sobota, 31 maja 2014
Górnik Zabrze odpuścił takiego piłkarza...

Byłem dziś na meczu GKS Katowice z GKS-em Tychy. Warto było, mnóstwo emocji (mimo faktu, że punkty nie były dzielone, tutaj jeszcze ta zaraza nie doszła).

Co mi się podobało:

a) że byłem na spotkaniu do zapamiętania. Rzadko w dzisiejszym futbolu zdarzają się mecze na tym poziomie, że w 21 minucie jest 0:0, a w 29. minucie - 2:2...

b) że do końca nie było wiadomo kto wygra. Ostatecznie zwycięzcy nie znaleziono, ale to był mecz rozgrywany w sportowym duchu. Ktoś mógłby doszukiwać się śląskiej solidarności (a raczej pseudosolidarności) - faktem jest, że to goście potrzebowali punktów, bo rozpaczliwie bronią się przed spadkiem, a kiedy wyciągnęli ze stanu 0:2 na 3:2, ktoś mógłby podejrzewać spiskową teorię dziejów. Ale dalszy przebieg meczu pokazał, że taka teoria w tym wypadku to wierutna bzdura. Obie drużyny naprawdę chciały wygrać. Przykładem postawa wracającego po kontuzji mięśni brzucha Sławomira Dudy. Facet był niezwykle aktywny, walczył, pokazywał się, rozgrywał, podawał, odbierał. Myślałem, że kończy mu się kontrakt, ale prezes Wojciech Cygan wyprowadził mnie z błędu:)

c) występ Denisa Popovicia. Objawił mi się dziś jako grajek niespotykanej na naszych pierwszoligowych boiskach klasy. W pierwszej połowie ten 24-letni Słoweniec strzelił gola dla Tychów bezpośrednio z rzutu rożnego, w drugiej popisał się genialnymi asystami, po których powinny paść dwa gole dla tyszan, a że padł tylko jeden to wyłączna wina gości. Facet bardzo dużo widzi na boisku i potrafi posłać piłkę jak klasyczny rozgrywający w starym dobrym stylu. Po tym co dziś zobaczyłem jestem zdziwiony, że tego piłkarza odpuścił Górnik Zabrze, który zimą miał go na testach (wcześniej nie poznała się na nim również Wisła Kraków). W lutym w Górniku Popović zagrał sparing przeciw... GKS-owi Katowice, ale nie przekonał do siebie zabrzańskich trenerów;

Na miejscu działaczy GKS-u Tychy za żadną cenę nie puszczałbym Słoweńca z rąk. Mało tego; to wokół niego budowałbym drużynę mającą kiedyś zaatakować coś więcej;

d) że katowiccy kibice pożegnali Łukasza Budziłka w stylu na jaki zasługiwał, nie patrząc do jakiej drużyny przechodzi. Ten bramkarz zwyczajnie sobie na to zapracował. Nie przypominam sobie żeby po ostatnim gwizdku sędziego tak długo jakikolwiek piłkarz GieKSy w ostatnim dziesięcioleciu tak długo rozdawał autografy. - Pierwszy raz żegnałem się z kibicami jako pierwszy bramkarz pierwszej drużyny. To był dla mnie ważny moment. Nie ukrywam, że łezka zakręciła się w oku, i walczyłem, żeby nie było ich więcej - mówił potem Budziłek, który nie był z tego występu. Cóż, puścił dziś gola bezpośrednio z rzutu rożnego. Proponuję jednak przyjrzeć się tej sytuacji jeszcze raz: ktoś obstawiał krótki słupek więc bramkarz miał prawo myśleć o zajęciu się czymś innym... Żeby było jasne Budziłek i tak wziął winę na siebie*;

e) tyska fantazja. Pierwszy raz widziałem taki numer! W pierwszej, szalonej połowie nad stadionem GieKSy kilkakrotnie przeleciał samolot, ciągnąc za ogonem długą szarfę z dobrze widocznym napisem "Tylko Tyski GKS". Świetne! Stadion był skonsternowany, ale przecież trzeba było się odgryźć. "Na samolot kasę macie, a wyjazdy odpuszczacie" - wykrzyczały więc trybuny  w stronę sektora gości (akurat był wypełniony);

f) fantastyczne gole. Owszem były i farfocle (wie coś o tym Kamil Cholerzyński, który sam przyznał, że przy jego strzale "wiatr pomógł";), ale bramki Alana Czerwińskiego i Tomasza Wróbla - palce lizać. - W tej rundzie dosięgło nas chyba wszystko co mogło jeśli chodzi o tracone gole. Brakuje jeszcze żeby gola strzelił nam bramkarz przeciwnej drużyny - narzekał po meczu Cholerzyński. Lepiej nie zapeszać: GieKSa ma do rozegrania jeszcze jeden mecz!:)

Co mi się nie podobało:

Wiecie co? Wszystko mi się podobało. Były gole, było dużo ludzi na trybunach, było miłe towarzystwo (siedziałem obok prezesa Zagłębia Sosnowiec). Jesienią poproszę więcej takich meczów na Bukowej!

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Dziś mundialowe mecze zakończone wynikiem 5:1. Uzmysłowiłem sobie ze zdumieniem, że było ich znacznie mniej niż meczów zakończonych wynikiem 6:1! Szok! To ważka wiadomość, co? Koniecznie przekażcie znajomym;)

V miejsce

Czechosłowacja - USA w 1990 roku, runda eliminacyjna;

To miał być okres kiedy Jankesi mieli pokazać, że będą za cztery lata jako gospodarz naprawdę groźni. Po tym meczu przestałem w to wierzyć...

Tamta kadra południowych sąsiadów stała się dla mnie symbolem fryzury, którą potem nazywano "na czeskiego metala". Sam taką miałem:) Dziś Tomas Skuhravy i Ivo Knoflicek na pewno wywołaliby tamtym uczesaniem westchnienia dziewcząt na całym świecie;) Czy ktoś przypuszczał, że w tamtym meczu zagra znany i po latach lubiany szkoleniowiec Ruchu Chorzów?

 

IV miejsce

Holandia - Austria na mistrzostwach świata w 1978 roku, druga runda;

Złoić tak Austrię to nie było byle co... Na pewno trudniej było osiągnąć taki wynik wtedy niż dziś. Przypominam, że na tym samym mundialu Austria wygrała przecież z RFN... Ale Holendrzy byli wtedy klasą samą w sobie. Tylko jedna drużyna, ta najwspanialsza, była od nich na tamtym mundialu tak naprawdę lepsza;

III miejsce

Węgry - Szwecja na mistrzostwach świata w 1938 roku, półfinał

Chciałbym kiedyś przeczytać monografię węgierskiego futbolu od początku do wybuchu II wojny światowej. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę jaki był rozmiar tego fenomenu w skali światowej;

II miejsce

Hiszpania - Dania na mistrzostwach świata w 1986 roku, 1/8 finału

Genialny mecz Hiszpanów, którzy rozbili genialny duński dynamit. Dwa lata później musiałem na Stadionie Śląskim upolować autograf "Sępa". Ktoś wie z jakiej okazji El Buitre przyjechał na Górny Śląsk?:)

I miejsce

Polska - Peru na mistrzostwach świata w 1982 roku, runda grupowa;

Trudno przypomnieć mi sobie bardziej spektakularne piłkarskie zmartywchwstanie. Jeszcze w przerwie biało-czerwoni byli martwi (w sensie - poza mundialem). A potem nastąpiło 21 magicznych minut. Nie do zapomnienia! 

Ostatni mecz - RFN - ZEA (1990)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

*przy okazji - spytałem Łukasza Budziłka komu będzie kibicował na mundialu. Odparł, że Casillasowi a więc Hiszpanii. Cóż, po tej linii trudno mu trzymać kciuki za drużynę, która wygra ten mundial:)

piątek, 30 maja 2014
Hipokryzja tzw. "patriotów"

Żenuje mnie dziwaczne w moim mniemaniu założenie, że jako obywatel Rzeczpospolitej Polskiej powinienem kibicować w europejskich pucharach wszystkim polskim drużynom klubowym jako reprezentantom mojego państwa. Ba; niektórzy żądają nawet żebym dlatego, że mnie to żenuje, oddał... paszport:D

A żenuje mnie to z dwóch powodów:

Po pierwsze dlatego, że nie rozumiem zasady, dla której mam kibicować w patriotycznym uniesieniu drużynom klubowym, które mają w kadrze kilkunastu cudzoziemców (weźmy na przykład dwie drużyny najwyżej sklasyfikowane w tym sezonie - Legia w tej chwili ma w kadrze dwunastu zagranicznych piłkarzy z dwóch kontynentów, a poznaniacy - jedenastu z pięciu kontynentów).

Ja mogę tym drużynom kibicować dlatego, że je na przykład lubię, ale na pewno nie dlatego, że są "polskie". Owszem, są polskie w tym sensie, że mają siedzibę w Polsce, płacą podatki w Polsce i mają w większości polskich kibiców. Dlaczego jednak akcja pod tytułem na przykład "Dossa Junior - Vrdoljak - Radović - gol" ma we mnie wywoływać poczucie dumy narodowej? Dla mnie to jedynie hipokryzja tych tzw. "patriotów".

Wspomniana akcja może we mnie wywołać dumę jedynie kibicowską jeśli byłbym kibicem Legii. Ale narodową? To jakaś kompletna bzdura.

Sądzę, że kibicuję jakiejś drużynie, bo jest częścią mnie i mojej "małej ojczyzny". A moja mała ojczyzna to mój region, moje miasto albo moja wieś. Na Górnym Śląsku słowo, które najczęściej jest używane w tym kontekście to niemiecki termin "heimat".

Uważam, że od dumy narodowej (albo państwowej) jest reprezentacja narodowa (albo państwowa). W przeciwnym razie największym ulubieńcem całej Polski powinien być obecnie Ruch Chorzów, w którym gra zaledwie jeden obcokrajowiec - urodzony w gruzińskim Tbilisi Osetyjczyk z rosyjskim obywatelstwem (to rekord w naszej lidze). A chyba nie jest, co?

Po drugie dlatego, że mnie osobiście trudno dostawać rozdwojenia jaźni i w jednych rozgrywkach życzyć jakiejś drużynie porażki a w innych - zwycięstwa. To ponad moje patriotyczne siły.

PS Czas na mundialowe mecze zakończone wynikiem 4:1

V miejsce

Szwajcaria - Włochy na mistrzostwach świata w 1954 roku, baraż o awans do ćwierćfinału

Nie wiem czy to nie było najlepsza drużyna Helwetów w historii. Raz puknąć Włochów na jednym turnieju mistrzowskim to już coś. Ale dwa razy - to prawdziwy wyczyn. Squadra na pewno zapamietała Seppa Hügiego, legendę Bazylei...

IV miejsce

Dania - Nigeria na mistrzostwach świata w 1998 roku, 1/8 finału

Fantastyczne widowisko. Ten mecz udowodnił, że duński dynamit to nie tylko lata 80. ale i 90.

III miejsce

Francja - Kuwejt na mistrzostwach świata w 1982 roku, faza grupowa.

Jeden z najbardziej kuriozalnych meczów w historii mistrzostw świata. Ciekawe czy do dziś śni się sędziemu Stuparowi z Ukrainy. W 75. minucie nie uznał bramki strzelonej przez Alaina Giresse'a. Pod naciskiem Francuzów zmienił decyzję. Wtedy wściekł się prezes kuwejckiej federacji, ważny szejk, który wtargnął na boisko ze świtą. Zestresowany sędzia jeszcze raz zmienił decyzję. Zachowanie szejka musiało na nim zrobić wrażenie, bo nie uznał Francuzom dwóch kolejnych prawidłowych bramek. Ale trzecią musiał już uznać.

Kuwejtczycy musieli się podniecić faktem, że w pierwszym meczu zremisowali z Czechosłowacją przy okazji strzelając fantastycznego gola więc uwierzyli, że w tym turnieju będą w stanie coś zdziałać. Francuzi wybili im to z głowy.

Przy okazji: zwróćcie uwagę w jaki sposób gola strzelił Didier Six.... Formidable, splendide!

II miejsce

RFN - Jugosławia na mistrzostwach świata w 1990 roku, faza grupowa

Do dziś dla mnie osobiście jest to mecz, w którym reprezentacja Niemiec zrobiła na mnie największe wrażenie ever!

I miejsce

Brazylia - Włochy na mistrzostwach świata w 1970 roku, finał

Szczyt potęgi reprezentacji Brazylii. Fenomenalna drużyna, wygrywająca wszystko w pięknym stylu. Wzór wzorów brazylijskiego futbolu. No i Złota Nike Julesa Rimeta na własność!

Warto pamiętać

Francja - Meksyk (1930), Brazylia - Czechosłowacja (1970), Włochy - Meksyk (1970), Argentyna - Węgry (1982), Brazylia - Szkocja (1982), Francja - Irlandia Płn. (1982), Szwajcaria - Rumunia (1994), Brazylia - Chile (1998) , Niemcy - Anglia (2010)

Pozostałe mecze

Jugosławia - Meksyk (1950), NRF - Turcja (1954), Włochy - Belgia (1954), ZSRR - Belgia (1970), Holandia - Bułgaria (1974), Argentyna - Haiti (1974), Peru - Iran (1978), RFN - Chile (1982), Jugosławia -ZEA (1990), Czechosłowacja - Kostaryka (1990), Brazylia - Japonia (2006), Argentyna - Korea Płd (2010)

PS1 Strasznie mnie boli, że Argentyńczycy wystąpią w Brazylii w białych spodenkach a nie - jak w dotychczas - czarnych. Nie sądziłem, że taki detal może mi tak popsuć humor...

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

20:51, pavelczado , żal
Link Komentarze (48) »
czwartek, 29 maja 2014
Liga Europy znów na Górnym Śląsku

Może dojść do sytuacji, która jeszcze nie zdarzyła się w historii naszego futbolu. Górnik Zabrze może zakończyć sezon wyżej niż Ruch Chorzów, ale i tak już pewne jest, że to Ruch zagra w pucharach.

Przed ostatnią kolejką Górnik ma dwa punkty straty do Ruchu. Wyniki ostatniej kolejki sprawiły, że już nikt inny chorzowian - mimo jego klęski w Poznaniu - nie jest w stanie wyprzedzić. Piąta w tabeli Lechia ma cztery punkty straty.

Jeśli Górnik niebieskich wyprzedzi i zakończy sezon na podium to byłby oczywiście spektakularny prztyczek w nos dany odwiecznemu rywalowi. Jednak już teraz wiadomo, że Ruch nie zostanie z niczym.

Już teraz wiadomo bowiem, że w przyszłym sezonie zagra w eliminacjach Ligi Europy. W środę jego odwołanie zostało uwzględnione przez Komisję Licencyjną. Górnik, który w pierwszej instancji także nie dostał pozwolenia na grę w pucharach, pogodził się z tym faktem i nie ubiegał o zmianę decyzji. W obecnej sytuacji to rozstrzyga sprawę.

Oczywiście kibicom niebieskich trudno wyrażać entuzjazm po takim wstydliwym laniu jakie przydarzyło się w Poznaniu jednak porażka Ruchu przy jednoczesnym zwycięstwie Górnika w Bydgoszczy sprawia, że mimo tej pożałowania godnej reformy będziemy mieli jakąś namiastkę emocji w ostatniej kolejce. Oczywiście jaka reforma takie emocje, ale na to w obecnym - a także przyszłym sezonie  - nic nie da się już nic poradzić.

PS Trochę szkoda, że Górnik zrezygnował z gry w europejskich pucharach a ostatniego meczu nie gra właśnie z Ruchem. To byłyby nieziemskie emocje...

PS1 Liga Europy Ligą Europy, ale chciałbym kiedyś móc dać tytuł: "Champions League na Górnym Śląsku". Myślicie, że możliwe w pierwszej połowie XXI wieku?

PS2 Dziś czas na rezultat 3:1. Też mocna konkurencja, aż trzy finały zakończyły się tym wynikiem!  

V miejsce

Brazylia - Czechosłowacja 3:1 na mistrzostwach świata w 1962 roku, finał

Mało kto zdaje sobie sprawę, że przez siedem minut Czechosłowacja była mistrzem świata. Najpierw w 1934 toku przez pięć minut, kiedy Pucz strzelił Włochom, a ci wyrównali po pięciu minutach, a potem w 1962 roku przez dwie minuty, kiedy Masopust strzelił Brazylijczykom, a potem wyrównał Amarildo.

IV miejsce

Włochy - RFN  3:1 na mistrzostwach świata w 1982 roku, finał

Tak jak i w finale z piątej lokaty wygrał lepszy. Włochów nie zdeprymował fakt, że w pierwszej połowie zmarnowali karnego. A przecież po ich pierwszych trzech meczach w tym turnieju w tytuł wierzył chyba tylko św. Franciszek z Asyżu.

 

III miejsce

Portugalia - Brazylia 3:1 na mistrzostwach świata w 1966 roku, rozgrywki grupowe.

Genialny mecz Eusebio i ostateczny upadek (czyli odpadnięcie) dwukrotnego mistrza świata. Wyjątkowo spektakularne wydarzenie, bo tylko dwa razy w historia ekipa zdołała przecieżobronić tytuł, a w 1950 to nie były te Włochy co z 1938 roku. Tymczasem Brazylia z 1966 miała wiele wspólnego z Brazylią z 1962. Wiele i niewiele...

 

 II miejsce

Brazylia - Anglia 3:1 na mistrzostwach świata w 1962 roku, ćwierćfinał

Fantastyczny mecz. Pokaz geniuszu zwłaszcza jednego piłkarza. Dla wielu to nie był mecz Brazylia - Anglia. To był mecz Garrincha - Anglia. Zresztą - sami zobaczcie. To naprawdę niezwykłe:

I miejsce

Argentyna - Holandia 3:1 na mistrzostwach świata w 1978 roku, finał

Cudowne, cudowne, cudowne. Uwielbiam kiedy ten ryk trybun sięga nieba. Rewelacyjny Mario Kempes - czy kiedykolwiek jakikolwiek napastnik wbiegał z piłką w pole karne z taką pewnością siebie, butą, zajadłością, siłą i agresją? Zobaczcie jego zachowanie przy wszystkich trzech golach dla Argentyny. Poezja piłki. 

Widzieliście jak piłkarze chcieli po ostatnim gwizdku zakosić pamiątkową piłkę sędziemu?:)

Warto pamiętać:

Rumunia - Peru (1930), Hiszpania - Brazylia (1934), Czechosłowacja - Niemcy (1934), Włochy - Francja (1938), Szwecja - Hiszpania (1950), Austria - Urugwaj (1954), Szwecja - ZSRR (1958), Meksyk - Czechosłowacja (1962), Anglia - Argentyna (1962), Czechosłowacja - Jugosławia (1962), Portugalia - Węgry (1966), Węgry - Brazylia (1966), Brazylia - Urugwaj (1970), Włochy - Haiti (1974), Tunezja - Meksyk (1978), Polska - Meksyk (1978), Peru - Szkocja (1978), Brazylia - Polska (1978), Anglia - Francja (1982), Brazylia - Argentyna (1982), Argentyna - Korea Płd (1986), Maroko - Portugalia (1986), Paragwaj - Nigeria (1998), Polska - USA (2002), Australia - Japonia (2006), Francja - Hiszpania (2006), Niemcy - Portugalia (2006), Brazylia - WKS (2010), Argentyna - Meksyk (2010)

Pozostałe mecze:

Argentyna - Chile (1930), Francja - Belgia (1938), Hiszpania - USA (1950), NRF - Argentyna (1958), Argentyna - Irlandia Płn (1958), Jugosławia - Urugwaj (1962), Chile - Szwacjaria (1962), NRF - Peru (1970), Włochy - Węgry (1978), Francja - Węgry (1978), Belgia - Urugwaj (1990), Hiszpania - Korea płd (1990), Rumunia - Kolumbia (1994), Szwecja - Rosja (1994), Hiszpania - Boliwia (1994), Szwecja - Arabia Saudyjska (1994), Meksyk - Korea Płd (1998), Chorwacja - Jamajka (1998), Hiszpania - Słowenia (2002), Paragwaj - Słowenia (2002), Hiszpania - Paragwaj (2002), Meksyk - Iran (2006), Hiszpania - Tunezja (2006), Japonia - Dania (2010)

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić. Może na mecz europejskich pucharów?:)

wtorek, 27 maja 2014
Ruch się odwołał. Decyzja przed ostatnią kolejką

Ruch Chorzów ma ogromne szanse na zajęcia miejsca premiowanego udziałem w europejskich pucharach. Obecnie zajmuje trzecie miejsce w tabeli ze stratą czterech punktów do wicelidera i przewagą pięciu punktów nad kolejnymi drużynami w tabeli.

Niebiescy traktują tę szansę tak poważnie, że ze zwycięskiego meczu na Łazienkowskiej nie wracali już na Górny Śląsk tylko przenieśli się do Wielkopolski. Jutro rozegrają w Poznaniu bardzo ważny mecz.

Wiem, że są i tacy, którzy nie chcieliby Ruchu w pucharach nawet jeśli na koniec sezonu niebiescy zajmą miejsce na podium. Argumentacja przeciw ich grze w Europie jest mętna i generalnie opiera się na założeniu, że przecież Ruchowi - po pierwsze - się nie należy, bo nie dostał zgody na grę, ewentualnie - po drugie - nie należy się, bo przyniesie wstyd.

Informuję więc, że Ruch zgodnie z oczekiwaniami się odwołał. Informuję również, że gdybyśmy brali pod uwagę ten drugi dziwaczny argument dotyczący wstydu to powinno by się wtedy zastanowić nad występami Legii, bo przecież w ostatniej edycji z dwunastu meczów wygrała ledwie trzy (w tym dwa z walijskimi amatorami a jeden na ostatek z Cypryjczykami kiedy wszystko było już wyjaśnione). A przecież nikt Legii występu w pucharach nie odmawia, prawda?

Jedno jest pewne. Decyzja w sprawie dopuszczenia Ruchu do gry w pucharach ma zapaść przed ostatnią kolejką ligową.

Wierzę w sportowe rozstrzygnięcie. Najprościej mówiąc: niech w eliminacjach do Ligi Europejskiej zagra ta drużyna, która ostatecznie zajmie na finiszu trzecie miejsce w polskiej ekstraklasie. Bez względu na to kto to będzie.

PS Dziś czas na jeden z najważniejszych wyników w piłce nożnej. odbyło się mnóstwo pamiętnych meczów zakończonych wynikiem 2:1. Na tyle dużo, że w pierwszej piątce nie zmieściły się dwa finały mistrzostw świata, nie mówiąc o półfinałach czy ćwierćfinałach...

V miejsce

Kamerun - Kolumbia 2:1 na mistrzostwach świata w 1990, 1/8 finału

Niezwykły mecz. Po pierwsze dlatego, że strzelał gole tak dojrzały piłkarz. Po drugie dlatego, że w tak spektakularny sposób w proch i pył rozbił się wizerunek szalonego bramkarza;

IV miejsce

Polska - Włochy 2:1 na mistrzostwach świata w 1974, rozgrywki grupowe

Rzadko zdarza się żeby w jednym meczu padły gole, które śmiało mogłyby kandydować do najpiękniejszych w historii w ogóle, a już na pewno do najpiękniejszych w historii polskiej piłki. Geniusza Andrzeja Szarmacha. Geniusz Kazimierza Deyny. No i geniusz Henryka Kasperczaka...

III miejsce

Brazylia - ZSRR 2:1 na mistrzostwach świata w 1982, rozgrywki grupowe

To miała być wielka Brazylia i była. Chyba jej najwspanialszy mecz jaki kiedykolwiek widziałem. Niezwykły Socrates. Niezwykły Eder...

II miejsce

Urugwaj - Brazylia 2:1 na mistrzostwach świata w 1950, faktyczny finał

Nigdy więcej ludzi nie oglądało meczu na żywo. Brazylia do dziś ma traumę po tamtym spotkaniu. To ten mecz sprawił, że koszulki Brazylijczyków przestały być białe.

Ten mecz odbił się echem na całym świecie i odbija się do dziś. Tydzień temu byłem w księgarni na katowickim dworcu i przypadkowo zacząłem rozmawiać o piłce nożnej z innym klientem. Wydeklamował mi wszystkich strzelców z tamtego spotkania. To jest siła piłki nożnej.

I miejsce

Argentyna  - Anglia 2:1 na mistrzostwach świata w 1986, ćwierćfinał

Nie wiem czy nie najważniejszy mecz w dziejach ludzkości. Najpiękniejsza bramka w historii ever. Największe oszustwo w historii ever. Największy geniusz w historii ever.

Warto pamiętać

Jugosławia - Brazylia (1930), Czechosłowacja - Rumunia (1934), Austria - Węgry (1934), Włochy - Czechosłowacja (1934), Włochy - Norwegia (1938), Kuba - Rumunia (1938), Brazylia - Czechosłowacja (1938), Włochy - Brazylia (1938), Szwajcaria - Włochy 2:1 (1954), Irlandia Płn - Czechosłowacja (1958), Walia - Węgry (1958), Węgry  - Anglia (1962), Chile - ZSRR (1962), Argentyna - Hiszpania (1966), NRF - Hiszpania (1966), ZSRR - Chile (1966), ZSRR - Węgry (1966), NRF - ZSRR (1966), Portugalia  - ZSRR (1966), Anglia - Portugalia (1966)Rumunia - Czechosłowacja (1970), Brazylia - Argentyna (1974), Polska - Jugosławia (1974), RFN - Holandia (1974), Włochy - Francja (1978), Argentyna - Węgry (1978), Argentyna - Francja (1978), Holandia - Włochy (1978), Brazylia - Włochy (1978), RFN - Algieria (1982), RFN - Hiszpania 2:1 (1982), Meksyk - Belgia (1986), Kamerun - Rumunia (1990), Szkocja - Szwecja (1990), Kostaryka - Szwecja (1990), Hiszpania - Belgia (1990), RFN - Holandia (1990), Jugosławia - Hiszpania (1990), Włochy - Anglia (1990), USA - Kolumbia 2:1 (1994), Argentyna - Nigeria (1994), Włochy - Nigeria (1994), Włochy - Hiszpania (1994), Bułgaria - Niemcy (1994), Włochy - Bułgaria (1994), Norwegia - Brazylia (1998), Iran - USA (1998), Rumunia - Anglia (1998), Jamajak - Japonia (1998), Holandia - Jugosławia (1998), Holandia - Argentyna (1998), Francja - Chorwacja (1998), Chorwacja - Holandia (1998), Chorwacja - Włochy (2002), Senegal - Szwecja (2002), Korea Płd. - Włochy (2002), Brazylia - Anglia (2002), Polska - Kostaryka (2006), Argentyna - WKS (2006), Holandia - WKS (2006), Argentyna - Meksyk (2006), RPA - Francja (2010), Ghana - USA (2010), Holandia - Brazylia (2010)

Pozostałe mecze:

Niemcy - Szwecja (1934), Szwajcaria - Meksyk (1950), Francja - Szkocja (1958), Szwecja - Węgry (1958), Urugwaj - Kolumbia (1962), ZSRR - Urugwaj (1962), NRF - Szwajcaria (1962), Brazylia - Hiszpania (1962), Urugwaj - Francja (1966), NRF - Maroko (1970), Szwecja - Jugosławia (1974), Austria - Hiszpania (1978), Hiszpania - Jugosławia (1982), Włochy - Argentyna (1982), Belgia - Irak (1986), Hiszpania - Irlandia Płn (1986), RFN - Szkocja (1986), Austria - USA (1990), Brazylia - Szwecja (1990), Meksyk - Irlandia (1994), Holandia - Arabia Saudyjska (1994), Arabia Saudyjska - Maroko (1994), Holandia - Maroko (1994), Brazylia - Szkocja (1998), Włochy - Austria (1998), Francja - Dania (1998), Niemcy - Meksyk (1998), Brazylia - Turcja (2002), Szwecja - Nigeria (2002), Meksyk - Ekwador (2002), Portugalia - Meksyk (2006), Dania - USA (2006), Korea Płd. - Togo (2006), Grecja - Nigeria (2010), Australia - Serbia (2010), Dania - Kamerun (2010), Holandia - Kamerun (2010), Brazylia - KRL-D (2010), Hiszpania - Chile (2010), Urugwaj - Korea Płd (2010), Holandia - Słowacja (2010)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE Zgodnie z oczekiwaniami Komisja Licencyjna uwzględniła odwołanie Ruchu. Niebiescy - jeśli się zakwalifikują - mogą grać w europejskich pucharach!!!

poniedziałek, 26 maja 2014
Stara, dobra Ameryka

Dla Europejczyków Europa zawsze będzie najważniejszą częścią piłkarskiego świata. Tymczasem Andrzej Gowarzewski udowadnia, że nic złego nie stałoby się gdybyśmy wpadli jednak w kompleksy...

46. tom encyklopedii piłkarskiej FUJI (zarazem czwarty tom z serii FIFA World Cup - recenzje pozostałych trzech możecie znaleźć TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ) to wspaniała opowieść o dziejach południowoamerykańskiego futbolu. Na tamtym kontynencie piłka jest dosłownie wszystkim. Łatkę "dosłownie wszystkim" przylepia się niezasłużenie wielu zjawiskom, ale tym razem nie ma przesady. Raczej wręcz przeciwnie! - W Polsce nie interesowaliśmy się zupełnie piłką nożną, ale tutaj po prostu musimy. Ktoś kto nie jest kibicem uchodzi w Urugwaju w najlepszym razie za dziwaka. Chcąc nawiązać kontakt z parafianami musimy podzielać ich zainteresowania i emocje. Jesteśmy więc z urugwajską piłką na bieżąco. Tutaj wszyscy rozmawiają o futbolu mężczyźni i kobiety, biedni i bogaci - opowiada polski misjonarz w Urugwaju.

W książce jest mnóstwo niezwykłych historii, niecodziennych anegdot i fantastycznych zdjęć. Ale czy może być inaczej skoro pierwsze mistrzostwa kontynentu rozegrano o 44 lata wcześniej niż w tej najlepszej we wszystkim Europie?

Dlaczego trzy Gujany piłkarsko nie należą do Ameryki Południowej? Co Penarol Montevideo ma w swej tożsamości wspólnego z malutkim włoskim miasteczkiem obok Turynu? Kibice którego kraju szczególnie nie znoszą kibiców innego kraju i dlaczego (takich resentymentów jest na tym kontynencie mnóstwo)? Dlaczego bramkę zdobytą z rzutu rożnego nazywa się „golem olimpijskim”? Jak to się stało, że tam wprowadzono zmiany zawodników już w latach 30.? Który sławny piłkarz już jako piętnastolatek na początku lat 20. przebiegał 100 metrów w 11 sekund? Który gwiazdor pozostający na obczyźnie od kilku lat jako dżentelmen odmówił powrotu do kadry żeby nie zabierać miejsca kolegom, którzy tak się o nie starali? Takich historii jest mnóstwo, w dodatku opisanych przez fachowców, którzy na tym kontynencie bywali, czasem wielokrotnie.

Dlatego jestem zdumiony, że w tym zestawie znakomitych, znających się na rzeczy autorów Andrzej Gowarzewski znalazł miejsce i dla mnie. Twórca idei poprosił mnie o głos dotyczący Leo Messiego. Oddałem w tekście swą skromną wiarę, że kreowany na następcę Maradony fenomen wreszcie udźwignie brzemię jakie nakłada na niego Argentyna. Tak! Wierzę, że po tym mundialu do „albicelestes” przylgnie wreszcie przydomek „tricampeones”...

PS Dziś czas na mundialową zabawę pod hasłem 4:4. Wielkiego wyboru nie było:)

II miejsce

Belgia - Anglia 4:4 na mistrzostwach świata w 1954 roku, rozgrywki grupowe

Dla obu zespołów był to pierwszy mecz w tamtych mistrzostwach. Anglicy jak zwykle wyobrażali sobie ostateczny trumf, tymczasem w Bazylei musiało być im przykro. Pocieszeniem nie był fakt wspaniały szczupak legendy Boltonu, zmarłego trzy lata temu Nata Lofthouse'a. Dla Belgów to było wszystko co ugrali na tamtych mistrzostwach, Anglicy wyszli z grupy, ale ulegli w ćwierćfinale Urugwajowi.

 

I miejsce

ZSRR - Kolumbia 4:4 na mistrzostwach świata w 1962 roku, rozgrywki grupowe

W rolę Anglików z poprzedniego meczu wcielił się Związek Radziecki, który zawsze na mistrzostwa przyjeżdżał jako zespół, z którym należy się liczyć. Już w 10. minucie Sowieci wygrywali 2:0, ale potem okazało się, że wielki Lew Jaszin ma także słabsze dni. Puścić gola bezpośrednio z rzutu rożnego...

 PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

19:47, pavelczado , Książki
Link Komentarze (8) »
niedziela, 25 maja 2014
Czadoblog leci na mundial do Brazylii

W życiu autora bloga zdarzają się chwile nieprzyjemne i przyjemne. Nieprzyjemnych nie rozwijajmy, przejdźmy lepiej od razu do przyjemnych.

Jest mi bardzo miło, że niektórzy trochę lubią tego bloga. Lubią na tyle, że potrafią wprowadzić mnie w stan drżenia. Otóż jeden z Was, Drodzy Czytelnicy, zaprosił mnie do siebie na... mundial! Najpierw myślałem, że to żart, ale jednak to nie był żart. Wkrótce odfruwam do Rio:D

Zdobyłem już bilety lotnicze, oczywiście przebieram nogami ze szczęścia i niecierpliwości. Jadę poczuć atmosferę, jadę się poprzyglądać. Uwielbiam obserwować, może z tego obserwowania urodzi się tutaj jakaś pisanina? Nie żądajcie jednak ode mnie reportażu uczestniczącego ze środka faweli;)

Biletów na żaden mecz na razie nie mam, ale Czadoblog to wytrwały łazik, będzie próbował się więc wbić na spotkanie pewnej konkretnej reprezentacji. Przyszli mistrzowie świata zagrają akurat w stolicach dwóch stanów w których w tym właśnie momencie mam zamiar się pojawić czyli Rio de Janeiro (mecz z Bośnią) i Minais Gerais (mecz z Iranem). Z tego co wiem (a zasięgałem opinii różnych globtrotterów) o bilety pod stadionami nie tak przesadnie trudno... Zobaczymy:)

Uda się być na meczu - super, nie uda - trudno. Jednak poznać Brazylię podczas rozgrywanego tam właśnie mundialu - nawet nie z poziomu trybun - wręcz bezcenne:) Smak, zapach, muzyka, widoki, plaża i ocean... Chce się żyć.

PS A propos smaków - z tego co się dowiedziałem Żona Gospodarza, Brazylijka, przyrządza pyszną peixadę. Jeszcze niedawno nie wiedziałem w ogóle co to peixada. Ale teraz już wiem. Robi wrażenie, co?

PS1 O tej gnidzie reformie nigdy za mało. Rozśmieszają mnie ci, którzy żądają podania powodów dla których miałoby jej nie być. Sorry, ale to reforma powinna bronić się powodami dla których jest sens ją wprowadzać. Jeśli tak postawimy sprawę od razu wyjdzie, że ta obecna reforma jest jedynie dla palantów.

Zresztą co ja się będę gimnastykował. Zimny i analityczny umysł jakasa1 rozprawia się z "reformą" z niezwykłą systematycznością. Oddaję głos:

Porównanie liczby meczów o nic w nowym i starym systemie. 

"Liczba meczów o nic, gdyby obecny sezon był rozgrywany według normalnych zasad, jak przed rokiem:

Zakładam, że finał PP odbyłby się tak, jak poprzednio: po 25. kolejce. Biorę pod uwagę rzeczywiste wyniki tegorocznego sezonu "zasadniczego". 

Zawisza, ze względu na wygranie PP, po 26 kolejce nie gra już o nic, bo nie grozi jej ani spadek ani mistrzostwo. 
Wszyscy pozostali grają o coś. Dopiero w 27 kolejce Cracovia i Lechia zapewniłyby sobie utrzymanie, a jednocześnie nie miałyby szans na puchary. Wszystkie inne drużyny poza Zawiszą grałyby o coś. Widzew wciąż ma szansę się utrzymać. 13 (!) drużyn gra trzy kolejki przed końcem o coś. 
W 28 kolejce Legia pokonując Lecha zapewnia sobie mistrzostwo. Jagiellonia traci szanse na puchary, a Korona zapewnia sobie utrzymanie. Widzew z kolei traci na nie szansę. Pozostałe 9 drużyn gra w przedostatniej kolejce o coś. Lech, Wisła, Ruch, Pogoń, Górnik o puchary (5 pkt różnicy między 2. a 7. !). Piast, Śląsk, Zagłębie, Podbeskidzie o utrzymanie (5 pkt. różnicy między 12. a przedostatnim). 
W 29 kolejce Lech zapewnia sobie vicemistrzostwo, Górnik traci szanse na puchary, Piast i Śląsk zapewniają sobie utrzymanie. W ostatniej kolejce Ruch z Wisłą i Pogonią walczą o puchary, a Zagłębie z Podbeskidziem walczą o utrzymanie (łącznie 5 drużyn walczy o coś). 

Zgodnie z komentarzami pod moją poprzednią krytyką nowego systemu są dwa podejścia do tego co to jest mecz "o nic". 
1. Podejście innych: gdy KTÓRAŚ z drużyn gra o nic (dla drugiej może to być nawet mecz o mistrzostwo). 
2. Moje podejście: gdy OBIE drużyny nie grają już o nic. 
Żeby było uczciwie, porównam oba podejścia. 
Wg pierwszego podejścia grałyby o nic: Zawisza (od 27 kolejki, czyli 4 mecze), Cracovia i Lechia (od 28 kolejki, czyli po 3 mecze), Legia, Jaga, Korona, Widzew po 2 mecze, Lech, Górnik, Piast i Śląsk po 1 meczu.

Razem: 22 przypadki, gdy ktoś w danym meczu gra o nic. Ile z tych przypadków to mecze, w których OBIE drużyny grają o nic (czyli prawdziwy mecz "o pietruszkę"?): 

29 kolejka: 
Legia 3-0 Zawisza 
30 kolejka: 
Górnik 0-3 Lech 
Jagiellonia 1-1 Piast 
Korona 1-0 Cracovia 
Śląsk 1-0 Lechia

Koniec: 5 prawdziwych meczów o pietruszkę w starym systemie. 

A teraz liczba meczów o nic w obecnym zreformowanym systemie:

Zawisza po 32 kolejce gra już o nic, bo nie ma szans na mistrzostwo (i oczywiście na spadek) - czyli ma 5 meczów o nic (w starym systemie - 4). 
W 34 kolejce Śląsk i Jagiellonia zapewniają sobie utrzymanie, czyli zagrają po 3 mecze o nic (w starym systemie Jaga grałaby 2, a Śląsk 1). 
W 35 kolejce Legia zapewnia sobie mistrzostwo (zagra 3 mecze o nic, w starym systemie - dwa), a w strefie spadkowej wszystko się wyjaśnia, czyli wszystkie pozostałe mecze są o nic :D 
W przedostatniej kolejce 6 drużyn gra o coś (w starym systemie: 9). Między 2. a 7. miejscem jest 11 punktów różnicy (w starym systemie: 5 punktów!). Między 12. a przedostatnim miejscem jest 10 punktów różnicy (w starym systemie: 5 punktów!). 

Zatem Zawisza 5 razy o nic, Śląsk, Jaga i Legia po 3, Piast, Podbeskidzie, Korona, Cracovia, Zagłębie i Widzew po 2 razy. Pozostałe kluby grupy mistrzowskiej na razie zero, ale to się z dużym prawdopodobieństwem zmieni. 

Razem co najmniej 26 przypadków gdy ktoś gra o nic - a będzie pewnie więcej. W starym systemie byłyby 22 takie przypadki. Cracovia i Lechia oraz może Górnik to jedyne drużyny, które w starym systemie miałyby więcej meczów o nic, niż w nowym! 

"Prawdziwe" mecze o nic w obecnym sezonie (obie drużyny nie grają o nic): 
35 kolejka: 
Jagiellonia 0-3 Śląsk 
36 kolejka: 
Śląsk - Cracovia 
Jagiellonia - Korona 
Podbeskidzie - Zagłębie 
Widzew - Piast 
37 kolejka: 
Cracovia - Jagiellonia 
Korona - Śląsk 
Piast - Podbeskidzie 
Zagłębie - Widzew 

To oznacza już dziś pewne 9 meczów o nic (w starym systemie 5 w całym sezonie). Ta liczba z dużym prawdopodobieństwem powiększy się o co najmniej jeden mecz.

Przypomnę liczbę prawdziwych meczów "o nic" w starym systemie w ostatnich kilku sezonach: 

2012/13: 5 meczów 
2011/12: 4 mecze 
2010/11: 2 mecze (!) 
2009/10: 5 mecze 
2008/09: 4 meczów 

Ten sezon: co najmniej 9 meczów."

                                          %

Jakas1 posprzątał. Halo! Czy są tu jacyś merytorycznie przygotowani obrońcy reformy? Halo!!! Tak myślałem...

Moje pytanie do obrońców brzmi:

W czym "reforma" "poprawiła" rozgrywki?

No właśnie...

PS2 Dziś czas na mecze zakończone wynikiem 3:3. Nie wypełnią nawet pierwszej piątki...

IV miejsce

Kuba - Rumunia 3:3 na mistrzostwach świata w 1938, runda eliminacyjna;

Hit przedwojnia. W Europie pewnie nawet nie wiedzieli, że na Kubie też kopią...

 

 III miejsce

Paragwaj - Jugosławia 3:3 na mistrzostwach świata w 1958 roku, rozgrywki grupowe;

Ten mecz dał mi dziwne uczucie. Kojarzysz faceta jako dobrego trenera, a potem okazuje się, że był także dobrym piłkarzem. Człowikiem o najkrótszym nazwisku w światowym futbolu: Cayetano Re. No i okazuje się, że kiedyś był już facet o nazwisku Aguero, który dobrze grał w piłkę na mistrzostwach świata i nie był wcale Argentyńczykiem. Fajny gol, co?

II miejsce

Senegal - Urugwaj 3:3 na mistrzostwach świata w 2002 roku, rozgrywki grupowe;

Fantastyczny mecz dwóch świetnych drużyn. Senegalczycy, oparci w dużej mierze na moim ulubionym ludzie Wolof, byli bodaj najlepszą drużyną afrykańską startującą w mistrzostwach. A kolejny silny Urugwaj dopiero się rodził. A gol Forlana - palce lizać..

I miejsce

Francja - RFN 3:3, karne 4:5, mistrzostwa świata w 1982 roku, półfinał;

Jeden z najlepszych meczów jakie widziałem w telewizji ever. Genialne spotkanie. O starciu Schumachera z Battistonem było chyba wszystko. Gdybym był Francuzem do dziś nosiłbym w sobie poczucie krzywdy;

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS4 Zgodnie z przypuszczeniami Ruch Chorzów wygrał na Łazienkowskiej. To cenne doświadczenie ekipy z Cichej - nieoglądanie się na okoliczności a w efekcie wygrana w dość ciężkich warunkach. Takie doświadczenia mogą tylko pomóc ekipie z Cichej w trudnych momentach podczas gry w europejskich pucharach. Myślałem, że po meczu Legia zrobi szpaler dla schodzących z boiska zwycięzców. Jestem zdziwiony, że nie zrobiła.

sobota, 24 maja 2014
Niech PZPN weźmie przykład z Brazylii!

Oglądałem dziś spotkanie Górnika Zabrze z Wisłą Kraków. W normalnych okolicznościach dostarczyłoby mi wiele emocji, bo to był obiektywnie patrząc zajmujący mecz. Do tego z bardzo ładnymi golami.

Niestety; przyglądałem się  temu spotkaniu, całkowicie wyzuty z emocji. To wina "pseudoreformy", której smród będziemy musieli znosić jeszcze kolejny sezon.

Niestety; prawda jest brutalna - ten system nie daje emocji. On je zabiera.

Powtórzę za jakasem1: 

Gdzie podziewają się dyskutanci sprzed roku udowadniający ile to meczów o nic jest w starym systemie, a jak ich mało będzie w ekstraklasie po reformie? 

Ten sezon będzie absolutnie rekordowy jeżeli chodzi o liczbę meczów o nic prawdopodobnie w całej historii polskiej piłki ligowej.

                                * * *

Ale ja wiem dlaczego jest taki klops. Po prostu zabrakło w PZPN-ie faceta, który wziąłby całe to rozpasane towarzystwo za uzdy i jednym szarpnięciem zdecydował się na mocny, nowatorski krok. Taki, który dałby nam w Polsce wszystkim szczęście i spełnienie. Uważam, że obecna reforma dlatego jest taka słaba, bo... jedynie połowiczna (nie chodzi tylko o przepoławianie punktów). Chciałaby, a boi się, nie idzie na całość. Ewidentnie widać, że powinniśmy pójść po bandzie. Bierzmy przykład od najlepszych. Do dzieła! Do boju, Polsko!

Poniżej recepta na sukces z kraju, który do dziś pięć razy sięgnął po mistrzostwo świata. Wydaje się, że w polskich warunkach odniosłaby gigantyczny sukces, już widzę jego odtrąbienie w strukturach:)

"Mocno się skoncentrujcie i spróbujcie zrozumieć system użyty w Brazylii w 1978 roku. Siedemdziesiąt cztery drużyny podzielono na sześć grup (A do F). W czterech było 12 drużyn, w dwóch - 13. Wszystkie w każdej grupie grały ze sobą raz. Kto przechodził do drugiej fazy? Wszyscy. Sześć najlepszych klubów z grup A do F tworzyło cztery grupy po dziewięć drużyn (G do J). Z tych czterech grup sześć najlepszych zespołów przechodziło do trzeciej fazy. Pozostałe tworzyło sześć grup (K do P), dwie z siedmioma klubami i cztery z sześcioma, z których do trzeciej fazy awansowali tylko zwycięzcy grup. Daje to 24 drużyny od G do J i sześć od K do P. Wszystko jasne? Razem z przegranymi, którzy zajęli najwyższe miejsca w grupach od G do J i K do P, trzydzieści drużyn utworzyło cztery nowe grupy po osiem klubów (Q do T). Dwie najlepsze z każdej grupy przechodziły do kolejnej fazy z ośmioma drużynami, które rozgrywały w systemie pucharowym ćwierćfinał, półfinał i finał. Nie można oprzeć się wrażeniu, że zakończyli tylko dlatego, że brakowało im liter alfabetu."*

Czyż to nie szczyt geniuszu? Mecz o wszystko do samego końca. A ile ich jest, ile jest!

PS Dziś czas na mecze zakończone wynikiem 2:2. 

V miejsce

Australia - Chorwacja 2:2 na mistrzostwach świata w 2006 roku, rozgrywki grupowe

 

Ten mecz musiał się znaleźć w tym zestawieniu. Za trzy żółte kartki pokazane temu samemu zawodnikowi;

IV miejsce

RFN - Holandia 2:2 na mistrzostwach świata w 1978 roku, rozgrywki drugiej rundy

Kolejny klasyk wielkich rywali. Kto komu zabrał rower?

III miejsce

ZSRR - Szkocja 2:2 na mistrzostwach świata w 1982 roku

Szkoci zawsze mieli pecha na mundialach. Zwłaszcza kiedy zaczynali marzyć o wyjściu z grupy. Jak choćby w 1982 roku:

II miejsce

Belgia - Paragwaj 2:2  na mistrzostwach świata w 1986 roku

To mój najbardziej ulubiony mecz z tego zestawienia. Kiedy pierwszy raz widziałem gola Franka Vercauterena, mojego ulubionego belgijskiego zawodnika z lat 80. - oniemiałem z podziwu;

I miejsce

Argentyna - Anglia 2:2 na mistrzostwach świata w 1998 roku

Kolejny klasyk. W dodatku zakończony rzutami karnymi.

Warto pamiętać:

Brazylia - Szwajcaria (1950), Urugwaj - Hiszpania (1950), NRF - Czechosłowacja (1958), NRF - Irlandia Północna (1958), ZSRR - Anglia (1958), Anglia - Austria (1958), ZSRR - Szkocja (1982), Kamerun - Szwecja (1994), Szwecja - Rumunia (1994), Hiszpania - Korea Płd (1994), Maroko - Norwegia (1998), Belgia - Meksyk (1998), Niemcy - Jugosławia (1998), Japonia - Belgia (2002), Anglia - Szwecja (2006), Korea Płd. - Nigeria (2010); 

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Na stoisku "Kopalni" podczas trwających do jutra warszawskich targów książki możecie też kupić mundialową serię Andrzeja Gowarzewskiego.

*Alex Bellos "Futebol" (jest na tym samym stoisku)

19:43, pavelczado , żal
Link Komentarze (16) »
piątek, 23 maja 2014
Kopalnia

Zbliżają się mistrzostwa świata. Już nie mogę się ich doczekać, tak jak Wy. Czas szybciej minie jeśli odpowiednio się nastroicie. Ale jest coś co może Wam w tym wprawieniu się w odpowiedni nastrój  doskonale pomóc.

Na świat wyszła właśnie "Kopalnia". To nowy produkt wydawnictwa o tej samej nazwie. Jego właścicielami są doświadczeni reporterzy Marek Wawrzynowski i Piotr Żelazny. Założenie postawili sobie ambitne i - w moim mniemaniu - słuszne. "Właściwie od kiedy sięgamy pamięcią nas straszyli. Mówili, że papier umiera, że ludzie już nie czytają, bo ani nie mają na to czasu ani ochoty. Że dziś są przyzwyczajeni do krótkich, szybkich informacji. Z emotikonem na końcu i skandalem w tytule. Nigdy się z tym nie zgadzaliśmy".

Chłopaki zaprosili do współpracy kilkunastu dziennikarzy i blogerów (i jednego pisarza) z całej Polski. Powstały teksty rozległe jak argentyńska pampa. I wiecie co: nie ma chyba nic lepszego niż czytać teksty napisane właśnie dla czytelnika, który nie musi się śpieszyć żeby je przeczytać... Jeśli ktoś uwielbia futbol to z pewnością polubi "Kopalnię!"

Po kolei:

Rafał Stec pisze esej o najmocniejszych z mocnych czyli Hiszpanach. "Jeśli Hiszpanie przegrają mundial - przegrają czyli skończą na najniższym miejscu podium - to klisza o zmęczonych lub wypalonych mistrzach będzie na nich leżała lepiej niż na kimkolwiek w całej historii futbolu".

Piotr Żelazny zastanawia się dlaczego Polska nie zdobyła mistrzostwa świata. Biało-czerwoni byli na podium za Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka, ale to za Jacka Gmocha - jeden jedyny raz - byli jednak uważani za faworytów. Do Argentyny w 1978 roku przecież pojechali razem Kazimierz Deyna, Zbigniew Boniek i Włodzimierz Lubański co nie zdarzyło się nigdy wcześniej i nigdy potem.

Stefan Szczepłek pod względem światopoglądowym należy do kościoła brazylijskiego. Oddaje hołd swojej wielkiej kanarkowej miłości, którą... boi się stracić. "Miałem szansę wyjazdu na mundial do Brazylii i sam z niej zrezygnowałem. Zrobiłem to z miłości. A właściwie z lęku, że ją stracę. Na nową miłość jestem już za stary..." Kiedy pisze o Brazylii - jak sam przyznaje - jest trochę jak Karol May, opisujący przygody Winnetou i Old Shatterhanda na Dzikim Zachodzie, na którym nigdy nie był...

Olgierd Kwiatkowski też pisze o swojej wielkiej miłości - Francji. "Na mundialu w Brazylii nie znajdziemy zespołu, który miałby w ostatnich latach bardziej skomplikowane życie wewnętrzne, przechodził przez fazę uniesienia i zaraz potem popadał w depresję, popełnił samobójstwo, a ostatecznie zmartwychwstał." Coś w tym jest. Zauważcie: 1994 - awans utracony w okolicznościach, które trudno sobie wyobrazić, 1998 - mistrzostwo świata; 2002 - ostatnie miejsce w grupie mundialowej bez strzelonego gola; 2006 - wicemistrzostwo świata; 2010 - ostatnie miejsce w grupie mundialowej z jednym strzelonym golem... A teraz?

Bracia Nosalowie zajmują się maluczkimi. Włosi takie drużyny nazywają "squadra materazzo". Że niby w czasie meczu można się położyć na boisku jak na materacu, a spotkanie i tak jest wygrane. Wspominają Indie Holenderskie, Zair, Haiti czy Trynidad i Tobago. Wzburzyła mnie informacja, że do porażki tego ostatniego zespołu w ostatnim meczu mistrzostw przyczyniły się... dredy.  Obrońca Brent Sancho skierował piłkę do własnej bramki, bo jak tłumaczył prześlizgnęła mu się po dredach. No nie wiem - sam miałem kiedyś dredy  i kiedy je myłem to wcale nie były śliskie;)

Marek Wawrzynowski publikuje dwa teksty. Pierwszy o szoku, który przeżyła Francja w latach 50. Kiedy okazało się, że uzdolnieni tamtejsi piłkarze porzucają kluby, marzenia u udziale w mistrzostwach świata w 1958 roku i wymykają się nocą samochodami i pociągami - żeby wesprzeć algierską rewolucję.

Drugi na temat, który mnie frapuje, bo właśnie w tej drużynie widzę jednego z głównych konkurentów dla Argentyny w walce o mistrzostwo. "Po dziesięciu latach wielkiego kryzysu w małym kraju pojawiło się wybitne pokolenie, najlepsze po 1986 roku. Piłkarze dołączyli do jego najlepszych towarów eksportowych - piwa i pralinek" I pomyśleć, że Polska jeszcze niedawno wygrywała z nimi w eliminacjach zarówno u siebie jak i na wyjeździe..."

Leszek Jarosz pisze o futbolowym imperium Duce. "Gdy Włosi wygrali na własnych stadionach w 1934 roku, mało kto zwracał uwagę na nagrodę FIFA, statuetkę Złotej Nike, Benito Mussolini wręczył coś bardziej okazałego. Puchar z figurami walczących piłkarzy na tle faszystowskiego godła był sześć razy większy. To był puchar Duce, Coppa del Duce."

Kuba Polkowski zajmuje się "sześcioma triumfami schowanych w pudełkach po butach". Urugwajska potęga z lat 20. i początku lat 30. to jedna z najpiękniejszych futbolowych historii. "Byli zjawiskiem. Fenomenem o którym mówił cały świat. Z rywalami nie wygrywali, oni ich upokarzali, odbierali ochotę do gry, gnębili dryblingami, ruchliwością i szybką wymianą podań. W składzie mieli sprzedawcę lodów, budowniczego i ulicznego muzyka. Niby zwykłych ludzi. Właśnie - niby..."

Michał Zachodny dyskutuje z Jonathanem Wilsonem, cenionym piłkarskim publicystą, autorem taktycznej historii futbolu "Odwrócona piramida", ekspertem "Guardiana" i "Sports Illustrated" oraz redaktorem naczelnym kwartalnika "The Blizzard" (czy "Kopalnia będzie kiedyś jak "The Blizzard"?). Rozmawiają o wadach i zaletach opierania reprezentacji na jednym klubie, o coraz trudniejszych warunkach w jakich pracują selekcjonerzy, a także o tym dlaczego rewelacją mundialu może zostać Chile.

Artur Szczepanik wspomina Eduarda Strielcowa, niezwykłą i tragiczną postać radzieckiego futbolu lat 50. "Dziennikarze i kibice na lotnisku w Goeteborgu błądzili oczami, szukając w grupie radzieckich piłkarzy postawnego przystojnego blondyna. 21-letni Eduard Strielcow typowany był na największe objawienie mistrzostw w Szwecji, obok cudownego dziecka Brazylii, 17-letniego Pelego. Mniej więcej w tym samym czasie wycieńczony Strielcow prowadzony był przez brutalnych strażników Butyrskiej Turmy na kolejne pozbawione sensu przesłuchanie".

Michał Kołodziejczyk pisze o bliskim mi temacie. "Historia startów afrykańskich drużyn na mundialach to historia bólu. Żadna drużyna z wielkiego i rozkochanego w futbolu kontynentu nigdy nie awansowała nawet od półfinału. "W 1990 roku nikt nie chciał być Linekerem, Gullitem. Byliśmy Cyrilem Makanakym i Francoisem Omam-Biyikiem. Jak na Warszawę wschodnią - egzotycznie".

Gdyby nie było Maradony albo Caniggii - chciałbym być Makanakym:)

Martin del Palacio Langer zauważa fenomen, z którego nie zdawałem sobie sprawy. "Kiedy drużyna narodowa przegrywa, Maeksykanin nie tylko cierpi, ale także jej nienawidzi. Jest pasja, ale nie jest ona taka sama jak w Argentynie czy w Brazylii." O co chodzi? Najlepszy piłkarz w historii Hugo Sanchez jest doceniany, ale "kiedy w Meksyku wypowiada się jego nazwisko, prawie zawsze dodaje się: tak, ale to palant".

Christopher Lash przypomina, że "Brytyjczycy wymyślili futbol, pokazali go światu, a następnie całkowicie się odizolowali. Na pierwsze trzy zaproszenia na turnieje o mistrzostwo świata wysyłali odmowne odpowiedzi.Żyli w przekonaniu, że nikt nie może się z nimi równać. Ich postawa była odbiciem tego jak postrzegali swój kraj - jako imperium. Do czasu"

Przemysław Zych pisze o kraju "sztucznie zlepionym z dwóch części, trzech narodów oraz trzech wyznań żyjącym w politycznej schizofrenii. O tym, że bardziej naiwni wierzą, że spoiwem, które zlepi wszystko jest futbol. Bo - jak zauważa - drużyna narodowa Bośni i Hercegowiny jest jedynym co w ostatnich dwudziestu latach się w tym kraju udało."

Maciej Słomiński porusza temat, który rozdzieram w swojej jaźni od lat 90. O poszukiwaniach nowego Geniusza, nowego Diego Maradony. O tęsknotach argentyńskiego narodu i o nieszczęśnikach, którzy w założeniach mieli go zastąpić... "A przecież nie można ot tak, zastąpić Boga. Przekleństwem piłkarzy takich jak Marcelo Gallardo, Pablo Aimar czy Andres d'Alessandro było i jest to, że nie dostali od społeczeństwa prawa do bycia sobą. Stali się jedynie podróbkami Diego Maradony".

Tom Dart zajmuje się wkładem Juergena Klinsmanna w amerykański futbol. Zauważa, że "jest coś bardzo amerykańskiego w Klinsmannie. Coś co sprawia, że idealnie pasuje do tego kraju.". Coś w tym jest! Syn piekarza ze Stuttgartu wprowadził Jankesów na brazylijski mundial. Czy odniesie sukces?

Wojciech Kuczok pisze o swoich sosbistych wrażeniach co mnie autentycznie poruszyło. Zgadzam się z nim stu procentach! "Trzeba wyjątkowej nieodpowiedzialności żeby się zakochać w maju przed mundialem, bo potem w czerwcu kilka razy dziennie ten sam dylemat - mecz czy miłość, Argentyna czy dziewczyna, Italia czy migdalia..."

Ale najbardziej wstrząsneło mną zdanie: "Kiedy patrzę w przyszłość nie myślę o tym ile jeszcze lat przeżyję, tylko ile mundiali zdołam zobaczyć".

Jezu, Wojtek, myślałem, że tylko ja tak mam!

Wreszcie - last but not least - mocny akcent na koniec: Michał Okoński! Wiadomo: przeciętnemu kibicowi ten człowiek kojarzy się ze słusznym założeniem, że "Anglia jest wyspą";), ale po raz kolejny udowadnia, że to szufladka głęboko niesprawiedliwa. Esej o złotej jedenastce jest porywający! Aż żałuję, że nie napisze pewnie na ten temat osobnej książki. Futbol jest okrutny!

W zbiorze znalazły się też fragmenty dwóch fantastycznych książek, które "Kopalnia" wydała właśnie na polskim rynku, a których autorami są Ulrich Hesse (o niemieckiej piłce) i Alex Bellos (o brazylijskiej piłce).

                                     %

Zapomniałbym. Do udziału w "Kopalni" został również zaproszony Czadoblog. No to napisał dlaczego fajnie pije się piwo w knajpie "Karolinka" na katowickim Dębie (nie - właściciel knajpy nie jest moim sąsiadem ani znajomym:). Musicie wiedzieć, że bar nie ma już szyldu z tą nazwą, bo jednej z żon właścicieli za bardzo przypominał PRL - ale i tak każdy z tej dzielnicy wie, w którym miejscu jest "Karolinka"...

                                      %

Jeśli ten anons Was zachęcił - więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ. Zapomniałbym: jak zwykle mieszkańcy Warszawy mają niezasłużonego fuksa - obecnie w stolicy trwają Targi Książki, na których wydawnictwo "Kopalnia" ma własne stoisko. Przez weekend możecie wpaść żeby pogadać z autorami o futbolu:)

PS Z przyczyn technicznych mundialowego odcinka dziś nie będzie.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

13:23, pavelczado , Książki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 maja 2014
Chcecie być lepsi? Mam dla Was książkę [KONKURS]

Zbliża się mundial więc znów pojawia się pewna prawidłowość: coraz więcej u nas książek dotyczących piłki nożnej. W maju doliczyłem się czternastu, w czerwcu - ma być około ośmiu! Dla każdego coś miłego. Jeszcze niedawno tylu propozycji nie można było doczekać się przez całą dekadę!

Wydawnictwo SQN przygotowało m.in. autobiografię Victora Valdesa (wydano ją dokładnie wczoraj). To świeżo napisana autobiografia (po hiszpańsku wyszła również w tym roku). Podchodziłem nieufnie, a okazuje się, że to bardzo ciekawa książka. Niekoniecznie dla zdeklarowanego kibica Barcy, który chłonie nieznane okoliczności każdego meczu. Nie, bo tym razem zdecydowanie nie jest to klasyczna autobiografia.

To przede wszystkim książka o... radzeniu sobie ze stresem. Faktem jest, że Victor Valdes nigdy nie był bramkarzem z mojej bajki. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu dziwiłem się jak to możliwe, że ciągle w Barcelonie jest na tej pozycji numer jeden, że przecież taki klub stać na kogoś lepszego. Wystarczyło ustawić obok niego Ikera Casillasa... Tymczasem całkiem niepostrzeżenie Valdes stał się najpierw bramkarzem nie dającym powodów do drwin, potem bramkarzem wybijającym się ponad przeciętność, być może wkrótce będziemy oceniać go nawet jako... wybitnego? (jeszcze parę lat temu wyśmiałbym wszystkich, którzy mogliby wymyślić taką teorię).

Valdes na przykładzie własnych doświadczeń opowiada co się kryje za tą cierpliwą drogą na szczyt. Okazuje się, że opracował własną metodę zwalczania stresu, bo jego zdaniem to główne niebezpieczeństwo które czeka we futbolu. W przypadku Valdesa sukces wcale nie był kwestią silnej psychiki czy odporności na krytykę - wręcz przeciwnie: on ciągle czuje się przegrany, uważa, że wszystko robi źle. Chodzi o to żeby to uczucie w najważniejszych momentach umieć w sobie zwalczyć.

"Moje życie nie było usłane różami. Już od najmłodszych lat musiałem przezwyciężać presję. Poddawano mnie jej każdego tygodnia na boisku i zawsze był to dla mnie niezwykle trudny egzamin. Krytyczne spojrzenia widzów, trenerów, rodzin, kolegów, przyjaciół - musiałem się nauczyć z tym żyć, zwłaszcza gdy rezultaty nie były zbyt dobre..."

Metoda, którą opracował Valdes składa się z ośmiu mocno sprecyzowanych kroków i właściwie nigdy się nie kończy, a raczej... nie powinna się kończyć. Po przejściu tych ośmiu kroków, byłoby bowiem dobrze dla Ciebie żebyś wrócił do pierwszego, bo "kto zatrzymuje się w miejscu ten umiera". Chodzi o podjęcie nowych wyzwań.

Podkreślmy - wypracowany przez bramkarza sposób nie jest efektem naukowych dociekań. To własna - wypracowana przez lata treningów i meczów - oryginalna metoda, która wydaje się na tyle uniwersalna, że może stać się przydatna kucharzowi, studentce, gitarzyście ale i... dziennikarzowi sportowemu. Każdy przecież się stresuje:)

A Victor Valdes? "Odchodzę z Barcelony, klubu moich marzeń. Uważam, że skończył się pewien etap w moim życiu. Spędziłem wiele lat w najlepszym zespole na świecie, znosząc wiążącą się z tym presję, a teraz mając 32 lata, myślę, że nadszedł moment, by szukać nowych wyzwań. Na przykład grać w innej lidze niż hiszpańska, żyć z rodziną w innym kraju. Właśnie to w tej chwili najbardziej mnie ekscytuje".

Wcześniej Victor Valdes był mi całkowicie obojętny. Po lekturze polubiłem tego faceta. Wy też możecie! Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN ma dla Was trzy książki do rozdania. Tym razem nie będzie to pytanie na wiedzę. Wystarczy, że napiszecie w komentarzach kto Waszym zdaniem jest/był najmocniejszym psychicznie futbolistą i dlaczego. Może być długi wywód, ale może być i bardzo krótki, jednozdaniowy - porażający zarówno precyzją jak i egzemplifikacją;) Mogą być przykłady z szerokiego świata, polskiej ligi (moim zdaniem wszyscy zawodnicy w niej grający mają bardzo mocną psychikę, muszą przecież znosić kuriozum 37-kolejkowej ekstraklasy, to jakby wspinać się nogami do góry a podtrzymywać rękami:), ale i waszego lokalnego podwórka (możecie opisać nawet piłkarza ligi osiedlowej:)

Trzy najciekawsze propozycje (wedle mojego uznania, bo ktoś musi zdecydować:) nagrodzę książką Valdesa. Macie czas do 25 maja. W poniedziałek ogłoszę zwycięzców w komentarzach pod wpisem. Poproszę wtedy zwycięzców żeby na maila pawel.czado@katowice.agora.pl przesłali adres, pod który książka ma zostać wysłana. 

PS Dziś kolejny wynik zabawy mundialowej. Mocna grupa! Pamiętacie ile fajnych meczów zakończyło się wynikiem 1:1?! Oto moja klasyfikacja:

V miejsce

Włochy - Hiszpania 1:1 na mistrzostwach świata w 1934 roku, I runda

Niezwykły mecz i niezwykle brutalny. Hiszpanie powstrzymaliby pewnych siebie Włochów. Legendarne spotkanie bramkarza Ricardo Zamory. Jego dokonaniami zafascynowany był cały świat. Kazimierz Wierzyński skreślił słynną strofę w zbiorze „Laur olimpijski”:

„Zamora wsparty o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan – obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze”.*

Niestety w powtórzonym mecze z powodu kontuzji bramkarz nie mógł już śledzić kuli świetlistej. Hiszpanom oprócz Zamory wypadło jeszcze sześciu (!) zawodników z podstawowego składu. Włosi wygrali powtórkę w skandalicznych okolicznościach i przeszli dalej.

IV miejsce

Hiszpania - Honduras 1:1 na mistrzostwach świata w 1982 roku, rozgrywki grupowe

Początek hiszpańskiej traumy. Mimo, że przeszli wtedy do drugiej rundy Hiszpanie są dla mnie najgorszym pod względem sportowym gospodarzem mistrzostw świata. Do dziś pamiętam też nazwisko strzelca sensacyjnego gola dla Hondurasu, który przy tej akcji zachował się rewelacyjnie (zwróćcie uwagę, że nie chodzi tylko o strzał). Hector Zelaya trafił potem na krótko do ligi hiszpańskiej. Tak jak i inny mój ulubieniec tamtej ekipy - bramkarz Julio Cesar Arzu

III miejsce

Włochy - Argentyna 1:1 na mistrzostwach świata w 1986 roku (rozgrywki grupowe) i 1:1 na mistrzostwach świata w 1990 roku (półfinał) w 1990 roku.

Ze względu na dwa wyjątkowe gole. Pierwszy - jak trzeba uderzać z powietrza i wcale nie mocno (zachwycający strzał Diego Maradony, mój ulubiony) oraz drugi - jak trzeba uderzać głową stojąc tyłem do bramki (zachwycający strzał Claudio Cannigii, mój ulubiony);

 

 

 II miejsce

Brazylia - Francja 1:1 na mistrzostwach świata w 1986 roku, ćwierćfinał

Wszyscy zachwycają się tym meczem więc nie mogło go tu zabraknąć. Pamiętam, że najbardziej żal było mi Zico.

I miejsce 

Włochy - Francja 1:1 na mistrzostwach świata w 2006 roku, finał

Ze względu na stawkę, ze względu na dramaturgię, ze względu na okoliczności - nie mogło być inaczej. Byk Zidane'a na zawsze przeszedł do historii. I już zawsze będzie miał zarówno zwolenników jak i przeciwników

warto pamiętać:

Brazylia - Czechosłowacja (1938), Niemcy - Szwacjaria (1938), Szkocja - Jugosławia (1974), Belgia - Węgry (1982), Włochy - Kamerun (1982), Czechosłowacja - Kuwejt (1982), Włochy - Bułgaria (1986), Francja - ZSRR (1986), RFN - Urugwaj (1986), Belgia - Hiszpania (1986), RFN - Kolumbia (1990), Holandia - Egipt (1990), RFN - Anglia (1990), Brazylia - Holandia (1998), Niemcy - Argentyna (2006), Włochy - Nowa Zelandia (2010), Urugwaj - Ghana (2010).

Pozostałych meczów 1:1 jest tak dużo nie chce mi się ich wklepywać:)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

*oczywiście trzeba pamiętać, że to nie mecz Hiszpania - Włochy natchnął Kazimierza Wierzyńskiego. Wiersz napisał sześć lat wcześniej.

17:41, pavelczado , Książki
Link Komentarze (21) »
środa, 21 maja 2014
Tyska petarda

Wydawać by się mogło, że opisanie trzech lat z dziejów jednego klubu piłkarskiego jest ryzykownym pomysłem na dobrą książkę.

Tymczasem mój redakcyjny kolega Piotrek Zawadzki udowadnia, że jest całkowicie odwrotnie! Ba; gdyby istniała klasyfikacja na najlepszą książkę o trzech latach z dziejów jakiegokolwiek klubu na świecie - właśnie tej przyznałbym bez wahania pierwsze miejsce. To najlepsza rzecz dotycząca śląskiej piłki jaka ostatnio została napisana.

Piotr jest tyszaninem, wychował się na osiedlu A, mieszkał tam ćwierć wieku. Nie dziwcie się więc, że był oczywiście na pierwszym meczu GKS-u Tychy w ekstraklasie. Jako pierwszy rywal przyjechał Lech Poznań, Piotrek usiadł razem z ojcem na głównej trybunie. Potem chodził już sam albo z kolegami. Najczęściej za bramkę, bo tam były najtańsze miejsca...

Dla nastolatka to musiałby być magiczne chwile. Piotr był świadkiem zdumiewającej  - wydawać by się mogło, że wręcz nieprawdopodobnej historii klubu, który zaledwie trzy lata po powstaniu wszedł do ekstraklasy, a zaraz potem zdobył rozpędem wicemistrzostwo Polski! A wszystko w czasach kiedy Polska potrafiła ograć Brazylię albo Argentynę (wątek argentyński za chwilę jeszcze będzie:) - czyli w okresie kiedy nasi piłkarze naprawdę potrafili grać w piłkę i nie jest to żadna ściema!

GKS był czymś najlepszym co mogło się zdarzyć Piotrowi, ale i Piotr bym kimś najlepszym kto mógł się zdarzyć GKS-owi. Dlaczego? Ta opowieść napisana jest z wyjątkowym wdziękiem a nie o każdej książce traktującej o futbolu można tak powiedzieć. Bo chodzi o to żeby sympatia do klubu nie przerosła sposobu oddania tej sympatii na papier.

Piotrkowi - jako zawodowcowi - świetnie się udało. Czyta się to znakomicie! Powstała niezwykła opowieść o starych dobrych latach 70. - tym bardziej niecodzienna, że autor dotarł do wielu uczestników i świadków, piłkarzy, trenerów, działaczy i członków ich rodzin tamtych niezapomnianych wydarzeń. Na dzisiejszym spotkaniu promującym książkę Piotrek wspólnie z niezapomnianym Kazimierzem "Ayalą" Szachnitowskim zastanawiał się kto miał dłuższe włosy - on czy jego słynny pierwowzór Ruben Ayala z San Lorenzo - klubu, któremu kibicuje papież Franciszek (wyszło, że jednak Szachnitowski - o 8 centymetrów)*. Z kolei Antoni Piechniczek, który jeszcze jako trener BKS-u Bielsko-Biała próbował zabrać awans Tychom, przypominał, że przed słynnym meczem na Stadionie Śląskim z NRD w eliminacjach mistrzostw świata w 1982 roku ostatni sprawdzian polska reprezentacja przegrała właśnie z... GKS-em Tychy!

Ogromną zaletą tej książki jest również fantastyczny materiał zdjęciowy, archiwum udostępnili autorowi dawni piłkarze i ich rodziny. Jakby tego było mało - do książki dołączono niezwykłą płytę CD z niektórymi meczami GKS-u Tychy w ekstraklasie, Pucharze Polski i Pucharze UEFA (gdybyście jej gorączkowo szukali - jest przyczepiona na wyklejce z tyłu)**.

Świetna rzecz!

Gdyby ktoś chciał powspominać tamte niezwykłe czasy - polecam otwarte spotkanie promujące książkę, które odbędzie się w Muzeum Miejskim przy ul. Katowickiej w sobotę o godz 15. Kto ma czas niech wpadnie. Warto posłuchać Piotra opowiadającego o tyskiej drużynie...

Piotr Zawadzki, "GKS wicemistrzem jest! Opowieść o tyskiej drużynie wszech czasów"

PS Nie tak daleko od muzeum rośnie tyski stadion. Może wiecie, może nie wiecie - na razie zbudowano go w 26 procentach. Całość ma zamknąć się w 128 milionach zł brutto. Obiekt ma być oddany do użytku w czerwcu 2015 roku. Planami i wizualizacjami jestem zachwycony. Wygląda na to, że piętnastotysięczne cudeńko będzie najpiękniejsze w Polsce w kategorii małych stadionów - myślę, że będzie piękniejszy nawet od obiektu Cracovii, który tak uwielbiam.

A skoro tyszanie będą mogli cieszyć się takim cackiem nie wypada żeby grała tam byle jaka drużyna. A więc?

PS TUTAJ tyski Ayala martwi się obecnymi wynikami, po dzisiejszym cennym zwycięstwie w Nowym Sączu jest jednak szansa, że GKS nie spadnie z I ligi:)

PS1 Dziś historia mundialowa krótka i węzłowata. Czas na jedyną dwucyfrówkę! Najbardziej zdumiewa mnie w niej fakt, że facet, który strzelił w tym meczu trzy gole w ciągu sześciu minut nie strzelił ich... jednego po drugim! Ktoś zdołał go jeszcze przedzielić!:)

Warto zobaczyć ten filmik. Także dla węgierskiego niezapomnianego komentarza:)

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

*okazuje się, że ksywkę Szachnitowskiemu wymyślił red. Jan Ciszewski.

**nie wiem czy na płytce znajduje się rozmowa red. Wojciecha Zielińskiego z tyskimi piłkarzami przygotowującymi się do występów w Pucharze UEFA przeciw 1.FC Koeln. Tamte wywiady miały niezaprzeczalny urok, wtedy kamera wyraźnie peszyła świetnych przecież piłkarzy, który odpowiadali cicho, niewyraźnie, półsłówkami. Ale jeszcze dziś budzą tym zawstydzeniem niekłamaną sympatię - jakże oni byli autentyczni! Może wstydzili się redaktora? Zieliński podczas odbywających się niewiele wcześniej igrzyskach w Montrealu przeprowadził brawurową relację z wielkiego finału siatkarzy, w którym Polska pokonała Związek Radziecki 3:2. Nic dziwnego, że też załapał się na "przejście do legendy":)

23:54, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum