wtorek, 31 lipca 2012
To byłoby świństwo

Z całego serca życzę Ruchowi Radzionków pozostania w pierwszej lidze. W ostatnich latach pisał piękne epizody w swej historii, podniósł się z opłotków i nic dziwnego, że nie chce tam wrócić. Wierzę, że działacze Cidrów (pozdrowienia dla Marcina Wąsiaka, niech mu się darzy) tak to wszystko polepią jak należy. Prawda jest taka, że zaplecze ekstraklasy ubożeje z roku na rok i coraz mniejsze pieniądze są potrzebne żeby na nim trwać (piszę ''trwać'', bo żeby osiągnąć coś więcej i awansować do ekstraklasy coś konkretnego w sakiewce trzeba jednak mieć). Być może więc Ciderland osiągnie cel i przystąpi do rozgrywek.

Z drugiej strony liczę, że Ruch Radzionków nie splami swego dobrego imienia. Jeśli klub ma zamiar wystartować żeby oddać parę walkowerów i przed zakończeniem sezonu wycofać się z ligowych rozgrywek, a wszystko tylko po to żeby za wszelką cenę Polonia Bytom nie wskoczyła na jego miejsce - ludzie będą czuli niesmak. Ruch takim działaniem nie złamie przepisów związkowych ani żadnych innych. Jego miejsce i może się go trzymać. Ale byłoby w tym, przyznajcie, coś paskudnego i złośliwego w jakiś nieobyczajny sposób.

Wiadomo, że społeczność radzionkowska i bytomska nie są jak Bolek i Lolek, a kibice obu drużyn, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Uważam, że wzajemna rywalizacja i napędzanie się żeby być lepszym od lokalnego rywala to coś cennego, pomaga się przecież się rozwijać i osiągać lepsze wyniki.

Pewnej granicy nigdy przekraczać jednak nie wolno. Po co tracić sympatię bezstronnej społeczności zainteresowanej futbolem? Takie działanie byłoby świństwem. Uwalenie wroga w taki sposób powoduje, że gdzieś na środku oceanu podniesie się zapewne fala. To tzw. ''powracająca fala''. Nie nadciągnie z pośpiechem, ale jednak nieuchronnie. Mane. Tekel. Fares. Bo takie rzeczy prędzej czy później się zwracają. Często z naddatkiem.

PS A poza tym Omega już moczy wskazówki w pilznerku.

poniedziałek, 30 lipca 2012
Najmilsze słowa na igrzyskach

Parę lat temu nic Spodkowi nie mogło fiknąć. Zbudowany czterdzieści lat temu był sztandarową polską halą jeszcze w XXI wieku. Mekką wielkich imprez.

Teraz pobudowano parę większych obiektów, są ładne i przestronne. Ale Spodek wśród hal zawsze będzie Stadionem Śląskim wśród stadionów (proszę - nie odczytujcie tego zdania ze złośliwa intencją) i już nic tego nie zmieni.

Spodek to Spodek. Chyba każdy człowiek w Polsce urodzony po 1970 roku ma jakieś wspomnienie związane z tą halą. Dlatego zawsze można spodziewać się miłych słów pod adresem Spodka. Takie padły też na igrzyskach w Londynie. Wypowiedział je bohater ostatnich godzin, Andrea Anastasi, selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski po grze z jego rodakami.

- "To był nasz pierwszy mecz, a on zawsze jest trudny. Nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Na dodatek graliśmy z Włochami, co wywoływało u mnie emocje. I nagle ten tłum, te okrzyki. Pomyślałem sobie: "Kurczę, to jak w Katowicach!" - powiedział trener. 

Anastasi w takim momencie, w pierwszym odruchu przypomina sobie właśnie to miejsce. Fajnie się człowiekowi robi na duszy kiedy czyta takie słowa. Bo to przecież mój i Twój Spodek. Nasz Spodek...

PS A poza tym Omega.

PS1 Myślicie, że właśnie ten zawodnik śląskiego klubu ma największe szanse na medal w Londynie?

23:59, pavelczado , Igrzyska
Link Komentarze (9) »
sobota, 28 lipca 2012
Hańba

Dziś został pobity rekord świata. Ale niestety nie na igrzyskach olimpijskich lecz na stadionie GKS-u Katowice przy ul. Bukowej.

Pobicie prezesa Jacka Krysiaka i wiceprezesa Radosława Bryłki - co potwierdza policja - przez grupę bandytów podczas sparingu GKS-u Katowice jest obrzydliwym rekordem świata głupoty.

Sprawa ma dwa wymiary.

Pierwszy, dużo ważniejszy, jest czysto ludzki. Nie tylko sam fakt fizycznego ataku, ale także i sposób jego przeprowadzenia jest haniebny. Nie do wiary... 

Oczywiście, można nie lubić prezesa klubu, któremu się kibicuje. Można i wiceprezesa. Generalnie nie ma "zakazu nielubienia". Ale w tym ''nielubieniu'' nie wolno przekraczać granic nakreślonych przez cywilizowane społeczeństwo. Wiem, że ostatnie zdanie brzmi trochę górnolotnie, ale znajdźcie w takim razie jakieś lepsze żeby wyrazić sprzeciw wobec barbarzyństwa. Bo w cywilizowanym świecie nastroje kibicowskie, aprobatę albo dezaprobatę, wyraża się jedynie z trybun. Gwizdami, oklaskami, okrzykami. Ale nie naruszeniem nietykalności...

Uważam, że to co się dziś stało na Bukowej to nie tylko hańba dla sprawców, ale i straszny wstyd dla wszystkich, którzy w jakiś sposób utożsamiają się z tym klubem, dla wszystkich, którym GKS leży na sercu.

Wymiar drugi zdarzenia jest czysto marketingowy. Nie wiem jaki ''muzg'' wpadł na taką ''akcję'' i nie mam pojęcia na co liczył. Na oklaski? Sposób w jaki została przeprowadzona świadczy, że chciano działaczy zgnoić i ośmieszyć przed publiką zebraną na stadionie.

Ciekawe czy ''muzg'' zdaje sobie w takim razie sprawę z faktu, że bandycki wyczyn wymazuje z powszechnej ludzkiej świadomości te kibicowskie działania dzięki którym środowisko fanów wizerunkowo w ostatnim tygodniu bardzo zyskało.  Przecież nawet Rada Miasta Katowic wyraziła "solidarność z sympatykami GKS-u".

Tymczasem wyglądało jakby sprawcy śpieszyli się zanim prezes i wiceprezes nie zostaną odwołani przez radę nadzorczą... Już widzę rzeszę sponsorów walących teraz drzwiami i oknami żeby wspomóc miasto w doprowadzaniu GKS-u do świetności.

Po takim wydarzeniu trudno uwierzyć, że sprawcom hańbiącej napaści naprawdę zależy na klubie. Moim zdaniem właśnie wbili GKS-owi gwoździa w układ nerwowy.

Niestety; jak znam życie to reakcja pewnych środowisk nie skręci w stronę ''co oni narobili'' ale raczej ''a po co właściwie o tym pisać''. Bo to była przecież "sprawiedliwa kara dla ludzi, którzy chcieli zniszczyć klub''. A bandytom do głowy nie przyjdzie, że takim działaniem to właśnie oni ''niszczą ten klub''. Z kolei ludziom z zewnątrz dowiadującym się tylko okazyjnie co słychać w klubie przyjdzie do głowy coś innego: ''ten Król to jednak miał rację, że się wycofał''.

PS dziś nieczynny.

PS1 Jestem bardzo ciekawy czy stowarzyszenie SK 1964 wyda jakieś oświadczenie w tej sprawie czy raczej uzna, że oświadczenie jest całkowicie zbędne.

piątek, 27 lipca 2012
Wielki kompleks Czadobloga

W życiu ciągle powtarzają nam, że powinniśmy patrzeć przede wszystkim na siebie, skupić się na własnych celach. Wiadomo jednak, że igrzyska to czas kiedy sportowcy może i patrzą na siebie, ale kibice na pewno porównują do innych.

Każdy ma jakiś kompleks, który chce zwalczyć. Czadoblog nie ukrywa, że również ma osobistą listę kompleksów.

Jedno z najwyższych miejsc na tej liście zajmuje kompleks "Polska a Węgry na letnich igrzyskach olimpijskich''. Cokolwiek Polacy by nie robili - Węgrzy, których przecież jest znacznie mniej - najczęściej i tak są lepsi.

Wreszcie na igrzyskach w Pekinie prawie ich dopadliśmy. Polska: 3-6-1, Węgry: 3-6-2. Obie nacje miały fatalny pierwszy tydzień, długo wydawało się, że Węgrzy będą mieli problem nawet z jednym złotem. To by była masakra, bo przecież zdobywali mistrzowskie tytuły we wszystkich letnich igrzyskach w których startowali, począwszy od 1896 roku. Ostatecznie wyszli z dołka, ale i tak o Pekinie pewnie chcą zapomnieć...

Ogólny bilans jest oczywiście mocno niekorzystny.

Polska: 261 medali, w tym 62 złote.

Wegry: 458 medali, w tym 159 (!) złotych.

Nie warto zwalać niekorzystnego bilansu na fakt, że Węgrzy wcześniej zaczęli olimpijską przygodę niż Polska. Widzę tylko jedno wyjście: nacja węgierska jest znacznie bardziej uzdolniona w stronę sportu niż polska. Nie mówcie, że sukcesy medalowe to efekt inwestowania przez Madziarów przede wszystkim w sporty przynoszące dużo medali. Dla przeciwwagi napiszę tylko dwa słowa. Pierwsze to ''piłka'', drugie to ''wodna''.

Każdy patrzy na igrzyska we własny indywidualny sposób. Dla mnie w dużej mierze to znowu będzie mecz Polska - Węgry.

PS Węgry, jak każdy wie, nad morzem nie leżą, ale w sporcie dużo wodzie zawdzięczają. Gdyby wykluczyć z igrzysk dyscypliny w udziałem wody ich bilans w Pekinie byłby znacznie gorszy: 0-2-1. Dla porównania bilans Polski: 2-4-1.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

16:28, pavelczado , Igrzyska
Link Komentarze (58) »
czwartek, 26 lipca 2012
Skrót z meczu Ruchu w Macedonii

Co ja będę pisał o dzisiejszym wyjazdowym meczu Ruchu z Metalurgiem Skopje. Zrobili to szybko i w miarę bezboleśnie...

Zobaczcie sami. Oto 9.minuta:



Tylko kolor skóry się nie zgadza. Niebieski odcień wypłowiał od macedońskiego słońca.

PS Omega jest zadowolona. Nieśmiało zwraca uwagę, że to jedyna drużyna reprezentująca Polskę, która zdobyła komplet punktów w tej rundzie...

PS1 "Pewien prominentny działacz Polonii Bytom chciał abym mu wysłał maila z ważnym dokumentem. Tak oczywiście uczyniłem. Po pewnym czasie dostałem telefon z pretensjami, że mail nie doszedł. Wysłałem go więc ponownie, ale sytuacja się powtórzyła. Zgrałem wiec dokument na pendrive'a i osobiście go zawiozłem do tej osoby. Z ciekawością zajrzałem też do jej komputera. Okazało się, że w domu tej osoby nie ma internetu. - Internetu nie mam, ale maila mam - przekonywał mnie działacz.''

To fragment opowieści Marka Pieniążka, który po czterech latach opuścił Polonię Bytom. Całość możecie przeczytać - TUTAJ. A tymczasem Polonia gotowa do gry. Tylko w której lidze?

Marek to jeden z najbardziej kontaktowych działaczy jakich znam. Teraz doświadczenie zdobyte w Cracovii, Jagiellonii Białystok i Polonii Bytom będzie wykorzystywał w Stali Rzeszów. Powodzenia!

środa, 25 lipca 2012
Prześladowani przez komunę

Kibice ''Polonii Warszawa'' nie mieli chyba czasu żeby zastanowić się co się stało. Dostali szansę zrzucić cudzysłów, ale ostatecznie nie skorzystali. Nie winiłbym ich jednak, oni przecież ciągle walczą z prześladującą ich komuną, oczywiście w imię przodków walczących w Powstaniu Warszawskim... Dlaczego mieliby się więc zajmować takimi pierdołami jak tożsamość klubu w ścisłym rozumieniu tego słowa?

Już słyszę, że ci, którym się to nie podobało nie mieli nic do gadania, że zostali wykiwani i zakrzyczani. Moje pytanie brzmi: dlaczego spuścili uszy po sobie? Jak można było nie wykorzystać szansy i powiedzieć "NIE"? Odpowiedź dla mnie jest prosta: bo dla Was ważniejsze jest żeby być lepszym od Legii niż zachowanie godności. Takie jest moje zdanie.

Na Waszym miejscu wstydziłbym się spacerować po Warszawie. A gdybym mieszkał w stolicy od razu przerzuciłbym się na Mazur Karczew.

Chce mi się rzygać. Powstrzymuję się jednak i to mój ostatni tekst na ten przykry temat. Szkoda słów! Nic się nie zmienia. Także fakt, że cudzysłów zostaje. Będę z niego korzystał kiedy ten założony w 1922 roku klub będzie przyjeżdżał na Górny Śląsk by rozegrać mecz.

A relację z obozu gdzie prześladowań przez komunę wielkich zapewne nie było i gdzie przodkowie zapewne nie walczyli w Powstaniu Warszawskim - przeczytacie tutaj. Ciekawe kto wyżej nosi dziś głowę.

PS Powyższe ostre słowa oczywiście nie dotyczą tych, którzy będą chcieli założyć w B-klasie klub  mogący się nazywać Prawdziwa Polonia Warszawa. Za nimi trzymam kciuki.

PS1 Erwin Nyc, który jak nikt inny łączy Polonię Warszawa z Katowicami w grobie by się przewrócił. 

PS2 Omega wskazówkami zasłoniła tarczę. Had'ko! Ale informacja, która zrobiła na niej większe wrażenie to TA.

wtorek, 24 lipca 2012
Zielone tąpnięcie

Wstrząsy dosięgają nie tylko klubów z pierwszych stron gazet. Dosięgają także klubów, które kiedyś były na pierwszych stronach gazet. 

Szombierki Bytom pokazały już, że nie poddają się w najtrudniejszych chwilach. Był okres, że musiały wycofać z rozgrywek pierwszą drużynę. Nie było pieniędzy, piłkarze przestali przychodzić na treningi (czasem trudno było zebrać pełną jedenastkę). Środowisko się nie poddało. Policzyło, zebrało się w sobie, a potem skromnie i bez rozgłosu zaczęło budować zespół od samego dołu, od B-klasy. Szombierki to Szombierki, awanse zaczęły przychodzić. Jednego z nich nigdy nie zapomnę.

W zeszłym sezonie "Zieloni'' minimalnie przegrali awans do III ligi (czwarty poziom rozgrywek) z Górnikiem Wesoła - ostatecznie zajęli drugie miejsce, które nic nie dawało. Teraz chcieli powtórzyć atak, ale nagle jedno pismo znalezione w skrzynce pocztowej radykalnie zmieniło plany.

Teraz Szombierki krzyczą: POMOOOOOOCYYYY!

Usłyszmy ten krzyk. Kto pomóc nie może niech przynajmniej roześle wieść dalej. Im więcej ludzi się dowie tym większa szansa dla Szombierek. Takiemu klubowi nie może dziać się krzywda. Mamy przecież tylko cztery takie na Górnym Śląsku.

PS Działacze marzyli żeby awans do ekstraklasy wywalczyć na stulecie klubu. Wolałbym żeby było to wcześniej niż w 2045 roku (to oczywiście kwestia tego, że mam inne zdanie na temat daty powstania klubu - jest szkoła, której nie uznaję, twierdząca, że Szombierki powstały już w 1919 roku). Tak naprawdę to jednak spór w kontekście całości nieistotny, bo fantastycznej powojennej historii nikt temu środowisku nie zabierze. Ile było klubów stricte dzielnicowych, które potrafiły zdobyć mistrzostwo Polski? No właśnie...

Mimo wszystko wierzę, że Szombry na pierwsze strony gazet jeszcze wrócą.

PS1 Omega na znak solidarności zawiąże sobie na wskazówkach zielone kokardki. 

poniedziałek, 23 lipca 2012
Jestem przeciwko futbolowi

Lubię lata parzyste. Raz igrzyska zimowe i piłkarskie mistrzostwa świata, a raz piłkarskie mistrzostwa Europy i igrzyska letnie. Żyć, nie umierać...

Choć nie wszystkim. Słowo ''umierać'' dedykuję piłce nożnej. Oczywiście nie w ogóle, bo to najwspanialszy sport na świecie, ale tej na igrzyskach olimpijskich.

Wiem, że mamy do tej konkretnej dyscypliny na tej konkretnej imprezie wielki sentyment jeszcze z czasów Kazimierza Górskiego i triumfu w Monachium, ale to nie powinno przesłaniać faktycznego obrazu. A ten jest taki, że futbol na igrzyskach jest całkowicie niepotrzebny. Zasady jego obecności są całkowicie irracjonalne... To zasady niestosowane przy innych dyscyplinach.

Olimpijski futbol jest dziwaczny, bo nakłada mu się kuriozalne ograniczenia. Tylko trzech starszych piłkarzy, a dlaczego nie tylko pięciu blondynów, albo tylko sześciu przedstawicieli z klubów Antarktydy? Według mnie to nie ma sensu.

Z kolei zdjęcie kagańca powoduje sytuację, której obawia się FIFA i ja jej w tym momencie przyznaję rację. Jaki sens ma dublowanie się mistrzostwami świata? Dublowanie w słabszej wersji, bo z przechyłem - futbol z miejsc słabiej rozwiniętych ma tyle samo do powiedzenia co ten europejski, startuje z tych samych pozycji.

Dlatego za celną uważam absencję futbolu na igrzyskach w 1932 roku (dwa lata wcześniej pojawił się mundial, choć zapewne motywacja wtedy była inna;-), rozumiem też dlaczego jeszcze przed wojną piłkę nożną przywrócono. To były przecież inne czasy, nie było mistrzostw Europy. Dziś jednak rywalizacja piłkarzy na igrzyskach to jakiś sztucznie rozdęty balon, który i tak nie ma sensu. Przyznam, że od 1992 roku oglądałem transmisję z może dwóch meczów na igrzyskach i wcale tego nie żałuję. 

Co imprezę zmienia się skład dyscyplin, a działacze mają problem jak ścisnąć ten rozłażący się i powiększający worek medali do rozdania. Liczba konkurencji przekroczyła już 300...

Igrzyska bez futbolu się obronią. Futbol bez igrzysk się obroni.

Zróbcie to. Wyrzućcie futbol z igrzysk.

Na zawsze.

PS Tym sposobem Polska przejdzie do elitarnego grona 19 krajów, którym się udało. Będzie się mogła chwalić czymś czego nigdy nie osiągnęła Brazylia (Argentyna ma to oczywiście w swojej kolekcji;-)

PS1 Ireneusz Król przejmując licencję Polonii nie spodziewał się zapewne, że ktokolwiek mógłby być przeciwny grze "GKS-u Katowice'' w ekstraklasie. Nie wiem czy zdaje sobie sprawę, że z tej sytuacji jest wyjście wyjątkowo honorowe: przenieść klub do Grodziska Wlkp i dokonać fuzji z Dyskobolią.  I tak nie robi biznesów na północy więc co to za różnica czy stolica czy Grodzisk. A Polonia przy pomocy kibiców spokojnie mogłaby sie odbudowywać w niższej lidze i za jakiś czas wrócić.

PS2 A poza tym Omega.

09:48, pavelczado , Igrzyska
Link Komentarze (54) »
niedziela, 22 lipca 2012
Czy góry pomogą/zaszkodzą Górnikowi

Kiedyś letnie zgrupowania w górach, takie podczas których piłkarze wymiotowali z wysiłku, były chlebem powszednim. Potem niektórzy zarzucili te metody, zdarzało się, że uważano za archaiczne.

Nie znam się na fizjologii, wyrabianiu siły oraz wytrzymałości i przyznam szczerze, że nie wiem czy piłkarze powinni przed sezonem dostawać w tyłek na wysokościach czy raczej nie powinni. To ciekawa kwestia, tym bardziej w nadchodzącym sezonie będę się przyglądał rywalizacji Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze, bo prezentują dwie różne szkoły.

Niebiescy w górach przed nadciągającym sezonem nie byli (przy ładnej pogodzie z Kamienia widać Beskidy, ale to się nie liczy:-). Zabrzan trener Adam Nawałka zabrał do Zakopanego. Górnik z Nawałką jeździ zresztą do Zakopanego regularnie.

Do zastanowienia się nad sprawą zainspirowała mnie postawa klubów francuskich. Okazuje się, że większość z nich podczas tegorocznych letnich przygotowań stawia na francuskie Alpy, w grę ewentualnie wchodzą Pireneje!

Piłkarze Olympique Marsylia w dniach 4-13 lipca byli w miejscu będącym mekką dla... narciarzy czyli w szwajcarskiej miejscowości Crans Montana (wolę nazwę Crans sur Sierre). Zakopane wysiadają, bo to na wysokości 1500 m.n.p.m!

Gracze Lyonu w dniach 3-13 lipca był w alpejskim Tignes, będącej gminą okręgu Albertville, jest tam bardzo ładny lodowiec.

Zawodnicy Bordeaux w dniach 8-14 lipca byli na granicy ze Szwajcarią w Divonne-les-Bains gdzie jest fajne spa (tak samo jak ekipa OM, która zaliczyła aż dwa górskie zgrupowania)

Bastia właśnie wyjechała do Seynod (21-28 lipca) - to około 1000 m.n.p.m.

St. Etienne za trzy dni wyjeżdża do Aix-les Bains (25 lipca - 4 sierpnia), skąd wróciła Nicea (7-14 lipca). To akurat jest na jeziorem i dość nisko, ale góry dookoła potężniackie.

Piłkarze Evian w dniach 7-14 lipca byli w alpejskim Megeve czyli najbardziej ekskluzywnym ośrodku sportów zimowych w Sabaudii.

Prawie w tym samym czasie zawodnicy Sochaux byli w niedalekim Morzine przy granicy francusko- szwajcarskiej  gdzie są wspaniałe góry (8-14 lipca), a Brestu w dosłownie o rzut beretem - w Samoens (4-12 lipca).

Z Alp przenosimy się w Pireneje na które postawili w Toulouse (2-10 lipca w Luchon znajdujące się w pięknej dolinie w centralnych Pirenejach). Nie wiem czy do tego grona można zaliczyć Lille (8-12 lipca w Saint-Jean-de-Luz w departamencie Pireneje Atlantyckie, na mój nos bardziej Atlantyckie niż Pireneje;-) oraz Ajaccio (15-22 lipca w Anglet, sytuacja identyczna jak w przypadku Lille).

Żeby nie było - tam też są szkoły różniące się wszystkim. Na przykład Valenciennes pierwsze zgrupowanie (8-15 lipca) zorganizowało w bretońskim Dinard. Byłem w Dinard i zapewniam was, że górskiej atmosfery tam nie uświadczycie:-) Widocznie piłkarzom Valenciennes nie jest to potrzebne, bo na drugi obóz 1 sierpnia jadą do... Holandii (Hoister Wijk). Z kolei PSG stawia na Austrię. Austria brzmi groźnie, ale miasteczko Stegersbach leży przy granicy z niskopiennymi przecież Węgrami.

Tak więc pytanie: ''czy rzyganie w górach przełoży się na wysoką formę w trakcie sezonu?'' wciąż jest nierozstrzygnięte.

PS Omedze najlepiej jest w Chorzowie. Jej góry niepotrzebne.

PS1 No to teraz okaże się ostatecznie co sądzić o kibicach Polonii Warszawa.

sobota, 21 lipca 2012
Telewizja nie kłamie

Czadoblog kulnął się do Wrocławia na turniej Polish Masters. Benficę co prawda widział już w życiu nieraz, ale PSV Eindhoven, a zwłaszcza Athletic Bilbao - jeszcze nie. Warto było.

Co mi się podobało:

a) stadion. Byłem na nim pierwszy raz. Generalnie zdecydowanie wolę stadiony piętrowe, ale dla tego wrocławskiego robię wyjątek. Wrocław ma z czego być dumny. Niezły pomysł z tymi tkaninami, obiekt wygląda jak Reichstag opatulony przez Christo. Szkoda, że płótno zaczyna być brudne (widać to zwłaszcza od środka), a nie mam pojęcia jak się je czyści. Bo chyba się je czyści, prawda?  

b) że ludzie dobrze się bawili. Zarówno bywalcy jak i pikniki; 

c) czasem to nieprawda, ''że telewizja kłamie''. W telewizji Mark van Bommel faulował w myśl zasady ''piłka może przejść, a zawodnik nie'' i okazało się, że w rzeczywistości też tak jest. W telewizji Marcelo Bielsa lubi oglądać mecze siedząc w kucki przed ławką rezerwowych i w rzeczywistości też tak jest;-)

d) przyjemna sektorówka z mapą i napisem ''Wielki Śląsk'' i ''stolica całego Śląska''. Musi być drobna uwaga, bo jej twórcy wykazali się pewną niekonsekwencją. Skoro CAŁEGO Śląska to na fladze powinna się jeszcze znaleźć sekwencja liczb ''2:31'' (co najmniej 2:31, Zagłębia Lubin nie chce mi się liczyć). Ale właściwie to nieważne, ujęło mnie coś innego. Wydawało mi się bowiem, że kibic przechodzący obok mnie trzymał w ręce gruby plik widokówek na których widniała ta właśnie sektorówka. Byłżeby to pierwszy tak nietypowy krok marketingowy wykonany przez kibiców? Zaprezentować zapierającą dech w piersiach sektorówkę po to żeby potem publice sprzedawać wyprodukowane wcześniej widokówki? Każdy orze jak może. I like it:-);

e) gole piłkarzy Śląska. Mogły sprawić mylne wrażenie, że mecz był wyrównany:-) 

Co mi się nie podobało: 

a) najbardziej nie podobało mi się polskie zderzenie z Europą. Prawdę mówiąc gdyby Benfica wygrała ze Śląskiem 8:2 - nikt nie powinien mieć pretensji. Z utęsknieniem czekam na mecz kiedy polska drużyna grając z silnym europejskim klubem będzie w stanie bez przeszkód rozegrać cztery podania. Ale nie wszerz albo do tyłu, ale CZTERY PODANIA DO PRZODU! 

b) że nie pojawiło się parę gwiazd na które liczyłem. Na Llorente i Muniaina zawsze warto przyjść, ale mnie z wiadomych względów bardziej brakowało Savioli i Aimara. Ale i tak najlepsza nacja świata została godnie zaprezentowana. Gaitanowi wystarczyły trzy kwadranse. Mówi się, że jest lepszy od di Marii, a to już nie byle co. Fakt, że zagrał fajnie. Vamos, vamos Argentina!

c) że łatwo można wejść w rolę, z której trudno wyjść. We Wrocławiu muszą coś o tym po Euro wiedzieć... Dziś po drugim meczu wychodząc ze stadionu usłyszałem kibica w zielonej koszulce nucącego ''nic się nie stało, chłopaki, nic się nie stało''. Ewentualnie ratuje go tylko, że to mogło być prześmiewcze... 

d) że Bielsa tak uparcie stawia na Toquero. On jest zdecydowanie za cienki - nawet na zmiennika Llorente; 

e) okazuje się, że autostrada na trasie Katowice - Wrocław jest już płatna. Koszt: 16,30 zł w jedną stronę. Byłoby OK gdyby nie żenujący moment pod bramkami na Dolnym Śląsku. Żeby zapłacić musiałem w kolejce aut czekać aż 26 minut. Skąd ta kolejka skoro autostrada była prawie pusta?

Co mnie zdziwiło:

a) że pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ciemnoskórego zawodnika w Athletic. Nic dziwnego; Jonas Ramalho podobno właśnie jest pierwszy. Ale przecież rodzony w Baskonii czyli swój. Coś jak Robert Mitwerandu grający kiedyś w GKS-ie Katowice;

PS Omedze by się podobało. 

 
1 , 2
Archiwum