poniedziałek, 30 czerwca 2014
Właśnie oni mogą uratować honor Europy

Mogę się przyznać, że moim numerem 1 zawsze była i jest Argentyna, ale numerem 2 zawsze była i jest Francja.

Dlatego z zadowoleniem przyjmuję jej awans, dla mnie bezdyskusyjnie zasłużony.

Zauważcie, że Francja jest wielka kiedy ma wielką drugą linię.

1958: z Raymondem Kopą (ale nie tylko);

1984: z Michelem Platinim (ale nie tylko);

1998: z Zinedine'm Zidane'm (ale nie tylko);

2014: z... Paulem Pogbą (ale nie tylko, świetni przecież dziś byli Valbuena i Matuidi).

Oczywiście jest różnica: w trzech pierwszych przypadkach to byli podczas imprezy mistrzowskiej znani i uznani piłkarze. Kopa miał wtedy 27 lat, Platini - 29 lat, a Zidane - 26 lat.

Paul Pogba wnosi zasadniczą różnicę. Po pierwsze - ma dopiero 21 lat. Po drugie - jako zawodnik pochodzenia gwinejskiego - jest bodaj pierwszym we współczesnym futbolu czarnoskórym liderem francuskiej drugiej linii ("Czarna Perła" czyli Larbi Ben Barek to zamierzchłe lata trzydzieste, czterdzieste i początek pięćdziesiątych). Pogba wpisuje się oczywiście w tamtejszą futbolową tradycję przejmowania co najlepsze od innych nacji. W końcu Kopa z pochodzenia był Polakiem, Platini - Włochem, a Zidane - Algierczykiem.

O Francji pisałem obszernie w dodatku przedmundialowym. Ubolewałem, że brakuje tam samca alfa. Pogba jest być może na samca alfa za młody, ale umiejętności ma jednak niezwykłe. Wszyscy zachwycamy się pokoleniem piłkarzy niemieckich urodzonych w latach 90. Warto zwrócić więc uwagę na ich równolatków z Francji:

a) fantastyczny pomocnik - Pogba (rocznik 1993, gra w Juvetusie);

b) fantastyczny obrońca - Raphael Varane (rocznik 1993, gra w Realu) - do tej pory 0 fauli, 0 żółtych kartek, 0 czerwonych kartek, 18 odbiorów, ponad 85 procent dokładnych podań;

c) fantastyczny napastnik - Antoine Griezmann (rocznik 91, gra w Sociedad, ale jak długo?). Czasem zachwycają mnie takie niuanse jak szybkość powstania z murawy po upadku żeby wziąć istotny udział w niezwykłej akcji (tej dwójkowej z Benzemą).

Czy to mógłby być szkielet "tricolores" na najbliższe dziesięć lat? Pewnie tak. Mam jednak przeczucie graniczące z pewnością, że to dopiero początek wysypu francuskich superzdolniachów urodzonych w latach 90...

Jeśli Niemcy wyeliminują dziś Algierczyków zapowiada się niezwykły mecz w ćwierćfinale. Dla mnie w tym zestawieniu faworytem i tak jest Francja, która, uważam, wyrasta na zdecydowanie najmocniejszy europejski zespół.

Chyba żadna drużyna w ostatnich latach tak często nie padała żeby zaraz powstać i tak często nie powstawała żeby zaraz upaść.

Myślicie, że byłaby szansa na finał o którym nawet nie śmiałbym marzyć: Argentyna - Francja?:) Yeahhhh...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

21:19, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (22) »
niedziela, 29 czerwca 2014
Czy to Argentyńczyk załatwi Brazylię

Już chyba pora zastanowić się czy to właśnie Argentyńczyk załatwi Brazylię zanim załatwi ją Argentyna.

Jose Nestor Pekerman osiągał ogromne sukcesy z argentyńską młodzieżówką. W 2006 roku pod jego wodzą "Albicelestes" świetnie grali w mistrzostwach świata. Kilka goli z tamtej imprezy na stałe przeszło do legendy. W ćwierćfinale pekermanowa Argentyna nie dała jednak rady gospodarzom, przegrywając w rzutach karnych. Pekerman odszedł po fali krytyki (sam byłem jego zwolennikiem i nie rozumiałem tylko jednego: dlaczego tak bezdyskusyjnie i konsekwentnie stawiał na Julio Cruza).

Dziś Pekerman jest ojcem sukcesu Kolumbii. Na razie jako pierwsza drużyna wygrała cztery mecze w tych mistrzostwach świata. W dodatku radzi sobie tak świetnie bez swego najlepszego piłkarza...

Nie mam nic przeciwko ewentualności załatwienia Brazylii w ćwierćfinale przez Argentyńczyka. Gorzej jeśli potem ten sam Argentyńczyk załatwi... Argentynę. To możliwe.

PS W świetnym tekście opublikowanym w "Kopalni" Martin del Palacio Langer - Meksykanin od siódmego roku życia mieszkający w Hiszpanii - w błyskotliwy sposób zastanawia się nad fenomenem reprezentacji Meksyku. Kiedy drużyna narodowa przegrywa, Meksykanin nie tylko cierpi, ale także jej nienawidzi. A pasja jest równie namiętna jak w innych krajach Ameryki Łacińskiej, jest jednak zasadnicza różnica.

"Meksykanin z natury jest masochistą. Narodowym przysmakiem jest papryczka chili, najpierw odczuwa się pieczenie, które potem jest przyjemne. Narodowa muzyka, mariachi, traktuje o złamanych i opuszczonych sercach. Drużyna narodowa najpierw nauczyła się cierpieć, a nie dawać radość."

Według Langera, po fatalnych eliminacjach, w których Meksyk najadł się wiele wstydu, teraz oczekiwało się jedynie, że wyjdzie z grupy, no bo zawsze przecież wychodzi już od 1978 roku (wtedy przeszkodziła im Polska).

Meksykańska klątwa trwa. Czy po takim meczu można nienawidzić własnej reprezentacji? Jedni powiedzą, że nie. Inni, z drgającymi mięśniami twarzy, tylko przeklną.

Gdybym był Meksykaninem chyba szlag by mnie trafił.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

20:44, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (19) »
piątek, 27 czerwca 2014
Pele - 67. lokata. Neymar - 41. W Brazylii najlepszy jest...

Kiedy jestem zagranicą zawsze sznupię po kioskach i księgarniach w poszukiwaniu fajnych futbolowych wydawnictw. Trochę cierpliwości i zawsze znajdzie się coś ciekawego. Tym razem dorwałem "Almanaque do Brasileirao" - publikację dotyczącą mistrzostw tego kraju rozgrywanych od 1971 roku.

Omówiono sezon po sezonie, z kibicowskiego punktu widzenia najciekawszy jest ranking stu najwspanialszych futbolistów tych rozgrywek. Wyniki europejskich fanów mogą zaskakiwać, ale podkreślam: to nie jest ranking najlepszych piłkarzy wszech czasów. Chodzi jedynie o brazylijską ligę.

Wzięto pod uwagę nie tylko umiejętności, ale według dokładnie rozpisanych kryteriów także zdobyte tytuły czy regularność gry w tych rozgrywkach. To zaskakujące, że mistrzostwa w obecnym kształcie powołano dopiero po zdobyciu przez Brazylię trzeciego mistrzostwa, wcześniej kluby i kibice wyżywali się głównie w mistrzostwach stanowych. Owszem, istniała Taca Brasil (między 1959 a 1968 rokiem), tamte rozgrywki zdominował Santos, który wygrał pięć razy z rzędu, a Pele trzykrotnie był królem strzelców. Jednak w rankingu o którym piszę, "Król" został sklasyfikowany dopiero na 67. miejscu. Oczywiście jego umiejętności wyceniono na najwyższą notę (5 pkt), ale w mistrzostwach Brazylii tylko raz zajął trzecie miejsce z Santosem (w 1974 roku). Jego najlepszy czas przypadł na okres kiedy jeszcze tych mistrzostw nie było...

Poniżej inne szczególnie ciekawe postaci zestawienia oraz pierwsza dziesiątka:

99. - Cafu (mistrz z Sao Paulo w 1991, wicemistrz w 1989 i 1990);

93. - Julio Cesar Romero (mój ulubiony piłkarz, Paragwajczyk, mistrz z Fluminense w 1984);

81. - Toninho Cerezo (wicemistrz z Atletico Belo Horizonte w 1977 i 1980);

73. - Taffarel (wicemistrz z Internacionalem Porto Alegre w 1987 i 1988);

69. - Socrates (4. miejsce z Corinthians w 1982 i 1984 roku);

68. - Rivelino (3. miejsce w 1975 i 4. miejsce w 1976 z Fluminense);

66. - Ronaldinho (2. miejsce w 2012 z Atletico Belo Horizonte);

57. - Valdir Peres (mistrz w 1977, wicemistrz w 1973 i 1981 z Sao Paulo). W Europie ten bramkarz kojarzony jest z nieudolnymi interwencjami podczas mundialu w Hiszpanii, tymczasem w Sao Paulo ma status bohatera narodowego);

56. - Adriano (mistrz w 2009 z Flamengo i w 2011 z Corinthians);

55. - Carlos Tevez (mistrz w 2005 roku z Corinthians). Argentyńczyk przemknął przez brazylijską ligę jak meteor, ale to wystarczyło. W mistrzowskim sezonie zdobył 20 goli, w tym jednego w najważniejszym meczu sezonu przeciw Goias, wygranego na wyjeździe 3:2; 

52. - Dejan Petković (mistrz w 2009 z Flamengo, wicemistrz w 2007 z Santosem i 3. miejsce w 1999 z Vitorią). Najlepszy Europejczyk w tym zestawieniu. Ksywka: "Rambo". Serbski napastnik, który zrobił nieprawdopodobną karierę w Brazylii. Kręcili o nim filmy. Tymczasem w reprezentacji Jugosławii zdążył w latach 90. zagrać zaledwie 7 razy (zdobył jednego gola);

49. - Ronaldo (3 miejsce z Corinthians w 2010 roku). I tak wysoka pozycja dla piłkarza, który między 18. a 33. rokiem życia grał w Europie);

47. - Serginho Chulapa (mistrz w 1977 z Sao Paulo, wicemistrz w 1981 z Sao Paulo i w 1983 z Santosem). Z europejskiego punktu widzenia kolejny nieudacznik na mundialu w Hiszpanii, jako środkowy napastnik marnował wtedy wszystko co się dało. Tymczasem w ojczyźnie - bardzo ceniony;

43. - Fred (mistrz w 2010 i 2012 oraz 3. miejsce w 2011 z Fluminense). Członek obecnej kadry. Ludzie mają w pamięci co robi w brazylijskiej lidze. Nie nasz problem, że w reprezentacji to nie ten sam człowiek...

42. - Rivaldo (mistrz w 1994 z Palmeiras). Mało kto kojarzy, że ciągle jeszcze czynny - wiosną grał w Mogi Mirim a ma już 42 lata;

41. - Neymar (8. miejsce z Santosem w 2010 i 2012). Jak na człowieka, który w tych rozgrywkach nie osiągnął nic - miejsce zadziwiająco wysokie). Ale w Brazylii rzeczywiście wszyscy go kochają;

26. - Rai (mistrz w 1991 z Sao Paulo, wicemistrz w 1989 i 1990 z Sao Paulo);

19. - Robinho (mistrz w 2002 i 2004 z Santosem, wicemistrz w 2003);

12. - Roberto Dinamite (mistrz w 1974 i wicemistrz w 1979 i 1984). W Europie słabo znany, wielki idol kibiców Vasco. Ernest Pohl brazylijskich mistrzostw - zdobył w nich najwięcej, bo 190 goli;

10. - Bebeto (mistrz w 1983 i 1987 z Flamengo i w 1989 z Vasco). Wyobraźcie sobie jak genialnych piłkarzy muszą mieć Brazylijczycy, że umiejętności "Płaczka" nie wycenili na najwyższą notę...

9.  - Leao (mistrz w 1972 i 1973 z Palmeiras i w 1981 z Gremio, wicemistrz w 1978 z Palmeiras, w 1979 z Vasco i w 1982 z Gremio). Bramkarz, któy przepuścił strzał Grzegorza Lato na mistrzostwach świata. Wcale nie najlepszy golkiper w tym zestawieniu;

8. - Edmundo (mistrz w 1993 i 1994 z Palmeiras i w 1997 z Vasco). Najbardziej nieobliczalny z tego grona, wręcz niezrównoważony psychicznie, ale wiadomo, że w Brazylii "Zwierzak" jest uwielbiany do dziś. Bo jest za co...

7. - Elias Figueroa (mistrz w 1975 i 1976 roku z Internacionalem). Chilijski stoper. Najlepszy z cudzoziemców w tym gronie. Nic dziwnego: w połowie lat 70. był najlepszym piłkarzem Ameryki Południowej trzy razy z rzędu! 

6. - Ademir da Guia (mistrz w 1972 i 1973 z Palmeiras). Fantastyczny napastnik, choć akurat w okresie nienadzwyczajnym dla brazylijskiej piłki. W jego przypadku można powiedzieć, że ważne były geny: syn Domingosa da Gui, świetnego obrońcy, który toczył boje z Polakami na mistrzostwach świata w 1938 roku;

5. - Romario (mistrz w 2000 z Vasco). Przez wielu w Brazylii uważany za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów. Sam oblicza się na 1002 gole. Najlepszy napastnik w tym zestawieniu. Udziela się w Izbie Deputowanych;

4. - Falcao (mistrz w 1975, 1976 i 1976 z Internacionalem). Pretendujący do miana najlepszego brazylijskiego pomocnika; zdecydowanie najlepszy piłkarz tego kraju w latach 70.;

3. - Rogerio Ceni (mistrz w 2006, 2007, 2008 z Sao Paulo). Najlepszy bramkarz w zestawieniu. Na Brazylijczykach ogromne wrażenie robią jego 109 zdobyte gole (w lidze krajowej zdobył ich aż 49!). Jedyny w swoim rodzaju fenomen. Pomyśleć, że na mistrzostwach świata zagrał tylko 8 minut;

2. - Junior (mistrz w 1980, 1982, 1983 i 1992 z Flamengo). Rewelacyjny zawodnik, chyba trochę w Europie niedoceniany. Bardzo wszechstronny, nie bojący się grać na żadnej pozycji;

1. - Zico (mistrz  1980, 1982, 1983, 1987 z Flamengo). Gigant światowej piłki - paradoksalne, że z reprezentacją właściwie nic nie osiągnął. Za to z Flamengo osiągnął wszystko. W Rio de Janeiro do dziś sprzedawane są repliki koszulek, w których Fla zdobywało tytuły w latach 80. z nadrukiem autografu Zico.

Na koniec ważne dopowiedzenie. Jak sądzicie: kto zdobył pierwszego gola w mistrzostwach Brazylii? Oczywiście był to... Argentyńczyk. Nestor Scotta dokonał tej sztuki 7 sierpnia 1971 roku na słynnym Morumbi w dziesiątej minucie meczu Sao Paulo z Gremio Porto Alegre.

PS Karę dla Luisa Suareza uważam za skandaliczną. Nie chodzi mi o czteromiesięczny zakaz gry, który moim zdaniem jest oczywiście słuszny. Za absurdalny uważam za to czteromiesięczny całkowity zakaz treningów. Ciekawe jaka jest wykładnia takiego karomierza. Pierdzącym w stołek oficjelom łatwo wydaje się takie wyroki.

PS1 Jeśli zastanawiacie się co zrobić z dzisiejszym popołudniem, z powodu braku meczów zaczynacie się jednostajnie kiwać - mam na to sposób. Zapraszam Was do Forum w Gliwicach przy ul. Lipowej. Z Zygmuntem Anczokiem, najwybitniejszym lewym obrońcą w historii polskiej piłki nożnej porozmawiamy o śląskim futbolu, Brazylii i mistrzostwach świata. Początek o godz. 17. Spotkanie towarzyszy wystawie „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej – wczoraj i dziś. Sport i polityka na Górnym Śląsku w XX wieku”.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

środa, 25 czerwca 2014
Na lotniskach dzieją się różne rzeczy

Mundial potrafi zaskoczyć nawet w trakcie powrotu do domu.

Na lotnisku Santos Dumont w Rio de Janeiro czekałem na przelot do São Paulo. Trafiłem akurat na mecz Brazylii z Kamerunem. Tłumy pasażerów oglądały spotkanie na telebimie w głównej hali. Mecz oglądałem na leżąco na podłodze, krzesełka były dawno zajęte. Obok mnie leżał jakiś pracownik służby lotniska. Kiedy Neymar strzelił drugiego gola koledzy z tych samych służb mundurowych postanowili zrobić mu psikusa. W potężnej wrzawie, która wybuchła po bramce nagle... rzucili się na niego ze wszystkich stron i go przygnietli. To przypominało głupią zabawę z dawnych lat, która nazywała sie "kupa na biskupa". Wyciągnąłem aparat, ale dowcipnisie zdążyli się rozbiec:)

Na lotnisku Governador André Franco Montoro w São Paulo/Guarulhos czekałem na przelot do Rzymu. Miałem mnóstwo czasu - całą noc. Takich ludzie jak ja było wielu. Także mój sąsiad Chilijczyk Marcos Rojas, który czekał na przelot do Santiago. Przez całą noc można zdążyć się poznać. Okazało się, że Marcos, prawie mój równolatek, był kiedyś piłkarzem. Opowiadał, że jako wychowanek Colo Colo, w juniorskich czasach pojechał sprawdzić się do Newell's Old Boys, macierzystego klubu Leo Messiego. Choroba ojca sprawiła, że wrócił. Wielkiej kariery nie zrobił, przed kontuzją, która zakończyła marzenia zdążył zagrać w drużynie Club Deportivo Magallanes Santiago, która zarówno wtedy jak i teraz występuje w II lidze chilijskiej (Magallanes to czterokrotny mistrz Chile z lat 30.). Marcos serdecznie zaprasza mnie do siebie na najbliższe Copa America. - W 2015 roku odbędzie się u nas. Początkowo Copa miała być rozegrana w Brazylii, ale przecież teraz Brazylia organizuje mistrzostwa swiata, a w 2016 roku igrzyska olimpijskie. Nie da się robić wszystkiego więc ostatecznie mistrzostwa kontynentu odstąpili nam. A my jeszcze nigdy nie byliśmy mistrzami Ameryki - emocjonuje się Marcos.

Marcos zapewnia, że będzie świetnie, żebym koniecznie do niego przyjechał, że pokaże mi Chile. Dziś trudno mi uwierzyć w tę wizytę, ale przecież dwa miesiące temu trudno było mi uwierzyć w wizytę w Brazylii...

Na lotnisku w Rzymie-Fiumicino im. Leonarda da Vinci czekałem na przelot do Warszawy. Nie wiem co mi głupiego do łba strzeliło, ale kiedy przechodziłem przez kontrolę na zakończenie zamiast "good bye" wypowiedziałem z satysfakcją inne słowo na "G" - Godin.

Gdybym na miejscu Włocha usłyszał to słowo, sam siebie potraktowałbym z całą surowością:) Rzeczywiście - zostałem odseparowany od innych podróżnych i jeszcze raz zlustrowany. Przyjąłem to z uśmiechem, bo wiozłem co prawda dwie i pół tony kawy, ale walizkę nadaną w São Paulo miałem odebrać dopiero w Warszawie...

Co do kawy: kupiłem produkt o nazwie "Três Corações" co znaczy "Trzy serca". To wyjątkowo piłkarska nazwa więc zdziwiłem się, że Brazylijczykom w ogóle ona nie kojarzy się z futbolem. A przecież w 1940 roku w miejscowości o tej nazwie (stan Minas Gerais)  urodził się człowiek, który jako jedyny na całej planecie trzy razy jako piłkarz został mistrzem świata...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

21:05, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Obrigado

To jest juz koniec mojej brazylijskiej przygody. Na sam koniec zalapalem sie jeszcze na miejscowa bibe. Dla Brazylijczykow kazdy pretekst do zabawy jest dobry. Bylem na imprezie z okazji dnia (a moze nocy) sw. Jana. Impreza zaczela sie przed 23, Brazylijczycy zreszta nigdy nie przychodza na balowanie wczesniej niz przed 22...

Impreze zorganizowal szwagier ojca zony mojego Gospodarza. Przyszla rodzina i znajomi - razem jakies 150 osob, ktore reprezentowalo piec pokolen. Potem okazalo sie, ze szwagier ojca to miejscowy lokalny polityk. Znany z tego, ze nie kupil glosow w ostatnich wyborach...

Telmo poczestowal mnie na imprezie bimbrem wlasnej roboty. Nigdy nie pilem tak dobrego bimbru! Okazalo sie, ze to mieszanka kaszasy, miejscowej wodki z trzciny cukrowej zmieszanej z imbirem i jeszcze kilkoma innymi tajemniczymi skladnikami. Bylo to lekko metne, wygladalo jak siki tapira, ale smak mialo naprawde zniewalajacy! W moim prywatnym rankingu alkoholi wlasnej roboty majacych powyzej 40 procent bimber Telmo awansowal zdecydowanie na pierwsze miejsce...

Ta wspaniala dwutygodniowa przygoda nie bylaby mozliwa gdyby nie pewien synek z Mikolowa, ktory zaprosil mnie do Rio. Dominik (tutaj znany juz jako Dominique) przyjechal do Brazylii na kontrakt. Okolicznosci sprawily, ze chce tu zyc i umrzec. Jest zagorzalym kibicem Ruchu Chorzow, tak samo zreszta jak i jego czterech braci, ktorzy mieszkaja na Slasku i w Niemczech (tylko jeden brat, piaty, nie interesuje sie futbolem).

Dominik zakochal sie w Alinie, dziewczynie z Santa Cruz, nauczycielce matematyki. Ozenil sie z nia, tworza swietna pare. Jego rodzina ma sportowe korzenie, bo dziadek Antoni byl zagorzalym wielbicielem motoryzacji, mistrzem Polski w rajdach samochodowych juz w latach 50. Wyobrazacie sobie jak trudno bylo wtedy zdobyc czesci do takiego auta?! W tamtych czasach kierowcy musieli wszystko zalatwiac na wlasna reke, nie bylo przeciez zadnych sponsorow. Malo tego  - komunisci raczej podejrzliwie patrzyli na takich ludzi... Dominik jest jednym z najbardziej obrotnych ludzi jakich znam wiec moge przypuszczac po kim odziedziczyl geny;)

Zreszta milosc do motoryzacji w tej rodzinie zostala, warsztat samochodowy prowadzili na Slasku dziadek i ojciec Dominika, teraz prowadza je brat (po ojcu) w Mikolowie i wujek (po dziadku) w Katowicach. Jesli kiedys na trybunach na Cichej uslyszycie portugalski - nie zdziwcie sie: to będą zapewne Dominik z Alina, ktora juz zreszta na meczu Ruchu kiedys sie pojawiła. 

Obrigado Dominique, obrigado Alina!

PS Wszystkim czekajacym na koszulki obwieszczam, ze zamowienia zostaly zrealizowane:)

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

PS2 Myslicie, ze wczesniej niz na trybunach w Chorzowie uslyszymy portugalski na murawie? Moze Ruch tez sie skusi na modny ostatnio w Polsce kierunek?:)

PS3 Od fazy pucharowej wpisy dotyczace mundialu beda juz tradycyjne. Jeszcze w tym tygodniu zaprosze Was na spotkanie z Zygmuntem Anczokiem. Poprowadze je przy okazji wystawy, ktora organizuje Dom Wspolpracy Polsko-Niemieckiej.

00:26, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (23) »
sobota, 21 czerwca 2014
Mistrz kierownicy ucieka

Teraz juz wiem skad Brazylijczycy sa tacy dobrzy we Formule 1. Zrodlo jest identyczne jak we futbolu: z ulicy. Nelson Piquet i Ayrton Senna z pewnoscia musieli przejsc chrzest bojowy w ruchu ulicznym wielkich brazylijskich miast.

Jesli kiedykolwiek bedziecie sie zastanawiali czy wypozyczyc w Rio samochod - zdecydowanie odradzam. Ludzie jezdza tu jak wariaci. Dzis widzialem jak autobus przywalil w ogrodzenie. Na ironiczne oklaski swiadkow kierowca odpowiedzial smiechem, pomachal reka i odjechal.

Najwiekszymi kozakami sa wlasnie kierowcy miejskich autobusow. Ich pojazdy wygladaja czasem jak stare graty, ale maja niezwykle wyostrzony gaz i znakomite hamulce. W efekcie autobus w tym wielkomiejskim tloku porusza sie zrywami. W dodatku kierowcy maja niezwykle podzielna uwage, bo bez przerwy smieja sie i uprawiaja pogaduszki z asystentkami. W Rio kiedy wchodzisz do autobusu kierowca nie zajmuje sie sprzedaza biletow (3 reale za wejsciowke) - od tego jest wlasnie asystentka, ktora siedzi na tronie przy wejsciu z przodu i kiedy zaplacisz wpusci cie przez kolowrotek. Jechalem dzis z takim mistrzem kierownicy autobusem linii 422 spod dworca pod Corcovado ("Garbata Gora") - szczyt na ktorym stoi Cristo Redentor, slynna potezna statua Jezusa Zbawiciela (widoki rzeczywiscie nieziemskie). Co przezylem w tym autobusie to moje...

Odrebna historia to prywatne busiki, ktore woza mieszkancow peryferyjnych dzielnic. To tez rajdowi kierowcy, rowniez z asystentami, taki asystent ma troche inna robote: zamyka i otwiera drzwi oraz nagania glosnym krzykiem klientow. Troche przypomina mi to Zimbabwe - z ta roznica, ze tam busik ruszal dopiero wtedy gdy i tak zapelnil sie do ostatniego miejsca, wiec w Afryce nie trzeba naganiac klientow... W kazdym razie to musi byc w Rio niezly interes, bo chętnych mnóstwo, a kas fiskalnych w samochodzikach przeciez nie ma. Ciekawe kto na tym trzyma lape... Zdziwilibyscie sie co uslyszalem od tubylców:) 

Mieszkam w Santa Cruz, peryferyjnej dzielnicy Rio, z ktorej pochodzi Thiago Silva. Pilkarz Paris St. Germain i stoper reprezentacji Brazylii stwierdzil w wywiadzie, ze gdyby nie zostal pilkarzem to skonczylby jako kierowca takiego busika. Szacun - znaczy, ze Thiago musi wierzyc w swoje rajdowe umiejetnosci...

PS Jesli dzis poruszam watek motoryzacyjny to nie moge nie wspomniec o jeszcze jednym niezwyklym zwyczaju. Wyobrazcie sobie, ze w Santa Cruz istnieje... moto-taxi. Kiedy na przyklad jakiejs pani nie chce sie dzwigac torby z zakupami, pod sklep podjezdza dzolero na motocyklu, pani wsiada z tylu i lapie sie za poly kierowcy i mototaksowka cisnie pod wskazany adres. Zeby nie bylo watpliwosci: bez kaskow, bez formalnosci. Tylko kasa z reki do reki. Ale zebyscie mieli swiadomosc ze to jakas porzadna firma, bo mototaksowkarze maja takie same kombinezony!

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

02:31, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (10) »
czwartek, 19 czerwca 2014
Wiara katolicka ma się dobrze

Dzis Boze Cialo. Myslalem, ze to swieto jest wyjatkowo obchodzone przede wszystkim w Polsce gdzie obowiazuje dzien wolny od pracy. Musielibyscie jednak zobaczyc obchody Bozego Ciala w Brazylii... ("Santissimo Corpo e Sangue de Cristo"). Gdyby ktos tutaj powiedzial ludziom, ze ten dzien powinien byc normalnym dniem pracy zostalby zabity smiechem. Nikt z tym faktem nawet nie probuje dyskutowac, jak dzieje sie w Polsce.

Na uroczystosciach bylem w parafii Nossa Senhora de Conceicao. Przyszlo tyle ludzi, ze msza odbyla sie przed kosciolem, bo nie pomiescilby wszystkich chetnych. Dla mnie bylo to niecodzienne przezycie.

Co mnie zdumialo:

a) istnieje tu zwyczaj niespotykany w Polsce. Na drodze przed kosciolem wierni sypia z kolorowej soli przerozne obrazki o tematyce religijnej. To pracochlonne zajecie, nie da sie tego zrobic w dwie godziny. A malunkow bylo mnostwo, rozciagaly sie na ponad sto metrow! Az szkoda, ze przetrwaja tylko kilka dni...

b) wielu wiernych przychodzi do kosciola w koszulkach specjalnie przeznaczonych na te konkretna uroczystosc (z napisem "Corpo Christo"). Ale nie wszyscy. Byli tez wierni w koszulkach Flamengo, Fluminense, widzialem rowniez fana Internacionalu Porto Alegre. W Polsce nigdy na Bozym Ciele nie spotkalem wiernych w koszulkach Ruchu, Gornika, GieKSy albo Polonii... Wygladaloby to chyba dziwnie:)

c) przed wejsciem rozdawany jest dokladny porzadek mszy. Na czterech stronach rozpisano dzisiejsze uroczystosci na 23 punkty (sic!) i - jak sledzilem - bylo to dokladnie przestrzegane, co do przecinka! Moglem nawet spiewac psalmy po portugalsku, bo dokladnie kazde slowo ksiedza i odpowiedz wiernych byly rozpisane:)

d) msza nie odbyla sie w asyscie organisty lecz... kapeli. Gdybym napisal "rockowej" nie byloby w tym klamstwa. Przy oltarzy stala perkusja, facet jechal na niej niczym Lars Ulrich (tylko jezyka nie wywalal). Gitarowej solowki w trakcie komunii nie powstydzilby sie Slash. Uwazam, ze brawurowo wykonany psalm "Glorifica o Senhor, Jerusalem, celebra teu Deus, o Siao" spokojnie moglby wygrac liste przebojow Programu III Polskiego Radia! Rockowa przebojowa melodia, ktora wywrzeszczalo z entuzjazmem tysiace ludzi;

e) ogromna ilosc ministrantow sluzacych do mszy, na pewno ponad setka (ksiezy bylo trzynastu). Feministki bylyby zadowolone, bo co najmniej polowa z ministrantow byla rodzaju zenskiego czyli swoje miejsce maja tez... ministrantki;)

f) Brazylijczycy sa bardzo pobozni, widać, ze autentycznie przezywaja te uroczystosci. Spiewaja, modla sie, klaszcza, gestykuluja. Powatpiewalem w opinie, ze Ameryka Lacinska wyprzedza Europe w kwestii przywiazania do katolicyzmu, ale przekonalem sie na wlasne oczy, ze tutaj nie ma mowy o kryzysie wiary. Nie dziwi mnie juz w ogole, ze obecny papiez jest wlasnie z tego kontynentu...

g) ze przed wejsciem do kosciola mozna bylo kupic... popcorn. Potem niektorzy wierni zagryzali go w trakcie procesji. Moze ten popcorn byl swiecony?;)

PS Wiadomosc dla statystykow. Msza bez procesji trwala 82 minuty.

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

18:23, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
środa, 18 czerwca 2014
Rasizm po brazylijsku

Ludnosc Brazylii jest wyjatkowo zroznicowana pod wzgledem rasowym. Taka paleta barw na skorze jest chyba tylko tutaj. Nieformalnie mowi sie jednak o „brazylizacji” czyli wybielaniu spoleczenstwa. Wybielanie polega na ciaglym mieszaniu sie ras.

Wedlug oficjalnych danych populacja czarnych Brazylijczykow zmalala z 14,6% w 1940 roku do 6,2% w 2000 roku. Jeszcze 70 lat temu to byl narod czarno-bialy, dzis jest coraz bardziej brazowy. Nawet nie wiedzialem, ze moze istniec tyle odcieni brazu, choc na przyklad wczoraj w pociągu, ktorym jechalismy podrozowala Brazylijka o znacznie jasniejszym odcieniu skory ode mnie. Byla wrecz blada i miala jasny kolor oczu. A widzieliscie Giselle Caroline Bundchen, symbol Brazylii?

Miejscowi o roznych odcieniach skory zyja zgodnie, nie widzialem ani jednego przejawu niecheci. Razem graja w pilke, dyskutuja, smieja sie. Nie ma mowy o segregacji na co dzien.
Dlatego moze troche dziwic ponizsza konstatacja, ale moim zdaniem specyficzna odmiana rasizmu ciagle jest tutaj dostrzegalna. Dyskryminacja rasowa w Brazylii nie funkcjonuje otwarcie, ale chyba jednak istnieje, tli sie...
O co mi chodzi? W mundialowym studiu brazylijskiej telewizji widac tylko bialych gospodarzy programu, bialych gosci, relacje spod stadionow nadaja tylko biali reporterzy (jeden ma nawet polskie nazwisko), mecze prowadza biali komentatorzy. Ja przynajmniej nie widzialem innych. 
Ktos powie - byc moze tak jest, bo wlasnie ci konkretni ludzie maja najwiecej ciekawego do powiedzenia. Program ma byc przede wszystkim zajmujacy.
Odpuszczam polemike z tym argumentem i podaje nastepny: w reklamach telewizyjnych, na billboardach również widac tylko bialych. Nowe mieszkania reklamuje biala trzyosobowa rodzina, uslugi bankowe - biali specjalisci. Tylko ciemnoskory Cafu poleca jakas loterie (zreszta w otoczeniu bialych), ale jesli mulat wystepuje juz w reklamowce to musi byc w Brazylii powszechnie znany na przyklad dwa razy zdobyc mistrzostwo swiata w pilce noznej.
Antagonistów spytam - czy biali aktorzy reklamowi sa bardziej zdolni od czarnych? Oczywiscie, ze nie. Chodzi o to, ze jesli czarna rodzina zareklamuje mieszkanie to czlowiek z gotowka moglby pomyslec, ze bedzie miec wlasnie takie sasiedztwo. A autorzy reklamy zapewne przypuszczaja, ze wolalby jednak bialych sasiadow… Czy jest jakis slaby punkt w moim rozumowaniu?

Zwalczanie instytucjonalnego rasizmu wydaje sie latwe w porownaniu z problemem poczucia nizszosci. W jaki sposob zwalczyc u niektorych mulatek smarowanie rak specjalnym kremem? Chodzi o nagminne wybielanie sobie wlosow na... rekach. Z bielszymi wlosami miedzy nadgarstkami i lokciami wydaja sie sobie bardziej biale. Bo prawda jest jedna i niezmienna: bialym ciagle latwiej zyc w tym kraju.

PS Przy okazji gadki o brazylijskim etnosie: najwieksze skupisko Polonii jest w Kurytybie. Do wybuchu II wojny swiatowej przyjechalo tu jakies 200 tys. Polakow. Zespol polskich osad wokol Kurytyby nazywal sie Nova Polonia. Ta nazwa zostala zlikwidowana przez brazylijski rzad w 1939 roku na kategoryczne zadanie III Rzeszy.
PS1 Dzis na Maracanie gra Chile z Hiszpania. Do Rio zjechalo zobaczyc ten mecz mnostwo chilijskich kibicow (a takze Andrzej Gowarzewski). Kiedy dwie chilijskie grupy dostrzegaja sie z naprzeciwka jedna wola :”chi-chi-chi”, na co druga odpowiada: „le-le-le”, a potem juz wspolnie „Chile, Chile”.
Pewien Chilijczyk uslyszal w pociagu nasza mowe, popatrzyl na nas i spytal: „Russia”? Spojrzelismy po sobie, na niego, na jego reprezentacyjna koszulke i zaripostowalismy: „Argentina”? Zasmial sie i przybiliśmy grabe.
Co do graby - mieszkancy Rio, nawet ci po piecdziesiatce zawsze witaja sie w ten sam sposob: najpierw piatka potem żółwik. Trudno wyobrazic mi sobie chocby mojego tate witajacego sie tak z kolegami:)
PS2 Wiecie, ze Czadoblog mogl zginac?! Bylem wtedy w tym miejscu. Wtedy to kolysanie wydawalo mi sie zabawne. Teraz usmiech zszedl mi z twarzy:)
PS3 A poza tym Omega powinna wrocic. 
16:05, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (12) »
wtorek, 17 czerwca 2014
Wieża Babel

Uwielbiam zycie w tlumie. Uwielbiam zycie w zgielku. Dawno temu marzylem o mieszkaniu na rogu 3 Maja i Stawowej w Katowicach. Kiedy wyprowadzilem sie od rodzicow najbardziej istotna z tych najmniej waznych spraw ktorych mi brakowalo byl... dzwiek przejezdzajacych w nocy tramwajow. Na poczatku nie moglem sie przyzwyczaic, ze ich nie slysze.

Musze zweryfikowac wlasne wyobrazenia. Moze i swietnie czulem sie w zgielku Dar es Saalam, Kairu, Stambulu, Berlina, Harare, Rzymu albo Paryza ale zgielk Rio de Janeiro mnie jednak przerosl. Poczulem się naprawde malutki, rzeklbym nawet - lekko przestraszony.
Rio liczy okolo 6 mln mieszkancow (tak naprawde jako caly zespol miejski - 11 mln). Kiedy w centrum natarla w moja strone ogromna ludzka fala wychodzaca z metra poczulem sie jak malutki dorsz chcacy plynac pod prad:)
Najbardziej malutki stalem sie jednak na najslynniejszej plazy swiata. Bylismy na Copacabanie wieczorem w trakcie meczu USA - Ghana. Mysle ze pojawily sie tam wtedy wszystkie istniejace na ziemi narody. Nigdzie i nigdy nie bylem swiadkiem az takiej plataniny roznorodnych jezykow.
Mozna bylo sie zgubić. Nastroj do wyglupow byl niemaly. - Jennifer, Jennifer - krzyknela w poblizu rozpaczliwie jakas Amerykanka szukajac towarzyszki. - Jennifer! Jennifer! - zawyl zgodnie tlum dookola.
Istna wieza Babel. Ludzie uprawiali jogging, bratali sie, pili caipirinhe (miejscowy drink troche podobny do meksykanskiego mojito), grali w siatkonoge (prawdziwi artysci, zrecznosc odbijania przez nich pilki byla szokujaca), prezyli wspaniale umiesnione ciała, spiewali „Vamos, vamos Argentina” i robili jeszcze milion innych rzeczy. Byli tam mlodzi i starzy, bogaci i biedni, piekni i brzydcy (jak mnie zapewniono wiele z tych pieknych dlugonogich kobiet w miniowkach, ktore widzialem wcale nie bylo kobietami). Strefa kibica na Copacabanie byla jakies dziesiec razy wieksza od tej ktora poznalem w Niemczech w 2006 roku. Tam sie dzialo! Na wejsciu sprawdzali tylko czy nie wnosisz broni oraz piwa, ktorego FIFA nie uznaje za oficjalne. Jesli nie - mogles sie bawic:)
Bawiąca sie masa ludzka byla niczym rozpelzajacy sie wieloglowy, wielooki potwor. Zabawa do utraty tchu. Mam nadzieje, ze na wielkiej estradzie jednego ze sponsorow mistrzostw nikt nie wydrapal malych literek „mane - tekel - fares”. W kazdym razie fale Atlantyku, ktore biły w ciemnosci o brzeg byly naprawde wielkie... Jeszcze nigdy takich nie widzialem. 
PS A poza tym Omega powinna wrocic.
17:15, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Pipa

W Rio de Janeiro zaobserwowalem sposob, ktory moglby pomoc rozwiazac wasnie, spory i klotnie miedzy kibicami slaskich klubow. Pomysl nazywa sie „pipa” czyli po portugalsku - latawiec.

Nastoletni Brazylijczycy uwielbiaja latawce. Ale w latawcach nie chodzi o to zeby je sobie popuszczac przy sprzyjajacym wietrzyku. Nie! Chodzi o walke.
Otoz latawce sluza tu do zdobywania innych latawcow. Kraza wokol siebie podstepnie, wlasciciele nimi potrzasaja, pokazujac ze sa gotowi do walki. Chodzi o atak i sciagniecie na ziemie latawca przeciwnika za pomoca wlasnego latawca. To zajecie popularne zwlaszcza w niedziele kiedy jest wiecej wolnego czasu (w Brazylii to pierwszy dzien tygodnia a nie ostatni). Po drodze do centrum widzielismy wczoraj mnostwo latawcow przed i w trakcie walki.
Latawce przeznaczone do walki nie sa nie wiadomo jak piekne. Nie - przyrownalbym je raczej do przedstawicieli kibicowskich bojowek. Ich celem jest walka wiec sa niezwykle praktyczne. Milosnicy kibicowskich bijatyk tez nie pompuja miesni ile wlezie. Oni sa wyzylowani do konfrontacji a nie do puszenia sie. Trzeba uwazac na linke. Jest wytrzymala i moze przeciac skore.
Ale przy tej rywalizacji nikt nie musialby jezdzic do chirurga. Tak, wiem, ze przeszczepienie tego na slaski grunt w miejsce prawdziwej nienawisci to utopia. Ale pomarzyc zawsze przeciez mozna. Zwlaszcza w brazylijskim sloncu...

PS Nie odkryje Ameryki jesli zaznacze, ze egzystencja w Brazylii nie jest latwe.
Wszyscy narzekajacy na zycie w Polsce powinni na kilka dni przeniesc sie do Rio de Janeiro i to wcale nie do jakiejs faweli.
Wszechogarniajacy uscisk biedy mocno obezwladnia. Obezwladnia na tyle, ze ludzie przestaja nawet kombinowac jak sie z tej biedy wyrwac.
W Brazylii znaleziono sposob jak dac upust marzeniom o marzeniach.
Przy supermarkecie w Santa Cruz dostrzeglem gigantyczna kolejke. Liczyla co najmniej kilkadziesiat osob. Przypomnial mi sie rok 1982 i prosba mamy zebym stanal w dlugiej kolejce i przytrzymal miejsce choc jeszcze nie bylo wiadomo co rzucili…
W Santa Cruz ludzie nie stoja w kolejce po towar. To byla kolejka do loterii. Kazdy wierzy, ze jesli on da Panu Bogu szanse to Pan Bog sie odwdzieczy i tez mu ja da.
To pomysl na lepsze zycie. W tej beznadziei czesto jedyny.

PS1 Pod Maracana spotkalem brazylijska fanke. Byla wyjatkowo zlosliwa:) Znienacka podbiegala do grup Argentynczykow cykajacych sobie pod stadionem fotki trzymajac w rekach napis na tekturze „Pope is Argentinian but god is from Brazil”.  Tylko po to zeby zostac uwieczniona na tych zdjeciach. Byla jednak tak rozesmiana i sympatyczna, ze trudno bylo sie na nia gniewac:)

PS2 Zycie w Polsce i Brazylii moze sie roznic w najdrobniejszych szczegolach. Zdumiewac moze nawet cos tak prozaicznego jak… pralka automatyczna. Beben polozony jest na bok i z gory widac jak wszystko sie pierze. Do tego Brazylijczycy nie uzywaja w praniu cieplej wody wiec wszystkie ubrania mozna wrzucac razem. Jezu, jak by bylo fajnie gdyby takie pralki byly do kupienia w Polsce! Wtedy zony nie krzyczalyby nas, ze zle posegregowalismy pranie;)

PS3 A poza tym Omega powinna wrocic.
16:43, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum