czwartek, 30 maja 2013
Ebi

Wydawało się, że w województwie śląskim ten człowiek najbardziej zostanie zapamiętany z wydarzeń, które miały miejsce 11 października 2006 roku i 17 listopada 2007 roku. Mogliśmy go wtedy podziwiać na Stadionie Śląskim.

Jestem jednak przekonany, że od dziś dla wielu ludzi znacznie ważniejszy od dwóch bramek z Portugalią i dwóch bramek z Belgią będzie ten brzydki gol zdobyty dla Jagiellonii Białystok w ostatniej minucie meczu w Bełchatowie.

Tak naprawdę dużo ważniejsza niż dla Jagi jest ta bramka dla:

- po pierwsze: Ruchu Chorzów (niebiescy meldują wykonanie zadania i mogą się już położyć);

- po drugie: Podbeskidzia Bielsko-Biała (dzięki temu bielszczanie w ostatnim meczu będą zależeć tylko od siebie. Będą mieli szansę zameldowania zadania, no i będą mieli szansę się położyć).

PS Ogromne gratulacje dla Piasta, trenera Marcina Brosza i jego drużyny. Liga Europejska w Gliwicach! To wielki wyczyn!

PS1 A poza tym Omega wreszcie może odetchnąć.

PS2 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 29 maja 2013
Nawet Pałac Kultury i Nauki jest za Ruchem

Być może nie będzie to osiemnasty najważniejszy mecz w dziejach świata, ale na pewno będzie to bardzo ważny mecz dla Ruchu Chorzów.

Nie zawsze zgadzam się z kibicowskimi odezwami, ale tym razem ze stowarzyszeniem "Niebiescy" zgadzam się w stu procentach:

"Nie skupiajmy się na obrażaniu piłkarzy i bluzgach, tylko pokażmy przez 90 minut jak bardzo kochamy ten klub. Wspierajmy go w najbliższy czwartek obecnością, wiarą i głośnym śpiewem. Co by się nie działo nie zapominajmy, że to właśnie my jesteśmy wizytówką tego klubu."

Zostawmy zainteresowanie szpalerami i innymi drobnostkami na boku. Jeszcze wczoraj wydawało się, że może to być gra o wszystko, o przyszłość, o zaczerpnięcie tchu. Niedopuszczenie do rozgrywek klubu z Konwiktorskiej* powoduje, że tylko jeden zespół spada. Ciśnienie być może trochę schodzi, ale... tylko trochę. Tym spadkowiczem ciągle może być Ruch! Pamiętajcie o tym. To może być mecz po którym już nic nie będzie takie samo. Oby nie. Oby Ruch był pierwszą drużyną, która pokona nowego mistrza.

Przyjdźcie na Cichą. Zabierzcie dzieci, żony, mężów, kuzynów. Oma i opa też znajdą dla siebie krzesełka. To może być osiemnasty najważniejszy mecz w dziejach Ruchu.

PS Na ten mecz powinno się pozwolić panu Małysce nakręcić Omegę. Proszę!

PS1 Już nawet Pałac Kultury i nauki kibicuje Ruchowi Chorzów. Nie wierzycie? To zobaczcie TEN filmik! Koniecznie:)

PS2 Pewien człowiek (kibice Ruchu nie muszą sprawdzać personaliów;) wrócił właśnie z Neapolu gdzie miał okazję przekonać się o boskości Diego Maradony. Czadoblog zasysa wszystko Maradonie i czci maradońskiej więc historyjkę ze śmiechem przytacza. Otóż gość z Polski w sklep klubowym Napoli spytał o koszulkę z Maradoną. Nie ma. Na pytanie "dlaczego" oburzony sprzedawca wzniósł ręce do góry i zaznaczył, że przecież Maradona jest bogiem. I jak tu nosić koszulkę z imieniem boga, przecież na Bogu się nie zarabia... (właściciele tandetnych straganów wokółodpustowych w Polsce mają pewnie inne zdanie:)

* Ani myślę im współczuć. Współczułem w 2008 roku. Trudno było wyobrazić sobie straszniejszy powód (zobaczcie ostatni akapit TEGO komunikatu), ale oni sobie wtedy w ogóle nie współczuli, cieszyli się z "promocji" do ekstraklasy. Teraz więc niech nie płaczą nad rozlaną wodą, bo mleko to nigdy nie było.

Jaki wpad taki wypad!

wtorek, 28 maja 2013
PZPN umie przyznać się do błędu

I to się chwali.

Niech przykładem będzie historyjka, która przytrafiła się 75 lat temu, wiosną 1938 roku.

Zdarzyło się, że świetny śląski napastnik Franciszek Pytel został bezlitośnie zdyskwalifikowany w Warszawie na cztery miesiące. Powód: miał podpisać kartę zawodniczą w klubie z Nowej Wsi (czyli w Wawelu Wirek)* będąc jednocześnie w AKS-ie Chorzów. Nikt z PZPN-u na Śląsk nawet nie zadzwonił żeby dowiedzieć się czegokolwiek więcej i potwierdzić nieprawdopodobną informację; przecież Franciszek Pytel to nie był byle kto - grał w bardzo mocnym wówczas AKS-ie (w 1937 roku wicemistrzu Polski) i trudno było znaleźć powód dla którego chciałby się przenieść do Nowej Wsi.

PZPN nie sprawdził, że w Nowej Wsi przypadkowo jest zawodnik o tym samym imieniu i nazwisku, z tego samego rocznika, ale rodzony w innym dniu i miesiącu niż "nasz" Franciszek Pytel.

Na Śląsku się wściekli, bo Pytla zdyskwalifikowano w piątek tuż przed niedzielnym ligowym meczem AKS-u z Warszawianką, a podobno w Wydziale Gier i Dyscypliny - który dyskwalifikował - zasiadali przedstawiciele właśnie tego zasłużonego warszawskiego klubu.

Prezes wbił się w pociąg i pojechał do stolicy. W efekcie na mecz zdążyła dotrzeć delegacja PZPN-u. Przyjechała przeprosić za zaistniałe zamieszanie. Można? Można.

A mecz? Wszystko było jak należy. AKS wygrał 3:0, a Pytel strzelił jedną z bramek.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie Górnika powinna być wybudowana jak najszybciej.

*Nazwę gminy Nowa Wieś zmieniono na Wirek w 1948 roku.

poniedziałek, 27 maja 2013
Szpaler? Co za kretyn to wymyślił

Nie wierzę... Powiedzcie mi, że to jakiś idiotyczny żart, a nie poważny przepis w poważnych rozgrywkach.

Chętnie poznam nazwisko człowieka, który sprawił, że "gdy przed zakończeniem rozgrywek zespół uczestniczący w zawodach zapewnił już sobie tytuł mistrza Polski, zespół przeciwny przed rozpoczęciem procedury ustawiania zespołów wychodzi na boisko pierwszy i ustawia się w szpaler, witając zespół mistrza Polski. Procedurę tę stosuje się podczas każdego z kolejnych zawodów aż do zakończenia rozgrywek" (artykuł 29.5 regulaminu Ekstraklasy).

Sorry, ale to powinien być dobry obyczaj, a nie sztywny przepis narzucony przez kogoś kto wydaje się nie mieć pojęcia o dobrych obyczajach.

Przepisami powinny być regulowane wszelkie sprawy boiskowe. Niedługo mędrcy wezmą się pewnie za kolor kwiatków w doniczkach siedzib klubów. I na doniczki znajdzie się odpowiedni paragraf.

Podkreślam: nie mam nic przeciwko wyrażeniu szacunku tzw. szpalerem nowemu mistrzowi, którym została Legia Warszawa przez zespół, który ugości ją w najbliższej kolejce czyli Ruch Chorzów. Wręcz przeciwnie.

Ale na Boga, nie bądźmy bardziej papiescy od papieża. To są sprawy obyczajowe, które NIE POWINNY być regulowane ustaleniami prawnymi.

A co jeśli Ruch nie ustawi się w szpaler? Walną mu pięć ujemnych punktów w następnym sezonie? Walną 100 tysięcy złotych kary?

Proszę, niech naszą ligą zarządzają ludzie, którzy MYŚLĄ.

PS A co sądzi o tym kuriozum były kapitan Ruchu? "Fatalne rozwiązanie. Piłkarzom nie trzeba podpowiadać kiedy się ukłonić"

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

11:45, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (60) »
Legia to jest potęga, cz.3. Koniec

[... Mistrzem Polski jest Legia

Legia najlepsza jest

Legia to jest potęga

Legia CeWuKaeS...]



07:51, pavelczado
Link Komentarze (7) »
niedziela, 26 maja 2013
Słabe dobrego zakończenie

Po rundzie jesiennej zapowiadało się na najpiękniejszy sezon Górnika Zabrze od czasów pamiętnego spotkania na Łazienkowskiej, które odbyło się 15 czerwca 1994 roku. Sędzia w ostatnim meczu w karierze w skandaliczny sposób skrzywdził zabrzan. Wtedy Górnik zajął ostatecznie trzecie miejsce w lidze, teraz zapowiadało się, że może zakończyć sezon wyżej. Zadowolenie przynosiły nie tylko wyniki, ale także styl, bo Górnik jesienią był zespołem, który grał po prostu ciekawą, ofensywną piłkę i mógł się podobać.

Dzisiejsza porażka w Szczecinie właściwie przesądza sprawę; Górnika nie zobaczymy niestety w przyszłym sezonie w Lidze Europejskiej. Teoretyczne szanse oczywiście są, ale teoretycznie także Zbigniew Boniek może zostać następnym szefem UEFA.

Co dalej z Górnikiem? Czy to koniec pewnej epoki?

Są cztery wyjścia:

- ten sam trener buduje spokojnie drużynę na tym samym budulcu, bez większych zmian;

- ten sam trener buduje drużynę od nowa po odejściu kilku bardzo ważnych zawodników (kilku kończą się kontrakty, mnie śmieszy jedynie, że z Zabrza mógłby odejść Mączyński. Tak, to byłaby "fundamentalna" strata);

- inny trener buduje spokojnie drużynę na tym samym budulcu, bez większych zmian;

- inny trener buduje drużynę od nowa po odejściu kilku bardzo ważnych zawodników.

Które rozwiązanie byście wybrali?

PS Niniejszym debiutuje na Czadoblogu stała pozycja w peesie. Będzie dotyczyła czwartej trybuny w Zabrzu. Dobrze się to zgrywa z Omegą. Sprawa Omegi dotyczy szacunku dla przeszłości, a sprawa zabrzańskiej trybuny - szacunku dla przyszłości.

Postanowiłem, że pod wpisami o Górniku będzie pojawiał się PS o trybunie, a pod wpisami o Ruchu - wpis o Omedze. Pod innymi wpisami będą pojawiały się obie kwestie.

Tak więc czas na uroczysty debiut:

"A poza tym uważam, że czwarta trybuna w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. Bez względu na termin wyborów."

PS1 Legia to potęga, Legia najlepsza jest. W najbliższym wpisie zakończenie czadoblogowego cyklu o Legii. Niezmiennie zapraszam.

Legia to jest potęga, cz.2

[...Legia to jest potęga

Legia najlepsza jest

Legię trzeba szanować

Legię, CeWuKaeS...]

11:42, pavelczado
Link Komentarze (13) »
sobota, 25 maja 2013
Legia to jest potęga, cz.1

[...Legia to jest potęga

Legia najlepsza jest

Legię trzeba szanować

Legię, CeWuKaeS...]

22:54, pavelczado
Link Komentarze (10) »
piątek, 24 maja 2013
Czy ten punkcik zdecyduje

Ruch Chorzów zremisował dziś w Krakowie z Wisłą. Nawet nie wiem czy ten wynik przyjąć z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony w ostatnich latach w lidze zawsze Ruchowi szło na Wiśle bardzo słabo. Z drugiej strony wiadomo, że po 28. kolejce niebiescy ciągle będą na miejscu niezagrożonym spadkiem. Z trzeciej strony wiadomo, że Ruch wygrywając mógł dziś głębiej odetchnąć co z pewnością przeżuwa do teraz Maciej Jankowski.

Emocje były ogromne, bo wiadomo, że niebiescy grają o życie. Po tym meczu Pavel Sultes wie, że w pobliżu Chaveza lepiej chodzić w kasku.* Po tym meczu Filip Starzyński wie, że stać go na kąśliwą petę nawet 50 metrów. Po tym meczu Michal Pesković wie, że mięśnie mu się nie zastały. Czy po tym meczu Marcin Malinowski wie już czy zostanie w Ruchu w następnym sezonie?

Kiedy pierwszy raz widziałem Malinowskiego w akcji nie przypuszczałem, że rozegra aż czterysta meczów w ekstraklasie. Było to w lipcu 1994 roku na boisku w Biskupicach, dzielnicy Zabrza. Gwarek grał tam finałowy mecz o mistrzostwo Polski juniorów z Hutnikiem Kraków. Przegrał 0:2, a wszyscy zachwycali się wtedy niejakim Wojciechem Rajtarem, liderem krakowian, mistrzem Europy juniorów do lat 16 z 1993 roku. Potem Rajtar zagrał w ekstraklasie cztery mecze w karierze, a kończył grę na boisku Pozowianki Pozowice (czy jakoś tak). Tymczasem w przegranym zespole byli wtedy czterej piłkarze, którzy łącznie zagrali ponad tysiąc meczów w ekstraklasie (Kosowski, Kuźba, Gierczak, Malinowski)!

Właśnie Malinowski rozegrał ich najwięcej. Na ostatnim wirażu wyprzedził nie byle kogo, bo Zygfryda Szołtysika (Górnik) i Pawła Janika  (Polonia i Szombierki). Jest piątym zawodnikiem, który doszedł do granicy o nazwie 400. Co ciekawe aż czterech z długodystansowców pracowało na dorobek właśnie w Ruchu (oprócz Malinowskiego także Janusz Jojko, Dariusz Gęsior i Łukasz Surma)! To jest naprawdę wyczyn.

PS Warto zajrzeć na stronę byłego piłkarza Ruchu. Damian Galeja całą karierę spędził na województwie śląskim i dość wcześnie zajął się trenerką, bo jeszcze przed trzydziestką. Już coś osiągnął: w 2008 roku wywalczył awans do II ligi z GKS-em Tychy (38 kolejnych meczów bez porażki. Awans zdobyty po
wygraniu podwójnych baraży z Pniówkiem Pawłowice Śląskie i Aluminium Konin.) Wcześniej z tym samym GKS-em awansował do 1/16 finału PP gdzie zagrał z Wisłą Kraków. Po tym meczu odbył tygodniowy staż trenerski w Wiśle pod okiem Macieja Skorży. Potem odniósł sukces innego rodzaju - utrzymał Rozwój Katowice w III lidze. Kiedy zaczynał Rozwój był na ostatnim miejscu z 16 punktami. Rozgrywki skończył na siódmym miejscu.

Ostatnio Damian niby jakoś zniknął, ale to pozory - on nadal się rozwija. Właśnie odbył staż w Standardzie Liege. Warto o nim pamiętać.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Jutro finał Champions League. Wszyscy grzeją się w jakim klubie mogła grać trójka Polaków - zamiast w Dortmundzie. No to nie od parady będzie przypomnieć, że Błaszczykowski, Piszczek i Lewandowski mogli grać razem w Górniku Zabrze.

*swoją drogą Honduranin byłby moim zdaniem idealnym stoperem dla Ruchu:)

Cicmanka

Każdy z nas w dzieciństwie przeżywał fascynację brylantowymi technikami. Sam zachłystywałem się zagraniami, które dzieliłem na dwie kategorie - takie, które próbowałem na placu powtórzyć i takie, których nie próbowałem bo i tak nie miało to większego sensu. Pamiętam na przykład jak zachwycił mnie kiedyś Dariusz Dziekanowski, który minął rywala podrzucając zza siebie piłkę przez podciągnięcie jej najpierw śródstopiem jednej nogi na łydkę drugiej. Opanowałem to zagranie do perfekcji i też kiedyś udało mi się w ten sposób minąć na boisku szkolnym przeciwnika. Z kolei zagrań Giji Gurulego nie kopiowałem, bo nie potrafiłem ich zrozumieć. Z pokorą przyjąłem założenie, że Gruzin przekupił prawa fizyki. Jak on to robił?

Teraz, jako stary Czadoblog, który wiele w życiu przeszedł doceniam techniczne zagrania już innego rodzaju. Doceniam zagrania nie pod publiczkę. Doceniam wyrafinowaną technikę zwłaszcza wtedy gdy jest najlepszym i najprostszym sposobem na osiągnięcie celu. Doceniam moment kiedy NIE DA się zrobić tego lepiej. 

Podczas wczorajszego meczu Piasta z Koroną olśnił mnie w ten sposób Pavol Cicman. Czy przyjrzeliście się dokładnie sposobowi w jaki strzelił gola? Wyrafinowane przyjęcie piłki zastosowane specjalnie pod strzał... No i strzał, wcale nie tak mocny (bo nie musiał być mocny), ale piekielnie precyzyjny... Nie można było tego zrobić lepiej! To było dzieło skończone. Takie krótkie momenty przynoszą wzruszenie tego samego rodzaju kiedy człowiek przygląda się detalowi na przykład w jakimś dziele Rodina (specjalnie byłem w Calais, widziałem na własne oczy, Hotel Biron też zaliczyłem:)

Na własny użytek - na cześć pewnego skromnego słowackiego piłkarza - postanowiłem sekwencję zagrań, których nie da się wykonać lepiej nazwać ""cicmanką".

W momencie kiedy przestanę wzruszać się z powodów, jakie dostarczył mi choćby Pavol Cicman w meczu z Koroną, przestanę oglądać piłkę nożną.

PS Wczorajszy mecz Piasta potwierdził pewną stałą zasadę: warto na spotkaniach tego zespołu bywać, warto je oglądać. Emocje zapewnione. Lubię mecze o których można powiedzieć "mogli wygrać, ale mogli też przegrać". Znaczy, że się działo. 

Znaczy, że Piast nadal jest w grze.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

 
1 , 2 , 3
Archiwum