sobota, 30 maja 2015
Piękno sportu. Szombierki pomagają Polonii

Trudno w całej Polsce znaleźć wzajemną niechęć większą niż między kibicami Szombierek i Polonii. Czasami przekładało się to na zdarzenia wręcz kuriozalne i niewyobrażalne. Jak choćby w 1998 roku kiedy na moment połączono ogień z wodą, piłkarze obu drużyn stworzyli jedną drużynę, a po jednym z przegranych meczów grający wcześniej w Szombierkach Krystian Kandziora (obecnie teść Adama Dancha z Górnika Zabrze) schodząc do szatni oberwał parasolką od sfrustrowanego fana Polonii (widziałem to na własne oczy).

Tymczasem właśnie dziś zwyciężył sport. Szombierki we wspaniały sposób... pomogły Polonii. Oba zespoły grają w III lidze. Szombierki, mimo bardzo złej sytuacji finansowej spisują się bardzo dobrze. Polonia marzy o awansie, ale po niedawnej porażce w Opolu z głównym kontrkandydatem do pierwszego miejsca w tabeli nastroje w Bytomiu jakby siadły.

Tymczasem dziś Polonia dość łatwo wygrała ze Skrą w Częstochowie, a Szombierki grały u siebie właśnie z Odrą. Ten drugi mecz rozpoczął się z piętnastominutowym opóźnieniem, ale nie było w tym żadnego spisku - potwierdzam, że na Górnym Śląsku pogoda jest dziś burzliwa i momentami żaby spadają z nieba. "Zieloni" pokonali gości 1:0 (złotą bramkę strzelił Marcin Rosiński). Im nic to nie daje - nie mają potrzeby patrzeć do przodu (24 punkty straty do lidera) ani do tyłu (18 punktów przewagi nad strefą spadkową). Mimo to zademonstrowali na czym polega piękno sportu - grali dla siebie, wygrali z liderem a przy okazji pomogli lokalnemu rywalowi. Dzięki temu wynikowi Polonia wskoczyła na pierwsze miejsce i na dwie kolejki przed końcem ma dwa punkty przewagi nad Odrą.

Jeśli okaże się, że właśnie dzisiejszy mecz Szombierek przyczyni się do zajęcia przez Polonię pierwszego miejsca jej kibice powinni wywiesić dziękczynny transparent. 

Wiem, że to marzenia ściętej głowy, ale ścinane głowy również marzą.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. 

czwartek, 28 maja 2015
Bardzo dziękuję polskiej telewizji

Najpopularniejszym sportem polskich wszystkowiedzących hejterów futbolowych jest oczywiście dowalanie. Wśród głównych celów jest - rzecz jasna - nasza telewizja. To bezpieczny cel, bo nigdy nie odda.

A ja  - wcale nie z przekory lecz z czystej wdzięczności - postanowiłem tym razem TVP serdecznie podziękować. Zdecydowanie jest za co.

Miałem jechać na Copa America, które w przyszłym miesiącu odbędą się w Chile. Zrezygnowałem, bo los sprawił, że mogłem zająć się czymś znacznie ciekawszym. Z przykrością słyszałem jednak plotki, że impreza w ogóle nie będzie u nas transmitowana. Jak można, cholera, nie pokazać kolejnego triumfu reprezentacji Argentyny?! To będzie przecież jej jubileuszowe, bo piętnaste zwycięstwo w tym turnieju. Tym sposobem wyrówna rekord Urugwaju...

Bardzo chciałem zobaczyć argentyńską wiktorię więc fantastycznie, że TVP mi to ostatecznie umożliwi. To zdecydowanie najważniejsza tegoroczna impreza futbolowa a więc zdecydowanie najlepsza wiadomość dla mnie jako kibica.

Początek turnieju już 11 czerwca. Transmisje wszystkich spotkań w będą na TVP Sport HD i SPORT.TVP.PL, a wybrane mecze także w TVP1. 

Tylko kiedy ja to, cholera, odeśpię? Cóż, fan reprezentacji Argentyny nie powinien zadawać takich pytań. Vamos!

PS A TUTAJ przeczytacie kompetentny komentarz dotyczący Argentyny na Copa America A.D.2015. Gdybym miał się do czegoś przyczepić - niepotrzebnie w ostatnim akapicie przesiąknięty pesymizmem. Ale co tam;)

PS1 Skład Argentyny oczywiście powala, choć zatrząsłem się, że w kadrze nie znalazło się miejsce dla takiego gościa jak Gerónimo Rulli z Real Sociedad San Sebastian - tym bardziej, że obsada bramki to jedyny element argentyńskiej układanki, który nie przyprawia mnie o drżenie dłoni i warg.

Trudno. Rulli pewnie będzie wśród zwycięzców za trzy lata w Rosji.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 23 maja 2015
Wiadomo kto znowu będzie podbierał piłkarzy

Według danych Instytutu Żywności i Żywienia polskie dzieci tyją najszybciej w Europie.

Województwo w którym jest obecnie największy w kraju odsetek dzieci z nadwagą to mazowieckie - 32 procent. Z kolei województwo w którym jest najniższy odsetek dzieci z nadwagą to śląskie - 16,5 procent (prawie dwa razy mniej).

Można z tego wyciągać różne wnioski dotyczące różnych dziedzin - sądzę, że spece od futbolu i wychowywania piłkarskich talentów też powinni się zastanowić.

Prawda jest taka, że dzieciak może mieć brylantową technikę i niezwykły dar przyswajania taktycznych niuansów, ale jeśli byłby  grubasem - przekonanie do siebie poważnych trenerów będzie niemożliwe. Oni będą wybierać wśród dzieci bez nadwagi i - choć przykro to pisać - trudno im się dziwić.

Jeśli tendencja z grubawymi dziećmi będzie narastać to efekt wykluje się oczywisty - zdecydowanie większy wybór talentów bez oponki będzie do dyspozycji na Śląsku niż w Warszawie.

Co za tym idzie? Oczywiście stolica nie da się zepchnąć w cień jeśli wziąć pod uwagę moc zawodowych drużyn piłkarskich. Warszawa sobie poradzi. Siła tamtejszych ekonomicznych podmiotów sprawi, że nasze rodzime talenty będą tam zasysane, ale rzesze miejscowych grubasów też wypełnią swoje zadanie - będą kibicować im z trybun i zostawiać pieniądze podczas meczów (choćby na jedzenie).

Szczerze powiedziawszy - trudno mi sobie wyobrazić w jaki sposób Śląsk mógłby się zjawisku, które niechybnie nadejdzie, oprzeć. Jeśli wszystko będzie kwestią ceny - walka z tendencją będzie jak wybieranie sitkiem wody z wanny.

Zjawisko, które nadejdzie nie da się oczywiście przyrównać ze zjawiskiem z czasów PRL-u kiedy Legia korzystała na wcielaniu naszych talentów do wojska. Dlaczego?

Po pierwsze - wtedy zasysano piłkarzy właściwie już ukształtowanych, mogących od razu wzmocnić pierwszy skład. Teraz będzie się zasysać nastolatków, do tego takich, którym daleko będzie do pełnoletności. Stołeczni spece już udowodnili, że potrafią przekuć małoletni talent w spełniającego oczekiwania piłkarza.

Po drugie - wtedy pobyt śląskiemu piłkarzowi na Łazienkowskiej obiektywnie pomagał w karierze. Wracając zawsze był piłkarzem lepszym niż wyjeżdżał. Teraz jeśli będzie naprawdę dobry - Warszawa nie będzie miała żadnych problemów żeby go zatrzymać.

PS Czy wiecie, co łączy choćby Zryw Chorzów, Rozbark Bytom, Siemianowiczankę, Pogoń Nowy Bytom, KS Chorzów, Piast Gliwice, Polonię Bytom, GKS Tychy, Concordię Knurów,  06 Mysłowice, Kresy Chorzów, 1. FC Katowice, Preussen Katowice, LZS Krzanowice, Stal Bobrek Bytom, Czarnych Chropaczów, Górnika Mikulczyce, AKS Chorzów, Pogoń Katowice, LZS Orzepowice, Kolejarza Katowice, Azoty Chorzów, KS Dąbrówka Mała, GKS Katowice, Unię Racibórz, Czarnych Gorzyce, Kościuszko Chorzów czy Slavię Ruda Śląska? Otóż wychowankowie wszystkich tych górnośląskich klubów grali dla Legii w ekstraklasie. Ciekawe jaki klub dołączy do tego grona następny? Macie jakieś typy?

PS1 Czytelników muszę przeprosić lecz w tej chwili Czadoblog nie ma głowy do... siebie. Projekt, który mnie frapuje  i zajmuje bez reszty wymaga wielu podróży po Polsce. To jeszcze potrwa więc wpisów nadal będzie mało. Ale obiecuję, że kiedy skończę to wrócę.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

18:07, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (20) »
wtorek, 05 maja 2015
Sen o potędze

Czasami człowiek na nic nie ma czasu dlatego musi kraść go po nocach. Stosik książek do przeczytania przy lampce nocnej przerodził się już w stos i nic na to nie mogę poradzić.

Czasami człowiek wieczorem bierze jednak książkę do ręki a potem... nie ogląda się na nic. Z rozmysłem doczytuje ostatnią stronę kiedy już koguty pieją. Potem najwyżej trochę poziewa w ciągu dnia i tyle. Trudno.

Nie zdarza mi się często żeby książka mnie tak wciągnęła, ale tym razem się zdarzyło. Otóż wziąłem do ręki "Wisłę Kraków. Sen o potędze" Mateusza Migi i... już nie wypuściłem.

Muszę się Wam przyznać, że bardzo lubię Kraków. Jeśli wziąć pod uwagę duże miasta w Polsce poza Górnym Śląskiem - tam właśnie czuję się najlepiej. Lubię tamtejszą atmosferę, zabytki, knajpy i stadiony (uwielbiam wracać choćby na obecny obiekt Cracovii). Przypadkowo się złożyło, że właśnie w Krakowie 26 lipca 1980 roku zobaczyłem pierwszy raz w życiu mecz piłkarski na własne oczy (Wisła przegrała wtedy towarzyskie spotkanie z Budućnostią Titograd 2:3, na mecz zabrał mnie ojciec koleżanki moich rodziców). Potem Wisłę oglądałem wielokrotnie - zarówno w Krakowie jak i na Śląsku, ale... nie tylko. Na przykład w 2008 roku na Camp Nou widziałem mecz wiślaków z Barceloną - właśnie wtedy dostałem największego ataku spazmatycznego śmiechu w dziejach Czadobloga. Było już chyba 0:2 albo 0:3 kiedy grupa przyjezdnych fanów z Polski zaczęła śpiewać z trybun "jazda z k..., Wisełka, jazda z k...". Nigdy nie czułem na trybunach absurdu sytuacji mocniej niż właśnie wtedy (pamiętam jeszcze wściekłość, że nie mogłem zostać w Barcelonie kilku dni dłużej, bo niedługo potem gospodarze grali towarzyski mecz z Boca Juniors).

Wisła, choć dostała wtedy niezłe wciry, na pewno była i jest drużyną zasługującą na fajną książkę. Właśnie tego rodzaju jaką napisał Miga. Zgadzam się: "Biała Gwiazda" to zdecydowanie najlepsza polska drużyna XXI wieku - właśnie dzięki niej jedyny raz uwierzyłem, że klubowy futbol z Polski może coś za mojego życia znaczyć w Europie (sposób w jaki rozwałkowała choćby Schalke był niezwykły).

Kiedy w sierpniu 1997 roku oglądałem na Bukowej jak GKS Wojciechowskiego i Ledwonia rozjeżdża Wisłę Kraków 4:0 nie uwierzyłbym, że lada moment może być odwrotnie (cztery lata później, we wrześniu 2001 roku Wisła wygra na Bukowej po pięciu bramkach Macieja Żurawskiego). Wszystko rodziło się i rosło w piorunującym tempie dzięki biznesmenowi Bogusławowi Cupiałowi. Okres jego rządów jest idealną i naturalną klamrą spinającą opowieść w zgrabną całość.

Nikt tak naprawdę nie wie dokładnie od kiedy Cupiał kocha Wisłę. To pozwala zastanawiać się czy nie dało się go przejąć wcześniej i skierować na inne tory... Jest przecież absolwentem Technikum Kolejowego w Sosnowcu. Właśnie w mieście nad Brynicą otworzył w latach 80. sklep z odzieżą. Później zajął się produkcją wyrobów metalowych, głównie drutu, gwoździ i siatki ogrodzeniowej. Tak rodziła się potęga produkującej kable Tele-Foniki - sponsora krakowskiego klubu. Gdy w 1998 roku Cupiał zainwestował w Wisłę, działacze Zagłębia aż zgrzytali zębami. Do tego samego technikum co Cupiał, przecież chodził również Krzysztof Tochel, wieloletni trener Zagłębia...

Nie zmienia to oczywiście faktu, że Cupiałowi udało się w Krakowie stworzyć najbardziej wyrazistą polską drużynę ostatnich lat, a Mateuszowi Midze udało napisać książkę, którą świetnie się czyta - nawet człowiekowi, który na co dzień nie żyje przecież "Białą Gwiazdą". Widać kawał naprawdę dobrej reporterskiej roboty. Opisu wielu bramek tam nie znajdziecie (zresztą nie są konieczne, bo ciekawym pomysłem jest rozrysowanie kilku najbardziej pamiętnych bramek w trójobrazkowych historyjkach). Miga daje nam panoramiczną opowieść budowaną na różne sposoby. Nie może oczywiście zabraknąć smakowitych anegdotek.

Choćby takiej, że uzależniony od szybkich motocykli Maciej Żurawski żeby mieć pewność, że nikt go w Krakowie nie rozpozna już w podziemnym garażu przebierał się w pełny strój łącznie z kaskiem. Albo takiej, że Kamil Kosowski jeszcze śpiąc zgodził się na transfer z Górnika Zabrze do Wisły. Zdecydowała o tym krótka rozmowa.

Stanisław Płoskoń, ówczesny prezes Górnika: - Idziesz do Wisły?

Kosowski, zaspany: - Ale jak? O co chodzi? Prezesie, jest ósma rano!

Płoskoń: - K...! Albo idziesz do Wisły albo nigdzie!

Kosowski: - Dobra, dobra, pójdę do Wisły (rozłącza się, zasypia, a  potem idzie do Wisły).

Idzie i... wsiąka w Kraków, a raczej - jak pisze Miga - "nasiąka nim jak gąbka". W Krakowie jest bowiem gdzie się bawić więc w 2004 roku Kosowski przyznawał odważnie w jednym z wywiadów: "rzadko zdarzało się, bym trzeźwy wracał do domu".

Zresztą - gdybyście nie wiedzieli - niektórzy piłkarze wielkiej Wisły czasami dla bezpieczeństwa przenosili się wówczas z imprezami na Górny Śląsk. Sam w tamtym okresie widziałem ich kilkakrotnie w jednym z lokali przy ul. Matejki zaraz obok Domu Powstańca w Katowicach:)

Po przeczytaniu książki nachodzi człowieka pytanie - czy Wisła Cupiała kiedykolwiek będzie w stanie nawiązać do tamtych sukcesów? A jeśli tak - czy będzie to jeszcze za Cupiała? Czy kiedykolwiek uda jej się przełamać przekleństwo i osiągnąć wymarzoną Ligę Mistrzów? Perspektywy nie są nadzwyczajne. Także dlatego, że rywale na krajowym podwórku są już znacznie silniejsi niż dziesięć lat temu. Ba, obecnie chyba za silni dla Wisły.

Polecam.

Mateusz Miga "Wisła Kraków. Sen o potędze"

Kraków 2015, wyd. SQN

ss.410

PS A poza tym Omega powinna wrócić. Jeśli ktoś nie pamięta to na stadionie Wisły była ona znacznie wcześniej niż na stadionie Ruchu.

niedziela, 03 maja 2015
Tragedia w Knurowie. Nie ferujmy wyroków

Poruszyła mnie ta tragedia. Oczywiste jest, że nie powinna się zdarzyć, nie mam jednak zamiaru - jak wielu - przede wszystkim szukać winnych. Szukanie winnych, grzmienie i moralizowanie w takiej sytuacji zawsze jest najprostsze.

Po pierwsze - współczuję rodzinie zabitego. Oczywiste jest, że nie powinien znaleźć się w miejscu, w którym się znalazł. Kula trafiła go na murawie, gdzie chwilę wcześniej toczył się przecież mecz. Dopuścił się chuligańskiego wybryku. Wiadomo, że powinna spotkać go kara, ale z takich powodów nie powinno się umierać. Tak jak nie powinno się umierać z powodu kradzieży czy oszustwa.
Przeraża mnie więc co czytam w internecie, przeraża poklask dla tej śmierci. "Szkoda, że tylko jeden. Żal". Przeraża dowcipkowanie w jej obliczu: "Mam plan, może myśliwym polującym na słonie czy nosorożce pozwolić polować na kiboli w Polsce? (...) Wtedy uratowalibyśmy trochę dzikich zwierząt, wybili trochę dzikich kiboli i jeszcze zarobili?" Przeraża "dbałość" o detale stylistyczne: "Piszcie kibica w cudzysłowie, bo bandytę zabili nie kibica."
Moim zdaniem przede wszystkim zginął człowiek i o tym powinniśmy pamiętać. Gwałtowna ludzka śmierć to zawsze straszna tragedia. Czy gdyby był to brat tych nienawistników z internetu nadal byliby nienawistnikami? Bardzo łatwo jest pluć kiedy śmierć nie dotyka nas bezpośrednio. Niestety - od dawna wiadomo czego Polakom można odmówić w ich masie: empatii.

Po drugie - współczuję policji. Robiła co do niej należy czyli zainterweniowała kiedy rozpoczęły się zamieszki w trakcie meczu piłkarskiego. Zabezpieczanie meczu piłkarskiego to paskudna robota, moim zdaniem to właściwie jak czyszczenie szamba. Samo się nie wyczyści, tak samo jak mecz też sam nie nie zabezpieczy - ktoś to musi robić. Hołoty bez wyobraźni jest mnóstwo, gdyby jej nie było, nie dochodziłoby do takich tragedii. A wyobraźcie sobie co by się działo gdyby policji na meczu w Knurowie nie było. Jak wtedy wyglądałby bilans ofiar?

Nazywanie policjantów obecnych w Knurowie przez rozwścieczony tłum „mordercami” to fatalne nadużycie. Morderstwo jest działaniem intencjonalnym a nikt nie wmówi mi, że 27-latka ktoś chciał zabić z zimną krwią, że ktoś strzelał by zabić. Myślicie, że ten kto oddał fatalny strzał nie ma złamanego życia? Poczekajmy na wyniki śledztwa.

Przypuszczam, że zdarzenie mogło być raczej tragicznym efektem zwykłej nieudolności. Wiadomo, że ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej zabrania celowania w głowę lub szyję pociskami tzw. „niepenetrującymi” (zmarły dostał kulą z broni gładkolufowej w szyję). Ale nie znamy konkretnych szczegółów okoliczności zdarzenia. Może strzelającego potrącił ktoś obok uchylający się akurat przed przedmiotem rzuconym przez kiboli? Nie mam pojęcia. Tak jak i nie mają pojęcia ci, którzy nazywają policjantów "mordercami".

Nie wiem co można zrobić. W swej bezradności chciałbym żeby w przyszłości wprowadzić karę 100 tysięcy zł za wejście na murawę w trakcie meczu piłkarskiego i żeby wszyscy o tym wiedzieli. Żeby w razie niemożności jej spłacenia winny przez dziesięć lat każdego dnia poświęcał kilka godzin na prace społeczne i żeby wszyscy o tym wiedzieli. Może to naiwne, ale czy macie lepsze sposoby?

Po trzecie - chciałbym żeby ta tragedia nie miała żadnej niepotrzebnej otoczki, nie wykorzystywano jej do żadnych celów. Niestety - nie uda się.

Otóż już doszło do mnie, że w związku z tragedią niektóre media nazwały Knurów - oszołomiony cytuję - "jebanym". "Jebanym" dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie na Stadionie Narodowym w Warszawie odbył się finał Pucharu Polski, który uznano za sukces (było podobno pięćdziesiąt tysięcy ludzi, fajna atmosfera itd.). Dla tych mediów fatalne było przede wszystkim to, że zdarzenia w Knurowie przyćmią zdarzenia w Warszawie a śmierć na stadionie Concordii zaburzy wizerunek sukcesu... W efekcie inne media zamiast trąbić z zachwytu nad wydarzeniami w stolicy zajmują się więc jakąś tam śmiercią w prowincjonalnym "jebanym" Knurowie. Zdumiewająca logika...

No i te aroganckie "życzenia człowieka ze stolicy":

"Życzę mieszkańcom Knurowa, by kiedyś i im dane było odwiedzać ładne obiekty, a nie obdrapane kurniki." 

Czy to w obliczu tej tragedii jest najważniejsze?! Niezwykła dezynwoltura... Nie chcę pisać, że mogła się urodzić jedynie w głowie człowieka wychowanego w jakimś zapyziałym blokowisku z kompleksami. Na pewno tak nie jest.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

12:12, pavelczado , żal
Link Komentarze (58) »
Archiwum