poniedziałek, 30 czerwca 2008
Co można robić w wieku 70 lat

Można: 

- wejść na Mt. Everest (Takao Arayama, doradca kadry zarządzającej z Kamakury); 

- posyłać ludzi na stos (Tomas de Torquemada, najwyższy sędzia hiszpańskiej inkwizycji);

- wydać płytę hip-hopową (Bill Cosby, komik);

- pobić, związać i przetrzymywać w ziemiance młodszego o 20 lat sąsiada (Zdzisław S., działkowicz z Warszawy);

- zdobyć mistrzostwo Europy w piłce nożnej (Luis Aragones, trener).

aragones

Szacunek dla Luisa Aragonesa. Za żywotność, pasję i bystry umysł. To nie był dziadzio, który postękując na ławce rezerwowych przecierał okulary i dopytywał się asystenta kto tak źle podał Villi po drugiej stronie boiska. To nie był dziadzio, który miał za zadanie przede wszystkim NIE PRZESZKADZAĆ ekipie świetnych, utalentowanych hiszpańskich chłopaków. To nie był dziadzio, któremu presja sparaliżowała ośrodek decyzyjny w mózgu, na stres nie reagował sennością...

Bezkompromisowe decyzje personalne, ciekawe zestawienie drużyny do maksimum wykorzystujące jej potencjał, nieoglądanie się na krytyków, podpowiadaczy i szyderców - takiego właśnie Aragonesa oglądaliśmy na tych mistrzostwach.

Pewnie jeszcze nikt nie sprawdził, ile milionów emerytów oglądało Euro. Myślę, że tym milionom Aragones dostarczył sporo satysfakcji. Udowodnił napierającym młodszym generacjom, że młodzi, gniewni, przebojowi, wygadani, niekoniecznie są lepsi. I to nie tylko we futbolu; w każdej dziedzinie życia. 

To nie koniec - Aragones nie ma zamiaru przechodzić na trenerską emeryturę. Może będzie trenerem Fenerbahce? 

I słusznie: Michał Anioł dopiero po siedemdziesiątce wziął się za bazylikę Św. Piotra. Giuseppe Verdi dopiero po siedemdziesiątce skomponował Otella. Władysław Jagiełło dopiero po siedemdziesiątce doczekał się syna. 

PS Aragones pobił osiągnięcie Otto Rehhagela, dotąd najstarszego trenera, który prowadził mistrzów Europy o cztery lata.

Luis Aragones - 70 lat (bez miesiąca) w 2008 roku; 

Otto Rehhagel - 66 lat w 2004 roku; 

Rinus Michels - 60 lat w 1988 roku;

Roger Lemerre - 59 lat w 2000 roku;

Helmut Schoen - 57 lat w 1972 roku;

Richard Moeller-Nielsen - 55 lat w 1992 roku;

Vaclav Jeżek - 53 lata w 1976 roku;

Jupp Derwall - 53 lata w 1980 roku;

Michel Hidalgo - 51 lat w 1984 roku;

Berti Vogts - 50 lat w 1996 roku;

Feruccio Valcareggi - 49 lat w 1968 roku;

Gawrił Kaczalin 49 lat w 1960 roku;

Jose Villalonga - 45 lat w 1964 roku.

PS2 Mam już faworyta do ”Złotej Piłki” France Football za rok 2008. Iker Casillas - co Wy na to?

PS3 A po za tym ekstraklasa powinna zostać Polonii zwrócona.

15:38, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (18) »
piątek, 27 czerwca 2008
Hiszpanie z niemiecką precyzją

I.

Chciałbym, żeby ktoś kiedyś wyliczył jak często reprezentacja Hiszpanii gra górnymi piłkami. Odniosłem wrażenie, że bardzo rzadko. Kiedy nie muszą, nie podnoszą. To ich dreptanie i wymiana krótkich, płaskich podań, dzięki którym powolutku i niepostrzeżenie zbliżają się do bramki, a potem ostry, nagły sztych w pole karne - jest niepowtarzalne i zachwycające. Jakoś tak przez mgłę kojarzy mi się, że niespełna dwadzieścia lat temu ten styl prezentowała reprezentacja Kolumbii, a człapiący Valderrama klepał wtedy piłeczkę zupełnie jak teraz Iniesta z Xavim. Trudno nazwać ten styl holenderskim futbolem totalnym, trudno zgodzić się z opinią, że Hiszpanie atakują z furią, z rozmachem, z temperamentem. Bo hiszpański temperament zamienił się w niemiecką precyzję i niemiecką powściągliwość. Całe szczęście, że na boisku pozostała hiszpańska elegancja.

II.

Po raz trzeci zdarzyło się, że w półfinale mistrzostw Europy padł wynik 3:0. Za każdym razem w tych meczach uczestniczyli Rosjanie. W 1960 roku jako ZSRR rozbili Czechosłowację, w 1964 roku - Danię. Teraz los odwrócił się o 180 stopni.

III.

Ten mecz skojarzył mi się z reprezentacją Polski. Jakbym zobaczył ją na tym turnieju po raz czwarty.

                                                         % 

PS W niedzielę wielki finał. Dotychczas Hiszpanie od 1935 roku spotkali się z Niemcami 19 razy. Bilans jest korzystny dla Nationalmannschaftu: 8 zwycięstw Niemców, 6 remisów, 5 zwycięstw Hiszpanów, bramki 27:21.

W meczach o stawkę obie drużyny zagrały siedem razy. Tu przewaga Niemców jest miażdżąca. Pierwszy raz wygrali z Hiszpanią podczas mistrzostw świata w 1966 roku. Było 2:1, a decydującego gola zdobyli Niemcy 6 minut przed końcem... Oczywiście wyszli z grupy i ostatecznie zdobyli wicemistrzostwo świata. Hiszpania od razu odpadła.

W 1976 roku oba zespoły spotkały się w ćwierćfinale mistrzostw Europy (wtedy turniej finałowy odbywał się z udziałem tylko czterech drużyn). W Madrycie było 1:1, w rewanżu w Monachium - 2:0 dla Beckenbauera i spółki. Kolejnego prztyczka dali Niemcy Hiszpanom podczas pamiętnych mistrzostw świata w... Hiszpanii, w 1982 roku. W ćwierćfinale pewnie wygrali z gospodarzami 2:1 i zdobyli potem wicemistrzostwo.

Wielki rewanż Hiszpanie wzięli dwa lata później. W fazie grupowej mistrzostw Europy we Francji wygrali po golu Macedy tuż przed końcem meczu i wyeliminowali Niemców. Sami zdobyli wicemistrzostwo. Cztery lata później rewanż Niemców - w fazie grupowej wygrali 2:0, eliminując Hiszpanów. Sami doszli do półfinału.

Ostatni mecz o stawkę odbył się w fazie grupowej mistrzostw świata w 1994 roku. Po remisie 1:1 obydwa zespoły awansowały dalej, obydwa odpadły w ćwierćfinale.

Ostatni mecz Hiszpania - Niemcy odbył się w lutym 2003 roku. W towarzyskiej grze na Majorce wygrali gospodarze 3:1. Gole strzelali piłkarze nieobecni na Euro: Raul-2 i Guti oraz Bobic. Z piłkarzy, którzy wtedy zagrali do tegorocznych mistrzostw Europy dotrwali: Friedrich, Metzelder, Klose i Neuville oraz Casillas, Puyol i Xavi.

PS 2 A poza tym ekstraklasa powinna zostać Polonii zwrócona.

00:53, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (4) »
czwartek, 26 czerwca 2008
Kto chce bilety na The Police?

Właśnie spadła mi z nieba wejściówka na dzisiejszy koncert. The Police zagra na Stadionie Śląskim akurat w porze meczu Hiszpania - Rosja. Co jest ważniejsze: impreza muzyczna czy półfinał mistrzostw Europy w piłce nożnej? Zastanawiałem się tylko przez chwilę: futbol to moje życie, a muzyka rozrywkowa w moim życiu siedzi jedynie na trybunach. Sting jeszcze kiedyś gdzieś zagra, a drugiego (a własciwie trzeciego) meczu Hiszpania - Rosja podczas Euro 2008 już przecież nie będzie! Musiałbym być wariatem, żeby dla Stinga i spółki zrezygnowac dla TAKIEGO meczu! A poza tym żona i tak mi opowie.

Nie chcę jednak, żeby bilet się zmarnował, dlatego ogłaszam szybki konkurs. Kto pierwszy udzieli prawidłowej odpowiedz dostanie ode mnie bilet.

Pytanie brzmi:

Co wydarzyło się najwcześniej:

a) Hiszpanie zdobyli mistrzostwo Europy w piłce nożnej;

b) urodził się Sting;

c) ZSRR zdobył mistrzostwo Europy w piłce nożnej.

Prawidłową odpowiedż proszę natychmiast słać na adres: pawel.czado@katowice.agora.pl. Oprócz odpowiedzi proszę przysłać swój numer telefonu. Do tego, który pierwszy przyślę prawidłową odpowiedź natychmiast zadzwonię i błyskawicznie ustalimy miejsce odebrania biletu. Odebranie nastąpi  zresztą niedaleko Stadionu Śląskiego, pewnie i tak przez okno usłyszę jak się spisuje The Police. Byle nie grali za głośno, bo mi mecz zagłuszą.  Jest jeszcze czas; Sting ma wyjść na płytę dopiero o godz 21.

Czytelników Czadobloga spoza Śląska przepraszam, że narobiłem im smaka. 

PS UWAGA, UWAGA!!!!!!!!!!

Przed chwilą wpadła mi w ręce jeszcze jedna wejściówka! Zwycięzca konkursu zgarnie więc obie (nie wątpię, że to będzie zwycięzca, a nie zwyciężczyni;-))))

Do dziewczyny (albo żony) zwycięzcy mam prośbę: nie narzekaj już więcej, że Twój chłop interesuje się futbolem. Bo Ty też z tego możesz czasami coś mieć:-))))

PS 2 A swoją drogą czy musieliście kiedyś rozstrząsać dylemat typu mecz albo koncert/ślub/imieniny/ból zęba? No i co wybraliście? Czy także nie mieliście wątpliwości?:-))))

PS 3 Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia! Po-lo-nia...

19:37, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (4) »
środa, 25 czerwca 2008
Niemcy też tracą w ostatniej minucie

Turecki huragan, świszczący w ostatnich trzech meczach na Euro, każe postawić kluczowe pytanie: czy Niemcy zdołają przeciwstawić się tej nawałnicy w ostatniej minucie meczu? A może zdołają go uciszyć już wcześniej na tyle, że ostatni powiew rozpaczy na nikim nie zrobi już wrażenia?

Niemcy, jak starałem się udowodnić w poprzednim wpisie, są mistrzami gry w końcówce. W powszechnej kibicowskiej świadomości funkcjonują jako ci, którym właściwie nie da się strzelić gola w ostatniej minucie. Tymczasem okazuje się, że takie nieszczeście przytrafiło się im w ciągu stu lat istnienia Nationalmannschaftu aż dziewiętnastokrotnie, w tym aż siedem razy w turnieju finałowym mistrzostw świata albo Europy! Ale Niemcy, jak to Niemcy: potrafili zminimalizować straty - szkody wyrządzane im strzałami rozpaczy najczęściej były nikłe, małe, niewielkie, albo wręcz żadne.

Boleśnie Niemcy zawyli dwa lata temu w półfinale mistrzostw świata w spektakularny sposób ubili ich Włosi (stracić gole w 119. i 120. minucie - nie do zapomnienia: to zdarzyło się Niemcom jeden, jedyny raz).

A przecież warto sobie uzmysłowowić, że kiedy niemiecka reprezentacja stawiała pierwsze kroki, wydawało się, że strata goli w końcówce będą ich...przywarą! W pierwszym meczu w historii, w 1908 roku ze Szwajcarią, stracili gola w 89. minucie (przegrali 3:5). W drugim, który odbył się w Berlinie z Anglią, znów dostali strzał w samej końcówce. Właśnie ten mecz jest pierwszym na liście, którą zamieszczam poniżej. Dziś nikt nawet nie pomyśli, że 90. minuta kiedykolwiek mogła być słabym punktem Nationalmannschaftu...

Ale szansa dla Turków dziś w Bazylei jest, bo Niemcy częściej niż kiedyś tracą w końcówce koncentrację. Przez pierwszych 50 lat istnienia Mannschaftu stracili tylko cztery gole w 90. minucie, przez drugie 50 lat - aż piętnaście, z czego aż pięć w XXI wieku!

Gdy pisałem te słowa sądziłem, że przez gol stracony w ostatniej minucie Niemcy ani razu nie przegrali meczu. Kiedy w 90. minucie padał, spotkanie było już zazwyczaj rozstrzygnięte. Tylko czterokrotnie zdarzyło się, że w ten sposób stracili zwycięstwo: dwa razy w meczach towarzyskich, raz w eliminacjach mistrzostw świata (ale awansowali) i raz w fazie grupowej mistrzostw świata (ale awansowali).

Kiedy ten wpis już powstał, internauta o nicku ”swiatło” (dzięki za czujność) zwrócił mi uwagę, że przecież w 1984 roku po golu Hiszpana Macedy Niemcy odpadli z mistrzostw Europy. Przez lata wydawało mi się, że gol padł w 89. minucie, ale jednak ”swiatło” miał rację - bez dwóch zdań ta bramka padła w 90.minucie. Dlatego uzupełniam zestawienie poniżej, gol Macedy musiał się w nim znaleźć. Przepraszam za błąd. 

                                               %

W tych meczach Niemcy tracili gole w ostatniej minucie:

1. Niemcy - Anglia 1:5 w 1908 roku (mecz towarzyski). Autor gola: Woodward

2. Dania - Niemcy 6:3  w 1930 roku (mecz towarzyski). Autor gola: P. Joergensen

3. Niemcy - Belgia 8:1 w 1933 roku (mecz towarzyski). Autor gola: Lamoot.

4. Niemcy - Holandia 2:2 w 1937 roku (mecz towarzyski). Autor gola: van Spaandonck

5. Irlandia Północna - NRF 3:4 w 1960 roku (eliminacje mistrzostw świata). Autor gola: McAdams

6. Anglia - NRF 4:2 w 1966 roku (finał mistrzostw świata, ostatnia minuta dogrywki). Autor gola: Hurst

7. RFN - Chile 4:1 w 1982 roku (faza grupowa mistrzostw świata). Autor gola: Moscoso

8. RFN - Hiszpania 0:1 w 1984 roku (faza grupowa mistrzostw Europy). Autor gola: Maceda 

9. Szwecja - RFN 2:2 w 1985 roku (eliminacje mistrzostw świata). Autor gola: Magnusson

10. RFN - Kolumbia 1:1 w 1990 roku (faza grupowa mistrzostw świata). Autor gola: Rincon

11. Szwecja - Niemcy 2:3 w 1992 roku (półfinał mistrzostw Europy, minutę wczesniej Niemcy sami strzelili gola). Autor gola: K.Andersson

12. Brazylia - Niemcy 3:1 w 1992 roku (mecz towarzyski). Autor gola: Jorginho

13. Niemcy - Belgia 3:2 w 1994 roku (1/8 finału mistrzostw świata). Autor gola: Albert

14. Niemcy - Albania 3:2 w 1997 roku (eliminacje mistrzostw świata). Autor gola: Kola

15. Węgry - Niemcy 2:5 w 2001 roku (po golu Węgrów Niemcy sami zdobywają jeszcze jedną bramkę ustalając wynik!). Autor gola: Horvath

16. Niemcy - Ukraina 4:1 w 2001 roku (eliminacje mistrzostw świata). Autor gola: Szewczenko

17. Niemcy - Rosja 2:2 w 2005 roku (mecz towarzyski). Autor gola: Kierżakow

18. Niemcy - Australia 4:3 w 2005 roku (Puchar Konfederacji. Jeden raz zdarzyło się, że niemiecka reprezentacja straciła gola w ostatniej minucie dwa mecze z rzędu! Tydzień po spotkaniu z Rosją, doszło do tego we Frankfurcie w grze z Australią). Autor gola: Aloisi

19. Niemcy - Włochy 0:2 w 2006 roku (półfinał mistrzostw świata, ostatnia minuta dogrywki, minutę wcześniej Niemcy stracili pierwszego gola). Autor gola: del Piero. 

PS A po za tym uważam, że Polonia powinna być ekstraklasie zwrócona. Szykuje się nagły zwrot akcji!

18:33, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (12) »
Bohaterowie ostatnich akcji kontra bohaterowie ostatnich akcji

Już nie mogę się doczekać ostatnich pięciu minut meczu Niemcy - Turcja. To będzie mega-show: starzy specjaliści od końcówek z nowymi specjalistami od końcówek. Od 85. do 90. minuty spodziewam się dwóch - trzech goli;-)

Niemcy pracowali na opinię od lat. Tureccy piłkarze oszołomili światową opinię publiczną  dopiero teraz, choć przecież - jak przytomnie zauważa czytelnik Czadobloga jakas1 - oni demontrowali swoje niecodzienne umiejętności w tym względzie już od pewnego czasu. 

Zaciekawiło mnie kto w dotychczasowych pojedynkach bohaterów ostatnich akcji przeprowadził więcej udanych ostatnich akcji. Kto był lepszy w końcówkach spotkań Niemcy - Turcja: znany, uznany, podziwiany Mannschaft czy raczej prężący się do skoku Turcy?

Było tak*:

- w 1951 roku NRF przegrała w Berlinie z Turcją 1:2, a decydujący gol padł w 85. minucie;

- w 1966 roku Turcja przegrała w Ankarze z NRF 0:2, a drugi gol padł w 85. minucie;

- w 1979 roku RFN wygrała w Gelsenkirchen 2:0, a drugi gol padł w 89. minucie.

- w 2005 roku Turcja wygrała w Stambule 2:1. Zwycięskiego gola w 89. minucie strzelił Nuri Sahin, honorową bramkę zdobył minutę później Neuville.

Tak więc Niemcy w tej rywalizacji w końcówkach strzelili trzy gole, a Turcy tylko dwa, ale to jednak ich bramki były o niebo ważniejsze, bo zapewniały zwycięstwo. Gole Niemców właściwie nie miały znaczenia.

Zwolennicy piorunującego tureckiego koktajlu mogą się cieszyć, ale... tylko do tego fragmentu dzisiejszego wpisu. Dla przeciwwagi przygotowałem bowiem jeszcze jedną niecodzienną listę, a właściwie liiiiiiistę. W miarę jak ją sporządzałem, źrenice zaczęły mi się rozszerzać, usta otwierać, na moment przestałem nawet z wrażenia oddychać...

Oto wyciąg meczów międzypaństwowych z udziałem reprezentacji Niemiec, w których gole zdobyte w ostatnich pięciu minutach dały jej remis albo zwycięstwo. Tym razem nie liczę oczywiście  niemieckich goli w końcówkach meczów, kiedy wynik był już rozstrzygnięty na korzyść lub niekorzyść Mannschaftu, bo by mi się wpis przelał na sąsiedni blog.  

Teraz jestem pewien: Niemcy mają umowę z siłami nadprzyrodzonymi. Jako przystawkę do głównego dania proponuję najpierw remisy:

1914: 4:4 z Holandią po golu w 90. minucie.

1939: 4:4 z Protektoratem Czech i Moraw po golu w 85. minucie.

1958: 2:2 z Austrią po golu w 89. minucie.

1968: 1:1 z Francją po golu w 87. minucie.

1969: 1:1 z Walią po golu w 90. minucie.

1985: 2:2 z CSRS po golu w 87. minucie.

1986: 1:1 z Urugwajem po golu w 85. minucie (faza grupowa MŚ).

1987: 1:1 z Brazylią po golu w 90. minucie.

1992: 1:1 ze Wspólnotą Niepodległych Państw po golu w 90. minucie.

1993: 3:3 z Brazylią po golu w 90. minucie.

1998: 1:1 z Rumunią po golu w 88. minucie.

2000: 1:1 ze Szwecją po golu w 85. minucie.

                                        % 

A teraz smakujcie danie główne. Ja... Ja... Das ist fantastisch! Niestety nie dla Polski.

1910: 3:2 ze Szwajcarią po golu w 85. minucie.

1933: 1:0 z Polską po golu w 90. minucie.

1954: 3:2 z Węgrami po golu w 85 minucie (finał MŚ!).

1968: 1:0 z Cyprem po golu w 90. minucie (gol Gerda Muellera).

1969: 1:0 z Austrią po golu w 89. minucie (gol Gerda Muellera).

1972: 3:1 z Anglią po golach w 85. i 88. minucie (gole Gerda Muellera).

1976: 4:2 z Jugosławią po golach w 115. i 118. minucie (półfinał ME!).

1978: 2:1 z Anglią po golu w 86. minucie.

1980: 2:1 z Belgią po golu w 89. minucie (finał ME!). 

1982: 2:1 z CSRS po golu w 88. minucie.

1984: 2:1 z ZSRR po golu w 89. minucie.

1986: 1:0 z Marokiem po golu w 88. minucie (1/8 finału MŚ).

1989: 2:1 z Bułgarią po golu w 87. minucie.

1990: 2:1 z Holandią po golu w 85. minucie (1/4 finału MŚ, stracili jeszcze w 89, ale to już nie miało znaczenia).

1992: 3:2 ze Szwecją po golu w 89. minucie (półfinał ME, stracili jeszcze gola w 90 minucie, ale to już nie miało znaczenia).

1992: 2:1 z Danią po golu w 88. minucie (rewanż za przegrany finał ME).

1996: 2:1 z Czechami po golu w 96. minucie (finał ME!, to był ”złoty gol. który zakończył mecz).

1997: 1:0 z Izraelem po golu w 85. minucie (wątek śląski: strzelił go Dariusz Wosz).

1997: 4:3 z Albanią po golu w 90. minucie.

1998: 2:1 z Meksykiem po golu w 86. minucie (faza grupowa MŚ).

1999: 1:0 z Norwegią po golu w 90. minucie.

2000: 3:2 z Czechami po golu w 90. minucie.

2001: 2:1 z Albanią po golu w 88. minucie (wątek śląski: strzelił go Miroslav Klose).

2002: 1:0 z Paragwajem po golu w 88. minucie (1/8 finału MŚ).

2003: 2:0 z Wyspami Owczymi po golach w 89. i 90. minucie! (wątek śląski: tego pierwszego strzelił Klose).

2004: 2:1 z Chorwacją po golu w 89. minucie.

2005: 4:3 z Australią po golu w 88. minucie (wątek śląski: strzelił go Lukas Podolski; Niemcy stracili jeszcze gola w 90. minucie, ale to już nie miało znaczenia).

2006: 1:0 z Polską po golu w 90. minucie (faza grupowa MŚ).

PS Po sporządzeniu tej listy usta mam cały czas otwarte, a ręce mi drżą. Z trudem, bo z trudem, ale zdołam jednak wklepać na koniec tego wpisu istotne zdanie. Otóż uważam, że ekstraklasa powinna zostać Polonii zwrócona!

*wspominam tylko te mecze Niemcy - Turcja, w których padły gole w ostatnich pięciu minutach 

03:01, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Wimbledon a sprawa śląska

Trochę Was nabrałem, bo nie znalazłem punktów stycznych. Tenis to nie moja parafia i obiecuję, że czytacie jedyny mój wpis dotyczący tegorocznego Wimbledonu. W tej części wpisu nie mam nic więcej do napisania. Pozwólcie więc, że od razu przejdę do postscriptum.

PS Stawiam, że Agnieszka Radwańska powtórzy sukces Jadwigi Jędrzejowskiej z 1937 roku i dojdzie do samego finału Wimbledonu.

Są trzy przemawiające za tym przesłanki: 

- w 2008 roku Radwańska wygrała na angielskiej ziemi najważniejszą próbę na kortach trawiastych przed Wimbledonem czyli turniej w Eastburne. W 1937 roku Jędrzejowska wygrała na angielskiej ziemi najważniejszą próbę na kortach trawiastych przed Wimbledonem czyli turniej o mistrzostwo Londynu w Queens Clubie.

- Radwańska pochodzi z Krakowa, tam się urodziła. Jędrzejowska pochodzi z Krakowa, tam się urodziła.

Radwańska jest tenisitką małą, szczupłą, filigranową. Jędrzejowska była tenisistką małą, szczupłą, filigranową.

Radwańska ma jedną malutką przewagę nad Jędrzejowską. Na występy do Anglii nie musiała tłuc się 40 godzin pociągiem w wagonie 3 klasy. 

Oczywiście sam nie traktuję tych przesłanek poważnie - trochę naciągane, prawda? Bądźcie jednak pewni, że jeśli Radwańska do tego finału jednak awansuje, napiszę triumfalnie: A NIE MÓWIŁEM? (oczywiście w postscriptum, bo zgodnie z obietnicą nie będzie samodzielnego wpisu na ten temat)

A kiedy tak się stanie, to przy okazji zauważę radośnie, że "Dżadża" Jędrzejowska kończyła karierę w klubach śląskich - Pogoni Katowice i Baildonie. Oczywiście nic z tego nie wynika, bo nie wyobrażam sobie Radwańskiej, że po trzydziestce rządzi na kortach przy ul. Astrów i regularnie tłucze rywalki... 

PS2 A poza tym uważam, że Polonia powinna zostać ekstraklasie zwrócona. 

22:23, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (20) »
niedziela, 22 czerwca 2008
Czasami futbol nie powinien istnieć

Zostawiam na chwilę Euro, żeby opowiedzieć Wam o jednej z najbardziej tragicznych historii futbolowych jakie znam. Wydarzyła się dokładnie 70 lat temu na Śląsku. 

W 1938 roku trwała zacięta walka w lidze śląskiej. W tabeli długo prowadził faworyzowany Naprzód Lipiny, w końcu miał w składzie braci Pieców, którzy właśnie wrócili z mistrzostw świata we Francji (Ryszard przeciw Brazylii zagrał, Jerzy siedział na ławce). Lipinom strasznie zależało na awansie, ale im bardziej im zależało, tym bardziej się nie udawało - w efekcie ten  klub nigdy w ekstraklasie nie zagrał.

Tak było i w 1938 roku. Zdecydowała o tym zaskakująca i sensacyjna wręcz klęska Naprzodu z Wawelem Nowa Wieś - aż 1:9! Po tym meczu Naprzód stracił właściwie szansę na zajęcie pierwszego miejsca w tabeli, wyprzedził go Śląsk Świętochłowice. Naprzód miał w tamtą nieszczęśliwą niedzielę 19 czerwca wyjątkowego pecha: nie dość że grał bez kontuzjowanego Pieca II, to w trakcie meczu urazu doznał inny reprezentant Polski - Erwin Michalski i Lipiny kończyły w dziesiątkę. Wynik niecodzienny, cztery tysiące rozgorączkowanych kibiców rozeszło się by przekazać w okolicy sensacyjną wiadomość.

Alfred Kolender, 20-letni bramkarz Naprzodu, był zrozpaczony. Nie mógł pogodzić się z porażką. Działacze Naprzodu twierdzili potem, że chłopak od dłuższego czasu nie czuł się dobrze, a to dlatego, że we wcześniejszych meczach z najgroźniejszymi rywalami - Śląskiem Świętochłowice i Dębem Katowice - został kopnięty w głowę. W efekcie tych urazów miał ponoć zdradzać ”poważne zaburzenia umysłu”. Właśnie dlatego w tym nieszczęsnym meczu z Nową Wsią (czyli Wirkiem, dzielnicą Rudy Śląskiej) w trakcie gry zastępował go zmiennik.

Alfred po meczu kilkakrotnie miał stwierdzić, że nie chce żyć. Koledzy z drużyny myśleli, że żartuje. Do domu już nie wrócił, zrozpaczony błąkał się bez celu po okolicy.

Trzy dni później, rankiem 22 czerwca, znaleźli go w sąsiadującym od wschodu z Lipinami Chropaczowie idący do pracy robotnicy. Na kratach okna kiosku przy ul. Wigury zwisały na pasku zwłoki. Robotnicy od razu rozpoznali Kolendra. Natychmiast wezwany lekarz nie mógł już nic poradzić.

 "Tragiczny koniec reprezentacyjnego bramkarza klubu lipińskiego jest nowym przejawem psychozy sportowej, jaka w ostatnich czasach coraz bardziej zaczyna ogarniać społeczeństwo, szczególnie na Śląsku. Dowody tej psychozy widzimy niemal co niedzielę na boiskach sportowych, gdy rozpaleni żądzą zwycięstwa gracze masakrują się wzajemnie, gdy w razie porażki miejscowych publiczność wdziera się na boisko i bije graczy przyjezdnego klubu lub nawet sędziego".*

Alfred Kolender kilka miesięcy wcześniej znalazł stałą pracę. Był jedynym żywicielem rodziny.

Czasem futbol nie powinien istnieć. 

PS Kiedy w latach 60. ciągle marzący o ekstraklasie działacze Naprzodu pojechali do Warszawy, poskarżyć się, że bez przerwy krzywdzą ich sędziowie, usłyszeli: ”A po co w Lipinach ekstraklasa? Wy przecież nawet dworca kolejowego nie macie...” Można by stwierdzić, że w PZPN-ie już czterdzieści lat temu zasiadali prekursorzy idei systemu licencyjnego. 

PS2 A poza tym uważam, że ekstraklasa powinna zostać Polonii zwrócona.

PS3 Okoliczności przyrody sprawiły, że nie mogłem wypowiedzieć się po meczu Rosja - Holandia. Nie musiałem: właściwie w sprawie Holandii wypowiedziałem się wcześniej.O Rosji kiedy indziej.
*komentarz z ”Polski Zachodniej”
piątek, 20 czerwca 2008
Turecki rekord świata

Pasywa 

Przez 29 minut przegrywali z Portugalią. 

Przez 26 minut przegrywali ze Szwajcarią. 

Przez 53 minuty przegrywali z Czechami.

Przez 3 minuty przegrywali z Chorwacją.

Łącznie: przegrywali w tym turnieju 111 minut.

Aktywa 

Przez 0 minut wygrywali z Portugalią.

Przez parę sekund wygrywali ze Szwajcarią.

Przez parę sekund wygrywali z Czechami.

Przez 0 minut wygrywali z Chorwacją.

Łącznie: wygrywali w tym turnieju może minutę. I co z tego?

Teraz tylko jednego jestem pewien: 25 czerwca około godziny 22.30. na ulice Berlina, Hamburga, Frankfurtu wyleje się rozszalały tłum, żeby świętować zwycięstwo ukochanej drużyny. Ciekaw jestem tylko, który tłum będzie głośniejszy.

PS Polonia walczy. 

23:54, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (13) »
Anglia przestaje się wstydzić

Po listopadowej klęsce z Chorwatami angielscy kibice pozajmowali chyba wszystkie mysie dziury od Plymouth po Newcastle. To nieszczęsne 2:3 na Wembley było jednym z najwiekszych upokorzeń w dłuuuuugiej historii angielskiej reprezentacji. Po przegranych eliminacjach trener Steve McClaren dostał od federacji siarczystego kopa. Pewnie wszyscy za kanałem myśleli, że wyścigu do Euro wyprzedziły ich drużyny co najwyżej przeciętne.

Dziś mysie dziury powoli zaczynają pustoszeć. Chorwaci i Rosjanie pokazali, co pokazali, a Anglicy zaczynają sobie przypominać, że w eliminacjach do ME nigdy nie zdarzyło się, żeby odpadli ze słabeuszami. Za każdym razem pogromca Anglików robił furorę podczas turnieju finałowego (tylko Francja w 1964 roku nie, bo sama tam nie dotarła, był wówczas inny system kwalifikacji) .

W 1972 roku Niemcy, którzy ich wyeliminowali, zdobyli mistrzostwo Europy.

W 1976 roku Czechosłowacy, którzy ich wyeliminowali, zdobyli mistrzostwo Europy.

W 1984 roku Duńczycy, którzy ich wyeliminowali, zrobili wielką furorę, zostali "czarnym koniem" i osiągnęli półfinał. 

Czy więc zdanie "w 2008 roku Rosjanie i Chorwaci, którzy ich wyeliminowali, spotkali się w finale" ma szansę się urodzić? Nieśmiało i przekornie zwracam uwagę, że to (dość/całkiem/jeszcze) realne.

Swoją drogą, gdybym był Stevenem McClarenem, czułbym się mocno pokrzywdzony. Dlatego po wysiorbaniu paru browców dla dodania sobie odwagi, załomotałbym do siedziby The Football Association i w progu zwrócił uwagę, że Alf Ramsey, Don Revie i Bobby Robson, choć tak samo jak ja nie awansowali do mistrzostw Europy, wcale nie zostali wtedy ukarani dymisją. " Dlaczego akurat ja zostałem  wywalony?!" - wywrzeszczałbym i trzasnął drzwiami. A potem... schowałbym się na powrót do mysiej dziury.

PS2 Takie czasy, że wszystkie futbolowe trakty ostatecznie prowadzą do Anglii. Jestem bardzo ciekawy co Felipe Scolari powie Michaelowi Ballackowi podczas ich pierwszego spotkania na Stamford Bridge. Pogratuluje? Zbeszta? Przytuli? Pogrozi? Uściśnie? Splunie? Przeprowadzi pogadankę wychowawczą? Poprosi o powtórkę? "Jeszcze i jeszcze"?

PS3 A po za tym uważam, że ekstraklasa powinna być Polonii zwrócona. W Bytomiu ciągle walczą.

UPDATE. Ups, szósty akapit w połowie nieaktualny... Nie znaczy to oczywiście, że Anglia może się zacząć wstydzić od nowa;-)

01:56, pavelczado , Euro 2008
Link Komentarze (14) »
środa, 18 czerwca 2008
Gandalf nie istnieje

Uwierzyłem, że Gandalf jest z nami 11 października 2006 roku. Przestałem wierzyć 12 czerwca 2008 roku.

                                 *      *      *

Znajomi pytają mnie czy Leo powinien odejść. Nie powinien. Ale nie dlatego, że jest Leo. Nie dlatego, że nie jest Gandalfem. Dlatego, że wymaga tego, moim zdaniem, interes reprezentacji.

Wymarzyłem sobie, że każdy selekcjoner pracuje z polską kadrą co najmniej cztery lata. Pełny cykl: jedne mistrzostwa Europy, jedne mistrzostwa świata. Zasady są proste: w tym czasie ma obowiązek przynajmniej raz wyjść z grupy turnieju finałowego. Jeśli nie osiągnie celu - nie ratuje go ujmująca powierzchowność, międzynarodowe kontakty, żarliwa pasja, umiętność przekonania do swoich racji, wieloletnie doświadczenie. Odchodzi. 

Jeśli cel osiąga i chce zostać - przedłuża mu się kontrakt o dwa lata na tych samych warunkach (w tym momencie staje przed trudniejszym zadaniem, bo nie ma już możliwości skuchy, ale przecież od lepszego wymaga się więcej). 

Jasne reguły, bez sensacji, niedomówień. Przez cztery lata selekcjoner decyduje o wszystkim. Państwo w państwie, a co. Wybiera sobie współpracowników według własnego widzimisię, dobiera mu się sparringpartnerów według jego życzenia i zapewnia przygotowania w takich ośrodkach piłkarskich jakie mu się zamarzą.

Dziennikarze w zależności od wyników głaskają albo ujadają, podpuszczają albo sugerują. Kibice zapoznają się z ich opiniami, też głaskają albo ujadają, ale ani jednym ani drugim nie przychodzi do głowy zwalniać selekcjonera w innym momencie, jak tylko raz na cztery lata, po zakończeniu imprezy mistrzowskiej.  

Urząd (tak, to dobre słowo) selekcjonera staje się posadą stabilną i prestiżową. Stabilność i przewidywalność powinna gwarantować odpowiednie wyniki. Sukcesy prędzej czy później nadchodzą (oczywiście chciałbym, żebyśmy pod tym pojęciem rozumieli medal wielkiej imprezy, a nie tylko wyjście z grupy, ale na to za wcześnie). Machina się nakręca: sukcesy są gwarantem długoletniej pracy selekcjonera. Z kolei długoletnia praca selekcjonera staje się być gwarantem wychowania u boku następcy o odpowiednim poziomie. Oczywiście niemożliwe jest, żeby wyglądało to jak tak w Niemczech w latach 1926 -1998 (zaledwie sześciu trenerów, a każdy asystentem poprzednika. Tylko Beckenbauer wypchnął Ribbecka, który zresztą też dostał swoją szansę w 1998 roku). Oczywiście praca asystenta u selekcjonera z wynikami nie powinna być gwarantem sukcesji.

Kiedy wyjawiłem Wam za czym tak tęsknię, nie zdziwicie się, że w 2002 roku strasznie rozczarował mnie ówczesny selekcjoner Zbigniew Boniek. Opuścił stanowisko jakby była to była posada stajennego w Kolbuszowej. Ulotnił się... Było to wydarzenie bez precedensu: Boniek zarówno nagłą rezygnacją jak i jej tajemniczymi okolicznościami (bez jednego słowa wyjaśnienia satysfakcjonującego kibiców) nadszarpnął prestiż tej posady jak nikt wcześniej, jak nikt później w dziejach polskiego futbolu.

Podsumowywując: Leo Beenhakker powinien pozostać na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. I mieć jasny cel: w Republice Południowej Afryki powinniśmy wyjść z grupy. Bo turniej w Afryce nie może skończyć się dla biało-czerwonych tak jak 128 sekundzie poniższego filmiku. Wolę, żeby skończył się w 235 sekundzie...

  
PS A poza tym uważam, że Gandalf - jeśli jednak istnieje - powinien pomóc Polonii. Jeśli nie on to kto?
 
1 , 2 , 3
Archiwum