. 

Czy ma się ładny profil w trakcie finału ChL to oczywiście bardzo ważne jest. Ale to nie jest przecież jakiś konkurs piękności; na analizowanie profilu byłby zapewne czas, ale po zwycięskim finale. Moim zdaniem jeśli ktoś ma czas na takie pierdoły w takim momencie to znaczy, że nie jest odpowiednio skoncentrowany.

PS1 Być może porażka Bayernu to dobra wiadomość dla polskiej reprezentacji. Selekcjonerowi może nie być łatwo posklejać rozbite lustro. A to przecież Niemcy mogą być rywalem Polaków w ćwierćfinale Euro 2012.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 18 maja 2012
Doceń komfort szatni, piłkarzu

W dzisiejszej dobie zawodnicy narzekają na ciśnienie wywoływane przez kibiców. Rzeczywiście zdarza im się usłyszeć nieprzyjazne okrzyki fanów czy nawet wyzwiska.

Ale muszą wiedzieć, że porównaniu z poprzednikami mają jednak znacznie lepiej. Czy w ogóle można cieszyć się z faktu, że po meczu czeka szatnia w której można się schować? Można. Bo - jeśli spojrzeć wstecz - to jednak był... przywilej:-)

80 lat temu Ruch Wielkie Hajduki został ukarany grzywną stu złotych za dopuszczenie do ekscesów po ligowym meczu z Wojskowym Klubem Sportowym 22. pułku piechoty z Siedlec (maj 1932). To był mecz który Ruch powinien wygrać dwucyfrowo, a przegrał 1:2. Wściekłość śląskich kibiców była ponoć wielka, a w czasach kryzysu, była to przecież jednocześnie wściekłość łatwo wybuchająca...

Nic dziwnego, że kilkanaście dni po tym meczu Ruch otrzymał polecenie od piłkarskiej centrali ''wybudowania szatni w przeciągu 6 tygodni''! Wszystko po to żeby drużyna gości nie była wreszcie narażona na kontakt z miejscową publicznością (sic!). A trzeba dodać, że wściekłość publiki dosięgła również sędziego, który został po meczu ''czynnie znieważony'' (nie wiem dokładnie na czym to polegało, ale można się domyślać...).

Przypominam, że to były egzotyczne czasy pionierskie jeszcze przed Cichą. Gdy Ruch grał na Kalinie drużyny przebierały się i myły w pobliskiej szkole (byłem przy odsłanianiu na niej pamiątkowej tablicy związanej z Ruchem).

PS Omegi nie pytajcie, ona okresu przedcichowego nie zna...

środa, 16 maja 2012
Zapaść

Zdumiewająca zapaść GKS-u Katowice powoduje, że zdecydowałem się rozpatrzyć wariant zaskakujący, który jeszcze kilka godzin temu nie przyszedłby mi do głowy.

Ale zanim przejdę do rzeczy, muszę zauważyć, że w zmianie młynowego na Blaszoku w trakcie dzisiejszego meczu z Wartą Poznań było coś symbolicznego. W drugiej połowie, kiedy było już 0:3 doping prowadził malutki  chłopczyk, który ledwo odrósł od ziemi (głowę miał na wysokości ostatniej barierki) i na oko mógł mieć jakieś pięć lat. Był podekscytowany, bez przerwy podskakiwał i intonował kolejne zaśpiewki, które podchwytywali szalikowcy. Znał ich całe mnóstwo więc obstawiam, że to syn jakiegoś fana zaangażowanego. Symboliczne w tej scenie jest dla mnie to, że wyglądało jakby ten klub musiał dostać jakiegoś nowego tchnienia żeby rozpędzić się na nowo.

Może jednak nie mieć możliwości żeby się rozpędzić. Dzisiejszy występ był wręcz katastrofalny (po meczu Rafał Górak przyznał, że to najgorszy mecz GKS-u w tej rundzie). Z kolei piękne zwycięstwo Polonii Bytom w Płocku i drugie zwycięstwo Dolcanu Ząbki z rzędu (po tym jak widziałem ich w Gliwicach nie wiem jakim cudem im się to udało) powodują, że moim zdaniem całkiem realny jest wariant, którego rozpatrywanie jeszcze parę chwil temu można by uznać za stratę czasu.

O tym kto utrzyma się w lidze może moim zdaniem zdecydować mecz... Polonii Bytom z Arką Gdynia.

W tej chwili:

- GKS Katowice zajmuje 14. miejsce z 38 punktami (ostatnie nad strefą spadkową);

- Wisła Płock zajmuje 15. miejsce z 34 punktami (spadkowe);

- Polonia Bytom zajmuje 16. miejsce z 33 punktami  (spadkowe).

Wisłę Płock skreślam na wstępie. Jej forma nie może być wysoka, skoro dziś przegrywa mecz o życie z Polonią. Moim zdaniem do końca sezonu będzie w stanie wywalczyć najwyżej 3 punkty. Wisła gra z Pogonią Szczecin na wyjeździe, która ciągle bije się o awans, a w ostatnim meczu na swoim stadionie - bez udziału publiczności - podejmie Wartę Poznań, która dziś tak brutalnie pokarała GKS.

Zostaje GKS i Polonia. GKS ma niby pięć punktów przewagi na dwie kolejki przed końcem, ale moim zdaniem to może być... za mało.

W najbliższej kolejce katowiczanie grają w Gliwicach z liderem, ciągle nie mającym pewności awansu do ekstraklasy. Jeśli - mając w pamięci ich dzisiejszą grę - wywalczą tam choćby punkt to ja już z tej ligi nic nie rozumiem. Porażka Katowic jest więc prawdopodobna? Jest. W ostatniej kolejce Gieksa też gra na wyjeździe - z Sandecją. Jej trenerem jest Robert Moskal, który wyjdzie ze skóry żeby coś udowodnić Gieksie. Porażka jest prawdopodobna? Jest. Może się więc zdarzyć, że GKS do końca sezonu nie zdobędzie więc punktu.

Z kolei Polonia ostatni mecz gra ze zdegradowanymi już Polkowicami, które przegrały dwa ostatnie mecze. Mając w pamięci dzisiejszy mecz bytomian w Płocku - zwycięstwo jest prawdopodobne? Jest. Z kolei najbliższy mecz poloniści grają u siebie z Arką. Arką niespełnioną w tym sezonie, podrażnioną w ambicjach, ale Arką nie grającą już o nic. Zwycięstwo jest prawdopodobne? Jest.  W dodatku przypominam sobie napis po lewej stronie od żagla patrząc z naprzeciwka, co od strony sportowej nie ma znaczenia, ale co napis to napis.

GKS. 38+0+0=38

Polonia. 33+3+3=39

PS W upadku Gieksy symboliczny jest także fakt, że dziś strzelił jej gola zawodnik, który za miesiąc przekroczy czterdziesty rok życia. Nie wiem czy kiedykolwiek wbił jej bramkę ktokolwiek starszy. 

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.  

PS2 Wczoraj w Schwerin w imieniu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej wręczono Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską. Dlaczego o tym tutaj? Bo nagrodę otrzymał Konrad Schuller, dziennikarz Frankfurter Allgemeine Zeitung, za tekst "Nowy Ślązak", w którym są również wątki futbolowe. Tekst w tłumaczeniu na polski można znaleźć tutaj.

 
1 , 2 , 3
Archiwum