sobota, 31 lipca 2010
Widzi

Czadoblog jest zachwycony, bo dokładnie o to mu chodziło kiedy przyjmował patronat nad "Dniem z Polonią".

Podoba mi się rozumienie roli klubu w życiu miasta przez działaczy. Odbieram ten festyn jako podziękowanie Polonii dla kibiców. Jakkolwiek to nie zabrzmi (patetycznie?), będzie prawdą: Polonia pokazała jak blisko jest z mieszkańcami, zaznaczyła, że jest ważną częścią Bytomia. Nie było żadnej wydumanej, pretensjonalnej prezentacji drużyny przed sezonem. Takiej, na którą - żeby ją zobaczyć - trzeba kupić bilet, a potem móc chwalić się znajomym, że "się bywało".

Zrozumielibyście o co mi chodzi, gdybyście dziś byli na Olimpijskiej. "Dzień z Polonią" przyciągnął mnóstwo ludzi, którzy spotkali się przy stadionie i... nie gadali o futbolu. Gadali TAKŻE o futbolu, a to gigantyczna różnica. Tam wcale nie byli sami kibice w ścisłym rozumieniu tego słowa, tzn. tacy, których kojarzymy ze stadionów. Był pełny przekrój społeczny:-) Panie mogły sobie pogadać, że sąsiadka z szóstego ma fajną fryzurę, nastolatki mogły się zalotnie pouśmiechać i zatrzepotać rzęsami, a chopy mogły ponarzekać na majstra, że wyjątkowy z niego...

Dla każdego coś miłego, Czadoblożek odleciał na przykład podczas koncertu kapeli hip-hopowej. Nawet kiwał się i ruszał rękami w ten charakterystyczny sposób: heeeeeeeeeeeey-hoooooo, heeeeeeeeeeeey-hoooooooooo... Bardzo mu się podobało, a mnie się podobało, że jemu się podobało.

A potem całe towarzystwo przeniosło się na trybuny. Uwierzycie, że mecz można było sobie pooglądać z piwkiem w dłoni?! Oczywiście nie butelkowym, ale i tak nigdy dotąd czegoś takiego nie widziałem. Znów bardzo mi się podobało. Okazało się dzisiaj, że piwo i futbol to wcale nie jest diabelska mieszanka. Jedno i drugie się nie wyklucza...

O samym sparingu nie będę pisać, oglądałem go tylko z jednego powodu. Byłem ciekaw jak wprowadzi się do drużyny Clemence Matawu. Piłkarz potwierdził, że warto na niego stawiać i po wieczornej prezentacji można powiedzieć, że już stał się ulubieńcem bytomskiej publiczności. Widzieliście jak zgasił piłkę klatą w 22. minucie? Widzieliście jak sprytnie przeciął podanie w 30. minucie? Widzieliście, bo nawet brawa dostał:-) "Ten Klemens to bydzie gwiazdeczka. Umi sie znalyź i podać - cmokał z zachwytem kibic siedzący przede mną. Dokładnie tak, gdybym miał określić grę Matawu jednym słowem, powiedziałbym: "widzi". Jego podania z pierwszej piłki to nowa jakość. Oczywiście nie wszystko było jeszcze idealne, niektóre z tych podań były za lekkie, w końcówce nie wyszedł mu strzał, przy okazji omal nie wybił sobie oka własnym kolanem. Muszę zaznaczyć, że wolę go jako bocznego pomocnika z pierwszej połowy niż po przerwie, kiedy grał jako mediapunta. Jestem pewny: na polskie warunki to zawodnik przez duże Zet. Mam nadzieję, że z jego grą w Polonii będzie wszystko w porządku...

A to nie koniec - być może do Polonii trafi jeszcze jego rodak. Ndabenkulu Ncube to podobno bardzo zdolny napastnik, ale na temat jego gry nie mogę nic powiedzieć. Nie widziałem go wcześniej, nie będę zachwalać.

PS Czadoblog dziękuje kibicom za wszystkie miłe słowa i pozdrawia.

PS1 Zapadł mi w pamięć tekst, który wypowiedział ziomal z zespołu do publiki: "całe życie tu mieszkam, chcę tu zostać na zawsze". Coś w tym jest. Wydaje mi się, że ludzie w Bytomiu, Zabrzu, Chorzowie, Katowicach coraz bardziej są dumni ze swoich miast, odkrywają je na nowo i nie chcą się z nich ruszać. Chcą w nich żyć.

PS2 O zegarach pamiętamy.

PS3 O GKS-ie Katowice będzie w następnym wpisie.

piątek, 30 lipca 2010
Sobiech: w imię ojca

Przeczytaliście wszystkie pośpieszne newsy na temat przejścia Artura Sobiecha do ”Polonii” Warszawa? Fajnie. To teraz odetchnijcie i umośćcie się wygodnie na czym tam siedzicie, a potem przeczytajcie tekst Wojtka Todura, przedstawiający prawdziwe kulisy tego przejścia. Aż dziw bierze, jakie niuanse mają  wpływ na to, że transfer zostaje sfinalizowany albo i nie...

”Polonia” ma Sobiecha, ale zapewne nawet na Konwiktorskiej nie wiedzą dlaczego akurat im się udało go pozyskać. Przecież nie takie kluby o niego pytały...

Jak to czasem o wszystkim decyduje zbieg pewnych okoliczności w czasie i przestrzeni:-) Wygląda na to, że Ruch postąpił honorowo. Malutkie śląskie kluby mające u siebie podobne perełki jak Sobiech zapewne będą o tym pamiętać. A przy okazji niebiescy zrobili, moim zdaniem, dobry interes.

Arturowi Sobiechowi życzę wszystkiego najlepszego. Należą mu się podziękowania za wszystko co dla Ruchu zrobił. Niech ci naburmuszeni pamiętają go bardziej z udanego meczu na przykład z Jagiellonią niż z nieudanego z Austrią.

Tak więc dziękuję i żegnam. Nie będę wspominać.

PS Czy Omega będzie? Nie wiem. Jej należałoby spytać:-)

PS1 Lukas Podolski oglądał z trybun zwycięski sparing Górnika z mistrzem Algierii. Cały mecz dłubał słoniola.

Dzień z Polonią

Tym razem wpis czysto informacyjny:-)

Już jutro przy Olimpijskiej w Bytomiu ”Dzień z Polonią”. Czadoblog jest oficjalnym patronem imprezy i wszystkich serdecznie zaprasza.

O Graffiti Jam już pisałem.  Inną wielką atrakcją imprezy będzie gra miejska pod hasłem ,,zwycięzcy biorą wszystko".

Planszą do gry jest obszar Bytomia. Uczestnicy, wykonując przeróżne zadania, będą poznawać historię, architekturę, legendy związane z miastem. Będą rywalizować w drużynach (od dwóch do czterech graczy). Na trasie marszu uczestników znajdzie się 20 punktów kontrolnych, a drużyny będą miały za zadanie zgromadzić 90 punktów. Prowadzący grę przekażą informacje graczom w różny sposób. Raz zadaniem będzie znalezienie właściwego człowieka, kiedy indziej – budynku lub koperty. Szczegółów scenariusza Czadoblog nie ujawnia, ale warto się pobawić:-)

Kartę do gry każdy zespół otrzyma w trakcie rejestracji (g.13.30), punkt rejestracyjny będzie przy scenie ustawionej na parkingu przed stadionem na Olimpijskiej. Wygra tylko jeden zespół, a nagrodami są m.in. vouchery (karnety) uprawniające do wstępu na stadion Polonii Bytom w rundzie jesiennej.

Przy okazji program całej imprezy: 

godzina 10 - msza św. w intencji Polonii Bytom w kościele św. Jacka na Rozbarku;
godzina 11 - finał turnieju piłkarskiego z okazji „Dnia z Polonią Bytom”;
godzina 12 - rozpoczęcie obchodów "Dnia z Polonią Bytom" przy stadionie na ulicy Olimpijskiej 2. Będzie catering, wesołe miasteczko, animacje dla dzieci. Chętni będą mieli możliwość oddania krwi;
godziny 12–16 - pokazy i porady na parkingu przy stadionie. O godz 12 porady lekarskie Szpitala Wojewódzkiego (parking). O godzinie 12.30 rozpoczęcie pokazów Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. O godz. 13.30 - pokazy sprawności strażaków oraz wozów strażackich. O godz.14 - pokazy Komendy Miejskiej Policji. O godzinie 14.30 - pokazy sprzętu wojskowego 1. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej;
godzina 16 - sparing między Polonią Bytom a Stalą Bielsko Biała.

Równocześnie będą się odbywać występy na scenie.
godzina 12 - Marek ,,Makaron” Motyka – gitarzysta i pieśniarz bluesowy;
godzina 13 – Marek Miś i Tomasz Tabor – koncert; zatytułowany ,,dwie gitary, dwa światy”;
godzina 14 - występ orkiestry;
godzina 15 – koncert hiphopowy - BCH;
godzina 19 - prezentacja drużyny K.S. “Polonia” Bytom S.A. przed rundą jesienną;
godzina 20 - występ Libera i Sylwii Grzeszczak.

Do zobaczenia:-)

PS O zegarach pamiętamy.

czwartek, 29 lipca 2010
Lekcja

Nie udało się Ruchowi. Po dzisiejszym meczu można nawet  przyznać, że nie miało prawa się udać. Nawet trener Waldemar Fornalik przyznał: "było widać gołym okiem, że zespół Austrii jest silniejszą drużyną od Ruchu".

Co mi się podobało:

a) że w 38. minucie Grodzicki zmienił się na chwilę w El Diego. Po jego elektryzującym, pełnym szaleństwa, lekko koślawym dryblingu powinno być 2:1 - szkoda, że Artur Sobiech nie wykorzystał wspaniałej okazji i minął się z piłką;

b) sposób w jaki w 41. minucie Marcin Malinowski wyłuskał piłkę Zlatko Junuzoviciowi. To było w momencie, kiedy losy meczu jeszcze się ważyły. Byłby pewny gol, a tak był tylko róg;

c) że kibice dopingowali Ruch do końca. Kto był na meczu ten wie, że nie każdemu by się chciało...

Co mi się nie podobało:

a) że tak niewiele mogło mi się podobać;

b) że Ruch dopuścił do sytuacji, w której Austria grała piłką, a niebiescy właściwie się temu przyglądali. Pierwsze pół godziny było miażdżące, następne - też nie lepsze. Najbardziej smuciły mnie momenty, kiedy Ruch posiadał piłkę przed własnym polem karnym i próbował ją rozgrywać. Wyglądało, jakby niebiescy nie wiedzieli co mają robić, jak grać by zdobyć teren. Krótko, z klepki, a może daleki przerzut? W efekcie chorzowianie zaliczyli całe mnóstwo niecelnych podań. Właściwie nie pamiętam meczu, w którym mieliby aż tyle strat;

c) dziura w środku. Kółko i okolice należało tylko do Austriaków. Michał Pulkowski, zrobił swoje, strzelił gola, ale pewnie nawet on wie, że nie jest klasycznym rozgrywającym. Powtórzę: brakowało faceta, który poprowadziłby grę. To wkrótce może stać się najpoważniejszą bolączką Ruchu, bo nie widać piłkarza, który mógłby się tym poważnie zająć;

d) że w momencie gdy Austriacy egzekwowali rzuty rożne, cały Ruch cofał się pod własną bramkę i zdarzało się, że na desancie nie było nikogo. To świadczy o tym, że niebiescy przed meczem dostali info: uwaga na stałe fragmenty gry Austriaków, przy rogach potrafią być groźni. Skoro o tym wiedzieli to sposób w jaki stracili gola nr 2 (właśnie po rzucie rożnym) nie wystawia im dobrego świadectwa;

e) że kiedy trzeba było Austriacy podwajali, potrajali krycie, a Ruch - niekoniecznie, a przynajmniej nie zawsze;

f) że Ruch czuł wielki respekt. Myślałem, że respekt wobec austriackiej piłki klubowej minął bezpowrotnie w latach 20...

To był respekt wobec tego samego zespołu, który jeszcze w latach 90. potrafił dostać w łeb 5:1 od Odry Wodzisław na własnym stadionie, mało tego - Ruch też przecież w Wiedniu wygrywał, a najlepiej mógłby o tym opowiedzieć Mariusz Śrutwa...

Niebiescy dość łatwo przegrali z drużyną, która rzeczywiście potrafi grać w piłkę i do tego ładnie jej to wychodzi, ale nie jest to przecież jakiś wyjątkowy zespół. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, że w kolejnej rundzie Austria mogłaby być tak bezradna wobec rywala, jak dziś Ruch wobec Austrii;

g) że nasze sprzątaczki muszą się zachwycać piłkarzami Austrii. Że to dla nich takie święto, kiedy piłkarze wychodzą po treningu, a wszystko w szatni jest posprzątane, pozamykane i poukładane w kosteczki, a nie rozbebeszone na środku. Ktoś powie: a co to ma wspólnego z boiskiem? Właściwie nic, ale tak do końca nie wiadomo:-)

Co mogę dodać? Tak, tak, przewidzieliście to: nie wszystko stracone, bo... jest jeszcze rewanż. Ten, kto był na Cichej zaśmieje się szyderczo czytając te słowa, ale czy nie widzieliście dwumeczów, w którym drugi mecz wyglądał zupełnie inaczej niż pierwszy? A poza tym zaprzeczcie - czy Ruch, mimo że dziś gorszy, przy wywrotce szczęścia - mógł nawet wygrać? Mógł!

Pomyślcie: gdyby teraz, w tej beznadziejnej sytuacji, udało się piłkarzom Ruchu wyeliminować Austriaków - przeszliby do legendy. Czy nie warto się więc starać?;

Do boju niebiescy!

PS Więcej o meczu - tutaj.

PS1 O zegarach pamiętamy.

środa, 28 lipca 2010
Spotkanie z Poldim

Czadoblog spotkał się dzisiaj z Lukasem Podolskim, żeby zrobić wywiad. Piłkarz rozpoczyna przygotowania później niż koledzy z 1. FC Koeln i nic dziwnego - po udanym mundialu należała mu się trochę dłuższa laba. Poldi wypoczywa więc oczywiście na Śląsku, bo tu - jak sam podkreśla - czuje się wyjątkowo. Tym sposobem trafiła się okazja, żeby porozmawiać.

Spotkaliśmy się na stadionie Górnika Zabrze, któremu Podolski kibicuje i podkreśla, że zdania nie zmieni - w tej drużynie jeszcze kiedyś zagra. W najbliższych latach się to na pewno nie zdarzy, ale czas płynie szybko...

Warto zwrócić uwagę na reprezentacyjny bilans Podolskiego: 79 meczów w reprezentacji i 40 bramek! Niebywałe jak na chłopaka, który ma dopiero 25 lat. Coś Wam ten bilans przypomina? Kiedyś inny człowiek z Sośnicy zagrał w reprezentacji 75 meczów, strzelił 48 bramek... Wygląda na to, że Lukas Włodzimierza Lubańskiego pobije w tym względzie...

Piłkarz był w świetnym humorze, więc mówił ciekawie. Okazuje się, że to fajny, bezpośredni facet. Pogadaliśmy o mundialu, o śląskich korzeniach, o Górniku Zabrze, o fundacji, którą rozkręca Podolski, a która ma pomagać dzieciom z ubogich rodzin, także ze Śląska.  Potem pojeździliśmy wspólnie po Sośnicy, rodzinnej dzielnicy Podolskiego. Przespacerowaliśmy się po boisku, na którym zawsze grywał Lukas, kiedy przyjeżdżał do babci. Przed tamtejszą kopalnią poczekaliśmy na wujka piłkarza, Wiesława Budzińskiego, który akurat kończył szychtę. Panowie serdecznie się przywitali...

W tych wszystkich miejscach popstrykaliśmy fotki, oto wspólne zdjęcie Lukasa Podolskiego i Czadobloga zrobione przed KWK Sośnica-Makoszowy.

KWK Sośnica - Makoszowy

A wywiad? Przeczytacie go już wkrótce w ”Gazecie”.

PS O zegarach pamiętamy.

wtorek, 27 lipca 2010
Ale jazda: 184 metry muru do popisu!

Chcecie fajnie spędzić czas? Dobry moment bardzo szybko się zbliża! Już w najbliższą sobotę ”Dzień z Polonią”. Podkreślam: z Polonią, a nie z tabliczką poloniopodobną, bo taka też funkcjonuje na wyżynach naszego futbolu.

Czadoblog jest oficjalnym patronem imprezy i ma Wam fajne wieści do przekazania. Na razie chcę opowiedzieć tylko o jednym świetnym pomyśle. Nie przypominam sobie czegoś takiego w historii polskiego futbolu. Polonia Bytom organizuje ”Graffiti Jam”. Co to oznacza? Czadoblogowi opowiada o szczegółach Tomasz Kopciuch, ksywa „Teiko”, jeden z pomysłodawców imprezy.

Mówi „Teiko” (bystrzaki zorientują się dlaczego ”Teiko” - no bo z czym się Wam kojarzy ”Tejko”;-). - Dostaliśmy zgodę od kopalni Bobrek-Centrum na wykorzystanie muru przy ul. Łużyckiej. Będziemy mieli do dyspozycji odcinek o długości 184 metrów. Nad obrazem popracuje czołówka polskich grafficiarzy. Zaprosiliśmy ludzi z Torunia, Wrocławia, Namysłowa, będzie wielu grafficiarzy z całego Górnego Śląska. Każdy z nich dostanie do dyspozycji odcinek muru o długości 6 metrów (to niemało, bo mur ma dwa metry wysokości) oraz 8-12 puszek farby. Każdy będzie malował w swoim własnym, indywidualnym, charakterystycznym stylu. Małowidła będą poprzeplatane malunkami postaci związanych z klubem, a na samym środku namalujemy potężny herb Polonii. Przy nim dwie postaci będą trzymać flagi o długości 70 metrów. To będzie jeden z największych obrazów graffiti w Polsce!

Czadoblog jest pod wrażeniem. Impreza rozpocznie się około 9 rano, skończy w okolicach wieczornych. Zdajecie sobie sprawę, że zamalowanie 184 metrów muru to nie jest takie fiku-miku, w dodatku ma to być zamalowanie artystyczne. Na to potrzeba czasu!

Czadoblog zabierze na Łużycką swoje potomstwo, które niedawno walnęło sobie graffiti na własnym łbie, żeby uczyło się od najlepszych.

Do zobaczenia!

PS Poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową.

PS1 Zdecydowanie najlepsza cieszynka sezonu:-) Padłem i nie powstałem!

PS2 Uwaga, uwaga! Powstał nowy blog! Osoba twórcy gwarantuje, że jeśli lubicie Czadobloga, będziecie również lubić Pogranicza. Polecam i zapraszam w imieniu autora.

poniedziałek, 26 lipca 2010
Cztery gwiazdki, ale po co?

W Wodzisławiu próbują się otrząsnąć i rozpocząć życie po życiu. Ambitny Dariusz Kozielski robi co może, żeby posklejać klubową kadrę i bardzo dobrze.

Przyznam jednak, że śmieszą mnie obecne pozasportowe działania Odry, bawi mnie niepotrzebny moim zdaniem wysiłek, który klub podejmuje akurat w takim momencie. Przez -naście lat konferencje prasowe przed sezonem odbywały się gdzieś w salce, a teraz ktoś nagle wymyślił czterogwiazdkowy hotel... 

Może trzeba to głośno powiedzieć: fakt, że konferencja odbywa się w bardziej ekskluzywnym miejscu niż stara dobra salka konferencyjna naprawdę nie zmieni sposobu w jaki Odrę postrzegają dziennikarze. Liczy się co innego, coś naprawdę istotnego. Przypomnę, że Odra najlepszą prasę miała w 1997 roku. Dlaczego? Bo zajęła trzecie miejsce w polskiej lidze i nieźle prezentowała się w europejskich pucharach.

Wiem, że sprowadzenie niejakiego Pawła Konio Konaka, „postabsurdalnego artysty rewiowego rodem z Kaszub”, żeby poprowadził prezentację piłkarzy Odry bodaj za 1500 zł nie jest inwestycją zwalającą rozmachem z nóg. Wiem, że kasa na to idzie z innego budżetu, ale ja i tak zainwestowałbym nawet tą niewielką - jeśli chodzi o cały klub - sumę inaczej.

Tanie chwyty marketingowe tego typu mogą tylko rozśmieszać. Tak jak nazwanie pierwszej ligi ekstraklasą, drugiej ligi - pierwszą, a trzeciej - drugą. Odra Wodzisław z salki konferencyjnej i Odra Wodzisław z czterogwiazdkowej salki hotelowej - to ciągle ta sama Odra.

PS Już niedługo mecz mistrza Polski z mistrzem Czech. Ciekawe, że polskiej drużynie na drodze mogą stanąć Ślązacy. Bramkarz z Bohumina może obronić, a ofensywny pomocnik z Ostrawy może strzelić. Szczegóły obadajcie tutaj - to chyba najbardziej pełna analiza Sparty w polskim internecie.

PS1 Euzebiusz Smolarek jednak zagra w Polonii! Na Olimpijskiej pewnie nie mogą się już doczekać przyjazdu tego piłkarza ze stołeczną drużyną:-) Już widzę jak go przywitają bytomscy kibice... Zresztą może zdarzyć się, że nie na niego będzie patrzeć publiczność. Polonia zrobiła właśnie fantastyczny ruch! Gdybym miał wybrać najlepszy letni transfer śląskiej drużyny - byłby to właśnie ten!

PS2 Nowy prezes GKS-u Katowice nie chce powiedzieć w ilu firmach jest zatrudniony. Ale zapewnia, że w klubie będzie co najmniej 14 godzin dziennie. Nie jest ważne, że wcześniej ze sportem nie miał wiele wspólnego: w rodzinnym Oleśnie grał w tenisa stołowego.

PS3 Ostatni sparingpartner Górnika przed ligą jest bardzo ciekawy. Zabrzanie zagrają u siebie z mistrzem Algierii.

PS4 Austria straszy Ruch ilością bramek. Ale co z tego? Szczęśliwcy zobaczą wyjazdowy mecz za 18 euro.

PS5 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową. 

sobota, 24 lipca 2010
Demony przeszłości

Rafał Górak jest dobrym trenerem. Potwierdził to wprowadzając właśnie Ruch Radzionków do pierwszej ligi. Dziś jednak przekonałem się, że w przyszłości nie będzie pracował w Polonii Bytom, nawet gdyby chciał. Oczywiście jeśli działacze liczą się ze zdaniem kibiców.

Wróciłem ze sparingu w Bytomiu - Ruch grał z Polonią właśnie. Przeżyłem coś, czego nigdy dotąd na meczu piłkarskim nie widziałem. Spotkanie trwało w najlepsze, gdy bytomscy kibice zawiesili na płocie dwa transparenty. Pierwszy, sympatyczny: "Górak pamiętamy". Ale zaraz potem drugi, miażdżący: "że jesteś sprzedajną... " (ostatni wyraz, którego nie zacytuję, był napisany, bijącą po oczach, czerwoną farbą).

- Niech Czadoblog wyjaśni o co chodzi - wołali do mnie bytomscy fani. O co więc chodzi? Urodzony w Bytomiu Rafał Górak był piłkarzem Polonii do roku 1995, a potem jeszcze w latach 1997-2001. Karierę zawodniczą kończył w 2006 roku w Ruchu Radzionków. Kibicom chodzi o rok 2001, kiedy Polonia spadła z drugiej ligi do trzeciej (według dzisiejszej nomenklatury z pierwszej do drugiej) i rozpoczął się najgorszy okres w dziejach klubu. Bytomska drużyna nigdy wcześniej nie znalazła się tak nisko (zdarzało się, że na mecze chodziło 100 osób). Wielu kibiców Polonii uważa, że to wina Góraka i jeszcze paru innych piłkarzy grających wówczas w Bytomiu. Uważa, że odbyło się to w nie do końca czystych okolicznościach, a właściwie w całkowicie brudnych.

Sprawa jest delikatna. Jeśli kibice się mylą, robią Górakowi straszną krzywdę. Jeśli nie...

Jacek Wiśniewski, obrońca gości, oglądał mecz z trybun, bo w niedawnym pucharowym meczu z Miedzią doznał kontuzji kostki. Podobno jak zobaczył transparenty zaczął dopytywać się o co chodzi. A jak się dowiedział - zamilkł.

Po meczu zahaczyłem trenera gości. Zapytałem m.in. o te nieszczęsne transparenty, łopoczące nam przed oczami. Oto co mi odpowiedział Rafał Górak: - Kibic ma prawo pamiętać spadek. Mam do tego dystans. Nie jestem załamany. Trzeba być twardym!

PS Temat jest drażliwy, więc jeśli ktoś ma zamiar komentować - proszę bez bluzgów, bo i tak je wywalę.

PS1 Przy okazji pobytu w Bytomiu, przypominam, że Czadoblog jest patronem "Dnia z Polonią". Impreza odbędzie się 31 lipca na Olimpijskiej. Informacje będą pojawiać się na bieżąco.

PS2 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową.  

piątek, 23 lipca 2010
Linczu nie będzie

Jeszcze o Ruchu.

Wszystkim walącym w "niebieskich" jak w bęben przypominam: ten zespół awansował. Styl był żałosny, zgadzam się, ale gra nie była... beznadziejna. Była fatalna, a to różnica.

Słowo "beznadziejny" jak łatwo się domyślić, oznacza "brak nadziei na przyszłość". Trudno przypuszczać, że piłkarze Ruchu zaczytywali się przed meczem w manewrach Epaminondasa i że z Maltańczykami próbowali zaprezentować wyrafinowaną tebańską strategię, ale ja naprawdę mam nadzieję na przyzwoitą grę Ruchu w kolejnej rundzie.

Może być tylko lepiej, bo czas działa na korzyść niebieskich. Ciekawe, co powiecie w przypadku dobrej gry Ruchu przeciwko Austriakom i dalszego awansu. Myślicie, że to niemożliwe?

Jedno jest pewne. Czadoblog potrafi być krwiożerczy, ale na Czadoblogu linczu nie będzie. Nie tym razem.

PS Podejrzewam, że Omega się ze mną zgadza.

PS1 Bardzo bardzo chciałbym, żeby trener Austrii czyniąc przygotowania do meczu z niebieskimi obejrzał na kasecie właśnie rewanżowy mecz Ruchu z Maltańczykami. Wiecie dlaczego?

PS2 O tym co mnie naprawdę martwi i boli już napisałem. Boję się, że niektórzy w szatni naprawdę uważają  samo przejście Valletty za coś godnego uwagi.

PS3 W Górniku Zabrze ma być teraz jak w reprezentacji Niemiec. Tymczasem prezes cytuje Józefa Becka, polskiego przedwojennego ministra spraw zagranicznych.

UPDATE Wiadomość z ostatniej chwili (ok. godz 15.30). Wygląda jednak na to, że Ruch zagra z Austrią na własnym stadionie w Chorzowie!

No i ważne wyjaśnienie: niebiescy na starcie w europejskich pucharach zarabiają, a nie - jak chciałoby wielu - dokładają.

czwartek, 22 lipca 2010
Tak się bawią niebiescy

Już po dwumeczu Ruchu z Maltańczykami.

Wszystko byłoby O.K.

Miałby rację trener Waldemar Fornalik mówiąc na pomeczowej konferencji, że trudno wypracować szczyt formy po krótkim okresie treningów. A jest nad czym pracować. Mnie osobiście brakuje faceta (takiego z cojonesami) w środku pola, który zrobiłby coś z niczego kiedy zespołowi nie idzie. Takiego, który pociągnąłby drużynę;

Mieliby rację kibice realiści tonujący wybrzydzających malkontentów (Ruch ma tego pecha, że jego mecze oglądają ludzie pamiętający jeszcze Bulę, Marksa i Maszczyka, że o Warzysze nie wspomnę) klarujących im cierpliwie: ludzie, przecież awans jest najważniejszy! W dodatku osiągnięty bez potrzeby rozgrywania rzutów karnych! Chorzowska publika tylko raz - kwadrans przed końcem - zaśpiewała: "kurczę blade, Chorzów grać!"* Dobra gra z Austrią Wiedeń może sprawić, że fani zapomną i kawa/ser/wędlina/piwo/chleb/wódka znów zaczną smakować.

Mieliby rację kibice zadowoleni z faktu, że Ruch ma dwóch świetnych bramkarzy (choć może niepokoić, że w pierwszym meczu z Maltańczykami najlepszy w drużynie był Pilarz, a w drugim - Perdijić. To co Matko wyciągnął w ostatniej minucie, to mistrzostwo świata. Chorwat uchronił Ruch przed największą kompromitacją w całej 90-letniej historii);

Wszystko byłoby bardzo O.K., gdybym po meczu nie przechodził koło szatni Ruchu. Niestety przechodziłem i usłyszałem pełen entuzjazmu wspólny zaśpiew piłkarzy: "tak się bawią, tak się bawią, nie-bies-cy!"

Tym sposobem wszystko jest cholernie daleko od O.K.

PS Ciekawe co na to Omega. Więcej o meczu - tutaj.

PS1 Jest cholernie daleko od O.K., ale sprawiedliwie muszę zauważyć, że sędzia się jednak nie popisał. Gdyby przedłużył mecz o dwie sekundy, Ruch wygrałby 1:0 po dalekim strzale Piecha.  A stare powiedzenie pszczół mówi: 1:0 wygląda lepiej niż 0:0...

*wersja wygładzona ze względu na najmłodszych kibiców chorzowskiej drużyny. Przecież nie muszą uczyć się śpiewać rzeczywistej wersji przed dojściem do "nastoletniości".

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum