czwartek, 28 czerwca 2012
Listonosz zawsze strzela dwa razy

Często robi wszystko na odwrót. Kiedy zdobywa bramkę zachowuje się jak zadufany w sobie kondotier, na jego twarzy nie ma radości, jest za to buta, arogancka pewność siebie. Kiedyś rzekł: - Czy listonosz cieszy się z roznoszenia listów? Nie, bo to jego praca. Strzelanie goli to moja praca...

Wydaje mi się, że ten człowiek może wzniecić ogólnoświatową dyskusję, może zachwiać ładem i porządkiem społecznym:-)

Ład nie opiera się przecież na fakcie, że lepszemu wolno więcej. Tymczasem Mario Balotelli konsekwentnie wciela w życie odwrotną zasadę. Czy nazwanie go XXI-wiecznym futbolowym Cesare Borgią jest uprawnione?:-)

Po takim meczu nie mogę Was nie spytać: czy gdybyście byli trenerami i mieli piekielnie zdolnego, a przy okazji niewiarygodnie niesfornego napastnika pozwalalibyście mu na więcej? Pozwalalibyście na stan, w którym reszta drużyny zaczyna zdawać sobie sprawę, że musi trzymać szyk w momencie gdy wolno jej dokazywać mniej od wybitnej jednostki?

PS Co do Niemców. Nie umiem sobie wytłumaczyć stylu dzisiejszej porażki, a raczej braku oczekiwanej promocji. Myślicie, że dzisiejszy wieczór mógłby zmienić sposób myślenia Niemców o futbolu? Może uznają, że jednak lepiej grać w starym XX-wiecznym stylu? Co prawda esteci mogli wtedy zwichnąć sobie któryś z mięśni twarzy od ciągłego ich wykrzywiania, ale za to kolekcjonerzy złotych pucharów mogli z lubością pucować trofea (brzydka gra + 3 MŚ + 3 ME, bilans XXI to piękna gra + 0 MŚ + 0 ME). Ciekawe czy wybuchnie na ten temat ogólnonarodowy spór?:-) 

PS1 Tak się złożyło, że akurat dzisiaj promowałem drugie wydanie ''Górnoślązaków w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej - wczoraj i dziś. Sport i polityka na Górnym Śląsku''.

W porównaniu z pierwszym wydaniem z 2006 roku, w drugim jest trochę więcej informacji, tekst uzupełniono także o lata 2006-2012, bo przecież w tym czasie dla naszego tematu działo się wiele, nieprawdaż?:-).

Myślę, że warto się zapoznać... Kim był „polnischer tank"? Jak to się stało, że człowiek z Rudy Śląskiej został symbolem warszawskiej Legii? Który śląski napastnik ma w niemieckiej kadrze lepszą średnią niż Gerd Mueller i Juergen Klinsmann? Kiedy synek z Raciborza został królem strzelców NRD-owskiej oberligi? Jednoznacznie możecie się przekonać, że życiorysy sławnych śląskich piłkarzy - reprezentantów wcale nie różniły się od losów zwykłych Ślązaków. Jak wszyscy przeżywali wzloty, upadki, uniesienia i tragedie. Do życia wielu z nich brutalnie wkroczyła polityka, którą zazwyczaj się nie interesowali, chcieli tylko robić to, co potrafili najlepiej - grać w piłkę. Polecam. Więcej - TUTAJ. Przygotowano także wersję niemieckojęzyczną.

PS2 W dzisiejszym meczu Niemców z Włochami grali Lukas Podolski i Miroslav Klose. Z okazji występów niemieckiej drużyny na polskim Euro chcielibyśmy rozwikłać zagadkę sprzed 72 lat. Chcę Wam pokazać zdjęcie z 1940 roku. Na grupowym szkoleniu z udziałem słynnego trenera Seppa Herbergera (14 lat później zdobędzie mistrzostwo świata) stawił się kwiat ówczesnego górnośląskiego piłkarstwa. Zgrupowanie odbyło się między 24 a 28 czerwca 1940 roku w Katowicach. Przybyli na nie m.in. przedwojenni reprezentacji Polski - Leonard Piontek, Teodor Peterek, Edmund Giemsa, Paweł Cyganek (podobno wyrzucony w końcu za nagminne odzywanie się na treningach po polsku*), a także Ewald Cebula - po wojnie reprezentant Polski na olimpiadzie w Helsinkach. Wielu zawodników z tego zdjęcia udało nam się zidentyfikować. Ale jest ich znacznie więcej niż wielu:-) Ktoś pomoże? Serdecznie prosimy.
Zdjęcie pochodzi z archiwów Niemieckiej Federacji Piłkarskiej (DVB), udostępnił mi je Thomas Urban, korespondent Süddeutsche Zeitung w Polsce. Możecie je zobaczyć - TUTAJ.

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić.

*nie mam pewności, że akurat z tego konkretnego zgrupowania, bo miało ich być więcej.

22:42, pavelczado , Euro 2012
Link Komentarze (13) »
Fukuyama nie zatriumfuje

Sztuką nie jest wygrywać kiedy idzie. Sztuką jest wygrywać kiedy nie idzie. Hiszpania może pochwalić się idealnym wcieleniem tej zasady w życie.

Dopiero teraz jestem w stanie coś nagryzmolić, bo wieczorem ciężko przeżywałem, że Portugalia nie dała rady wygrać z mistrzami świata. Typowałem Portugalczyków na mistrzów Europy. Nie udało się, ale sposób w jaki przegrani zneutralizowali hiszpańską tiki-takę był zachwycający. Bo okazuje się, że sposób istnieje i mozna go zastosować w praktyce! Warunek jest jeden: trzej środkowi pomocnicy muszą być, po pierwsze, znakomicie przygotowani fizycznie, po drugie, technicznie. Wtedy możliwe są natychmiastowy doskok, przerwanie i rozpoczęcie. Wielka brawa dla Raula Meirellesa, Moutinho i Veloso. Włożyli kij w szprychy tiki-taki.

Szkoda, że nie zadziałała druga część planu czyli przód. CR7 do spółki z Nanim (na portugalskich piłkarzy grających na pozycji środkowego napastnika liczyć w tym meczu nie było można, nie ten poziom) odpowiadali za zdobycie gola i nic z tego nie wyszło.

Czy ktoś mi do cholery wytłumaczy dlatego w konkursie rzutów karnych Portugalczycy tak to sobie idiotycznie wymyślili, że CR7, który wykonuje je najlepiej nie zdążył do karnego podejść.

Cóż, tak naprawdę nieważne w kontekście nadziei, że nadchodzi koniec dominacji tiki-taki. Sposób na jej neutralizację został wymyślony. Teraz trzeba go dopracować. To ważne, bo dla niektórych stała się idealnym symbolem końca rozwoju piłki nożnej czyli wręcz zwiastunem końca historii futbolu. A jednak teoria Francisa Fukuyamy nie będzie miała w naszym ulubionym przypadku zastosowania:-) Hurrrraaa!

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciw hiszpańskiemu sposobowi gry. Mam jedynie obiekcje wobec założenia, że już nic lepszego od hiszpańskiego pykania nie da się we futbolu wymyślić.

Da się.

Wczoraj mimo braku happy endu udowodnili to Portugalczycy.

Sztuką nie jest wygrywać kiedy idzie. Sztuką jest wygrywać kiedy nie idzie. Wczoraj Hiszpanie znów wygrali. Ale wreszcie dzięki szczęściu, a nie dzięki systemowi.

PS "Tygodnik Powszechny" poprosił mnie żebym napisał o polskiej piłce po kataklizmie Euro. Na początku zaplanowałem, że - ku pokrzepieniu serc - napiszę o perspektywach, o walce o lepszą przyszłość itd.

Niestety; w trakcie pisania, zbuntowała się moja ręka. Najpierw zdrętwiała, a potem w ogóle nie chciała współpracować. "Pisz jak jest, a nie jak mogłoby być" - wrzasnęła. Wywnioskowałem, że powinienem napisać raczej polskiej piłki pamięci żałobny rapsod. Taki mogłem stworzyć bez przeszkód, ręka się uspokoiła. W tekście przemyciłem pomysł na to jak sprawić żeby było lepiej. Pomysł, który oczywiście nigdy nie wejdzie w życie. 

Po napisaniu ręka wymruczała pod nosem tekst i ostatecznie wybaczyła nawet fakt, że rapsod pisze się wierszem. Na słowopląsanie się nie zdecydowałem, ale przecież o polskim futbolu nie da się dziś pisać wierszem.

A wierszem - lepszym lub gorszym - da się wyrazić wszystko inne. Oto strofka kibica Ruchu z forum Czadobloga (można śpiewać na melodię ''Drużyno jestesmy z Tobą, nie opuścimy Cię, nigdy Cię nie zdradzimy, bo my kochamy Cię''):

Zostawcie Fornalika

Nie wybierajcie go

W Chorzowie jest drużyna

Gdzie ''Kingiem'' zowią go...

                                                      %

A co właściwie wyszło z mojego pisania do "Tygodnika Powszechnego" - możecie przeczytać TUTAJ (fragment na zachętę, jeśli ktoś z Was pójdzie do kiosku i kupi tygodnik - będę zaszczycony).

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

15:38, pavelczado , Euro 2012
Link Komentarze (16) »
wtorek, 26 czerwca 2012
Powitanie wakacji z GKS-em Katowice. Umarłem

Zaraz rozdanie świadectw, tornistry w kąt! Wreszcie wakacje, hurrraaaa...

A skoro wakacje to oczywiście trzeba je powitać. Gdyby istniał ranking sposobów na powitanie wakacji to jestem przekonany, że o kilka długości wygrałby go GKS Katowice.

Szczegóły - TUTAJ. Serdecznie polecam.

PS Na razie nie planuję artykułu o tym jak pierwszy raz widziałem się z Jackiem Krysiakiem i jakie pokładałem w nim nadzieje. Nie porównam również sytuacji w katowickim klubie do sytuacji w jakiejś drużynie śląskiej sprzed setek lat. Wszyscy wiedzą, że za miękki jestem do takich działań i nie potrafię zadawać trudnych pytań:-D

Ale na koniec rzeczywiście wspominam o Omedze.

Franz, błagamy, ratuj!

Wiadomo było, że z ciężkiej rany, którą odniósł na placu boju polski futbol będzie unosić się smród. Kuriozalnym jednak wyda mi się polecenie bandażowania tej rany właśnie człowiekowi, który nie umiejąc pokierować drużyną do broczenia doprowadził.

Nie mam pojęcia czy Franciszek Smuda jest człowiekiem honorowym i czy dotrzyma słów, które wypowiedział (o tym że ''brak awansu z grupy równa się jego odejściu''). Wierzę, że nie zacznie mruczeć kiedy nagle pojawi się pomysł żeby jednak został i z udawanym zakłopotaniem nie zechce jednak zbawiać polskiego futbolu. Wierzę, że nie zaznaczy, że on sam nie trzymał się przecież zydla, ale skoro inni proszą... Niepokoi jednak marudzenie Smudy w wywiadach, że inni trenerzy, którzy nie wyszli z grupy będą mieli jeszcze swoje szanse, a on (w domyśle "biedny") - nie...

Argumentację za Smudą łatwo wybełtać. Zauważcie ile ważnych meczów przegrał jako selekcjoner. Znacznie mniej niż Górski, Gmoch czy Piechniczek, a nawet Kałuża. Zaledwie jeden... Tylko jeden mecz! A my, niewdzięczni popaprańcy, już go skreślamy... Przecież - jak sam zaznacza - właściwie wszystko układało się za jego kadencji bezbłędnie, znakomicie albo nawet idealnie. Dlaczego fakt, że nie udało się wyjść z grupy miałby zafałszować ten obraz?

Nie dziwcie się, niektórzy są w stanie używać takich argumentów w obronie tego trenera. Ale można pójść dalej. Można pozwolić Smudzie pracować dalej, dalej i dalej - ma przecież za sobą cenny bagaż doświadczeń. Nikt w polskiej piłce takich nie ma. Nikt nie zawalił najważniejszej imprezy w historii Rzeczpospolitej. A przecież błędy jakie popełnił teraz (bo chyba jakieś popełnił, co?), pomogłyby mu uniknąć fałszywych kroków w eliminacjach do brazylijskiego mundialu. A te, które popełniłby w eliminacjach do brazylijskiego mundialu, pomogłyby mu lepiej się sprawić w eliminacjach do rosyjskiego mundialu. Te, które popełniłby w eliminacjach do rosyjskiego mundialu, pomogłyby mu lepiej się sprawić w eliminacjach do katarskiego mundialu. Aż wreszcie osiągnąłby to o czym ciągle brzęczą mu za uchem.

Wyszedłby z grupy.

A dlaczego nie, do cholery? Był już kiedyś taki trener, który potrafił spieprzyć wszystko co możliwe, a działacze dawali mu pracować dalej, uważając, że cierpliwość i konsekwencja są najważniejsze. Nazywał się Walter Winterbottom i był selekcjonerem reprezentacji Anglii od 1946 roku. Choć na mundialu w 1950 roku potrafił przegrać ze Stanami Zjednoczonymi (młodsi Czytelnicy muszą wiedzieć, że ówczesny poziom amerykańskiej piłki był taki jak dzisiejszy Hiszpanów w hokeju na lodzie), prowadził kadrę aż do 1962 roku. Suma jego osiągnięć z reprezentacją brzmi: 0.

Ale przecież Smudzie nikt nie kazałby z naszą reprezentacją odnosić sukcesów. Przecież wszyscy wiemy w jak trudnym położeniu znajduje się polska piłka, jak daleko nam świat uciekł.... Franz musiałby jedynie potrafić wyjść z grupy. A przecież Winterbottom aż dwa razy wyszedł z Anglikami z grupy na mistrzostwach świata. Opłaciła się konsekwencja? Opłaciła...

Franz, błagamy. Ty za nic nie przepraszaj, zmiłuj się i ratuj polski futbol!

                                   %

Byłbym w stanie nawet szyderczo zawyć tak do księżyca gdyby nie fakt, że nie chcę należeć do pokolenia kibiców o którym w 2300 roku będą pisać, że miało pecha trafić na najdłuższy w dziejach kryzys polskiego futbolu. Proszę, nie zostawiajmy Smudzie kadry, bo w ranę wda się ropa. Facet musi pogodzić się z faktem, że przechodzi do annałów biało-czerwonej reprezentacji jedynie jako człowiek, który nie dał rady na najważniejszej imprezie piłkarskiej w Polsce od momentu jej powstania. Bycie selekcjonerem reprezentacji kraju nad Wisłą jest rolą zbyt ważną społecznie by dawać Smudzie szansę rewanżu, szansę odbicia się.

PS Pociesza mnie jedno. Zdarza się czasem, że po Winterbottomie nastaje Ramsey.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE. Dziwna sytuacja wyniknęła dziś z Waldemarem Fornalikiem. Na razie nie potrafię sobie jej wytłumaczyć.

poniedziałek, 25 czerwca 2012
Możesz wyjąć masło z lodówki?

Ruch już wie z kim zagra w eliminacjach Ligi Europejskiej.  Sądzę, że przeciwnikiem chorzowian będą Macedończycy ze Skopje. Byłem już na meczu pucharowym śląskiej drużyny w Macedonii i muszę przyznać, że wrażenia były niesamowite. Nie zawsze jest okazja spotkać się z Torcidą inną niż zabrzańska...

Mecz Ruchu z Maltomacedończykami (nie mogę odbierać szans joannitom) będzie zapewne relacjonował Wojtek Todur i powinien przygotować się na przyjaźń ze zmęczeniem. Praca dziennikarza sportowego jest dość stresująca, bo musi zajmować się nie tylko pisaniem, nie tylko sprawdzeniem czy wszystko do redakcji doszło na czas w należytym porządku. Pamiętam jak podczas macedońskiego wyjazdu "ratowałem życie" koledze dziennikarzowi. Siedzieliśmy razem w autokarze, rozmawialiśmy. On siedział pod oknem, akurat tak, że obok były drzwi (ach te macedońskie autokary). No i nagle te drzwi się otworzyły. Łapałem go za fraki.

Pamiętam również, że po tym macedońskim meczu byłem jak wyrżnięty przez wyżymaczkę. Niektórym kolegom podczas intensywnie przepracowanych wyjazdów zdarzało się dopiero po wysiusianiu zorientować, że trzeba było wcześniej otworzyć klapę (podkreślam, że to wszystko ze zmęczenia, a nie z przepicia). Zresztą Czadoblog też niechcący stworzył anegdotkę, która przeszła do historii redakcji. ''Wkrótce będę. Czy możesz wyjąć masło z lodówki?'' - napisał w sms-ie. Problem w tym, że wracając, ledwo żywy ze zmęczenia, wysłałem go nie do szanownej małżonki z prośbą o kolację, ale do... Wojtka Todura, którego miałem wbitego w komórkę jako ostatniego na liście rozmawiających. Lekko się zdziwił...

PS Chciałbym żeby Omega mogła popatrzeć na mecz z Maltomacedończykami... Tym bardziej, że ten mecz będzie na Cichej!

PS1 ''Moja kadra miała duszę, drużyna Smudy na te mistrzostwa duszy nie miała'' - powiedział Jerzy Engel, selekcjoner sprzed dziesięciu lat w wywiadzie radiowym. Uważam te słowa za wyjątkową bezczelność. Występ Polaków w 2002 roku uważam za bodaj najgorszy w historii występów biało-czerwonych na wielkich turniejach. Beznadziejny pierwszy mecz, kosmicznie beznadziejny drugi i kompletnie nieistotny trzeci. W dodatku po tylu latach czekania żeby dopchać się po resztki z pańskiego stołu czyli po jakieś nędzne zwycięstwo z USA, które nie musiało grać żeby awansować... Ma tupet Jerzy Engel.

Moim skromnym zdaniem wkład pana Engela w osiągnięcia polskiego futbolu był ważniejszy dwadzieścia lat wcześniej, kiedy w eliminacjach MŚ'82 zajmował się bankiem informacji. Jego rady bardzo pomogły wygrać Polakom kluczowy mecz z NRD w Lipsku.

sobota, 23 czerwca 2012
Fields of Athenry i oddawanie moczu

Zawsze uważam, że zaskakujące spojrzenie, zdanie pod prąd jest godne uwagi. Do wszystkich zakochanych w irlandzkich kibicach podczas Euro 2012: musicie to przeczytać! Tym bardziej, że pisze to Irlandczyk...

PS Omega powinna wrócić.

23:51, pavelczado , Euro 2012
Link Komentarze (45) »
czwartek, 21 czerwca 2012
Robią Fornalikowi świństwo

Czekałem, czekałem i się doczekałem. Byłem ciekaw czy w związku z zamieszaniem wokół Waldemara Fornalika pojawi się opinia o konkretnym, symptomatycznym zabarwieniu, której konkluzja może być dla przeciętnego zjadacza chleba co najmniej zaskakująca.

Pojawiła się.

Ten wpis jest niecodzienny. Nie ja jestem jego autorem, ale Czytelnik Czadobloga o nicku Hanys 1920. Oczywiście zdanie, które prezentuje, a które pozwalam sobie zacytować dla kibiców Ruchu nie jest czymś niezwykłym. Myślę, że Hanys oddaje opinię na ten temat wielu ludzi związanych z chorzowskim klubem. Prezentuję ją tutaj żeby kibice z innych stron kraju mogli się zdziwić, a może i zastanowić. Chyba dobrze przecież wiedzieć, że ktoś na jakiś temat może mieć całkowicie inne zdanie niżby mogło się ogółowi wydawać... Warto pamiętać, że w całym tym trójkącie reprezentacja - Fornalik - Ruch, dla niektórych to nie repra może być podmiotem, a klub.

Oto wspomniany komentarz:

Jeśli Fornalik istotnie dostanie propozycję objęcia kadry to będzie to świństwo. Czym sobie zasłużył na taki policzek?
Zbudował znowu w Ruchu dobrą drużynę, póki co nie stracił żadnego z najlepszych zawodników, ma szanse jeszcze raz spróbować w europejskich pucharach, ma szanse kontynuować pracę z podobną kadrą (bez wyprzedaży) i wykazać czy potrafi powtórzyć/pomnożyć sukces. To bardzo dużo, ponadto ma wpływ na to kto zasili tą drużynę.

Trudno wyobrazić sobie gorszy scenariusz na debiut w meczu o punkty niż Czarnogórę na wyjeździe (pewne lanie). W kadrze WF dostanie bardzo niekorzystny terminarz, rozkapryszone gwiazdeczki i status "szarej myszki". Na koniec przegranych eliminacji jeszcze cztery mecze wyjazdowe na dobitkę. O tym, że grupa jest jak na polskie możliwości ekstremalnie trudna nikogo nie trzeba chyba przekonywać.
WF straci wszystko - będzie musiał budować swoją pozycję od zera. Jego główne atuty - spokojne budowanie drużyny, odbudowywanie zawodników, przygotowanie fizyczne zawodników stracą w kadrze znaczenie. Nie będzie na to czasu.

Reasumując, Fornalik nie ma w tej roli szans. Nie ma ich też żaden Skorża, Probierz czy inny Michniewicz. Świństwo polega na tym, że Fornalik w przeciwieństwie do nich może mówić o osiągnięciu w zeszłym sezonie wyników ponad stan a w nowym sezonie staje przed swoją wielką szansą powtórzenia dobrych wyników. "Przygoda" z kadrą może mu w tej chwili tylko zaszkodzić. 

No to jak? Co Wy na to? Rzeczywiście robią Fornalikowi świństwo?

PS Jeszcze dwa głosy kibiców Ruchu z internetu. Symptomatyczne, liczące na nieznajomość sprawy:-)

1) Dla pewnych osób Waldi jest niewiadomą. Jest szansa, że osoby te będą lobbować przeciw niemu.

2) W ankiecie głosujemy na Vogtsa!

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

Selekcjoner Fornalik? Mieszane uczucia

Tu i ówdzie można było usłyszeć, że w sprawie wyboru nowego selekcjonera ''opcja polska'' ma w PZPN-ie przewagę nad ''opcją cudzoziemską'', a to nasuwało jedyne w tej chwili zasadne według mnie rozwiązanie. Także w kontekście ewentualnej społecznej akceptacji przez licznych zwolenników ''opcji cudzoziemskiej''. To rozwiązanie brzmi ''Waldemar Fornalik''...

PZPN wcale nie jest taki głupi... Popieram ''opcję cudzoziemską'', a jednak nie potrafię znaleźć argumentów przeciwko kandydaturze Waldemara Fornalika na stanowisko trenera reprezentacji Polski. Uważam, że to jedyna sensowna "kandydatura krajowa''. Jeśli ktoś miałby sobie poradzić to właśnie on. Wojtek Todur wyliczał już wręcz powody dla których obecny trener Ruchu Chorzów powinien tym selekcjonerem zostać.

A jeśli nawet Dariusz Smagorowicz boi się, że straci trenera - sprawa rzeczywiście jest poważna.

Mam jednak mieszane uczucia. Podkreślałem wielokrotnie, że oddaję swój głos jedynie na szkoleniowca, który jest w stanie wyprowadzić reprezentację Polski z grupy na wielkiej imprezie mistrzowskiej. Wychodzę z założenia, że sam awans do niej to za mało. Jeśli selekcjoner zalicza z wybrańcami wyjście z grupy na poważnym turnieju - pracuje aż do końca eliminacji następnej wielkiej imprezy mistrzowskiej (ewentualnie jeszcze dłużej).

To jest właśnie problem. W tym kontekście Waldemar Fornalik w konkretnych okolicznościach może wejść na minę. Franciszek Smuda twierdzi wprawdzie, że nie zostawia po sobie spalonej ziemi, ale nie wydaje mi się żeby była jakoś mniej spalona niż kiedy odchodził Leo Beenhakker. Jeśli trener Fornalik zostanie selekcjonerem jego zadaniem będzie awans do finałów mistrzostw świata w Brazylii. Tym razem to zadanie wyjątkowo trudne do zrealizowania. Przypominam, że w grupie mamy m.in. Anglię i Ukrainę. W tym kontekście na razie nie można jeszcze marzyć o wejściu do fazy pucharowej podczas brazylijskich finałów. Nieśmiałym marzeniem jest jedynie dostanie się do nich. Osobiście pierwszy raz w życiu jestem pesymistą w tym względzie.

Czy to marzenie ściętej głowy? Waldemar Fornalik nie boi się wyzwań - jeśli PZPN zaproponuje chorzowskiemu szkoleniowcowi posadę nie sądzę żeby odmówił. Wiadomo przecież, że druga taka okazja może się nie powtórzyć. Kiedy proszą o objęcie reprezentatywki tylko chyba wariat mógłby odmówić. Można oczywiście się nie zdecydować, ale trudno później liczyć na drugą szansę.

Powoli zmierzam do konkretów:-)  Otóż moim zdaniem Waldemar Fornalik zasługuje na to żeby być selekcjonerem, ale tym... następnym. Bo jeśli nie wywalczy awansu na brazylijski mundial byłbym za tym żeby odszedł z reprezentacji, dotyczy to bez wyjątku każdego.

A może się mylę? Może właśnie teraz jest dla niego najlepszy moment? Może słowo ''cuda" lepiej będzie wchodziło w rymy z jego nazwiskiem niż z nazwiskiem ''Smuda''? Przy okazji: chętnie zobaczyłbym jak Fornalikowi będą próbowali wejść na głowę ludzie przyzwyczajeni do wchodzenia komuś na głowę (nie miejcie wątpliwości - tacy znajdą się zawsze). Ten ich szok przy pierwszym bezpośrednim starciu - bezcenne:-)

No i warto pamiętać, że Ruch już raz stracił trenera na rzecz kadry (stało się to tak nagle, że nie zdążył poprowadzić Ruchu w ligowych rozgrywkach, bo dopiero co do niego przyszedł). Miał wtedy dziewięć lat mniej niż Fornalik obecnie. I doprowadził reprezentację Polski do trzeciego miejsca na świecie...

PS Omega jest pod wrażeniem.

PS1 Waldemar Fornalik już na samym wstępie zyskuje przewagę nad Smudą cechą, która nie jest bezpośrednio związana z jego profesją. Może nietaktownie o tym pisać, ale, co tam, napiszę. Otóż w odróżnieniu od kłapiącego Franciszka to jeden z najbardziej taktownych ludzi w naszym futbolu. To nie jest medialne, ale dobre dla roli którą pełni i którą mógłby pełnić. 

PS2 Rozśmieszył mnie Zbigniew Boniek twierdząc, że nominacja Waldemara Fornalika byłaby ''randką w ciemno''. No tak... Kiedy Boniek obejmował reprezentację jako trener to była oczywiście ''randka w jasno''. Zakończenie też było. Proste, jasne i klarowne:-)

PS3 O tym co z Ruchem w razie odejścia Waldemara Fornalika - to oczywiście odrębna historia. 

środa, 20 czerwca 2012
Zorganizujmy MŚ w 2034 roku

Im dalej w las (czyli w Euro) tym bardziej u Czadobloga dojrzewała pewna myśl, którą chciał się podzielić po imprezie. Prezydent Gdańska mnie jednak ubiegł i ideę zwerbalizował. Paweł Adamowicz stwierdził, że Polska powinna ubiegać się o organizację mistrzostw świata i ja się z nim prawie całkowicie zgadzam.

Prawie, bo Adamowicz sugeruje żeby wystartować o mistrzostwa wspólnie z Czechami albo Niemcami. Na jego miejscu wstrzymałbym się z takimi sugestiami, bo znów trzeba by dzielić się organizacją. Zróbmy to sami! Czy Adamowicz zgodziłby się na to żeby mistrzostw świata nie było na przykład w Gdańsku? Zapewne nie, oburzyłby się. Z kolei ja nie wyobrażam sobie żeby największa piłkarska impreza świata mogła ominąć Górny Śląsk.

Moim zdaniem Polska udowodniła już, że można powierzyć jej organizację wielkiego przedsięwzięcia. A ja bardzo chciałbym za mojego życia zobaczyć mistrzostwa świata na Górnym Śląsku.

Zgodnie z zasadami FIFA każdy ze stadionów na mistrzostwa świata musi być zlokalizowany w innym mieście, a liczba miast organizujących turniej ma wynosić od 8 do 10.

Jeśli ktoś puka się w głowę i twierdzi, że przecież dopiero co Polska organizowała Euro więc nie ma żadnych szans na mistrzostwa świata, przypomnę, że w grę nie wchodzi impreza w najbliższych dwudziestu latach.

Musimy celować bezwzględnie w rok 2034. Działa system rotacyjny - teraz Brazylia, potem Rosja, a potem Katar. W 2026 zapewne jakiś kraj afrykański, a w 2030 jakiś amerykański.

Widzę to tak:

Warszawa, Poznań, Gdańsk, Wrocław - to oczywiste.

Dołączyłbym:

a) Chorzów (Stadion Śląski);*

b) Zabrze (stadion Górnika);

c) Kraków (Stadion Miejski czyli Wisły);

d) Łódź (jakiś nowy stadion, takiego miasta nie powinno zabraknąć. Jest tyle czasu, że na mistrzostwa Łódź mogłaby dysponować najnowocześniejszym obiektem).

PS A poza tym Omega

*Jako zadośćuczynienie za absencję na Euro Stadionowi Śląskiemu przyznałbym organizację półfinału mistrzostw świata.

16:50, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (55) »
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Hospody pomyłuj

Nieoczywistości spadają czasem z nieba. Święty Mikołaj (jestem wdzięczny drogi Mikołaju) znienacka załatwił wjazd na mecz Niemcy - Dania we Lwowie. Jeszcze w głowie mi się kręci od tego w(y)jazdu...  

Co mnie oszołomiło:

a) wybrałem się do Lwowa z najlepszym pisarzem wśród speleologów i najlepszym speleologiem wśród pisarzy. Mieliśmy dobry czas przejazdu więc przed meczem wyciągnął mnie na wypad do pieczary w malutkim Stradczu (przy drodze do Lwowa, już niedaleko miasta). Nie zapomnę tego nigdy.

Miejsce znajduje się na zboczu wysokiego zadrzewionego wzgórza. Nie wiem jak to możliwe, ale z jednej strony zdaje się być przeklęte, a z drugiej święte...

W XVII wieku podczas jednego z najazdów tatarskich miejscowa ludność ukryła się w podziemnych korytarzach. Niezrażeni napastnicy podłożyli ogień przy wejściu do groty i wydusili mieszkańców (niektóre źródła mówią o dwóch tysiącach ofiar!). Teraz jest tam kalwaria, a na szczycie góry cerkiew, w której pop odprawiał właśnie nabożeństwo. Trafiliśmy na licznych pielgrzymów, wchodzili do pieczary ze świecami i całowali ołtarzyk znajdujący się u wejścia. Do środka wnosili zapalone świece, były tam obrazy świętych i rzeźby. Niektórzy, tak jak my, wchodzili do pieczary dalej w głąb. My wytrwaliśmy do momentu (ja trochę krócej, przyznaję) kiedy trzeba było przejść z pozycji "w kucki" do pozycji ''czołganie". Nie udało się nam więc dojść pieczarą do... Kijowa (a miejscowe legendy głoszą, że to możliwe).

Wracając natknęliśmy się na zboczu na grupę pielgrzymów, która modliła się z niezwykłą żarliwością. Mężczyźni trzymali w dłoniach różańce. Część kobiet z tej grupy jakby gromadnie wprowadziła się w niezwykły trans. Padły na kolana, bardzo głośno zawodziły, warczały i płakały. Nie wiem czy to była zbiorowa hipnoza. Pozostali pielgrzymi jakby nie zwracali większej uwagi, jakby to nie było coś niezwykłego...

Ale zachowujące się niecodziennie kobiety nie były pozostawione samym sobie, mogły liczyć na towarzyszki. Te trzymały je za nozdrza, czoła, wargi, głaskały po twarzach... Oszołomione czy raczej zmęczone niezwykłym stanem kobiety od czasu do czasu wymiotowały do specjalnie przygotowanych woreczków.

Nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego. Nie wiem co o tym myśleć. Wycofaliśmy się. Wróciliśmy do własnego czasu, wróciliśmy do własnej przestrzeni.

Co mnie przestraszyło:

a) na ukraińskich... (chciałem napisać stepach, ale to nie były jednak stepy) gromadnie pasły się rumaki. Nagle jeden z tych koni wszedł na jezdnię i przyglądał się uważnie samochodom przejeżdżającym w stronę Lwowa. Zrobiło mi się nieswojo; jedenaście lat temu jadąc na mecz do Mińska, zderzyliśmy się z białoruską krową. Na szczęście ukraiński koń wykazał więcej rozsądku - nie poruszył się kiedy ostrożnie go mijaliśmy; 

Co mi się podobało:

a) że mogłem być naocznym świadkiem najmocniejszego górnośląskiego akcentu na tym Euro. Lukas Podolski w swoim setnym występie w reprezentacji Niemiec strzelił czterdziestą czwartą bramkę i został uznany najlepszym zawodnikiem meczu. Ma dopiero 27 lat. Myślicie, że jest w stanie podwoić dorobek?

b) miasto;

c) stadion. Kolejny stadion na którym świetnie widać z łuku.

Co mnie zdumiało:

a) rozbuchana biurokracja na ukraińskiej granicy. Pierwszy pan celnik dał mi kwitek, który musiałem koniecznie podać drugiemu panu celnikowi stojącemu dwadzieścia metrów dalej. Tak w obie strony. Ale może bez tego by się nie dało, może to fundamentalna sprawa, może się czepiam, co sądzicie?

PS A poza tym Omega.

PS1 Fatalne wieści z Bytomia. I jak na złość akurat przesilenie związane z odwołaniem prezydenta miasta...

 
1 , 2 , 3
Archiwum