piątek, 31 lipca 2009
Kafelki sprzedam, kafelki

Informacja, że GKS Katowice będzie zajmować się handlem płytkami odbiła się w stolicy województwa szerokim echem. Wychylam się przez okno redakcji i słyszę rżenie, bo wielu katowiczan traktuje temat prześmiewczo. Mnie ten pomysł też nie do końca się podoba, ale z innego powodu.

Warto pamiętać, że działalność gospodarcza nie mająca nic wspólnego ze sportem, jest wpisana w tradycję GKS-u. Kiedy upadła komuna katowicki klub zarabiał metodami, które działaczy innych drużyn mogły wtedy wprawić w osłupienie. GieKSa robiła kasę na szyciu odzieży roboczej, kładzeniu kabli energetycznych i rewindykacji długów (pamiętam jak sekretarka Mariana Dziurowicza zadzwoniła do katowickiej redakcji ”Gazety”, bo jej pryncypał chciał pogadać z naszym dziennikarzem gospodarczym o tym ostatnim sposobie pozyskiwania pieniędzy przez klub. Jako łepek od m.in. odbierania telefonów, odebrałem wtedy ten telefon).

Kiedy mój redakcyjny kolega Maciek Blaut ujawnił sprawę kafelków najpierw zarechotałem, uznając, że akcja nie wpłynie dobrze na budowanie wizerunku poważnego klubu. Propozycja z otoczenia (przyszłego) inwestora wydała mi się uwłaczająca. Potem jednak zastanowiłem się: w tych trudnych czasach, kiedy każdy orze jak może, handlowanie kafelkami można jednak uznać za jakiś przejaw przedsiębiorczości.

Nie podoba mi się co innego. Otóż nie podoba mi się sposób w jaki (przyszły) inwestor traktuje klub. Nie podoba mi się, że jeśli interes dojdzie do skutku, to do kasy GKS-u nie trafi cały zysk ze sprzedaży tych kafelków. Nie podoba mi się, że środowisko kibiców traktuje się jak rynek zbytu, gdzie wszystko można upchnąć. Oj, żeby nie doszło do sytuacji kiedy Gieksa z roli pełnoprawnego partnera przedzierzgnie się w sapiącego z wysiłku dymanego jelenia,  zasuwającego z kolejna partią kafelków... Mam nadzieję, że interes z glazurą nie jest jedynym pomysłem, który pan Józef ma na współpracę z GKS-em. Wiem jedno: na razie tradycyjny model współpracy między inwestorem, a klubem futbolowym, czyli przelew, w przypadku Katowic nie miał miejsca. Czy GKS zobaczy jakieś pieniądze w tradycyjnym rozumieniu tego słowa zamiast towaru na bazar? Zaczekajmy. Mam nadzieję, że piłkarze też jeszcze zaczekają.

PS Nie może zabraknąć krótkiej symbolicznej deklaracji w stronę Łodzi, ku pokrzepieniu serc: a poza tym uważam, że ŁKS powinien grać w ekstraklasie!

Łodzianie nie martwcie się: ostateczny bilans zawsze kiedyś wychodzi na zero. Ekstraklasa wprawdzie stracona (tylko na rok, mam nadzieję), ale jest też plus tej sytuacji: pomyślcie ile to świństwo, które zrobiono Łódzkiemu KS przysporzyło Wam nowych sympatyków w całej Polsce. Jestem wśród nich. Powodzenia!

PS2 Mój wyjątkowo ulubiony blog był łaskaw przypomnieć mojego wyjątkowo ulubionego piłkarza. Zapraszam!  

UPDATE:

Humor kibicowski jest mocno rubaszny i nie zawsze śmieszny, ale czasem naprawdę można boki zrywać. Kibice GKS-u wiedzą już jak wykorzystać nową sytuację. Jeden z nich, Junior, który odpowiada m.in. za oprawę, na klubowym forum podsumował sprawę następująco:

„Koniec kartoniad! Bedziemy robić kafelkiady! Wielorazowego użytku!”

:-D

czwartek, 30 lipca 2009
Otwarcie sezonu

Od 103 lat przeżywamy na Górnym Śląsku ten dreszczyk emocji: rozpoczyna się kolejny sezon piłkarski! Tym razem sezon otwarto na stadionie Ruchu Radzionków. Właśnie tam odbył się pierwszy w regionie poważny mecz o stawkę. Radzionkowianie w rundzie przedwstępnej Pucharu Polski ograli KSZO Ostrowiec 1:0.

Oczywiście Czadoblog śląskiego otwarcia sezonu odpuścić nie mógł. Fajnie się stało, że inauguracja przydarzyła się akurat w Radzionkowie - rodzi się tam właśnie jedna z ważniejszych górnośląskich drużyn. Wszystko dzięki Tomaszowi Baranowi, prezesowi Ruchu. Baran, były komandos, który przez 18 miesięcy służył w Bośni podczas misji pokojowej, po odłożeniu karabinu okazał się obrotnym biznesmenem. Jego firma zajmująca się odpadami wtórnymi jest dziś głównym sponsorem Ruchu. Baran  jest ambitny i ma plan.  Czadoblogowi powiedział, że przez II ligę Ruch ma przeprawić się błyskawicznie. - Chcemy awansować, bo jeśli od razu nie awansujemy to ugrzęźniemy w tej lidze na długo - stwierdził.

Przed meczem Czadoblog był świadkiem podpisania umowy o współpracy między burmistrzem Radzionkowa i prezesem Ruchu. W sezonie 2009/10 miasto przekaże klubowi 440 tysięcy złotych.

W trakcie meczu Czadoblog był świadkiem jednej z najpiękniejszych bramek na polskich boiskach A.D. 2009. Decydująca o awansie Ruchu megapetarda Adriana Mielca z rzutu wolnego należy do najbardziej diabelskich wystrzałów futbolówki jakie widziałem w życiu.

Wygląda na to, że poważny futbol w niespełna 17-tysięcznym miasteczku może istnieć także bez Mariana Janoszki, choć ”Ecik” był oczywiście na trybunie honorowej. Legendarny piłkarz grał w drużynie seniorów Ruchu 22 sezony! Do dziś mam przed oczami wspomnienie z 1998 roku: po meczu z Jelenią Górą, który zdecydował o awansie Ruchu do ekstraklasy, „Ecik” gestem rzymskiego senatora pozdrawiał z okna rozgorączkowany tłum... Byłem w tym tłumie. Też darłem się:  „Eeeeeeecik!!!”

Janoszka jest symbolem Radzionkowa i świadczy o tym niezwykły fakt. Wygląda bowiem na to, że długowieczny napastnik jest trzecim Polakiem w historii (po Janie Pawle II i Lechu Wałęsie), który jeszcze za życia znalazł się na... monecie! Wybito właśnie tzw. dukat radzionkowski. Możecie nim zapłacić w barze „Laguna” przy ulicy Knosały albo w kwiaciarni, u fryzjera, w piekarni, pubie, cukierni, sklepie mięsnym oraz w trzydziestu innych miejscach w Radzionkowie.

Poniżej prezentuję dukat o nominale 4 cidrów (zapłaciłem za niego 4 złote w klubowym sekretariacie). Jest jeszcze kolekcjonerski srebrny dukat o nominale 90 cidrów (cena: 200 zł). Na awersie herb Radzionkowa na którym widnieje św. Wojciech, patron miasteczka oraz herb klubu. Na rewersie podobizna ”Ecika”.

 dukat radzionkowski

dukat radzionkowski

Pomysłowość i przedsiębiorczość radzionkowian mogą robić wrażenie. Nie do końca jednak rozumiem dlaczego tak bardzo eksponują słowo ”cidry”, dlaczego chcą by jednoznacznie kojarzyło się z Radzionkowem. Dziesięć lat temu długo szwendałem się po miasteczku i naciągałem na rozmowy starszych mieszkańców. Od nich dowiedziałem się, że  ludzie z okolicznych wiosek zaczęli nazywać radzionkowian "cidrami" jeszcze przed wojną. - To dlatego, że kiedyś miejscowi litrami pili cienkie, rozcieńczane wodą wino [takie cienkie wino to właśnie cider ]. Jak szło się na zaloty do panienki, zaraz ktoś leciał po flaszkę - wyjaśniał mi jeden z radzionkowskich nestorów i śmiał się z młodych, że sami o sobie mówią „cidry”. On by się obraził, gdyby go tak nazwać. Ale widać, że teraz to nikomu w Radzionkowie już nie przeszkadza...

Największy problem Ruchu? Stadion. Radzionków nie zamierza w niego inwestować, bo leży w granicach Bytomia, a Bytom nie zamierza w niego inwestować, bo gra na nim Ruch...

Jak to możliwe? W 1975 roku samodzielny wcześniej Radzionków został włączony do Bytomia jako peryferyjna dzielnica. Radzionkowianom nigdy się to nie podobało. W 1997 roku w referendum dotyczącym secesji Radzionkowa mieszkańcy otaczających stadion bloków głosowali jednak za Bytomiem. W efekcie Radzionków oderwał się, ale bez stadionu.

Dlatego prezes Baran chce, żeby w Radzionkowie powstał zupełnie nowy obiekt. Dobrze byłoby, żeby wybudowano go jak najszybciej, bo jeśli Ruch rzeczywiście awansuje do I ligi, to zrobi się pasztet. Obecny stadion, który uroczyście otwierał jeszcze Jerzy Ziętek, nie spełnia poważnych wymogów. A przecież chyba nikt nie wierzy, że ewentualne pierwszoligowe mecze Ruch mógłby rozgrywać na stadionie Polonii Bytom. Wszędzie, tylko nie tam.

Pamiętam dawną rozmowę w radzionkowskiej piwiarni.

Nad pierwszym kuflem o bytomiakach:

- Jo tam do nich nic niy mom, bo po Bytomiu nie łaża.

Nad drugim kuflem o bytomiakach:

- Tam durś bajzel jest.

Po kuflu o piłce:

- Naszemu Ruchowi Polonia niy podskoczy!

PS W Ruchu gra dziś mnóstwo piłkarzy znanych i uznanych z Kompałą, Wiśniewskim i Kubiszem na czele. Ale ja zwracam Wam uwagę na człowieka, który nazywa Tomasz Stranc. Nazwisko na razie szerzej nieznane, ale plac pewny - bardziej kojarzeni siedzą na ławce. Pluć w brodę mogą sobie zwłaszcza w Zagłębiu Sosnowiec. Chłopak z Zagórza terminował w Czarnych i nad Brynicą nikt go nie zauważył. Teraz ten chudy, długowłosy młodzian robi grę w Ruchu razem z Adamem „Jataganem” Kompałą. Wkrótce powinien pokazać co naprawdę potrafi.  

PS2 Żeby mieć możliwość rozegrania meczu z KSZO Ostrowiec radzionkowianie musieli rozegrać wcześniej aż osiem spotkań! Wszystko zaczęło się już 26 sierpnia 2008 roku wyjazdowym meczem w Zbrosławicach. Dotychczasowy bilans Ruchu w obecnej edycji PP jest imponujący. Warto przypomnieć bardzo dłuuuugą drogę:

- 15:0 z Dramą Zbrosławice;

- 2:0 z KS Strzybnica;

- 8:1 z Gwarkiem Tarnowskie Góry;

- 6:1 z... rezerwami Ruchu Radzionków;

- 3:1 z Energetykiem ROW Rybnik;

- 3:0 z Sarmacją Będzin;

- 2:0 z BKS-em Stal Bielsko-Biała;

- 4:1 z Zielonymi Żarki (finał PP na szczeblu Śląskiego ZPN).

43 gole strzelone (jeśli dodać mecz z KSZO  - już 44), tylko 4 stracone.  Nieźle, co?

Kto następny do golenia? Kolejarz Stróże.

piątek, 17 lipca 2009
Kwadratowe słupki

Kiedy Wisła Kraków przejdzie już Levadię Tallin w kolejnej rundzie eliminacyjnej Ligi Mistrzów, spotka się zapewne z węgierskim Lechem Poznań czyli Vasutasem Debreczyn (vasutas znaczy kolejarz).Węgrzy w pierwszym meczu ze szwedzkim Kalmarem wygrali 2:0.

Od razu przypomniało mi się jedno z najlepszych wyjazdowych spotkań śląskich drużyn w europejskich pucharach ostatniego piętnastolecia (akurat w tej klasyfikacji nietrudno być w czołówce-;).

5 sierpnia 1998 roku w IV rundzie Pucharu Intertoto Ruch Oresta Lenczyka rozbił gospodarzy w Debreczynie  i awansował potem do finału rozgrywek.

Węgierscy kibice zdenerwowani wtedy znakomitą grą "niebieskich" próbowali sprowokować naszego bramkarza Piotra Lecha rzucając w jego stronę obgryzione kolby kukurydzy. Drżałem, bo Lech znany jest przecież z impulsywnego charakteru. Na szczęście wtedy wytrzymał.

Było 3:0 dla Ruchu i właśnie tego dnia widziałem jedną z najpiękniejszych bramek w karierze Krzysztofa Bizackiego. „Bizak” jakby od niechcenia z 25 metrów przymierzył z wolnego w samo okienko! Jęknąłem wtedy z zachwytu...

Najbardziej z pobytu w Debreczynie zapamiętałem jednak... kwadratowe słupki w bramkach. Najpierw wszyscy myśleliśmy, że są drewniane. Dziwne, bo UEFA nie pozwala przecież rozgrywać meczów międzypaństowych z drewnianymi bramkami... Okazało się jednak, że słupki są stalowe z lekko zaokrąglonymi kątami.  Ciekaw jestem czy Węgrzy zdążyli je wymienić, czy raczej wiślacy lekko się zdziwią, tak jak zdziwili się chorzowianie...

Od tego wyjazdu minęło 11 lat, a w Vasutasie do dzisiaj gra jeden z piłkarzy, który wciąż pamięta tamten mecz. Tibor Dombi zagrał wtedy na prawej pomocy. Wypadł blado i nikt nie spodziewał się chyba, że ze wszystkich piłkarzy przebywających wtedy na boisku zrobi największą karierę. Chyba każdy ówczesny zawodnik Ruchu mógłby mu  pozazdrościć... Rok po meczu z niebieskimi wyjechał do Eintrachtu Frankfurt, grał również w holenderskim Utrechcie. Ponad 30 razy zagrał w reprezentacji Węgier, wystąpił na igrzyskach w Atlancie. W 2002 roku wrócił do Debreczyna, dziś ma 36 lat. W kadrze Ruchu nie ma już nikogo z tamtych bohaterów...

Tak w ogóle to szkoda, że od tamtego czasu niebiescy poszli mocno w dół (zero mistrzów, zero krajowych pucharów, spadek z ekstraklasy i potem awans), a węgierscy kolejarze mocno w górę (do opisywanego 1998 roku nie zdobyli nic, a potem wpadły cztery mistrzostwa Węgier, trzy krajowe puchary i trzy superpuchary!). 11 lat temu nigdy nie uwierzyłbym, że z tych dwóch drużyn to grający na mizernym wtedy stadionie Vasutas, a nie Ruch, będzie kiedyś walczyć o Ligę Mistrzów...

środa, 15 lipca 2009
Zsunęli się na dno

W Jastrzębiu wściekłość, szloch i zgrzytanie zębów. Klną tam teraz na czym świat stoi. GKS zawalił się z wielkim hukiem. Już przesądzone jest, że klub nie przystąpi do rozgrywek I ligi.  

Okazało się, że nowe, niedawno wybrane władze z całkiem nowym prezesem na czele działają nielegalnie. Nowym prezesem jest więc stary prezes, ale stary podkreśla, że z klubem nie ma i nie chce mieć już nic wspólnego.

Zdecydowano już, że na gruzach starego powstanie nowy klub. Taki, który zacznie od samego dołu. Będą go odbudowywać zupełnie inni ludzie. Inni nie tylko w gabinetach, ale i na boiskach - piłkarze obecnego GKS-u są wściekli, na b-klasowych pastwiskach z wiejskimi klubikami grać nie mają zamiaru i trudno im się dziwić. Działacze ich zwodzili, a teraz, przed rozpoczęciem nowego sezonu, trudno będzie im znaleźć na chybcika nowe miejsce pracy (choć pewnie co najmniej kilku sobie poradzi). Na pastwiskach nie widzi się także trener Jerzy Wyrobek (trudno, żeby szkoleniowiec, który zdobył mistrzostwo Polski udzielał się na takim szczeblu). Jedna wielka klapa...

Szkoda, że tak się to skończyło, bo jakiś czas temu urodziła się w Jastrzębiu naprawdę ciekawa drużyna. Potrafiła ładnie grać, potrafiła wygrywać z teoretycznie lepszymi do siebie (choćby z Widzewem w Łodzi w ostatnim sezonie). Gdyby działacze dorównywali umiejętnościami piłkarzom, w Jastrzębiu mogliby być teraz na poziomie i z aspiracjami Podbeskidzia. Solidni zawodnicy, przyzwoity jak na polskie warunki stadion i wielka rzesza kibiców (zdarzało się, że przychodziło ich 8 tysięcy). Szkoda...

Dostrzegam jeden promyczek w całej tej paskudnej historii. W Jastrzębiu się nie poddają. Zaczynają nowy rozdział jak mężczyźni, od samego dołu. Nie cwaniakują, nie mówią o zasługach, nie bawią się w jakieś fuzyjki, nie żebrzą o litość. Tam jest potencjał. Dajcie ludziom z Jastrzębia kilka lat, a znajdą się co najmniej w tym samym miejscu co dziś.

Jestem o tym przekonany.

UPDATE Okazało się, że w Jastrzębiu znalazł się jednak człowiek, który nie składa broni! Jan Śleziak, kierownik drużyny postanowił walczyć o I-ligową licencję dla GKS-u Jastrzębie do samego końca!  

piątek, 10 lipca 2009
Centrozap kontratakuje. Będą derby?

Mediolan: Milan - Inter. Monachium: Bayern - TSV 1860. Londyn: Arsenal - Tottenham. Kraków: Wisła - Cracovia.

A teraz Katowice: GKS - Rozwój?

Na Śląsku wieloletnia ostra rywalizacja dwóch piłkarskich drużyn z jednego miasta jest rzadkością. Wiadomo: to przede wszystkim bój Polonia vs. Szombierki (fuzja zakończyła tamto współzawodnictwo, które po jej erozji nigdy już  nie zaiskrzyło) oraz parę lat wyścigu w Chorzowie między AKS-em, a Ruchem (zakończonej odejściem w cień "Zielonych Koniczynek"). Wyjątki potwierdzające regułę.  

To ma szansę się zmienić. Zdaje się, że pan Józef, nowy sponsor GKS-u, nadepnął na odcisk niedoszłemu, czyli Centrozapowi. Jego szef Ireneusz Król chyba nie ma zbyt dobrego zdania o panu Józefie. Właściwie raczej go nie poważa w ogóle. Nie wiem czy ta niechęć ma podłoże osobiste, ale wygląda na to, że ktoś komuś wszedł na ambit. Jeżeli Król się zaweźmie, możemy mieć w Katowicach ostrą sportową rywalizację dwóch klubów z jednego miasta!

Rozwój, bo nad pomocą właśnie temu klubowi zastanawia się teraz Ireneusz Król (powiedział to „Gazecie”), teoretycznie stoi na straconej pozycji. Teoretycznie, bo z pieniędzmi Centrozapu mogłoby się to przecież dość szybko zmienić, Rozwój mógłby wystrzelić w górę. Przyznacie, że gdyby zdeterminowany Król doprowadził do ligowych derbów Katowic, byłoby to sensacją. W takim wypadku, po awansie do I ligi Rozwój musiałby się przenieść na stałe na stadion miejski, a GKS  - jako najemca obiektu - nie miałby nic do gadania. Tym sposobem Bukowa byłaby  - jak San Siro - siedzibą dwóch klubów. Chcielibyście oglądać regularne derby Katowic?

A co myślę o aktualnym sponsorze "Gieksy"? Przyznam, że w jego kontekście bardziej niż o teraźniejszości myślę o przyszłości. Zastanawiam się bowiem jak będzie wyglądać GKS już po rozejściu się z dzisiejszym dobroczyńcą...

PS Ciekawe co teraz zrobi ze sobą Jan Furtok. Uważacie, że powinien wrócić do GKS-u?

Zapomniałem języka w gębie

 Spodziewałem się, że Stowarzyszenie Sympatyków Klubu GKS Katowice mnie zaskoczy. Ale nie spodziewałem się, że aż tak.

Naprawdę nie wiem co powiedzieć. O godz.11 rozpocznie się na Bukowej konferencja prasowa. Muszę to zobaczyć.

Koniecznie.

czwartek, 09 lipca 2009
GKS: kopary opadną. Jak bardzo?

Wygląda na to, że futbolowy sezon ogórkowy Katowicom nie grozi.

Już za chwileczkę, już za momencik szczęki mogą wszystkim pospadać. Aż do piwnicy. Z kilku powodów (to jeden z nich).

Jestem bardzo ciekawy czy nastroje na Bukowej i wokół niej będą w piątek takie samo rano, w południe i wieczorem?

Przeczuwam jedno: chyba znalazłem silnego kandydata na Najbardziej Przegranego Człowieka Roku w regionie.

PS Mam również murowaną kandydatkę na Najgłupszą Decyzję Roku. Już nie w Katowicach, a w sąsiednim Sosnowcu. W piątkowy wieczór, na niespełna tydzień przed meczem z Levadią Tallin w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, Wisła Kraków zapozna się ze Stadionem Ludowym. Rywalem wiślaków będą gospodarze. Wszędzie w Polsce taki mecz byłby wydarzeniem. Spotkanie przy światłach jupiterów przyciągnełoby wielu kibiców, sosnowiecki klub mógłby nawet zarobić przy okazji na wejściówkach. Jak często Zagłębie gra mecz z tak atrakcyjnym rywalem?

Niestety: do święta piłki nie dopuściła miejscowa policja. Nie wyraziła zgody, żeby na trybuny wpuścić publiczność. W efekcie spotkanie zobaczy tylko garstka dziennikarzy. Nie rozumiem tej decyzji. Ludowy jest przecież dobrze przygotowamy - w przeciwnym razie nie mógłby się na nim odbyć mecz z Estończykami. Nie chce się funkcjonariuszom sprężyć? Boją się zamieszek? A niby dlaczego miałyby one wybuchnąć? Czyżby policja poważnie brała pod uwagę spiskową teorię dziejów, że szalikowcy Zagłębia specjalnie w trakcie tego meczu wywołaliby burdy? Tylko po to, żeby udowodnić, że każdy mecz Wisły na Ludowym to jak odbezpieczony granat? Żeby prawie w ostatniej chwili poddać w wątpliwość sens lokalizacji i probować zmusić Białą Gwiazdę do desperackich przenosin w inne miejsce?

Na znak protestu aż chce się wrzasnąć: "piłka nożna dla kibiców!" U nas niestety zbyt często zdarza się, że to zawołanie podszyte jest bezsilnością albo szyderstwem.

PS2 Barcelona chciała sprowadzić mało znanego ukraińskiego piłkarza, a on odmówił! Wyobrażacie sobie?!

Po cichu marzę, że kiedyś coś podobnego stanie się udziałem zawodnika z polskiej ligi. Przedłożyć Ruch, Górnik, Polonię Bytom nad Barcę, Milan czy inny Real. To byłoby coś pięknego...

Wierzę, że stanie się to jeszcze za mojego życia. 

środa, 08 lipca 2009
Nie wymazać

Moim zdaniem korupcja we futbolu nie powinna podlegać przedawnieniu. Dlatego zaciekawił mnie  pomysł rzucony przez Rafała Steca. Rafał, zniechęcony procederem przeżerającym latami naszą piłkę, ponowił ideę, żeby zrezygnować z publikowania historycznych tabel i wszelkich klasyfikacji wszech czasów polskiej ligi. Żeby zrezygnować z liczenia kolejnych tytułów mistrzowskich, skoro i tak wiadomo, że ileś tam zostało zdobytych niekoniecznie na murawie...

Postanowiłem rozważyć pomysł Rafała, choć przecież wiadomo, że nigdy nie dojdzie do jego realizacji. Odebranie mistrzostwa byłoby karą wyjątkowo bolesną i zapewne wystarczającą (nikt przecież nie mówi o degradacji po wielu latach). Żeby ją zastosować musiałby jednak wstrząsnąć środowiskiem jakiś niebagatelny powód, jakiś koronny dowód. Musiałby, bo moim zdaniem nie wolno wysadzać wszystkich tabel i klasyfikacji ot tak, a priori, z wewnętrznego przekonania o słuszności takiego czynu, tylko dlatego, że „przecież wszyscy wiedzą jak było”.

Najlepsze byłoby  - co zauważył Rafał - opublikowanie demaskatorskiego dzieła pod roboczym tytułem „Dzieje korupcji w futbolowej Polsce”. Takiego, żeby prokuratorowi wystarczyło tylko przeczytać...

Oczywiście nie wyobrażam sobie tej księgi jako zbioru bulwarowych historyjek z przeszłości, to nie mogłoby być coś w rodzaju futbolowych „Żywotów Cezarów” Swetoniusza. Musiałaby nas olśnić rzetelna i niezwykle drobiazgowa praca, analiza obudowana aparatem naukowym właściwym wytrawnemu, imponującemu dbałością o fakty historykowi. Przy okazji nie zaszkodziłoby, gdyby praca wciągała czytelnika niezwykłą reporterską narracją, ba - oszałamiała brawurowym pisarskim talentem autora, skradzionym najwybitniejszym literatom.

Chodzi oczywiście o dzieło kompletne: doskonałe w precyzyjnym docieraniu do wstydliwych faktów i obezwładniające w bezlitosnym ich udowadnianiu. Żeby ”Dzieje futbolowej korupcji w Polsce” mogły spełnić swoje zadanie i moje oczekiwanie, MUSIAŁYBY ODTWORZYĆ WSZYSTKIE NIECZYSTE ZDARZENIA od lat 20., mogące mieć wpływ na to, kto i w jaki sposób został mistrzem Polski. Dopiero wówczas - z pełnym rozmysłem i całkowitą odpowiedzialnością  - można ustalić na nowo (czy też wysadzić) honorową listę mistrzów Polski.

Gdyby jakiś ambitny i wybitny autor (autorzy) spełnił wszystkie te warunki i zdołał odkryć dla kibicowskich mas tą drugą, kloaczną, podziemną, równoległą z oficjalną historią rozgrywek o mistrzostwo Polski naturę naszego futbolu - byłby to wyczyn nie lada. Taki Mistrz powinien potem zgarnąć wszystkie najważniejsze nagrody dziennikarskie i historyczne w Polsce. A i ”Nike”  konkursowe jury powinno mu wówczas oddać z pokłonem, w ogóle nie ogłaszając nominacji:-) 

 Niestety: taka książka nigdy nie powstanie. 

Zawodowy historyk, choćby nie wiem jak wykształcony, bystry, doświadczony i ambitny, mógłby trzepać przeróżne archiwa do woli, a i tak pozostałby z niczym. Dziennikarskie śledztwo też moim zdaniem  nie przyniesie pełnego efektu. Co z tego, że niektórzy z moich kolegów mogą znać smakowite historyjki kompromitujące któregoś z dawnych (albo niedawnych mistrzów)? Pewnie każdy z branży mógłby coś dorzucić... Ja na przykład znam barwną opowiastkę z międzywojnia. Oczywiście nie mam na nią żadnych dowodów. To dykteryjka o pewnym śląskim piłkarzu, który miał się sprzedać w meczu decydującym o awansie do ekstraklasy najgroźniejszemu rywalowi własnej drużyny. Najgroźniejszy rywal wygrał i ostatecznie awansował. Śląski piłkarz ZARAZ POTEM przeszedł, jak gdyby nigdy nic, właśnie do tego najgroźniejszego rywala i wkrótce zdobył z nim mistrzostwo Polski... Niektórzy naaaaaaajstarsi kibice z pewnego miasta jeszcze dziś mają ochotę splunąć, kiedy wymawiają jego nazwisko... Uważają, że gdyby nie tamte wydarzenia, historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. I kto wie czy to Ruch albo Górnik byłyby dziś najbardziej utytułowanymi drużynami ze Śląska?;-) Bo tamta drużyna jako klub ekstraklasowy mogłaby przecież w 1933 roku sprzątnąć sprzed nosa innego śląskiego zespołu pewnego rudzielca mającego polidaktylię. W jej wypadku nie byłoby takie trudne, a mogłoby skutkować kilkoma tytułami mistrzowskimi...

Zaznaczam, że główny (anty)bohater tej opowieści nie żyje, ludzie, którzy mogliby poważnie świadczyć przeciw niemu - również. Jak zweryfikować, czy to prawda? Odbierać mu zasługi na podstawie plotek?

Takich opowiastek dałoby się wyłuskać i poskładać do kupy znacznie więcej. Ale czy ich zbiorek byłby wielkim polskim futbolowym wyrzutem sumienia? Nie sądzę. Byłby raczej wyrzutem sumienia dla autora - miałby poczucie graniczące z pewnością, że zbierając materiały i pisząc pracę nie zdołał przejść wszystkimi dróżkami futbolowego zła i występku, bo nie był ich w stanie nawet ustalić. Jego praca wyłapywałaby niektórych nieuczciwych mistrzów, ale nie docierałaby do innych, równie nieuczciwych, tyle że bardziej sprytnych, dyskretnych, schowanych w cieniu.

Łączę się więc z Rafałem w rozdrażnieniu, ale to rozdrażnienie jałowe, bezsilne, pełne frustracji. Tak naprawdę możemy sobie wspólnie jedynie pozgrzytać zębami i tyle. Nie wystarczy to do anulowania historycznych tabel, nie wystarczy do gromadnego odbierania mistrzowskich tytułów. Wiem bowiem jedno: nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej. Czy dlatego, że klub X w 19XX roku kupił tytuł, musi z niego po latach zrezygnować także zespół Y grający czysto w roku 19YY? Gdyby to ode mnie zależało i gdybym miał ukarać dziesięć winnych klubów, ale skrzywdzić przy tym jeden niewinny - odstąpiłbym od wymierzenia kary. Innymi słowy: żeby wymazać całość trzeba udowodnić, że wszyscy mistrzowie Polski są winni. Uważam, że to nie do udowodnienia, nie tylko z braku dowodów. W tym gronie są przecież także kluby czyste, przynajmniej w sezonie, kiedy zdobywały mistrzostwo. A wystarczy jeden taki niewinny, by kasowanie całości straciło jakikolwiek sens.

Tak więc Rafale: tabel, honorów i statystyk jednak nie wymazywać.

PS Nie wymazywać, choć wątpliwości w szczegółach pozostają. Na przykład: jak potraktowalibyście drużynę, która miała sprzedawać mecze dopiero gdy była już pewna mistrzostwa Polski, a do końca zostało jeszcze kilka kolejek? Wywalczyła mistrzostwo na boisku, nieuczciwie miała postępować dopiero później. Czy ma moralne prawo do używania tytułu? Zostawilibyście jej mistrzostwo i pozwolili nadal grać w lidze, w której po latach obecnie gra? A może zostawilibyście tytuł, ale jednocześnie zdegradowali? Czy może jeszcze ostrzej: zabrali tytuł i zdegradowali?

Albo: gdyby jakimuś mistrzowi udowodnić po wielu latach korupcję, to czy w zaistniałej sytuacji można obdarzyć tytułem wicemistrza na którego nie ma żadnego haka i który teoretycznie jest czysty? A gdyby nie dało się rozstrzygnąć czy naprawdę był w tamtych rozgrywkach uczciwy, czy tylko dyskretny i skuteczny? Jak zareagowalibyście na sytuację, gdyby po odebraniu tytułu nieuczciwemu mistrzowi, druga drużyna z tabeli zaczęła  dochodzić swych moralnych praw do tego tytułu w sądzie?

poniedziałek, 06 lipca 2009
Gdyby Król chciał GKS-u, wziąłby go

W wywiadzie udzielonym regionalnej telewizji prezes Ireneusz Król nie przedstawił moim zdaniem żadnych konkretnych powodów dla których Centrozap wycofuje się z planów przejęcia GKS-u Katowice. Oczywiście wcale nie musiał ich przedstawiać - mógłby zrezygnować bez słowa wyjaśnienia i nikomu nic do tego. Ale skoro zdecydował się mówić, to mógłby się wysilić. Narzekanie na niepochlebne opinie niektórych kibiców na stronach internetowych czy przywoływanie zgłoszeń rozeźlonych właścicieli posesji upstrzonych różnymi graffiti jest moim zdaniem niepoważne. Podobnie jak narzekanie na rzekomą opieszałość w negocjacjach stowarzyszenia prowadzącego klub. Uważam, że gdyby Król naprawdę chciał GKS-u, po prostu wziąłby go. Nic nie byłoby mu w stanie na dłuższą metę przeszkodzić...

Prezes wspomniał coś również o „atakach medialnych”. Mogę domyślać się, że chodziło mu o ten tekst. Trochę mnie zdziwiło, że zwykłe informacje, które odsłaniają niezorientowanemu czytelnikowi zakulisowe działania na styku biznesu, polityki i sportu nazywa „atakiem medialnym”...

Ireneusz Król powiedział coś jeszcze. Katowice jako miasto nie zasługują na sport przez wielkie S” - stwierdził szef Centrozapu. Przykro słyszeć takie słowa... Być może tworzenie sportu „przez wielkie S” wyjdzie więc Centrozapowi w rosyjskiej Republice Komi, gdzie poczynił inwestycje? To region większy od Polski, ale piłka nożna słabo tam stoi. Drużyn z Syktywkaru czy Workuty próżno szukać nie tylko wśród najmożniejszych klubów rosyjskiego futbolu, ale i tych średnio sytuowanych. Tam na pewno Centrozapowi nikt nie będzie przeszkadzać, nikt nie będzie marudzić. Tam przyjmą inwestora z pocałowaniem ręki...

Nie wyszło w Katowicach, życzę powodzenia w Komi!

PS Kapitał zakładowy Centrozapu (opłacony w całości) wynosi 174,5 mln zł. Ze słów Króla wynika, że ma być podwyższony o kolejne 130 mln. Tak więc utrzymanie GKS-u na dotychczasowym poziomie byłoby pewnie bułką z masłem. A może nie? 

niedziela, 05 lipca 2009
TDŚ

WDŚ - ten skrót w ostatnich latach stał się na tyle charakterystyczny, że zapoznani rozwijają go bez trudu: Wielkie Derby Śląska. Wygląda jednak na to, że w najbliższym czasie (do momentu kiedy Ruchowi i Górnikowi znów uda spotkać się w jednej klasie rozgrywkowej) wszystkie WDŚ będą raczej TDŚ czyli Tajnymi Derbami Śląska. Tak tajemniczymi, że na przykład o tych sprzed kilkunastu godzin wiedziało zaledwie kilka osób. Nawet wsiadający do autokaru piłkarze nie wiedzieli gdzie jadą i z kim w sparingu zagrają!

14-krotni mistrzowie zmierzyli się w Chróścicach pod Opolem. Obie drużyny nadciągnęły na miejsce potyczki z dwóch przeciwnych stron: Ruch ze zgrupowania w Wiśle, a Górnik z obozu w Dzierżoniowie. Wszystko odbyło się w konspiracji - po to żeby miejsce piłkarskiej potyczki, nie stało się miejscem kibicowskiej bitwy. Nawet kiedy mecz już trwał, a nam udało się ustalić, że to Ruch gra z Górnikiem, działacze nie chcieli podać miejsca meczu - szalikowcy obu stron mogliby się dowiedzieć o lokalizacji z Internetu i w godzinę dojechać...

Mam nadzieję, że nie będzie to stała tendencja i WDŚ nie przepoczwarzy się w TDŚ. Wierzę, że kolejnych meczów Ruchu z Górnikiem nie będą oglądać tylko przejeżdżający akurat na rowerze  listonosz pan Wacław oraz Muśka gryząca trawę na sąsiednim pastwisku...

Każdy wie, że w sezonie 2009/10 muszą zostać spełnione dwa podstawowe warunki: 

a) Ruch musi się utrzymać;

b) Górnik musi awansować.

Nie wiem która z drużyn ma większe szanse, żeby osiągnąć cel. Wierzę, że uda się obu, bo TDŚ nie mogą na stałe wrosnąć w pejzaż śląskiej piłki. To strasznie smutne, że zamiast czterdziestu dwóch tysięcy kibiców emocje przeżywa pięciu przypadkowych widzów plus ewentualnie krowa.

PS A jak już wspominamy o Chróścicach to dodajmy, że tamtejsza drużynka LZS Victoria ma nowego trenera. Dla Dariusza Wolnego, byłego napastnika GKS-u Katowice będzie to powrót do korzeni. Wrócił do województwa opolskiego po 18 latach.

 
1 , 2
Archiwum